Lifestyle

Czy jesteśmy dumne z tego, co nam dała natura, czy jak wszystko w sobie poddajemy ocenie?

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
27 maja 2022
fot. jhorrocks/iStock
 

Dzisiaj możemy je sobie powiększyć lub pomniejszyć. Ważne, jaka za tym stoi intencja. Czy robimy to dla siebie, czy dla faceta. Dla faceta i żeby go zatrzymać? Wierzcie mi, cycki nie zatrzymają, choćby były wielkości Mont Everestu. Jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie. 

Cycki do przodu. I wlepiony w nie wzrok mężczyzn. Dla nich afrodyzjak i pomieszanie myśli, wybicie z logicznego trybu myślenia i działania, obłęd w oczach i ślinotok, niekontrolowana erekcja. Dla nas codzienność pod własnym nosem.

Mając taką moc w sobie, dlaczego czujemy się przy mężczyznach gorsze i jeszcze zabiegamy o ich uwagę? Przecież wystarczą te nasze cycki. Mężczyźni kochają piersi, są wzrokowcami. Atrybut i powód do dumy każdej kobiety. A dlaczego my same tak je zbywamy? Chowamy w za ciasnych lub źle dopasowanych stanikach, pozwalamy je gryźć i szarpać w trakcie seksu, czasem wbrew naszej woli. A czy wiecie, że jesteśmy tak skonstruowane, że możemy doświadczać orgazmu przez pieszczenie piersi?

Wyglądają jak dwa piękne kwiaty dalii. Nie na darmo są tak opiewane przez artystów, poetów, malarzy, rzeźbiarzy. Są bardzo wrażliwe i delikatne, nawet podmuch wiatru powoduje, że brodawki twardnieją. A mężczyźni, gdy się do nich w końcu dorwą, to ściskają, ugniatają, potrząsają, ssą, gryzą, nadgryzają, obijają o siebie jak piłeczki tenisowe. Jakby pies dostał gumową zabawkę i wymamlał ją do końca. Panowie, to nas boli!

Pieszczota piersi wymaga cierpliwości i czasu. Delikatne i powolne pieszczenie całego obszaru wokół nich powoduje niezwykłą przyjemność. Następnie powolne zbliżanie się dłońmi do sutków i delikatne ich podszczypywanie palcami. Gdy do tego dodamy pocałunki ust i szyi, a później piersi… Odlot gotowy.

Chyba powinien powstać film instruktażowy, jak kochać kobietę… Jesteśmy tak  wrażliwymi i delikatnie zbudowanymi istotami, a ktoś wymyślił że będziemy piać z zachwytu, gdy wrzuci się nas do pralki i włączy program na 1000 obrotów.

Za małe, za duże, obwisłe, okrągłe, łezkowate, dzwonkowate, asymetryczne. Jedna czasem się patrzy w dół, a druga w górę zadziera oko i pyta „lubisz mnie?” Kiedyś brafiterka powiedziała mi, że najważniejsze żeby piersi były wesołe i patrzyły w górę uśmiechnięte, czyli układamy je w staniczku „oczkami” do góry, aby się na nas patrzyły radośnie. A może dać im wolność i niech radośnie sobie podskakują.

Piersi, cycki, cycuszki, balony, bufory, zderzaki, melony, piegi. Każda z nas ma inne. Wyobraźcie sobie, ile mężczyzna w ciągu życia ma radochy, móc u każdej zobaczyć coś innego? Kształt jedno, a do tego kolor otoczek: białe, kawowe, różowe jak pąki róży, brązowe, czarne. O brodawkach wklęsłych, sterczących lub wystających, o otoczkach dużych lub małych, równych lub figlarnych we włoskach lub bez. Ciężkie, zadarte, opadające do środka lub na boki, jędrne i twarde lub miękkie i przelewające się w dłoniach.

Kiedyś kolega pokazał mi zdjęcia piersi swojej dziewczyny. Poczułam się nieswojo, bo nieznana mi kobieta stała teraz przede mną naga i bezbronna, a na pewno te zdjęcia były przeznaczone do wiedzy i oczu tylko tego kolegi. Machając mi telefonem przed nosem, jeździł po nich paluchem i zachwycał się ich pięknem, wypukłością, sterczącymi sutkami i kolorem obwódek. Mlaskał, cmokał, no idealne. Potem pokazał mi inną rozebraną kobietę, która przypomniała sobie o nim po kilku miesiącach i przesłała mu serię swoich nagich zdjęć. Już był mniej przejęty, ale dla mnie była równie zachwycająca i o pięknych, drobnych piersiach. Niewielkie, z pięknie zarysowanymi delikatnymi sutkami, zabawne i fikuśne. Piersi rzecz gustu.

