Lifestyle

„Ja ci, k… powiem jak masz żyć i co robisz źle”. Uszczęśliwianie innych na siłę. Nasza przypadłość niemiła

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
2 czerwca 2021
Fot. iStock/lolostock
 

Kilka dni temu afera na zaprzyjaźnionym forum. „Zaczynam dietę, wierzę, do wiosny schudnę” pisze X. Do jej wpisu dołącza się kilka etatowych „walczących z wagą”.  Wpis komentuje Y. ( fit terrorystka): „Taaaa, słyszę to już 10 lat”.

Ups.  Zapada cisza. W końcu ktoś: „To nie było miłe”. Y: To z miłości. Robi się jeszcze ciszej.

Bardzo ciekawa forma okazywania uczuć. Jak się okazuje my zawsze wszystko robimy z troski. Wbijamy innym szpile, pouczamy ich, w imię oczywiście Wyższego Lepszego Celu. ( licho wie jaki jest ten cel) Szkoda, że osoby, które robią to notorycznie, nie znają podstaw empatycznego słuchania i wspierania. A to nie jest trudne. Wystarczy przestrzegać jednej zasady: „Nie komentuj, jeśli ktoś o to nie poprosi. Nie radź, dopóki nie zostaniesz o to wprost poproszona”. I przestań ziać jadem, bo to męczące.

Biegaj, ćwicz, choć na terapię. Zrób coś z tym – ale nie zarażaj.

Ale nie, wiele kobiet to ekspertki od wszystkiego. Odpowiedniej diety, odpowiedniej miłości, wykształcenia, wychowania, życia, pracy, moralności. Słabo się robi.

Dlatego bardzo chciałabym napisać apel do Pani Dobrej Rady. Pani Wiem Wszystko Najlepiej. Niezależne od tego czy jest naszą siostrą, przyjaciółką, koleżanką, współpracownicą. Milczenie naprawdę czasem jest złotem. Częściej jest, niż nie jest.

Kochana, błagam, proszę…

  przestań  używać frazy: „Na twoim miejscu to….”. Nie jesteś na moim miejscu. Ani na miejscu innej osoby, do której to mówisz.

– mówić z wyższością: „No kompletnie cię nie rozumiem”. Wspaniale, że kogoś nie rozumiesz, ale może to ty masz problem z empatią, a nie ktoś ze sobą.

– używać zdań w trybie rozkazującym: powinnaś schudnąć/ więcej ćwiczyć/ rozwieść się z mężem/ znaleźć sobie porządnego chłopaka/ zmienić pracę– uff. Nie wiem, skąd właściwie wiesz, co ja powinnam?

– kamuflować krytykę mówiąc: „Masz świetną pracę, ale….”, „Twoje dziecko jest fajne, ale…”, „Jesteś dobrą matką, ale….”. Jeśli będę chciała poznać to „ale” – spytam. Obiecuję.

  obgadywać bliskie mi osoby. „No ja do tego nic nie mam, ale wiesz inni to uważają”. Cieszę się, że nic do tego nie masz i szczerze zupełnie nie obchodzi mnie, co uważają inni

– obgadywać mnie tylko w białych rękawiczkach. „No ja cię rozumiem, nie uważam tak, ale X.Y.Z to myślą”. Gdzieś mam co myśli X. Y i Z też. Czy serio trzeba mi to przekazywać? Czy my wszyscy musimy wiedzieć, co mówią i myślą  o nas inni? Nie, nie musimy.

Lepiej by było, gdyby każdy zajął się swoim życiem, serio? O ile wszystko byłoby prostsze.

A co tam u ciebie, kochanie? I dlaczego tak bardzo chce ci się pouczać, obgadywać, oceniać innych? Wiesz to?

