Lifestyle

Hotele dla dorosłych, kawiarnie „bez dzieci” – czy takie usługi są niezgodne z prawem?

Redakcja
Redakcja
21 lipca 2021
fot. anyaberkut/iStock
 
Rosnący segment usług dla bezdzietnych, m.in. specjalne hotele czy restauracje, może być niezgodny z prawem – zwraca uwagę Prawo.pl. Prawnicy cytowani przez serwis wskazują, że takie wyłączenia mogą naruszać konstytucyjny zakaz dyskryminacji.

Kawiarnia, do której nie można przyjść z dzieckiem, hotele tylko dla dorosłych, osiedla, na których mogą mieszkać wyłącznie bezdzietni – w ten sposób przedsiębiorcy starają się przyciągnąć osoby, które męczy towarzystwo dzieci. Dla niektórych taka oferta to gratka, dla innych – powód do oburzenia. Może być także przyczyną problemów prawnych.

„Jeżeli nie ma żadnej racjonalnej przesłanki do wprowadzenia takiego zakazu, jak np. zagrożenie bezpieczeństwa dziecka, to uważam takie rozwiązania za dyskryminujące – ocenia w wypowiedzi dla Prawo.pl Aleksandra Ejsmont, radca prawny. – Mam wrażenie, że osoby, które wprowadzają takie zasady, zdają się zapominać, że dziecko także jest obywatelem i tak samo obejmuje je art. 32 ust. 2 Konstytucji, który zakazuje dyskryminacji” – mówi mecenas Ejsmont.

Podobnego zdania jest adwokat Jarosław Jagura, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. „W takich przypadkach zawsze trzeba zadać pytanie o racjonalne uzasadnienie dla wprowadzenie takiej zasady. Ma to oczywisty sens np. w przypadku kasyn lub klubów, wątpliwy natomiast, gdy w grę wchodzi pizzeria lub kawiarnia. Istotny też może być kontekst faktyczny, dlatego każdą taką sprawę trzeba by oceniać indywidualnie” – tłumaczy ekspert.

„Istotne jest też, czy chodzi o duże miasto lub kurort, w którym znajdzie się hotel dla każdego, czy o miejsce, gdzie pozbawienie kogoś wstępu do tego konkretnego lokalu, pozbawi go możliwości zjedzenia posiłku w restauracji lub przenocowania w danej miejscowości. W tym drugim przypadku będzie to zdecydowanie dyskryminujące działanie” – podkreśla Jagura.

Eksperci za absurdalny uważają też pomysł stworzenia osiedli tylko dla bezdzietnych. Podkreślają, że takie zapisy w umowach byłyby nie do wyegzekwowania.

„Nie wyobrażam sobie, jak miałoby to wyglądać – para, której urodziłoby się dziecko, miałaby automatycznie tracić prawo własności? Byłaby to ingerencja w najbardziej wrażliwą sferę życia człowieka, wątpliwa również z punktu widzenia dostępu do danych osobowych” – mówi mec. Ejsmont.

Więcej: w serwisie prawo.pl

Źródło informacji: PAP MediaRoom


Lifestyle

Wspieranie chorego działa na niego jak kolejne lekarstwo

Redakcja
Redakcja
21 lipca 2021
fot. KatarzynaBialasiewicz/iStok
 
To udowodnione: chory, który ma wsparcie rodziny i przyjaciół lepiej reaguje na leczenie i szybciej wraca do formy, niż osoby tego rodzaju pomocy pozbawione. Mało tego, poczucie, że nie jest się samemu w zmaganiu się z chorobą, ma czasem większe znaczenie niż medyczna terapia.

