Lifestyle

„Ludzie nie mogą znieść grubej, która się odważyła powiedzieć o sytuacji w samolocie”

Redakcja
Redakcja
20 lipca 2022
Ewa Zakrzewska, fot. Facebook Ewa Zakrzewska
 

Ewa Zakrzewska, niezwykle popularna modelka plus size, z sukcesami prowadzi swoje profile w mediach społecznościowych. Prowadzi biznes i wciąż utrzymuje się na topie w branży. Jest wsparciem, wzorem i inspiracją dla wielu kobiet. Nie owija w bawełnę, choć wielokrotnie z pewnością sporo ją to kosztuje emocjonalnie. Tak jak tym razem. 

Na Facebooku i Instagramie opublikowała piękne zdjęcie (niesamowita jest ta sukienka, tak na marginesie), które nie zapowiadało niczego niedobrego. Kiedy jednak „zjechałyśmy” do opisu, ciarki przeszły nam po plecach.

„Zamiast zdjęcia z cudownej sesji z @weronikagranicafoto miałam wstawić dziś screeny hejtu jaki wpływa od wczoraj z różnych portali. Ale nie wstawię tego na siatkę.

Bo ten profil nie jest o tym, jak łatwo przychodzi niszczenie drugiego człowieka, bo jest gruby. Opowiadam Wam tu obrazkowo swoje historie. Od mody i pracy, po prywatne kwestie, jak moje zaburzenia odżywiania, które mam od dziecka. W zeszłym roku poddałam się znowu, po podobnym w sile ataku kilku tysięcy osób od znanej influ. Poszłam znowu w kompulsywność, wróciły epizody bulimiczne. Aktywność fizyczna? Codziennie zmartwychwstawałam, żeby ciągnąć Ewokrację i się uśmiechać do nagrań i fot. Teraz będzie lepiej, mam wsparcie i dam radę❤️

Gdy opowiedziałam o locie @ryanair i słabej sytuacji z obsługą w social mediach, nie było szumu. Teraz kilka wyciętych zdań z długiego wywiadu lata po portalach i klika się jak cholera. A ludzie nie mogą znieść grubej, która się odważyła powiedzieć o sytuacji w samolocie. Nikt nie dosłuchał wywiadu. Ważne są dwie kwestie. Jest gruba i nie siedzi cicho”.

Historia feralnego lotu, w którym uczestniczyła Ewa, obiegła media lotem błyskawicy. Podczas podróży modelka poprosiła obsługę o przedłużkę do pasów bezpieczeństwa. Jest to święte prawo każdego pasażera i obsługa pokładowa powinna zadbać, żeby taka potrzeba została zaspokojona jak najszybciej. Nie może być sytuacji, w której pasażer podczas startu i lądowania nie jest zapięty pasami bezpieczeństwa. A tak się właśnie stało w przypadku Ewy Zakrzewskiej. Stewardessa obiecała przynieść pas, ale tego nie zrobiła. Przed lądowaniem zauważyła to inna kobieta z obsługi i… rozpętało się emocjonalne piekło.

Zrobiła bardzo głośną scenę. Ludzie zaczęli się odwracać z kilku rzędów, ja byłam w dość sporym szoku – powiedziała Ewa Zakrzewska w wywiadzie udzielonym o2.pl. – Powiedziała: „ja teraz muszę przesadzić ludzi, pani się nie mieści w pas”.

Po tych słowach przesadziła inną pasażerkę i Ewa otrzymała przedłużkę, o którą prosiła kilka godzin wcześniej. Przyznaje, że czuła się w tej sytuacji okropnie, że stewardessa zachowywała się ostentacyjnie i uwłaczająco.

Co się dzieje dalej? Ewa Zakrzewska opowiada o tym w jednym z wywiadów i zaczyna się prawdziwe zamieszanie. Ale nie, nie chodzi o to, że otrzymała przeprosiny od linii lotniczej, w której doszło do tej sytuacji. Nie chodzi o to, że przewoźnik spotkał się z falą krytycznych komentarzy, prośbami o wyjaśnienia itp. Nie. Z hejtem spotkała się Ewa.

Nie będziemy cytować tysięcy ohydnych komentarzy, które zalewają polski internet pod newsami opisującymi tę sytuację. Powiemy tylko, że to się musi skończyć. Musi się skończyć ten hejt,  upokarzanie, wytykanie palcami, szukanie dziury w całym, wszystkie te negatywne emocje.