Jeśli wiesz, to już połowa sukcesu:)


Lifestyle

Jesteś wspaniałym ojcem, inni ojcowie powinni się od ciebie uczyć! Dziś chcę ci podziękować

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
23 czerwca 2021
Photo by Carly Rae Hobbins on Unsplash
 

Wiem, różnie bywało między nami. Mamy podobny temperament, co nie ułatwiało wielu rozmów. Ale dziś, gdy czytam o ojcach nieobecnych, ojcach cichych, ojcach, którzy odchodzili, zawodzili, znikali, zapominali, jestem tym bardziej wdzięczna za naszą historię. Bo nikt mnie nie nauczył tyle, co ty. Nawet mama.

Nasza relacja ewoluowała, spojrzałam na nią inaczej, gdy sama zostałam matką, gdy zaczęłam tak bardzo chcieć szczęścia mojego dziecka. A jednocześnie pozostałam sobą, człowiekiem z wadami, która nie może być idealny, bo nie ma takich ludzi.

I z okazji dnia ojca bardzo chciałabym ci podziękować.

Że wiem, że jestem mądra, inteligentna i warta miłości

Odkąd pamiętam słyszałam, że byłam najbardziej oczekiwanym dzieckiem świata. Mama opowiadała, jak się cieszyliście na moje przybycie. Gdy mnie zobaczyłeś, powiedziałeś, że jestem najpiękniejszą istotą jaką widziałeś, choć miałam kartoflany nos i byłam kompletnie łysa. Podobno wstawałeś do mnie w nocy i nosiłeś, żebym nie płakała, karmiłeś, kąpałeś i chodziłeś na długie spacery, choć to były czasy, gdy mężczyźni nie zajmowali się takimi rzeczami. Od dziecka słyszałam, że jestem mądra, inteligentna i mam wspaniałą wyobraźnię. Lubiłeś, jak piszę i zawsze mówiłeś, że powinnam kiedyś na tym zarabiać.

Jednocześnie nie idealizowałeś mnie, wiedziałeś, że mam swoje braki i słabości. Ale mimo nich zawsze wiedziałam, że zasługuję na miłość. 

Że nauczyłeś mnie, czym jest sięganie po więcej

Podobno to od ojca uczymy się zdobywania. Nie ponad miarę, nie bez kompromisów, ale tak, żebyśmy czuły się szczęśliwie. Zawsze wiedziałam, co chcę robić. Wierzyłam, że szybko znajdę dobrą pracę, choć moje koleżanki dziwiły się, że w ogóle śmiem tak marzyć, przecież to świetna firma, a na to stanowisko jest na pewno 20 kandydatów. Ale mi się udało. Potem potrafiłam też odchodzić. Nie od razu, bo zawsze też uczyłeś mnie cierpliwości, ale znałam swoje granice i potrafiłam je zaznaczać.

Że mam przyjaciół

W naszym domu było dużo śmiechu i gości. Co weekend ktoś wpadał, siadaliście w ogródku, podawaliście jedzenie, uwielbiałam tam przychodzić, słuchać opowieści. Zimy też były przez to cudowne. Byłeś wodzirejem tych imprez, choć nigdy nie widziałam Cię pijanego. Lubiłeś zabawę i towarzystwo i tego też mnie nauczyłeś, jednocześnie zawsze szanowaliście moją potrzebę przestrzeni. Moje pamiętniki mogły leżeć w kuchni, nikt ich nie tknął.

Że mam szczęśliwe małżeństwo

Na studiach zakochałam nie do szaleństwa. On mnie ranił, kiedyś zatrzymałeś mnie z walizką. „Naprawdę chcesz do niego jechać? Chcesz to sobie zrobić?”. Rozmawiałeś ze mną i tłumaczyłeś jakich rzeczy nie powinno się robić w związku, jak poznać, że facet naprawdę kocha. To była najważniejsza rozmowa w moim życiu. Wtedy pojechałam za tamtym chłopakiem, ale dzięki Tobie stałam się uważniejsza. Mój M. ma wiele Twoich cech. A przede wszystkim mnie kocha.

