Lifestyle

Jedno słowo może zepsuć komuś dzień, w najgorszym razie zniszczyć życie… Nie lepiej powiedzieć komuś coś miłego?

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
26 września 2017
Fot. iStock / Stockfinland
 

Wstrząsnęła mną sprawa czternastoletniego Kacpra. Chłopak popełnił samobójstwo, ponieważ zaszczuli go rówieśnicy. Tylko dlatego, że był inny… Nie! Wróć… inny to nie jest odpowiednie słowo. Był takim samym – normalnym – nastolatkiem jak jego koledzy. Może inaczej się ubierał, może bardziej dbał o siebie. Nazywano go gejem. Nie ma znaczenia, czy nim był. Liczy się fakt, że tak bardzo zatruto mu życie, że postanowił z nim skończyć.

Od kilku dni wielką popularnością cieszy się w Internecie fragment programu telewizyjnego w którym nieobyta w świecie dziewczyna wyznaje, że jej ulubionym gatunkiem ryb są… filety. Czytam komentarze pod tym filmikiem i … „kretynka” to jedno z najbardziej łagodnych określeń. Wylały się na nią takie wiadra pomyj, że niejeden by tego nie zniósł. Rzecz jasna stacja oczarowana popularnością filmu postanowiła opublikować kolejne fragmenty z „mądrościami” tej dziewczyny. Wszystko ku uciesze gawiedzi tak, by dziewczynę ośmieszyć jeszcze bardziej.

Kolejny przypadek to moja znajoma, która wzięła udział w innym programie telewizyjnym. To wspaniała, mądra, wrażliwa dziewczyna i jestem zaszczycony mogąc nazywać się jej znajomym. Może nieco zbyt wrażliwa, co rzecz jasna z całą brutalnością postanowiła wykorzystać stacja TV. To jak została przedstawiona w programie nie ma nic wspólnego z tym jaka jest naprawdę. A nie muszę chyba pisać, że nie przedstawili jej w korzystnym świetle. I znowu… w Internecie pojawiły się komentarze, które ranią.

Sam jakiś czas temu zostałem zakwalifikowany do programu telewizyjnego. Pierwszego dnia – jeszcze podczas castingu podpisałem w ciemno umowę, w której był zapis, że jeśli z mojego powodu zdjęcia nie zostaną dokończone, będę zmuszony ponieść karę finansową w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Podpisałem. Dopiero później okazało się, jak bardzo ten program jest reżyserowany i jak bardzo… nie podoba mi się sposób, w jaki chciano mnie przedstawić. Ja mam to szczęście, że pochodzę z prawniczej rodziny i… udało mi się „wymiksować” z tego programu. W przeciwnym razie też musiałbym się mierzyć z setkami nieprzychylnych komentarzy. Każdy mógłby mnie anonimowo i bez konsekwencji… obrzygać.

Zastanawia mnie dlaczego z taką łatwością przychodzi nam szastanie opiniami na temat innych. Dziwi mnie, że komukolwiek chce się tracić czas, by wypisywać komentarze pełne jadu. Nie jestem w stanie pojąć co to ma na celu? Przecież życie byłoby o wiele piękniejsze gdybyśmy pisali tylko słowa miłe – pochwały, wyrazu uznania, komplementy, a jeśli ktoś wyda nam się niesympatyczny, niezbyt bystry – spuszczalibyśmy na to kurtynę milczenia.

Nie mogę pojąć, co kieruje ludźmi, którzy wypisują w Internecie tak straszne rzeczy. Czy to poczucie frustracji, że komuś innemu się udało, a mnie nie? Czy satysfakcja, że oto pojawił się ktoś, kto jest być może głupszy od nas samych? Czy to nuda tak bezbrzeżna… Nie wiem! Przecież z nudów można zrobić dziesiątki dużo bardziej konstruktywnych rzeczy. A przy tym nikogo nie ranić.