Fot. iStock / Brainsil

Pierwszym wzorcem idealnych piersi była dla mnie lalka Barbie. Długo oglądałam i analizowałam jej piersi. Ba, miałam nawet dwie i obie miały takie same, ale nie rozumiałam dlaczego pozbawiono je brodawek sutkowych. Dorysowałam je więc i był komplet. Jako mała dziewczynka, byłam ciekawa jak to jest, że kobiety mają piersi, a ja jestem płaska no i do czego one są i kiedy mi urosną? Wiadomo, karmi się nimi dzidziusia. Podobały mi się koleżanki mojej mamy, które przychodziły. Zgrabne, piękne blondynki, jak te lalki Barbie i zawsze z podkreślonym biustem. Miłym, ciepłym i miękkim do którego mnie przytulały. Mogłam się godzinami na nie patrzeć i marzyć, że jak dorosnę to chcę być taka sama i mieć to samo! Potem przyglądałam się mojej mamie, babci, a nawet ciotkom i stwierdziłam, że wszystkie mają takie same piersi, ten sam kształt i kolor co mnie nieco uspokoiło, że idę w dobrym kierunku zgodnie z genami rodu, ale kiedy one będą duże?

Proces dojrzewania. Najpierw bolą. Dlaczego nikt o tym nie mówi głośno, oddając palmę pierwszeństwa miesiączce? Bolą tak bardzo, jakby rozrywało od pachy do środka i nie można ich dotknąć, bo są wtedy tak wrażliwe. Moja mama ze mnie drwiła, że rośnie mi biust. Wstydziłam się i jeszcze bardziej się garbiłam, aby nic nie było widać. W szkole już pierwsze zaczepki kolegów, a z dziewczynami w szatni pokazywałyśmy sobie, której jak rosną i która ma większe i czy ma już stanik. Cycki jak cycki? No nie.

Dzisiaj możemy je sobie powiększyć lub pomniejszyć. Ważne, jaka za tym stoi intencja. Czy robimy to dla siebie, czy dla faceta. Dla faceta i żeby go zatrzymać? Wierzcie mi, cycki nie zatrzymają, choćby były wielkości Mont Everestu. Jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie.

Każde są piękne i niosą naszą historię. Jednak ich brak nie definiuje kobiety. Dają, ile mogą i na jak długo mogą. Najważniejsze, aby były zdrowe. Czy jesteśmy dumne z tego, co nam dała natura, czy jak wszystko w sobie poddajemy ocenie? Czy je kochamy i akceptujemy? Czy dotykamy je z czułością, czy też wrzucamy w lejce i „tylko nie wyskoczcie aby wstydu nie było!”. Bo przecież na ulicę i do korpo bez stanika to nie uchodzi! Czy wiemy, jakie mamy piersi i kiedy budziła się w nas kobiecość?

Bez względu na to, czy młode i jędrne, czy lekko obwisłe po karmieniu, schudnięciu czy po prostu z wiekiem. Jednak są nasze od urodzenia po śmierć. Piersi to nasz dom i nasi najbliżsi. Kiedyś kobieta w sytuacjach koniecznych, takich jak choroba czy głód, karmiła też członków rodziny. Dlatego choroby piersi wynikają z troski o bliskich, kłótni i konfliktów. Według totalnej biologii choroby piersi odzwierciedlają problemy gniazda rodzinnego. Może to też dotyczyć przyjaciół lub pracy, w sytuacji, gdy kobieta postrzega te miejsca jako sobie najbliższe. Może warto się nad tym zastanowić, kiedy pojawiają się guzki i zapytać siebie, co emocjonalnego w nas stoi za ich pojawieniem, co chcą nam powiedzieć.

Piersi przypominają nam, że jesteśmy delikatnymi istotami, bardzo wrażliwymi, że to, co się dzieje wokół nas wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie, poczucie pewności siebie i relacje z najbliższymi. Szanując je i doceniając, sprawiamy, że nie tylko mężczyźni zaczynają cenić to z jakim cudem mają do czynienia.


