Go to content

„Jej piekło” – hipnotyczny powrót twórcy kultowego „Drive”

Nicolas Winding Refn, twórca kultowego „Drive”, powraca do pełnometrażowego kina po dziesięciu latach przerwy. Jego najnowszy film „Jej piekło” jest mroczną, hipnotyczną opowieścią o śmierci, miłości, utracie i desperackim poszukiwaniu bliskiej osoby. Inspiracją do jego powstania stało się graniczne doświadczenie samego reżysera. Film można już oglądać w kinach.

– Ten film zaczął się od tego, że umarłem i zostałem przywrócony do życia – mówi Nicolas Winding Refn.

W przypadku innego twórcy takie zdanie mogłoby brzmieć jak efektowna metafora wykorzystana na potrzeby promocji. Dla autora „Drive”, „Tylko Bóg wybacza” i „Neon Demon” jest jednak opisem rzeczywistego doświadczenia, które całkowicie zmieniło jego sposób myślenia o życiu i tworzeniu.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

„Jej piekło” nie jest więc wyłącznie kolejnym filmem w dorobku duńskiego reżysera. To jego artystyczne odrodzenie, powrót po dekadzie przerwy od realizacji pełnometrażowych produkcji i próba przełożenia doświadczenia śmierci na język obrazu, dźwięku oraz emocji.

Reżyser, który otarł się o śmierć

W 2023 roku u Nicolasa Windinga Refna zdiagnozowano poważną niedomykalność zastawki serca. Stan reżysera gwałtownie się pogarszał, a jego płuca zaczęły wypełniać się krwią. Konieczna była natychmiastowa hospitalizacja i bardzo ryzykowna operacja kardiologiczna. Podczas zabiegu doszło do zatrzymania akcji serca. Refn przez około 20–30 minut znajdował się w stanie śmierci klinicznej, a lekarze musieli użyć defibrylatora. Reżysera udało się uratować, ale powrót do życia oznaczał dla niego także konieczność rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

– Kiedy wróciłem, zaczynałem od nowa w wielu obszarach swojego życia. Chciałem połączyć i stopić w jedno sposób, w jaki myślę o kreatywności, i to, w jaki jej doświadczam – tłumaczy.

Z tego doświadczenia zaczęły wyłaniać się dwie opowieści, które ostatecznie spotkały się w świecie „Jej piekła”.

Ojciec, który musi wrócić do córki

Jednym z głównych bohaterów filmu jest szeregowy K., grany przez Charlesa Meltona. Amerykański żołnierz wyrusza w pełną grozy odyseję, aby odnaleźć swoją córkę i wydostać ją z Piekła. Dla Refna historia ta ma niezwykle osobisty charakter. Kiedy walczył o życie, myślał przede wszystkim o swojej najmłodszej córce.

– Miałem w sobie silne przekonanie, że nie mogę umrzeć, ponieważ muszę do niej wrócić. Nie była jeszcze gotowa, żeby mnie stracić – opowiada reżyser.

To uczucie stało się fundamentem postaci szeregowego K., którego Refn nazywa swoim alter ego. Jego podróż jest historią człowieka przekraczającego granicę między życiem a śmiercią, napędzanego miłością silniejszą niż strach.

Drugą bohaterką jest Elle, grana przez Sophie Thatcher. Młoda kobieta zmaga się z własnymi demonami i próbuje odnaleźć zaginionego ojca. Chociaż oboje bohaterowie wyruszają z różnych miejsc i kierują nimi odmienne pragnienia, ich historie łączy potrzeba odzyskania zerwanej więzi. Jedno dziecko szuka ojca. Jeden ojciec próbuje wrócić do córki.

Kilka filmów ukrytych w jednym obrazie

„Jej piekło” trudno zamknąć w ramach jednego gatunku. Film łączy neonowy horror noir, operowy melodramat, futurystyczną baśń i opowieść o rodzinnej tęsknocie. Reżyserowi zależało na tym, aby poszczególne światy nie układały się w przewidywalną, linearną historię. Miały przenikać się jak obrazy oglądane podczas przypadkowego przełączania kanałów w starym telewizorze. To właśnie dziecięce wspomnienie stało się jednym z kluczy do ostatecznej formy filmu.

