Lifestyle

Joanna Keszka: „Puścić się w seksie. Musicie przyznać, że to piękna myśl” 

Redakcja
Redakcja
30 listopada 2020
Fot. iStock/fizkes
 

Klękajcie narody, bo Joanna Keszka wydała swoją książkę o seksie. Nikt jak ona nie potrafi mówić z taką lekkością, humorem i wdziękiem o seksie jak Joanna. „Potęga zabawnego seksu” to lektura obowiązkowa, której fragment prezentujemy poniżej.

„Miałam siedzieć cicho”

„() Kiedy startowałam ze swoim aktywnym życiem seksualnym, miałam głowę nabitą bajkami o księciu, który pojawi się w moim życie ze swoim wspaniałym penisem, którym dotknie mnie jak zaczarowaną różdżką i będziemy już razem na zawsze w życiu i w seksie, kochający się i szczytujący na zawołanie.  Wierzyłam, że i mnie to się przytrafi. Problem w tym, że penisy niewiele mają wspólnego z magicznymi pałeczkami. Kochanków w moim życiu przybywało, a radości z seksu, jakby nie. 

 

Znacie to paskudne uczucie, kiedy idąc do łóżka czujecie się eksplozją kolorów, ale wasz kochanek, czy kochanka wybiera, żeby widzieć w was jedynie szarość? Przypominacie sobie to odbierające radość z seksu oczekiwanie wobec kobiet, żeby całą naszą gotowość do odkrywania nowych podniecających ścieżek, skurczyć tak bardzo, żeby penis w wzwodzie stał się całym naszym erotycznym światem?

Dziesiątki razy czułam się w sypialni, tak jakby ktoś oskubywał mnie z seksualnych barwnych piór i patroszył z erotycznych fantazji. Moje wyobrażenia, że w sypialni chcę i mogę być kolorowym, napalonym ptakiem były rozdeptywane przez społecznie akceptowane wyobrażenia, że jako dobra kochanka i miła kobieta nie będę oczekiwać zbyt dużo dla siebie.

Miałam siedzieć cicho, bo jeśli jemu stoi, to czego można chcieć więcej? A właśnie, że można! Można mieć dość nudy, hołdowania ciasnym i żałosnym przekonaniom na temat seksu, które nie pozwalają na więcej eksperymentów w łóżku ze strachu, że się wygłupimy.  Poczułam, że mam wielką ochotę spróbować czegoś więcej niż tylko penisa w wzwodzie podanego bez żadnych dodatków.

Kiedy przyjrzałam się swoim marzeniom i pragnieniom erotycznym okazało się, że przez wiele lat wypierałam się zabawnych i podniecających pomysłów, bo bałam się, że zostanie to odebrane jako dziwactwo, puszczalstwo, przesada. Seksualność to jedyny obszar naszego życia, w którym ludzie , w tym także ci, z którymi lądujemy w łożku, czują się uprawnieni do radykalnego i bezwzględnego oceniania upodobań innych. Cokolwiek co odbiega od normyod razu jest jakoby perwersyjne, śmieszne, żałosne, budzi lęk. Trudno w takiej sytuacji przyznać się samej ( samemu ) przed sobą do tego, że ma się fantazje seksualne inne niż misjonarski seks z mężem czy żoną przy świecach. 

Mur między nami a naszymi cipkami

Tak się fatalnie dla nas kobiet składa, że od dzieciństwa buduje się mur między nami, a naszymi cipkami:  nie zaglądaj tam, nie pokazuj, nie dotykaj. Chłopcy i mężczyźni mają prościej, kilka razy dziennie korzystają z okazji, żeby zaprzyjaźniać się ze swoimi penisami. Od małego dostają też wskazówki: zobacz to może będzie cię podniecać, a to nie. Dziewczyny nie znają swojego ciała, a do tego karmione są niejasnymi komunikatami o romansach, o wierności, o szanowaniu się. A przecież w seksie dla kobiet i dla mężczyzn chodzi o to samo, o to czy jesteśmy podniecone czy nie. 