Pacjent leżący na łóżku szpitalnym, otoczony skomplikowaną aparaturą, podłączony do różnych przewodów, rurek i kroplówek pośród narastającego tłumu innych chorych, zestresowany i spanikowany do granic wytrzymałości, ma coraz większe poczucie bycia przedmiotem na przesuwającej się nieubłagalnie taśmie w wielkiej fabryce produkcyjnej. Przekazywanie choremu najczęściej zdawkowych informacji podawanych w pośpiechu, nierzadko hermetycznym i niezrozumiałym żargonem językowym przez sprawujący nad nim opiekę personel medyczny na pewno nie ułatwia radzenia sobie z chorobą i nie sprzyja procesom zdrowienia, nie mówiąc już o obniżeniu tolerancji na coraz bardziej agresywną i toksyczną terapię – to fragment rozdziału książki o holistycznej opiece onkologicznej autorstwa onkologa dr Janusza Medera z warszawskiego Instytutu Onkologii.

A niestety, tak wygląda rzeczywistość wielu pacjentów, którzy chorują na raka. Szczególnie trudne jest w tym wszystkim poczucie samotności i niezrozumienia.

Z badań ankietowych, które przeprowadzono na dużych grupach zarówno pacjentów, jak i lekarzy i pielęgniarek, na pytanie, co jest największym problemem dla chorych na raka zdecydowana większość przedstawicieli białego personelu wymieniała: przewlekłe zmęczenie, silne bóle, nudności i wymioty oraz wiele innych dolegliwości związanych z leczeniem przeciwnowotworowym. Pacjenci najczęściej dawali natomiast inną odpowiedź: upokorzenie oraz naruszanie wolności i godności człowieka.

Stąd nasze wysiłki, by w szkoleniach, które organizujemy jako Polska Unia Onkologii, zawsze było miejsce na aspekty psychoonkologiczne. Uczymy, w jaki sposób psychicznie wspomagać chorego i jego najbliższych, jak przekazywać trudne informacje, rozmawiać na niełatwe tematy. Ale i tego, jak pełnić rolę lekarza: nie możemy przecież płakać razem z chorym, ale dodawać mu sił w walce z chorobą, pomóc zaakceptować tę trudną sytuację. A nierzadko nawet wytłumaczyć, że rak nie jest karą za jakieś grzechy, ale chorobą, pewnym doświadczeniem życiowym, z którego trzeba wyciągnąć wnioski – pisze w książce dr Meder.

Wsparcie pomaga w mierzeniu się z najtrudniejszą chorobą

Zachodzą jednak zmiany w podejściu do pacjenta. Całymi latami dominowało tzw. paternalistyczne – lekarz jawił się jak niemal wszechmocna osoba, która z wyżyn własnych kompetencji decydowała o losie pacjenta. Jednak coraz większa liczba lekarzy dostrzega, że warto być partnerem dla pacjenta. Prawo zresztą wymaga, by lekarz przekazywał pacjentowi wszystkie informacje dotyczące jego stanu, możliwości leczenia i rokowania, a zwolnić go z niego może w praktyce wyłącznie pacjent.

Prawdą jest, że jako lekarze mamy zawsze zbyt mało czasu na rozmowę, wyjaśnienie wątpliwości pacjenta i jego bliskich, bo przytłacza nas rosnąca liczba chorych i biurokracja. Jednak nawet w tym zagonieniu lekarz, który chce, zawsze znajdzie chwilę na taką rozmowę: czasem wystarczy ciepły gest, słowo otuchy, uśmiech – ocenia dr Meder.

I podkreśla, że w procesie leczenia najważniejsze jest to, by postrzegać człowieka holistycznie, zarówno w sensie fizycznym, psychicznym jak i duchowym, widzieć w nim nie tylko kolejnego pacjenta, ale i człowieka z jego emocjami i uczuciami.

