Lifestyle

Jazda konna – jak się przygotować do konnej jazdy, co trzeba wiedzieć? Poradnik dla początkujących

Redakcja travelduck.pl
Redakcja travelduck.pl
2 czerwca 2020
Fot. Materiały prasowe
 

Jazda konna w Polsce ma wielowiekowe tradycje. Kiedyś zarezerwowana dla elity, dziś zdobywa popularność wśród przedstawicieli różnych środowisk. Chcesz dołączyć do klubu jeździeckiego? Zobacz, co musisz wiedzieć, nim pierwszy raz siądziesz w siodle.

Jeżeli zastanawiasz się, czy zacząć jeździć konno, nie trać czasu na rozterki, tylko poszukaj najbliższej stadniny! Jazdę konną Polacy mają w zasadzie we krwi. Sporty konne mają źródła w ćwiczeniach wojennych kawalerii. Polacy mają tutaj swoje zasługi, ponieważ do XVII w. polska jazda była jedną z najlepszych w Europie. Przez lata uważano ją za wzór do naśladowania ze względu na fakt, iż ukończyła wszechstronną szkołę sztuki jeździeckiej.

Owa sztuka w okresie międzywojennym służyła wyczynom sportowym. Niestety rozbiory zahamowały passę, a polscy jeźdźcy nie zdążyli rozwinąć w pełni skrzydeł, nim wybuchła II wojna światowa. W ciągu ostatnich kilku lat jeździectwo znów stało się popularne.

W 2013 r. Polski Związek Jeździectwa szacował, że nad Wisłą konno jeździ około 300 tysięcy osób, w tym 30 tysięcy to osoby czynnie związane ze sportem konnym i zarejestrowane w Polskim Związku Jeździeckim: zawodnicy, sędziowie, gospodarze toru, delegaci techniczni, weterynarze, posiadacze odznak jeździeckich i szkoleniowcy. Liczba osób jeżdżących, przynajmniej okazjonalnie, ciągle rośnie.

Nawet w mniejszych miastach nietrudno znaleźć szkółkę jeździecką. Coraz więcej ośrodków agroturystycznych oferuje także możliwość skorzystania z jazd konnych, rajdów konnych czy przejażdżek konnych dla dzieci. W wielu domach pojawia się także spełnienie marzeń każdego dziecka – koń na biegunach.

Fot. Materiały prasowe

Początki jazdy konnej

Jazda konna to sport, a każda dyscyplina wymaga licznych treningów, aby osiągnąć perfekcję. Nim przyjdzie czas na kilkugodzinny rajd konny w dzikich ostępach, trzeba spędzić kilkanaście godzin z instruktorem. Pierwsze zajęcia to czas na oswojenie się z potężnym zwierzęciem i naukę współpracy. To również chwila, by dowiedzieć się, jak opiekować się koniem, jak go czyścić, siodłać i jak dbać o sprzęt jeździecki.

Wstępne lekcje odbywają się z udziałem lonży, na której trener trzyma konia. Dzięki tej przytwierdzonej do końskiego wędzidła linie ma on możliwość zapanowania nad koniem w czasie, gdy początkujący jeździec się pogubi i nie poradzi sobie z okiełznaniem rumaka. Na wstępnych spotkaniach koń porusza się stępem (czterotaktowy chód konia, najwolniejszy), nie przechodząc w kłus (dwutaktowy chód konia, odpowiednik ludzkiego truchtu).

Początkowe zajęcia są czasem na dokładne wytrenowanie dosiadu. To nic innego, jak trzymanie odpowiedniej pozycji na koniu. Dzięki niej możliwe jest optymalne rozłożenie ciężaru i zachowanie równowagi, umożliwiające kontrolę nad ruchami konia i podążanie za nimi. Dalsza nauka możliwa jest tylko po opanowaniu dosiadu, który jest sednem jazdy konnej.