 

Media nie pomagają. Seks w internecie, telewizji i kinie daje mylne wyobrażenia. W nim kobiety z talią osy, błękitnymi oczami i wielkim biustem dziko szczytują zaledwie po minucie stosunku, a na dodatek udaje im się to w towarzystwie mężczyzn z penisami wielkości luf armatnich, którymi posługują się z finezją równą mistrzostwu w obsłudze młotów pneumatycznych. Takie obrazy seksu nie dość, że są nudne, to jeszcze mogą być szkodliwe. Bezlitośnie bombardowani obrazkami erotycznymi rodem z pornosów, telenoweli, filmów erotycznych i komedii romantycznych prędzej czy później nabywamy przekonania graniczącego z pewnością, że sami wszystko robimy źle. Nasze ciała są za grube i za brzydkie. Źle się poruszamy. Mamy złą bieliznę. Nie szczytujemy na zawołanie. W starciu nasze życie seksualne kontra retuszowane kłamstwa mamy wynik 10 : 0 dla kłamstw. 

 

Życie nie polega na byciu perfekcyjnym. Szczególnie to seksualne. Podążanie za tym co nas uszczęśliwia, co wprawia w dobry nastrój i powoduje, że czujemy się swobodniej lepiej się sprawdza od dręczącego gonienia za idealnymi i sztywnymi jak wiktoriański gorset wyobrażeniami na swój temat. Więc cokolwiek chcecie zrobić, zróbcie toBez oglądania się na to, czy wszystko przebiegnie tak wspaniale, jak to sobie zaplanowaliście, czy wypadniecie tak fenomenalnie i porywająco jak kochankowie z sztucznych erotycznych filmów. Cher powiedziała, że: Kto boi się głupio wypaść nigdy nie będzie wielki”. Amen.

Gotowość do dobrej zabawy

Mądrzy ludzie wiedzą, że piedestał jest takim samym więzieniem jak każda ograniczona przestrzeń. Zejdź z niego i zamiast marnować czas i energię na prezentowanie światu i kochankowi swojej rzekomo naj, naj najlepszejwersji siebie, która jednocześnie jest często tą naszą najbardziej wystraszoną i niepewną siebie, proponuję inną strategię w łóżku. Zrzucając majtki warto zrzucić z siebie coś więcej – bagaż konieczności wpisywania się w cudze oczekiwania. I spróbować zacząć bawić się dobrze bez oglądania się na to czy spełniamy cudze wyobrażenia i fantazje.

Umiejętność bycia sobą w łóżku i gotowość do dobrej zabawy bez względu na to jak jakoby daleko nam do tzw. ideałuczymkolwiek on by nie był w naszej głowie czy w głowie naszego kochanka, to moim zdaniem miara odwagi erotycznej najwyższej próby.  To środkowy palec pokazany opresyjnym wobec nas kobiet tzw. kanonom urody i wąskim definicjom tego co przystoi i co już nie wypada nam robić w łóżku. Nie sztuką jest grzecznie przechadzać się po wybiegu w drogiej bieliźnie kiedy jest się starannie wyselekcjonowanym z tysięcy innych modelek aniołkiem. Mistrzostwo to machanie radośnie w rytm ulubionej muzyki swoimi nieidealnymi cyckami i kręcenia tak, że aż serce wali z radości, swoim perfekcyjnie nieprefekcyjnym tyłkiem. 

 

Przygotowałam przepisy na zabawny seks. Możesz wybrać to co cię kręci i na na Ciebie działa. Wielu ludzi uważa nowe rzeczy w seksie za dziwne, tylko dlatego, że ich nie znają. Już samo wypróbowanie choćby jednej nowej rzeczy, może odmienić twoje spojrzenie na bliskość i intymność i dać potężny zastrzyk pewności siebie i nowej energii seksualnej. Chodzi o to, żebyście czuli się wolni w rozwijaniu swoich erotycznych zainteresowań, żeby prowadził was swobodny, rozluźniający nastrój. Żadnej presji. Śmiech nas wyzwoli!

