Psychologia

Depresja to nie smutny wyraz twarzy. To strach przed szczęściem, bo ono minie

Redakcja
Redakcja
11 lutego 2021
Paintography. Double exposure. Profile portrait photograph blends with hand made black ink painting on white background – Fot. iStock
 

W depresji nie jest ten, kto zdaje ci się najsmutniejszą osobą w twoim otoczeniu. Wręcz przeciwnie, czasami depresja dotyka osób, po których nigdy byś się tego nie spodziewał. Bywa, że to właśnie ten znajomy, który próbuje cię przekonać, że jest szczęśliwy, próbuje o tym przekonać samego siebie.

Depresja nie jest tą melancholijną osobą, której obecność działa na ciebie przygnębiająco. Często jest to osoba, którą wszyscy kochają i której wielu rzeczy zazdroszczą. Depresja nie jest osobą, która woła o pomoc. To milczący znajomy, który głęboko w środku toczy wewnętrzne bitwy, ale nikt inny o nich nie wie… Depresja robi wszystko, co w jej mocy, by się ukryć. Bo się wstydzi. Nie ma przecież nic pięknego w złej, nieprzespanej nocy, w cichym krzyku, którego nikt nie słyszy. Z depresją jesteś sam i musisz być sam, dopóki przez to wszystko nie przejdziesz.

To ta pora roku, kiedy po prostu stajesz się trochę smutniejszy bez powodu. To łzy, których nie pokazujesz ludziom, bo tak naprawdę nie wiesz, dlaczego płaczesz, ale wiesz, że tak już musi być. To chęć i potrzeba przebywania w pobliżu ludzi, ale jednocześnie lęk przed ich obecnością. To plany anulowane w ostatniej chwili, ponieważ nie mogłeś zebrać sił, by wstać z łóżka.

Depresja to ta chmura, nad tobą, która wydaje się nigdy nie znikać. I nawet, gdy przychodzą lepsze dni, wiesz, że  wciąż tam jest, wciąż się nad tobą unosi. Depresja czeka. Skrada się i czai. Czeka na najlepszy dzień twojego życia i najszczęśliwszy moment, aby następny mógł być najgorszym.

To strach przed szczęściem, bo ono minie.

To walka o wyjaśnienie wszystkiego ludziom, kiedy pytają, dlaczego masz depresję? Po prostu nie wiesz i nie wiesz, jak to naprawić. To uczucie, którego nie możesz się pozbyć, ale uczysz się nad nim pracować. Depresja to toksyczne nawyki lub ludzie, z którymi nie powinieneś utrzymywać relacji.

To picie wina wieczorem, bo przynajmniej przez chwilę twój ból jest odrętwiały. Wiesz, że następnego dnia skutki prowadzą do jeszcze większej depresji. Wiesz, że alkohol działa uspokajająco, że czasami odrętwienie pomaga.

Depresja to ciągły brak równowagi w twoim życiu. To albo nadmierny wysiłek fizyczny i przebywanie na siłowni przez wiele godzin albo leżenie w łóżku przez tygodnie bez ruchu.

Śpisz za dużo lub za mało. Ale bez względu na wszystko, zawsze jesteś zmęczony. Jesz za dużo lub nigdy nie jesteś głodny. Ktoś pyta: „Kiedy jadłeś ostatni raz?” A tak naprawdę nie znasz odpowiedzi. Depresja to ludzie pytający, czy wszystko w porządku i twoje wymijające „Jestem zmęczony”. To zazdrość patrzenia na innych i chęć bycia tak szczęśliwym. Upiększasz swoje życie w ich oczach aby wyglądało w posobny sposób.

Depresja to nadmierna rekompensata w związkach i zbyt duże staranie. Wiesz, że jest ciężko, ale najbardziej kochasz tych, którzy cię akceptują, ponieważ sam wciąż próbujesz zaakceptować samego siebie.

To naprawdę przerażający moment, kiedy otwierasz się przed kimś ze swoimi problemami.. I ten nowy poziom przyjaźni, który osiągasz, kiedy ktoś przyjmuje cię takim, jaki z otwartymi ramionami i prawie doprowadza cię to do łez.

