Lifestyle

Nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami. Przychodzi moment, gdy po prostu nie masz już sił

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 stycznia 2020
Fot. iStock/AntonioGuillem
 

Nie myśl, że cię to nie dotyczy. Nie musisz być matką, żeby zrozumieć. Wystarczy, że masz serce. Wystarczy, że nieraz patrzyłaś na swoją matkę, zmęczoną, złamaną życiem. Smutną. Wystarczy, że masz oczy, że rozumiesz jak bywa jej ciężko. Macierzyństwo jest piękne, ale jest też trudne. Nie uciekajmy przed tym, nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami, heroskami. Macierzyństwo to jedna z najbardziej „ludzkich” spraw na świecie.

Możemy sobie pomóc. Możemy pomóc innym matkom. Przestańmy wymagać od nich niemożliwego. Przestańmy piętnować je za to, że nie dają rady. Nigdy nie mówmy: „przecież chciałaś mieć dzieci”. Rozmawiajmy z nimi, zanim będzie za późno. Nie zostawiajmy ich samych z ich problemami. Nie pozwólmy im zamknąć się w ich świecie i cierpieć w samotności. A przede wszystkim, dajmy im prawo do popełniania błędów. Nikt nas nie uczył, jak zostać świetną matką. Macierzyństwo to eksperyment, zbudowany trochę na naszych doświadczeniach z dzieciństwa, a trochę na naszej intuicji.

Pamiętaj, proszę:

Kiedy matka mówi, że jest zmęczona, tak jest naprawdę.

Jeśli chce odpocząć, to nie znaczy, że chce porzucić swoje dziecko i zapomnieć, że ono istnieje.

Kiedy matka mówi, że chce spędzić trochę czasu sama, nie mam w tym ukrytego znaczenia.  Nie chce przez to powiedzieć, że ​​nienawidzi być matką, a macierzyństwo jest błędem jej życia.

Kiedy matka mówi, że potrzebuje pomocy w załatwianiu jakichś spraw, właśnie to ma na myśli, nie przesadza, nie wyolbrzymia.
Nie mówi, że jest niezdolna do rozwiązywania swoich problemów. Ona po postu stara się zadbać o siebie i swoje dzieci.

Kiedy matka ugotuje makaron z serem na obiad, to nie znaczy, że podaje ten makaron każdego dnia tygodnia i że jej dzieci, nigdy nie poznały smaku mięsa, warzyw i owoców.

Kiedy przychodzisz do jej domu i widzisz porozrzucane zabawki, nieodkurzony dywan i nieporządek, nie oznacza to, że tak jest każdego dnia, a ona jest złą matką i nie dba o czystość.

Kiedy matka mówi, że chciałaby wyjść ze znajomymi, to ma na myśli właśnie to. Nic więcej. Nie chce wracać do bycia  „nie matką” i czasów, kiedy miała na sobie nie mniej odpowiedzialności. Zbędne są komentarze: „Chciałaś mieć dziecko, to powinnaś siedzieć w domu”.

Kiedy matka mówi, że się martwi i boi, to znaczy, że przeżywa naturalne dla siebie emocje. Nie jest tchórzem. Nie lekceważ jej uczuć i lęków.

A kiedy słyszysz jej krzyk, to nie znaczy, że ona tylko w taki sposób komunikuje się ze swoimi dziećmi. Prawdopodobnie mówiła już to samo kilkanaście razy normalnym tonem głosu. Ale ciebie tam nie było. Nie wiesz tego.

Kiedy widzisz zdenerwowaną matkę, doprowadzoną do ostateczności, to nie znaczy to, że taka sytuacja ma miejsce każdego dnia a ona jest potworem, który znęca się nad swoimi dziećmi. Nie znasz kontekstu, nie wiesz, co się wydarzyło.

Nie wymyślaj nieprawdy, aby kogoś osądzać, nie twórz scenariuszy na jej temat. Bycie rodzicem, to decyzja o poświęceniu, które trwa przez cały czas. To  życie życiem innej istoty, którą traktuje się tak, jakby była o wiele ważniejsza niż my sami.

Nie osądzaj matek. Wspieraj je.


