Lifestyle

„Homoseksualizm to choroba patologiczna”. Tak twierdzi ponad połowa lekarzy w Europie. Czy są wśród nich Polacy?

Redakcja
Redakcja
14 kwietnia 2017
Fot. iStock/svetikd
 

Osoby o odmiennej orientacji seksualnej zostały uznane przez lekarzy z 19 państw Europy, jako chore i kwalifikują się do leczenia. Tak twierdzi ponad połowa z 1039 przedstawicieli branży medycznej, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

„Homoseksualizm jest chorobą, którą można wykryć i wyleczyć”. Taki pogląd dominuje wśród lekarzy w Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Łotwie, w Rumunii, Słowacji i w Polsce.

Ma to związek z sytuacją polityczną, która panuje w krajach bloku wschodniego. W tych rejonach panuje mała tolerancja homoseksualistów, od których wymaga się ukrywania swojej orientacji.

Badani wskazują powód takiego wyniku. Zwracają uwagę na to, że w wielu krajach Unii Europejskiej brakuje odpowiedniej polityki, kampanii i środków uświadamiających, że homoseksualizm to nie jest choroba, którą można leczyć tak jak np. grypę.

Kolejnej przyczyny doszukują się w programie szkoleń i studiów medycznych, które nie zawierają tematów dotyczących osób homoseksualnych.

Autorzy opublikowanego raportu proponują szereg rozwiązań. Ich zdaniem profesjonaliści powinni być wspierani poprzez szkolenia i budowanie świadomości. Podjęcie środków, które mogą zmienić ich pogląd jest ważny. Osoby homoseksualne powinny być traktowane na równi z heteroseksualnymi i powinni mieć takie same prawa do korzystania z opieki medycznej.

W badaniu udział wzięli lekarze z Austrii, Bułgarii, Danii, Grecji, Hiszpanii, Finlandii, Francji, Chorwacji, Węgier, Irlandii, Włoch, Litwy, Łotwy, Malty, Holandii, Polski, Rumunii, Słowacji i Wielkiej Brytanii.

To przerażające, że osoby wykształcone mają takie poglądy. Homoseksualizmu nie można wyleczyć, bo nie jest chorobą, co stwierdziła Światowa Organizacja Zdrowia i wykreśliła go z listy w wyniku głosowania. Naukowcy nigdy nie otrzymali rzetelnych wyników badań nad homoseksualistami, których można by traktować jako pacjentów.

Pełny raport znajduje się tutaj


Źródło: rosavzw.be


Lifestyle

Chciałabym w oczach ludzi być PIELĘGNIARKĄ, ale chciałabym również przez inną pielęgniarkę traktowana jak pielęgniarka.

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 kwietnia 2017
Fot. iStock / santypan
 

Oddział Onkologii. Każdego dnia ok 30 pacjentów czeka na wyniki badań, żeby otrzymać kolejny cykl chemioterapii, a wraz z nim kolejne dni, jakże cennego życia. Razem z nimi czekają Ci, którzy na co dzień towarzyszą im w tych trudnych chwilach – ich rodziny i przyjaciele. Pomiędzy nimi, najczęściej w kolorowym ubranku, w skupieniu, krząta się pielęgniarka. Pobiera krew, wykonuje pomiary parametrów, a w końcu zakłada wkłucie i podaje najpierw leki przeciwwymiotne, premedykację, a później leki przeciwnowotworowe. Niby nie robi nic więcej oprócz tego, co do niej należy, ale stres związany z codziennym kontaktem z ludźmi chorymi na nowotwory jest stresem przewlekłym, a ten ma największy wpływ na zdrowie człowieka.

Wystarczy przyjrzeć się danym epidemiologicznym. Wskazują one na ciągły wzrost zachorowań na choroby nowotworowe, a prognozy przewidują nawet, że już niedługo staną się one pierwszą przyczyną zgonów nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wśród pacjentów oddziałów onkologicznych- chemioterapii jest wielu takich, którzy wymagają tylko leczenia uzupełniającego i po nim będą mogli przejść pod kontrolę Poradni onkologicznej. Niestety są też chorzy, a tych jest bardzo dużo, którym z powodu dużego zaawansowania choroby można zaproponować tylko leczenie paliatywne aby mogli w dobrej jakości życia, powoli umierać.

