Lifestyle

Kiedy ludzie cię zawodzą i kiedy ty zawodzisz siebie…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 lipca 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Każdy z nas jest skrajnie od siebie różny, co nie zmienia faktu, że wszyscy bez wyjątku jesteśmy po prostu ludźmi. Chcemy wierzyć po to, żeby zaufać, a w rezultacie nawet pokochać. I często, zbyt często, przychodzi taki moment, że któreś zawodzi. Odchodzimy. Tylko po to, żeby w ciszy czterech ścian, z drugą butelką wina, licytując się z samym diabłem, obracać w dłoniach telefon. I resztkami sił bronić się przed tym, żeby zadzwonić. I prosić, by wrócił. A przecież zawiódł. Czy na pewno, tylko on?

– Bo to jest tak, słuchaj – Anka ma 29 lat, jest piękna, przebojowa, radzi sobie świetnie. Nie ma problemów, ani z brakiem przyjaciół ani adoratorów. Mimo to, większość życia bywa sama. – To, co ja chcę powiedzieć, nie tyczy się tylko relacji damsko – męskich. To samo myślę o ludziach w ogóle o znajomych, przyjaciołach. Moja mama jak opowiada mi historie o tym, jak się z ojcem poznali, to mi ręce opadają. Prawie nic nie mieli, prawie nic o sobie nie wiedzieli. I matka wiesz, bach! Zaufała na tyle, że szybko ślub, ciąża i rodzina. No wiem, udało jej się na szczęście. Ale kto to widział, bez ostrożności, bez sprawdzenia, bez dystansu?! I ja to mamie jako komentarz do jej opowiastki wygłaszam i słyszę, że w tym właśnie mój problem. Mój?! I cholera faktycznie, pukam się w czoło bo zaczynam rozumieć. My tak sprawdzamy, tak się panicznie boimy krzywdy. Ale jeszcze bardziej pragniemy bliskości, że ciągle szukamy. Szukamy, chcemy i dopatrujemy się wad, żeby się zabezpieczyć, żeby potem mniej cierpieć. I albo w końcu coś wynajdujemy albo ta druga, uczciwa strona, tego nie wytrzymuje i odchodzi. Takie błędne koło. Wiem jak to zabrzmi, ale chyba faktycznie tamte czasy, mojej mamy, były spokojniejsze, inne. I ludzie mniej się martwili na zapas. Po prostu byli razem.

Miałam tu przyjaciółkę, zawiodła mnie. Czemu się głupio uśmiecham, gdy to mówię? Bo do dziś nie wiem, czy sama tego nie spieprzyłam. Zawsze widziałam, że ma problem z używkami. A to była taka fajna laska, że nie potrzebowała niczego, by dać radę. Widziałam, ale nie reagowałam, nawet jak dzwoniła nagle w środku nocy zapłakana… Udawałam, że nie widzę. Do czasu aż przez własną głupotę naraziła bezpieczeństwo innych ludzi… Szkoda gadać. Wierzyłam w nią, a ona zawiodła, aż zabolało. A z drugiej strony, przecież mogłam coś wcześniej zrobić.

O swoim ostatnim facecie powiem tylko tyle, że w końcu uciekł. Tak mu dałam popalić. Facet marzenie, a ja przez ten mój strach i ostrożność, wciąż szukałam czegoś, czego ostatecznie nie było. I nie wytrzymał. Więc co ci mam powiedzieć? Według mnie, to my sami jesteśmy sobie winni. Zbyt wiele wymagamy i dlatego się zawodzimy.

– To przez wygórowane oczekiwania.  I osaczanie  – Karol, 34 latek. Dobre studia, dobra praca, dobre auto, dobra dziewczyna. A nie, chwilowo znowu jest sam. – Ja wiem sam po sobie, że tak tej miłości, tego kogoś obok chce, że za bardzo naciskam. Zaobserwowałem to już nie tylko u siebie. Wiesz od razu daję wszystko, ale też wszystkiego żądam w zamian. Kurczowe trzymanie za rączkę – tak bym to nazwał, a nie każdy to lubi. I to od pierwszych dni związku. Ciężko jest wytłumaczyć i przekonać, że ja to robię nie do końca świadomie. Ja tak chcę pokazać, że myślę poważnie, że mi zależy, że podchodzę do tego otwarcie i pewnie. Odstraszam, bo wymagam deklaracji. A one, kolejne, odchodzą, zawodzą.

