Lifestyle

Jak grać w bilard? Kilka porad

Redakcja
Redakcja
30 sierpnia 2022
 

Bilard to gra popularna na całym świecie, w której uczestniczy dwóch graczy. Każdy ma do dyspozycji inny kolor bil i stara się zdobyć więcej punktów od przeciwnika. Istnieje wiele rodzajów bilarda, ale to angielska odmiana jest jedną z najpopularniejszych. W tym artykule odpowiemy na najważniejsze pytania: Jak grać w bilard?, Bilard jak celować?, Bilard jak uderzać bile?, Jak się gra w bilard, używając mostka?

Czego potrzebujesz, aby grać w bilard?

Do gry w bilarda będziesz potrzebować trzech rzeczy:

  • Stołu,
  • Bil,
  • Kija.

W klubach bilardowych znajdziesz kije różnych długości, więc wybierz taki, który będzie dla Ciebie najwygodniejszy. Zwróć przede wszystkim uwagę na końcówkę, jako najważniejszą część. To nią uderzasz bile. Mogą być twarde lub miękkie. Jeśli dopiero zaczynasz i nie wiesz jeszcze, jak się gra w bilard, wybierz średnią lub miękką.

Stoły bilardowe też są różnych rozmiarów: 2, 2,5 oraz niecałe 3 metry długości. Na mniejszych stołach lepiej sprawdzają się krótsze kije. W tym artykule dowiesz się m.in. jak grać w bilard. Dzięki temu będziesz mógł również obstawiać zakłady z największych turniejów bilardowych i snookerowych na świecie. W tym celu wybierz legalny serwis, który najlepiej, aby posiadał bonusy bez depozytu. Umożliwiają one sprawdzenie funkcjonalności firmy oraz zagranie dowolnych zakładów bez angażowania własnych środków!

Jak grać w bilard – bile i ich charakterystyka

Bile są ponumerowane od 1 do 15. Te od 1 do 8 to całości, natomiast 9 do 15 to połówki. Ich kolory odpowiadają poszczególnym numerom:

  • 1 i 9 (żółty),
  • 2 i 10 (niebieski),
  •  3 i 11 (czerwony),
  • 4 i 12 (fioletowy),
  • 5 i 13 (pomarańczowy),
  • 6 i 14 (zielony),
  • 7 i 15 (purpurowy),
  • 8 (czarny).

Bila zagrywająca ma biały kolor i jest nieco cięższa od pozostałych. To jedyna, którą możesz bezpośrednio uderzyć kijem podczas rozgrywki.

Jak grać w bilard – podstawowe kwestie

Za pomocą białej bili należy wbijać inne bile do łuz, czy przemieszczać po stole według uznania. Na początku gry wszystkie bile poza białą ustawiamy w trójkącie. Ułóż je tak, aby w rogach ostatniego rzędu była jedna bila pełna i jedna połówka. Czarna ma być w środku trzeciego rzędu. Niektórzy ustawiają bile inaczej, jedni robią to losowo, a inni według ustalonego porządku – na przemian bilę pełną i połówkę.

Ułóż trójkąt tak, aby bila znajdująca się w pierwszym rzędzie była na punkcie widniejącym pośrodku stołu. Na nim właśnie ma się znaleźć trójkąt. Usuń przyrząd przed rozpoczęciem gry!

Zasady gry w bilard

Pierwszy gracz rozbija bile. Jeśli podczas zagrywki do łuzy wpadnie jakaś bila, stół się zamyka. To znaczy, że musisz wbijać konkretny rodzaj bil. Przeciwnik zaś skupia się na drugim. Jeśli do łuzy wpadną dwa rodzaje jednocześnie, masz prawo wybrać, które bile będziesz wbijać, aż do końca rozgrywki. Celem gry jest wbicie wszystkich kolorowych bil z wyjątkiem czarnej. Jeśli wbijesz ją pierwszy – wygrywasz. Jeśli wbijesz ją razem z białą – przegrywasz.