– Skacząc pomiędzy programami, zacząłem dostrzegać nieoczywiste związki pomiędzy zupełnie różnymi historiami i światami. Fascynowała mnie możliwość tworzenia własnej, subiektywnej narracji i decydowania, gdzie kończy się jedna opowieść, a zaczyna kolejna – mówi twórca.

Współscenarzystka Esti Giordani przez ponad rok pomagała Refn­owi spleść obie narracje. Jak podkreśla reżyser, praca nad scenariuszem częściej polegała na odkrywaniu, czym film nie powinien być, niż na podporządkowywaniu go z góry ustalonym zasadom.

Mgła, która zaciera granice

Elementem łączącym losy Elle i szeregowego K. staje się tajemnicza mgła spowijająca futurystyczną metropolię. Zaciera ona granice pomiędzy rzeczywistością i koszmarem, życiem i śmiercią, światem ludzi i mitycznym podziemiem. Mgła zapowiada również nadejście nieuchwytnego zabójcy zwanego Leathermanem. Z jego ręki giną młode kobiety, a pogrążone w półmroku miasto stopniowo zmienia się w przestrzeń, w której nie można już ufać ani własnym zmysłom, ani racjonalnym wyjaśnieniom.

Świat „Jej piekła” jest pełen bogactwa, przepychu i zmysłowej ekstrawagancji. Pod piękną powierzchnią cały czas pulsuje jednak lęk przed tym, czego nie da się uniknąć. Luksus nie chroni przed śmiercią, a rozkosz nie zagłusza samotności.

To kino mroczne, wystylizowane i świadomie przesadne. Refn nie próbuje przekonać widza, że ogląda prawdziwy świat. Tworzy własny – hipnotyczny, niepokojący i podporządkowany emocjom.

Muzyka jak operowa podróż do Piekła

Ważnym bohaterem filmu jest także muzyka. Do współpracy Refn zaprosił Pino Donaggia, legendarnego kompozytora znanego między innymi z filmów Briana De Palmy. Jego wrażliwość okazała się idealna dla produkcji łączącej horror, melodramat i wyszukaną wizualną formę.

Donaggio przygotował do „Jej piekła” więcej materiału niż do większości swoich wcześniejszych projektów. Powstała rozbudowana ścieżka dźwiękowa, w której operowe arie spotykają się z narastającym napięciem i niepokojącymi, niemal odrealnionymi brzmieniami. Muzyka nie jest tutaj jedynie tłem dla wydarzeń. Prowadzi widza przez kolejne poziomy opowieści, podkreślając jej baśniowość, tragizm i emocjonalny rozmach.

Film, którego nie ogląda się obojętnie

Nicolas Winding Refn od dawna dzieli publiczność. Jego kino bywa uwielbiane za wizualną odwagę, hipnotyczną atmosferę i bezkompromisowość, ale też oskarżane o chłód oraz nadmierne przywiązanie do stylu.

„Jej piekło” prawdopodobnie również nie będzie filmem dla każdego. Właśnie na tym polega jednak jego siła. Refn nie tworzy bezpiecznej historii przeznaczonej do szybkiego obejrzenia i równie szybkiego zapomnienia. Zaprasza widza do świata, który działa przede wszystkim poprzez obrazy, symbole, muzykę i emocje. To propozycja dla osób lubiących kino autorskie, nieoczywiste narracje i filmy, które nie podają wszystkich odpowiedzi. Dla wielbicieli „Drive” będzie to długo wyczekiwany powrót jednego z najbardziej charakterystycznych współczesnych reżyserów. Dla pozostałych – okazja, by wejść do świata, w którym horror spotyka się z operą, a osobiste doświadczenie śmierci przemienia się w widowisko o miłości i pragnieniu ocalenia.

– Chcę dać widzom coś, co będzie im towarzyszyć przez resztę życia. Nie chwilową rozrywkę, ale doświadczenie, które pozostanie z nimi długo po zakończeniu seansu – podsumowuje Refn.

Czy „Jej piekło” rzeczywiście zostanie z widzami na tak długo? Jedno jest pewne: trudno pomylić je z jakimkolwiek innym filmem.

„Jej piekło” można oglądać w kinach od 24 lipca. W obsadzie znaleźli się między innymi Sophie Thatcher, Charles Melton, Kristine Froseth i Diego Calva. Dystrybutorem filmu jest Monolith Films.

Udostępnij