Lifestyle

Intymność pojawia się wtedy, gdy zdejmujesz swoją grubą skórę, a nie ubranie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 czerwca 2018
Fot. iStock / nd3000
 

Po nocy seksu z kimś, o kim niewiele wiesz, budzisz się z dziwnym uczuciem. Było fajnie, ale czegoś brakuje. Nie czujesz się dobrze z samym sobą, czujesz próżnię. Ta pustka to brak intymności. W większości przypadków, chcemy seksu, bo chcemy uczucia. Chcemy czuć się kochani, pożądani, ważni. Wydaje nam się, że da nam to nagość dwóch ciał splecionych w uścisku. Ale to złudzenie.

Seks bez miłości istnieje, intymność już nie

Możemy mieć bardzo miłe doświadczenie seksualne z kimś, bez potrzeby emocjonalnego zaangażowania czy związku. Psycholog Silvia Omedo mówi, że pożądanie seksualne może być odczuwane bez miłości i bez jakiegokolwiek innego uczucia lub emocji.

Jednak seks może też być podstawą romantycznej relacji i miłości. Związek, który się od seksu zaczął może przerodzić się w „coś głębszego”, w intymną bliskość. A intymność to więcej niż noc namiętności. Intymność dotyczy naszego wewnętrznego świata, tego, którego nie pokazujemy innym. Zachowujemy w nim nasze lęki, nasze sny, to co daje nam nadzieję i to, co nas zawstydza. Trzymamy je w sobie, ponieważ jeśli powierzymy je niewłaściwej osobie, narażamy się na zranienie.

Intymność z kimś innym polega na poznaniu jego wewnętrznego świata i ujawnieniu własnego. Trzeba być siebie ciekawym, dowiedzieć się, kim jest ta druga osoba. Intymność nie rodzi się w łóżku. To rozmowa, spacer, wspólne gotowanie w kuchni, wysłanie sobie ważnej wiadomości.

Seks jest również przejawem intymności, ale to tylko element „jeden z wielu”. Intymność, zarówno w seksie, jak i poza nim, wiąże się z sytuacją, w której czujemy się komfortowo i bezpiecznie. Oto stworzono nam przestrzeń, w której jesteśmy sobą i nie boimy się.

Intymność osiąga się, gdy słowa nie są potrzebne. Jedno spojrzenie wystarczy, aby zrozumieć, co druga osoba ma na myśli. W chwilach głębokiej intymności zapominamy o czasie. Czas może płynąć, bo nam wydaje się, że zwalnia z każdym gestem czułości i przywiązania.

Intymność rodzi się, gdy strach przed powiedzeniem drugiej osobie kim naprawdę jesteśmy znika, kiedy twój partner widzi twoje wady i pokazuje ci swoje. A to wymaga czasu i cierpliwości. Żeby osiągnąć tę więź, nie wystarczy nagie ciało, ale proces wzajemnego odkrywania, które czasem trwa miesiące, czasem nawet lata.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Lifestyle

Przez rok byłam kochanką żonatego mężczyzny. Dowiedziałam się o sobie wielu rzeczy, na przykład tego, że jestem zdolna do wszystkiego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 czerwca 2018
Fot. iStock/lechatnoir
 

Nie patrz już tak na mnie. Owszem, zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Ale prawda jest taka, że kiedy kochasz, nie myślisz o tym, czy on jest wolny, czy nie. Po prostu chcesz z nim być, chcesz, by cię kochał, przytulał, chodził z tobą do łóżka, do kina, do znajomych. Potem, po jakimś czasie przychodzi moment oprzytomnienia, bo okazuje się, że „musimy być ostrożni”. Jednak ty tego nie chcesz. Chcesz, by ona się dowiedziała, żeby niewygodna sytuacja przestała uwierać, chcesz grać w „otwarte karty”. To jest ten moment, kiedy okazuje się, że tak naprawdę jesteś sama. I że, nigdy nie byłaś z nim w związku.

Spotykałam się z żonatym przez rok i dowiedziałam się dzięki tej relacji więcej, niż przez 28 lat mojego życia nauczyłam się o mężczyznach i kobietach. Odeszłam z poczuciem żalu. Nie, nie dlatego, że byłam częścią wielkiego oszustwa, zdrady. Mam żal o to, jak słabi są mężczyźni. Jak łatwo nimi manipulować, jak przewidywalne są ich zachowania i jak trudno im podjąć ostateczną decyzję.  Ale to nie wszystko.