Tak, dobrze słyszysz. Przecież tak się starałem, całego siebie jak na dłoni daję. A one tego nie doceniają, z dobrobytu im się w głowach przewraca i szukają same nie wiedzą czego. Tak sobie to tłumaczę, choć doskonale wiem, że się do tego dołożyłem. Tylko boję się przyznać.

Wypowiedz Karola przerywa Bartek, kolega z firmy, który przysłuchuje się nam od kilkunastu minut. – To i tak wszystko nic. Najgorzej jest zawieść samego siebie. Zdarzało mi się kilka razy. Choć za każdym razem szczerze żałowałem, obiecywałem sam sobie, że już nigdy więcej, dbałem o to, starałem się. I znowu to robiłem. I jak tak was teraz słucham i o tym myślę, to się tak zastanawiam. Jakim prawem, żądamy wyjaśnień gdy nas ktoś zawiedzie. Przeprosin, poczucia wstydu, zażenowania. Jak sami sobie, robimy to samo.

Ewa, która ma fajny dom, faceta i mnóstwo szczęścia mówi wprost, że niestety ją też ludzie zawodzili i ona siebie również. – My to chyba mamy we krwi, wszyscy, bo nie do końca potrafimy być szczerzy, bo boimy się odkryć i pokazać, kim na prawdę jesteśmy, bo ukrywamy swoje lęki. Bo oczekujemy ciut za dużo, mamy wszystko a nadal czegoś nam brak. Bo dajemy się krzywdzić i zawieść najbliższym, bo nadmiernie ufamy. Wierzymy bezgranicznie i zamiast otwarcie mówić, o tym co nam się nie podoba, omijamy temat. Z której więc strony nie spojrzysz, nie ma jednego winnego

Poznajesz, ufasz, wierzysz i kochasz. Obrywasz lub sama zadajesz ciosy. Płaczesz, bo ktoś znowu cię zranił,  złamał, zawiódł. Więc poznajesz kogoś i przez rozgoryczenie, oddajesz i też krzywdzisz. A wystarczy odpuścić i czasami też wybaczyć…


Lifestyle

Puk, puk! Jesień puka do drzwi twojej szafy!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
27 lipca 2016
fot. Screen z YouTube/ The Leo Gamero Fashion Channel
 

To nie będzie kolejne obiektywne zestawienie trendów sezonu jesień/zima 2016-17, a raczej drobna podpowiedź o tym, co powinno znaleźć się w twojej szafie. I to wcale nie tak wielkim kosztem! Na oszczędzanie przy zmianie sezonów są dwa sposoby: pierwszy to szukanie na wyprzedażach rzeczy, które doskonale wpisują się w trendy na kolejne miesiące, drugi natomiast polega na kupowaniu klasyków, dzięki którym przez kilka dobrych sezonów będziesz mogła wyglądać modnie, ale przede wszystkim stylowo. Tak, wiem że za oknem panują upały rodem z tropików, a twoja głowa ciągle jest na wakacjach, ale oto jesień puka do twojej szafy!

Pantone radzi

Możesz być totalną modową ignorantką, a na wszystkie panujące trendy patrzeć z przymrużeniem oka, no bo przecież i tak zaraz pojawi się coś innego. Jest jednak coś, na co możesz zwrócić uwagę. Pantone Inc to amerykańska firma, która co kilka miesięcy wypuszcza paletę barw, które będą rządzić wybiegami, ale przede wszystkim ulicami w kolejnym sezonie.

Brzmi abstrakcyjnie, ale działa! I do tego jest ogromnym ułatwieniem, bo zamiast wyszukiwać trendów w każdym możliwym miejscu, wystarczy wejść na stronę Pantone. W ten oto sposób dowiemy się, że pora opadających liści będzie pełna stonowanych kolorów ziemi na czele z niebieskim, ale nie byle jakim! Każdy kolor w skali Pantone ma swój numer, modne odcienie błękitu także – Airy Blue PANTONE 14-4122 oraz Riverside PANTONE 17-4028. Oprócz nich w kolekcji znalazły się także szarości, przygaszona czerwień i fiolet – choć oczywiście ich wspólnym mianownikiem będzie niebieski odcień, a jakże!

