Lifestyle

Halina Młynkowa: Jeśli ktoś chce zrobić drugiej osobie piekło w życiu, to niech w tym piekle siedzi sobie sam

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
5 marca 2021
Halina Mlynkova / Fot. Ula Koska
 

Nigdy nie byłam od kogokolwiek uzależniona, jestem bardzo samodzielna. Dla mnie znalezienie siły na to by żyć godnie i pięknie nie jest żadnym problemem. – mówi polska piosenkarka, autorka tekstów i muzyki Halina Młynkova. Niezwykle silna i odważna kobieta, która zawsze potrafi zawalczyć o swoje szczęście, niezależnie od okoliczności.  Jej najnowszy singiel „Szkło” usłyszmy już 11 marca.

Klaudia Kierzkowska: Napisała pani słowa do piosenki „Zanim stracisz”, w której śpiewa – nie wprost – o przemocy domowej. Od razu na usta ciśnie się pytanie, co skłoniło panią do jej napisania?

Halina Młynkowa: Słowa piosenki wypłynęły głęboko z mojego serca. Jak tylko dostałam muzykę, to tekst powstał bardzo szybko, tak jakbym pisała list.  Każdy z nas ma różne doświadczenia życiowe. Spotykają nas różne sytuacje. Tekst do tej piosenki wypłynął z głębi mojego serca, być może w tym momencie był mi bardzo potrzebny.

Odnoszę wrażenie, że piosenka ta jest dość wyraźnym komunikatem skierowanym do kobiet, które cierpią w samotności. Jak pomóc takim kobietom i sprawić, by przestały być niewidzialne?

Codziennie czytam bardzo wiele wstrząsających historii. Niestety temat przemocy wobec kobiet wciąż jest tematem tabu. Dla mnie osobiście najbardziej bolesny jest fakt, że mężczyźni bardzo mocno ingerują w życie kobiet i ich decyzyjności w wielu tematach. Z drugiej strony kobiety coraz częściej starają się walczyć o siebie. Jednak cały czas obecny jest w nich strach powiedzenia o czymś złym, co dzieje się w życiu, małżeństwie. Strach przed wyrwaniem się z życiowej apatii, nadal bardzo głęboko siedzi w kobietach. Nie zapominajmy, że pomoc w pierwszej kolejności musi wypłynąć z chęci samej kobiety.

Kobiety w związkach przemocowych często nie zdają sobie sprawy, że tkwią w czymś toksycznym. Tak też wmawiane mają latami. Wszystkie sytuacje wynikają ze złego zachowania kobiety, nigdy mężczyzny. Kobiety niestety w to wierzą i dlatego udają, że nic złego nie dzieje się w ich życiu. Ukrywają wszystko przed najbliższymi, rodziną. I dopóki one same nie dostrzegą, że coś jest nie tak – nic się nie zmieni. Kobieta musi zacząć mówić po prostu. I tutaj bardzo ważna jest natychmiastowa reakcja ludzi, do których takich komunikat dotrze. Osoby pokrzywdzone potrzebują ogromnego wsparcia, z całą pewnością nie słów – „może ci się wydawało”, „on nic złego nie zrobił”, „nie przesadzaj”…

Nie jest tajemnicą, że rozstała się pani z mężem, Leszkiem Wronką. Jak po rozwodzie udało się pani znaleźć siłę żeby zacząć żyć od nowa, i co najważniejsze, by cieszyć się życiem?

Nigdy nie byłam od kogokolwiek uzależniona, jestem bardzo samodzielna. Dla mnie znalezienie siły na to, żeby żyć godnie i pięknie nie jest żadnym problemem. Od zawsze w takich bardzo trudnych momentach bardzo dobrze działam, zwłaszcza jeśli coś dotyczy mojego dziecka. Mam wtedy taką wewnętrzną siłę, pewnie większość kobiet wie o czym mówię – mogłabym góry przenosić.

