Lifestyle REPORTAŻ

Jak zarobić na kobiecie? Szkolenia, katalogi i awanse lepsze od emancypacji, będziesz tańczyć jak ci zagrają

Redakcja
Redakcja
13 października 2015
Fot. iStock
 

Jak zarobić na kobiecie? O, bardzo łatwo. Czasem wystarczy bajkowa wizja szczęścia na wyciągnięcie ręki. Tylko parę spotkań w życzliwym, kobiecym gronie. Kto inny zrozumie cię lepiej? Jeszcze tylko kilkaset złotych na pakiet startowy i  kariera konsultantki stoi przed tobą otworem. Wciągasz się w to i powtarzasz bezkrytycznie te same formułki, które usłyszałaś na szkoleniu. Właściwie to nie było szkolenie, tylko towarzyskie spotkanie z kobietami sukcesu. Jeszcze chwila i ty też będziesz jedną z nich. Ale to nie ty jesteś na scenie, ty możesz tylko tańczyć jak ci zagrają.

Tango Kasi

Kasia uważa, że przynajmniej w jej przypadku kluczowe są jeszcze okoliczności towarzyszące. Jak na przykład taka, że chwilowo nie miała przed sobą żadnych innych perspektyw. Kiedy urodziła dziecko, zrezygnowała z pracy pozostając na utrzymaniu męża. Nie było im ciężko, ale Kasia nie jest przyzwyczajona do tego, że nie zarabia. Ta sytuacja ją przytłaczała. Psychicznie. Ogłoszenie znalazła w internecie, ale o firmie X słyszała już wcześniej od koleżanki. Sprzedajesz znajomym kosmetyki, tylko takie z wyższej półki, masz „kieszonkowe”, a przy okazji dostęp do produktów dobrej jakości. Kupujesz tyle, ile potrzebujesz albo realizujesz zamówienia klientek. Zero ryzyka.

Z pierwszego spotkania wróciła jak nowonarodzona. Mąż nie mógł wyjść z podziwu, jak jedno babskie wyjście i zakupy (nie miał pojęcia, że w torbie znajdują się kosmetyki, na które żona wydała 1000zł) może poprawić humor. A ona miała już w głowie plan. Pokaże teraz wszystkim, jaki ma w sobie potencjał. Zostanie kobietą sukcesu i zrobi karierę w firmie X. A mąż pęknie z dumy.

Umówienie pierwszych spotkań i prezentacja kosmetyków poszły gładko. Kasia szybko „zapunktowała” u swojej przełożonej dobrym wynikiem sprzedażowym już na starcie. Na początku nie zrażało jej, że więcej inwestuje, niż zarabia. Cieszyła się, że jeżdżąc do klientek może zabierać ze sobą dziecko. Było tak rodzinnie, ciepło i kobieco. No i z uśmiechem, ten – najważniejszy.

Z czasem zaczęła coraz częściej uczestniczyć w spotkaniach organizowanych przez firmę, a coraz mniej czasu poświęcać córce i mężowi. Zaniedbywała dom, ale wreszcie miała gdzie założyć elegancką sukienkę, pięknie się umalować. Zakładała czerwone szpilki i z podziwem patrzyła, jak starsze stażem koleżanki odbierają nagrody za swoje wyniki. Przełożona szybko „wyczuła” Kasię. – Widzę, że jesteś ambitna – powiedziała jej któregoś dnia.  – Osiągniesz sukces.

I zaproponowała, by debiutantka podniosła sobie poprzeczkę wyżej. „Tak, żeby się sprawdzić, żeby podjąć wyzwanie”.