Fot. Materiały prasowe

Nawet bardziej doświadczeni jeźdźcy raz na jakiś czas wracają na tak zwaną lonżę dosiadową, by pod okiem ekspertów utrwalić sylwetkę. Początki jazdy konnej dla dzieci wyglądają tak samo, z tym, że maluchy zaczynają od jazdy na lonży na kucyku. Po zaliczeniu lonży dalsza nauka przebiega stopniowo.

Aby zacząć galopować, niezbędne jest opanowanie anglezowania (rytmicznego unoszenia się i opadania na siodło), kolejno czas na poruszanie się kłusem. Nim przyjdzie czas na cwałowanie, czyli najszybszą odmianę chodu końskiego (używanego przede wszystkim na wyścigach), trzeba “rozjeździć” się po ujeżdżalni. W międzyczasie warto także nauczyć się, jak zachować się w czasie upadku z konia, by zminimalizować ryzyko urazów.

Jazda konna dla dzieci i dorosłych

Jeździectwo to hobby, na które pozwolić może sobie coraz więcej Polaków. Godzina nauki jazdy konnej wcale nie jest droższa niż kurs gry w tenisa czy pływania. Jej cena waha się od 25 do 60 PLN za godzinę. Wiele szkółek oferuje często zniżki dla osób, które decydują się na wykupienie całego kursu lub okazyjne stawki, gdy kupią od razu karnet na kilka jazd z góry.

Mitem jest też stwierdzenie, że na początek trzeba wydać kilkaset złotych na wyposażenie. Początkujący jeździec musi mieć jedynie kask (nie toczek, który jest eleganckim nakryciem głowy, ale jej absolutnie nie chroni), którego nie trzeba od razu kupować. Wiele stadnin oferuje bezpłatne wypożyczenie tego ochraniacza na głowę na czas zajęć. Resztę umundurowania warto kupić, gdy już całkowicie połknie się jeździeckiego bakcyla.

Na początek wystarczą zwykłe przylegające, zapewniające swobodę ruchów spodnie (dobrze sprawdzają się legginsy lub getry) i sportowe buty (idealnie, gdy nie mają sznurowadeł, które mogą zaplątać się w strzemię).

Jeżeli chcesz jeszcze bardziej zaoszczędzić na nauce jazdy, możesz popytać w szkółkach, czy mają opcję barterową. Niektóre oferują darmowe jazdy w zamian za pielęgnację koni i czyszczenie boksów. Kiedy już jazda konna wejdzie w krew, śmiało możesz kupić używany sprzęt.

Fot. Materiały prasowe

W przypadku jazdy konnej nie ma limitu wieku. Zacząć jeździć można zarówno w przedszkolu, jak i na emeryturze. Pierwszy raz w siodle można odbyć już około trzeciego roku życia. Zazwyczaj do ukończenia 7 lat jazda konna dzieci odbywa się na kucyku. Nastolatki i starsi zaczynają od razu od jazdy na pełnowymiarowym koniu. Choć wiek nie jest kryterium, by trenować jeździectwo, warto jednak być w dobrej kondycji fizycznej.

Osoby, które mają problemy z kręgosłupem, powinny odpuścić sobie wskakiwanie na siodło, by nie pogorszyć stanu zdrowia. Przed pójściem na zajęcia z jazdy konnej trzeba sprawdzić, czy nie ma się uczulenia na końską sierść lub siano. Lekarz doradzi, czy mając alergię, można wspomóc się lekami przeciwhistaminowymi, czy ze względu na zagrożenie gwałtowną reakcją alergiczną lepiej porzucić marzenia o jeździectwie.

Idealna szkółka jazdy konnej

Przed rozpoczęciem nauki jazdy konnej warto zapoznać się z ofertą szkółek i klubów jeździeckich. Takich miejsc w Polsce nie brakuje. Nim zdecydujesz się na wykupienie kursu, rozejrzyj się uważnie po okolicy. Dobrze, jeżeli stadnina położona jest w bliskiej odległości od domu/pracy lub można do niej łatwo dojechać. Dobrze także, jeżeli ceny są rozsądne.

Jednak to nie lokalizacja i koszty powinny decydować o wyborze miejsca nauki jazdy konnej. W początkowej fazie wyboru z pomocą przychodzi internet. W sieci można znaleźć opinie na temat szkółek jazdy. O takich miejscach zwykle co nieco wiedzą także lokalni weterynarze.