Słowa, które rzucamy często bezrefleksyjnie mają olbrzymią moc. Nawet te wypowiedziane nieopatrznie mogą zniszczyć komuś życie. Rozumiem, że w Internecie nie dowiemy się, jaki przyniosły efekt. Chyba, że będzie on tak tragiczny jak w przypadku nastoletniego Kacpra. Jest dużo większa szansa, że to słów wypowiedzianych w życiu codziennym będziemy żałować. Słów, których, kiedy już pójdą w eter, nie da się odwołać czy zapomnieć. Takich, że gdy już padną – nic nie będzie takie jak przedtem. Tak jest – słowa mogą zniszczyć wiele. Nawet w miłości – bywają afrodyzjakiem, ale i katem dla uczucia.

Pamiętajcie o tym, że jeden pozornie niewinny, często w afekcie napisany komentarz, jedno słowo za dużo może w najlepszym przypadku zatruć komuś dzień, a w najgorszym – zniszczyć całe życie. I po co wam świadomość, że jesteście tego sprawcami? Nie lepiej napisać komuś coś miłego?


Lifestyle

„Od jakiegoś czasu randkuję. Wróciłem do życia i zacząłem umawiać się… na randki”

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
29 września 2017
Fot. istock/ookawaphoto
 

Od jakiegoś czasu randkuję. Wróciłem do życia i zacząłem umawiać się… na randki. Pewnie pomyślicie, że to już desperacja, ale nie… to tylko ciekawość. Tinder, Sympatia, Znajomi, Własna inicjatywa…

Tinder…

Sympatyczna blondynka, lat 30. Hipnotyzujące niebieskie oczy. Zdjęcia zdecydowanie przykuwające uwagę, ale to nie wszystko. Napisała, że lubi kino, teatr – książki… Cudownie! No i te oczy…To one mnie oczarowały. Pisaliśmy ze sobą przez kilka dni i w końcu zaproponowałem spotkanie.

Wybrałem bardzo dobrą cukiernio-kawiarnię, którą otworzyła w Gdyni niedawno gwiazda MasterChefa.  Byliśmy umówieni na 17.00, byłem chwilę przed czasem. Spóźniła się kilka minut. Żaden problem… Smakowitości w witrynach bez liku. Pięknie pachnie kawą… Wręczyłem kwiatki… uśmiecha się do mnie uroczo.
– Czego się napijesz?
– Wody.
– Jasne… żadnej kawy, ciastka, nic?
– Nie, nie wolno mi. Kawa podnosi ciśnienie, a ja i tak mam problemy z ciśnieniem. Generalnie ostatnio u mnie ze zdrowiem nie najlepiej. A te ciastka to wiadomo z czego zrobione? Z jakich składników?! Ja to nie ufam takiemu jedzeniu na mieście. Samemu trzeba robić, tylko czasu nie ma. W pracy siedzę całymi dniami. Ledwo na spotkanie z Tobą czas znalazłam. No widzisz i tak z wywalonym jęzorem tu dobiegłam, a Ty co zamawiasz?
– Nooo… tam jest taki apetyczny torcik i kawę.
– Nie powinieneś. Cukier! Cukier tak naprawdę nie jest nam do niczego w życiu potrzebny. Nie dostarcza niczego poza energią. Daruj sobie to ciastko. Kawa, kawa.. spoko… o ile zdrowy jesteś i nie masz – jak ja – problemów z ciśnieniem.
– Prawdę powiedziawszy… miewam…
– I kawę chcesz pić? Wiesz co… ja odpowiedzialnego faceta szukam! Nic z tego nie będzie. Ja… czasu nie mam. Wstała od stolika… i ruszyła do wyjścia.

Nieodpowiedzialny ja!

Sympatia…

„Kobieta jest jak lilia – subtelny nie ośmieli się jej tknąć, a przyjdzie osioł i zeżre” i tyle. Nie napisała o sobie nic więcej. 30 lat, sylwetka lekko puszysta – zaznaczyła w kwestionariuszu.
Do tego tajemnicze, czarno-białe zdjęcia. Napisałem… odpisała po kilku tygodniach. Wymieniliśmy kilka wiadomości. W końcu umówiliśmy się na sobotę… mieliśmy iść zjeść razem śniadanie i przejść się plażą z Sopotu do Gdyni. Podobno bardzo lubi spacery 🙂

Byliśmy umówieni na Monciaku o 10.00. Jak zwykle byłem przed czasem… bukiecik różyczek kupiłem dzień wcześniej. I… pierwsza „wtopa” zaliczona już na starcie.