Bila zagrywająca musi pozostać na stole po wbiciu ósemki (8). Jeśli przypadkowo wbijesz do łuzy bilę przeciwnika, wtedy jest faul i to on zyskuje prawo do dalszej gry. Wbicie ósemki przed pozostałymi bilami skutkuje natychmiastową przegraną, podobnie w przypadku wybicia jej poza stół.

Bilard jak uderzać?

Każdy ma swoje preferowane ułożenie rąk. Znalezienie najlepszej pozycji może ci zająć nieco czasu. Jeśli jesteś praworęczny, chwyć podstawę kija prawą ręką. Jego końcówkę lub węższą część oprzyj na lewej. Jeśli jesteś leworęczny, zrób odwrotnie. Możesz położyć palec wskazujący na wierzchniej części kija, a kciuk pod nim. Trzymaj kij pewnie, a dzięki temu będziesz mieć nad nim większą kontrolę.

Niektórzy gracze kładą go między palcami, a inni na kłykciu palca wskazującego. Nie poruszaj ręką, na której spoczywa kij, a jedynie tylnym ramieniem podczas uderzania bilę rozgrywającą.

Bilard jak celować?

Do prawidłowej pozycji podczas celowania w bilardzie potrzebujesz rozmieścić stopy nieco szerzej niż barki. Twoja postawa musi być wystarczająco stabilna, żeby się nie przewrócić,  gdy ktoś cię przypadkowo popchnie.

Ćwiczenie uderzeń w bilardzie

Trenując uderzenia, skieruj wzrok nie na punkt, w który celujesz a na końcówkę kija. Wyobraź sobie linię prostą przebiegającą przez środek łuzy, do której chcesz wbić bilę. Druga przebiega przez środek bili rozgrywającej (białej). Jeśli nie możesz wyobrazić sobie takiej linii, pomóż sobie kijem. Celuj w punkt styku tych linii.

Istnieje także metoda zwana „bilą z widmem”. Stosując ją, wyobrażamy sobie miejsce, które biała powinna uderzyć kolorową, aby wbić ją do odpowiedniej łuzy.

Trzymanie kija do bilarda

Gdy uderzasz, rób to na wprost i z odpowiednią siłą. Kij nie może odskoczyć na którykolwiek z boków. Zacznij od najprostszych uderzeń. Z  czasem będziesz musiał zwiększyć siłę, a innym razem zmniejszyć. Nie trzymaj kija za mocno. Początkujący uważają, że dzięki temu ich uderzenie zyska na precyzji. Nie wiedzą jednak, że w ten sposób mogą lekko unieść jego koniec, co nierzadko kończy się uderzeniem wybijającym białą bilę ze stołu.

Trzymaj kij luźno, ale odpowiednio mocno, abyś mógł swobodnie unieść go nad stołem. Nie może on dotykać przedramienia, ale mały palec może odstawać od dłoni. Dzięki temu zyskasz większą kontrolę nad kijem. Początkujące osoby, które dopiero wdrażają się w to, jak grać w bilard, mogą zbytnio poruszać ramieniem podczas uderzania. Wyobraź sobie, że Twoja ręka jest wahadłem. Ramie pozostaje nieruchome, jedynie przedramię rusza się w stawie łokciowym. Po uderzeniu dłoń powinna znaleźć się tuż pod łokciem. Prędkość bili zagrywanej kontroluj siłą uderzenia.

Jak celować w bilardzie za pomocą mostka?

Ułóż dłoń w stabilny mostek. Istnieją dwa główne sposoby:

  • Otwarty,
  • Zamknięty.

Połóż mniej dominującą rękę na stole, dłonią w dół. Oprzyj ją na palcach, a kciuk odsuń tak, aby uzyskać kształt litery „V”. W tym miejscu połóż kij. Mostek w bilardzie musi być na tyle stabilny, żeby kij z niego nie wypadał.

Długie uderzenia w bilardzie

Nie unikaj długich uderzeń, choć dystans bili do łuzy może zniechęcać, pamiętaj, że wbicie do niej odpowiedniej bili jest kwestią wprawy. Tego typu uderzenia sprawiają problem nawet najlepszym graczom, ale praktyka czyni mistrza!

Staraj się oddać prosty strzał i ćwicz! Pamiętaj, aby celować w środek bili.