Halina Mlynkova / Fot. Ula Koska

Trudnych, przełomowych momentów w naszym życiu jest wiele. Każda z nas takich doświadcza, zarówno pani, ja, jak i miliony kobiet. Podejmując trudne decyzje bardziej skupia się pani na sobie czy na dziecku?

Myślę o jednym i drugim. Ludzie bardzo często nie chcą się rozstać ze względu na dobro dziecka. Tylko dla niego tkwią w toksycznym związku. Niestety doprowadzają do sytuacji, w której ani kobieta, ani dziecko nie są szczęśliwi. Nie zapominajmy, że w takim przypadku dziecko wychowywane jest na złym przykładzie, tkwi pośrodku nieszczęśliwego związku, później powiela zachowania rodziców, a mogłoby być zupełnie inaczej.

W wierze ewangelickiej bardzo podoba mi się jedna rzecz. Kiedyś zapytałam księdza, dlaczego drugi raz można wziąć ślub. Odpowiedział, że Bóg jest tylko miłością. Jeśli gdzieś dzieje się duże zło, to lepiej to zakończyć i w pokoju, szczęściu iść swoją drogą. Jeśli ktoś chce zrobić drugiej osobie piekło w życiu, to niech w tym piekle siedzi sobie sam. W XXI wieku, kiedy żyjemy w społeczeństwie demokratycznym i chcemy utrzymać wolność, nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości, że mamy prawo do szczęścia.

Kiedyś powiedziała pani, że samodzielnie wychowuje dziecko, ale nie jest samotną matką.

Tak mówią wszystkie matki, które są same z dziećmi. To nie są samotne matki, ale samodzielne! Matki te mają wokół siebie ogromne wsparcie. Miały siłę żeby odejść i zacząć na nowo żyć.  Powinny być dumne z tego, że potrafią zapewnić swoim dzieciom szczęście, miłość, poczucie bezpieczeństwa. To bardzo istotne, żeby nie mówić o kobietach, które żyją bez mężczyzny, że są samotne. Nie mogę pogodzić się  z tym, że mówiąc o rozstaniu najczęściej przyjmuje się, że to on ją zostawił, że ona mu coś chciała zabrać. To obrzydliwe. Ile kobiet utrzymuje mężczyzn, albo prowadzi dom, jest jego pionem, najważniejszą ścianą tego domu.  A przy rozstaniu zakłada się, że to ona jest zołzą i  chce zabrać całą kasę!

Halina Mlynkova / Fot. Ula Koska

Ma pani jednego, już prawie pełnoletniego syna. To syn jest pani siłą napędową?

Mój syn jest cudowny! Jesteśmy dwójką nierozłącznych ludzi, zawsze idziemy ze sobą ramię w ramię. To jest wspaniałe, że mimo tego, że jest już nastolatkiem, tak dobrze się przy mnie czuje. Rola rodzica jest bardzo trudna i trzeba włożyć bardzo wiele wysiłku, żeby dziecko miało do nas ogromne zaufanie i z własnej potrzeby chciało dzielić z nami swój czas.

No właśnie, większość nastolatków chce już podążać własną drogą, a kontakt z rodzicem bywa dla nich irytujący. Jak udało się pani zbudować tak wyjątkową relację z synem?

Na pewno popełniłam mnóstwo błędów, jednak od zawsze staram się Piotrkowi przyglądać i dokładnie go słuchać, jego potrzeb i pragnień. Oczywiście wielokrotnie robiłam coś nie tak, ponieważ niestety starałam się spełnić swoje marzenia… Chciałam żeby grał na fortepianie, skrzypcach. A to przecież jest osobno człowiek! Musimy zaakceptować jego autonomiczne wybory, dawać mu dużo miłości i przytulać!

Dziecko nie sprawiło, że stała się pani „niewidzialna”, tak jak jest to w przypadku wielu mam. Jak udało się pani połączyć pracę zawodową z macierzyństwem?