Że mogę na ciebie zawsze liczyć i pozwalasz mi popełniać błędy

Mimo tego, że jestem dorosła, ciągle czuję cię gdzieś z tyłu. Wiem, że gdy się odwrócę, uśmiechniesz się do mnie, dasz znak, że czuwasz. Gdy miałam wypadek i rozbiłam samochód, załatwiłeś pomoc, a potem sam przyjechałeś, choć byłeś akurat na przyjęciu. Pożyczyłeś mi pieniądze na nowy samochód, a potem nie chciałeś, żebym ci je oddała. Gdy rzuciłam etat, by realizować pasję, wiedziałeś, że mamy problemy finansowe, zasilałeś moje konto, ale nigdy nie pozwoliłeś, żebym się z tym źle czuła.

Nigdy nie powiedziałeś, że jesteśmy nieudacznikami, przeciwnie, mówiłeś, że we mnie wierzysz, ale wybrałam trudniejszą drogą.

Że tak bardzo chciałeś mnie zarazić pasją do sportu

Od dziecka dawałeś mi dostęp do wszystkiego, miałam trzy lata i już zjeżdżałam z Kasprowego, potrafiłam świetnie pływać, jeździć na wrotkach, rowerze, wspinałam nie na Zawrat po łańcuchach, a ludzie odwracali się i mówili: „jaka dzielna dziewczynka”. Wszystkiego uczyłeś mnie Ty. Pływaliśmy na żaglach, podróżowaliśmy, choć to nie były czasy łatwe na podróżowanie. I choć sport nie jest dziś moją pasją, dzięki niemu wiem, że wiele rzeczy mogę. Tak jak stałam na oblodzonej grani czarnego szlaku. Pod sobą miałam pion, wiało i kawałki gradu uderzały o moje gogle. Mówiłeś: „Dasz radę, zjedziesz”. I zjeżdżałam.

Dziś, gdy się czegoś boję, zamykam oczy i mówię sobie: „Dasz radę”.

Że mogę cię podziwiać

Nieustannie. Tak mi przykro, gdy słyszę historie koleżanek. Tata nigdy niczego nie ugotował, niczego nie zrobił, teraz nie wstaje z kanapy. Ty jesteś głodny życia. Wciąż jeździsz na nartach, podróżujesz, codziennie o piątej wychodzisz na szybki marsz. A rok temu na żaglach pływałeś na supie. To było śmieszne, bo nie chciałeś, żeby Twój wnuk, nastolatek był lepszy od ciebie. Za te żagle też Ci dziękuję. Uwielbiam, że potrafisz wszystko naprawić, położyć panele, zbudować płot, ogarniasz finanse i całe życie.

Że się zmieniłeś

Tak, nie zapomniałam o Twoich błędach, ale dziś nie jest dzień, by o nich mówić. Zresztą już dawno je nadrobiłeś,
Nie wybuchasz już łatwo, widzę, że jesteś spokojniejszy, gryziesz się w język, żeby mnie czasem nie ocenić. Widzę, jestem wdzięczna. A gdy ktoś mi mówi, że ludzie się nie zmieniają, tylko się uśmiecham.

Że wciąż szanujesz moją mamę

I za to dziękuję Ci najbardziej. Mieliście trudną drogę, która skończyła się rozwodem, nie mi to oceniać, choć czasem to bolało. Ale widzę, nawet po latach, że wciąż jesteście dla siebie ważni. I to też daje mi siłę. Zawsze o nią pytasz, czasem do niej dzwonisz, choć wiem, że nie tak często jakbyś chciał. Pamiętasz o jej urodzinach i lekarzach. A gdy, coś jej się stało, a ja byłam daleko – od razu chciałeś pomóc. Dzięki Wam poznaję dokładnie historię Waszej miłości. I jestem szczęśliwa, że mogę być dzieckiem ludzi, którzy tak bardzo się kochali, a ja wyniknęłam z tak wielkiego i silnego uczucia. Dziękuję, że się nie skreśliliście, że nie musiałam patrzeć na wrogość. To też moja siła i moc. Nie ma nic gorszego niż ojciec nienawidzący matki, nieszanujący jej.