Kochanie ludzi jest niewiarygodnie trudne, ponieważ wciąż uczysz się kochać siebie, prawda? Patrzysz w przyszłość i nie możesz doczekać się pewniejszych dni w twoim życiu, kiedy to nauczysz się doceniać wszystko, co masz.

I nawet jeśli nie mówisz tego tak często, jak powinieneś, to miłość daje ci siłę.

 

 

 

 


Psychologia

Tam, gdzie kończy się wybór, kończy się wolność

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 lutego 2021
Smutne cytaty, które pomogą ci wyrazić dokładnie to, co czujesz
Fot. iStock – Smutne cytaty, które pomogą ci wyrazić dokładnie to, co czujesz
 

Pamiętasz ten czas, kiedy do poniedziałku, chyba do godziny 16, nie włączało się telewizora, bo nie nadawano żadnego programu? Kiedy w wielkim jak szafa Rubinie przełączało się pokrętłem na jeden z dwóch programów? Gdy w domu zawsze ktoś był wyznaczony do stukania w telewizor, gdy się zacinał? Gdy przestawiano taką małą przenośną antenę, jak nie można było złapać sygnału?

A radio? Zajmowało pół kuchni, o 19:30 siadałam zawsze w rogu na taborecie i słuchałam Radio Dzieciom, bo przecież dobranocka trwała tylko 15 minut, ale były słuchowiska i audycje.

A później przyszedł czas anten satelitarnych, pamiętam, jak pierwszy raz mogłam obejrzeć MTV, a pierwszy teledysk to był Jon Bon Jovi stojący na skraju jakiegoś kanionu, czy klifu.

Właściwie nie wiem kiedy media nabrały rozpędu, pojawiły się te wszystkie kolorowe gazety dla nastolatków – głupsze i mądrzejsze, ale dawały nam dostęp do tego większego świata, poszerzały horyzonty. Zaczęliśmy oglądać “Idź na całość”, bo przecież w latach 90. powstawały komercyjne telewizje. I radia, w końcu można było posłuchać w nich tego, co się lubiło, można było przełączyć, gdy coś nam nie odpowiadało, zmienić kanał, wybrać swoją ulubioną stację, tak jak swoje ulubione telewizyjne programy.

Kiedy po studiach szliśmy do pracy, komputery stały się narzędziem, bez którego nie wyobrażaliśmy sobie już wykonywania naszych obowiązków. Kafejki internetowe? To tam siadało się, gdy chcieliśmy wysłać maila, znaleźć coś istotnego w internecie, który właściwie niepostrzeżenie wszedł pod strzechy.

Dziś właściwie nie znam nikogo, kto nie korzystałby z osiągnięć technologicznych. Internet w telefonie, laptop w domu, szybki dostęp do informacji, możliwość ich weryfikacji. Świat się skurczył, chwilami nawet do małego ziarenka grochu, bo gdy tylko chcemy wiedzieć, co dzieje się na drugim krańcu świata, siadamy na kanapie i sprawdzamy.

Niestety szybko zapominamy, że to, co mamy na co dzień, niekoniecznie jest nam dane na zawsze. Dziś, mieszkając w małej miejscowości na południu czy północy Polski, otwierasz serwis lokalnej gazety. Nie kupujesz jej w wersji papierowej, bo szkoda ci pieniędzy, więc i ona musiała się przenieść do internetu. Masz swoje ulubione portale, bez wchodzenia w dyskusję, co kto lubi.

Wczoraj odbył się protest mediów. Na 24 godziny na wielu stronach internetowych, kanałach telewizyjnych pojawiły się czarne plansze. Przestały nadawać także radia. Media chciały zwrócić uwagę społeczeństwa na projekt ustawy, która trafiła do rządu, a która zakłada, że prywatne media będą musiały oddawać do budżetu państwa ponad 50 proc. swoich przychodów. Z dużym smutkiem śledziłam wpisy i komentarze, odnosząc wrażenie, że znowu najgłośniej krzyczą ci, którzy niewiele wiedzą, a dla których protest stał się kolejną pożywką do obrażania, dzielenia i poprawiania sobie nastroju wylewaniem żółci.