Zawsze trzeba pamiętać o sobie. Może to mój egoizm, ale zdrowy. Nigdy się nie poddałam, dalej pracowałam, tworzyłam. Na początku mojej przygody z macierzyństwem nie było łatwo, bo wtedy odeszłam z zespołu i musiałam pójść nową drogą. Postawione były wobec mnie duże oczekiwania, żebym powtórzyła odniesiony sukces. A to nie zawsze jest możliwe, składa się na to splot różnych zdarzeń, przypadków, energii. Podążałam jednak swoją drogą – dla mnie z sukcesami, bo na pracę ani na brak zainteresowania nie mogę narzekać. Zostawiałam Piotrka z naszą najwspanialszą nianią, albo moją mamą, które bardzo mi pomogły. Bez tych kobiet, moja droga nie byłaby tak łatwa. Wiedziałam, że zawsze jak wrócę do domu, moje dziecko będzie uśmiechnięte i opowie mi mnóstwo ciekawych rzeczy, które robił. Podkreślam, że to było w czasach, kiedy wymagał opieki całodobowej. Teraz jest 17-to latkiem.  Macierzyństwo to ogromna odpowiedzialność, największa jaką w życiu mamy. Jestem bardzo dumna, że spotkała mnie taka dobra rola w życiu. Myślę, że mam dość dobrze poukładane priorytety, na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina, a swoje dziecko mam z tyłu głowy. Dla niektórych może to być odebranie wolności –  dla mnie jest spełnieniem siebie jako człowieka.

Najważniejsza jest rodzina, a gdzie w tym wszystkim jest pani?

Jestem pośrodku tej rodziny. W momencie, w którym się spełniam i jestem szczęśliwa jestem w centrum tego całego wulkanu. Rodzina, czy praca nie jest żadnym poświeceniem. To spełnienie moich marzeń.

Nie traktuje pani tego jako pewnego rodzaju wyrzeczenie?

Nie, absolutnie! Dzisiejszego poranka siedzieliśmy z Piotrkiem w piżamach i rozmawialiśmy. To, że syn przychodzi do mnie i opowiada o swoich treningach, o tym co go interesuje, co go ciekawi – jest piękne. Chwilo trwaj! Mój syn chce być blisko mnie, a to jest dla mnie ogromne wyróżnienie, bo mnie w tym wieku już w rodzinnym domu nie było. Oczywiście cały czas jestem ostrożna, by nie być zbyt nachalną. To jest moja esencja życia, coś o czym często zapominamy. Jestem tu i teraz i czerpię radość z tego co mam i co sobie zbudowałam. Nie mam poczucia, że w życiu cos tracimy, raczej – zyskujemy, nawet z każdym niepowodzeniem czy właśnie stratą… Potrafię zrobić radykalne kroki w moim życiu właśnie po to, by być szczęśliwą i spełnioną.

Halina Mlynkova / Fot. Ula Koska

Marzec to taki wyjątkowy miesiąc kobiet. Odnoszę jednak wrażenie, że wiele kobiet o sobie zapomina nie tylko w tym miesiącu, ale latami…  Pani, jako kobieta, jest dla siebie ważna?

To się powoli zaczyna zmieniać. Śledzę wiele kobiet, nawet konta koleżanek z podstawówki, które mają swoje życie i są bardzo świadome siebie. Mam koleżankę, która będąc w trzech ciążach otworzyła trzy firmy i to ona zarabia wielkie pieniądze w tym domu. Jej dzieci są szczęśliwe, a ona z mężem tworzy udane małżeństwo. Jest dla mnie wzorem do naśladowania. Wiele kobiet natomiast spędza czas w domu, zajmuje się rodziną, ale może właśnie wtedy czują się spełnione i szczęśliwe. Nie możemy oceniać kobiety, która czasem o sobie zapomina, bo być może jest właśnie najszczęśliwszą matką, żoną, gospodynią domową. Ale są i takie, które nie mają siły i są ofiarami, od czego zaczęłyśmy rozmowę. Mnie moi rodzice zawsze dawali mnóstwo siły. Mama, która w tym roku skończy 75-lat ma w sobie niespożytą radość małej dziewczynki, a rozmowy z nią dają mi energię i wiarę, że dopóki żyję, zawsze mogę o siebie zawalczyć!

