Lifestyle Psychologia Święta

Kochani rodzice, tego mi nie mówcie. Zacznijcie żyć własnym życiem!

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
21 grudnia 2015
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

Drodzy rodzice! Oświadczam, że lat 18 ukończyłam znacznie wcześniej niż w zeszłym roku. Niebawem nawet skończę je drugi raz. Ale ja nie o tym chciałam… W telewizji mówili, że w święta trzeba mówić prawdę, bo to oczyści atmosferę przy wigilijnym stole. Mamo, masz genialną figurę! Tato, z wiekiem jeszcze wyprzystojniałeś. Kocham was bardzo. Denerwujecie mnie jak cholera.

Ale damy radę. To będzie naprawdę udany rok, jeśli tylko:

1. Przestaniecie mnie pytać o to, kiedy zmienię pracę na (waszym zdaniem) lepszą.

Jestem szczęśliwa, spełniona i tak, do jasnej Anielki, odczuwam satysfakcję, bo żyję w zgodzie sama ze sobą. Robię to, co kocham i nie zamieniłabym tego na nic innego. Nie pożyczam od was pieniędzy, bo „mi nie starcza do pierwszego”, nie narzekam i nie skarżę na szefa-kretyna. Więc o co chodzi?

P.S. Argument „przecież to dla twojego dobra” jest poniżej pasa. Moje dobro potrzebuje czegoś innego, niż ciągłe porównywanie do kuzynki Renatki, która w swojej korporacji pnie się po szczeblach kierowniczej kariery. I co z tego, że w swoim futurystycznym mieszkaniu postawiła ostatnio dizajnerską kanapę? Renatka nie ma nawet czasu, żeby wieczorem usiąść z książką i kubkiem herbaty na tej kanapie. A ja mam. I czas i książkę i kubek z herbatą. A kanapę sobie kupię. Kiedyś.

2. Przestaniecie mi przypominać, że ciocia Grażynka ma urodziny i wydzwaniać z pytaniem, czy już złożyłam jej życzenia.

Jestem bardzo dużą dziewczynką i sama odpowiadam za kontakty z członkami naszej rodziny. Tak między nami mówiąc, ciocia Grażynka też jest bardzo dużą dziewczynką i niezłą małpą, przy okazji. Czy aby na pewno jej zaawansowany wiek i wysoki poziom cholesterolu usprawiedliwiają każdy złośliwy przytyk? Nie musicie się za mnie wstydzić 😉 Ja też nie muszę;) Ale ciocia Grażynka to czasem powinna…

3. Przestaniecie zwracać się do moich dzieci słowami „no co ta mama zrobiła najlepszego”

A jeśli już tak mówicie, to nie wmawiajcie im potem, że przecież „rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. Bo się gnomy buntują i wyprowadzają do was trzy razy w tygodniu, a już bankowo przy okazji porządków w pokoju. Jeśli nie przestaniecie, to ich w końcu do was puszczę. I będziecie musieli sobie przypomnieć jak to jest z dwójką dorastających (teraz dzieci dorastają wcześniej) i skonfrontować wasze bogate doświadczenie z końca wieku XX z rzeczywistością wyzwań pedagogicznych XXI wieku.

4. Przestaniecie podejrzewać, że w moim małżeństwie jest coś nie tak

Nie jesteśmy gołąbkami pokoju, wiecie to. Kiedy zadzwoniłaś wczoraj mamo, akurat się pokłóciliśmy. No dobra, wcale nie o to kto kogo kocha bardziej. Poszło o coś banalnego;) O te banały drzemy koty kilka razy w miesiącu. To chyba lepsze niż darcie kotów o sprawy istotne, prawda? Ile razy wyprowadzałeś się z domu, tato? Ile razy żądałaś rozwodu, mamo? Ile razy słyszałam, że żyć bez siebie nie możecie i nie będziecie? Dziękuję, u nas w porządku, w tym roku rozwodu nie będzie :).

