Lifestyle

Legoland z 3-latkiem i roczniakiem. Czy warto?

MamaM&M
MamaM&M
15 listopada 2017
© MamaM&M
 

Tak się szczęśliwie złożyło, że w środku tegorocznej jesieni po raz drugi w tym roku mieliśmy szansę pojechać w Alpy. Jako, że i ja i Pan Mąż kochamy góry miłością  bezbrzeżną, nie mogliśmy z tej okazji nie skorzystać.

 

Zrobiłam małe rozpoznanie w terenie i sprawdziłam, co, oprócz lodowca, warto zobaczyć w tej części Bawarii, w którą się wybieraliśmy, a czego jeszcze nie widzieliśmy. Docelowo mieliśmy spędzić tydzień w Penzbergu niedaleko znanego ze skoków narciarskich Garmisch-Partenkirchen.

 

Na listę wpisaliśmy więc obowiązkową przejażdżkę pociągiem na Zugspitze, most Highline 179 w Tyrolu i początkowo Mozartowski Salzburg. Pomyślałam jednak, że skoro jedziemy samochodem z dwójką dzieci, to teoretycznie mamy jedno wolne miejsce. Postanowiliśmy to miejsce zapełnić 9-letnią bratanicą Pana Męża.

 

Skoro oprócz naszych synów, w wycieczce miało wziąć udział jeszcze jedno dziecko, warto było rozejrzeć się za atrakcjami stricte dziecięcymi. I tak wpadłam na Legoland Deutschland. Sprawdziłam. 1,5 godziny jazdy. Wszystko w założonej normie. Ceny. Powyżej normy, ale do ogarnięcia. Salzburg został skreślony (do nadrobienia w przyszłości), musiał niestety ustąpić miejsca najpopularniejszym klockom na świecie.

 

legoland001

 

Należy podać w tym miejscu kilka informacji dotyczących tego konkretnego parku rozrywki. Tak więc jest to jeden z 8 na świecie i 3 w Europie parków tematycznych sieci Legoland. Powstał dokładnie 15 lat temu, zużyto w tym celu 55 milionów klocków. Mieści się w bawarskim Günzburgu – miasteczku położonym ok. 100 km od Monachium. Park, jak zapewne każdy inny, jest podzielony na strefy tematyczne, między innymi: LEGO X-treme, Kingdom of Pharaons,  Adventure Land, LEGO City. Legoland jest nieczynny późną jesienią i zimą (w tym sezonie dokładnie od 6 listopada 2017 do 23 marca 2018).

 

Ile to kosztuje?

Zdecydowanie warto kupować bilety wcześniej. Oczywiście w momencie pisania tego tekstu Legoland jest zamknięty i nie mogę sprawdzić, jak ceny wyglądały w roku 2017, a dokładnych kwot już nie pamiętam, ale pamiętam doskonale, że, kupując bilety przez stronę Legolandu na minimum 6 dni przed wizytą, można zaoszczędzić nawet ponad 40 euro (jeśli kupujemy bilety dla dwóch osób dorosłych i jednego dziecka). My za trzy bilety zapłaciliśmy 112,50 EUR (dzieci do 3 r.ż. wchodzą bez biletu, więc Marek na tydzień przed urodzinami jeszcze się załapał na darmową wejściówkę). Kupowaliśmy je dzień przed wyjazdem, więc było około 20 euro taniej niż w kasie, ale też około 20 euro drożej niż 6 dni przed wizytą w parku. Posiadam konto w Banku BZ WBK i płaciłam za bilety kartą. Bank przeliczył euro po kursie 1EUR=4,3915PLN, co dało 494,04 zł. Do tego trzeba dorzucić opłatę za przewalutowanie w wysokości 13,83 zł. Łącznie wstęp do Legolandu kosztował nas więc 507,87 zł.

 

Zapomniałabym o bilecie parkingowym. To koszt 6 euro. Można zapłacić przez internet, ale nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądało sprawdzanie tych biletów i czy mi przypadkiem telefon nie padnie (co często w takich sytuacjach się zdarza), więc postanowiliśmy to załatwić na miejscu. Bez problemu przed wyjściem z parku można w okienku kupić bilet parkingowy i skasować przy wyjeździe. Kupując przez internet, trzeba zeskanować lub okazać ochronie (zależy chyba od natężenia ruchu) bilet elektroniczny. Przy wyjeździe miałam 3% baterii w telefonie, więc jednak w naszym przypadku lepiej jest kupić kartę parkingową na miejscu – choć w drodze do samochodu TataM&M ową kartę zgubił i musieliśmy jej szukać, więc nie wiem już, kto jest w naszej paczce większą gapą…

 

Co zastaliśmy na miejscu?