Jest pani spełnioną mamą, wspaniałą piosenkarką. A co robi pani tylko dla siebie ? Nie mam na myśli wizyt u kosmetyczki, ale czas ze sobą, chwilę relaksu, czy wieczór z książką.

To robię codziennie. Umiem zadbać o swoją wygodę. Dają mi ku temu możliwość moi bliscy, osoby które mam wokół siebie. Oni wręcz sami tego oczekują i wymagają ode mnie, żebym miała czas tylko dla siebie. 11. marca będzie miała miejsce premiera nowej piosenki. Powstał przepiękny, bardzo esencjonalny teledysk. Tworzyłam go tylko dla siebie, nie patrzyłam czy komuś się spodoba.

Obecne czasy są trudne dla kobiet. Musimy o wszystko walczyć i być bardzo silne i odważne.

Też mam takie wrażenie. To wszystko co dzieje się dookoła –  nie pomaga nam. Musimy się jeszcze bardziej zmobilizować i mimo lock downu i pozornego siedzenia w domu – spiąć się i dać radę. Powinnyśmy mieć większą świadomość tego, że jesteśmy silne i odważne. Bo takie jesteśmy. Kobiety powinny stawać za sobą murem, a nie ze sobą walczyć.  Chcemy dostosować się do męskiego świata, a zapominamy, że mężczyźni są wobec siebie bardzo solidarni.

Kilka lat mieszkała pani w Pradze, niedawno wróciła do Polski. To pani kraj, tutaj czuje się lepiej, czy może był jakiś inny ku temu powód?

Tak! To jest mój kraj! W Pradze bardzo marudziłam (śmiech). Tu są warzywniaki i kwiaty na ulicach. Pomimo, że Czechów bardzo lubię, to w Polsce czuję się jak w domu. Czechy są przepiękne, te pagórki, widoki, natomiast ja jestem Polką i tutaj jest mój dom. Tutaj jest moje miejsce na ziemi.

#Niewidzialne to akcja, którą zaczynamy rok wsparcia kobiet. W marcu będziemy mówić o tym, jak stać się widzialną dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Zapraszamy Was do tej akcji, piszcie do nas na [email protected] dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, historiami i problemami. Wierzymy, że nauczymy się stawać widzialne!

 


Lifestyle

Normalny facet patrzy na kobietę z czułością, z miłością, a to najlepszy afrodyzjak. Bycie sobą jest seksi

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
5 marca 2021
Fot. iStock
 

„Normalny facet patrzy na kobietę z czułością, z miłością, a to nie tylko najlepszy afrodyzjak, to jeszcze lek na kompleksy i brak akceptacji” – zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 10

Melisandra: Do butiku przyszła ładna pani. Z żalem oddawała piękne desu, ponieważ mężowi się nie spodobało… Wrrrrrrr. Raczej w życiu wychodzę z założenia, że to my mamy się w czymś dobrze czuć, przez co możemy być jeszcze bardziej ponętne dla Was, bo jesteśmy sobą.

Marcin Michał Wysocki: To lubię… Bycie sobą jest seksi.

M: Czy to jak wyglądamy powinno mieć Waszą akceptację?