Jakie cechy charakteru powinna mieć pielęgniarka sprawująca opiekę nad tego typu pacjentami? Musi być przede wszystkim CZŁOWIEKIEM. Chemioterapia, to nie jest wizyta jednorazowa, niektórzy z pacjentów zaliczają po kilkanaście, a nawet więcej pobytów i po krótkim okresie przerwy wracają z powrotem. Dlatego też pielęgniarka onkologiczna nie może traktować pacjenta jak narzędzie swojej pracy, musi znaleźć inny sposób na wszechogarniający stres związany ze swoją pracą. My jesteśmy z tymi ludźmi od początku ich choroby, widzimy wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, widzimy jak nikną w oczach, a na koniec dochodzi do nas informacja o ich śmierci (wtedy kiedy umiera poza naszym szpitalem). I nie jest to dla nas ktoś obcy, ktoś kogo widzi się pierwszy raz, ale osoba znana z częstych wizyt w szpitalu, z telefonów, ktoś o kim wiemy niekiedy naprawdę dużo, znamy jego życie, rodzinę i cele jakie chcą osiągnąć przed nieuchronną śmiercią. Słuchamy, przytulamy i pocieszamy kiedy są po rozmowie z lekarzem, który właśnie oznajmił, że to już koniec leczenia, że nic już nie możemy zaproponować, stoją nic nie rozumiejąc i ściskają w ręku skierowanie do Hospicjum. Musimy na to znaleźć czas, chociaż czekają inni, CI, dla których wszystko skończy się dobrze, ale również Tacy, którzy już niedługo usłyszą to samo.

Leki przeciwnowotworowe mają wpływ również na personel medyczny. Pielęgniarki skarżą się na metaliczny smak w ustach, nudności, wypadanie włosów i inne dolegliwości. Nie mamy dodatkowego urlopu zdrowotnego, wcześniejszej emerytury ani dodatków za pracę w warunkach szkodliwych. Wśród pielęgniarek są przypadki zachorowania na nowotwór piersi, płuc i niestety nie wiemy, czy aby praca z cytostatykami nie przyczyniła się do tego. Obecnie leki cytostatyczne przygotowywane są przez farmaceutów ubranych jak kosmonauci, w pomieszczeniach wyposażonych w wysokiej klasy wyciągi, ale wiele z nas pamięta czasy, kiedy w szpitalu była jedna komora laminarna, fartuch chirurgiczny i lateksowe rękawiczki, a co najgorsze na dyżurze jedna pielęgniarka. Siłą rzeczy nie można było pójść do komory laminarnej.

Cytostatyki mogą powodować u pacjenta różnego rodzaju powikłania łącznie z ostrymi reakcjami anafilaktycznymi. Potocznie mówi się, że pacjentów onkologicznych nie reanimuje się, ale to nie jest prawda. Jak nie reanimować 30 letniego mężczyzny z nowotworem dobrze rokującym, przy którym czuwa kochająca żona, a w domu czeka dwójka małych dzieci? Nie mamy w zespole pielęgniarki anestezjologicznej, to my pielęgniarki onkologiczne z lekarzami onkologami podejmujemy pierwsze czynności, od których zależy dalsze postępowanie wezwanego zespołu anestezjologicznego. Jeżeli się uda, potem dalej pomagamy mu dojść do siebie i cieszymy się z każdego kolejnego dnia, jeżeli nie- jeszcze długo pozostaje w naszych sercach.

Nie każda pielęgniarka jest w stanie to wytrzymać, niektóre odchodzą po kilku dniach pracy. Zostają tylko te, które kochają ludzi, są empatyczne, cechują się dużą cierpliwością i odpornością na stres.