– W życiu nie widziałem tylu samochodów – powiedział TataM&M, kiedy dojechaliśmy do Günzburga. To mogło zwiastować wyłącznie kłopoty. – Viele Leute – powiedziała moja koleżanka na ustnej maturze z niemieckiego, kiedy zobaczyła obrazek, który musiała za chwilę opisać. I tak można ocenić w skrócie to, co zastaliśmy w Legolandzie. Potężne tłumy. Tłok, kolejki, hałas, ale przy tym wesoła atmosfera, masa atrakcji, piękne budowle, ciekawe dekoracje. My trafiliśmy na okres Halloween, więc wszystko było „potwornie” ładne.

 

legoland007

 

Do każdej atrakcji kolejki chętnych i tablice informujące, że czas oczekiwania waha się od 30 do ponad 60 minut (można ten czas skrócić, kupując takie „przyspieszacze w specjalnym okienku, ale nie korzystaliśmy z tego, więc nie wiemy, ile kosztują – pozwalają one jednak wejść bocznym wejściem na każda atrakcję). Tata M&M oraz Marek poszli na piracki statek-karuzelę. Przed samym wejściem, po 30 minutach oczekiwania, Marek stwierdził, że on na ten statek już nie chce iść. Ostatecznie poszedł, ale i tak najchętniej bawił się w krainie Lego Duplo, czyli tak naprawdę na zwyczajnym placu zabaw z domkami i zjeżdżalniami dostosowanymi rozmiarami do dzieci, które mają mniej niż metr wzrostu.

 

Za to, że mógł się pobawić na zjeżdżalni i pokręcić kierownicą w zabawkowej karetce zapłaciliśmy 5 stów. To tak w największym skrócie odpowiedź, czy opłaca się jechać do Legolandu z 3-latkiem…

 

legoland009

 

Czy warto zabierać na taką wyprawę roczniaka?

Ponieważ jechaliśmy do Niemiec odwiedzić moją mamę, mieliśmy możliwość zostawić Mariusza pod opieką babci. Zabraliśmy go jednak, ponieważ dwa wcześniejsze dni spędził bez nas. Tłum naszego Mniejszego Zła nie przeraził, hałas tez nie męczył go na tyle, żeby to sygnalizował. W krainie Lego Duplo jest budynek pod patronatem marki HIPP, gdzie można takiego bajtla nakarmić. Są krzesełka, można kupić dania w słoiku, przynieść swoje jedzenie, podgrzać wodę, umyć butelkę. cuda na kiju.

 

Dodatkowo jest kącik dla mam karmiących piersią, gdzie we względnej ciszy mogą spędzić czas ze swoimi pociechami. Jest też dywanik i kilkanaście małych i wielkich klocków, którymi dość chętnie bawią się niemowlęta. Moja odpowiedź brzmi więc: roczniaka warto ze sobą zabrać, ponieważ są warunki do tego, aby w spokoju i bez przeszkód się nim na miejscu zaopiekować. Są też wózki do wypożyczenia. My mieliśmy swój, więc nie wiem, ile wypożyczenie wózka, czy też takiej dość praktycznej „przyczepki” na zabawki kosztuje.

 

legoland006

 

 

Kiedy najlepiej pojechać do Legolandu?

Moja odpowiedź brzmi: kiedy dziecko jest na tyle duże, że może samo poczekać w kolejce, kiedy ma świadomość, że ludzie wokół mówią w obcym języku i nie rozumieją polskiego: „szukam mamy i taty” lub kiedykolwiek, jeśli do Legolandu chcą pojechać rodzice, bo zawsze marzyli, żeby zobaczyć świat zbudowany z klocków Lego. Na zwiedzanie parku najlepiej zarezerwować sobie cały dzień (bramki otwierają się o 10:00, park zamykany jest o 18:00). Nie polecam zwiedzania w dzień dla Niemców wolny oraz w weekendy, ponieważ są tam naprawdę tłumy.