MMW: To widać, gdy się człowiek dobrze czuje ze sobą. Ale bywa, że bez względu na nasze dobre samopoczucie, ktoś i tak próbuje nas zmieniać na swoją modłę. Wy, kobiety, także to robicie, nieprawdaż? Nasz wygląd często podlega Waszej akceptacji – pośrednio i na miękko😊 („Kochanie, może załóż inne spodnie”) albo bezpośrednio („Najdroższy, spójrz jaką piękną koszulę ci kupiłam”). A jeśli tak, to może jego opinia o Was także powinna mieć znaczenie? Szczególnie, jeśli zakładasz bieliznę nie dla siebie – jak sugerujesz, że się powinno – lecz dla niego i jemu masz się podobać?

Natomiast ta kwestia w ogóle została postawiona na głowie. Moim zdaniem, jeśli facet chce, aby jego dziewczyna pachniała w jakiś określony sposób, to niech zwyczajnie podaruje jej perfumy, które lubi. To samo, myślę, dotyczy garderoby.

M: Moje motto życia: „Dbaj o siebie dla siebie”. Zauważyłam, że mężczyźni mają swoją wizję ideału i chcą kobietę ciągle zmieniać, czyli mieć modelkę. To, jak skręcanie komuś karku. Włosy, makijaż, ciuchy, piersi, pupa etc. Najgorsze, że my się zgadzamy i często myślę, że dla świętego spokoju, i żeby nie poszedł do innej. Tylko okazuje się, że bez względu na to, co sobie zrobimy, ile zainwestujemy … bo ukochany chce to i tamto … to i tak pójdzie do innej.

Kochane, chcecie się zmieniać? To zmieniajcie się dla siebie. Najlepsza inwestycja. Tuningi na życzenie ukochanego nic nie dają. Jeśli Was nie akceptuje, to najprawdopodobniej siebie także nie akceptuje i żadna nie będzie wystarczająco dobra. Miłość własna i akceptacja siebie, to kamienie milowe życia i związku. Chcecie mieć zajebiste cycki, zróbcie je ale dla siebie!

MMW: Brawo! Inna sprawa, że aż mi wiruje w głowie od wizualizacji Twoich słów, Melisandro najdroższa😊… Ale wracając na ziemię. Odpowiedz, tylko szczerze: czy w realnym życiu faktycznie robicie te rzeczy pod nasze dyktando? Naprawdę nie znam takich osób, jakie opisujesz, choć mogę sobie wyobrazić gangstera-milionera, który przerabia swoją Barbie na kolejną wersję. Ale zgodnie z tym, co napisałaś: po co miałby to robić, zamiast sięgnąć po następną?

M: Odpowiem: bo mu się nie chce szukać innej. Skoro już zainwestował, to może coś z tego będzie, no a skoro nie jest… next please😊. Śmieję się, jednak to coraz częściej się zdarza i to nie jest kwestia gangstera, a już codzienności w tekstach naszych ukochanych panów. Uważam to za przemoc słowną.

MMW: Ok, Meli. Znam kilka przykładów udoskonalania swojej urody – pomijając sytuacje, gdy przyczyny są czysto medyczne – i tak, kobiety robiły to nie dla facetów, lecz… z ich powodu. A to różnica. Zwyczajnie były przez nich niedowartościowane, a może wręcz dołowane. Chciały podnieść swoją wartość. We własnych oczach, a jednak dostrzec także zmianę w odbiciu jego wartościującego spojrzenia…

M: Dokładnie. To brak samoakceptacji.

Kolejny przykład z życia o was … Siedzę u fryzjera i dobija się do salonu telefon. Dzwoni pan. Chce umówić żonę na wizytę. Kiedy może przyjść, bo jemu… JEMU pasuje wtedy i wtedy. Fryzjerka gimnastykuje się z kalendarzem i w końcu ustalają datę. Uffff. Do widzenia. „Nie do widzenia. Ja pani powiem, jak powinna być uczesana moja żona i jaki ma mieć kolor włosów”. W tle słychać nieśmiały głos kobiety, że sama powie… Huk głosu męża w telefonie nie pozostawiał wiele do myślenia, a kobieta chyba zmniejszyła się do wielkości biedronki… Król puszczy był jeden! Pan i władca, wiedział lepiej co ukochana ma mieć na głowie. Biada fryzjerce jak nie spełni życzenia.