Lifestyle

Żeby być dobrym człowiekiem, trzeba najpierw samego siebie pokochać i zaakceptować, wybaczyć sobie

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
3 czerwca 2022
fot. SimonSkafar/iStock
 

Dostaję nagranie na komunikatorze. Włączam. Ksiądz opowiada, jak to dzisiejsi mężczyźni są słabi, nijacy, że prawdziwi mężczyźni zostali wymordowani podczas II wojny światowej, a teraz to nic nie robią, tylko siedzą w kawiarniach i patrzą przez szybę na ulicę. Śmieje się z nich i kpi. Słucham i oglądam to nagranie i nie reaguję, nie odpisuję nadawcy. Czuję, że ksiądz został księdzem, bo nie było innego wyjścia w jego sytuacji życiowej. Mógłby się nazywać „zwątpienie” bo zwątpił w człowieka, a przede wszystkim w swój ród męski, pierwiastek męski.

To kim jest ksiądz? Dla mnie może być kim chce, byle by nie robił krzywdy innym. Natomiast nie podoba mi się intencja z jaką nadawca przesyła mi to nagranie: „jako inspiracja”. Jakim prawem ktoś ingeruje w mój światopogląd?

Parę dni później dostaję kolejne nagranie od tej samej osoby. Kościół, jakiś duży spęd. Siedzi ksiądz z miną „że boska kara się właśnie dokonała”, a pośrodku stoi mężczyzna, który chciał uzdrawiać ludzi bez pomocy Boga i opętał go szatan, a teraz żyje w bożej miłości i błogosławieństwie. Dookoła tego nieszczęśnika siedzi młodzież, patrząc przerażona i z otwartymi buziami, jakby gość wrócił żywy z piekła. Nadawca szczuje mnie diabłem. Nie wiem, czy żyję w XXI wieku, czy czasy inkwizycji dla kobiet nastają na nowo?

Nie będzie dzisiaj o kościele, ale o łamaniu naszych granic. Jeśli ktoś jest agnostykiem, żyje według swoich zasad, to dlaczego określa się to jako nieprawidłowość i koniecznie chce się go „nawrócić” na prawa znane i akceptowane przez innych. A skąd wiadomo, czyja racja jest bardziej właściwa? Jaka religia jest najbardziej prawidłowa i dobra dla nas? Czy tłum ma zawsze rację i trzeba za nim podążać, bo wie gdzie jest właściwe wyjście? Jakim prawem „naprawia” się drugiego człowieka, kiedy o to nie prosi? Kto i komu dał takie prawo aby wtrącać się w czyichś światopogląd, wartości i moralność, życie? To przecież Jezus zamiast krytykować i oceniać, wypowiedział słowa: „Kto z was jest bez
grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. Dlaczego nie szanujmy wyborów i inności ludzi?

Dlaczego i jakim prawem wtrącamy się w życie innych i mówimy w co mają wierzyć, co kupować, w co się ubierać, co jeść, jak wychowywać dzieci, jak się kochać i z kim? Jak leczyć i u kogo, jak umrzeć i być pochowanym!

Jest coś takiego jak „wolna wola”. Nasz ludzki, wolny wybór i to aby go uszanować. To, co w życiu jest najważniejsze to miłość. Kochać drugiego człowieka takim jakim jest. Bez oceniania, krytykowania, mówienia mu jaki ma być, co czuć i co robić. Pamiętacie jak Jan Paweł II przyszedł do swojego niedoszłego zabójcy Ali Agcy? Jak na niego patrzył z miłością i jak rozmawiał. Umielibyście przyjść do kogoś, kto chciał was zabić i wybaczylibyście mu? Właśnie taki mógłby być dla mnie każdy kapłan, bez względu na religię, być wzorem dla swoich wyznawców. Wzorem miłości i wybaczenia. Jeśli już nazywa się kapłanem i chce zbawiać dusze.