Początkujący nie zawsze mają świadomość, że uderzają na prawo lub lewo od środka, ale da się to wytrenować. Połóż bilę w pobliżu jednego z boków stołu i uderz delikatnie w jej środek. Bila powinna się odbić i dotknąć końcówki kija. Możesz potrzeć ją kredą, a dzięki temu zwiększyć przyczepność bili podczas uderzenia.


Lifestyle

Wypoczynek w Trójmieście? Postaw na najbardziej stylowe miejsce w Gdańsku!

Redakcja
Redakcja
30 sierpnia 2022
 

Trójmiasta nie trzeba nikomu przedstawiać – bliskość morza, zapierające dech w piersiach zabytki oraz ciekawe wydarzenia kulturalne przyciągają turystów z różnych stron świata. I to o każdej porze roku! Tutaj nuda Ci nie grozi i na pewno znajdziesz swoje ulubione miejsce, do którego będziesz wracać bez opamiętania. Najwięcej radości czeka Cię w Gdańsku – połączenie tysiącletniej tradycji z buzującą nowoczesnością nigdzie nie prezentuje się tak dobrze. Również pod względem zakwaterowania stolica województwa pomorskiego ma wiele do zaoferowania. Tutejsze hotele tworzą prawdziwie domową, niepowtarzalną atmosferę, a przy tym są niezwykle stylowe. Poznaj te najlepsze i już dziś zarezerwuj swój pobyt w mieście wolności!

Magiczny Gdańsk na wyciągnięcie ręki

Gdańsk inspiruje do działania i zachęca do rozwijania zainteresowań, i to nie tylko podróżniczych. Widać to doskonale w ofercie hotelowej grupy Grano Hotels z Gdańska. To obiekty dostosowane do różnorodnych potrzeb, w których spełnisz swoje marzenia o prawdziwym wypoczynku. Wolisz klimatyczną Wyspę Spichrzów, buzujące energią Stare Miasto czy spokojną Wyspę Sobieszewską? Niezależnie od wyboru, jedno jest pewne – w każdym miejscu znajdziesz wszystko to, co najlepsze. Wysoka jakość usług, ponadprzeciętna obsługa i niesztampowe wnętrza pozwalają doświadczyć trójmiejskiej magii na każdym kroku.

Tam, gdzie króluje ład i harmonia

Wszystkie drogi prowadzą na… starówkę! Niemal każda turystyczna wyprawa zaczyna i kończy się w najbardziej reprezentacyjnej części miasta. Podobnie jest w Gdańsku – tutejsze Stare Miasto przyciąga mieszanką niezwykłych zabytków, przyjemnych restauracji i sklepików z lokalnymi wyrobami. W ten klimat doskonale wpisuje się Hotel Number One. Najlepszą wizytówką obiektu jest jego wspaniała architektura – nic dziwnego, bowiem za projekt odpowiadali najlepsi gdańscy architekci i projektanci wnętrz. Artystów połączyła miłość do piękna i niebanalnego designu, co zaowocowało niepowtarzalnym miejscem, stworzonym zarówno do wakacyjnego wypoczynku, jak i wygodnej pracy podczas wyjazdu służbowego. W każdym pokoju znajdziesz zaawansowane technologicznie rozwiązania typu SMART, szybki Internet, indywidualnie sterowaną klimatyzację oraz telewizję satelitarną. A to wszystko z widokiem na przepiękną okolicę zabytkowego Gdańska. Hotel Number One to jedno z tych miejsc, do których chce się wracać!