– Przyszłam z mamą. Nie chciałam, żeby sama siedziała. Nie będziesz miał nic przeciwko?
– Nie. Jasne, że nie… tylko bukiecik mam tylko jeden 🙁 I szybka kalkulacja w głowie komu wypadałoby go wręczyć. Matce? Córce? Wręczyłem matce, przeprosiłem, wyszedłem, pobiegłem po drugi. Na szczęście kwiaciarnia niedaleko, szybko biegam 🙂 Wracam. Panie piją kawę.
– Przepraszam. Już jestem – to dla Ciebie.
Uśmiech. Jest miło…
– Zamówiły… i teraz jak mam mówić… Panie? Na randce..? W głowie mętlik…. Zamówiły już Panie coś na śniadanko?
– Nie, nie… dziękujemy. My tylko po kawusi. Śniadania jadamy w domu – odpowiada matka
– Tak, tak – potwierdza córka.
– Rozumiem… a czy pozwolą Panie, że ja jednak coś zjem? Nie jadłem śniadania w domu. Trening rano, szybki prysznic, ubrałem się i jestem.
– Oczywiście – odpowiada matka
– Tak, tak – potwierdza córka.
– Czym się Pan zajmuje? – pyta matka. Córka milczy.
– Marketingiem, PR-em.
– Czym? – pyta matka?
– Powiedzmy, że reklamą… – tak będzie łatwiej.
– Aha. Reklam to my nie lubimy. Przełączamy zawsze jak oglądamy seriale. Napchają ich tyle że serial 20 minut trwa godzinę. Nie lubimy – mówi matka
– Tak, tak – potwierdza córka.
– A Ty? Czym się zajmujesz? – pytam córkę…
– Córka skończyła uniwersytet z wyróżnieniem. Pedagogikę wczesnoszkolną, bo bardzo lubi dzieci. Będzie wspaniałą matką – mówi matka
– Tak, tak – potwierdza córka.
– Rozumiem. Czyli pracujesz w przedszkolu, tak?
– Córka nie pracuje. Sensownej posady nie było. Rozglądamy się. Ale jaki to sens już teraz, jak zaraz mąż, dzieci pewnie będą… – mówi matka.
– O! Czyli jest już jakiś kandydat, tak? – pytam rozbawiony…
– Rozglądamy się – odpowiada matka
– Tak, tak – potwierdza córka.
– A na tej reklamie to dużo można zarobić? – próbuje sondować matka
– Bardzo różnie. Ja nie narzekam.
– Ale „nie narzekam” to ile? – nie odpuszcza matka
– Przepraszam, ale naprawdę będziemy teraz rozmawiać o pieniądzach? Jest piękna pogoda, sobota, pyszne jedzenie… Naprawdę nie brakuje mi pieniędzy.
– Dobrze, nie chce Pan powiedzieć, to nie… – odpowiedziała nadąsana matka.

Od tej pory rozmowa z mamą niespecjalnie się kleiła. Była wyraźnie obrażona. Córka z którą byłem – tak naprawdę – umówiony nie odezwała się niemal przez cały czas. Po jakimś kwadransie Panie postanowiły się zbierać. Zapytałem co z naszym spacerem – przecież mieliśmy iść plażą do Gdyni.
– Mamusię bolą nogi – odpowiedziała po raz pierwszy córka.
– Rozumiem…
Uregulowałem rachunek i wyszliśmy. Każdy poszedł w swoją stronę… Panie nie chciały, żebym je odwiózł.

Znajomi…

Moi znajomi od dłuższego czasu upierali się, że mają dla mnie idealną dziewczynę. Długo się opierałem. Nie chciałem być swatany. Oni natomiast wykazywali się w tej kwestii uporem, gorliwością i zaangażowaniem. Nie odpuszczali i wspominali o Ance przy każdym spotkaniu, niezależnie od tego czy była ku temu okazja czy nie. Dla nich – była zawsze! W końcu – nieco dla świętego spokoju poprosiłem o Ani numer telefonu.