Dużo się teraz mówi o świadomości, uduchowieniu, New Age. Na Fb jest teraz wielu szamanów i szamanek, ludzi którzy opowiadają o swoich uzdrowieniach, cudach i oświeceniu itd. Powiem to, co usłyszałam kiedyś od pewnej osoby, a co ciągle mi brzmi w uszach: „Oświeconą osobą można nazwać taką osobę, która nie ma w sobie krzty nienawiści, zawiści, zazdrości. Jest czystą miłością bezwarunkową dla każdej żywej istoty i to, co się zdarza w jego życiu też przyjmuje z miłością”. Czyli szacunek dla drugiej istoty taką, jaka jest, jaka się urodziła. Aby taką istotą być, trzeba najpierw samego siebie pokochać i zaakceptować, wybaczyć sobie. Przyjść z czystą energią, nie pchać się do pomagania i uzdrawiania, kiedy sami mamy problemy ze sobą. Bałagan fizyczny w domu i mentalny na poziomie umysłu i ciała. Piekło w sercu, piekło w głowie.

Zbliżmy się chociaż odrobinę do takiego obrazu boskości i dzięki temu nie będziemy przekraczać granic innych i swoich. Bo osoba, która mówi nam jacy mamy być, to właśnie gwałci nasze granice. Taka osoba wysysa naszą energię i chce wtłoczyć w nas swoje inne, a często negatywne wzorce, bo sama siebie nie akceptuje. Nie lubi. Nie kocha. Więc jak „popsuje” innych to trochę się nami pożywi.

Może to dla niektórych abstrakcja, ale z tego co obserwuję, coraz więcej ludzi zaczyna na tę swoją stronę energetyczną zwracać uwagę.
To tracenie swoich granic, ich przekraczanie zaczyna się już od dziecka. Prosty przykład. Dziecko ma ulubioną zabawkę, nagle rodzic zabiera ją i daje innemu dziecku. Bo tamto jest biedniejsze. Kto zapytał dziecka, czy ono chce oddać? Może gdyby się zapytać i wyjaśnić sytuację samo by dało i to niejedną. Ale byłaby to jego świadoma i przemyślana decyzja. Aaaa, „dzieci i ryby głosu nie mają”.

Naprawdę? A ilu z was jednak pamięta takie sytuacje i jak bardzo to bolało. Kolejny przykład, karmienie na siłę dzieci i jeszcze tego co my uważamy, że ma jeść. A jednak dzieci, w pewnym wieku, potrafią sobie otworzyć lodówkę i powiedzieć na co by miały ochotę i ile tego? Nie wspominam już o podnoszeniu głosu czy karaniu, wymuszaniu, rozbieraniu przy obcych ludziach czy upominaniu na forum publicznym, bo mamusia ma zły humor i musi się wyładować. Od tego się zaczyna, a potem się dziwimy, że ktoś każe nam robić coś, co jest wbrew naszej woli, a my się na to godzimy.

Czy to w pracy, w domu, w łóżku, w rozmowie. Przez rezygnowanie i oddawanie naszych granic, oddajemy energię. Przychodzimy do domu zmęczeni, źli, bez humoru, bez chęci na cokolwiek. Tylko spać. Cała wiedza i mądrość jest w nas. Każdy z nas jest na tym świecie po to, aby wypełniać swoją misję i spełniać swoje marzenia i potrzeby, a nie żeby realizować czyjeś scenariusze i prawdy. Gdy przekracza się granice to zaczyna się wojna. Ta domowa i ta światowa.


Lifestyle

„Pooglądajmy w lustrze, jakie piękne i wyjątkowe jesteśmy, pachnące i smakowite… tam na dole”

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
20 maja 2022
fot. MarinaRazumovskaya/iStock

Siedzimy tak sobie z moją znajomą i ulubioną malarką, aż tu nagle rozmowa nam się zeszła na temat seksu. Wiadomo. Ulubiony temat. Znajoma artystka jest osobą bardzo wrażliwą i wysoce świadomą siebie oraz świata ją otacząjącego, procesów jakie w nas zachodzą i ich skutków. W delikatnej rozmowie przyznała, że nie do końca w życiu miała możliwość poznania co to orgazm i poczucia całej radości i miłości do własnej wulwy.

No właśnie, dlaczego my nie mamy jakieś pięknej nazwy na najważniejszą część naszego JA? Pochwa to jak futerał na ostre ostrze miecza. Auć. Już nie mówiąc „srom”, „kuciapka”, „rozdziapa”, „rozkłapciocha” itd. Brrrrr… Nawet nazwanie „narządem”, „organem” jest czymś kwadratowym i twardym dla tej najczulszej naszej istoty. Już osobiście wolę „cipkę” i jeszcze pamiętam z dzieciństwa „psipsi”. Przynajmniej wesoło.