Nasze zarobki są niskie i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie się to poprawi. Aby zapewnić sobie normalne życie pracujemy w dwóch, trzech a nawet więcej miejscach pracy, tracąc przez to normalność. Nie mamy czasu na odpoczynek, relaks, ale przede wszystkim na doładowanie „baterii człowieczeństwa”. Nasza grupa zawodowa jest inna, brak w niej wzajemnego zrozumienia, solidarności, ale również dobrego przywódcy. Cechą szczególną jest zazdrość i strach przed tym, aby inna nie miała się lepiej. Nasze przełożone dbają o to, aby nikt im nie zagroził, nauka jest niemile widziana.

Może więc zamiast użalać się nad sobą, udowadniać która specjalizacja w pielęgniarstwie jest najtrudniejsza i kto powinien więcej zarabiać, zacznijmy działać od samego dołu. Niech każda pielęgniarka wie, że jest AŻ pielęgniarką, niech oddziałowa będzie naszą oddziałową, niech dba o interesy pielęgniarek, a nie czyha tylko na nasz błąd, żeby ukarać, niech naczelna będzie rzecznikiem pielęgniarek i niech broni naszych racji, a nie tylko racji dyrekcji zakładu. Wszystkie jesteśmy jednakowo potrzebne i TE na onkologii, anestezji, okulistyce i TE w przychodni, każda samodzielnie decyduje gdzie chce pracować. Jak najbardziej opowiadam się za zróżnicowaniem zarobków w zależności od miejsca pracy ale także za zniesieniem różnic w wynagrodzeniu na tym samym stanowisku. Chciałabym godnie zarabiać w jednym miejscu pracy, marzę o poprawie warunków pracy przede wszystkim w kwestii norm zatrudnienia, chciałabym w oczach ludzi być PIELĘGNIARKĄ, ale chciałabym również przez inną pielęgniarkę traktowana jak pielęgniarka.


Lifestyle

Kieliszek wina, papieros i zachód słońca – takie było jego ostatnie życzenie. A wy? O co poprosilibyście wiedząc, że zostało wam tak mało czasu?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 kwietnia 2017
Fot. Screen /Aarhus Universitetshospital

Kiedy Duńczyk, Carsten Flemming Hansen usłyszał, że zostało mu kilka dni życia, poprosił o spełnienie swojego ostatniego życzenia. Chciał wypić kieliszek białego wina i paląc papierosa oglądać zachód słońca.Pajcent miał przejść operację, jednak okazało się, że jego stan jest tak poważny, że zabieg nie jest już możliwy. Lekarze nie dali żadnych szans na uratowanie jego życia. Wtedy Carsten poprosił opiekującą się nim pielęgniarkę o przysługę – drobne, choć niekoniecznie „zdrowe” przyjemności. Personel medyczny, zważywszy na wyjątkową sytuację pana Hansena przychylił się do jego prośby.

Szpital w Aarhus, za zgodą rodziny zdecydował się opublikować zdjęcie, upamiętniające tę wyjątkową chwilę. Według pielęgniarki towarzyszącej pacjentowi, to niezwykłe pożegnanie z życiem odbyło się w spokojnej, rodzinnej atmosferze (obecni byli bliscy Hansena), w dużej mierze dzięki niemu samemu. Pan Hansen żartował i pozostał pogodny, do końca.

Niech ten wymowny obraz przypomina nam jak wielką wartością jest nasze życie, i jak jest wspaniałe, dopóki tylko mamy na nie wpływ. Cieszmy się tym, co mamy.


Na podstawie: tvn.24.pl

 


Zobacz także

9 pokarmów, których nie powinno się łączyć z czerwonym winem

Przyjaźń damsko-męska? Jest co najmniej 5 zalet takiej relacji

Przyjaźń damsko-męska? Jest co najmniej 5 zalet takiej relacji

sodastream

Lubisz smak wody gazowanej, ale nie chcesz znosić do domu ciężkich butelek?