Lifestyle

Jesienno-zimowe trendy prosto z Domu Mody Klif

Redakcja
Redakcja
8 października 2021
 

Dom Mody Klif przedstawił stylizacje swoich marek premium podczas Fashion Week w Mediolanie. Na ulicach tego miasta zaprezentowały je zaproszone przez markę influencerki modowe: Ada Fijał, Marta Lech-Maciejewska znana jako Superstyler, oraz Mirabelove.

Podczas Fashion Week w Mediolanie swoje kolekcje pokazały znamienite domy mody jak Fendi czy Prada, a także wschodzące gwiazdy modowego biznesu jak Cormio czy ATXV. Ulice Mediolanu aż tętniły modą i zachwycały stylem.

– Moda podąża za tym co dzieje się na świecie, nie jest oderwaną dziedziną sztuki, która nie śledzi, nie wie, nie obserwuje. Jest spójna z nami, z tym jak żyjemy, co się z nami dzieje, w jakich czasach żyjemy i co się wiąże z tymi czasami – mówi Ada Fijał podczas Klif Fashion Night. – Podczas Fashion Week w Mediolanie zachwyciła mnie kreacja z mieniących się brylancików. Była to stylizacja z całkowicie zakrytą twarzą, zupełnie jak Kim Kardashian podczas Gali MET. Ta stylizacja była taką zagadką, niespodzianką, nawiązaniem do naszych czasów, do tego co działo się pandemicznie i popandemicznie – dodaje.

Na ulicach Mediolanu pojawiły się kreacje z kolekcji jesienno-zimowej Domu Mody Klif, a wśród nich propozycje stylizacji od marek premium tj. Elizabetta Franchi, Max&Co, Max Mara, Penny Black, Celebrity, Samuel Fashion Concept, Twinset, United Colors of Benetton, 10 Days, Trzaska Luxury &Optics. Zobaczcie stylizacje influencerek, aby podejrzeć jakie mikrotrendy będą królować w ciągu najbliższych miesięcy.

Na szczęście nowy sezon zapowiada się ekscytująco, trochę jak gra ciepło-zimno. Odkrywające ciało sukienki i ciepłe wełniane płaszcze czy poncza. Wzorzyste garnitury w zwierzęce printy i stonowane, jednokolorowe spodnie i marynarki. Spodnie z rozszerzonymi nogawkami i obcisłe leginsy. A na zwieńczenie wszystkiego wspaniałe dodatki, markowe okulary, torebki i kapelusze, które dodadzą charakteru każdej stylizacji.

Relacje i sesje prosto z Fashion Week w Mediolanie można było zobaczyć podczas Klif Fashion Night, która odbyła się 30 września w Warszawie. Wydarzenie było zwieńczeniem projektu #Pokochaj Modę. Podczas modowej nocy odbyły się pokazy mody marek: Pinko, Karl Lagerfeld, Penny Black, Trussardi, Luisa Spagnoli. W evencie wzięły udział: Edyta Herbuś, Ewa Pacuła, Marta Gąska oraz influencerki modowe domu mody Klif – Ada Fijał, Mirabelove oraz Marta Lech Maciejewska znana jako SuperStyler.

Relacja z eventu Klif Fashion Night jest obecna na www.klif.pl oraz na kanale Youtube.


Lifestyle

Przekonaj się, czy twój były za tobą tęskni. 7 wyraźnych oznak, że tak właśnie jest

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
8 października 2021
fot. luza studios/iStock
 

Stało się. Rozstaliście się. Coś się skończyło, by mogło zacząć się nowe. Jednak niekiedy – a chyba nawet i często – rozstania bolą niemiłosiernie. Są niesprawiedliwe, niepotrzebne. Są pomyłką, której żałujecie. To się nie powinno przecież wydarzyć. Nie tak miało być. Zastanawiasz się, czy twój były za tobą tęskni, a czy tym samym macie jeszcze szansę na wspólną przyszłość? Oto 7 wyraźnych i jednoznacznych zachowań, świadczących o tym, że nie może sobie bez ciebie poradzić i marzy o powrocie.

