Lifestyle

Jak w 2020 stać się mistrzem planowania?

Redakcja
Redakcja
22 stycznia 2020
Fot. Materiały prasowe

Wszyscy znamy legendy krążące wokół postanowień noworocznych. Podobno niewielu wytrwa do końca stycznia. Z czego to wynika? Najczęściej tłumaczymy się brakiem czasu – na regularne ćwiczenia, zdrowe odżywianie, czy częstsze lektury. Jak się jednak okazuje, czasu mamy pod dostatkiem. Nie potrafimy nim jednak odpowiednio zarządzać. W 2017 roku firma coachingowa Maui Mastermind przeprowadziła badania pośród właścicieli firm i kadry kierowniczej, z których wynika, że w tygodniu pracy marnujemy nawet 22 godziny[1] naszego cennego czasu. Jak więc w 2020 stać się lepiej zorganizowanym?

Jak udowodnili naukowcy, stopniowe wprowadzanie mniejszych zmian w naszym życiu jest o wiele skuteczniejsze, niż tych nagłych i rewolucyjnych. Metod na odpowiednią organizację własnego czasu jest wiele. Jeśli jednak nie jesteście miłośnikami coachingowych lektur, to poniżej podpowiadamy kilka trików na zaoszczędzenie cennych minut, a nawet godzin. Dzięki temu znajdziecie czas na częstsze spotkania z przyjaciółmi czy naukę języka obcego.

Fot. Materiały prasowe

Wyłącz telewizor!

Ta zasada dotyczy również komputera czy przeglądania mediów społecznościowych na telefonie, gdzie chwila relaksu zamienia się w godzinę niekontrolowanego scrollowania. Zastanówcie się przez chwilę, ile czasu marnujecie na sprawdzanie nowinek na Facebooku (tutaj możecie posiłkować się specjalnymi aplikacjami) czy bezproduktywne przesiadywanie przed ekranem telewizora. Dla jasności – nie ma nic złego w obejrzeniu ulubionego programu czy serialu. Jednak niezwykle często telewizor towarzyszy nam przez cały czas, kiedy jesteśmy w domu i wciąga nas w oglądanie programów, których normalnie byśmy nie obejrzeli. Zwróćmy na to szczególną uwagę, jeśli w naszym domu są małe dzieci – dla ich zdrowia oglądanie bajki czy zabawa na urządzeniach elektronicznych nie powinna przekraczać godziny dziennie. Warto więc wyznaczyć sobie określony czas na te czynności, a resztę wieczoru przeznaczyć na zaległą lekturę lub spędzenie czasu z rodziną na spacerze czy grach planszowych.

Planuj regularnie

W niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano warto poświęcić chwilę czasu na zaplanowanie kolejnego tygodnia. Wypisz rzeczy do zrobienia i podziel je na kategorie według ważności, nadaj im deadliny oraz przypisz do konkretnego dnia. Przy tygodniowej regularności z pewnością przydatny okaże się kalendarz, planer czy, dla wprawionych w planowaniu, zwyczajny notes. Każdy dzień zaczynaj od najważniejszego i najbardziej czasochłonnego zadania. Kieruj się zasadą 2 minut – jeśli coś zajmuje mniej niż 2 minuty, wykonaj to natychmiast. Takich czynności jest wiele (np. wykonanie przelewu, telefonu, załadowanie naczyń po obiedzie do zmywarki, odpisanie na maila). Dzięki temu nie będziesz musiał wpisywać tej czynności na listę „to do” i do niej wracać za jakiś czas.

