Lifestyle

„How you doin'?”, bo ja (oh my god!) ryczę na specjalnym odcinku „Przyjaciół”

Redakcja
Redakcja
27 maja 2021
 

To nie będzie recenzja. To nawet nie będzie relacja. To nie będzie też nic, co można by nazwać obiektywnym. To będzie blogasek 40-letniej psychofanki serialu „Przyjaciele”. Osoby, która ogląda ten serial CODZIENNIE. Tak, dobrze czytasz – codziennie. No chyba, że coś wypadnie. Ale w takiej sytuacji zawsze na Facebooku pojawi się jakaś krótka wzmianka, filmik, kompilacja najlepszych wpadek, czy coś równie (pozornie) idiotycznego. Kończę ostatni sezon, przez łzy śmieję się z ostatniego żartu Chandlera i… zaczynam od początku. Wariatka? Trudno. Jestem z tym pogodzona – ten serial robi mi dobrze na głowę i tyle.

Specjalny odcinek „Przyjaciół” wjechał właśnie na platformę HBO GO.

Od tego ostatniego żartu zaczyna się odcinek specjalny. A później… jest już tylko bardziej nostalgicznie i wzruszająco. Do studia, w którym kręcono serial, po 17 latach wchodzi Ross (David Schwimmer). Wspomina kolejne sceny – pierwszy pocałunek z Rachel (wiedzieliście, że Jennifer i David naprawdę się w sobie podkochiwali?), scenę z parasolką. Na to wchodzi Phoebe, przytulają się…

Serce mi stanęło, kiedy, jako ostatni, do studia wszedł Matthew Perry. Głośny śmiech, łzy. Najbliższa mi postać. Bałam się, jak wygląda, jak się czuje, jak się zachowa. Przecież tak źle działo się w jego życiu. Zresztą. w tym specjalnym odcinku jest najcichszym bohaterem. Kolejne łzy popłynęły na widok rodziców Moniki i Rossa! I tak dalej, i tak dalej.

Ale moment! Nie będę Ci opowiadać całego odcinka. Mały spoiler – Joey przytył! I wszyscy wciąż ocierają łzy, od pierwszych minut. <3

Musisz to zobaczyć – Lisa Kudrow i Lady Gaga śpiewają o śmierdzącym kotku:

Ten, w którym „Przyjaciele” stali się częścią mojego życia

Gdyby powstał dziś, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko byłoby inaczej. Ale „Przyjaciele” mają 27 lat. Powstali w czasach, w których monitory komputerów miały wielkie kineskopy, a nowinką techniczną był pager. W czasach, w których ludzie się ze sobą spotykali i rozmawiali, robili razem wszystko, nawet nic.

„Przyjaciele” są jak plaster na skaleczenie, jak rosołek na przeziębienie, jak przytulenie się do alpaki – robią dobrze na głowę, stresy, nerwy, doły, samotność. Ten serial ociera łzy, wpuszcza do pokoju promyk słońca i daje lekcje na zawsze. Znacie to? Flirtuj jak Joey, śpiewaj jak Phoebe, ubieraj się jak Rachel, sprzątaj jak Monika, żartuj jak Chandler i troszcz się o innych jak Ross.

Najmniej lubię piosenkę z czołówki. Jednak i ona jest symboliczna. „Pewnie nikt ci nie powiedział, że życie takie właśnie będzie: twoja praca to jakiś żart, nie masz kasy, a twoje życie miłosne obumarło. Jest trochę tak, jakbyś ciągnął zawsze na drugim biegu, i to nie jest twój dzień, twój tydzień, twój miesiąc, ani nawet twój rok, ale… ja zawsze będę przy tobie”. Brzmi znajomo? Cały ten serial brzmi znajomo. I nie dlatego, że go oglądam właściwie w kółko. Ja go przeżywam właściwie w kółko.  Pozornie durnowaty i o niczym, pokazuje fajne przemiany ludzkich losów, pokazuje, co to prawdziwa przyjaźń, jak walczyć o miłość (Ross), czy marzenia (Phoebe).

I choć już jestem dużo starsza niż bohaterowie „Przyjaciół”, wciąż lubię być jedną z nich.

Na koniec tego specjalnego odcinka aktorzy oglądają ścianę, na której podpisała się cała ekipa. Ktoś napisał: „Najlepsze 10 lat życia”. Ja dopiszę: „Najlepsze 20 lat życia. I kolejne, bo to nie koniec. Dziękuję”.

 

 

 

 


Lifestyle

„Życie nieraz dało mi kopa i jakoś mam tak, że się nie poddaję. Żyję w zgodzie z życiem”

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
28 maja 2021
 

Pierwszą podróż odbyłam samotnie na Sycylię. Kupiłam mega tanie bilety i dopiero siedząc w samolocie zaczęłam szukać miejsca, w którym się zatrzymam. Znalazłam uroczy, rodzinny pensjonat. – mówi Ewa Siniarska kobieta, która zrezygnowała z wieloletniej pracy w korporacji by pójść za głosem serca.