Kasia podjęła wyzwanie. Wzięła kredyt (oszczędności się skończyły), osiągnęła wymagany pułap sprzedażowy i zdobyła broszkę. Dziś mówi, że to najdroższa i najbrzydsza ozdoba jaką posiada. A przecież kosztów emocjonalnych nie wliczyła…

Przygoda z firmą X zakończyła się tuż po zdobyciu wymarzonej nagrody. Dzień po uroczystej gali, Kasia dostała telefon z gratulacjami i propozycją kolejnego wyzwania. Odmówiła. I wtedy przestało być miło. Odłożyła słuchawkę i usiadła na dywanie. To był dzień, w którym uświadomiła sobie, że w kosmetyki zainwestowała ponad 11. 000zł nie licząc kredytu na 5000zł oraz dwóch paczek kosmetyków wartych 2000zł, których już pewnie nikomu nie sprzeda. Rozpłakała się. Wieczorem powiedziała o wszystkim mężowi, który nie miał pojęcia o większości jej wydatków. Objął ją ramieniem, wysłuchał i w pierwszym odruchu mało nie zgniótł telefonu Kasi dzwoniącego nachalnie z propozycją kolejnego „wyzwania”. Z kłopotów finansowych wybrnęli we dwójkę.

Smutny walc Barbary

W sieci Kasia znalazła kontakt do Basi, która będąc konsultantką w firmie X zadłużyła się na 25 000zł. – Nie potrafię zrozumieć, jak dałam się w to wciągnąć – mówi Basia. – Może to nie jest biznes dla wszystkich, może ja się po prostu do tego nie nadaję? Żeby spłacić choć część długu, kosmetyki z firmy X sprzedaje na Allegro, po zaniżonych cenach. Oficjalnie jest to zabronione, ale Basia nie ma wyjścia  – Normalna cena zestawu do pielęgnacji twarzy to około 800 złotych – tłumaczy dodając: – Na szkoleniu mówi się nam, że produkt numer 1 nie zadziała, jeśli wcześniej nie umyjemy skóry produktem numer 2, a na końcu nie nałożymy produktu numer 3. Tylko wtedy mamy pewność, że otrzymujemy pełną pielęgnację. I my to samo mówimy klientkom.

Kiedy pytam o możliwość zwrotu niesprzedanego towaru, Basia uśmiecha się smutno. Prawda jest taka, że zwrotów nie ma. Osobiście nie słyszała o tym, by ktoś otrzymał pieniądze ze zwrotu. Jest za to presja „na wynik”, pranie mózgu na szkoleniach, szał i piski radości podczas uroczystych kolacji, na których rozdaje się nagrody oraz wymuszanie na konsultantach składania coraz większej liczby zamówień.

Basia nie ma pretensji do firmy. Za tarapaty, w których się znalazła wini jedynie siebie. Spodobało jej się marzenie o byciu panią dyrektor. Ono pociągnęło za sobą inne. To o mieszkaniu na kredyt, o nowych ubraniach (te, w których chodziła na szkolenia i spotkania pożyczała od siostry), o miłości nawet… Bo przecież ten, kto odniósł sukces, ma to wszystko, prawda?

Na jednym z forów internetowych, pod hasłem „firma x” znajduję historię Krzysztofa, jedynego żywiciela czteroosobowej rodziny. Jego żona podbierała pieniądze ze wspólnego konta, by opłacić kosmetyki, które prezentowała klientkom. Działała jak „zaprogramowana”. Filozofia sprzedażowa firmy i wizja kariery stała się nadrzędna w stosunku do dobra rodziny, dzieci. Trudno o jakiekolwiek porozumienie między małżonkami, logiczna argumentacja nie odnosiła skutku. Krzysztof, który ciągle wierzy, że żona jeszcze kiedyś zrozumie, zwraca się do innych kobiet z dramatycznym apelem: : „Jak będziesz chciała zostać konsultantką tej firmy, licz się z tym, że stracisz to co masz najcenniejsze”.

Fot. Flickr / Ashley Webb / CC BY

Fot. Flickr / Ashley Webb / CC BY

W sieci krążą podobne opowieści. Byłe konsultantki dzielą się swoimi historiami z chęci ostrzeżenia innych kobiet przed nieetycznym działaniem firmy. Co ciekawe, pod każdym takim postem pojawia się lawina komentarzy. „Jeśli nie sprzedajesz, to nie zarabiasz – proste”, „Pracuję w tej firmie od dwóch lat i jestem szczęśliwa”, „Te osoby same są nieszczęśliwe i szkalują innych”,” To najuczciwsza firma jaką znam”, „Przecież nikt Cię nie zmuszał”.