Właściwie jestem zdolna do wszystkiego

Wcześniej nie sądziłam, że mogłabym zrobić coś takiego drugiej kobiecie – chcieć „odbić” jej faceta. Kiedy go poznałam, przestało mieć dla mnie znaczenie, że ona istnieje. Właściwie nic się nie liczyło, poza nim. Moja przyjaciółka, jedyna, która wiedziała, mówiła mi wprost – „oszalałaś, chciałabyś, żeby i w twój związek ktoś tak wlazł z butami?”. Guzik mnie to obchodziło, bo uważałam, że to nasza relacja jest tą „pierwszą, najważniejszą”. Przecież go kochałam, więc to mnie się należał. Tak było. Wiele razy chciałam napisać do jego żony, powiedzieć jej o nas, wiele razy wyobrażałam sobie jak on staje w progu mojego mieszkania z walizką. „Odszedłem od niej, wybrałem ciebie” – widziałam to oczami wyobraźni, marzyłam o tym, to się stało moim celem, moją obsesją. Wierzyłam w to. Był nawet taki moment, kiedy chciałam błagać go o to, żeby to zrobił. Co mnie powstrzymało? Chyba zaczęłam wtedy widzieć, rozumieć, że to ja jestem w jego życiu „na chwilę”, że nigdy nie zamierzał związać się ze mną na stałe. Ale wiem, że dla niego byłabym skłonna zrobić wiele. Na przykład godzić się na spotkania o dziwnych porach, w dziwnych miejscach. Tam, gdzie nikt się nie dowie.

Można nienawidzić kogoś nie znając go

Jej nienawidziłam. Widziałam jej zdjęcie, kiedy otwierał portfel, żeby zapłacić za naszą wspólną kawę, za weekend nad morzem, za pokój na godziny. Słuchałam łapczywie, kiedy czasem o niej opowiadał, starając się wyłapać wszystkie słabości, szukając pogardy i braku szacunku dla niej w tonie jego głosu. Oglądałam jej zdjęcia na Facebooku i porównywałam ją do siebie. Cieszyłam się widząc te, na których wyglądała niekorzystnie. Komentowałam bezlitośnie, kiedy o niej opowiadał. Chciałam za wszelką cenę pokazać mu, jaka jest beznadziejna. Tak, to ja.

Można bardzo szybko znienawidzić tego, kogo się bardzo kochało

Wydawało mi się, że to niemożliwe. Był dla mnie najważniejszy. Szalałam na punkcie jego zapachu, kształtu jego podbródka, jego dłoni. Uwielbiałam jego głos, sposób w jaki się do mnie zwracał, kiedy miał na mnie ochotę albo kiedy po prostu był ciekaw mojego zdania. Bo, wierzcie lub nie, poza seksem łączyło nas jeszcze wiele innych rzeczy, może nawet dużo ważniejszych – dobrze się rozumieliśmy, bawiły nas te same rzeczy. I tak, powiedział, że mnie kocha. Tylko, zdaje się, jeśli chodzi o to jedno wyznanie, nasze definicje znacznie się od siebie różniły. On „kochał mnie”, czyli traktował jak miłe urozmaicenie swojego nudnego, małżeńskiego życia. Ja kochałam, czyli wiązałam z nim plany na przyszłość, widziałam go w swoim życiu.

Kiedy usłyszałam od niego: „Nie wygłupiaj się, przecież się nie rozwiodę”, moja miłość zamieniła się nienawiść. Znienawidziłam go za to, że uwierzyłam w tę bajkę. Praktycznie z dnia na dzień.

Mężczyźni nie odchodzą od żon

Są tchórzami, którzy chcą „upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu”. Mieć kochankę i mieć żonę. Mieć odrobinę dreszczyku emocji, kiedy spotykają się po kryjomu z tobą i dalej spokojne, stabilne życie „porządnego faceta”. Wolą „zachować twarz” niż zaryzykować dla ciebie swój wizerunek. Żona, czego by o niej nie mówili, jest dla nich jakimś wyznacznikiem statusu społecznego. Mogą cię zwodzić miesiącami i latami, nigdy nie mówiąc wprost, że możesz na coś liczyć. Mogą opowiadać o niej najgorsze rzeczy, ale i tak dadzą się jej zmanipulować, kiedy się w końcu zorientuje, że nie jest jedynym graczem na tym boisku.