Wszystkiego najlepszego Tato. Kocham Cię i Ty też możesz zawsze na mnie liczyć!


Lifestyle

Ludzie, których musisz opuścić. Po to, żeby odetchnąć

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
11 maja 2021
Fot. iStock

Jest prawie połowa maja, wiosna w pełni. A ja jestem smutna. Właśnie żegnam bliskich mi ludzi. Postanowiłam, że już nie będę o nich zabiegać. Jestem zmęczona, dość. Nie ma znaczenia, ile lat i miesięcy byliśmy obok siebie, nie ma też znaczenia, że jedna z tych osób jest członkiem rodziny. Wiosna to w sumie dobry czas na oczyszczanie, prawda?


Latami potrafimy tkwić w relacjach, które nas drenują. Nawet tego nie widzimy. Ktoś nas używa, wykorzystuje, jesteśmy dla niego przystankiem, pojawia się tylko, kiedy potrzebuje, jest tylko po to, żeby się na nas wyżyć. Nie potrafimy tego nazwać, ale czujemy się źle. Coś nie gra. I nagle spadają nam klapki z oczu. To jest bolesne, szczególnie, gdy okazuje się, że najbardziej drenuje nas ukochany, najbliższa przyjaciółka albo matka. Na początku próbujemy zawalczyć. Zaczynamy stawiać granice, prosić, zmieniać się. Efekt jest odwrotny od oczekiwanego. To nie ma sensu. Trzeba się ewakuować.

Pomyślałam, że jest sygnałów ostrzegawczych, które wyraźnie mówią: „Uważaj, trzymaj się z daleka”. Dlaczego my tak często tego nie widzimy? A naprawdę powinniśmy opuszczać ludzi, którzy…

Traktują nas, jak tło dla własnego ego

Jeśli mamy bliską osobę chcemy, żeby ta relacja była równa. Obie strony są tak samo ważne. Ich potrzeby, sprawy. Oczywiście, nie chodzi o to, że mam być codziennie po równo. To naturalne, że kiedy ktoś, kogo kochamy odnosi sukces, coś mu się udało, ma ważne wydarzenie w życiu – schodzimy na chwilę na dalszy plan. Ale tak nie jest zawsze. Ilu z nas spotyka jednak ludzi, dla których jest tylko lustrem. Chodzi o to, żeby przy nas, przez nas zobaczyli jacy są ważni, atrakcyjni, piękni. Czasem to może być facet, który spotyka się z nami
tylko dlatego, że my jesteśmy zakochane. Karmimy go, a on pełen energii odfruwa, żeby za chwilę znów do nas wrócić. Po to, żeby się najeść. Czasem są to nasze przyjaciółki. Nie dzwonią, żeby porozmawiać, ale żeby odegrać spektakl genialnej aktorki. To mi się udało, tamto się udało, w tym jestem świetna, w tym jeszcze lepsza. Ty? Na ciebie nie ma tu miejsca.

Albo poduszkę na łzy

Generalnie jesteśmy cudowne, jeśli ktoś ma kłopot. Bo musi opowiedzieć dziesiąty raz historię o kochanku, który nie dzwoni. Albo o mężu złym. Albo o narzeczonej, która zdradziła. Poświęcamy czas, dajemy energię, moc. Ale za tym nigdy nie idzie wzajemność. Gdy my mamy problem, on jest bagatelizowany. Albo niezauważany. Ostatnio moja przyjaciółka opowiadała o swojej siostrze. Siostrze. Która dzwoni tylko wtedy, jak ma ochotę się wypłakać. Później potrafimy nie odbierać telefonu tygodniami. Pouczają nas

Okropnie w tym wyglądasz, nigdy nie noś tej sukienki, dlaczego jesteś taka nieśmiała, musisz bardziej walczyć o swoje, przestań być taka napastliwa. Są ludzie, przy których czujemy się, jak dzieci. Nawet jeśli próbujemy zwracać im uwagę, dowiadujemy się, że przecież to z troski. Doprawdy to z troski kogoś się umniejsza? Ciekawe, prawda? Czasem nie muszą mówić. Wystarczy komunikacja niewerbalna. Wzruszanie ramion, przewracanie oczami, westchnięcia. I tak czujemy, że jesteśmy niewystarczające.