1. Wpadacie na siebie zbyt często

Kiedy tylko jesteś poza domem – idziesz do pracy, z psem na spacer, na zakupy czy z przyjaciółką na kawę, wszędzie go widzisz. W oddali, za rogiem, w sklepie obok, na przystanku autobusowym. Masz wrażenie, że jest na każdym kroku. Halucynacje? Przewidzenia? Zwidy? Nie sądzę. Twój były najprawdopodobniej cały czas spaceruje po miejscach, w których może cię spotkać. Tęskni i chce cię choć przez chwilę zobaczyć.

2. Komentuje twoje media społecznościowe

Kiedy tylko opublikujesz nowe zdjęcie – lubi je. Kiedy zadasz pytanie na grupie, odpowiada. Kiedy udostępniasz mem – komentuje. Niekiedy masz wrażenie, że obserwuje i śledzi każdy twój ruch.

3. Wypytuje o ciebie znajomych

Twój były facet wciąż interesuje się twoim życiem. Nie chce jednak wyjść na zbyt wścibskiego i nachalnego, dlatego zamiast pisać do ciebie, niby delikatnie i dyskretnie podpytuje waszych wspólnych przyjaciół. Niby ukradkiem, niby mimochodem. Gdzieś tam pomiędzy zdaniami. I choć stara się, by nikt tego nie zauważył, jego zainteresowanie twoją osobą widoczne jest jak na dłoni.

4. Pisze do ciebie o wszystkim

Zachowuje się tak, jakbyście wciąż byli razem. Pisze do ciebie o wszystkim. Dzieli się swoim życiem, problemami, rozterkami, sukcesami. Cały czas pragnie utrzymywać z tobą kontakt, choć nie jesteście już parą.

5. Pyta czy masz kogoś

Troszczy się, jest ciekawy co u ciebie słychać, a może próbuje się dowiedzieć czy ma konkurencję? Faceci nie są bezinteresowni, a takie pytanie oznacza tylko jedno – nadal jest tobą zainteresowany i zaczyna badać grunt. Brakuje mu tego co miał, żałuje że cię stracił i zaczyna planować, jak do ciebie wrócić.

6. Od razu odpisuje

Facet, który od razu odpisuje na twoje wiadomości – tęskni. Potrzebuje bliskiego kontaktu, myśli o tobie i nie może pogodzić się z rozstaniem. Jeśli nie zrobił jeszcze pierwszego kroku, to tylko dlatego, że męska duma mu na to nie pozwala. Czeka na twój ruch… I co ty kochana z tym teraz zrobisz?

7. Wydzwania pod wpływem alkoholu

Zakochany facet nie ma oporów by wydzwaniać do swojej byłej pod wpływem alkoholu. O ile na trzeźwo coś go hamuje i zatrzymuje, to procenty dodają mu odwagi. Choć na drugi dzień może nie pamiętać o czym rozmawialiście, to takie zachowanie świadczy tylko o jednym. Ten facet nie może o tobie zapomnieć.


Lifestyle

Gwiazda „Przyjaciółek”: Dzieci w obozie dla uchodźców są niesamowite – nie ciągną cię za rękę i nie krzyczą: ”Daj!”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
8 października 2021
Agnieszka Sienkiewicz

– Było trudno. Przez pierwsze dwa dni płakałam. Najbardziej uderzyło mnie to, że te małe dzieci, które już urodziły się w obozie, i innego życia nie znają, chodzą uśmiechnięte i są niezwykle otwarte, życzliwe. Potrafią bawić się dosłownie wszystkim, co mają akurat pod ręką – butelką, kawałkiem patyka, pięcioma kamykami. Znajdują popsuty wózek? Wożą się na nim nawzajem jak na taczce. Znajdują stary materac? Skaczą na niego jak na trampolinie. To jest niezwykle jak te dzieci adoptują się emocjonalnie do sytuacji – mówi Agnieszka Sienkiewicz, gwiazda „Przyjaciółek”, która zdecydowała się wyjechać, by pomagać uchodźcom na wyspie Lesbos. Czego się najbardziej bała i co widziała tam na własne oczy?

Co zadecydowało o tym, że postanowiłaś pojechać na wyspę Lesbos, by przez pięć dni pomagać uchodźcom z Syrii, Afganistanu, Konga, Ghany, Pakistanu?