MMW: Nie, no Skarbie. Ty mówisz o nienormalnych sytuacjach, a nie o życiu! My generalnie Was wspieramy. Mamy w tym żywy interes😊.

M: Widać jesteś mężczyzną, który akceptuje siebie, więc nie będziesz tuningował wybranki. Jednak kliniki urody nie przeżywają załamania rynku, tylko jego rozkwit, więc skąd się to bierze ?

MMW: Sama twierdzisz, że jesteś za patriarchatem (na ten temat ostatnio polemizowaliśmy), a teraz nie pasuje Ci, że on nie jest demokratą i chce decydować o wszystkim? To przecież Twój model faceta-władcy, nieprawdaż? Czyli będziesz robić to, co on… A moim zdaniem, normalny facet patrzy na kobietę z czułością, z miłością, a to nie tylko najlepszy afrodyzjak, to jeszcze lek na kompleksy i brak akceptacji.

M: Patriarchat też może być zdrowy. Ty mówisz o wypatrzonym w kierunku psychopatii😊.

Kiedy widzi się miłość, podniecenie i fascynację w oczach partnera, to nie ma się złudzeń, co on lubi i każda kobieta to będzie realizować. I każda kobieta chce być piękna i atrakcyjna. Jednak proszę nie traktujcie nas jak tuning do wizji swojego ideału. Bo każda z nas jest inna i dlatego, że jesteśmy inne, to nas wybieracie😊. Pokochajcie nasze zmarszczki, fałdkę na brzuszku, już mniej jędrny pośladek czy asymetryczne piersi. Tak, akceptacja jest ponad wszystko. Jeśli nie ma wzajemnej akceptacji w związku, to kobieta jak kwiat więdnie i żadne tuningi nic nie dadzą.

MMW: Uważam, że Wy nas zdecydowanie bardziej akceptujecie. Właściwie bierzecie nas takimi jacy jesteśmy, choć… nie powstrzymuje to Was od pewnych ingerencji, jak już mówiłem. Na przykład w wygląd zewnętrzny – długość włosów, broda tak/nie, ciuchy luz/nie luz. Ja się do pewnego stopnia poddaję takim zabiegom z przyjemnością. Bo jeśli ukochanej osobie sprawi radość, że będę nosił takie lub inne buty albo trochę odświeżę garderobę? Co za problem? Przecież zrobię dla niej (niemal) wszystko😊. Na pewno wyjdzie mi to na zdrowie, bo najczęściej macie lepszy smak i widzicie nas wyraźniej, holistycznie, swoimi zakochanymi oczami😊. Podsumowując, czyli tym razem moje motto dnia: „Zmieniaj mnie, ale nie przesadzaj, nie przekraczaj granic”.

M: My uwielbiamy was stroić. Może to wynika z miłości ubierania lalek w dzieciństwie. Ale mi słodko wyszło 😊

MMW: Myślę, że po pierwsze najważniejsze, aby zawsze starać się być SOBĄ. Bo udawać nie da się wiecznie. Kiedyś to obróci się przeciwko nam. Ja cieszę się z zainteresowania partnerki, gdy mi radzi, ocenia jak się noszę, czy co na siebie zakładam. Daję się jej kształtować, jednak tylko do pewnego momentu. To nadal muszę być ja. To musi być zgodne ze mną – chyba że mi nie zależy na jakimś elemencie, choćby długości włosów, więc czemu nie mam jej zrobić przyjemności? Ja akurat mam długie, bo odreagowuję po latach noszenia jeża, a poza tym, ponieważ… mogę😊. Jak mówi do mnie od jakiegoś czasu Jaga Hupało (dobry mój duch, wspaniała artystka, którą uwielbiam i pozdrawiam) – „Nic nie ścinamy, bo twoje włosy są zdrowe, silne i piękne. Pokazuj je”. Jednak, gdyby mojej cudownej partnerce na tym bardzo zależało, to czemu nie? I po drugie: mimo wszystko ingerencja w drugiego człowieka, to zabieg arcydelikatny i wymaga dyplomacji. Nie każdy umie to dźwignąć, tak jak nie każdy umie to ładnie przekazać. Czasem faktycznie nasza partnerka założy coś okropnego, „jakby nie miała przyjaciółek” – jak ja to nazywam. Czyli, że widocznie nie ma nikogo życzliwego w otoczeniu, kto jej szczerze i z MIŁOŚCIĄ powie, że te miniówki po wejściu w wiek emerytalny, to już niekoniecznie😊. Ale jak to zrobić, jeśli jest na swoim punkcie drażliwa i wszystko odbiera jak krytykę? Trudna sprawa…