Dużo o jakości stadniny mówi kondycja zwierząt. Jeżeli konie wyglądają na zdrowe, są zadbane i przyjaźnie strzygą uszami lub szukają kontaktu z człowiekiem, to dobrze świadczy o ich właścicielach. Warto przyjrzeć się zachowaniu koni nie tylko w stajni, ale i przy siodłaniu i pracy z jeźdźcem. Dobrze ułożone i ujeżdżone rumaki oraz klacze bez problemu dają się osiodłać, nie kłapią zębami, nie złoszczą się, słuchają poleceń i nie brykają.

W czasie obchodu po stadninie, zwróć uwagę nie tylko na zwierzęta, ale i na stan infrastruktury. Brudne boksy, liche budynki, ujeżdżalnia wyglądająca jak nieogrodzona łąka czy grząski teren otoczony sznurkiem to nie najlepsza rekomendacja. Znacznym minusem jest brak zadaszonej ujeżdżalni – ogranicza korzystanie z jazdy konnej w niepogodne dni.

W dobrej stajni konie są zadbane, otoczenie dobrze utrzymane, a sprzęt wysokiej jakości. O poziomie szkółki świadczą przede wszystkim… siodła. To od nich w dużej mierze zależy bezpieczeństwo i komfort jazdy. Popękane i łatane nie spełniają poprawnie swojej funkcji.

Fot. Materiały prasowe

Zbyt luźne, rozciągnięte puśliska (element siodła, który przytwierdza strzemiona) sprawiają, że nie da się ich przystosować do wzrostu jeźdźca, co może znacząco utrudniać jazdę. Sprawdzając stan siodeł, dobrze jest także zerknąć na ogłowie, czyli uprząż na głowę konia z wędzidłem wkładanym do pyska zwierzęcia – przetarta, często zszywana może uniemożliwić panowanie nad wierzchowcem.

Dobrą szkółkę jeździecką tworzą także instruktorzy. Najwięcej nauczyć mogą ci utytułowani, dlatego nie zaszkodzi sprawdzić, czy mają na swoim koncie osiągnięcia jeździeckie. Nie zawsze jednak same medale są gwarancją sukcesu dydaktycznego.

Jeżeli nad kontakt z uczniami trenerzy przedkładają wpatrywanie się w smartphona lub rozmowę przez telefon, lepiej omijać ich szerokim łukiem. Fachowcy potrafią znaleźć wspólny język z dziećmi i dorosłymi, motywują i pokazują, nie gnębią i mają pomysł na interesujące prowadzenie lekcji.

Zbawienna hipoterapia

Od ponad 50 lat jazda konna zalecana jest osobom cierpiącym z powodu:

  • autyzmu,
  • ADHD,
  • urazowych uszkodzeń mózgu, rdzenia kręgowego,
  • porażenia mózgowego,
  • rozszczepienia kręgosłupa,
  • udaru,
  • stwardnienia rozsianego,
  • dystrofii mięśniowej.

Hipoterapia to wyjątkowa forma rehabilitacji wieloprofilowej (psychoruchowej), która równocześnie pobudza psychicznie, psychomotorycznie, sensorycznie i społecznie. Terapii mogą być poddawane osoby w każdym wieku. Delikatne, harmonijnie poruszające się, inteligentne zwierzęta sprawiają, że siedzący na nich pacjenci się uspokajają.