– Od dawana o tym myślałam. Ale teraz uznałam, że kiedy my w Polsce jesteśmy tak bardzo straszeni uchodźcami, to muszę jechać. Chciałam pokazać, że TO SĄ LUDZIE postawieni w tragicznej sytuacji. Konkretni, z krwi i kości! Z uczuciami i swoją często dramatyczną historią! Jest matka, ojciec i dziecko, którzy uciekają przed mordem, głodem, prześladowaniem… Wierzę, że jak opowiem o konkretnych potrzebujących pomocy ludziach, to dam sygnał, że jakaś siejąca postrach masa, ale ludzie, których nie trzeba się obawiać.

Nie wolałaś jechać na granicę Polsko-Białoruską, by próbować tu bliżej pomagać?

– Nie wiem, jak tu mogłabym pomóc, nie zastałabym przecież wpuszczona. A ludzie? Wszędzie są tacy sami! Tam też potrzebują pomocy!

 

Czy ty, mama dwóch małych dziewczynek, nie bałaś się tam jechać?

– Bardzo ufam prezesowi fundacji „Dobra Fabryka” – Mateuszowi Gasińskiemu. Współpracujemy razem już trzy lat. Oni podejmują bardzo konkretne działania w Bangladeszu, Grecji czy Kongo, a mnie dodatkowo bardzo się podoba, że każdy człowiek, robiąc przelew, dokładnie wie, na co idą jego pieniądze. W ich charytatywnym sklepie – dobroczynne24 – można wrzucić do koszyka na przykład: płaszcz przeciwdeszczowy dla uchodźcy, ciepły posiłek dla niego, czy najbardziej potrzebne lekarstwa. I właśnie Mateusz powiedział mi: „Ty nie musisz się niczego bać, nikt ci krzywdy tam nie zrobi!”

Nie mylił się?

Nie! Teraz w obozie są cztery tysiące osób i wolontariusze z kilku organizacji. Już po pierwszym dniu na Lesbos czułam tylko życzliwość i otwartość, i ani przez sekundę krzywego spojrzenia. Wszyscy byli bardzo gościnni, a nie chodziłam w żadnej obstawie. Kiedy odwiedzałam ich namioty, natychmiast proponowano mi kawę albo herbatę. Z ręką na sercu, miałam tam milion innych emocji, ale nie strach.

Nie obawiałaś się zostawić córek w Polsce?

– Ależ moje dzieci mają dwoje rodziców! Mają wspaniałego tatę, który jest zaangażowany w opiekę nad nimi równie mocno, co ja. Nie gniewaj się, ale w takich samych sytuacjach nikt nie spyta mężczyznę, czy nie obawiał się zostawić dzieci w domu z żoną!

Oczywiście! Ale my, matki, same nie dajemy sobie szansy na to, by zostawiać własne dzieci i pomagać innym. Kulturowo jesteśmy przyzwyczajone do tego, że opieka nad ogniskiem domowym to nasz święty obowiązek.

– Oczywiście nagotowałam im tonę obiadów. (śmiech) Zupełnie niepotrzebnie, bo mój mąż i niania świetnie sobie poradzili. Do tego jest też babcia. A sześć dni bez mamy, to przecież nie jest żadna trauma dla dzieci. To nie był pierwszy raz, kiedy zostały bez jednego z rodziców. Powiem ci, że ja tak naprawdę najbardziej bałam się konfrontacji ze swoimi emocjami, z uczuciem bezsilności wobec nieszczęścia dzieci.

Poradziłaś sobie?

– Było trudno. Przez pierwsze dwa dni płakałam. Najbardziej uderzyło mnie to, że te małe dzieci, które już urodziły się w obozie, i innego życia nie znają, chodzą uśmiechnięte i są niezwykle otwarte, życzliwe. Potrafią bawić się dosłownie wszystkim, co mają akurat pod ręką – butelką, kawałkiem patyka, pięcioma kamykami. Znajdują popsuty wózek? Wożą się na nim nawzajem jak na taczce. Znajdują stary materac? Skaczą na niego jak na trampolinie. To jest niezwykłe, jak te dzieci adaptują się emocjonalnie do sytuacji.