Zacznijmy od tego, że nie istnieje coś takiego jak poważny seks. Seks nie jest poważny. Poważnie to jest wtedy, kiedy świeżo poznanemu przystojniakowi przy barze dajemy się wkręcić, że seks bez prezerwatywy jest jak lizanie cukierka przez szybę. Jednak dwoje ludzi, całkiem na golasa (ale z gumką na penisie), którzy w dziwnych pozycjach oglądają i dotykają sobie nawzajem najbardziej intymne miejsca to sami musicie przyznać całkiem zabawna sytuacja. To doprawdy nie jest obrazek, który można powiesić w salonie na ścianie i w oczekiwaniu na przekąski demonstrować rodzinie czy znajomym, żeby mieć temat do dostojnych dyskusji.

Niepotrzebnie napinamy się tak w łóżku i udajemy kogoś kim nie jesteśmy. Cokolwiek będziemy robić w sypialni, to patrząc na to obiektywnie i tak wyglądamy zabawnie. Wcale nie żartuję. Dlatego zamiast kruszyć kopię o to, co wypada, a czego nie wypada robić nam w łóżku, lepiej obudzić w sobie erotyczną lwicę lub lwa, rozpalić wyobraźnię, przestać się oceniać i wyruszyć na poszukiwanie przyjemności i radości z seksu i z życia. 

Nie samą penetracją żyje człowiek. Wypijmy za zabawny seks. Niech spełnią się nasze i wasze pragnienia erotyczne. 

 

Joanna Keszka: pisarka, trenerka kreatywnego seksu www.Barbarella.pl. właścicielka butiku z gadżetami erotycznymi. Autorka poradnika „Grzeczna to już byłam”. W listopadzie wystartowała z premierą książka „Potęga zabawnego seksu”. 

 


Lifestyle

Irena Kamińska – Radomska o zasadach savior vivre. Warto je sobie przypomnieć

Redakcja
Redakcja
30 listopada 2020
Fot. iStock/Alexandra Iakovleva
 

Któż lepiej zna się na zasadach savior vivre niż Irena Kamińska – Radomska. Na rynku ukazała się właśnie książka „Etykieta Biznesu, czyli międzynarodowy język kurtuazji” jednej z mentorek programu Projekt Lady, będąca praktycznym zestawem porad na każdą okazję – od spotkań biznesowych, przez sposób prowadzenia rozmów telefonicznych i
korespondencji, po przyjęcia na stojąco i przy stole. Autorka porusza kwestie właściwie dobranego stroju do okazji, tłumaczy mowę ciała i doradza, jak odnaleźć się w wielu sytuacjach, które niezależnie od płci i wykonywanego zawodu wszystkich nas spotykają na co dzień. Poniżej przeczytać fragment książki o tym, jak zachować się odpowiednio podczas rozmów telefonicznych. Warto przypomnieć sobie te zasady, zwłaszcza gdy teraz tak dużo rozmawiamy przez telefon.

Rozmowy telefoniczne

Telefon jest wspaniałym narzędziem, dzięki któremu możemy wywołać całą rozpiętość uczuć: od zachwytu do pogardy i zniechęcenia – w zależności od tego, jak z tego narzędzia będziemy korzystać. Telefon, abstrahując od jego właściwości użytkowych, zaspokaja dwie ważne potrzeby człowieka: potrzebę kontaktu z ludźmi i potrzebę mówienia. Wielka popularność, dostępność i powszechność telefonu spowodowały, że nie przywiązujemy większej wagi do jakości dźwięków, które dotrą do ucha naszego rozmówcy. Nie szczędzimy odgłosów mlaskania, siorbania, sapania. Poprawna polszczyzna usunęła się w cień.

A przecież rozmowa telefoniczna to najczęściej pierwszy kontakt z firmą. Jeżeli dzwoniący odniesie wrażenie negatywne, to firma automatycznie traci swój dobry wizerunek
i traci potencjalnych klientów. Dlatego osoby odbierające telefony powinny być starannie w tym zakresie szkolone. Niekoniecznie przez firmę zewnętrzną. Przełożony może poświęcić pracownikom czas na indywidualny trening, a od czasu do czasu zadzwonić jako petent, żeby przekonać się o jakości rozmów. To jest najlepszy sprawdzian.

