Lifestyle Związek

Kilka rzeczy, które usłyszysz, kiedy jesteś w związku z młodszym partnerem. Dlaczego tak bardzo lubimy mieszać się w życie innych?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
21 lipca 2020
fot. iStock/ AleksandarNakic
 

Miłość bywa zaskakująca. Pozwala nam odnaleźć się mimo niesprzyjających okoliczności i sprawia, że różnice między nami tracą znaczenie. Nikogo już nie dziwią związki starszych partnerów z młodszymi partnerkami, sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy to kobieta jest tą starszą…

Moja była teściowa powiedziała mi kiedyś „Mężczyzna powinien być młodszy. Oni się tak szybko starzeją…”. Cóż, trudno planować, że osoba, z którą się zwiążemy będzie na pewno starsza lub młodsza. Tak samo trudno planować, że na pewno będzie blondynem lub blondynką. Uczucie łączy dwoje ludzie w naturalny sposób nie zważając na takie drobiazgi jak wiek, czy kolor włosów. Jeśli czujemy się ze sobą dobrze, jeśli się szanujemy i kochamy, jeśli chcemy tego samego, nic innego nie powinno być ważne. A już z całą pewnością nie powinna nas obchodzić opinia innych. Niestety, jeśli jesteś kobietą, której partner liczy sobie kilka wiosen mniej (że o kilkunastu nie wspomnę) z dużym prawdopodobieństwem spotkasz się choć raz z poniższymi reakcjami i wątpliwościami…

„A co, jeśli on będzie chciał mieć dzieci?”

W naszym kraju pytanie o dzieci jest tak zwanym pytaniem „standardowym”. Powszechnie wiadomo, że każdy w jakimś momencie swojego życia chce mieć dzieci. Nawet jeśli ich nie znosi, nawet jeśli wie, że będzie złym rodzicem. Nawet jeśli sama myśl o rodzicielstwie napawa go lękiem. Abo po prostu – nie chce. Oni wiedzą lepiej. Może teraz jeszcze nie chce, ale za pięć lat z pewnością zechce. I co wtedy zrobisz? Dla ciebie już przecież będzie za późno… Jeśli usłyszysz takie pytanie, bądź stanowcza. To zbyt intymna i osobista sprawa, by omawiać ją z osobami postronnymi. Wy dwoje z pewnością już rozmawialiście na ten temat i wiecie „co dalej”.

„A co, jeśli znajdzie sobie młodszą?”

Cóż, dowcip polega na tym, że nasz rówieśnik również może zakochać się w kimś młodszym, bardziej atrakcyjnym i lepiej usytuowanym życiowo,  zawodowo lub/i materialnie. Może zakochać się w kimś innym w ogóle i to niekoniecznie młodszym. Kto daje gwarancję na czyjeś uczucie? Głupio jest nie kochać, nie pragnąć związku i szczęścia, tylko dlatego, że się boimy. Lub dlatego, że wyobrażamy sobie najgorsze. Wy wiecie, jak jest między wami, znacie „głębie” tego związku. Oni stoją z boku, oceniając i myśląc stereotypami.

„A co, jeśli nie podoła?”

Czyli, jednak w pewnym momencie stwierdzi, że nie jest w stanie być w związku ze starszą od siebie kobietą, mieszkać z nią i (nierzadko) z jej dziećmi, czyli nagle stać się częścią rodziny.

Miłość i zaufanie zawsze wiążą się z jakimś ryzykiem. Ale nikt nie powinien oceniać naszego związku i mierzyć go stereotypami. Każda miłość jest inna, każda relacja jest więzią wypracowaną przez dwoje ludzi, którzy, jeśli tylko będą tego chcieli, zostaną razem, zdeterminowani pokonać trudności. To jest największa tajemnica, której nie pojmą ci, którzy traktują innych szablonowo. A poza tym pamiętajmy, że wiek nie zawsze wiążę się z dojrzałością… Dojrzałość wynika z sumy doświadczeń życiowych, a nie metryki.

„A co na to jego rodzice?”

Przestańmy traktować mężczyzn jak dzieci. Jeśli dorosła osoba decyduje się na związek z inną, dorosłą osobą, to co u diabła mają do tego rodzice którejkolwiek ze stron?

„Dlaczego nie poszukasz sobie kogoś w swoim wieku?”

Nie poszukam, bo ja nie szukam. I nie szukałam. Miłość przyszła do mnie, zjawiła się naturalnie, jak dobry przyjaciel. Na dobre zagościła w moim życiu, zmieniła je na lepsze i została. Nie mówiła o różnicy wieku, ale o tym, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, jak wiele nas łączy. Tak miało być.

Nauczmy innych, że nasze życiowe wybory są wyłącznie naszą sprawą i pozwólmy sobie być szczęśliwymi. Po prostu.

