Lifestyle Macierzyństwo Uroda

Do Oli Żebrowskiej. Dziękujemy ci za prawdę. Kobiety pokazują swoje brzuchy po porodach.

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
30 listopada 2021
 

Aleksandra Żebrowska, instagramerka i matka trzech synów niedawno opublikował dwa zdjęcia swojego brzucha. Z typowym dla siebie poczuciem humoru podpisała je krótko: Wiecie, dlaczego nasza skóra traci elastyczność, marszczy się, pojawiają się na niej rozstępy i cellulit? Dlatego, że jest skórą. ❤️”. Dodała też trzy zabawne hasztagi: #smarujyourself #but #loveyourself 💥

Dziękuję Ci za ten post. Kocham siebie za to, że urodziłam córeczkę, ale czasem ciężko mi się przyzwyczaić do nowego brzuszka z rozstępami itd ❤️ , napisała mama Nadziei – Zofia Zbrowska.

Rozpoczęłaś fajną i pożyteczną akcję… Bo nikt nie jest idealny, napisała Agnieszka Włodarczyk.

Kobiety po tym wpisie opublikowały dziesiątki, jak nie zdjęć swoich brzuchów i wysyłały je do Aleksandry z podziękowaniem za to, że mówi prawdę i nie boi się pokazywać rozstępów, cellulitu, pomarszczonej skóry.

Same sobie to robimy!

Olu, fajnie, że to robisz, bo cały czas żyjemy w czasach totalnej presji na idealny wygląd. Zwłaszcza, że na Instagramie gwiazdy i celebrytki pokazują wyretuszowane zdjęcia i przechwalają się swoimi brzuchami po ciążach. Która szybciej będzie miała kaloryfer? Która prędzej wskoczy w bikini i pokaże płaski brzuch? Która po kilku dniach wróci do pracy? Która w obciskających majtkach będzie brylować na salonach, udając idealnie szczupłą i wyluzowaną? A my zwykłe śmiertelniczki będziemy zastanawiać się: czy ona, zostawiając w domu dwutygodniowego bobasa, odciągnęła dla niego mleko? Czy martwi się, czy dziecko smacznie śpi? A może się nie martwi i  to ja jestem jakąś wariatką? Bo ja bym się na jej miejscu jednak martwiła.  No i oczywiście, jak ona to robi, że wygląda tak, jakby nigdy nie rodziła?

 

To jest jakieś okropieństwo i „czyste zło”.

Najgorsze, że same sobie to robimy! Same siebie oszukujemy i ulegamy tej złudzie. Bo jednak wiele dziewczyn frustruje się. Myślą: jeśli innej kobiecie udaje się szybko być idealną, to znaczy, że… „ze mną jest coś nie w porządku”.

Fajnie więc Olu, że ty piękna kobieta, która mogłaby pracować jako modelka (wielu myli cię z Anją Rubik), pokazujesz, że masz cellulit, nieidealne piersi i przyznajesz, że masz kompleksy (za długa broda i za wąskie usta – jak kiedyś sama napisałaś).

Na twoją publikację odpowiedziała też Olga Legosz (prowadząca Miasto kobiet dla TVN Style, założycielka Fundacji Sukces Pisany Szpilką, która prowadzi na Instagramie profil nomadmum81). Napisała, że po dwóch ciążach, a od ostatniej już minęło siedem lat, powinna mieć dowolny kaloryfer, ale go nie ma. Ma za to guzki w piersiach i czeka na dalszą diagnostykę, kłopoty lekarskie ze starszą córką oraz ciężko chorą mamą w domu. „Pomagam mamie w zmianie opatrunków, odciągam strzykawką limfę z rurki, wychodzącej z jej ciała. Ostatnią rzeczą, która mnie w moim życiu martwi jest brzuch. A spodnie jak mnie wku…ą, kupię rozmiar większe,” wybuchła.

Zovacz także: „Dzień dobry, jestem Marysia i nie zabiję się dzisiaj” – Mery Spolsky o smutku i trzech innych emocjach, które rządzą jej życiem

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Olga Legosz (@nomadmum81)

 

Jak się czyta to wyznanie popularnej instagramerki, przychodzi myśl: „Jakim cudem cały czas gonimy za niemożliwym ideałem, jeśli każda z nas zmaga się tak naprawdę z trudem codziennego życia? Jakim cudem same siebie oszukujemy, że gdzieś za górami za lasami żyją idealne księżniczki, którym skóra po trzech porodach nie rozciąga się?” Cóż niestety takich kobiet nie ma! A jeśli są… to zwykłe oszustki, które albo dobrze kadrują swoje brzuchy na zdjęciach, albo nie szczędzą im photoshopa, albo mają czas ćwiczyć tyle godzin co Anna Lewandowska, albo mają hajs na operacje plastyczne.