 

Warto uzbroić się w cierpliwość, przed lustrem powiedzieć sobie, że po prostu trzeba odstać swoje w kolejce. Jeśli nasi rodzice mogli stać po kawę, to nam się nic nie stanie, jak posłuchamy języka niemieckiego w oczekiwaniu na rollercoaster…

 

legoland003

 

Sama wyprawa do Legoland Deutschland to wydatek dość drogi. I nawet nie chodzi o same bilety, które dla 4-osobowej rodziny będą kosztowały około 140 euro, czyli jakieś 600 złotówek. Do tego trzeba doliczyć przejazd lub przelot, nocleg (a Bawaria kosztuje) oraz posiłki. W parku punktów gastronomicznych jest więcej niż w moim Świebodzinie. My zdecydowaliśmy się na pizzę i deser. Samo oczekiwanie w kolejce zajęło pewnie grubo ponad pół godziny, plus czas na posiłek, plus toaleta po wyjściu z pizzerii i byliśmy ponad godzinę w plecy. Zauważyłam, że wiele rodzin miało swój suchy prowiant. I jest to świetne rozwiązanie, bo nie zabiera jakże cennego w tym miejscu czasu, a do tego można zjeść wtedy, kiedy się jest głodnym i nie trzeba ustawiać się w kolejce, kiedy jeszcze nie burczy w brzuchu.

 

legoland004

 

Ponieważ jest to dla mnie bardzo ważne, podkreślę, że toalety, z których korzystaliśmy (rodzinne-tak wszystkim było wygodniej i hurtem załatwialiśmy nasze potrzeby bez czekania w dwóch kolejkach i bez wymieniania się torbą z artykułami dla dzieci), były naprawdę bardzo czyste, zadbane i wszystkie sprzęty miały sprawne, co nie jest tak oczywiste w miejscach tak eksploatowanych każdego dnia.

 

Nasz wyjazd oceniam na duży plus, bratanica Pana Męża była bardzo zadowolona, oczy jej się świeciły przez cały pobyt, sprawdzała, czy aby na pewno wszystko jest zbudowane z klocków i do dziś chyba w niektóre rzeczy nie może uwierzyć 😉

 

legoland002

 

Jeśli wpadniemy na pomysł, aby jeszcze kiedyś odwiedzić Legoland, a z dużym prawdopodobieństwem tak właśnie się stanie, będziemy już o tyle mądrzejsi, żeby wizyty nie planować na niemieckie Święto Reformacji ani inny długi weekend, ale zwykły roboczy dzień. I naszą wizytę rozpoczniemy o 10:00, a nie po późnym śniadaniu i wizycie na stadionie Bayernu Monachium 😉

 

Moje rady:

– jedź w środę rano, w dzień roboczy,

– weź swoje jedzenie i napoje (nakarm dzieci przed wyjazdem, a najlepiej w samochodzie żeby od razu nie chciały lizaków, gofrów i innych przekąsek), bo wydasz fortunę,

– tydzień przed wyjazdem zacznij pić melisę i tłumacz sobie, że te kolejki to forma atrakcji,

– jedź, kiedy dzieci umieją się rozpychać łokciami, wpychać w kolejkę i same poczekają 40 minut na wejście na karuzelę,

– nie jedź, jeśli nie lubisz tłumów, kolejek, dzieci, rodziców, jesteś rasistą, ksenofobem, a tolerancja to Twój wróg, bo to bardzo „międzynarodowe” miejsce na mapie Niemiec.

 

 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku i zostaw ślad po sobie, skomentuj artykuł, zdjęcie, wpis. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, też zajrzyj 😉


Lifestyle

Dlaczego matka dwóch chłopców popiera prawo do aborcji?

MamaM&M
MamaM&M
17 stycznia 2018
pixabay.pl/sbtlneet
 

Jestem za wolnym dostępem do aborcji, do tego, żeby kobieta mogła bez skrępowania, zażenowania i przede wszystkim bez strachu powiedzieć swojemu ginekologowi, że nie chce urodzić dziecka, które zostało poczęte. Żeby kobieta mogła pójść do lekarza i w ludzkich warunkach mogła wykonać zabieg, nie bojąc się o swoje zdrowie.

7 tygodni. Dokładnie tyle spóźniła mi się ostatnia miesiączka. 7- dokładnie tyle testów ciążowych zrobiłam. Nie zdążyłam z wizytą do lekarza, bo na dzień przed wyjazdem do SPA dostałam okres (taka sprawiedliwość dziejowa).

 

Przez te 7 tygodni zastanawiałam się, jaką decyzję podjąć, jeśli test pokaże dwie kreski, a finalnie ginekolog potwierdzi, że jestem w ciąży. Nie chcę w tej chwili kolejnego dziecka. Jestem mamą dwóch cudownych chłopców, ale padam na pysk niemal każdego dnia. 20 miesięcy przerwy między pierwszym i drugim porodem to zbyt mało, aby starszak urósł na tyle, by pochłaniać mniej czasu i dał możliwość skupienia się na drugim dziecku. Mamy w domu istny rozgardiasz emocjonalny. Staramy się żyć w miarę normalnie, ale chorujący młodszy syn absorbuje tyle energii i mojej, i TatyM&M, że nie tylko dniami, ale tygodniami nie mamy czasu, ochoty, a nawet możliwości być mężem i żoną, synem i córką, kolegą i koleżanką.