Widziałam te paski, które mówiły, że zagraniczne media nie chcą pomóc Polakom w dostępie do kultury, do poprawy stanu ochrony zdrowia, bo jak nie zapłacą, to nie będzie nam lepiej. Tylko tylko, że wejście ustawy to od 50 do 100 mln wpływu dla państwa od zagranicznych gigantów, 800 – 900 mln będą musiały zapłacić polskie media. Jak to się ma do dwóch miliardów wydanych lekką ręką na TVP, gdy krzyczano o dofinansowanie służby zdrowia, onkologii, jeszcze przed pandemią? Kto krzyczał? Komercyjne, prywatne media, to one podnosiły larum, to one pisały o wydanych pieniądzach posła Sasina, mówiły o pedofilii w Kościele, zwracały uwagę na problem przemocy wobec kobiet i próbę wycofania się rakiem rządu z konwencji stambulskiej, której media rządowe nigdy nie nazwały konwencją antyprzemocową.

To w prywatnych mediach najczęściej na pomoc mogą liczyć ci, którzy jej potrzebują, którzy chcą nagłośnić swoje problemy – od tych najbardziej lokalnych, po te o zasięgu krajowym.

To w końcu prywatne media zatrudniają tysiące osób, które odprowadzają podatki, robią zakupy, żyją tu, obok nas. Co się z nimi stanie, gdy ich pracodawca połowę swojego przychodu będzie musiał oddać? Tu nie ma złudzeń, wiele tyułów zniknie, wielu ludzi straci pracę, a czy dostęp do kultury się zwiększy? Czy przeczytamy wywiad z autorem książki, dowiemy się o nowościach wydawniczych w takim zakresie, w jakim możemy to robić dzisiaj? Czy usłyszymy o nowych filmach, o nowych płytach niszowych artystów? Ja nie mam złudzeń.

Czy poprawi się stan służby zdrowia, czy ktoś usłyszy o WOŚP, czy ktoś powie o wymazywanym naklejonym serduszku?

Wczoraj z wielką łatwością wielu mówiło: znikajcie, nie potrzebujemy was, jesteście nic nie warci. Media bez wyboru. Tyle tylko, że tam, gdzie kończy się wybór, kończy się też wolność nie mediów, tylko nasza zostaje w drastyczny sposób ograniczona…, aż  nie zauważymy, kiedy zniknie, bo kto nam o tym powie?


Psychologia

Po co szczepienia przeciw COVID-19? Fakty o ich bezpieczeństwie i skuteczności

Redakcja
Redakcja
11 lutego 2021
Fot. iStock

Dzięki szczepionce organizm zyskuje czas. Nie traci go na rozpoznanie wroga; co więcej, dysponuje precyzyjną bronią w postaci przeciwciał, dzięki czemu reakcja na atak patogenu jest nie tylko natychmiastowa, ale i skuteczna – tłumaczyli specjaliści podczas pierwszego z serii spotkań poświęconych szczepieniom przeciw COVID-19.

Wiele osób wciąż ma wątpliwości, czy są bezpieczne. Podsycają je dodatkowo błędnie interpretowane informacje na temat technologii mNRA, która rzekomo wprowadza do organizmu genom wirusa, co pozwala na kaskadę groźnych reakcji.

„Tymczasem szczepionka zawiera tylko fragment genomu wirusa i w związku z tym jako czynnik infekcyjny jest nieaktywna” – tłumaczy prof. Andrzej M. Fal, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu MSWiA w Warszawie.

Innymi słowy: nie może wywołać choroby. Przy czym podczas naturalnego zakażenia do naszych komórek przedostaje się – siłą rzeczy – cały genom wirusów.

Ale zacznijmy od początku.

Wbrew pozorom i bez pandemii żyjemy we wrogim środowisku – codziennie atakuje nas duża ilość patogenów. Nasze organizmy nieustannie uczą się odróżniać to, co bezpieczne, od tego, co niebezpieczne, a następnie radzić sobie z zagrożeniami. To, że nie zdajemy sobie z tego najczęściej sprawy, to zasługa pracy naszego układu odpornościowego. Częściowo jego funkcje są wrodzone, ale też mamy dysponujemy mechanizmami, które polegają na nieustannej „edukacji” i wytworzonej dzięki temu pamięci przebytych zagrożeń.