5. Przestaniecie wracać do przeszłości i wybiegać w przyszłość wyciągając za mnie wnioski

Gdyby tylko moje życie potoczyło się inaczej. Tamten kierunek, nie ten, tamten facet, nie ten… I jeszcze tamta „zagranica”, nie ta. Renatka urządziła się w życiu lepiej? Renatkowe „lepiej”  to dla mnie zupełnie „byle jak”.  Kocham swoje życie, swoje błędy i decyzje! Kocham swój brak kanapy i marzenia o tym, co kiedyś nastąpi. A decyzje podejmuje świadomie.  Jestem szczęśliwa, a przecież tego chcecie najbardziej, prawda? Hobby sobie znajdzcie, błagam.

Mamo, Tato! Świąt wesołych wam życzę. Bez trosk i napięć. I luzu jeszcze takiego, nie tylko od święta. Zapomnijcie o Renatkach i o Grażynkach, cieszcie się wnukami i tym, że po prostu – jest OK.  Naprawdę możecie zacząć już żyć waszym życiem:)


Lifestyle Psychologia Święta

Co jest w życiu naważniejsze? Ciepła kołdra. I jeszcze, żeby czuć się dobrze ze sobą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 grudnia 2015
Fot. iStock / Linda Kloosterhof
 

Co jest w życiu najważniejsze? Co to za pytanie! – powiecie. Banalne i sztampowe. Ale w ustach siedmiolatki, uwierzcie mi na słowo, nie brzmi ono tak trywialnie. A jeszcze zadane podczas zakupów w małym, osiedlowym sklepiku może wywołać nie lada dyskusję. Tu każdy chce choć przez chwilę być dla mojego dziecka przewodnikiem po życiu. Takim przewodnikiem, jakim życiowe doświadczenia pozwalają być.
Więc chcąc nie chcąc, oprócz jednej, konkretnej odpowiedzi otrzymujemy zaraz całą masę porad, refleksji i życiowych historii, a szybka wizyta w sklepie zamienia się w wizytę w poradni terapeutycznej.

– Najważniejsza jest forsa, dziecko – sapie tuż za nami, okrąglutki jak balonik, niewysoki pan w okularach. – Jak masz forsę, to resztę sobie kupisz, ha ha ha! – uśmiecha się pan „Balonik” szeroko. – Mój syn ma dużo pieniędzy, kupił sobie dom, do lekarza w kolejce nie stoi, tylko ma abonament w Enelmedzie. Dzieciom płaci, żeby piątki do domu przynosiły i ze szkołą ma spokój. A teraz żonę też kupił, żeby nie poszła do innego. – Zapada niezręczna cisza.

– Jak pan może takie bzdury dziecku opowiadać? – przerywa ją oburzona pani w średnim wieku, z siateczką pełną pomidorów malinowych. – Nie słuchaj, malutka. Rodzina jest najważniejsza. W rodzinie jest siła, wsparcie. Jeśli czujesz, że na najbliższych możesz liczyć, że mama zawsze jest obok, to wszystko ci się udaje i jesteś szczęśliwa. Wigilię na pewno spędziłaś z rodziną! – Tak. A pani? – odpowiada bardzo uprzejmie moje dziecko. – Ja… Nie, w tym roku, z mężem tylko. Córka wyjechała z dziećmi w góry, zmęczeni są.

– Ha, ha, ha! E, tam – Rubaszny Balonik to typ aktywisty, a przy okazji uparty osobnik, nie da za wygraną. – O, to i cała rodzina. Zostawiła panią w święta i wyjechała, co? Rodzinę można sobie kupić. I te wszystkie uśmiechy przy Wigilii i to całe „wsparcie bliskich”. Tylko pieniądze trzeba mieć, tak jak mój syn. Wtedy wszyscy są dla ciebie mili, mała. – Pan ma dużo pieniędzy? – rezolutnie pyta „mała”. –Wystarczy, żeby pana syn przyjechał na święta? – Ja to… Eh! – nie kończy Balonik i stoimy tak krótką chwilę w milczeniu. Czy to poświąteczny spadek nastroju? Czy szybki życiowy bilans?