Zdjęcie zostało zrobione za zgodą znajdujących się na nim osób. Archiwum prywatne Agnieszki Sienkiewicz

A jak jest w przypadku nastolatków?

– Oni mają już świadomość, jak może wyglądać życie poza obozem. Rozmawialiśmy z dwunastoletnim chłopcem Hamedem, powiedział wprost: „Strasznie nie chcę tutaj być. Tu jest tak okropnie”. Siedemnastoletni Ahmed z Afganistanu sam wyszedł z inicjatywą, że będzie uczył inne dzieci języka angielskiego. On właśnie opowiadał nam o nocnej przeprawie przez morze pontonem, jako o najgorszym wydarzeniu w swoim życiu.

Pamiętajmy, że większość osób, które decydują się na taką ucieczkę, nigdy nie widziało morza. A jednak, choć nie potrafią pływać, podejmują to ryzyko. Jedna kobieta płynęła sama z trójką dzieci, dopłynęła sama Wszystkie jej dzieci utopiły się na morzu! Ja się pytam: ile ta kobieta musiała mieć w sobie lęku o życie i determinacji, że podjęła takie ryzyko? Jak ona ma teraz żyć po tym wszystkim?

Nie potrafiłaś powstrzymać łez?

– Kiedy pierwszego dnia byliśmy w afrykańskiej części obozu, zobaczyłam tam nieprawdopodobną wręcz apatię w oczach matek. To były oczy puste. Pogrążone w jakiejś beznadziejności. W depresji! Te kobiety wiedzą, że spędzą tu lata i być może nic na lepsze się dla nich nie zmieni. Pytasz: „Czego potrzebujesz?”. A one niemal nie reagują. Odpowiadają zrezygnowane, zastygłe w jakimś stuporze: „Ja nic nie chcę!”.

Im już nie chce się żyć! A obok tych kobiet biegają ich niczego nieświadome dzieci. Bo one nie znają innego życia niż to w obozie. W części gdzie przebywają afgańscy uchodźców, kobiety z wręcz obsesyjnie dbają o czystość. Ich córeczki uczesane są pod linijkę. One same też często są bardzo schludne. A przecież oni myją się w miskach, nie mają bieżącej wody. W tych okropnych warunkach próbują zachować godność.

Bolało cię to, że nie wszystkim możesz pomóc?

– Spotkaliśmy kobietę, która kuliła się i płakała przed swoim namiotem, a mąż tulił ją w ramionach. Ona nie chciała powiedzieć, co się dzieje. Dowiedzieliśmy się tylko, że boli ją brzuch. Następnego dnia przywieźliśmy jej lekarstwa. Kobieta trochę nam już zaufała i wtedy dopiero wypłakała słowa, z których wynikało, że jej malutka córeczka miała tego dnia zdiagnozowany autyzm. Jaka przyszłość czeka takie dziecko w obozie? Znaleźliśmy tam wiele dzieci, którym nie potrafiłyśmy pomóc. Z epilepsją, upośledzonych umysłowo. Czasem nie dostają lekarstw, muszą czekać w kolejce na zorganizowanie podróży do specjalisty do Aten. To trwa.

Te obrazy muszą być starsze!

– Widziałam taki obraz – trzyletnią dziewczynkę, która była ubrana w piękną cekinową opaskę i śliczną plisowaną, różową spódniczkę, którą dostała z darów. I ona boso biegnie wśród tych rozpadających się namiotów, wśród tego brudu, wśród drutu kolczastego. Połącz to teraz w swoim umyśle. Te cekiny z biedą okropną. Dzieci w obozie są niesamowite – nie ciągną cię za rękę i nie krzyczą: ”Daj!” Absolutnie nie!

Co w obozie uchodźców jest teraz najbardziej potrzebne?

– Dobra Fabryka współpracuje na miejscu z dwójką Greków: Nikosem i Kateriną. Ich historia jest taka, że kiedy w 2014 roku zaczęli na wyspę przypływać uchodźcy, oni postanowili im pomóc. Restaurację dla turystów przekształcili w zwykłą kuchnię. Po prostu zaczęli karmić uchodźców. Obecnie pomaga im kilkoro wolontariuszy: Wspólnie udaje im się wydawać ponad 800 posiłków dziennie. Gdyby pozwoliły fundusze mogliby robić ich nawet trzy, cztery razy więcej. Oczywiście rząd grecki zapewnia w obozie jedzenie, ale ono jest różnej jakości.