Najważniejsze zasady prowadzenia rozmowy telefonicznej:

• Bądź przygotowany do odbierania telefonów. Odpowiednie przygotowanie to wprawienie się w dobry nastrój, naszykowanie sobie przyborów do pisania, żeby mieć je pod ręką w razie potrzeby, oraz zdobycie wszelkich aktualnych informacji, o które może zapytać dzwoniący. Informacje mogą dotyczyć oferty, personelu, procedur itd. Im więcej jesteśmy w stanie przewidzieć, tym lepiej możemy się przygotować do rozmowy.

• Postaraj się odebrać telefon między pierwszym a trzecim sygnałem. Po kolejnym dzwonku, jeżeli nikt nie podejmie rozmowy, najczęściej odkładana jest słuchawka.

• Dzwoniąc, nie czekaj w nieskończoność. Jeśli nikt nie reaguje na nasz telefon, to prawdopodobnie nie może go odebrać. Dzwoniąc natarczywie, sami sobie wydajemy złą opinię i kiedy ktoś w końcu podniesie słuchawkę, będzie już na wstępie miał do nas negatywny stosunek. Przed odebraniem zapewne powie sobie pod nosem: „Co za natręt”.

• Przedstaw się zarówno, kiedy dzwonisz, jak i kiedy odbierasz telefon. Nawet jeśli jest to telefon komórkowy. Formułka jest taka sama: powitanie, imię i nazwisko oraz nazwa instytucji (firmy), którą reprezentujesz, np.: „Dzień dobry, Marek Rudakowski, Polska Akademia Nauk”. Są firmy, które wprowadziły procedurę, według której pracownicy przedstawiają się samym imieniem. Ma to ponoć stworzyć wrażenie bezpośredniego stosunku do klienta i innych osób z zewnątrz. Oczywiście pracownicy powinni przestrzegać procedur, ale przedstawianie się przez dorosłą osobę samym imieniem jest infantylne i powoduje utrudnienia w komunikacji. Dzwoniący, jeśli chciałby powołać się na wcześniejszą rozmowę z innym pracownikiem, musiałby np. powiedzieć: „Chciałbym sfinalizować umowę, którą uzgodniłem w szczegółach z Radkiem”. Poza tym zmniejsza się odpowiedzialność pracowników za rozmowy telefoniczne, ponieważ występują oni niemalże incognito.

• Mów powoli, wyraźnie i niskim tonem. W ten sposób zrobisz dobre wrażenie na odbiorcy i w krótkim czasie zdobędziesz autorytet. Szczególną uwagę należy zwrócić na powitanie i autoprezentację. Przez wyraźne i powolne wymienienie swojego imienia i nazwiska pokazujemy, że nie mamy nic do ukrycia, że sami do siebie mamy szacunek i jesteśmy godni rozmowy z osobą, do której dzwonimy. Jednak własne imię i nazwisko oraz nazwa firmy to słowa dla nas tak oczywiste, że wydają się nam też oczywiste dla innych. Wobec tego wiele osób przedstawia się szybko i niedbale. Wymieniają formułkę, jakby to było zło konieczne, które warto czym prędzej mieć za sobą. Niestety, odbiorca ma wtedy wrażenie, że rozmówcy brakuje autorytetu i pewności siebie.

• Po przedstawieniu się daj czas na odpowiedź odbiorcy. Często się zdarza, że kiedy inicjujemy rozmowę, zaraz po prezentacji rozpędzamy się, żeby wyłuszczyć sprawę,
w jakiej dzwonimy. Wiele firm w ramach oszczędności szkoli swoich pracowników w błyskawicznym załatwianiu spraw. Prowadzi to do bezkrytycznego pośpiechu, który ma negatywny wpływ na wizerunek firmy i na efektywność w pozytywnym załatwianiu spraw.