„Każdy z nas posiada tzw. immunobiografię, czyli zapis historii patogenów, z którymi się zetknął. Wymaga to rozpoznania białka, które jest dla nas niekorzystne i wygenerowania odpowiedzi odpornościowej, po to, by – kiedy spotkamy po raz drugi taki patogen – skutecznie zareagować i wyeliminować go z naszego organizmu” – tłumaczy prof. Joanna Zajkowska, specjalistka chorób zakaźnych, epidemiologii i zdrowia publicznego, zastępca ordynatora Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcyjnych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

I podkreśla, że szczepionka to przedstawienie organizmowi groźnego patogenu w sposób bezpieczny, czyli uniemożliwiający rozwój choroby.

„Podajemy do naszego organizmu fragment białka (lub w nowych szczepionkach – w innej postaci), przygotowując w ten sposób układ immunologiczny na kontakt z możliwym patogenem. Generujemy odporność, ale bez zachorowania” – wyjaśnia specjalistka.

Naukowcom udało się bardzo szybkim tempie stworzyć szczepionkę wytworzoną w technologii mRNA opartej o informację genetyczną wirusa SARS-CoV-2. U wielu osób budzi ona jednak niepokój, że szczepiąc się nimi, narażamy się na modyfikację własnego genomu.

Eksperci jednak uspokajają.

„Ta szczepionka zawiera tylko fragment odtwarzający genom wirusa, a nie całego wirusa. W związku z czym czynnik infekcyjny jest nieaktywny. Ta szczepionka dociera do cytoplazmy komórki, czyli nie trafia do jądra” – uspokaja prof. Fal.

Szczepionki opracowane w technologii mRNA wbrew pozorom nie są pierwszym zastosowaniem tego nukleotydu u człowieka. Pierwsze podanie mRNA człowiekowi nastąpiło już w 2009 roku.

Jak to działa?

„Wirus atakując naszą komórkę wkleja się do jądra komórkowego, tam przestraja całą maszynerię genetyczną, po to, żeby produkować swoje kopie. W trakcie tego procesu produkuje mRNA, który jest wyrzucany z jądra komórkowego. Na jego bazie, w cytoplazmie komórki, syntetyzowane są składniki tego wirusa, które montują się potem w cały wirus. To doprowadza do rozpadu komórki i możliwości atakowania kolejnych komórek. Technologia mRNA to bardzo zręczne naśladowanie tego szlaku, ale dopiero od momentu, gdy mRNA pojawia się w cytoplazmie. Czyli naśladuje proces zakażenia bez zakażenia, bez zajmowania jądra komórkowego. To pozwala na syntetyzowanie tylko jednego białka tego wirusa, dzięki czemu nasz organizm umie go rozpoznać, gdy prawdziwy wirus zaatakuje nasze komórki” – tłumaczy prof. Zajkowska.

Skąd pewność, że szczepionki są skuteczne?

Jak wszystkie stosowane w medycynie substancje szczepionki poddawane są badaniom klinicznym, które mają potwierdzić skuteczność, określić bezpieczna dawkę i potwierdzić bezpieczeństwo działania leku. Te trzy elementy są podstawą decyzji gremiów naukowych takich jak EMA, FDA czy inne agencje decydujące o dopuszczeniu preparatu do stosowania. Zanim do tych decyzji doszło, w ramach badań klinicznych szczepionki wytworzone w technologii mRNA otrzymały dziesiątki tysięcy osób – w różnym wieku, różnych ras, z różnymi schorzeniami przewlekłymi.

„Nie ma możliwości, aby do leczenia zostały dopuszczone preparaty niezbadane pod względem skuteczności i bezpieczeństwa. Im dłużej te obserwacje trwają tym lepiej, ale wiadomo, że w sytuacji pandemii ten okres jest skracany, co nie oznacza, że jest zerowy” – zapewnia lekarz.