Jeździecki savoir vivre

Hippika to nie tylko sport, ale i pewna etykieta. Aby być dobrym jeźdźcem, trzeba przyswoić zasady odpowiedniego zachowania się w stajni i poza nią. Oto najważniejsze z nich:

  • nigdy nie podchodź do konia od tyłu – koń nie widzi, co dzieje się za jego zadem i zaskoczony/przestraszony może kopnąć,
  • przed wejściem do boksu zawołaj konia po imieniu – nagłe wtargnięcie bez ostrzeżenia może go spłoszyć,
  • zaprzyjaźnij się z wierzchowcem – konie uwielbiają głaskanie i smakołyki, jeżeli opiekun wyrazi zgodę, warto przynieść przysmak,
  • siodłaj i czyść konia tylko jego akcesoriami – w stadninie każdy koń ma przypisane do siebie, odpowiednio wyregulowane siodło i własny sprzęt do czyszczenia,
  • przygotowanego rumaka prowadź po swojej prawej stronie, trzymając kantar w prawej dłoni,
  • na konia wsiadaj/zsiadaj z niego z lewej strony, przekładając najpierw lewą nogę,
  • zawsze przepuszcza się osoby jadące szybciej.

Koń to wspaniałe, mądre zwierzę, które od wieków towarzyszy człowiekowi. Kontakt z nim to okazja do rozwinięcia się fizycznie i psychicznie. Liczne zalety jeździectwa sprawiają, że stale przybywa amatorów jazdy konnej.

Materiał prasowy Travelduck


Lifestyle

Menu na home office – jak odżywiać się z głową pracując zdalnie?

Redakcja
Redakcja
2 czerwca 2020
Fot. iStock
 

Pomimo cyklicznego znoszenia obostrzeń wielu z nas wciąż pracuje w trybie zdalnym. A to z kolei stanowi nie lada wyzwanie dla naszej codziennej diety. Inaczej bowiem komponujemy menu zabierane do firmy, inaczej podejść należy do planowania posiłków, pracując w domowym zaciszu. W obu jednak przypadkach kluczem jest zbilansowana dieta, zapewniająca siłę i energię na cały dzień intensywnej pracy.

Praca wykonywana zdalnie wymaga nie tylko zdyscyplinowania i sumienności w realizowaniu zawodowych obowiązków, ale i subordynacji względem racjonalnego odżywiania. Duże ryzyko podjadania kalorycznych i bezwartościowych przekąsek, bagatelizowanie regularnego spożywania posiłków czy wręcz ich pomijanie, to tylko niektóre błędy o jakie nietrudno, zwłaszcza pracując
w trybie home office. Jak zatem zaplanować jadłospis na tę okoliczność? Poznaj kilka patentów, by dobrze się czuć i uniknąć nadprogramowych kilogramów.

Energia na start  

Cały plan spali na panewce, jeśli nie zadbasz o to, by jeść regularnie. Idealny cykl to 4-5 posiłków dziennie, spożywanych co mniej więcej 3 godziny, do tego solidna dawka płynów dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Pamiętaj, że nawadniamy się nie tylko pijąc wodą mineralną czy herbatę, ale także spożywając owoce i warzywa. Warto sięgać zwłaszcza po te, które zawierają w sobie dużo wody, np. ogórek, truskawki czy arbuz. O czym jeszcze nie można zapominać? Niezależnie czy pracujesz w domu czy już w biurze, nigdy nie pomijaj śniadania, starając się zjeść je do godziny po przebudzeniu. W roli pierwszego posiłku świetnie sprawdzi się ciepła, energetyczna owsianka, której przygotowanie zajmie kilka minut. Bogate w błonnik płatki owsiane ugotowane na mleku roślinnym, do tego banan, suszona żurawina, starta gorzka czekolada i pyszne śniadanie gotowe! W wersji bardziej pożywnej użyj orzechów, startego jabłka oraz garści sezonowych owoców – gwarantujemy, że owsiance z truskawkami nie sposób się oprzeć.  Pamiętaj tylko, by swoje płatki dzień wcześniej wieczorem zalać wodą, wówczas zwiększą swoją objętość i rano będą bardziej sycące.