Fot. Materiały prasowe

Zapisuj

Zapisanie celów, listy rzeczy do zrobienia, planów czy pomysłów ułatwia ich realizację. Przydatnym narzędziem będą więc planery, w których będziesz mógł zapisywać rzeczy, o których musisz pamiętać lub wykreślać zrealizowane działania. Warto poszukać więc takiego planeru, który będzie miał odpowiedni układ oraz będzie atrakcyjny wizualnie. W końcu będziecie korzystać z niego przez co najmniej kilka miesięcy. Sprawdźcie propozycje Empik Foto – na stronie możecie zaprojektować planer, który będzie ozdobiony waszym zdjęciem, ulubionym cytatem czy grafiką.

Nie rozpraszaj się

W czasach multitaskingu nie będzie to popularna teza, jednak robiąc kilka rzeczy naraz, zajmą one więcej czasu, niż gdybyście skupili się po kolej na każdej. Jeśli jest to więc możliwe, staraj się skupiać w 100% na jednej rzeczy, przechodząc do kolejnej dopiero po zakończeniu wcześniejszego zadania. Staraj się również maksymalnie wykorzystywać czas pozornie bezproduktywny. Jeździsz do pracy komunikacją miejską? To doskonały moment na przeczytanie rozdziału książki czy zaplanowanie zakupów. To samo możesz robić, czekając w szkole na dziecko czy w kolejce do lekarza.

Patrz dalekosiężnie

Planowanie całego roku pomoże szczególnie w kontekście finansów czy urlopu. Już w styczniu powinieneś zobaczyć, kiedy najlepiej będzie wyjechać na urlop, kiedy zaoszczędzić na prezenty dla najbliższych czy na zieloną szkołę dla dziecka. W takim planowaniu pomoże kalendarz ścienny czy biurkowy. Warto wybrać taki, w którym już na etapie projektowania, będzie możliwość zaznaczenia najważniejszych terminów – urodzin, rocznic, długich weekendów czy rodzinnych wyjazdów. W taki kalendarz zaopatrzysz się na stronie Empik Foto. Dodatkowo każdy miesiąc możesz ozdobić ulubionym zdjęciem oraz zadecydować, od którego miesiąca ma się rozpoczynać. To wcale nie musi być styczeń!

Sposobów na zorganizowanie własnego czasu jest wiele. Nie warto się zniechęcać, a zmiany wprowadzać stopniowo. Dzięki temu wejdą nam w nawyk i bez problemu wygospodarujemy dodatkową godzinę na wizytę na siłowni czy rodzinne scrabble.

Fot. Materiały prasowe


[1] https://www.inc.com/david-finkel/new-study-shows-youre-wasting-218-hours-a-week.html

Artykuł powstał we współpracy z Empik Foto


Lifestyle

Nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami. Przychodzi moment, gdy po prostu nie masz już sił

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 stycznia 2020
Fot. iStock/AntonioGuillem
 

Nie myśl, że cię to nie dotyczy. Nie musisz być matką, żeby zrozumieć. Wystarczy, że masz serce. Wystarczy, że nieraz patrzyłaś na swoją matkę, zmęczoną, złamaną życiem. Smutną. Wystarczy, że masz oczy, że rozumiesz jak bywa jej ciężko. Macierzyństwo jest piękne, ale jest też trudne. Nie uciekajmy przed tym, nie udawajmy, że jesteśmy nadludźmi, supermenkami, heroskami. Macierzyństwo to jedna z najbardziej „ludzkich” spraw na świecie.

Możemy sobie pomóc. Możemy pomóc innym matkom. Przestańmy wymagać od nich niemożliwego. Przestańmy piętnować je za to, że nie dają rady. Nigdy nie mówmy: „przecież chciałaś mieć dzieci”. Rozmawiajmy z nimi, zanim będzie za późno. Nie zostawiajmy ich samych z ich problemami. Nie pozwólmy im zamknąć się w ich świecie i cierpieć w samotności. A przede wszystkim, dajmy im prawo do popełniania błędów. Nikt nas nie uczył, jak zostać świetną matką. Macierzyństwo to eksperyment, zbudowany trochę na naszych doświadczeniach z dzieciństwa, a trochę na naszej intuicji.