• Zapytaj, czy możesz zająć komuś kilka (tyle, ile zamierzasz rozmawiać) minut. Dzwoniąc nawet do firmy, aby załatwić sprawę służbową, nie wiemy, w jakiej sytuacji zastaniemy rozmówcę. Telefon to taki wynalazek, który pozwala wedrzeć się do życia drugiej osoby w najmniej oczekiwanym momencie. Grzeczność wymaga, żeby zapytać, czy możemy spokojnie porozmawiać. Jeżeli nie zadamy tego pytania, a nasz rozmówca nie bardzo ma w danym momencie czas na rozmowę, będzie zdenerwowany i nie załatwimy swoich spraw pomyślnie. Ta zasada nie ma zastosowania, jeśli telefon odbiera telefonistka czy asystentka, która jest odpowiedzialna za odbieranie telefonów. Byłoby śmieszne, gdybyśmy zagadnęli telefonistkę: „Dzień dobry, Marek Walczak, ITF, czy mogłaby mi pani poświęcić kilka minut i połączyć mnie z dyrektorem Kowalskim?”.

• Jeśli dzwoni telefon, a ty nie możesz rozmawiać, podnieś słuchawkę i po przedstawieniu się powiedz, że oddzwonisz. Dobrze jest jeszcze dodać kiedy. Bez względu na to, czy to dzwoni petent, czy minister, jeśli to ty nie możesz akurat rozmawiać, to ty oddzwoń. Prawdziwą kulturę i klasę pokazujemy szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy grzeczni wobec wszystkich, a nie tylko wobec tych, od których jesteśmy zależni.

• Jeśli dzwoniący prosi o połączenie, łącząc, podaj numer wewnętrzny. Jeśli do 20–30 sekund dzwoniący nie uzyska połączenia lub numer jest zajęty, należy poinformować
o tym dzwoniącego, zapytać, czy chce zaczekać, czy też zadzwonić później. Można zaproponować, żeby dzwoniący zostawił informację.

• Rozmawiaj krótko i rzeczowo. Zapomnij o starych technikach prowadzenia rozmowy telefonicznej według struktury: wstęp – rozwinięcie – zakończenie. Zrezygnuj
z rozbudowanych wstępów, które mają na celu wprowadzenie odpowiedniego nastroju do rozmowy. Jest to strata czasu, a marnowanie komuś czasu jest po prostu niegrzeczne. Jeżeli jesteś przywiązany do „struktury”, ogranicz wstęp do przedstawienia tematu sprawy, w jakiej dzwonisz.

• Bądź cierpliwy, kiedy rozmawiasz z osobą, która „zaplątała się” we własną wypowiedź i nie potrafi jasno i wyraźnie przedstawić sprawy, w której dzwoni. Można pomóc, zadając proste pytania i wywołując tym wrażenie, że nigdzie się nie spieszymy. Nieładnie jest jednak kończyć za kogoś zdanie – to nie jest pomoc, tylko okazywanie wyższości
i zniecierpliwienia.

• Pod koniec rozmowy podsumuj wspólne uzgodnienia. Wszelkie ograniczenia telefonu, takie jak zakłócenia na linii, wyeliminowanie z komunikacji kanału niewerbalnego, powodują, że możemy nieprecyzyjnie zrozumieć swojego rozmówcę. Dlatego pod koniec rozmowy dobrze jest powtórzyć uzgodnienia, żeby sprawdzić, czy się dobrze zrozumieliśmy. Np.: „To w takim razie jesteśmy umówieni na czwartek w przyszłym tygodniu na godz. 14.00 w hotelu Forum”. Jeśli nie ma sprzeciwu po drugiej stronie linii, możemy być spokojni.
• Kiedy odbierasz telefon, nie wykorzystuj rozmowy na załatwienie swoich spraw. To osoba dzwoniąca decyduje o tematyce i czasie trwania rozmowy. Odbiorca powinien być bierny. Nie opowiadajmy w szczegółach o swoich wakacjach (chyba że druga strona nalega), kiedy ktoś dzwoni, aby tylko zapytać nas o NIP.