– Miłość – uśmiecha się przemiła dziewczyna z jogurtem naturalnym i pęczkiem rzodkiewek. To nasza nowa sąsiadka, codziennie rano widzę jak wyjeżdża z domu na swoim niebieskim rowerze. – Miłość jest najważniejsza, zapamiętaj. – Ma pani tę miłość? – pada odruchowo, niedyskretnie z moich ust. – Miałam – mówi ona cicho. Do wczoraj.
Stare powiedzenie, że doceniamy najbardziej to, co już straciliśmy dogania nas tu wszystkich. Przez chwilę jesteśmy grupą na pozór obcych, a jednak bliskich sobie osób. Z zamyślenia wyrywa nas ciepły, miękki głos. – Najważniejsze w życiu jest to, kochanie, żebyś się zawsze dobrze czuła sama ze sobą, rozumiesz? – odzywa się milcząca do tej pory, elegancka pani w zielonym kapeluszu. – Żebyś wiedziała, że możesz się czasem pomylić, że nie zawsze musisz być najlepsza. I żebyś umiała docenić i pokochać siebie taką, jaka jesteś.

Pani w kapeluszu i mała dziewczynka uśmiechają się do siebie w milczącym porozumieniu. Obie wiedzą, że dalsze pytania są niepotrzebne. Ona TO już ma. A moje dziecko jeszcze TEGO nie zatraciło.

Płacę za sałatę, trzy pomidory i twarożek śmietankowy. Wieczorem, w domu wracamy do tematu. – Mamo, a dlaczego ty nic nie powiedziałaś, wtedy w sklepie? – pyta „mała”. – Nie powiedziałaś co jest najważniejsze w życiu. To prawda, podczas tamtej rozmowy nie odezwałam się słowem. – Ja się zgadzam się z panią w zielonym kapeluszu – mówię po chwili wahania. – Ale wiesz, dla każdego w życiu co innego jest ważne. Ty możesz myśleć zupełnie inaczej.  – Rozumiem – odpowiada moja mądra córka. – Ja myślę jak Ty i ta pani w zielonym. Ale są jeszcze inne rzeczy. To, jak przytulam mojego brata. I ciepła kołdra wieczorem. I twój uśmiech.


Lifestyle Psychologia Święta

„Żartujesz, przecież P. nie jest asystentką, co robi karierę przez łóżko! To jest facet!”. A ty co, baba jesteś?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 grudnia 2015
Fot. iStock / Voyagerix

Poszliśmy na lodowisko. Tłum dzieci i rodziców, muzyka tak głośna, że żeby ze sobą porozmawiać, trzeba ją przekrzyczeć. Co chwila ktoś upada, ktoś mały płacze, a ktoś duży zarzeka się: „do jasnej cholery to pierwszy i ostatni raz jak tu z tobą przyszedłem”. Oglądam się odruchowo na tego ostatniego ktosia. Duży, elegancki facet w modnej kurtce i fantazyjnie zawiązanym szaliku w kratkę pochyla się nad wyjącym sześciolatkiem. – Yyyyy, tata, ale pupa boli… – szlocha maluch, któremu od mrozu zamarzną zaraz gile z nosa. – Wstawaj, przestań się mazgaić – komenderuje ojciec. – Co ty BABA jesteś?!
To urocze zdanie doprowadza mnie zbyt często niestety do szewskiej pasji. Cóż robić, kobiety są takie emocjonalne… Jak nie płaczą z byle powodu to się wściekają, bo mają okres, zespół napięcia przedmiesiączkowego, albo od tak, po prostu. Tak już są skonstruowane, prawda? Reguła oczywista i szalenie utrudniająca życie. Jak to komu? Mężczyznom, oczywiście. Skoro jednak już operujemy stereotypami, dlaczego by nie pójść „ po całości”? Jest przecież tyle innych, typowo „babskich” zachowań i zagrywek, które można zaobserwować także u panów!