Zachorowanie na nowotwór jest dla każdego człowieka punktem zwrotnym w życiu. Chorowanie w samotności wydaje się szczególnym cierpieniem. Nie chodzi jedynie o prozaiczną pomoc w codziennych sprawach typu zakupy, posprzątanie domu czy przewiezienie do lekarza. O to zawsze można kogoś poprosić. Myślę, że najtrudniejsza jest cisza, niemożność podzielenia się z bliskimi swoimi myślami, przytulenia, serdecznej rozmowy czy wspólnego zapomnienia o chorobie – tak mówi inny onkolog, prof. Jacek Jassem, który kilka lat temu doświadczył tego osobiście, sam bowiem zachorował na nowotwór.

Miał to szczęście, że jego bliscy okazali mu niezwykłe wsparcie.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak to jest ważne, dopóki sam nie zachorowałem. Ogromną pomocą było też dla mnie wsparcie przyjaciół. Okazało się, że mam ich znacznie więcej niż myślałem, że potrafią mnie wspierać w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałem. Zorganizowali na przykład specjalny wieczór, podczas którego odśpiewali kilka kapitalnych, skomponowanych specjalnie dla mnie utworów. Wielkiej pomocy udzielili mi także współpracownicy, odciążając od wielu obowiązków. Można by powiedzieć, że przy takim wsparciu, to można chorować! – śmieje się dziś prof. Jacek Jassem.

Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Pomysł na Dom Chorych na Raka

Wsparcie powinna mieć każda osoba, u której zostaje zdiagnozowany rak, bo w takiej sytuacji ciężko jest poradzić sobie z emocjami i stresem. Jednak są osoby, które wokół siebie nie mają nikogo. Rodziny wielokrotnie nie są w stanie dać pełnego wsparcia – mówi Elżbieta Kozik, Prezes Polskich Amazonek Ruchu Społecznego.

Znając potrzeby chorych onkologicznie Amazonki wpadły na pomysł wybudowania przy Centrum Onkologii w Warszawie pierwszego Domu Chorych na Raka. Ideą pomysłu było zabezpieczenie osób nie posiadających bliskich, by po leczeniu szpitalnym umieścić ich w Domu Chorych na Raka, zapewnić pełną opiekę rehabilitacyjno-psychologiczną i stąd wysyłać na zabiegi terapeutyczne do szpitala.

Projekt opracowany był we wszystkich szczegółach i wydawało się, że są duże szanse na realizację. Niestety, plan budowy Szpitala Południowego przekreślił nasze plany. Nie dostałyśmy działki budowlanej. Domu o którym marzę, w którym chorzy byliby zaopiekowani i czuli się bezpiecznie na razie jednak nie będzie – ubolewa Elżbieta Kozik.

System do poprawki

Nawet najlepsi i najbardziej wrażliwi lekarze zaczynają zatracać sens swojej misji i pracy lekarskiej wobec narastającej biurokracji, nakazów i zarządzeń urzędniczych, wydłużających się kolejek i ograniczenia dostępu do niezbędnych procedur medycznych najczęściej w onkologii ratujących życie ludzkie, nie mówiąc już o zapaści kolejnych systemów niewydolnej opieki zdrowotnej, wprowadzaniu limitów ilości świadczeń i coraz większych ograniczeń finansowych – zwraca uwagę dr Meder.

A pacjenci narzekają na trudności z uzyskaniem od personelu medycznego wyczerpujących informacji na temat tego, jak sami mogą wspomóc leczenie.

Po operacji pacjent nie jest edukowany, jak pielęgnować bliznę, jak się odżywiać, jak się rehabilitować. A szkoda, bo to niezwykle cenna wiedza. Uważam także, że każdy chory na raka powinien trafić pod opiekę psychoonkologa, aby pokonać swoje lęki, strachy, demony, które są w głowie. Zamiatanie takich emocji pod dywan nie jest dobrym rozwiązaniem – podkreśla Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum, której mąż zachorował na raka jelita grubego.

Co można podpowiedzieć osobom, które znajdą się w takim położeniu? Ci, którzy taką diagnozę mają za sobą, polecają szukać pomocy w organizacjach działających na rzecz chorych onkologicznie. To nie tylko najlepsze źródło rzetelnych informacji, ale także konkretne podpowiedzi, gdzie szukać pomocy.