I nie chodzi tylko o osoby plus size. To dotyczy wszystkiego. Z hejtem, paskudnym słowotokiem przypadkowych, anonimowych „komentatorów” i „komentatorek” (tak, drogie panie, robimy to sobie nawzajem, co jest już naprawdę okropnością) mamy do czynienia na każdym kroku. Hejtowana jest gwiazda, bo przytyła, hejtowana inna, bo schudła (Margaret!), hejtowana, bo stanęła w obronie słabszych (Basia Kurdej-Szatan) itd. itd. itd.

Ludzie, nie może tak być! Wykończymy się wzajemnie!

Ewo, jesteśmy z Tobą! <3

 


Lifestyle

„24 godziny wakacji z toksycznym rodzicem”. Traumy też dorosłych dzieci

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 lipca 2022
fot. iStock
 

Wielu moich znajomych wprost mówi, że utrzymuje z rodzicami (z którymś z rodziców) tylko neutralne stosunki. Telefon od czasu do czasu, obiad od czasu do czasu, święta od czasu do czasu– na więcej nie mają ochoty. Dlaczego? Bo rodzice nie przestali ich traktować jak własność. Albo jak niewolników. Przede wszystkim jednak nie zaczęli ich szanować.

Wakacje. Mazury. Jestem z rodziną i przyjaciółmi w knajpie na obiedzie. Blisko mnie siedzi para koło czterdziestki. Zadbani, ładni. Też z nastolatkami. Dziewczyna, na oko szesnaście lat. Druga ciut młodsza. Ta pierwsza bardzo szczupła, druga pulchniejsza. Między rodzicami napięcie. Poddenerwowani dyskutują o jakiejś sytuacji z poprzedniego dnia. On do niej: „Bo ty zawsze, jak się nawalisz, odpierdalasz”. „Wypiłam trochę, tańczyłam, bo nie lubisz! Ty za to cały dzień pracowałeś i nawet na wakacjach siedzisz z laptopem” broni się ona. Podchodzi kelnerka, co przerywa ich dyskusję, córki też unoszą głowy znad swoich telefonów (wcześniej były zupełnie wyłączone).

– Poproszę sałatę, ale bez żadnego sosu– mówi szczuplejsza córka.
– Zwariowałaś?! Znowu wydziwiasz! Weź coś porządnego, jak ty już wyglądasz, jak śmierć– denerwuje się czterdziestolatka.
Wtóruje jej ojciec: – Nie rób scen, poza tym takiej chudej nikt nie będzie chciał– rechocze.

Od tego momentu przysłuchujemy się z moją koleżanką już bardzo intensywnie.
Pulchniejsza zamawia pizzę.
– Pizzę? Nie wolisz filetu z kurczaka! Pizza ma dużo kalorii– syczy matka.
– Nie jem mięsa, nie pamiętasz? – mówi cicho dziewczyna.
– Nie jesz mięsa, nie kłam, a kto zeżarł niedawno w nocy kiełbasę? Zjedz normalny obiad, a nie potem pustoszysz lodówkę– mężczyzna uśmiecha się przepraszająco. Ale do kelnerki. Jakby chciał przeprosić ją, że ma taką beznadziejną córkę, która kombinuje przy zamówieniu. Udaje, że nic nie je, żeby potem wyżreć wszystkie zapasy.

„Jakbym słyszała własnego ojca. Aż mam ciary” szepcze koleżanka

Niepotrzebnie stara się być cicho. Czterdziestolatkowie mają już własny lot. Kelnerka zapisała zamówienie, dawno poszła, oni nie przestają jeździć po dziewczynach. To, że pulchna się spasła (cytat z pana ojca), a tamta jest anorektyczką (cytat z pani matki), choć wydają pieniądze na psychologa. Starszą jakoś szybciej zostawili, potem na stół wjechał obiad, przez chwilę cała czwórka rozmawiała i jadła spokojnie. Jak gdyby nigdy nic. Ale potem młodsza wylała na obrus sok jabłkowy „Czy ty nie możesz jednej rzeczy zrobić dobrze! Słoń w składzie porcelany!” wrzasnął mężczyzna.

I to niby z troski? Z chęci wyżycia się? Słowo nie wiem, bo najczęściej tacy rodzice mówią, że bardzo kochają swoje dzieci. I chcą dla nich DOBRZE.

„Jak dobrze, że nie jestem już nastolatką” odetchnęła moja koleżanka, gdy tamci w końcu wyszli. I przypomniała sobie ileś rzeczy strasznych rzeczy, które mówił do niej ojciec. Ale potem rozmawiałyśmy o tym z resztą naszej ekipy i okazało się, że wiele z nas słyszy podobne rzeczy do dziś, choć mamy po trzydzieści, czterdzieści lat.