Zadzwoniłem. Pomyślałem, że pójdziemy razem do teatru. Ja teatr uwielbiam. Okazało się, że Ania za teatrem nie przepada. Szkoda – pomyślałem. To może kino? Kino też nie. Wolałabym móc z Tobą porozmawiać, poznać się – stwierdziła. Skądinąd – słusznie, choć ja myślałem, że wyskoczymy gdzieś po kinie i… pogadamy. Ale skoro kino odpada to niech będzie od razu jakiś Pub. Zaproponowała mój ulubiony – duży plus.

Umówiliśmy się na 20.00. Byłem o 19.50… czekałem do 20.30. Bezskutecznie. O 20.30 zadzwoniłem. Odrzuciła połączenie. O 20.40 – spróbowałem ponownie. To samo… Po chwili przyszedł sms. „Zmieniłam zdanie. Nie chce mi się wychodzić z domu. To bez sensu. Ty nie możesz być fajnym facetem skoro znajomi szukają Ci laski”.

No cóż… Ty też nie możesz być fajną laską – skoro znajomi szukają Ci faceta – pomyślałem… Mimo to odpisałem… „Przykro mi, że tak myślisz. Nawet nie dałaś mi szansy. Może jednak się zjawisz?”
„Nie. Sorry” – wiadomość przyszła niemal od razu.

Własna inicjatywa…

Od jakiegoś czasu po treningu odwiedzam tę samą kawiarnię. W niektóre dni przesiaduje tam też sympatyczna brunetka. Laptop, tona papierów, terminarze, excel’e… okulary na czubku nosa, gryzie długopis i zabawnie mamrocze coś pod nosem. Lubię siedzieć i ją obserwować. We wtorek nagle spojrzała na zegarek, zgarnęła dokumenty, laptopa do torebki i zaczęła się w pośpiechu zbierać.
Bezczelnie podsłuchiwałem jej rozmowy. Usłyszałem, że zamawia taksówkę.
– Ale jak to? Nie da rady szybciej? To nie, dziękuję. Rezygnuję.
Jedną ręką wybierała kolejny numer, drugą próbowała wyjąć pieniądze z portfela.
– Poproszę taksówkę pod kawiarnię… Tak… 15 minut? Masakra jakaś… No dobrze. Czekam.

I włączył się Maćkowi rycerzyk. Dama w opresji 🙂
– Cześć… jeśli chcesz – mogę Cię podwieźć. Widzę, że bardzo się spieszysz…
– Ale… nie… jak to… noo.. w sumie… spotkanie ważne mam za 10 minut, ale w Gdańsku. Zagapiłam się kompletnie, a będzie cały zarząd i nasi kontrahenci z Norwegii… urwą mi głowę za to spóźnienie.
– Nie ma problemu. I tak jadę do Gdańska – skłamałem.
– Naprawdę? Z nieba mi spadasz…
I pojechaliśmy. Odwołała taksówkę wsiadając do auta. Była bardzo zestresowana spóźnieniem. Mimo to – rozmawiało nam się świetnie. Była zabawna, urocza, z dystansem do siebie. Rozumiała moje żarty. Śmiała się :). Odwiozłem ją na miejsce. Wręczyła mi swoją wizytówkę. Zadzwoniłem następnego dnia i… umówiliśmy się na wieczór. Zarezerwowałem stolik w mojej ulubionej restauracji. Spędziliśmy razem wspaniały czas. Do momentu gdy wyznała mi, że ma męża i dwóch synków.

Dzieci – super… Bardzo lubię dzieci! Tylko ten mąż… nie bardzo…

Cóż… chyba trzeba będzie szukać dalej.


Lifestyle

Damsko-męskie rozmowy: „Nie musisz mi nic tłumaczyć, ja już doskonale wiem, co miałeś na myśli!”. I bądź tu mądry…

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
19 września 2017
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain

Przywiało mnie znad morza w rodzinne strony. Kraków, jedna z galerii handlowych… Miałem wpaść tylko na chwilę po białą koszulę, ale jak to zwykle w takich miejscach bywa – chwila „nieco” się przedłużyła.

Przy kawiarnianym stoliku przysłuchiawłem się dyskusji pewnej pary… Mówili na tyle głośno, że nie dało się nie słyszeć…

Ona – brunetka około 30-tki, zgrabna, na niebotycznych szpilkach – wyraźnie niezadowolona, z grymasem na twarzy.