Luksusowa przystań na Wyspie Spichrzów

Wspaniałe zabytki Gdańska można znaleźć nie tylko na lądzie, ale również na wyspie. I to nie byle jakiej, bowiem Wyspa Spichrzów pozwala zapoznać się ze świadectwami dawnej świetności miasta, będącego jednym z najważniejszych portów Europy. Położona nad samą Motławą, zachwyca zabudową inspirowaną kupieckim charakterem dzielnicy. Również hotele z grupy Grano Hotels, pomimo swej nowoczesności, nawiązują charakterem do średniowiecznych miejskich spichrzów. Hotel Almond powstał w budynku fabryki kakao i marcepanu, której aromaty po dziś dzień roztaczają się w profesjonalnej strefie relaksu Almond Spa&Wellness. Nie tylko zabiegi, ale także wystrój pokoi nawiązuje do dawnej funkcji obiektu – beżowa kolorystyka wzbogacona spokojną zielenią tworzy ciepły i odprężający klimat, a wykończenie z naturalnego drewna wprowadza w klimat znany z najbardziej luksusowych kurortów wypoczynkowych. Podobne doświadczenie czeka na Gości innego luksusowego obiektu z Wyspy Spichrzów. Hotel Grano zapewnia prawdziwą ucztę dla wszystkich zmysłów – wino, kwiaty oraz najwyższej jakości materiały sprawiają, że czas spędzony w Gdańsku będzie już zawsze kojarzył się z przyjemnością!

Nowoczesność w otoczeniu dzikiej przyrody

Od tętniącego życiem centrum wolisz bezludne obrzeża? Doskonale się składa, bowiem Grano Hotels w swojej ofercie posiadają również kompleks ekskluzywnych budynków Sol Marina, zlokalizowanych nieopodal Wyspy Sobieszewskiej, otoczonej parkiem krajobrazowym i rezerwatami przyrody. To prawdziwa ostoja spokoju, którą docenią miłośnicy piękna i koneserzy dobrego stylu. Prosta, geometryczna bryła z dużymi oknami doskonale wpisuje się w lokalny krajobraz, gwarantując niepowtarzalny widok na port dla jachtów. Elegancja, prestiż, wysoka jakość i ponadczasowy styl – to wszystko czeka na Ciebie w jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc na mapie Gdańska!

Wakacje z rodziną, romantyczny weekend z drugą połówką, kilkudniowy wyjazd służbowy – niezależnie od długości i rodzaju podróży, noclegi w Grano Hotels pozwolą Ci czerpać maksimum korzyści z pobytu nad polskim morzem. Chłoń zatem niezwykłą atmosferę Trójmiasta i spędź wolny czas w iście królewskim stylu!


Lifestyle

Julia Wróblewska: Mam mieszane zaburzenia osobowości. Nie osądzaj! Zobacz we mnie człowieka

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
30 sierpnia 2022
Julia Wróblewska

„Wiesz co, sądziłam, że to wszystko sobie wymyśliłaś. Bo wiesz, jak ktoś super wygląda i dużo się uśmiecha, nie leży w łóżku, to, że nic mu nie jest. Dlatego sądziłam, że nie warto słuchać tego, co mówisz, że to są tylko jakieś głupoty” – mówi stylistka.

„Nie osądzaj. Wspieraj osoby w kryzysie psychicznym. Zobacz człowieka” – odpowiada aktorka Julia Wróblewska.

To nowa kampania edukacyjna Ministerstwa Zdrowia, która ma zwrócić uwagę, jak wiele ludzi cierpi z powodu chorób i zaburzeń psychicznych. Nie wstydzą się, pracują, nie są wykluczani. Jedną z nich, która bardzo szczerze o tym opowiada,  jest aktorka, Julia Wróblewska. 

Dlaczego zaczęłaś mówić głośno o swoim kryzysie psychicznym?

– Czułam się silniejsza, bo od półtora roku chodziłam na terapię. Moja terapeutka zdążyła już przeprowadzić mnie przez wiele zagadnień. Byłam wtedy dziewczyną, która kompletnie nie odczuwała złości. I powiem ci szczerze, że nadal trudno jest mi ją poczuć. Jednak pewnego dnia podczas terapii zezłościłam się na to, że jako osoba publiczna muszę ciągle coś ukrywać, że boję się, że ktoś coś odkryje. Moja terapeutka bardzo się wtedy ucieszyła i powiedziała mi: „Pierwszy raz widzę twoją złość. To dobrze. Do tej pory opowiadałaś o różnych trudnych wydarzeniach ze swojego życia takim głosem, jakbyś jadła śniadanie”.