 

Na co dzień „normalna” rodzina. Dzieci w żłobku i przedszkolu. My pracujemy (ja zrezygnowałam ostatnio z głównego zlecenia, żeby odpocząć po wyczerpującej jesieni i początku zimy – tydzień później Mariusz złapał ostre zapalenie oskrzeli i … „odpoczywamy” razem w kolejce od lekarza do lekarza, w oczekiwaniu na powrót pozostałych domowników, pomiędzy inhalacjami, podawaniem leków, wymiotowaniem, przewijaniem – odpoczywam w chuj, aż mi ręce opadły z drugiego piętra do piwnicy naszej kamienicy), wiedzie nam się całkiem dobrze, nie musimy oszczędzać i sprawdzać, ile kosztuje cukier, mleko owsiane i mąka gryczana (młodszy jest uczulony na pszenicę, jajko, soję, mleko). Jeździmy na wakacje, możemy sobie pozwolić na posiadanie dwóch samochodów, remont mieszkania co kilka lat, budowę garażu, a ja na RoboJeta i budżet domowy tego specjalnie nie odczuwa, a nawet zostaje tyle, żeby innym pomóc, gdy potrzebują.

 

Kiedy jednak okazało się, że mogę być w kolejnej ciąży, pomyślałam, że ja tego trzeciego dziecka nie chcę urodzić. Nie chcę teraz być w ciąży, nie chcę zmieniać swoich zawodowych planów trzeci raz w ciągu 4 lat. Biorę odpowiedzialność za to, co robię,także za uprawiany seks (na szczęście uprawiam go tylko z mężem, więc mogę czuć się bardzo bezpiecznie i tak też się czuję), ale nie chciałam, aby jedna chwila spowodowała, że kolejny raz cały świat wywróci mi się do góry nogami.

 

Nie namawiam i nikogo nie zmuszam do tego, aby popierał moje poglądy. Ja nie oceniam innych i nawet nie próbuję wpływać na podejmowane decyzje, tym bardziej te dotyczące rodzicielstwa, bo są w cholerę trudne, nieodwracalne, rzutujące na całe życie – rodziców, dzieci, często też dziadków, rodzeństwa. Szanuję decyzję kobiet, które wiedzą, że płód jest poważnie uszkodzony, a mimo wszystko decydują się urodzić. Ale też rozumiem Natalię Przybysz, która dowiedziała się, że jest w ciąży i postanowiła tę ciążę przerwać. Prawdopodobnie zrobiłabym w obecnej sytuacji tak samo.

 

Chcę mieć wybór, chcę żyć w kraju, który daje mi wolność decydowania o sobie, chcę, aby między moje nogi zaglądał wyłącznie mój mąż i mój ginekolog. Szanuję światopogląd każdego człowieka i uważam, że siłę czyjeś wiary, czyichś przekonań, czyjąś silną wolę można poznać po tym, że nawet jak coś jest dozwolone, ale sprzeczne z tą wiarą, przekonaniami, postanowieniami, to ta osoba po prostu tego nie robi. I nie są potrzebne żadne zakazy, aby ktoś mocny swoją wiarą i posiadający silną wolę trwał przy swoim.

 

A nam po prostu dajcie robić ze swoim ciałem, co chcemy. I nie każcie mi rodzić dziecka, nawet jeśli jest w 100% zdrowe, bo to ja mam w tej ciąży chodzić, rzygać, źle się czuć, tyć, rezygnować z pracy na co najmniej kilka miesięcy (licząc wyłącznie końcówkę ciąży i połóg) i tylko ja wiem, czy te 9 miesięcy ciąży i połóg nie rozwalają mi życia na następnych kilka lat.

 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku i zostaw ślad po sobie, skomentuj artykuł, zdjęcie, wpis. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, też zajrzyj 😉


Lifestyle

Moi synowie nie mają wobec mnie żadnych zobowiązań

MamaM&M
MamaM&M
2 listopada 2017
pixabay.com

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i już przyswoiłam tę informację, postanowiłam, że będę wychowywać wolnego, świadomego, odpowiedzialnego i empatycznego małego człowieka. Nie takiego, który z poczucia obowiązku i „bo  tak wypada” będzie się mną opiekował na starość. Nie należę do osób, które twierdzą, że dziecko ma jakiś dług do spłacenia wobec rodziców. Nie rozumiem, skąd przekonanie, że syn lub córka, a najlepiej wespół będą siedzieć przy łóżku schorowanego rodzica, że będą na każde zawołanie, że będą wspierać i pomagać, nawet kosztem swojego życia i swoich planów.