Oto kilka wypowiedzi moich znajomych

„Ostatnio pojechałem z ojcem i moim synem w góry. Ojciec jest taternikiem, wspina się od lat. Jestem przyzwyczajony do tego, że często wpada w furię. Nawet tego nie zauważam, bo jak ktoś doświadcza czegoś od czterdziestu lat, nie reaguje. Na tym wyjeździe ojciec też kilka razy stracił nad sobą panowanie. „Czy ty, kurwa, potrafisz zrobić coś dobrze?!”, „Nie mogę patrzeć jak to partaczysz, weź zrobię to porządnie”, „Co znowu spierdoliłeś?!” takie słowa padały kilka razy. Również do mojego syna. Wieczorem, w schronisku Antek powiedział: „Tato, ty miałeś w domu piekło, nie chcę już jeździć z dziadkiem”
Poczułem z jednej strony ogromny smutek, z drugiej dumę. Dumę, bo mój syn ma wybór, wie, gdzie są jego granice. Mimo że mam przemocowego ojca, sam się nim nie stałem. Smutek, bo dotarło do mnie, że znosiłem to latami i nie mogłem się obronić. Ojciec również bił mnie swego czasu. Smutek również dlatego, że od lat macham na to ręką, wtórując mojej mamie, która mówi: „On po prostu taki jest, nie panuje nad sobą”. Ale nie myśli o tym, jak czuje się ja. Za każdym razem znów nic nie wartym śmieciem”.

„Nieustannie słyszę od mojej matki, że jestem nie taka. Ba, nawet teraz może już nie słyszę, ale ona całą sobą mi to komunikuje. Gdybyś skończyła lepsze studia, miałabyś teraz pieniądze. Trzeba było zostać dentystką, jak radziłam. Córka Marioli jest dentystką, zobacz jak dobrze zarabia. A widziałaś jaki mają piękny dom? Córka Jadzi to zabiera swoją matkę co roku na wakacje. Szkoda, że ty tak nie robisz”. Po kolejnej takiej wymówce pomyślałam, że może rzeczywiście jestem nie w porządku. Zabrałam więc mamę nad morze. Chciałam zawracać już w samochodzie. Nieustanny hejt. Dlaczego ty masz nie zrobione paznokcie? Zobacz, jak ty wyglądasz, jak można się tak ubierać. Dlaczego tak wcześnie się kładziesz? Dlaczego tak późno wstajesz?!Balam się z nią poruszyć jakikolwiek temat, bo każdy był dobry, żeby powiedzieć mi, że nie mam racji, mylę się, że ktoś tam (najczęściej dziecko jej koleżanki) ma lepiej, więcej, lepiej pokierowało swoim życiem.
Gdy po tych kilku dniach odwiozłam matkę pod dom, pomogłam wypakować rzeczy, odetchnęłam z ulgą. A koleżance napisałam, że nie mogę być normalna mając taką matkę”.

„Ojciec ze swoją kobietą ma dom nad jeziorem. Czasem jeżdżę tam latem z moją ośmiolatką. Ostatnio – za ich zgodę– zabrałam też przyjaciółkę córki. Co sobie przypomniałam? Zresztą kolejny raz. Nie umiem zmywać. „Jak ty to robisz?” Kręci głową ojciec. „Zawsze byłaś bałaganiarą” westchnięcie. Po tym, jak sprzątałam dwie godziny tylko po to, żeby był zadowolony. Ale nie udało się, jest pedantem. Do tego uwielbia robić napięcie, wszystko go wkurza, ludzie irytują. Z tym sąsiadem się pokłócił, bo nie zamyka bramy wjazdowej, z tamtym też się spiął, bo sprowadza nad jezioro rybaków. Wszystko jest problemem. Złe mięso, za ciepłe piwo (choć przecież można je wstawić do lodówki), to i tamto. On nie tylko marudzi, czasem po prostu wrzeszczy. A to, że moja córka nie chce iść po mleko, bo się boi (tchórz po matce), a to, że nie odzywa się do niego w odpowiednio kulturalny sposób (to też po matce). Podziwiam jego partnerkę, bo wydaje się tym nie przejmować, dla mnie to za dużo. Wytrzymałam tydzień napięcia, uciekłam do domu i przysięgłam sobie, że nigdy więcej tam nie przyjadę. I tak jestem znerwicowana, zestresowana, niepotrzebny mi jeszcze powrót do dzieciństwa, gdy przypominam sobie jaki był i jak bardzo się bałam.