Marzenie o szybkim sukcesie i łatwych pieniądzach, mit kobiety wyglądającej jak milion dolarów i spełnionej w każdej dziedzinie. Tak łatwo padamy ofiarą manipulacji. Co takiego sprawia jednak, że nawet opadając na dno i ciągnąc za sobą najbliższych, nie potrafimy się opamiętać? I Kasia i Basia przyznają, że w ten „kobiecy” biznes zainwestowały grubo ponad swoje możliwości. Nie potrafią jednak wytłumaczyć dlaczego. Kasia wie jednak na pewno, że nigdy w życiu nie zaufa kobietom, które, tak jak jej przełożone, uśmiech mają przyklejony do twarzy i powtarzają „Dasz radę”.

Bo czy normalny człowiek jest szczęśliwy 24 godziny na dobę?


Lifestyle REPORTAŻ

Każdy ma swój niewysłany list. „Każdego dnia budzę się w dwóch światach. W tym z nim i w tym bez niego, ale z Tobą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 października 2015
Fot. iStock
 

To chyba jedyny list, którego nigdy nie wysłałam. Kiedyś, przez chwilę, po alkoholu, szukałam Twojego maila. Internet daje takie możliwości kontaktu. Teraz, kiedy ponownie pojawia się chęć znalezienia Cię, myślę „Jutro, poszukasz jutro”, a jutro jest już blisko mój mąż, czuję się bezpiecznie, a Twój obraz blednie w ciągu dnia. Pomyślałam, że może ten list mnie od Ciebie uwolni. 

To było tak dawno. Studia, to czas przygód, spotykania niesamowitych ludzi. Dzisiaj pamiętam dokładnie, kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Te Twoje oczy. Były jak magnes. Uśmiechnąłeś się i… zniknąłeś w tłumie. Ale później to Ty mnie znalazłeś, wyszliśmy razem. Kiedy w końcu odważyłeś się złapać mnie za rękę poczułam, że to Ty, że na Ciebie czekałam.

To był cudowny czas, jego wyjątkowości nie przykryło nawet późniejsze cierpienie. Z czasem zostały tylko te dobre wspomnienia…

Wyjechałeś na stypendium, ale pisałeś, kiedy przyjeżdżałeś było tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. Czułam się taka kochana i tak bardzo kochałam…

Kiedy przestałeś dzwonić nie bałam się, tłumaczyłam, że masz dużo nauki. Przestałeś pisać. Po moich próbach kontaktu, jeden mail: „Nie pisz proszę, to już koniec. Przepraszam”.

Mówili, że była inna. Ale mnie to nie obchodziło. Myślałam, że pęknie mi serce. Wyłam z bólu i tęsknoty. Nikt nigdy tak mnie nie zranił. Nie zostawił. Tak po prostu. Jak zużytą rzecz. Kiedy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że wtedy wyrwałeś mi kawałek serca, którego do dziś brakuje.

Chciałam błagać, żebyś wrócił, prosić, pokazać Ci moje cierpienie, żebyś zobaczył, jak bardzo kochałam. Wierzyłam, że mojej miłości starczy w tym kryzysie dla nas dwojga. Ale Ciebie nie było. Zostałam sama. Zmięta, upokorzona i tak bardzo oszukana. Bo jeśli ktoś mówi, że kocha, tak postępuje?

Nie chciałam żyć Tobą, nie chciałam pozwolić byś zniszczył mi resztę życia. Ruszyłam do przodu, silna, kiedy podniosłam się z kolan. Paradoksalnie tę siłę miałam dzięki Tobie. Ty mi pokazałeś, że mogę liczyć tylko na siebie, że każdy, kto mówi „kocham” może okazać się zwykłym oszustem. Traktowałam mężczyzn instrumentalnie odgrywając się w ten sposób za wyrządzoną mi krzywdę.