 

– Mamę oddam do najlepszego domu opieki, ojca tam, gdzie biją – tak kiedyś mówiłam. Kto czytał inne moje wpisy na blogu, wie, skąd taki podział. Tak się składa, że moja mama opiekuje się osobami starszymi od wielu lat, więc temat obowiązków dzieci względem rodziców pojawiał się w moim domu rodzinnym bardzo często. Może właśnie praca mamy sprawiła, że wiem, jak często wyglądają relacje dorosłych dzieci z rodzicami wymagającymi opieki.

 

Nie rodziłam dzieci po to, żeby kiedyś dzięki nim „dorobić” się wnuków, a tym bardziej nie po to, żeby się mną i moim mężem opiekowały. Czasami żartuję, że szukam przedszkola z internatem, że mam ochotę włożyć dzieci do kartonu, wpisać zły adres i zamówić firmę kurierską, żeby z tydzień szukała odbiorcy i dopiero po jakimś czasie odesłała przesyłkę do nadawcy. Nie będę się więc obrażać, jeśli dzieci będą chciały ze mną zrobić dokładnie to samo za jakiś czas.

 

Nie będę się też obrażać, jeśli dzieci, kiedy już wyfruną z gniazda rodzinnego, nie będą chciały do niego wracać, nawet w odwiedziny. Dlaczego? Ponieważ ja mam bardzo trudny charakter. Wytrzymać może ze mną tylko TataM&M i zapewne tylko dlatego, że jest nadal we mnie zakochany. Normalny człowiek, któremu nic nie przeszkadza w racjonalnym myśleniu, dawno kopnąłby mnie w te moje 60-kilogramowe dupsko.

 

I choć wydaje mi się, że robię wszystko, aby być najlepszą matką, jaką mogę w danym momencie być, choć kocham moje dzieci, choć daję im tyle od siebie, ile potrafię, choć myślę, że stwarzam im dom najlepszy jaki mogą mieć, moi synowie wcale nie muszą podzielać mojego zdania na ten temat. Oni mogą chcieć innych rzeczy, mogą potrzebować czegoś zupełnie innego, niż ja sobie wyobrażam, że oni potrzebują.

 

Mam świadomość, że to, jaka jestem dziś, kiedyś zaprocentuje. Chciałabym, żeby efektem moich aktualnych działań była spokojna i radosna przyszłość, ale przecież może mi się tylko wydawać, że jestem dobrym człowiekiem, bo nie mnie to oceniać. Moje dzieci tym, ile czasu będą chciały ze mną spędzać, przegadać, czym będą się chciały ze mną dzielić i o czym informować, w jakich sprawach radzić i czym z mojego życia będą się interesować, odpowiedzą na pytanie, jaką jestem matką.

 

Moja mama na szczęście nie obciąża mnie i mojego brata obowiązkiem opiekowania się nią, kiedy będzie wymagała pomocy. Ja się do tego nie nadaję. Jestem w stanie zorganizować najlepszą pomoc, odwiedzać, ale nie nadaję się do opieki nad osobą chorą, starszą, wymagającą pomocy przy codziennych czynnościach. Swoje dzieci będę wychowywać w takim samym duchu. One naprawdę nie mają wobec mnie żadnego długu. Ja je urodziłam i mam obowiązek je wychować, opiekować się nimi. Moi synowie założą rodziny i będą odpowiedzialni za te swoje małe światy, za swoich partnerów, dzieci (jeśli zechcą je mieć), przygarnięte psy, koty, kanarki, złote rybki i porsche w garażu. Jeśli w tym wszystkim nie zapomną o rodzicach, jeśli będą uważali, że rodzice są częścią tego nowego świata, będzie to oznaka, że odnieśliśmy z mężem rodzicielski sukces. Rodzic nie ma prawa stawiać siebie na pierwszym miejscu w życiu swojego dziecka, wymuszać wdzięczności, szantażować, że „jak mnie nie odwiedzisz, to ja na pewno jutro umrę i to będzie Twoja wina”.

 

Tak, mam świadomość, że czasami rodzice stają na głowie, żeby dzieciom niczego nie brakowało, a potem z rąk tych dzieci giną.I nie oceniam tych rodziców. Wiem tylko, że czasami „wszystko”, które widzi rodzic i „wszystko”, które widzi dziecko to zupełnie dwa różne światy…

 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku i zostaw ślad po sobie, skomentuj artykuł, zdjęcie, wpis. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, też zajrzyj 😉