 


Lifestyle Związek

7 lęków matki w nowym roku szkolnym. Boję się, że nikt nie wie, w którym kierunku zmierzamy

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
1 września 2020
Fot. iStock/djedzura
 

W tym roku jest inaczej niż zwykle. Boję się. Oprócz tego, że boję się normalnie, jak zawsze, o to jak sobie poradzisz, jak ci będzie w tej pierwszej klasie, w twoim nowym życiu, wśród nowych znajomych, to do moich matczynych obaw dołączyły nowe lęki. Boję się, bo uważam, że ktoś naraża twoje zdrowie, świadomie.

O co te moje lęki? Przecież jeszcze nikt u nas nie zachorował, nie mamy też znajomych, którzy byliby chorzy. Nie ma co nakręcać spirali paniki, a jednak… niepokój nie odpuszcza. Dziś na krótkiej uroczystości z okazji rozpoczęciu roku patrzyłam na te wszystkie buzie w maseczkach i myślałam sobie, że:

Nikt nie wie, jak dobrze zorganizować na nowo szkolne życie

Wiem, że dyrektor szkoły robi, co może, choć wytyczne, które dostał są niejasne i niekompletne. Że z czytelni wydzielono izolatkę, że wyrywkowo będzie uczniom mierzona temperatura. Że przerwy będą rotacyjne, a odległości między uczniami mierzone długością ławki. Ale przecież dziś przed wejściem do sal, wszyscy tłoczyli się jak zawsze? Do klasy weszliście parami, trzymając się za ręce, bo tak było wam raźniej, normalniej.

Stracisz coś istotnego

Smutna ta twoja świetlica, pusta. Brak zabawek, gier. Ze względów bezpieczeństwa nic nie możesz przynieść z domu. Więc jeśli będzie ci smutno, źle, nie przytulisz się do ulubionego misia, ani nawet do twojej pani. Kontakty z rówieśnikami nie będą takie, jak dawniej i to w jakiś sposób odbije się na twoim samopoczuciu.

Istnieje ryzyko, że zachorujesz

To chyba niemożliwe, żeby wirus nie pojawił się teraz w twojej szkole. Może zachoruje któryś z kolegów, a może pani sprzątająca lub nauczyciel. Zdejmiesz na trochę maseczkę, bo będzie ci duszno, gorąco, niewygodnie. Masz niecałe 7 lat i jeszcze do końca nie rozumiesz powagi sytuacji. A ja będę panikować z każdym kaszlnięciem, katarem, podwyższoną temperaturą.

Istnieje ryzyko, że zachoruje ktoś z naszych najbliższych

Dlatego pewnie znów ograniczymy kontakt z twoimi dziadkami. W obawie o ich zdrowie, będziemy spotykać się na ekranie komputera. Będziesz im opowiadał o pierwszych lekcjach w szkole, o klasówkach i nowych kolegach. I znów stracisz kilka tygodni, a może miesięcy z czegoś, czego wycenić nie można… Ale bezpieczeństwo twoich dziadków jest teraz najważniejsze.

Nie wiem, czy sobie poradzę

Bo jeśli szkoła zostanie ponownie zamknięta, nasze życie znów przewróci się do góry nogami. Zdalne lekcje – twoje i twojej siostry ograniczą się w większości przypadków do „zadania” wam materiału do przerobienia, a ja będę musiała jakoś to „ogarnąć”, pamiętając o swojej pracy i zakupach na następny dzień.

Nie mam wyboru

W nowym regulaminie szkoły napisano, że mam wziąć na siebie odpowiedzialność za twój udział w zajęciach stacjonarnych, ale nikt nie daje mi alternatywy. Zajęć online po prostu nie miałby teraz kto poprowadzić, a jeśli nie pozwoliłabym na twó powrót do szkoły, musiałabym zapłacić grzywnę.

Nikt nie wie, w którym kierunku zmierzamy

Ile potrwa jeszcze ta sytuacja? Co, jeśli gwałtownie wzrośnie liczba zakażeń? Co, jeśli rozchorują się nauczyciele, wychowawcy? Jak to wszystko wpłynie na twój rozwój, na umiejętności społeczne? Na poziom wiedzy, którą masz zdobyć w tym roku? Co z twoją siostrą, która za półtora roku kończy szkołę podstawową?

Niepokój towarzyszy nam już od kilku miesięcy. Sytuacja, w której znajdujemy się teraz jest niekomfortowa, smutna, ciężka. Postaram się pomóc ci przejść przez ten dziwny czas tak, byś pierwsze szkolne lata wspominał jak najlepiej.