Aż poznałam mojego męża. Jest cudownym mężczyzną. Tak innym od Ciebie. Pełnym spokoju i czułości. Nasza miłość nie jest szaleństwem, ale bezpieczeństwem, w którym uwielbiam się zanurzyć. „Szaleństwa już mi w życiu wystarczy” – myślałam, kiedy go poznałam i zakochiwałam się powoli.

Dziś mamy fantastyczną rodzinę. Dwójkę dzieci i siebie. Po tylu latach rozumiemy się bez słów, a jednocześnie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dzielimy wspólne pasje. Oczywiście, że nie zawsze bywa sielankowo, ale pokonaliśmy nasze kryzysy, dzięki nim staliśmy się mocniejsi razem.

Tylko czasami oglądam się na ulicy za wysokim brunetem do złudzenia przypominającym Ciebie. Czasami dojrzę kurtkę w Twoim ulubionym kolorze i na chwilę zamieram.

Bywają chwile, kiedy mój mąż jest tak blisko, jak już bliżej być nie można, a ja nagle myślę o Tobie, wspominam, jak blisko Ty potrafiłeś być.

Kiedy nie mogę spać wyobrażam sobie Twoje życie, czy masz dzieci, co robisz, kim jesteś? A później myślę, jak by wyglądało nasze wspólne życie…. Wiem, że nie miałabym tak cudownych dzieci.

I czasami, absurdalnie fantazjuję o tym, co by było, gdybyś zapukał do moich drzwi, wysłał sms-a, zadzwonił ze swoim: „Hej, i co tam?”. Ale po chwili dziękuję, że nigdy tego nie zrobiłeś i dziękuję Tobie, że nauczyłeś mnie, że słowa służą jedynie budowaniu iluzji, bo taką budowałeś przez czas, kiedy byliśmy razem. Dziękuję, że nauczyłeś mnie, że nieważne co tu i teraz, że nie można zaprzepaścić tego, co już mamy jednym słowem. Dziękuję, że pokazałeś, jak jeden człowiek potrafi mocno zranić drugiego. Jednym zdaniem.

Pokazałeś mi, że miłość nie jest zabawą. Szaleństwem. Że to co ważne buduje się latami.

To Ty za każdym razem, kiedy do mnie wracasz w myślach, spojrzeniach innych mężczyzn, w moich fantazjach, uczysz mnie, jak żyć między jednym światem a drugim. Tym, który mam, i tym który mieć mogłam.

Nie żałuję, już nie czuję się, jakbym w myślach zdradzała męża. Wspomnienie o Tobie każe mi doceniać to, co mam i o to walczyć. Dlatego dziękuję, że jesteś.

Czy można kochać dwóch mężczyzn?  Nie wiem. Wiem, że miłości do tego jednego nauczył mnie inny mężczyzna.

Nie wiem, czy kochająca, ale Twoja A.


AKCJA ZAKOŃCZONA

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Lifestyle REPORTAŻ

Gdyby nie ta chrypka, krzyczałabyś jak nie cierpisz jesiennej pogody. Bo o gardło trzeba dbać

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 października 2015
Fot. iStock

Poranna pobudka i nieprzyjemna niespodzianka… Aj, boli! No tak, przyszła jesień, zrobiło się co prawda pięknie i kolorowo, ale równocześnie… zimno. A w gardle sucho i nieprzyjemnie kłująco… Nie znoszę tego uczucia. No, ale cóż, wystawiam jedną nogę, drugą i biegnę do pokoju córki. „Czas wstawać do szkoły”- chcę powiedzieć, ale udaje mi się wydać jedynie jakiś zachrypnięty dźwięk i prawie natychmiast zanoszę się kaszlem… 

Chrypka zdarza mi się często, ze względu na moją specyfikę pracy. Jako lektor nadwyrężam struny głosowe i jeszcze do niedawna często chorowałam na zapalenie krtani. Dziś na pytanie jak mogę lepiej dbać o swój głos odpowiadam z przekonaniem, że  najważniejsza sprawa to oczywiście odpowiednie nawilżenie i zapewnienie dodatkowej powłoki ochronnej moim strunom głosowym.