M: To, co mnie kiedyś urzekło, to zaproszenie na randkę „przyjdź taka jaka jesteś. Nie szykuj się”. Czekał na mnie prawdziwy Król mmmmrrrrrrr…. I było bosko.

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Lifestyle

Wybacz sobie! To jeden z ważnych kroków do tego, żeby przestać być niewidzialną

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 marca 2021
Fot. iStock

“Jestem złą matką”, “Zła ze mnie córka”, “Nie umiem być szczęśliwa w związku”, “Fatalna ze mnie przyjaciółka” – ile z was kiedykolwiek tak o sobie pomyślało? Ile zmaga się z wyrzutami i poczuciem winy, bo znowu krzyknęło na dziecko, bo matka dzwoni z pretensjami, że się nie odzywacie, bo po raz kolejny zrobiłaś awanturę swojemu partnerowi, czy mężowi tak naprawdę o nic?

Bardzo często mówi się o wybaczaniu innym, a zdecydowanie zbyt rzadko o wybaczaniu sobie. Nikt nam nie tłumaczy, że aby poczuć spokój i wolność, trzeba zacząć od rozprawienia się z demonami, które nami targają. Bo czymże jest wieczne wytykanie sobie błędów, niewłaściwych zachowań, jeśli nie wpędzaniem się w poczucie winy i zakuwania siebie w kajdany tego, co zrobiłyśmy?

Jasne, słyszymy na każdym kroku, że jesteśmy tylko ludźmi i każdy popełnia błędy, ale czy filtrujemy to przez nasze własne emocje i doświadczenia? Nie, najczęściej robiąc coś, przez co jeszcze bardziej siebie nie lubimy, chcemy o tym, jak najszybciej zapomnieć. Rzucamy sobie obietnicę: już nigdy więcej, która jest bardzo krótkotrwała, albo usprawiedliwiamy się: no cóż, tak mam i nic z tym nie zrobię i próbujemy pod tą przykrywką zamknąć wrzące poczucie winy, że krzywdzimy swoim zachowaniem innych.

Żadna z tych dróg nie jest dobra, bo w jednym i drugim przypadku zamykamy się na siebie, jesteśmy znowu dla siebie niewidzialne. Kluczem do samopoznania i samoświadomości, by móc nazywać swoje potrzeby, określić mocne strony, jest wybaczenie sobie. Ale nie to na zasadzie: daję sobie rozgrzeszenie i idę dalej, i próbuję wierzyć, że to się więcej nie powtórzy. Bo wówczas wiadomo, że zdarzy się kolejny i kolejny raz. Znowu stracisz cierpliwość i będziesz krzyczeć na dziecko, znowu obrazisz się na męża właściwie nie widząc o co i po co. Znowu zachowasz się nieodpowiedzialnie, czy nieadekwatnie do sytuacji. I w końcu znowu poczucie winy będzie ci doskwierać boleśnie.

Wybaczanie sobie to nic prostego, dlatego rzadko kiedy chcemy się z tym mierzyć. To proces, w który trzeba wejść i dać sobie szansę go doświadczyć.