Na podstawie: beingwoman.org


Lifestyle

Ten list wcale nie będzie smutny, ale nie obiecam, że nie będzie łez… List do babci

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 stycznia 2020
Fot. iStock

Nigdy tak naprawdę nie leczymy się z utraty bliskich, po prostu dochodzimy do wniosku, że ich nie ma. To takie dziwne. Codziennie nosimy w sobie tę świadomość, a jednak z upływem czasu tak niewiele się zmienia. Mocniej doświadczamy dorosłości, która ukrywa się za słowem nieuchronność, nieodwracalność. I są takie dni, kiedy czujesz bardziej. Wdzięczność, miłość, dobro… i tę nieodwracalność.

Każda miłość na tym świecie to droga bez powrotu. Nieustanna podróż, zmiana, lekcja. Lekcja kochania. Któż, jak nie babcia mógłby dać nam tak cenną naukę? Jak kobieta kobiecie. Dlatego ten list wcale nie będzie smutny. Kiedy tęsknimy za ukochaną osobą, która odeszła, czasem jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest napisanie listu.

Babciu G., dziękuję Ci…

… za te wszystkie śniadania do łóżka przed południem. Za leniwe wakacje, zakazaną czekoladę i jeszcze więcej tego, co tylko Babcia może.

Za czas na czytanie poezji, gdy ma się 11 lat i umiera pierwszy raz z miłości. I wenezuelskie tasiemce, z których tak się wtedy śmiałyśmy z siostrą… i oczywiście „Modę na sukces”. Za każdą kawę podpijaną na nielegalu pod stołem. Za piątaka na kolejne lody, wciśniętego ukradkiem w rękę. Za każdy rosół spakowany na wynos.

Niekończące się morze starych szpargałów, guzików i włóczek. Godziny przeglądania szklanej, babcinej biżuterii.

Za uszyty, jedno centymetrowy portfel dla Barbie! Boże, gdybyś Ty wiedziała, jak mi wtedy wszyscy zazdrościli! Kiedy przychodziłam do koleżanki z całym tym „śmieciowym” worem, wypełnionym miniaturowymi ubrankami dla lalek. Nikt takich nie miał, ha! A przecież już wtedy uszycie tego wszystkie było dla Ciebie sporym wyzwaniem.

Dziękuję Ci za każdą partyjkę w karty! Wybacz, ale nie umiem za nic na świecie przypomnieć sobie, jak grało się w „Trumfa” – tak nazywałaś tę grę. Pamiętam, że karty układałyśmy w wachlarz.

Wreszcie, dziękuję Ci za dorosłość. Że tak długo w niej byłaś. Choć z roku na rok, coraz mniej było Ciebie samej.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, byłaś w szpitalu. Ja stałam w przedszkolnej szatni, ubierając syna. Nie chciałam kończyć, odkładać słuchawki. Choć rozmawiałyśmy, jak gdyby nigdy nic, obie czułyśmy, że to będzie ta ostatnia rozmowa, ostatnie słowo. A jednak nadzieja nie pozwoliła nam powiedzieć tego na głos. Pożegnać się ostatecznie.

Choć od czasu beztroskich obiadów pływających w najlepszym na świecie sosie, do tej ostatniej rozmowy minęło wiele lat ubranych w zwykłą, szarą starość, która Cię coraz mocniej odbierała nam wszystkim, dla mnie zawsze będziesz Babcią, która na dwór zabiera sok z jarzębiny, pomieszany z przegotowaną wodą i dwie szklanki, w koszyku. Bo tego wszystkiego nie da się odebrać, ani zmienić. Tego, co zapisałaś w nas przez lata. Dziękuję. Przez wiele lat byłaś radością. Ciepłem, beztroską. Ten czas pamiętam najmocniej.

Babciu S., dziękuję Ci…

A właściwie prababciu. Wiem, że nie znałyśmy się zbyt długo, ale uwierz, że bardzo mocno zamieszkałaś w moim życiu. Byłaś ukochaną babcią mamy. Zawsze o Tobie opowiadała. Nadal to robi, wiesz?

Nigdy nie byłaś starością ani przemijaniem. Byłaś życiem i energią, nawet wtedy, gdy chodziłaś już nieco wolniej i wolniej. Byłaś kobiecością. Straszą Panią, która uosabiała najwyższą klasę.