Lifestyle Związek

Miłości się nie szuka, miłość przychodzi sama. Po prostu zjawia się jak dawno niewidziany przyjaciel

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
7 lipca 2020
Fot. iStock / AleksandarNakic

To się dzieje trochę „poza nami”. Zjawia się w naszym życiu człowiek, który staje się tym najważniejszym. Może na początku jeszcze o tym nie wiemy, może patrzymy na niego zupełnie zwyczajnie. Nie ma tego jednego błysku, który mówiłby nam „to on, to ona”. Z czasem jednak wszystko się krystalizuje i okazuje się, że coraz trudniej nam wyobrazić sobie życie, w którym tej osoby nie ma. A przecież jeszcze wczoraj było zupełnie inaczej. Wczoraj gotowi byliśmy szukać tego zakochania za wszelką cenę.

Moi znajomi poznali się na studiach. Ot zwykła, przyjacielska znajomość, nic więcej. Lubili swoje towarzystwo, ją bawiły jego żarty, a on uwielbiał słuchać jak ona mówi, opowiada, śmieje się odrzucając na plecy ciemne włosy. Wiedzieli o sobie wiele, dobrze się rozumieli. Spędzili we dwoje nie jeden wieczór, znali swoje historie, rozumieli się bez słów.

On był typem samotnika. Może dlatego rozpadały się jego związki? Nigdy nie szukał nikogo „na siłę”. Ale zawsze miał wrażenie, że z osobami, z którymi się spotykał, nie łączyło go aż tak wiele, by móc powiedzieć „to miłość mojego życia”. Nigdy tego nie poczuł. Tak przynajmniej mu się wydawało.

Spotkali się ponownie po 15 latach, zupełnie przypadkiem, na ulicy. Poznała go od razu. Jasne, pewne spojrzenie niebieskich oczu, uśmiech, który wcześniej często dodawał jej otuchy, pewność siebie… Na jego twarzy pojawiło się kilka zmarszczek, ale to tylko dodało mu uroku. I takiej przyjemnej „swojskości”. Wspomnienie dawnych, dobrych lat wróciło, a z nim – radość.

Ucieszyła się. Tak szczerze, mocno. Ogarnęło ją coś w rodzaju wzruszenia. Tłumaczyła sobie to jako sentymentalny powrót do wczesnej młodości. Poza tym zawsze go bardzo lubiła i często zastanawiała się, jak potoczyły się jego losy.

A on? Chyba pierwszy raz zobaczył w niej kobietę, a nie kumpelę. Zmieniła się. Nie była już tą smukłą, wesołą dziewczyną, prawie „dziewczynką”. Była osobą, która przeżyła śmierć rodziców, stratę ciąży i poważne miłosne rozczarowanie. Mądre oczy patrzyły na niego inaczej niż kiedyś. Wzruszyły go te zmiany w jej wyglądzie, poruszyły coś w środku, głęboko. Spontanicznie wziął ją za rękę.

Przez te 15 lat zdarzały się chwile, w których o niej myślał, jasne. Ale to spotkanie zaskoczyło go stopniem emocjonalności. To nie była tylko radość ze spotkania ze starą przyjaciółką. Jej widok tchnął w niego nadzieję na to, że może być szczęśliwy w relacji z drugą osobą.

Umówili się na kawę, potem na wernisaż wspólnej znajomej. Zorganizowali spotkanie dawnych przyjaciół z roku. Odnowili przyjaźń, ale oboje czuli, że rodzi się między nami uczucie, które znaczy dużo więcej.I nagle, po latach okazało się, że to na siebie właśnie czekali. Że chcą tego samego, że jej nie przeszkadza jego powolność w podejmowaniu decyzji, a on widzi w niej motywację do zmian na lepsze. Że nie kłócą się o bzdety, a ściany w mieszkaniu pomalowaliby na ten sam kolor. Że ona lubi spać dłużej, a on wstać wcześniej i przygotować dla nich śniadanie. Że wieczorem ona słucha swojej muzyki, a on czyta opierając głowę na jej kolanach. I tak właśnie jest idealnie.

Dziś mijają 3 lata od tamtego spotkania na ulicy. Basia i Rafał są razem, szczęśliwi, spełnieni. Myślą o założeniu rodziny, adoptowali psa ze schroniska. Oboje mówią, że po raz pierwszy w życiu są w związku, w którym nie czują presji, tylko radość z przebywania w towarzystwie ukochanej osoby. Że ona nie czuje się oceniana, tylko ważna. A on rozumie wreszcie, jak ważne są kompromisy.

Czekali na siebie, to pewne. Dopełniają się i wiedzą, że nie mogą tego stracić, zepsuć. A ja w nich wierzę, tak jak wierzę w to, że czasem miłość przychodzi pózniej. Jak dawno niewidziany przyjaciel.