Wiadomość o tym, że mój mąż ma raka jelita grubego, spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Ale po rozpaczy, łzach, niedowierzaniu włączył mi się tryb zadaniowy. Powiadomiłam o sytuacji teściową i najbliższą rodzinę. Zaczęłam szukać osób, które mogłyby mi podpowiedzieć, gdzie szukać pomocy, do kogo się zwrócić. Zaczęłam od Fundacji EuropaColon Polska. Wiedziałam, że trzeba działać i to bardzo szybko. W Fundacji dostaliśmy ogromne wsparcie od chwili diagnozy przez kilka tygodni po wyjściu męża ze szpitala dyskretnie nam towarzyszyli. To z Fundacji dostaliśmy różne broszury, cenne informacje, podpowiadano nam, co czytać, co robić, do kogo zwrócić się po pomoc. To od osób z Fundacji dowiedziałam się, jakie informacje przekazywać mężowi, a które pomijać, aby niepotrzebnie go nie stresować na tym pierwszym etapie przed pełną diagnozą – kiedy jest wiele strachu i wiele niewiadomych. Podpowiedziano mi także, gdzie szukać dalszej pomocy, już tej bardziej specjalistycznej – wspomina Elżbieta Brzozowska.

Wszyscy są zgodni co do jednego:  w chorobie ważna jest obecność drugiego człowieka – jeśli to nie może być ktoś bliski, warto poszukać wsparcia gdzie indziej. Im więcej takich wspierających osób chory spotka na swojej drodze, tym łatwiej będzie mu ją przejść.

Z chorobą jest jak z górami: gdy człowiek czuje partnerstwo, braterstwo liny, to nie boi się iść, a gdy tej drugiej osoby nie ma, może być trudno. Jeżeli możesz liczyć na drugiego człowieka przejście tego wszystkiego wydaje się łatwiejsze. Wiem jak to brzmi, ale naprawdę to nie są frazesy. Tysiące ludzi na świecie doświadczają tego samego. Samotna walka może nie jest z góry skazana na porażkę, ale z pewnością jest trudniejsza – mówi Edyta Kruk, chora na raka jajnika.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie/PAP Media-Room


Lifestyle

Skwalan, wąkrotka i bakuchiol – absolutne przeboje w kosmetyce. Co dają naszej skórze?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 lipca 2021
fot. JulyProkopiv/iStock

To trio od wielu miesięcy podbija serca fanek pielęgnacji. Ale nie są to jedynie marketingowe hity. Skwalan, wąkrotka azjatycka i bakuchiol czynią cuda a ich działanie potwierdzają badania.

Autorką tekstu jest Agnieszka Prokopowicz, dziennikarka, autorka serwisu urodowego www.bellateca.pl

Skwalan

Skwalan to totalny hit w pielęgnacji i składnik wielu kremów i balsamów. Czy wart jest naszego zainteresowania? Jak najbardziej! To substancja, którą i tak mamy w skórze, choć czasem za mało, oczywiście zanika z wiekiem. Wchodzi w skład sebum, tj. zewnętrznej warstwy lipidowej, która zapewnia ochronę skóry, jej miękkość, elastyczność, nawilżenie. Walczy też ze szkodliwymi bakteriami i grzybami.

Skwalan jest antyoksydantem. Wzmacnia zatem naturalną barierę lipidową skóry i lekko natłuszcza. I jest jeszcze coś. Poza jego własnymi właściwościami odbudowującymi, skwalan jest nośnikiem dla biologicznie aktywnych składników rozpuszczalnych w tłuszczach. Jego obecność po prostu na służy.