Dziękuję, że gdy niosłam talerz i zrzuciłam z niego wszystkie jajka, bez mrugnięcia okiem szybko je podniosłaś i zaserwowałaś na stół, jak gdyby nic się nie stało. Ależ wtedy się wystraszyłam, że będzie awantura. A Ty pokazałaś mi, że to nieważne, że nie muszę być idealna. To ważna lekcja dla pięciolatka. Pamiętam, że puszczałaś mi oczko, przez ten ogromny stół, za każdym razem, gdy ktoś sięgał po jajo… 🙂

Elegancka, ciepła, niezależna. Z ogromnym dystansem do siebie i tego niedoskonałego świata. Jakbyś odrobinę nie pasowała do czasów, gdy najczęściej wszyscy słyszeli i powtarzali, że czegoś nie wypada.

Pamiętam Twoje eleganckie, staromodne rękawiczki. I usta umalowane pomadką. Perfumy, kapelusze, broszki. I tę zwykłą naturalność, która wszystko równoważyła. Fartuszek, mały piec na węgiel, słodką herbatę. Twoje mieszkanie, ogromne meble i sufit, który zdawał się sięgać nieba. To był dla mnie inny świat. Magia mojego dzieciństwa.

Babciu U., dziękuję Ci…

… za to, że jako pierwsza pokazałaś mi, że kobieta może być niezależna. Choć dziś wiem, że na wiele lat tę niezależność poświęciłaś. Tak myślę, bo nigdy Cię jeszcze o to nie zapytałam.

Nie miałam jeszcze pojęcia, co to oznacza, ale to Ty byłaś, w tych dziwnych czasach, kobietą niezależną, pracującą. Tak, kiedy byłam bardzo mała, byłaś jedyną pracującą kobietą, którą znałam! I to w telewizji! Rany, ależ Ty mi imponowałaś.

Dziękuję za to, że zawsze byłaś w trudnych chwilach buforem, który nas ochraniał. Że gdy nikt nie widział, przynosiłaś kakao do łóżka, pozwalałaś nie zjeść tego, czego nie lubiłyśmy. Często na przekór dziadkowi. Pozwalałaś nam być dziećmi. Choć pewnie musiałaś zapłacić za to nasze „dzieciństwo” swoją cenę. Dziś wiem, jak ciężka musiała być Wasza relacja.

Wiem, że gdy byłyśmy małe, nie chciałyśmy często przyjeżdżać. Wybacz Babciu, ale ta wewnętrzna bariera nie Ciebie miała zatrzymać. Dopiero dorosłość dała nam więcej odwagi i asertywności, by być bliżej Ciebie pomimo wszystkiego, co działo się obok. Dorosłość i doświadczenie nauczyły nas widzieć inaczej, rozumieć. Nasza relacja, zaczęła najmocniej rozkwitać, gdy  byłam już dorosła.

Dziękuję Ci Babciu za wiele godzin rozmów przez telefon. Ileż razy gadałyśmy, gdy zaczęłam pracować w podobnej branży. A gdy zasadziłam swoją pierwszą doniczkową bazylię i rozmaryn. Rany, miałam dwadzieścia parę lat i rosłam w oczach, bo czułam, że jesteś ze mnie dumna.

Dziękuję Ci Babciu, za to jaka jesteś, ile jest w Tobie siły. Szczególnie dzisiaj. Dziękuję, że nie żyjesz przed telewizorem, w fotelu. Za to, że się uśmiechasz. Mam wrażenie, że robisz to coraz częściej.

Za to, że tak dużo czytasz. Że pokazujesz moim dzieciom, że czas nas nie ogranicza.

Jeśli miałabym Cię nazwać, byłabyś Babcią Odważną. Babcią z historią nie do końca różową, a jednak konsekwentnie dbającą o swój rozwój.

Dziś najbardziej dziękuję Ci za to, że postawiłaś na siebie! Za to, że nie straszny Ci komputer czy smartfon, za to, że wciąż chcesz próbować czegoś nowego. Mówiłam Ci już, że dzieci uwielbiają do Ciebie przyjeżdżać?

Nikomu nie życzyłabym innej babci. Dziękuję Wam bardzo.
Pamięci B.G. i B.S oraz w podziękowaniu B.U.


Zobacz także

Dieta 3D chili. Sposób na utratę kilogramów, by niczego sobie nie odmawiać?

„Chcę żyć. Ten świat jest taki ogromny, a ja jestem na nim tak krótko”. Poznajcie historię Alexa

Jedyna słuszna postawa, to małżeństwo i seks dla prokreacji. Przestańmy ślepo ufać szkole, uważajmy na to, czego uczą się nasze dzieci!