Gdy tak rozmawiałyśmy, przypomniał mi się serial „Sex Education” i scena, gdy jedna z bohaterek odkrywała swoją wulwę – kojarzy mi się z bulwą kwiatu jak amarylis – i znalazła stronę internetową poświęconą kształtom, kolorom i rodzajom wulw. Znalazłam i ja: The vulva Gallery. Wow. Jaki przegląd naszej budowy. Jak cudownie jesteśmy różne. Większe, mniejsze, podłużne, szersze, sterczące, schowane, nabrzmiałe, smukłe, wystające, wesołe, smutne. Taka różnorodność rodzajów i kształtów. Niczym małe zwierzątka, jak małż – pamiętacie z Californication?;) – kotki, myszki, małpki. Lub rozkwitłe jak kwiaty: róże, storczyki, kamelie, amarylisy, goździki etc. Cały przegląd skojarzeń i do tego w kolorach od bladego różu po czerwień i mahoń lub wielokolorowe. W serialu bohaterka zaczęła piec babeczki w kształcie vulvy i częstować nimi swoich gości. Dobry pomysł na letnie party?

Drugi obrazek. To w jednym z odcinków „Seks w wielkim mieście”, była wystawa namalowanych cipek, a malarka szukała kobiet, które zgodzą się pozować do jej obrazów i miała z tym spory problem. Te wielkie cipy na ścianach! Kupiłybyście obraz swojej cipki do domu? Co powiedziałybyście mężowi i dzieciom? Kojarząc te historie, namówiłam moją znajomą, aby namalowała swoją… i zobaczyła, co do niej mówi i jaka jest piękna. Czekam na efekty.

Dlaczego wstydzimy się swoich cipek? Co tam jest nie tak? Mężczyźni chwalą się swoimi penisami. Właśnie, nawet słowo „penis” jest bardziej przyjazne i eleganckie od tych naszych nazw. Chwalą się długością, grubością i sprawnością. Wysyłają ich fotki. Porównują sobie z kolegami w toalecie. Jeden patrzy na drugiego.

Jeden z zarządów firmy w której pracowałam, zawsze po spotkaniu szedł razem do toalety. Zastanawiałam się, jak czterech członków zarządu razem oddaje strumień moczu i wzajemnie sobie ogląda. Swoją drogą, nomen omen… CZŁONEK zarządu… Ale do rzeczy. Długie, cienkie, grube,  centkowane, kręte niczym róg Wojskiego z Pana Tadeusza. A my, kobiety, uważamy, że nic nie mamy. Kiedy mała dziewczynka pyta mamę, co to jest, to słyszy „tam gdzie mama robi siku”. Dlaczego tak trywialnie?

Najważniejsza część nas, która definiuje naszą kobiecość. Miejsce największej rozkoszy z nieporównywalną ilością zakończeń nerwowych, najcieńszym i najdelikatniejszym naskórkiem i jest traktowana po macoszemu. To dzięki niej co miesiąc wychodzi nasza krew, złuszczamy się, nawilżamy. W każdym cyklu inaczej. W dodatku jest tak grzeczna, że sama się oczyszcza. To właśnie ona daje nam pierwsze wspomnienie granicy między byciem dziewczynką, dziewicą a kobietą. Właśnie.

Smiling sexy woman relaxing on the bed

Pamiętacie, jaki był wasz pierwszy raz?

Czy partner zadbał o wasz komfort? Przyjemne i bezpieczne miejsce, delikatność, docenienie, że otrzymał dar od kobiety? Czy WY zadbałyście o to, aby dać sobie takie wspomnienie i docenienie tego, co macie? Pamiętam swój pierwszy raz. Długo wybierałam, komu mogę zaoferować to, co mam najcenniejszego i tylko raz w życiu. Był przejęty, chyba bardziej ode mnie. Hotel, kolacja, ładny pokój, muzyka, szampan, a w wannie ciepła woda z bąbelkami, do której mnie zaniósł na rękach. Wtedy tego nie doceniłam, dzisiaj bardzo. Ten pierwszy raz definiuje naszą intymność i to, jak podchodzimy do seksu, a także jak czujemy naszą joni. To obraz do końca życia. Albo ból, albo rozkosz i widok ukochanego, a nie znienawidzonego rozpruwacza ginekologicznego. Uczycie tego swoje córki? A jak pozwalacie ginekologowi was badać? Nieraz wziernik wkładany jest bez pardonu i to grzebanie w nas, jak w kieszeni płaszcza za żetonem.