A jaki mniejszy posiłek zafundować sobie na drugie śniadanie? Zważywszy, że powinno ono stanowić ok. 10 % dziennej dawki kalorycznej, postaw na mniej obfite, ale równocześnie pełnowartościowe rozwiązanie, takie jak np. smoothie. – Gdy pracujemy w domowych warunkach, zależy nam na jak najszybszym przygotowaniu posiłków. Dlatego też, tak chętnie wybieraną opcją na właśnie drugie śniadanie jest smoothie – mówi Katarzyna Głębocka, ekspert marki Eisberg, producenta świeżych sałatek typu convenience i warzyw. Mając świeże warzywa: jarmuż, szpinak, rukolę, sałatę rzymską i marchewkę, w postaci np. naszej gotowej mieszanki Green Drink, wystarczy dodać banana i wodę, a pożywne i pełne witamin drugie śniadanie gotowe. Potrzebujesz tylko blendera i dosłownie kilka minut oderwania się od pracy. Oczywiście do mieszanki możesz dorzucić też awokado, kiwi, pomarańczę, spirulinę czy starty imbir. Inwencja jest już po Twojej stronie – dodaje ekspert marki Eisberg. A jak poradzić sobie z podjadaniem? Tu z pomocą przychodzą także warzywa, które uprzednio możemy pokroić w słupki. Świetnie sprawdzą się także chipsy, przygotowane z batatów czy modnego jarmużu. Tutaj dodatek stanowić może domowy hummus z ciecierzycy i pestkami dyni.

W roli obowiązkowej pozycji w codziennym menu, zwłaszcza wiosenno-letnią porą, idealnie odnajdą się lekkie sałatki. Wówczas bazę stanowią mieszanki sałat, a wśród nich wybór jest naprawdę bogaty. – Konsumenci chętnie sięgają po zdrowe i świeże sałaty zarówno w formie miksów, jak i monoproduktów, takich jak rukola, roszponka czy szpinak. Wśród mieszanek najpopularniejsze są te z rukolą, roszponką, szpinakiem i burakiem czerwonym – zauważa Katarzyna Głębocka. Uzupełnieniem pożywnej sałatki może być tofu czy ser kozi, pieczone bataty lub marchewka oraz obowiązkowo różnorodne orzechy i wszelkiej maści pestki.

Sałatka w stylu toskańskim

Fot. Materiały prasowe

Składniki:

  • 1 woreczek mieszanki sałat z rukolą np. Toscana mix marki Eisberg
  • 5 pomidorków koktajlowych
  • 5 czerwonych winogron
  • 100 g koziego sera
  • ½  czerwonej cebuli
  • 50 g kiełków jarmużu

Dressing:

  • 50 ml dressingu np. Dressingu French marki Eisberg
  • sól

Przygotowanie:

Gotową mieszankę sałat np. Toscana mix ułożyć w miseczce. Warzywa i owoce umyć, cebulę i ser pokroić w kostkę, a pomidorki i winogrona na połówki. Wszystkie składniki połączyć, delikatnie posolić i polać gotowym dressingiem np. Dressingiem French Eisberg.

Artykuł Partnera


Lifestyle

Błędy, jakie popełniasz w związku z „toksykiem”. Na nowo przejmij odpowiedzialność za swoje życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 czerwca 2020
Fot. iStock/martin-dm

Jeśli jesteś w związku z toksycznym partnerem i ta relacja trwa już dłuższy czas, prawdopodobnie zaczynasz uświadamiać sobie, że udane partnerstwo wygląda nieco inaczej. Zastanawiałaś się, gdzie popełniłaś błędy, które doprowadziły do tej katastrofy? Przede wszystkim, bądź ostrożna z tą negatywną samooceną. To, że jeszcze nie odeszłaś jest oczywiście konsekwencją postawy, którą przyjęłaś oraz samego charakteru tej relacji. Tak to już jest z miłością „toksyków”: różne mechanizmy, z których początkowo nie zdajesz sobie sprawy, manipulacja i brak jasno ustalonych przez ciebie granic sprawiają, że im dłużej jesteście razem, tym trudniej ci zawalczyć o siebie.