Pracuje „głosem” nie od dziś. Sale lekcyjne, choć piękne i przestronne, są klimatyzowane, a to również nie wpływa kojąco na moje gardło. Gdy tylko robi się zimno sale są „dogrzewane” dodatkowymi urządzeniami. Przede mną całe dziesięć miesięcy intensywnej pracy w takich właśnie warunkach. Suche powietrze i unoszące się w nim pyłki kurzu fatalnie wpływają na błonę śluzową… Przesuszona, dłużej się regeneruje i jest bardziej narażona na podrażnienia i infekcje. W domu korzystam z nawilżacza oraz dodatkowo, urządzenia filtrującego powietrze. W pracy używam specjalnych preparatów nawilżających śluzówkę gardła. Przy takiej ciągłej eksploatacji głosu profilaktyka to dla mnie podstawa.

Klimatyzacja bardzo wysusza powietrze, co u mnie powoduje niekontrolowane napady suchego kaszlu. Kaszel jest odruchem obronnym, oczyszcza drogi oddechowe z zanieczyszczeń, ale w pracy bardzo przeszkadza… Zdarzało się, że musiałam nawet przerywać zajęcia i „ratować się” na szybko ciepłym napojem. Teraz mam przy sobie zawsze pastylki na gardło.

Naturalne metody? W domu mama na takie przypadłości profilaktycznie przygotowywała mi mleko na ciepło, z miodem i rozpuszczonym masłem. Jakieś płukanki, może z kory dębu? Trudno stosować je podczas zajęć…

Siła złego na jednego, więc w pracy wymieniamy się swoimi niezawodnymi sposobami na zapobieganie gardłowym problemom. Koleżanka przygotowuje sobie na zajęcia napar z szałwii, o  której wiem, że ma wysokie właściwości antyseptyczne. Z babcinych metod wspominamy jeszcze tymianek, ale dla mnie ten charakterystyczny smak jest nie do przeskoczenia… Bardziej widzę tymianek jako sympatyczną ozdobę mojej kuchni, w doniczce, na parapecie…

Kiedyś ktoś rzucił hasło „płucnica islandzka„. Sprawdziłam, bo szczerze przyznaję, że nie miałam pojęcia co to takiego. Okazuje się, że to, co nazwą przypomina mi egzotyczną rybę, to grzyb. Zaraz, grzyb na gardło?! No tak, bo wytwarzane przez niego śluzy, konsystencją i lepkością przypominają naturalny śluz pokrywający warstwą ochronną nasze gardło. Czyli nawilży i dodatkowo jeszcze odkazi. Zdecydowanie można stosować ją profilaktycznie, a że jest bezpieczna mogą spożywać ją i dzieci i kobiety w ciąży.

W aptece płucnica jest dostępna pod postacią pastylek, w różnych smakach. Uff! Łatwiej wybrać coś dla siebie, bo szczerze mówiąc, wszelkie specyfiki na gardło nieprzyjemnie szczypią mnie w język… Z ulotki dołączonej do preparatu wynika, że przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, cytotoksyczne, antyoksydacyjne właściwości związków obecnych w płucnicy są znane od dawna.

Czas zadbać o swoje gardło. Pogoda „idealna”, dziś jest jeszcze zimniej niż wczoraj, a ja zapomniałam zdjąć ze strychu pudło z jesiennymi szalikami. Warunki w pracy? Bez zmian, dodatkowo grzejniki na pełnych obrotach, żeby nam dzieci nie pozamarzały. W suchym, gorącym powietrzu unoszą się jakieś pyłki. Nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po moje pastylki…


Artykuł powstał we współpracy z ISLA

 


Zobacz także

Nigdy nie traćcie wiary w to, że zasługujecie na najlepsze, co może dać wam życie i wy sami

Życie z zazdrośnikiem. Ile jesteś w stanie wytrzymać?

cytaty zygmunta freuda

26 inspirujących cytatów Zygmunta Freuda: Ja dziś paniom życzę żeby przestało się śnić, a zaczęło przytrafiać