Lifestyle

Gabriela, Wanda, Agnieszka, Łucja, Tosia. Jedyne czego pragną to zniknąć… GWAŁT

Poli Ann
Poli Ann
21 marca 2019
 

G abriela,
W anda,
A gnieszka,
Ł ucja,
T osia,

Gabriela
W
A
Ł
T

(…) Nie wie, ile leżała na ziemi. Nie wie, kto to był. Pamięta tylko, że był silny, duży i ciężki. Że bolało i krew z niej ciekła.

Na czworakach doczołgała się do chałupy. Matka czekała. Ojciec też. Dał jeszcze w twarz, że się po nocach puszcza. Matka umyła. Położyła do łóżka. Nic nie wyjaśniła. Wiedziała, co się stało. Gabriela jedynie instynktownie czuła, że coś złego. Że to krzywda nie tylko z tego wieczoru. Że przekreśli szansę na dobre zamążpójście, bo kto będzie chciał taką, co z chłopami po nocach używa. Nikt nie wysłucha. Matka zbyt słaba, by ją bronić, będzie tylko ukradkiem ocierać łzy nad tym, jak szybko komuś niewinnemu można zniszczyć życie.

G
Wanda
A
Ł
T

(…) Wraca do domu szybko. Do mamy i brata. W ręku siatka z chlebem i mięsem. Nagle zatrzymuje się przy niej czarne auto. Szofer otwiera drzwi. Hans zaprasza do środka. Wanda przyspiesza. Boi się. Zaczyna biec. Gubi siatkę z jedzeniem. Z młodym, wysportowanym i wykarmionym mężczyzną nie ma szans. On siłą zaciąga ją do samochodu. Dłonią trzyma za usta, by ją uciszyć. Ma skórzane rękawiczki. Czuje jak Wanda gryzie go w palce. To go podnieca jeszcze bardziej. Już w aucie szybko rozpina jej płaszcz. Guziki spadają na podłogę. Rozrywa bluzkę. Widok drobnych, aksamitnych, młodych piersi sprawia, że nie jest w stanie się opanować. Każe szoferowi jechać w boczną ulicę i wysiąść na papierosa. Na tylnym siedzeniu jest sporo miejsca. Rozdziera jej pończochy. Jedyne. Bezcenne. Te, które cerowała tyle razy. Jest brutalny. Chce ją posiąść. Nie słyszy jej krzyków. Nie czuje jej paznokci, które drapią jego twarz. Tyle o niej marzył. Kończy po paru minutach. Dla Wandy niemal wieczność. Bezwładnie leży, gdy on wciąga spodnie. Ma na tyle litości, że z auta wypchnie ją dopiero pod domem. (…)

G
W
Agnieszka
Ł
T

(…) Agnieszka siedzi na brzegu wanny. Zapłakana. Nie pierwszy raz. Znów przyszedł po kieliszku. Znów śmierdzący i spocony obudził ją w nocy. Zawsze tak samo. Wie, że lubi spać na brzuchu, więc wchodzi w nią od tyłu. Tak po prostu. Bo jest napalony, a żona ma słuchać męża. Bez niego gniłaby na wsi, doiła krowy i harowała w polu. A tu ma luksusy o jakich mogła tylko marzyć. (…)

 

G
W
A
Łucja
T

(…) Łucja w dzikim pędzie ucieka. Odpycha przerażonego lokatora z piwnicy. Wypada z klatki. Biegnie do domu. Roztrzęsiona. Zapłakana. Córka znów staje na wysokości zadania. Wie, że trzeba reagować. Matka się wstydzi. Nie chce na policję. Bliźniaki mają po 10 lat, mogą zostać sami. Córka siłą wyprowadza ją z mieszkania. Na osiedlu jest mały komisariat. Zgłoszą.

Przesłuchanie jest bolesne. Dużo pytań. Czuje się jak przestępca, a nie jak ofiara. Monitoringu w bloku jeszcze nie mają. Znajdą świadka zdarzenia. Może coś ustalą. Ale jak nie zgwałcił to jaki to gwałt. Uciekła przecież. Za napaść mogą ukarać co najwyżej, bo dowodów nie ma. Ani śladów pobicia, ran, nasienia, krwi. (…)

G
W
A
Ł
Tosia

(…)  Tosia przesłuchiwana jest sama. Czuje się bardzo niekomfortowo. Łańcuch pytań ją dusi. Może kusiła, namawiała? Była przecież po drinku. Była zalotna, frywolna, wysyłała sygnały?Jak była ubrana, pomalowana? Mini i mocny makijaż? No to działa na płeć przeciwną. Chyba była tego świadoma? Czy znała chłopaka, czy byli parą? Czy ma wielu przyjaciół? Jakie utrzymuje z nimi stosunki? Czy jest aktywna seksualnie? Zmęczony policjant po czterdziestce zadaje pytania bez jakichkolwiek emocji. Jakby pytał o godzinę. Czasem westchnie, coś mruczy pod nosem. Kolejna naiwna, co to życie ją zaskoczyło. Było siedzieć w domu, a nie z gołą dupą po dyskotekach latać. (…)

*całość tekstu dostępna w tomiku opowiadań „Portrety” – premiera już w grudniu 2019!