Pamiętaj, proszę:

Kiedy matka mówi, że jest zmęczona, tak jest naprawdę.

Jeśli chce odpocząć, to nie znaczy, że chce porzucić swoje dziecko i zapomnieć, że ono istnieje.

Kiedy matka mówi, że chce spędzić trochę czasu sama, nie mam w tym ukrytego znaczenia.  Nie chce przez to powiedzieć, że ​​nienawidzi być matką, a macierzyństwo jest błędem jej życia.

Kiedy matka mówi, że potrzebuje pomocy w załatwianiu jakichś spraw, właśnie to ma na myśli, nie przesadza, nie wyolbrzymia.
Nie mówi, że jest niezdolna do rozwiązywania swoich problemów. Ona po postu stara się zadbać o siebie i swoje dzieci.

Kiedy matka ugotuje makaron z serem na obiad, to nie znaczy, że podaje ten makaron każdego dnia tygodnia i że jej dzieci, nigdy nie poznały smaku mięsa, warzyw i owoców.

Kiedy przychodzisz do jej domu i widzisz porozrzucane zabawki, nieodkurzony dywan i nieporządek, nie oznacza to, że tak jest każdego dnia, a ona jest złą matką i nie dba o czystość.

Kiedy matka mówi, że chciałaby wyjść ze znajomymi, to ma na myśli właśnie to. Nic więcej. Nie chce wracać do bycia  „nie matką” i czasów, kiedy miała na sobie nie mniej odpowiedzialności. Zbędne są komentarze: „Chciałaś mieć dziecko, to powinnaś siedzieć w domu”.

Kiedy matka mówi, że się martwi i boi, to znaczy, że przeżywa naturalne dla siebie emocje. Nie jest tchórzem. Nie lekceważ jej uczuć i lęków.

A kiedy słyszysz jej krzyk, to nie znaczy, że ona tylko w taki sposób komunikuje się ze swoimi dziećmi. Prawdopodobnie mówiła już to samo kilkanaście razy normalnym tonem głosu. Ale ciebie tam nie było. Nie wiesz tego.

Kiedy widzisz zdenerwowaną matkę, doprowadzoną do ostateczności, to nie znaczy to, że taka sytuacja ma miejsce każdego dnia a ona jest potworem, który znęca się nad swoimi dziećmi. Nie znasz kontekstu, nie wiesz, co się wydarzyło.

Nie wymyślaj nieprawdy, aby kogoś osądzać, nie twórz scenariuszy na jej temat. Bycie rodzicem, to decyzja o poświęceniu, które trwa przez cały czas. To  życie życiem innej istoty, którą traktuje się tak, jakby była o wiele ważniejsza niż my sami.

Nie osądzaj matek. Wspieraj je.


Na podstawie: beingwoman.org


Lifestyle

Ten list wcale nie będzie smutny, ale nie obiecam, że nie będzie łez… List do babci

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 stycznia 2020
Fot. iStock

Nigdy tak naprawdę nie leczymy się z utraty bliskich, po prostu dochodzimy do wniosku, że ich nie ma. To takie dziwne. Codziennie nosimy w sobie tę świadomość, a jednak z upływem czasu tak niewiele się zmienia. Mocniej doświadczamy dorosłości, która ukrywa się za słowem nieuchronność, nieodwracalność. I są takie dni, kiedy czujesz bardziej. Wdzięczność, miłość, dobro… i tę nieodwracalność.

Każda miłość na tym świecie to droga bez powrotu. Nieustanna podróż, zmiana, lekcja. Lekcja kochania. Któż, jak nie babcia mógłby dać nam tak cenną naukę? Jak kobieta kobiecie. Dlatego ten list wcale nie będzie smutny. Kiedy tęsknimy za ukochaną osobą, która odeszła, czasem jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest napisanie listu.