Oczywista oczywistość

Na koniec my dziewczyny z redakcji „Oh!Me” chciałyśmy ci Aleksandro podziękować, że napisałaś oczywistą oczywistość: Wiecie, dlaczego nasza skóra traci elastyczność, marszczy się, pojawiają się na niej rozstępy i cellulit? Dlatego, że jest skórą. ❤️ Zastanawiamy się, co takiego wydarzyło się w naszych głowach, że zapomniałyśmy o tym prostym fakcie i zaczęłyśmy zaprzeczać prawom biologii. Każda z nas starzeje się i niezależnie, ile drogich kremów będziemy w sobie wcierać, cudów jednak nie ma. Skóra to skóra. Ona się rozciąga. Ona się starzeje.

Więc może fajnie by było wspierać się i nie podkręcać tej chorej rywalizacji. Bądźmy dla siebie bardziej wyrozumiałe. Fajnie, że mamy coraz więcej pozytywnych przykładów. Bez ściemy. Bez filtrów. A z humorem. Puenta może być taka #smarujyourself #but #loveyourself . Smaruj siebie, ale kochaj siebie! (po polsku brzmi ciut gorzej).

Zobcz także: Ola Żebrowska w kampanii YES. Nic tak nie szokuje, jak karmiąca piersią kobieta. Co jest z nami, ludzie?

 



Lifestyle Macierzyństwo Uroda

„Nie wiem jeszcze jak walczyć z lękami, jak wyciszyć stary głos i odważyć się iść nową drogą, w zgodzie ze sobą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 listopada 2021
fot. wundervisuals/iStock

W zeszłym roku rozstałam się z mężem. To był toksyczny związek, ale zrozumiałam to zbyt późno… Mamy dwoje dzieci. Postanowiłam nie wchodzić w nową relację dopóki nie odnajdę siebie. Dopóki nie zaakceptuje i nie pokocham siebie. Dopóki nie będę pewna, że wchodzę w tą relację, bo właśnie tego chcę, bo ta osoba jest dla mnie wyjątkowa – a nie dlatego, że czuję się samotna, że potrzebuję kogoś, kto wypełni moją pustkę. Zrozumiałam, że ta pustka to ja. Brakuje mi siebie.

Przez ostatnie lata gdzieś zniknęłam. Nie wiem co jest prawdą, a co moim wyobrażeniem i coraz częściej łapie się na tym, że żyję wyobrażeniami. Nie wiem, co myślę, czego chcę, a czego potrzebuję. Ciągle zastanawiam się, co pomyślą o mnie inni. Nie mam własnego zdania lub boję się je wygłosić z obawy, że nie mam racji, że się zbłaźnię… Niby wiem, że jestem ładna, inteligentna itp ale nie czuję się pewna siebie, wydaje mi się, że nie ma za co mnie kochać, że spotykając się z przyjaciółmi jestem dla nich stratą czasu, co ja mogę wnieść do ich życia?

ZOBACZ: 7 różnic między zdrowym a toksycznym związkiem. Który jest twój?

Nie mam nic mądrego do powiedzenia, jestem zwyczajną kurą domową, dom, praca, dzieci, wieczny brak kasy na przyjemności, wiecznie coś nie tak… co ja mogę im zaproponować? Tylko tracą czas… za co mają mnie kochać?

Dlatego w relacjach damsko-męskich bardzo się angażuje, próbuje być najlepszą wersją siebie wg siebie, daje z siebie dużo w ogóle nie pytając czy to jest to, czego ten ktoś potrzebuje, czy to mu odpowiada… zatracam siebie całkowicie w pierwszej lepszej relacji, chwytam się jak tonący brzytwy bo przecież nikt inny się mną nie zainteresuje. I zaczęło do mnie docierać – to nie tak. To tylko moje przekonania, moje lęki, moje wyobrażenia. To nie jest rzeczywistość.

Zrobiłam pierwszy krok. Otworzyłam oczy. Jestem coraz bardziej świadoma tego, co się ze mną dzieje. Zaczęłam szukać swojej drogi do siebie. Mam mętlik w głowie. Wciąż słyszę stare głosy, mieszają się z jakimś nowym głosem… Nie wiem czasem, kogo słuchać, który do mnie bardziej przemawia, ale czuję, w którą stronę powinnam iść. W stronę prawdy. W stronę bycia tu i teraz, w stronę uważności.

Nie wiem jeszcze jak walczyć z lękami, jak wyciszyć stary głos i odważyć się iść nową drogą, w zgodzie ze sobą. Ale obserwuję, zatrzymuję się coraz częściej i analizuję, pytam siebie… Czasem nie znam odpowiedzi. Ale poznam.

Macie dla mnie jakieś rady na ten nowy start w życie? Na poznanie siebie, pokochanie, zbudowanie poczucia własnej wartości, własnych granic, pewności siebie?


Zobacz także

Efekt aureoli i efekt Golema. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze

Grecka kultura i klimat – musisz tego doświadczyć!

12 rzeczy, które robi (naprawdę) zakochana kobieta