• Jeśli to ktoś do ciebie dzwoni, nie odkładaj pierwszy słuchawki. Czasami może się jednak zdarzyć, że ktoś zapomniał, do czego zwykle służy telefon służbowy, i dzwoni nie po to, żeby załatwić konkretną sprawę, ale żeby „sobie pogadać”, a ty nie masz na to ani czasu, ani ochoty. W takich sytuacjach trzeba niestety powiedzieć, że obowiązki służbowe nie pozwalają ci teraz dłużej rozmawiać, ale chętnie umówisz się na telefon po pracy.

• Staraj się być uśmiechnięty, rozmawiając przez telefon. Nastrój rozmówcy można określić już po pierwszych słowach. Jeżeli jesteśmy przygnębieni, przygnębiająca będzie też nasza intonacja i atmosfera rozmowy. Trzeba nad tym zapanować. Nie radzę uśmiechać się przez łzy, bo w głosie będzie wyczuwalny fałsz. Ale możemy przed rozpoczęciem rozmowy pomyśleć o czymś miłym i całe zadanie okaże się w tym momencie prostsze.

• Przez telefon rozmawiaj tak, żeby rozmówca odnosił wrażenie, że jest dla ciebie kimś ważnym. To nie musi być symulacja. Nawet jeśli w tej chwili osoba dzwoniąca nie jest ani klientem, ani kimś, kto mógłby przyczynić się do twojego sukcesu, sytuacja w każdej chwili może się zmienić. A poza tym nie można traktować ludzi w kategoriach przydatności, bo nasza grzeczność staje się „kupiecka”, a nie „szlachecka”, jak pisał Mickiewicz.

• Pod koniec podziękuj za rozmowę, a jeśli to nie ty byłeś jej inicjatorem, podziękuj za telefon.

• Pożegnaj się, nawet jeśli wiesz, że za chwilę będziecie znowu rozmawiać. Wystarczy wtedy powiedzieć: „Do usłyszenia”.

Trudne sytuacje

• Dzwoni telefon, kiedy ty jesteś na spotkaniu. Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Kiedy mamy umówione spotkanie, wszystkie telefony powinny być wyłączone, wyciszone lub przełączone do osoby, która na czas spotkania będzie je odbierała. Jeśli jednak przez nasze niedopatrzenie zadzwoni telefon w trakcie spotkania, musimy przeprosić gościa (lub gości), odebrać telefon, przeprosić osobę dzwoniącą i poinformować ją, że nie możemy akurat rozmawiać, ale oddzwonimy po spotkaniu.

• Dzwonisz do biura, odbiera asystentka, która z zasady nie łączy z przełożonym. Wiele osób na wyższych stanowiskach z braku czasu wydaje polecenie, by nie łączyć większości rozmów i dokonywać dokładnej selekcji. Istotnie, często nie sposób podejmować wszystkich rozmów, a poza tym wiele spraw może być załatwionych pozytywnie czy negatywnie dla dzwoniących bez udziału przełożonych. Jednak ważna jest forma, w jakiej asystentka dokonuje owej selekcji. Powinna sprawić wrażenie, że cieszy się, słysząc głos w słuchawce, i za wszelką cenę chce dzwoniącemu pomóc.

• Rozmawiasz przez jeden telefon i nagle dzwoni drugi. Pierwszeństwo ma zawsze osoba, z którą aktualnie rozmawiasz. Bez względu na rangę tej drugiej. Nie kończymy pospiesznie pierwszej rozmowy, żeby odebrać drugi telefon (!!!). Trzeba jednak jak najszybciej zareagować. Jakość mikrofonów w telefonach jest teraz tak wysoka, że natarczywy dzwonek dochodzący nawet z pewnej odległości jest utrapieniem także dla naszego rozmówcy. On też oczekuje od nas reakcji. A zatem: – Powiedz swojemu rozmówcy, że dzwoni drugi telefon. – Poproś go, żeby się nie rozłączał. – Powiedz, że chciałbyś odebrać drugi telefon, i zapewnij, że tylko poinformujesz nowego rozmówcę, iż nie możesz teraz rozmawiać. Np.: „Przepraszam, dzwoni drugi telefon. Proszę się nie rozłączać, przekażę tylko, że nie mogę teraz rozmawiać”.