A na koniec usłyszysz po prostu: „przecież wiedziałaś, że mam żonę, nic ci nie obiecywałem, bo nie mogłem”. Tak, to była twoja decyzja, że weszłaś w ten układ. Jesteś przecież dużą dziewczynką, rozumiesz, na co się piszesz, prawda?

Po wszystkim przychodzi jednak poczucie winy

Ale dopiero w momencie, gdy zostajesz sama. Myślisz nawet, że to poczucie samotności jest karą za to, że o mało co nie rozbiłaś czyjegoś związku. To jednak nie takie proste, to twoje uczucie jest bardzo złożone. Nikt ci jednak nie współczuje, że twój związek się rozpadł, bo nie miałaś do tego mężczyzny żadnego prawa. To prawda, choć przykra.

Związek z mężczyzną, który ma już z kimś własne życie jest upokarzający. Bo nigdy nie będziesz „numerem jeden”. On może dawać ci takie złudne wrażenie podczas waszych wspólnych nocy (albo raczej godzin, bo przecież na noc musi wracać do domu, do żony), ale tak naprawdę nigdy nie będziesz dla niego priorytetem. To moja najbardziej bolesna lekcja.

 


Lifestyle

Oni wiedzą jak zadbać o swoich gości. Idealne miejsce na wakacje – Baltin Hotel & SPA****

Redakcja
Redakcja
8 czerwca 2018
Mat. prasowe

Myślisz „wakacje” i przeciągasz się na samą myśl o błogim lenistwie? W końcu wakacyjny urlop to czas, w którym nie ma miejsca na wszystko to, co na co dzień zaprząta nam głowę. Czysta przyjemność bez pośpiechu, bez nerwów, bez „to musi być na już”. Każdy z nas marzy o takich wakacjach, dalekich od nieporozumień i nieprzyjemnych sytuacji. Cóż, zdarza się jednak, że miejsce, które wybieramy do wypoczynku, pozostawia wiele do życzenia i zamiast miłych wspomnień budzi w nas jedynie niesmak. Bo choć wszystko na zdjęciach i w opisie wyglądało cudownie, to rzeczywistość jednak mocno rozczarowała.

Dlatego warto, decydując się na miejsce wakacyjnego wypoczynku, wybierać te sprawdzone, które zachęcają do odwiedzin opiniami samych gości. W końcu kto, jak nie goście najlepiej wypowiedzą się na temat hotelu, w którym chcielibyśmy spędzić urlop, a który już ktoś wcześniej odwiedził?

Szukając miejsca idealnego na wakacje nad polskim morzem można dostać oczopląsu. W ostatnim czasie powstało wiele nowych ośrodków, hoteli, apartamentowców, które kuszą swoją ofertą. Jednak nim zdecydujemy się na ten jeden jedyny, warto spytać siebie, czego oczekuję od hotelu. Czy jadę z dziećmi, czy lubię spędzać aktywnie czas, czy cenię sobie dobre jedzenie i miłą atmosferę? Te wszystkie punkty należy wziąć pod uwagę, by uniknąć późniejszych rozczarowań.

My dzisiaj polecamy miejsce idealne na wakacje nad Bałtykiem. To Baltin Hotel & SPA**** położony w niewielkiej miejscowości koło Koszalina – w Mielenku. I to już jest pierwszy ogromny atut tego miejsca. Jeśli cenisz ciszę i spokój, masz dość zatłoczonych nadmorskich plaż, Mielenko jest tym, na co powinniście się zdecydować. Tu liczba turystów spędzających czas na plaży nie przyprawia o zawrót głowy i nie każe się ścigać o co lepsze miejsca. W przeciwieństwie do sąsiednich miejscowości, Mielenko posiada szerokie i piaszczyste plaże, a jeśli tylko zabraknie wam nadmorskiego gwaru, może odwiedzić po sąsiedzku chociażby tętniące od rana do nocy turystycznym życiem Mielno.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Jeśli planujecie wakacyjny wyjazd z dziećmi, nie moglibyście lepiej trafić. Baltin Hotel & SPA**** w wyjątkowy sposób dba o swoich najmłodszych gości. Do ich dyspozycji jest duży plac zabaw na zewnątrz hotelu, a także sala zabaw w środku. Przy basenie zewnętrznym zadbano o to, bo dla dzieci było bezpiecznie, dlatego wydzielono specjalny brodzik. Poza tym w sezonie letnim, a poza nim w każdy weekend, hotel w swojej ofercie posiada program animacyjny dla dzieci z wieloma atrakcjami pod okiem wykwalifikowanej kadry. Co więcej – goście hotelowi podkreślają, że to miejsce warto wybrać na wypoczynek nawet z najmniejszymi dziećmi. Hotel dysponuje łóżeczkami turystycznymi, wanienkami, a nawet podgrzewaczami do butelek! To się nazywa dbałość o przyszłych gości. 😉