Faktycznie. Nigdy nie płakałam w jej gabinecie i mówiłam po prostu cichym monotonnym, głosem. Ale wtedy coś się zmieniło. Zaczęłam zastanawiać się: czemu ja się tego boję? Co by się takiego stało, gdyby nagle wszyscy dowiedzieli się, że Julka Wróblewska maturzystka i aktorka od szóstego roku życia, nagle ma kłopoty ze zdrowiem psychicznym? Co w tym jest takiego strasznego? Uznałam, że mam dość krycia się z czymś, co moim zdaniem jest całkowicie normalne. Nawet w moim środowisku jest wiele osób, które w sekrecie powiedziały mi, że zmagają się dokładnie z tamtymi samymi problemami. Chodzą do psychiatry, biorą leki, ale nie mówią o tym. Było mi zwyczajnie przykro, że wszyscy udają, że mają takie idealne życia.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)

Kiedy powiedziałaś o tym, że masz depresję i zaburzenia osobowości, poczułaś ulgę?

– Poczułam dużo wsparcia od ludzi. Odkąd zaczęłam o tym mówić głośniej, na początku straciłam trochę obserwujących w mediach społecznościowych. Po prostu przestałam być osobą, jakiej ludzie szukają na Instagramie. Nie byłam już ładnym obrazkiem, nie wrzucałam zdjęć z podróży z uśmiechem od ucha do ucha. Przestałam udawać. Wiele osób na Instagramie szuka takich kolorowych wyidealizowanych historyjek o aktorach, bo chcą mieć o czym marzyć i ja to rozumiem. Jednak uznałam, że mam dość udawania i życia w tym okropnym strachu, że ktoś odkryje jakiś mój sekret. Na szczęście bliscy mnie w tym wsparli. Moja mama powiedziała mi, że dopóki nie robię czegoś nielegalnego lub moralnie złego, to po co to ukrywać? Przecież nie zabiłam człowieka! Ja po prostu chodzę na terapię. To nie jest grzech, to nie jest nic strasznego.

Jaką na początku usłyszałaś diagnozę od swojego lekarza? Depresja? Zaburzenia borderline?

– Teraz nie mam depresji. Ale faktycznie był moment, kiedy się na nią leczyłam. Ostatnie miesiące spędziłam w szpitalu. Nocowałam na jednej sali z czterema innymi pacjentami. To było bardzo ciekawe, budujące doświadczenie. Nie mogę opowiadać o terapii grupowej oraz o innych pacjentach, bo obowiązuje mnie dyskrecja. Mogę tylko mówić o sobie. Jeśli chciałam, mogłam wychodzić z ośrodka, nie czułam się tam zniewolona. Byłam tam pół roku i dostałam nową diagnozę, inną niż miałam do tej pory. Kiedyś mówiono mi, że mam osobowość typu borderline, a teraz wiem, że mam mieszane zaburzenia osobowości. Nie mówię publicznie, jakie, ponieważ zaburzenia osobowości, szczególnie z grupy B, są nadal stygmatyzowane. Ale ja cieszę się, że w końcu wiem, co mi dolega. Kiedy wiem, mogę coś z tym dalej robić.

Wiele osób na Instagramie pisze mi, że nie stać ich na leczenie. Ja pojechałam do państwowego szpitala z oddziałem terapeutycznym, który zajmuje się tylko zaburzeniami osobowości i nerwicami. Nie powiem, która to była konkretnie placówka, ponieważ nie chcę. Ale jak ktoś do mnie pisze prywatnie z tym pytaniem, to odpowiadam, ponieważ w tym miejscu dostałam fachową pomoc.

Teraz wszyscy mówią, że do szpitala trudno się dostać. Długo czekałaś?

– To zależy, co dla kogo znaczy długo. Czekałam rok na konsultację i po niej dostałam już termin, kiedy zaczynam terapię. Wydaje mi się, że to była głównie kwestia mojej motywacji do leczenia. Ja po prostu chcę czuć się lepiej. Wiele osób deklaruje to samo, ale tak naprawdę nie są gotowi na ten proces. Nie wiem, czy to będzie dla wszystkich zrozumiałe, ale w trakcie terapii czasem okazuje się, że niektórzy nie są gotowi zostawić tego zaburzenia za sobą, bo tkwienie w swoim zaburzeniu jest bardzo wygodne. Mnie też było wygodnie leżeć w łóżku i nic nie robić, ale postanowiłam pracować, by stworzyć swoją osobowość na nowo.