– Odbierz drugi telefon tak, żeby twój pierwszy rozmówca słyszał, że nie zamierzasz na drugiej linii prowadzić nowej rozmowy.

– Kiedy podniesiesz słuchawkę, przedstaw się, pozwól się przedstawić osobie dzwoniącej, zawieszając głos, i natychmiast po tym poinformuj, że rozmawiasz akurat z drugiego aparatu i że oddzwonisz później. Możesz mniej więcej określić, kiedy oddzwonisz, ale nie mów, że za dwie minuty lub „za momencik”, bo będzie to niegrzeczne wobec twojego pierwszego rozmówcy. On także słyszy tę rozmowę i będzie czuł presję, by się zmieścić w dwóch minutach.

– Wróć do pierwszej rozmowy. Przeproś za kłopot. Wystarczy powiedzieć: „Przepraszam, już jestem”.

– Dotrzymaj słowa i oddzwoń, gdy tylko skończysz pierwszą rozmowę.
(…)


Lifestyle

Kochane, jak my się nie zaczniemy szanować, to faceci nigdy za nas tego nie zrobią! Czas to zmienić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 listopada 2020
Fot. iStock

Kochane, chciała Wam napisać jedną rzecz – zacznijmy się w końcu szanować. Tak, my kobiety. Szanujmy się i nie obniżajmy naszej poprzeczki wymagań wobec facetów. 

Dlaczego o tym piszę? Bo już mam dość patrzenia na kobiety, które wiążą się z facetami, którzy nie są ich warci. Tak, właśnie tak myślę. Dużo ostatnio rozmawiam ze znajomymi, przyjaciółkami, które na nowo poszukują miłości.  Nie są to jakieś naiwne siksy, które wierzą w księcia na białym koniu. Co to, to nie. One są po przejściach, po nieudanych związkach, małżeństwach. Przez jakiś czas twierdziły, że już niczego nie chcą, że dobrze im samym, że faceci to zło i tylko komplikują życie. 

Nie ma jednak co ukrywać, że jesteśmy stadnym zwierzęciem. Można spotkać się z przyjaciółkami, wyjechać samej na weekend. Ba, nawet umówić się z jakimś fajnym gościem na seks, bo o to zupełnie nietrudno. Pytanie tylko co dalej, bo czas płynie, emocje stygną, a potrzeby jednak pozostają. 

No i wtedy się zaczyna. Mądre, niezależne, silne spotykają panów, którzy nijak do nich nie przystają. Są narcyzami, bucami, zapatrzonymi w siebie facetami, którzy kobietę traktują jak własną zdobycz. Bo przecież oni też są niezależni, nie potrzebują nikogo do prania im gaci (sic!) i robienia obiadów, bo sami potrafią zrealizować się na tym polu. I chwała im za to, trochę mniejsza, gdy nadal kobietę postrzegają w kategoriach: przynieś, podaj, pozamiataj. 

Chociaż ich metryka mówi zupełnie coś innego, to jednak dojrzałości do dojrzałego związku brakuje im za grosze. Nie nauczyli się na własnych błędach, nie dostrzegli, że czasy małżeństwa ich rodziców radykalnie się zmieniły. Ba! Oni nie widzą, jak wspaniałe kobiety są obok nich, kompletnie tego nie potrafią docenić. Na końcu i tak się liczy, co ugotuje mu na obiad i czy nie wyda za dużo na nową torebkę.

I niestety my na nich trafiamy. Te, co przez ostatnie lata świetnie sobie radziły samodzielnie, które odbudowały swoje poczucie wartości, pewność siebie. Nagle pod wpływem faceta kompletnie zapominają, ile są warte i że nie zasługują na jakieś rzucane im ochłapy, bo przecież on to samiec alfa i trzeba go podziwiać. 

Pamiętam rozmowę ze znajomą, która od lat mieszka w RPA. Gdy spytałam ją  o tamtejsze kobiety powiedziała: “Wiesz co, nie rozumiem jednego. One bardzo szybko zachodzą w ciążę i najczęściej same wychowują dzieci, pracują, zarabiają, ich status naprawdę jest na dobrym poziomie, robią karierę w pracy. I nagle, gdy w ich życiu pojawia się kolejny facet, gówno za przeproszeniem wart, który pije i bije, to one z tego wszystkiego rezygnują, rezygnują z siebie”. Pokomentowałyśmy wtedy, jakie to smutne, że tak nie powinno być i że to dla nas – Europejek, trudne do zrozumienia. 