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Tak, wiemy, że największą zmorą naszych polskich wakacji jest pogoda. Jednak na szczęście coraz częściej obserwujemy, że nie tylko plażą i morzem żyje polski turysta. Nie zależy nam jedynie na smażeniu się na piasku, chcemy od wakacji czegoś więcej. Jeśli chodzi o relaks – czyż nie byłoby idealnie znaleźć się w miejscu, gdzie można w cieniu poleżeć na wygodnych leżakach, a nawet hamakach? Gdzie znaleźlibyśmy czas na to, na co nam zazwyczaj go brakuje – czyli trochę aktywności? Baltin Hotel & SPA**** czyta w potrzebach swoich gości. Tutaj możecie wypożyczyć rowery i pozwiedzać przepiękne okolice na czterech kółkach (bez problemu dostaniecie foteliki lub riksze do rowerów dla najmłodszych). Jeśli ktoś chciałby spróbować nordic walking w hotelu bezpłatnie może skorzystać z odpowiedniego sprzętu. Co więcej istnieje możliwość uzyskania fachowej pomocy instruktora. Na samym terenie hotelu znajduje się miejsce do gry w siatkówkę plażową, w badmintona, jest także siłownia zewnętrza. A po wysiłku można wskoczyć do zewnętrznego podgrzewanego jacuzzi.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Jeśli pogoda wybitnie by nie sprzyjała, wewnątrz ośrodka znajduje się siłownia, bilard, piłkarzyki, a także strefa rekreacyjna z wewnętrznym basenem, łaźnią parową i sauną fińską. Korzystanie z tej strefy dla gości hotelowych jest bezpłatne.

Czy można chcieć czegoś więcej na wakacjach? Hm, tak – pysznego jedzenia. I o ten szczegół zadbał Baltin Hotel& SPA****. Czytając opinie gości, trudno nie trafić na te, które wychwalają kuchnię hotelu – od śniadań, przez obiadokolację, do dań wybieranych z karty. Co niektórzy przyznają samym tylko kucharzom po sto gwiazdek.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

I jeśli chcielibyśmy spiąć wszystko jedną klamrą, to nie możemy zapomnieć o jednym szczególe i kto wie, czy nie najważniejszym. Bo kto tworzy taką atmosferę miejsca, że aż chce się tutaj wracać? Nie baseny, nie atrakcje, nie piękne plaże – ale ludzie. To oni dbają, by nasz pobyt był jak najlepszy, odpowiadają na wątpliwości, służą pomocą, są mili, życzliwi, często to właśnie ich wspominamy z największym sentymentem. Baltin Hotel & SPA**** także i tutaj was nie zawiedzie. Stworzył zespół młodych ludzi, którzy lubią swoją pracę, a co najważniejsze lubią innych ludzi. Czytając opinie na temat hotelu często można się natknąć na podziękowania dla konkretnych osób z obsługi hotelowej. To ogromna wartość, o której wiele miejsc podobnych do tego zapomina. Jednak Baltin Hotel & SPA doskonale wie, jak zadbać o swoich gości w najdrobniejszych detalach. Dlatego też serdecznie zapraszamy.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe


 

Artykuł powstał przy współpracy z Baltin Hotel & SPA****

www.baltin.plInstagramFacebook


Zobacz także

Konkurs „Wspomnienia mają swoje zapachy”

Korpo-żony asypiają w milczeniu

To nie romans, tylko praca… Korpo-żony zasypiają w milczeniu

Cała prawda o wrażliwcach. Sprawdź czy jesteś jednym z nich?