Na przykład, jak już ci mówiłam, mam kłopoty z odczuwaniem złości. Nie potrafię na nią nawet adekwatnie reagować. Niedawno jednak nauczyłam się, że moje ciało dość szybko informuje mnie, że coś jest nie tak. Uczę się odbierać więc sygnały z mojego ciała. Mózg mi podpowiada: „Bądź dalej miła, uśmiechnij się”, a ciało mówi: „Coś jest nie tak! Uważaj”. Takich rzeczy teraz się uczę.

Czy trudno ci budować miłość?

– Trudno, choć informuję szczerze o swoich kłopotach, ale i tak potem słyszę: „Dlaczego jesteś nieszczęśliwa, przecież wszystko układa się dobrze”. A ja wtedy czuję, że mam niewielki wpływ na swoje emocje. Po prostu jestem smutna. I tak, złości mnie to, bo…

… to jest tak, jakby dziewczyna wzięła sobie chuderlawego chłopka i nagle zaczęła od niego wymagać, by stał się Arnoldem Schwarzeneggerem!

– Ludzie niby mówią, że rozumieją. A potem chcą, by ich miłość w magiczny sposób ciebie odmieniła. To nie działa!

Wiesz, co ludzie powiedzą po tym wywiadzie? Będą mówić: „To show-biznes ją zniszczył”. A jaka jest prawda? Twoje kłopoty ze zdrowiem psychicznym wynikają z traumy, show-biznesu, skłonności genetycznych?

– Miks wszystkiego! Mam za sobą pewne traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa, ale nie chcę o nich opowiadać. Mówię o tym tylko mojej terapeutce i uważam, że to wystarczy. Dziś jednak wiem, że ten miks sytuacji doprowadził do mojej choroby. Ponieważ tak wcześnie zaczęłam pracować jako aktorka, łatwo zyskałam umiejętność manipulowania swoimi emocjami.

Pamiętam taką scenę, kiedy miałam jakieś osiem lat. Płakałam na planie. To był dzień moich urodzin i nie chciałam pracować. I nagle ktoś krzyknął, że jestem potrzebna na planie. Na pstryknięcie palcem stanęłam przed kamerą uśmiechnięta szeroko. Pewnie wszyscy byli zadowoleni, że jestem takim rezolutnym dzieciakiem. Ale przyznam, że gdybym dziś zobaczyła taką scenę, że dzieciak w sekundę potrafi się uspokoić, bo przecież pracuje i czuje się jak inne dorosłe osoby, które nie kapryszą, to… byłabym szoku.

To właśnie wepchnęło mnie w mój mechanizm obronny. Złapałam to, co miałam najbliżej. A najbliżej było to, że mogłam udawać kogoś innego i w dodatku byłam za to chwalona. Udawanie trafiło na moje niskie poczucie wartości, więc rosłam w przekonaniu, że jestem coś warta – jeśli jestem kimś innym. Dlatego dalej manipulowałam swoimi stanami emocjonalnymi. Czułam, że za to właśnie jestem lubiana i ceniona.

A jak jest teraz? Wydaje mi się, że od momentu, kiedy wyznałaś publicznie, że jesteś chora, nie dostajesz wielu propozycji pracy.

– To prawda, taka jest cena szczerości. Jedna z firm, której nazwy nie wymienię, natychmiast zerwała ze mną rozmowy, które były prowadzone na temat współpracy. Ale uważam, że bardziej zaszkodziło mi kilka innych wpadek z młodości, o których nie chcę już przypominać.

Od trzech miesięcy pracuję jako kelnerka. Zrobiłam to, ponieważ nie chciałam siedzieć bez przerwy w domu. Najwygodniej jest zalegać w łóżku i nic nie robić. A teraz, kiedy rano wychodzę do pracy, to potem dzień toczy się już swoim rytmem i czuję się między ludźmi znacznie lepiej. Nie spóźniam się, nie zawalam.