Ale hola, hola. Przecież u nas jest dokładnie tak samo. Znajoma po rozwodzie rozkręciła własną firmę, stanęła na nogi, jeździła z dziećmi na wakacje po całym świecie. Spotykała się z facetami, ale niezobowiązująco, bo nie chciała się wiązać z nikim na stałe. Mówiła, że na razie jej starczy. Ale przyszedł moment, kiedy stare rany się zagoiły i pomyślała, że jest gotowa wpuścić kogoś do swojego życia.  On prawnik, przystojny, ze swoimi pasjami. Wydawał się być idealny, serio, wszystkie dałyśmy się nabrać. No właśnie… nabrać. Szybko to wsiąknęła, on zaproponował wspólne mieszkanie, z dziećmi może nie dogadywał się jakoś super, ale też nie było źle. I ona po pierwszej euforii, zgasła. Gdzieś straciła blask w oku, tę iskrę, która zawsze u niej była widoczna. Spotkałyśmy się kilka miesięcy temu. Powiedziała: “czy ja kiedyś zmądrzeję, czy nauczę się, że ten facet, który na ciebie zwróci uwagę, to nie jest jak chwytanie Pana Boga za pięty”. Okazał się zwykłym dupkiem, który potrzebował służącej do obsługi, podważał jej zawodowe kompetencje, wzmacniał swoje narcystyczne ego nieustannie jej wytykając błędy, słabości i wmawiając, że ona zbyt dobrze o sobie myśli. Wypieprzyła go z domu. W końcu. Ale zranione serce zostało i pewnie znowu długo się nie zagoi. 

Drogie, ja wiem, że przyzwoitych facetów to jak ze świecą szukać. To jak igła w stogu siana. Ale wiecie co, oni są, gdzieś tam chodzą, zupełnie na pozór przeciętni i normalni. Kiedyś wydawało mi się to strasznie głupie – spisanie, czego oczekujemy od faceta, z którym chcemy się związać. Ale może czas najwyższy to zrobić. Spisać punkt po punkcie, jaki byśmy chciały, żeby był, czego byśmy nie chciały. I nie wykreślać niczego z tej listy, jak zdarza się nam robić z noworocznymi postanowieniami. Nie, trzymać się jej twardo. Bo zasługujemy na kogoś dobrego, kogoś, kto będzie nas podziwiał, kto doceni to, jakie dziś jesteśmy, kto nie będzie chciał nam odbierać naszej przestrzeni i próbować nagiąć codzienność do swojej własnej wygody. 

Jeśli my nie zaczniemy się szanować, jeśli nadal będziemy obniżać poprzeczkę dla mężczyzn, których spotykamy, to oni nigdy nie będą doceniać nas. Zawsze będą nas postrzegać (czasami pewnie i nieświadomie) przez pryzmat tych, dla których kobieta ma być dodatkiem, bo przecież to oni są wyjątkowi. Wyjątkowe to jesteśmy my, z całym naszym bagażem, doświadczeniem, dojrzałością i mądrością także tą życiową. Nie pozwólmy, by ktoś nam to odbierał w imię tak zwanej miłości. Dajmy sobie czas, porozglądajmy się, popróbujmy. przecież nikt nas już do ślubu nie ciągnie, dzieci mamy. I odpowiedzmy sobie na pytanie: wolę być sama, czy z kimś takim, jeśli już ktoś będzie chciał nam się ze swoimi buciorami wpakować w nasze ustabilizowane życie. 


Zobacz także

Pies na medal? Jasne! Wystarczy zapewnić mu dużo ruchu i dynamiczne zajęcia

Hej kobiety, jak się czujecie dziś w Polsce?

Prawdziwa rewolucja w sprzątaniu! Inteligentne okulary i aplikacja już niebawem w sprzedaży