Orgazmy

Podobno brak orgazmów, to brak zaufania do mężczyzny, że nie potrafimy mu się oddać. Jeśli nie chcemy przyjąć mężczyzny, dopuścić go do siebie, to potrafimy się w miejscach intymnych oblać alergią, spuchnąć w udach, mieć infekcje intymne. Wszystko, byle on nie mógł się dostać. Nie wierzycie? Sprawdźcie same, jak reaguje wasze ciało. Najlepszy wskaźnik tego, co się dzieje w związku.

Wracając do naszej kruszynki wulwy

Rodzimy dzięki niej dziecko, potrafi być tak elastyczna że raz jest ciasna, a raz rozszerza się do wielkości główki dziecka. Powiedzcie, jak będąc takim cudem, nie kochamy i nie szanujemy jej? Nie dbamy o nią tak jak o twarz, włosy czy ciało. Jest jak wyklęta.

Wsadzimy tampon i ma się zamknąć, nie przeszkadzać. A jeśli pobrudzi biały fotel w BMW? Przecież miesiączka tylko przeszkadza. Serio?

Dlaczego w czasie seksu nie powiemy partnerowi, co lubi nasza cipka, a czego nie? Oni dają nam od razu instrukcje, a nawet jeśli nie, to tak docisną, że albo się dławimy i łzy nam lecą, albo już boimy się ich dotykać „bo on taki delikatny”. A my nie? Mając tak wielką różnorodność kobiet i ich wulw – każda z nas inaczej reaguje i inaczej lubi.

Nasz cunnilingus jest większą sztuką od fellatio i wymaga polotu, wyobraźni i inteligencji, bycia uważnym w odczuciach i reakcjach partnerki. To, że wzdychamy i pojękujemy, nie oznacza, że odpływamy. A najczęściej partner naciska nas, jak inkasent guzik dzwonka i myśli że jest zajebiście. Nam to sprawia ból. Tym bardziej, że powtarzający się w kółko jeden i ten sam ruch nie jest ekscytujący. Nasza wulwa, tak jak kobieta, jest wymagająca i lubi zmianę i nowe rodzaje eksplorowania. Też to, co pasowało byłej partnerce nie znaczy, że spodoba się obecnej.
Tak panowie, w seksie trzeba trochę pogłówkować, żeby było fajnie a nie oklepanie. A WY, moje drogie, poznawajcie swoje ciało, co najbardziej lubi, bo jak nie powiecie mężczyźnie, to sam się nie domyśli. Seks to też komunikacja i otwartość.

Zapach

Panowie się skarżą, że nie lubią intymnych pieszczot u kobiet, bo niekiedy dziwnie pachniemy. A wy nie? Każdy penis ma swój zapach, smak. Każda sperma jest inna. Ma inną konsystencję i aromat. Każecie nam łykać. Nie ma połyku? Książę obrażony. Tym, co jecie
smakujecie. Nawet fajki i alko czuć i my mamy z tego powodu być się zadowolone? Bleeee… Jeśli nie wierzycie, to sami spróbujcie… siebie. Poranne smoothie kochanie?

Smak i zapach kobiety pokazuje, czy jest w stresie, czy jest zrelaksowana, czy jest zdrowa, czy akceptuje siebie, swoją seksualność. Kiedyś z kolegą weszliśmy do włoskiej restauracji w Mediolanie. Zaciągnął się zapachem. „Jak pięknie pachnie morzem i świeżymi rybkami”. Na co odpowiedziałam, że mój mąż nie znosi ryb. „Jak to nie kocha smaku i zapachu cipek?”.

Kochajmy siebie, swoje ciało i każdą cząstkę nas. Pooglądajmy w lustrze, jakie piękne i wyjątkowe jesteśmy, pachnące i smakowite, bo kobieta to jeden kwiat i nikt nie ma prawa go ścinać i bezcześcić. Jak to zaakceptujecie i będziecie tego uczyć siebie i swoje córki, to mężczyźni też to uszanują. Sex education zaczyna się od nas.