Powiem jeszcze inaczej: przecież od dziecka trenowałam przekraczanie swoich możliwości. Jestem więc dziewczyną, która potrafi się zmobilizować. I fajnie mi w tej pracy. Uważam, że każda osoba medialna powinna przejść taki kurs normalności. Zobacz, siedzimy sobie teraz w restauracji i ja kątem oka obserwuję, jak ludzie schodzą się tu na lunch. Ale widzę też panią w kasie, osoby, które biegają i zbierają tace. Ja też dostaję teraz swoją szkołę życia.

Jak ludzie reagują na to, że jesteś kelnerką?

– Nie miałam najmniejszych problemów, by dostać tę pracę. Żaden menadżer nie powiedział mi, że jestem gwiazdą, więc między stolikami będę gwiazdorzyć. Po prostu usłyszałam: „Fajnie, zaczynasz od jutra, jeszcze nie pracował u nas nikt znany!” A ludzie reagują na mnie różnie. Większość się po prostu do mnie uśmiecha. Niektórzy proszą o autograf i to też jest miłe.

Niedawno wystąpiłaś w spocie reklamowym Ministerstwa Zdrowia, w którym mówisz: „Nie osądzaj. Wspieraj osoby w kryzysie psychicznym. Zobacz człowieka”. Dlaczego się na to zdecydowałaś?

– Temat tej kampanii jest mi bardzo bliski. Przed nakręceniem spotu bardzo długo rozmawiałam z reżyserem, czułam, że on jest naprawdę tym tematem zainteresowany. Ten spot, w którym występuję, niezależnie od Sebastiana Karpiela-Bułecki, bardzo mi się spodobał, ponieważ nie mówi się w nim o żadnej konkretnej chorobie ani konkretnym zaburzeniu osobowości. To dotyczy wszystkich: tych, którzy cierpią na depresję, schizofrenię, zaburzenia lękowe, maniakalno-depresyjne… Po prostu chodzi o to, że my też jesteśmy ludźmi. Przechodzimy kryzysy, ale to nie znaczy, że powinniśmy być odrzuceni, stygmatyzowani całe życie. Słowo kryzys to nie jest jakiś stan permanentny.

Wiesz, ja czasem czuję się lepiej, czasem gorzej. Pamiętam taki moment, kiedy leżałam w łóżku i nie miałam siły posprzątać mieszkania. Musiała do mnie, do dorosłej kobiety, przyjechać mama, by pomóc mi w sprzątaniu. Były też chwile jeszcze gorsze. Dlatego właśnie trzeba mówić, jak bardzo absurdalne są porady: „Zjedz czekoladę, poprawi ci się humor”, „Wyjdź na rower, to endorfiny zaczną krążyć”, „Ogarnij się, uczesz i idź na imprezę!”. Takie słowa nie trafiają do ludzi, którzy nie mają siły, żeby choćby wstać z łóżka.

Co mamy zatem robić, gdy ktoś za naszych bliskich jest w kryzysie?

– Jeśli ktoś grozi, że się zabije, to zawsze, ale – podkreślam – ZAWSZE dzwonimy pod 112. Nawet jeśli nam się wydaje, że ta osoba tylko nami manipuluje, grozi, ale nigdy nie zdecyduje się targnąć na swoje życie. Po pierwsze nie siedzimy w jej głowie i nie wiemy, co ona naprawdę czuje. A po drugie: nawet jeśli pogrywa, to my i tak mamy obowiązek pokazać jej, że nie damy wciągnąć się w taką narrację i sprawę traktujemy poważnie. Co jeszcze? Jak już powiedziałam, porady afirmacyjne nie mają najmniejszego sensu. Wystarczy być z taką osobą i ją wysłuchać. Kiedy ktoś ma możliwość się wygadać, to naprawdę pomaga. Nie musisz być ratownikiem takiej osoby. Nie musisz znać odpowiedzi na jej pytania. Daj jej po prostu mówić i bądź blisko, by nie czuła się samotna. Zobacz w niej człowieka, tylko tyle i aż tyle.


Zobacz także

Skończył ci się tusz? Nie wyrzucaj szczoteczki! Jeszcze się przyda

„Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem, że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się”

Powstał pierwszy Outlet Biedronki. Przeceny sięgają 70%