Bez przesady, już jesteśmy za dorosłe, żeby się w to bawić.

Boimy się ich

Ich niestabilności, reakcji na niektóre rzeczy. Są ludzie, którzy mają swoją nieustanną emocjonalną huśtawkę i bardzo chcą, żebyśmy też się na niej huśtały. Jednego dnia są do rany przyłóż, następnego dnia chłodni i obcy. Jednego dnia nic ich w nas nie denerwuje, drugiego dnia wszystko. W pewnym momencie zauważamy, że zaczynamy chodzić koło nich na paluszkach. Uważnie, ostrożnie, w lęku.

Obrażają się, jeśli mówimy im, co nam przeszkadza

To klasyka. Jesteśmy fajne, jak tańczymy, jak nam zagrają. Wspieramy ich ego, ładujemy w nich energię, zasilamy, słuchamy, spełniamy potrzeby. Nie mamy mocy? Chcemy powiedzieć prawdę, jak się czujemy w tej relacji- katastrofa. „Nie mam ochoty tego słuchać” słyszymy. Albo coś w w tym stylu. Wiadomo, wibracje muszą być tylko dobre, bez histerii i takie tam. Czyli w tłumaczeniu na nasze: nie wychylaj się, bo za chwilę mnie nie będzie. Nie podoba ci się, to spadaj.

Milczą zamiast komunikować wprost

Mistrzowie karania milczeniem. Nie wiesz, o co chodzi. Wiesz tylko, że coś jest nie tak, bo odpowiedź na wiadomości jest lakoniczna albo nie ma jej wcale. Generalnie domyśl się i skacz wokół królewicza, czy królewny. No nie, życie to nie jest bajka jednego króla, czy królewny.

Narzekają na innych

Kiedyś usłyszałam. Jeśli ktoś bardzo źle mówi o innych, kiedyś powie też o tobie. Jeśli ktoś gardzi innymi, dlaczego ma nie gardzić tobą? Jeśli ich ocenia, nie rozumie– dlaczego ty masz tego uniknąć. Miałam kiedyś przyjaciółkę. Zaprosiła do siebie znajomą parę, a potem ich obgadywała: bałaganią, nie zmywają, za długo siedzą, są beznadziejni. Nie zwróciłam na to uwagi. Ciągu dalszego można się domyśleć- później zaczęła to samo mówić o mnie.

Tak naprawdę nie są nami zainteresowani

I tu właściwie dochodzimy do sedna. Nie są nami zainteresowani dlatego nie próbują dla nas pracować nad sobą. To na nas spada cała ekwilibrystyka. Mamy być wodą, która doskonale wypełni naczynie. Koniec, kropka. Nie to do widzenia, żegnaj. I zamiast tak bać się tego „żegnaj”, powinniśmy chyba to olać i powiedzieć: „Tak, tak, właśnie, żegnaj”. Bo prawda jest taka, że zajęci ludźmi, którzy mają nas gdzieś, nie widzimy tych, którym zależy. Naprawdę zależy. Są przy nas, gdy cierpimy, nie odstawiają spektaklu, sprawiają, że czujemy się sobą. Interesują się, nie pouczają, są i chcą dalej z nami iść przez życie. Napisałam ten tekst i zaraz zadzwonię do przyjaciółki, którą tak często przegapiam.. Nie wiem dlaczego czasem tak bardzo chcemy zaspokoić tych trudnych ludzi.

Czas z tym skończyć. Czy tak nie będzie zdrowiej?