Spotkaliśmy wiele dzieciaków skarżących się na ból brzucha i problemy z układem pokarmowym. Wraz z pediatrą Olą Kosmedą szukałyśmy najbardziej potrzebujących dzieci. Chcemy, by te dzieci dostały chociaż jeden pełnowartościowy ciepły posiłek. Czy ty wiesz, że w całym obozie na Lesbos nie ma ani jednego pediatry?

 

Jak to?!

– Oczywiście w obozie są lekarze, jest punkt przyjęć dla pacjentów, przed którym zawsze stoi długa kolejka, ale teraz brakuje choćby pediatry, często też czasu i sprzętu na dokładniejszą diagnostykę. A przecież dzieci w obozie stanowią praktycznie połowę społeczności! Dlatego razem z Olą i Mateuszem chodziłyśmy po barakach i namiotach szukać potrzebujących.

Dobra Fabryka wraz z Home for All robią to inaczej niż wszyscy. Zamiast kazać stać ludziom w punkcie dystrybucji po żywność albo w kolejce do lekarza, po prostu odwiedzają namiot po namiocie, dostarczając niezbędną pomoc. Czasem trzeba wysłać jakieś dziecko do Aten, bo na wyspie nie ma np. ortopedy dziecięcego. Na to też trzeba pieniędzy: transport promem, zakwaterowanie, wizyta u lekarza, operacja. Codziennie jeździłyśmy też do apteki, by kupić leki. Na to są też potrzebne datki od ludzi. Bez pieniędzy nie będziemy mogli dalej pomagać.

A jak tam jest ze szkołą?

– Udało nam się razem z partnerująca tam fundacją Home for All sprowadzić jeden kontener, który zaadoptowaliśmy na szkołę, niedługo dotrą na wyspę kolejne. Teraz potrzebujemy pieniędzy, by ją utrzymać. Potrzeba ołówków, kartek, długopisów, kredek. Oczywiście nie ma możliwości, by dzieci miały w obozie dostęp do takiej edukacji, o jakiej marzymy dla swoich dzieci, a jest ich tam blisko 2000.

Chcesz powiedzieć, że te dwa tysiące dzieci nie chodzi do szkoły?

– Oczywiście na miejscu są inne organizacje zapewniające dzieciom zajęcia, a kwestia dostępu do edukacji w ostatnim czasie powoli zmienia się na plus. Często to mieszkańcy obozu, którzy w ojczyźnie zajmowali się szkolnictwem, gromadzą dzieci i prowadzą dla nich zajęcia. Potrzeb jest jednak mnóstwo. Choćby to, że trzeba zapewnić im jakieś warunki lokalowe, materiały edukacyjne, zeszyty, ołówki.

Na koniec chciałam spytać wprost, o co prosimy naszych czytelników?

– Wejdźcie na stronę dobrafabryka.pl i w dobroczynnym sklepie pod nazwą Dobroczynne24 wybierzcie spośród przeróżnych możliwości wsparcia „Posiłek dla uchodźcy w Grecji”. To zaledwie 15 złotych. Mamy tam też wspaniały program, który nazywa się „Przybij nam piątkę!”. Polega na założeniu stałego zlecenia na 5 złotych tygodniowo lub 20 w miesięcznie. Z tych piątek, których braku sami nie zauważymy, możemy robić naprawdę wspaniałe rzeczy i codziennie mieć wpływ na to, by dobra na tym świecie przybywało. To jest taka moja mała prośba do wszystkich czytelników Oh! Me. O wsparcie, o pochylenie się nad losem tych ludzi, bo są tego warci. Widziałam to na własne oczy.


Zobacz także

Chcą być instagramerkami, a najważniejsza jest dla nich przyjaźń i bycie sobą. 8 rzeczy, które musisz wiedzieć o polskich nastolatkach. Nowy raport

Zdrada boli przez całe życie. Moment, w którym się o niej dowiadujesz zmienia dosłownie wszystko

Spełnienie dla mnie jest jak picie wody, bez której nie mogę żyć