Warto zatem zdać sobie sprawę z tego, co w twoim zachowaniu sprawiło (lub nadal sprawia), że nie potrafisz podjąć decyzji o rozstaniu. Najczęściej dzieje się tak dlatego, że:

1. Zbyt szybko angażujesz się emocjonalnie

Oczywiście, miłość zazwyczaj jest spontaniczna i nieokiełznana. Ale toksyczni partnerzy mają specjalny dar, który sprawia że do nich lgniemy. Okazują zainteresowanie, uczucie, czułość, ciepło. Pokazują, że druga osoba jest dla nich wszystkim. Początkowo, związek z toksykiem przypomina intensywnością uczuć i zachwytów disnejowskie bajki. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i wydaje ci się, że jest tak, jak powinno być. Nim się spostrzeżesz, jesteś bardzo silnie związana emocjonalnie z osobą, której nawet dobrze nie znasz. A ona, ze swojej strony, to gwałtownie rozluźnia, to znów zacieśnia te więzi… Są więc momenty, w których czujesz się niesamowicie kochana i takie, w których za uczuciem bycia „ważną” bardzo tęsknisz.

2. Nie masz oczekiwań

Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to, by spodziewać się, że związek odmieni na lepsze całe twoje życie. Ale wchodząc w relację musimy jednak trzymać się jakichś własnych, wewnętrznych standardów, poczucia godności. W toksycznym związku, oczekiwania scedowane są tylko na jedną stronę. Twój partner ma je wobec ciebie i są one bardzo wysokie: pewnych rzeczy ci po prostu nie wolno… Powinnaś być dokładnie taka, jak on tego chce.

Sama w końcu budzisz się z niczym, pragnąc tylko jednego: żeby on chciał być z tobą. Bo wtedy czujesz, że jesteś coś warta. Co się stało z twoimi oczekiwaniami, marzeniami? Nie wiesz. Ważne jest to, czego on chce.

3. Izolujesz się

Na prośbę (lub sugestię) partnera, który zarzuca ci, że poświęcasz mu mniej czasu niż swoim przyjaciołom i rodzinie, ograniczasz kontakt z bliskim, odcinając sobie w ten sposób źródło ewentualnej pomocy i dostęp do „głosu rozsądku”. Nie widzisz, że powoli tracisz kontakt z rzeczywistością. Żyjesz w jakimś alternatywnym świecie. Świecie, w którym wszystko jest idealne, dopóki postępujesz tak, jak on tego chce.

4. Wypierasz

Ignorujesz wszelkie instynkty samozachowawcze. Uciszasz głos rozsądku, który mówi ci, że coś jest nie tak, że nie jesteś szczęśliwa. Że dzieje ci się krzywda. Że partner nie powinien mówić do ciebie w „taki sposób”. Że twoje poczucie winy jest niepotrzebne. Że nie robisz nic złego, a jednak on sprawia, że czujesz się złą żoną, partnerką, matką. Wmawiasz sobie, że to on ma rację. Że powinnaś starać się bardziej, być lepsza.

5. Pozostajesz bierna

Wydaje ci się, że na nie masz wpływu na swoje życie, że nic nie możesz zrobić, by się uwolnić od tej relacji. Niemoc brzmi w słowach „przecież od niego nie odejdę”. Czy potrafisz podać choć jeden argument za tym związkiem, ważniejszy niż twoje poczucie bezpieczeństwa, wartości i komfortu?

6. Czekasz na zmiany

A one nie nastąpią. Może mówili ci to przyjaciele, może przeczytałaś o tym w poradniku, może usłyszałaś od psychologa. Może wiesz o tym z doświadczenia. A jednak coś każe ci wierzyć i czekać. Być przy nim. Trochę boisz się, że kiedy odejdziesz okaże się, że on tak naprawdę nie potrzebował właśnie ciebie, ale kogokolwiek, kto zwróci na niego uwagę i da się wciągnąć w tę sieć zależności emocjonalnej (a może również materialnej).

Nie licz na cud. Ratuj siebie.

 


Zobacz także

Można? Można! Chłopiec na wózku inwalidzkim dotarł nad Morskie Oko i zawstydził wiele osób

W tej historii nie ma katów, nie ma zbrodniarzy, maltretujących swoje dzieci. Jest ciężkie życie, zbyt ciężkie dla dorosłego

Nie rozpamiętuję, nie płaczę, bawię się. Dziękuję moim byłym za lekcje, które mi dali. A ty za co podziękujesz swoim?