 

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone

 

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone

fot. Pantone/ Pantone    

Kwieciste pola

To jedna z tych pozycji w jesiennych katalogach, którą możesz dorwać na wyprzedażach lub znaleźć w swojej szafie. I co najlepsze – ten trend nigdy nie przemija! Kwieciste sukienki to kwintesencja kobiecości w tej bardziej romantycznej wersji. Najbardziej pożądane kwiaty jesienią i zimą to te na czarnej czy też ciemnej powierzchni. To właśnie ten szczegół nadaje pozornie lekkiemu wzorowi charakteru i powagi, ciągle jednak tkwiąc w romantyzmie. Możesz iść za śladem Ellie Saab i łąkę na swojej sukience stworzyć przy pomocy aplikacji, które dodatkową dodadzą ciekawej formy ubraniu. Gdybyś jednak zdecydowała się na przeistoczenie letniej sukienki w tą bardziej zimową, pamiętaj o najbardziej stylowym połączeniu – zwiewna sukienka i mięsisty sweter! To połączenie wydaje się być wieczne, a gdy dodasz do niego ciężkie buty i czarne rajstopy będziesz wyglądała jak milion dolarów!

fot. Screen ze strony EllieSaab.com / Ellie Saab

fot. Screen ze strony EllieSaab.com / Ellie Saab

 

Do tańca i do różańca

Czy może być coś bardziej kobiecego od pięknej czarnej koronki, która zmysłowo podkreśla wszelkie atuty kobiecości? Co prawda koronkowe cuda z mody wieczorowej raczej nie wychodzą, ale jesienią przeniosą się także na ołtarze codzienności. I tak oto nie będzie żadnego grzechu w założeniu czarnej koronkowej sukienki do pracy (o ile oczywiście nie obowiązuje cię dress code!), a prześwitująca bluzka może pełnić rolę rozpraszającą od dżinsów, które masz w szafie od kilku lat. Czy można śnić o lepszym trendzie?! Jedyne czego potrzeba to odrobina odwagi, która pozwoli ci się przełamać. Dolce&Gabbana od dawna namawiają kobiety, żeby znalazły w sobie siłę do podkreślania swoich wdzięków. Jeżeli na początek potrzebujesz wsparcia, do koronkowej sukienki załóż katanę, stworzysz wtedy pozory niedbałej stylizacji, a przecież właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

fot. Screen z Facebooka / Łukasz Jemioł

fot. Screen z Facebooka / Łukasz Jemioł

 

fot. Screen ze strony EllieSaab.com / Ellie Saab

fot. Screen ze strony EllieSaab.com / Ellie Saab

Na błysk!

Przy tym trendzie nie jestem obiektywna ani trochę, bo kocham wszystko, co się błyszczy! Bardzo długo słyszałam, że rozmiar ogranicza noszenie błyszczących ciuchów, prawda jest jednak taka, że wystarczy dobry krój i odpowiedni rozmiar, a będziesz wyglądać jak milion dolarów, a nie jak kula dyskotekowa. Nie ma nic dziwnego w tym, że w kolekcji jesienno-zimowej pojawiają się cekiny czy inne błyszczące materiały, bo przecież przed nami Sylwester (chociaż mało kto myśli o nim w lipcu) i Boże Narodzenie. Ważne jest jednak to, żeby przekonać się do przemycenia odrobiny blasku na ulicę. Cekinowa sukienka także może wyglądać dobrze w świetle dnia, o ile tylko wybierzemy jej odpowiednich kompanów. Najlepszym, tak jak w przypadku zwiewnej sukienki, będzie gruby sweter lub kurtka dżinsowa i ciemne rajstopy. A poza tym, zamiast sukienki możesz wybrać bluzkę lub błyszczącą marynarkę. Wszystko zależy od stopnia zaawansowania!

fot. Screen z DolceGabbana.com / Dolce&Gabbana

fot. Screen z DolceGabbana.com / Dolce&Gabbana


Lifestyle

Kochaj niedoskonałego. Jak idealizowanie partnera może zniszczyć twój związek

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lipca 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic

Nie jest trudno kochać ideał, jakieś niemające wiele wspólnego z rzeczywistością wyobrażenie o drugiej osobie. Większość ludzi marzy o tym, by być z partnerem doskonałym, a przecież to wcale nie jest klucz od udanego związku. Kluczem jest wzajemna akceptacja nas samych takich, jakimi jesteśmy, a nie takich jakimi chciano by nas widzieć. Jak inaczej mówić o szczerej, dobrej i przenoszącej góry miłości?