Babciu G., dziękuję Ci…

… za te wszystkie śniadania do łóżka przed południem. Za leniwe wakacje, zakazaną czekoladę i jeszcze więcej tego, co tylko Babcia może.

Za czas na czytanie poezji, gdy ma się 11 lat i umiera pierwszy raz z miłości. I wenezuelskie tasiemce, z których tak się wtedy śmiałyśmy z siostrą… i oczywiście „Modę na sukces”. Za każdą kawę podpijaną na nielegalu pod stołem. Za piątaka na kolejne lody, wciśniętego ukradkiem w rękę. Za każdy rosół spakowany na wynos.

Niekończące się morze starych szpargałów, guzików i włóczek. Godziny przeglądania szklanej, babcinej biżuterii.

Za uszyty, jedno centymetrowy portfel dla Barbie! Boże, gdybyś Ty wiedziała, jak mi wtedy wszyscy zazdrościli! Kiedy przychodziłam do koleżanki z całym tym „śmieciowym” worem, wypełnionym miniaturowymi ubrankami dla lalek. Nikt takich nie miał, ha! A przecież już wtedy uszycie tego wszystkie było dla Ciebie sporym wyzwaniem.

Dziękuję Ci za każdą partyjkę w karty! Wybacz, ale nie umiem za nic na świecie przypomnieć sobie, jak grało się w „Trumfa” – tak nazywałaś tę grę. Pamiętam, że karty układałyśmy w wachlarz.

Wreszcie, dziękuję Ci za dorosłość. Że tak długo w niej byłaś. Choć z roku na rok, coraz mniej było Ciebie samej.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, byłaś w szpitalu. Ja stałam w przedszkolnej szatni, ubierając syna. Nie chciałam kończyć, odkładać słuchawki. Choć rozmawiałyśmy, jak gdyby nigdy nic, obie czułyśmy, że to będzie ta ostatnia rozmowa, ostatnie słowo. A jednak nadzieja nie pozwoliła nam powiedzieć tego na głos. Pożegnać się ostatecznie.

Choć od czasu beztroskich obiadów pływających w najlepszym na świecie sosie, do tej ostatniej rozmowy minęło wiele lat ubranych w zwykłą, szarą starość, która Cię coraz mocniej odbierała nam wszystkim, dla mnie zawsze będziesz Babcią, która na dwór zabiera sok z jarzębiny, pomieszany z przegotowaną wodą i dwie szklanki, w koszyku. Bo tego wszystkiego nie da się odebrać, ani zmienić. Tego, co zapisałaś w nas przez lata. Dziękuję. Przez wiele lat byłaś radością. Ciepłem, beztroską. Ten czas pamiętam najmocniej.

Babciu S., dziękuję Ci…

A właściwie prababciu. Wiem, że nie znałyśmy się zbyt długo, ale uwierz, że bardzo mocno zamieszkałaś w moim życiu. Byłaś ukochaną babcią mamy. Zawsze o Tobie opowiadała. Nadal to robi, wiesz?

Nigdy nie byłaś starością ani przemijaniem. Byłaś życiem i energią, nawet wtedy, gdy chodziłaś już nieco wolniej i wolniej. Byłaś kobiecością. Straszą Panią, która uosabiała najwyższą klasę.

Dziękuję, że gdy niosłam talerz i zrzuciłam z niego wszystkie jajka, bez mrugnięcia okiem szybko je podniosłaś i zaserwowałaś na stół, jak gdyby nic się nie stało. Ależ wtedy się wystraszyłam, że będzie awantura. A Ty pokazałaś mi, że to nieważne, że nie muszę być idealna. To ważna lekcja dla pięciolatka. Pamiętam, że puszczałaś mi oczko, przez ten ogromny stół, za każdym razem, gdy ktoś sięgał po jajo… 🙂

Elegancka, ciepła, niezależna. Z ogromnym dystansem do siebie i tego niedoskonałego świata. Jakbyś odrobinę nie pasowała do czasów, gdy najczęściej wszyscy słyszeli i powtarzali, że czegoś nie wypada.