Czysty skwalan pozyskuje się z trzciny cukrowej. Ma on postać bezzapachowego i nieuczulającego olejku, który jednak nie pozostawia „tłustego” filmu. Ma drobne cząsteczki, może zatem głęboko wnikać w skórę. Gdy już się tam dostanie – nawilża, wygładza, odżywia i poprawia jej koloryt. Mój ulubiony skwalan jest właśnie w postaci czystego olejku. Nanosimy go na oczyszczoną, wilgotną skórę i delikatnie wmasowujemy. Ten mój jest z Ministerstwa Dobrego Mydła. Można też kupić kremy i balsamy, których składnikiem jest skwalan. Dobrej jakości jest Dr Jart, BasicLAB i Resibo. Zdecydowanie warto poszukać.

 

Wąkrotka

Wąkrota azjatycka, inaczej gotu kola, znana jest i wykorzystywana od tysięcy lat. Przede wszystkim w ajurwedzie – indyjskiej medycynie naturalnej. Wiadomo, że gotu kola wspiera koncentrację i pamięć, poprawia nastrój (używa się jej w leczeniu depresji) oraz zmniejsza niepokój. W pielęgnacji odżywia suchą skórę, działa antybakteryjnie i łagodząco.

Za fantastyczne działanie wąkrotki odpowiada zawarty w niej kwas azjatykowy. Ma on właściwości regenerujące i nawilżające. Pomaga na cerę naczynkową, wrażliwą i skłonną do zaczerwienienia. Poprawia mikrokrążenie i wyraźnie zmniejsza widoczność “pajączków” i drobnych naczynek. Witaminy A, C, K, E, które ma w składzie gotu kola, działają antyoksydacyjnie. Na ryku jest wiele produktów z wąkrotką.

Dla mnie basolutnym hitem jest krem Dr Jart, Cicapair, który cudownie koryguje rumieńce i niedoskonałości. W słoiczku ma kolor zielony, ale po nałożeniu na skórę wtapia się w skórę, pełniąc funkcję korektora, balsamu i podkładu jednocześnie. Podobnie działa polski AA Cica Benefit, regenerująco-łagodzący krem do twarzy – również z wąkrotką.

 

Bakuchiol

Wakrotkę tysiące lat temu odkryli i używali do leczenia Hindusi, a Bakuchiol – Chińczycy. Następca retinolu – bakuchiol – ma jego większość cudownych właściwości, ale nie uczula i nie jest wrażliwy na słońce. To pochodna retinoidów, podobnie jak retinol, ale w tym przypadku mówimy o retinoidach roślinnych.

Pozyskuje się go z zioła Psoralea corylifolia czyli ziela Babchi, znanego też jako Babći, Ba Gu Zhi oraz Bakuchi. Roślina ta działa antybakteryjnie, wygładza zmarszczki, poprawia odcień skóry, niweluje przebarwienia. Dzięki swojemu działaniu odkażającemu doskonale pomaga w leczeniu trądziku i łagodzi stany zapalne. Zimą przetestowałam całą linię kosmetyków Bielendy – Bakuchiol BioRetinol Effect i powiem wam – przypadły mi do gustu.

Bardzo lubię też ostatnią linię IOSSI, a szczególnie Ultra-Rich Multivitamin Wrinkle Smoothing Face Cream – wygładzający, bogaty krem do twarzy z witaminą C, B3 i E oraz bakuchiolem. Składnik ten ma podstawową cechę – nie podrażnia, a działa. Jednym słowem – wszystkie te modne składniki są warte polecenia. Poszukajcie w drogeriach i wybierzcie coś dla siebie.

 


Zobacz także

„Nie ma czasu na pretensje… Zdaje się, że życie jest za krótkie, a my tak często nadużywamy sporów i kłótni”. Akcja #ListdoNiego

woda

Ile wody należy pić, aby schudnąć?

Czy wiesz, kiedy jest najlepszy czas na sen, obiad albo seks? To zależy od twojego wieku. Sprawdź, który „rytm” jest dla ciebie najlepszy