Lifestyle

„Bigoreksja była bezlitosna i zazdrosna, gdy starał się myśleć o czymś innym”. Portrety: Bartek – bigoreksja [część 2]

Poli Ann
Poli Ann
21 marca 2019
Fot. iStock / MarinaZg
 

Bigoreksja była bezlitosna i zazdrosna, gdy starał się myśleć o czymś innym. Rozpanoszyła się w jego głowie. Wszędzie widział ogromnych mężczyzn z mięśniami większymi od jego. Kluby fitness i sklepy z odżywkami wołały go zewsząd. Pełno odżywek dookoła wyrastało niczym grzyby po  deszczu.

Na telefonie pełno reklam w tym samym temacie. Siłownia była wszędzie nawet jak na niej nie był. Po nocach śniły mu się sztangi. Budził się zlany potem, bo w koszmarze nie był w stanie podnieść najlżejszego ciężarka, które bez problemu podnosiła Ania. Co Ania robiła w jego śnie? Nie było jej w jego życiu. Jedyną kochanką była siłownia. Jej się poświęcał, spędzał z nią czas, podporządkował jej całe życie. Każda kobieta marzyłaby o takim oddaniu. Jednak ta miłość była jednostronna. Bartek oddał się cały. Na początku „znajomości” dostał wiele, by z czasem otrzymywać coraz mniej. Ciało puchło, było większe. Żołądek zmęczony proteinami do przerobienia. Organizm szalał, ale on nie słuchał. Choroba sterowała wszystkim nawet za cenę bólu, osłabienia, poddenerwowania. A nerwowy był bardzo. Testosteron aż kipiał. Miał za mało ujścia. Nie mieścił się w tym ogromnym ciele.

*całość tekstu dostępna w tomiku opowiadań „Portrety” – premiera już w grudniu 2019!


Lifestyle

„Najtrudniej jest stanąć ramię w ramię ze śmiercią i z pokorą oddawać jej tych, po których właśnie przyszła?”. Portrety: Aldona – Siostra śmierci

Poli Ann
Poli Ann
20 marca 2019
Fot. iStock / francescoch

(…)  Na oddziale paliatywnym panuje idealna cisza. Słychać tylko maszyny. Ich jednostajny szmer czy pikanie. Niekiedy pikania brak. Czasem szept słabego pacjenta lub szloch, krzyk najbliższych, kiedy po kogoś przychodzi śmierć. Aldona do tej ciszy przywykła. Chyba nie umiałaby już pracować gdzie indziej. Na chirurgii czy intensywnej. Ta cisza stwarza powagę. Powagę sytuacji, bo gdy człowiek umiera, cisza jest czasem najlepszym komentarzem.

Aldona jest silna. Wewnątrz i na zewnątrz. Zresztą musi. To nie jest praca dla słabeuszy. Każde odejście przeżywa. Pamięta każdego pacjenta i jego rodzinę. Historię choroby, dawki leków i salę, w której leżał.

Każdą śmierć odreagowuje w kuchni. Świetnie gotuje. Gdy dzieci i mąż wstają rano, a na stole stoi bogate śniadanie, w piekarniku piecze się ciasto, a na kuchence grzeje się gar zupy i patelnia z jakimś mięsem, to już wiedzą, że znów ktoś zmarł, a Aldona nie mogła spać.

To szalenie wyczerpująca praca. Musi być pielęgniarką, psychologiem i nierzadko księdzem w jednym. Rodziny boją się śmierci, potrzebują rozmowy, czasem ostrego słowa, by stanąć do pionu. Niekiedy po prostu wysłuchania albo przytulenia.

Tuliła dyrektorów, adwokatów, robotników, lekarzy, nauczycieli, policjantów czy księży. Jak matka, która pomaga przejść ich bliskim na drugą stronę. Czasem bardziej pomaga żywym niż zmarłym. (…)

*całość tekstu dostępna w tomiku opowiadań „Portrety” – premiera już w grudniu 2019!