Pamiętam Twoje eleganckie, staromodne rękawiczki. I usta umalowane pomadką. Perfumy, kapelusze, broszki. I tę zwykłą naturalność, która wszystko równoważyła. Fartuszek, mały piec na węgiel, słodką herbatę. Twoje mieszkanie, ogromne meble i sufit, który zdawał się sięgać nieba. To był dla mnie inny świat. Magia mojego dzieciństwa.

Babciu U., dziękuję Ci…

… za to, że jako pierwsza pokazałaś mi, że kobieta może być niezależna. Choć dziś wiem, że na wiele lat tę niezależność poświęciłaś. Tak myślę, bo nigdy Cię jeszcze o to nie zapytałam.

Nie miałam jeszcze pojęcia, co to oznacza, ale to Ty byłaś, w tych dziwnych czasach, kobietą niezależną, pracującą. Tak, kiedy byłam bardzo mała, byłaś jedyną pracującą kobietą, którą znałam! I to w telewizji! Rany, ależ Ty mi imponowałaś.

Dziękuję za to, że zawsze byłaś w trudnych chwilach buforem, który nas ochraniał. Że gdy nikt nie widział, przynosiłaś kakao do łóżka, pozwalałaś nie zjeść tego, czego nie lubiłyśmy. Często na przekór dziadkowi. Pozwalałaś nam być dziećmi. Choć pewnie musiałaś zapłacić za to nasze „dzieciństwo” swoją cenę. Dziś wiem, jak ciężka musiała być Wasza relacja.

Wiem, że gdy byłyśmy małe, nie chciałyśmy często przyjeżdżać. Wybacz Babciu, ale ta wewnętrzna bariera nie Ciebie miała zatrzymać. Dopiero dorosłość dała nam więcej odwagi i asertywności, by być bliżej Ciebie pomimo wszystkiego, co działo się obok. Dorosłość i doświadczenie nauczyły nas widzieć inaczej, rozumieć. Nasza relacja, zaczęła najmocniej rozkwitać, gdy  byłam już dorosła.

Dziękuję Ci Babciu za wiele godzin rozmów przez telefon. Ileż razy gadałyśmy, gdy zaczęłam pracować w podobnej branży. A gdy zasadziłam swoją pierwszą doniczkową bazylię i rozmaryn. Rany, miałam dwadzieścia parę lat i rosłam w oczach, bo czułam, że jesteś ze mnie dumna.

Dziękuję Ci Babciu, za to jaka jesteś, ile jest w Tobie siły. Szczególnie dzisiaj. Dziękuję, że nie żyjesz przed telewizorem, w fotelu. Za to, że się uśmiechasz. Mam wrażenie, że robisz to coraz częściej.

Za to, że tak dużo czytasz. Że pokazujesz moim dzieciom, że czas nas nie ogranicza.

Jeśli miałabym Cię nazwać, byłabyś Babcią Odważną. Babcią z historią nie do końca różową, a jednak konsekwentnie dbającą o swój rozwój.

Dziś najbardziej dziękuję Ci za to, że postawiłaś na siebie! Za to, że nie straszny Ci komputer czy smartfon, za to, że wciąż chcesz próbować czegoś nowego. Mówiłam Ci już, że dzieci uwielbiają do Ciebie przyjeżdżać?

Nikomu nie życzyłabym innej babci. Dziękuję Wam bardzo.
Pamięci B.G. i B.S oraz w podziękowaniu B.U.


Zobacz także

Starość jest pięknem pomarszczonej twarzy, ale też niesprawnymi nogami i rękami, które nie mogą utrzymać kubka z herbatą

„On The Rocks”- wyjątkowe show, które trzeba zobaczyć!

Mały piesek uczy się jak schodzić po schodach. To, co robi jego pan, jest przeurocze