Według psychologów do nadmiernej idealizacji naszej drugiej połówki dochodzi wtedy, gdy to jak ją postrzegamy znacząco przekracza naszą własną pozytywną samoocenę. I takie relacje mają zazwyczaj podobną strukturę: gdy jedno idealizuje, drugie wiąże je ze sobą jakąś formą uzależnienia i przejmuje kontrolę nad związkiem. Dodatkowo układ emocjonalny, w którym jedna ze stron idealizuje drugą, bardzo wcześnie wchodzi na wyższy poziom intymności niż układ, w którym partnerzy od początku podchodzą do siebie realistycznie. Łatwo może stać się zatem toksycznym i trudno się z niego wyplątać.

Czym grozi nadmierne idealizowanie partnera?

1. Wytwarza niepotrzebną presję i poczucie samotności

Idealizowania powoduje, że jedna ze stron stale ma wrażenie, że powinna sprostać oczekiwaniom tej drugiej. Wie, że wcale nie jest idealna, ani wyposażona w te wszystkie cechy, które przypisuje jej partner czy partnerka. Ale kocha, więc zależy jej by być dla swojej drugiej połówki tym najlepszym, najwspanialszym, jedynym, wyjątkowym numerem jeden. Nasz ukochany, czy ukochana stara się być taki, jak nasze wyobrażenie na jego temat. Powoduje to ciągłe uczucie presji, a w konsekwencji zamykanie się na drugą osobę. Idealizowany tęskni za kimś, kto zaakceptuje go w całości, a nie patrzy na niego przez różowe okulary.

2. Wpędza w kompleksy idealizowanego partnera

Jeśli on/ona nie kocha mnie takim jakim jestem naprawdę, to może powinienem być w ogóle kimś innym? Gdzie leży prawda o mnie? Skoro taki, jaki jestem, nie jestem wart jej miłości, zostawi mnie, kiedy tylko zorientuje się, że się co do mnie myliła. Idealizowany partner, świadomy swoich wad i słabości, zaczyna czuć się samotny. Nie jest łatwo funkcjonować w związku, w którym nie można być sobą, a jeśli nawet podejmuje się próby życia w zgodzie ze sobą, twój partner ich nie zauważa.

3. Wpędza w kompleksy idealizującego partnera

On/ona jest taki wspaniały… Nie zasłużyłem na to, by z nim/z nią być. Przy mojej drugiej połówce niewiele znaczę i jeszcze bardziej widoczne stają się moje niedostatki. Muszę zrobić wszystko, by ona dalej chciała ze mną być, dlatego zrezygnuję z siebie i ze swoich potrzeb.  Związek przestaje być związkiem dwojga zakochanych, a zaczyna być układem wdzięczności za to, że ten idealny zdecydował się obdarzyć nas swoim uczuciem.  To upokarzające.

4. Jest przykrywką dla prawdziwych problemów

Idealizują bardzo często ci, którzy cierpią na tzw. kompleks piedestału, związany z   zaprzeczeniem. Idealizujący najbardziej boją się tego, że zostaną odrzuceni. Im większy lęk, tym bardziej desperacka próba zatrzymania przy sobie partnera i większe ślepe uwielbienie dla niego. Żyjąc wyobrażeniem o partnerze doskonałym uciekają przed rzeczywistością i próbują  obronić się przed ewentualnymi, przykrymi doświadczeniami.

5. Nie pozwala wyłapać niepokojących sygnałów w związku

Idealizujący skupiają się na wyolbrzymianiu pozytywnych cech partnera, ale ignorują jego wady. Bardzo łatwo popadają zatem w niebezpieczne, toksyczne i wyniszczające relacje z osobami, które wykorzystują ich głód miłości. Jeśli już widzą, że dzieje się naprawdę źle, prędzej wina obarczą siebie niż partnera.

Związek powinien być dla nas wzajemnie lekcją o nas samych. Kochajmy nieprzytomnie, ale pozwólmy sobie i naszemu partnerowi być autentycznymi. Wtedy i nasz związek będzie prawdziwy. Bez bolesnych rozczarowań i nierealnych oczekiwań.


Zobacz także

Krótkie włosy? Sprawdzamy, jakimi kosmetykami łatwo je ułożyć. Wyzwanie – nie wydajemy więcej niż 30 zł na zestaw kosmetyków

Nasze małe zoo

„Mój tata nie płaci alimentów"

Nie spotykamy na ulicy dzieci zbierających pieniędzy z tabliczką: „Mój tata nie płaci alimentów”. Może taka kampania społeczna powinna powstać