On – wysportowany facet około 40-tki, wpatrzony w nią – jak w obrazek.

Oboje dobrze ubrani, raczej zamożni…

– Zegarek? Kolejny? Który to już… siódmy? Przecież Ty i tak nosisz tylko jeden.

– Jeden noszę na co dzień… inny do garnituru, inny gdy wychodzimy gdzieś razem…

– No dobra, to trzy… ale po co ci kolejne?

– A po co ci kolejna para butów? Ile ich masz? Kilkadziesiąt! A i tak chodzisz tylko w kilku.

– No wiesz? – prychnęła – to był szczyt chamstwa!

– Ale co takiego? – przecież mówię jak jest.

– Nie będę chodziła ubrana jak twoja matka… wiecznie tylko w jednych?!

– Ale co do tego ma moja matka? Nikt nie mówi o tym, że masz mieć jedne…

– Bo ty taki jesteś, właśnie… Ty tak zawsze! Wypominać mi będzie – burak!

– Ja ci nic nie wypominam, ja tylko podałem przykład…

– Tak! Przykład… przykład to ja ci mogę dać! Karol – mąż Moniki – jego możesz brać za przykład. Mają nowe auto, wrócili właśnie z Zanzibaru, a jeszcze Monika mi „wyjeżdża”, że dom będą budować! Działkę kupili… I to jest facet, a nie… kolejny zegarek!

– Ale ja lubię nasze mieszkanie. Dla nas jest wystarczające.

– Dla ciebie jest wystarczające! Porządnej garderoby nie ma… i kto to widział, żeby się gnieść na 60 metrach!

– Sześćdziesiąt metrów dla dwóch osób…

– Tak, teraz mi wyjedź znowu z dziećmi… Dwie osoby, dwie osoby… znowu ten sam temat!

– Ale ja przecież…

– Już ja wiem co ty przecież! Już ja cię znam! Gdybym miała odpowiedzialnego faceta! Takiego jak Anka na przykład… co to o rodzinę zadbać potrafi, posprząta, ugotuje i nawet nie ma nic przeciwko, żeby Anka do SPA z nami pojechała… to może bym się zdecydowała! A przynajmniej zastanowiła!

– Przypominam ci, że Marcin nie pracuje. To Anka ich utrzymuje. Serio, chciałabyś, żebym zajął się domem? Naprawdę wierzysz, że bylibyśmy w stanie przeżyć z twojej pensji?

– A ten ciągle swoje… w kółko i w kółko… tylko pieniądze i pieniądze!

– Nie o to mi chodziło. Ja tylko…

– Co tylko, co tylko…? Boże! Nawet wysłowić się nie potrafisz! Jednego sensownego zdania. Czytasz za mało! Widziałeś, ile Karolina i Mariusz mają książek? I on je czyta! I można z nim porozmawiać na każdy temat – taką ma wiedzę!

– Ale przecież ja też czytam…

– Ta… czytasz… w kółko o wojnie i o wojnie… nic innego. Ciągle tylko Hitler, obozy i II wojna światowa.

– Bo to mnie interesuje…

– No właśnie! Żadnych innych zainteresowań! Kamil – no wiesz… drugi mąż Baśki… na crossfit chodzi i ciało ma takie… Baśka nam zdjęcia pokazywała… Twierdzi, że to jego pasja! Nie to co ty… dziadziejesz… ani sylwetki, ani zainteresowań…

– Kochanie, skoro jestem taki beznadziejny, gruby, brzydki, nie zajmuję się domem, źle zarabiam i jestem przygłupi, to dlaczego ty ze mną jesteś? Może znajdź sobie jakiegoś…

– Ale ja ciebie kocham, głupolu! Poza tym… nikt inny by ze mną nie wytrzymał!

Co prawda, to prawda… pomyślałem. Dopiłem kawę i ruszyłem na poszukiwania kolejnych spinek do koszuli. Trzeba korzystać póki nie ma żony z pretensjami, że to osiemnaste. Policzyłem 😉


 

Chcesz poznać męski punkt widzenia na babskie sprawy – napisz:  [email protected]