 


Lifestyle

Antonina Kondrat: jeśli się kogoś kocha, decyzja, że chce się z tą osobą związać, jest najprostsza na świecie

Redakcja
Redakcja
20 lipca 2022
Antonina Kondrat w sesji dla "Fashion Magazine", fot. SINIOR

Właśnie ukazuje się długo wyczekiwany nowy numer „Fashion Magazine” z wywiadem z Antoniną Kondrat (Turnau). O miłości, świadomym życiu i planach zawodowych związanych z… modą – Antonina opowiedziała Mateuszowi Szymkowiakowi. 

Antonina Turnau w świadomości większości z nas pojawiła się, gdy paparazzi zrobili jej zdjęcia podczas Festiwalu „Dwa Brzegi” w towarzystwie Marka Kondrata. Machina plotek ruszyła z całą mocą, para trafiła na czołówki gazet i portali plotkarskich. W tym roku mija siedem lat od ich ślubu, wychowują razem 4-letnią córeczkę Helenkę, a życie dzielą między Polskę, a Hiszpanię.

„Silna. Niezwykle. Projektująca życie po swojemu. Zawsze. Przez lata nieco tajemnicza, postrzegana jako córka Grzegorza Turnaua i żona Marka Kondrata, dziś zdecydowała się wyjść na pierwszy plan. Prawdziwie. Bo tylko to ją interesuje. I przecież tylko wtedy ma sens. W rozmowie. I w życiu” – tak Mateusz Szymkowiak na swoim Instagramie zapowiedział tę rozmowę.

Antonina w rozmowie z magazynem odniosła się do plotek, jakie krążą o nich w sieci. Dowiadujemy się, że nie jest prawdą iż:

  • „Wychowywała się na jego kolanach”. Marek Kondrat nie był znajomym jej rodziców, a zatem nie znał jej od dziecka, co sugerowały plotkarskie portale.
  • „Nie mają pałacu we Francji”
  • „Nie mają dworku we Włoszech”
  • „Ani winnicy za granicą”.

Mają natomiast coś wyjątkowego – miłość.

Nie mam poczucia, żebym dokonała w życiu jakichś trudnych wyborów, nie mam poczucia, żebym coś poświęciła. Mam wokół kochających, wspierających ludzi. A w swoich, być może dla niektórych odważnych, wyborach zawsze czułam pełną akceptację najbliższych.

Na pytanie, czy nie bała się relacji z tak dużą różnicą wieku, Antonina odpowiada:

Myślę, że są groźniejsze różnice, na przykład światopoglądowe. Każda relacja wiąże się z ryzykiem, w każdym związku jest potencjał konfliktu, komplikacji, o każdy trzeba dbać.  Ale to gra warta świeczki.

Antonina Kondrat szczerze mówi o tym, że w mężczyznach zawsze szukała cech, jakie ma jej ojciec. Relacja jej rodziców, to jak ze sobą żyli i jacy dla siebie byli, była dla niej wzorem i czymś, co chciała powtórzyć we własnym związku. Czy znalazła to w Marku Kondracie?

Marek daje mi poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, jest czuły i mądry – fundamentalnie są zatem (z ojcem Antoniny, przyp. red.) bardzo podobni.

Dziś Antonina – do tej pory kojarzona albo jako córka TEGO Grzegorza Turnaua, albo jako żona TEGO Marka Kondrata, wychodzi z cienia. Stawia na swój biznes i… autorskie ubrania, o kroju, jak sama mówi przeinterpretowanego kimona. Będą to różne modele o uniwersalnym rozmiarze i… płci. Nosić je mogą i kobiety, i mężczyźni. Antonina przyznaje, że już przetestowała to na najróżniejszych ludziach i efekt jest fascynujący. „Starsi, młodsi, wysocy, niscy, panie, panowie, odmienne style, sylwetki – nie tyle oni wyglądali w nich inaczej, bo to dość
oczywiste, ile na każdym to kimono wyglądało inaczej. Każda osoba nadawała mu inny sens i wyraz. Uniwersalność nie musi więc oznaczać, że wyglądamy tak samo. Taki uniform à rebours, który zamiast nas ujednolicić, podkreśla naszą wyjątkowość” – mówi.

Trzymamy kciuki za nowe przedsięwzięcia Antoniny 🙂


Zobacz także

Dieta „antystresowa”. 6 produktów, które uspokoją skołatane nerwy

Zatrzymujemy emocje, kiedy tylko możemy

Już w ten weekend wiosenne Targi Och! Bazar