Mam znajomego, niezbyt zdolna bestia, ale całkiem przystojna obiektywnie rzecz ujmując. Na kierownicze stanowisko w swojej firmie P. awansował w takim tempie, że pod wrażeniem było całe biuro. No bo jak to się właściwie stało? Na pewno rzeczywiście bardzo szybko. Najpierw był zagraniczny wyjazd w asyście pani prezes, choć z językiem obcym u faceta „obco” jak cholera. Potem to już codziennie na biurku przełożonej świeża kawa (1/4 mleka i dietetyczny słodzik), a na twarzy P. uśmiech jak u Tołdiego z „Gumisiów”. I oczywiście niezbędne konsultacje, poprzedzone wypowiedzianym władczym tonem przez panią prezes: „Potrzebuję cię, za 10 minut w konferencyjnej!”.

– To może on z nią coś wiesz… – mrugnęła nieraz porozumiewawczo koleżanka P. z biura do niejednego kolegi. A niejeden kolega obruszył się bardzo i odparował coś w rodzaju: „No chyba żartujesz, przecież P. nie jest jej asystentką! To nie jest taka Kaśka z finansowego, co robi karierę przez łóżko! Przecież to jest facet!”. Koleżanka P. uśmiecha się więc tylko litościwie do swoich kolegów i kiwa głową. No tak, P. to nie baba, co wskakuje przełożonemu do łóżka. P. po prostu cierpliwie pnie się po szczeblach biurowej kariery, zdobywa nowe doświadczenie i jest dyspozycyjny…

U K. sytuacja nie przedstawia się tak różowo. Jeżeli chodzi o karierę, to K. utknął kilka lat temu w martwym punkcie. Jego firma (trzecia już) nie rozwija się tak, jakby tego chciał, wspólnik go oszukał i K. ma teraz problem żeby ludziom w ogóle zaufać. Biuro prowadzi w domu, najczęściej z kanapy w swoim gabinecie. Zamyśla się często, a te jego myśli są jak czarne, gradowe chmury. Lepiej wtedy nie podchodzić, bo awantura gotowa. K. musi się wtedy natychmiast odstresować, włącza sobie ulubione filmy, wychodzi piłkę pokopać. Żona K. to długo rozumiała, bo ona w ogóle jest bardzo wyrozumiała. Udziela mu ciągle pożyczek „na wieczne nieoddanie”, wspiera jak umie, dopinguje i całuje czule w głowę. Jej biznes działa świetnie, w firmie zatrudniła już 50 osób.

Dzięki temu K. stać na to by zapewnić rodzinie życie na poziomie, zagraniczne wakacje i dwupiętrowy dom z fajnym ogrodem. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Żonie ta sytuacja zaczęła trochę doskwierać. Zwłaszcza, że jej mąż na zewnątrz zachowuje się trochę inaczej niż w domu. Skutecznie buduje swój wizerunek człowieka sukcesu i odpowiedzialnej za wszystko głowy rodziny. Długo prosił, by żona na ten temat wypowiadała się „ostrożnie” i nie chwaliła za bardzo swoimi osiągnięciami. – No, bo jak to wygląda, że ty zarabiasz więcej – mówił – Jeszcze ktoś pomyśli, że baba utrzymuje faceta i w ogóle całą rodzinę. – A nie jest tak? – zdenerwowała się w końcu ona. – Płacę rachunki, twój ZUS, szkołę dzieciom, a z mojej karty idą wszystkie większe zakupy… – Nie no, to chwilowa sytuacja. – zarzekał się on. – Poza tym, o mężczyźnie tak się raczej nie mówi.

Więc już prawie od dziewięciu lat o K. się raczej tak nie mówi, a jego żona wcale nie utrzymuje całej rodziny. No już. Nie bądźmy małostkowi.

Stereotypowych powiedzonek o kobietach i mężczyznach jest mnóstwo, szafujemy nimi bezmyślnie na prawo i lewo utrwalając myślenie schematami. Nie powiem do swojego syna „ Nie bądź baba, przestań się mazgaić”. I nie zwrócę uwagi córce mówiąc „Dziewczynka powinna być grzeczna”. Zbyt często słowa robią nas zakładników niewygodnych sytuacji.