Wybaczanie sobie to nie to samo, co wybaczanie innym, chociaż są tu wspólne cechy. Przebaczając innym, starasz się być dobry dla tych, którzy nie są dla ciebie dobrzy. Kiedy wybaczasz sobie, ofiarowujesz sobie, być może po raz pierwszy od lat, miłość do siebie, nawet jeśli się zawiodłaś swoimi zachowaniami.

Bez przebaczania sobie trudno pójść dalej, rozwijać się, jeśli sobie nie  przebaczymy będziemy trzymać się przeszłych negatywnych nawyków, osłabimy naszą samoocenę i zniszczymy najlepszy obraz tego, kim moglibyśmy być.

Oto cztery powody, dla których warto nauczyć się wybaczać sobie bez względu na wszystko.

Znajdziesz spokój ducha

Przebaczenie sobie daje spokój. Przestajesz być więźniem jakiejkolwiek urazy w stosunku do siebie i zaczniesz się skupiać na innych ważnych rzeczach. Odpuść sobie, przestań się katować wyrzutami sumienia, puść to, by móc pójść dalej.

Pokazujesz siłę

Niezależnie od tego, czy jest to odwaga, czy uczciwość, przebaczenie daje ci siłę, to wbrew panującym przekonaniom nie jest okazaniem słabości. Przyznanie się do błędu to akt odwagi, który pozwoli ci się wyzwolić z tego, co zjada cię od środka. Jeśli tylko za tym pójdziesz, zobaczysz siebie w zupełnie innym świetle, zaczniesz dostrzegać, z czego twoje zachowania, reakcje wynikają, co jest ich prawdziwą przyczyną. Nauczysz się je nazywać i odpowiednio wcześnie na nie reagować w sposób nie krzywdzący innych.

Okazujesz odpowiedzialność

Przebaczając sobie stajesz się odpowiedzialna za swoje zachowania, decyzje, wybory. Nie ma nic gorszego niż decydować w żalu czy w urazie do siebie, bo w takich okolicznościach nigdy twoja decyzja nie będzie dla ciebie dobra. Wybaczenie to tak naprawdę przejęcie kontroli nad swoim życiem, wzięcie za nie odpowiedzialności, dzięki czemu odzyskasz poczucie sprawczości i tego, że to od ciebie zależy w jakim miejscu się znajdziesz.

Rozumiesz znaczenie przebaczenia

Musisz być świadoma swoich ograniczeń i tego, kim jesteś, aby naprawdę sobie wybaczyć. Jednak ważne jest, aby pamiętać, że nie ma na świecie osoby, która by kogoś nie zraniła lub nie popełniła błędu. Przebaczenie sobie uświadamia nam, że jesteśmy niedoskonałymi istotami, co oznacza, że nie powinniśmy biczować się po każdym krzywdzącym nas czy innych zachowaniu.

Wybaczenie to droga do zmiany, to uświadomienie sobie, z czym sobie nie radzimy, jak możemy to rozwiązać, to odejście od dotychczasowych nawyków i przekonań na swój temat i skupienie się na tym, by je w sobie zmienić. To bardzo ważny krok do samopoznania, do określenia, kim jestem i czego chcę. To krok w stawaniu się widzialną.

#Niewidzialne to akcja, którą zaczynamy rok wsparcia kobiet. W marcu będziemy mówić o tym, jak stać się widzialną dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Zapraszamy Was do tej akcji, piszcie do nas na [email protected] dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, historiami i problemami. Wierzymy, że nauczymy się stawać widzialne! 


Zobacz także

Kiedyś jej nienawidziłam, teraz bardzo kocham, ale nasza relacja wciąż jest specyficzna 

Czego możemy dowiedzieć się o sobie będąc w relacji z drugim człowiekiem?

potrzeba kontroli - jak z nią walczyć?

Hej, kobieto, odpuść sobie. Puść w cholerę tę całą potrzebę kontroli