Do rejestracji produktu musiały być przedstawione badania, które gwarantują, że szczepionka jest bezpieczna. Nie zostały one zakończone wraz z rozpoczęciem szczepień. Producent ma obowiązek ciągłego monitorowania skutków i przyjmowania zgłoszeń o niepożądanych reakcjach poszczepiennych. Gdyby zdarzyło się, że skutki te będą niepokojące, lek musi zostać natychmiast wycofany. Lekarze, którzy szczepią pacjentów w Polsce, w elektronicznym systemie odnotowują zaistniałe niepożądane odczyny poszczepienne. Chodzi o to, by informacje na temat bezpieczeństwa szczepionek były na bieżąco analizowane i weryfikowane.

„W naszym szpitalu szczepimy dziennie między 70 a 300 osób i nie obserwujemy dużych odczynów poszczepiennych, poza tymi typowymi. Większe reakcje zdarzają się sporadycznie. Największy problem, jaki obserwujemy, to emocjonalne zwyżki ciśnienia, głównie u seniorów, które wynikają z presji, żeby zdążyć na czas, żeby nie przepadła umówiona godzina, żeby dotrzeć we właściwe miejsce” – mówi lekarka z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcyjnych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Brak poważnych reakcji na szczepienie potwierdza też prof. Fal.

„Zdarzają się reakcje miejscowe, jedno-dwudniowa gorączka, która bez interwencji przechodzi. To nie jest coś, co powinno nas niepokoić. Gorączka nie jest efektem szczepionki, ale naszej odpowiedzi na to, co zostało podane. Dopiero nadmiarowa reakcja, tzw. burza cytokinowa, może wymagać wprowadzenia leków przeciwzapalnych” – uspokaja.

Co robić pomiędzy dawkami szczepionek

Warto pamiętać, że pierwsza dawka szczepionki u osób, które nie miały kontaktu z wirusem, czyli nie chorowały, generuje dosyć słabą odporność. Dlatego trzeba pamiętać, że wtedy jeszcze nie jesteśmy wystarczająco uodpornieni i zetknięcie się z osobą zakażoną może spowodować rozwój choroby. Dopiero druga dawka szczepionki, po siedmiu-czternastu dniach, sprawi, że będziemy posiadali odpowiednią ilość przeciwciał.

„Chciałabym uczulić na bezpieczne zachowania pomiędzy szczepieniami i po ich przyjęciu. Zdjęcie maseczek to jeszcze daleka przyszłość. Nawet po drugiej dawce nie możemy wyeliminować możliwości transmisji wirusa poprzez nasze śluzówki” – zaznacza prof. Zajkowska.

Czyli niewykluczone jest, że możemy zakażać także po zaszczepieniu – na ten temat trwają badania.

Warto też pamiętać, że wokół nas wciąż sporo jest osób niezaszczepionych, więc przez wzgląd na nich nadal powinniśmy stosować metody profilaktyczne, takie jak dezynfekowanie rąk i noszenie maseczek.

Dlaczego lepiej się zaszczepić niż zachorować

• Szczepimy się kawałkiem wirusa, który nie wywoła u nas tych wszystkich objawów, które wywołuje infekcja.

• Infekcja przebiega z bardzo burzliwą reakcją organizmu, która może być dla nas niebezpieczna.

• Przebyta infekcja zostawia po sobie odporność, ale jest to odporność, która trwa krócej niż po zaszczepieniu.

• Szczepionka daje nam szersze zabezpieczenie.

Cykl spotkań dla dziennikarzy pod hasłem „Zaszczepieni. Bezpieczni. Odpowiedzialni. Eksperckie rozmowy PAP” realizowany jest w ramach edukacyjnego projektu „Science will win”, którego mecenasem jest firma Pfizer. Następne spotkanie, poświęcone technologii mRNA, odbędzie się 16 lutego o godz. 11.00.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl


Tekst przygotowany na podstawie webcastu pt. „Bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek mRNA”, który odbył się 8 lutego 2021r w siedzibie PAP.
Źródło informacji: Serwis Zdrowie

 


Zobacz także

Dlaczego tak trudno nam odejść, gdy ktoś ciągnie nas na dno? 4 myśli, które związują nam ręce

"Przepraszam". Dlaczego czasami tak trudno nam to powiedzieć?

„Przepraszam”. Dlaczego czasami tak trudno nam to powiedzieć?

Powiedz mi jak reagujesz i działasz, a powiem ci co przeżyłeś. Nie bądź swoim lękiem