Klaudia Kierzkowska: Kilka lat temu zrezygnowałaś z pracy w korporacji. Skąd ta decyzja?

Ewa Siniarska: Pracowałam w dużych korporacjach, organizowałam różnego rodzaju eventy, wydarzenia. Nie była to praca od 9 do 17, a jej godziny były niestety nienormowane. Wciąż chciałam więcej i bardziej. Poświęcałam się pracy, często zatracając samą siebie. W końcu zdałam sobie sprawę, że za bardzo za wszystkim gonię, pędzę. Cierpiały na tym moje dzieci. Pracując tak szybko, dynamicznie, większość czasu po prostu nie było mnie w domu.

Dobrze rozumiem, że nie było to wypalenie zawodowe?

Nie, chyba nie mogę tak powiedzieć. Po prostu chciałam pójść inną drogą, spokojniejszą. Chciałam zrobić coś dla siebie. Miałam kiedyś nawet taki sen, że biegnę korytarzem i sama do siebie krzyczę – „zatrzymaj się, dokąd tak biegniesz”. Dało mi to do myślenia. Musiałam zrozumieć, czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję. Zawsze największym odprężeniem było dla mnie pieczenie ciast, a piekę od najmłodszych lat.Kilka lat temu zaczęłam również robić domowe torty na zamówienie. To właśnie sprawia mi radość i daje spokój. Poszłam więc za głosem serca i wybrałam właśnie tę drogę.

Kiedy zrezygnowałaś z pracy w korporacji otworzyłaś kawiarnię „Przystanek Miłość”.

Tak, zrezygnowałam z pracy w korporacji dla kawiarni. Pochodzę z rodziny cukierników, dziadek miał uroczą małą cukierenkę, w której jako mała dziewczynka spędzałam bardzo dużo czasu. Uwielbiałam to miejsce. Moja mama także bardzo dużo czasu spędzała w kuchni i chyba zamiłowanie do gotowania wyniosłam z domu. Mam taką naturę włoskiej mammy. Najchętniej wszystkich zaprosiłabym do wspólnego stołu, do tańca. Już jako mała dziewczynka organizowałam poczęstunki na podwórku. Mama na kartki kupowała czekoladę, a ja rozdawałam dzieciom. Chciałam stworzyć miejsce, w którym każdy będzie czuł się ważny i wyjątkowy.

Udało Ci się stworzyć taką swojską i sielską atmosferę?

Tak i to był mój prawdziwy sukces. Stworzyłam miejsce, w którym każdy czuł się jak w domu. Goście odpoczywali, kładli się na kanapach, czasami nawet zdarzyło im się zdrzemnąć. To było cudowne, że moi goście byli zawsze uśmiechnięci. Odwiedzało mnie bardzo dużo osób z zagranicy, z naprawdę różnych zakątków świata. Bardzo często wracali, ale tym razem przynosili dla mnie coś od siebie, np. przyprawy charakterystyczne dla swojego kraju. Zdarzało się, że razem ze mną gotowali i niejednokrotnie zapraszali do siebie.

Zaproszenia Twoich gości były zachętą do połączenia podróżowania z gotowaniem?

Kiedy usłyszałam po raz dwudziesty „musisz do nas przyjechać” stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić. Tak się zaczęło. Pierwszą podróż odbyłam samotnie na Sycylię. Kupiłam mega tanie bilety i dopiero siedząc w samolocie zaczęłam szukać miejsca, w którym się zatrzymam. Znalazłam uroczy, rodzinny pensjonat. Stałam się częścią rodziny u której mieszkałam, pomimo tego, że byłam u nich tylko trzy dni. Spędzaliśmy razem czas w kuchni, zwiedzaliśmy okolicę, dużo rozmawialiśmy o ich podejściu do życia, o tym co cenią, co lubią, co jest dla nich ważne, aby być szczęśliwym. Pojechaliśmy do znajomego cukiernika, który obdarował mnie litrowym baniakiem kremu pistacjowego i wspólnie przygotowywaliśmy tradycyjne słodkości. Po powrocie z Sycylii podzieliłam się ze znajomym tym co przeżyłam. Zdradziłam, że z ogromną przyjemnością podzieliłabym się swoimi doświadczeniami z innymi. Tak zrodził się pomysł na program „Słodkie smaki świata”.

Zaczęłaś podróżować po świecie, odwiedzać obcych ludzi. Od razu udawało Ci się nawiązać z nimi kontakt?

Kocham ludzi! Dla mnie najważniejsze jest by ze wszystkimi znaleźć wspólny język, by umieć rozmawiać. Każda podróż jest dla mnie cudownym doświadczeniem, nie mogę powiedzieć, że gdzieś było fajniej, a gdzieś gorzej. Włochy, Hiszpania czy Kreta to miejsca za którymi przepadam. Jednak bardzo w pamięć zapadła mi Gruzja. Mam taką zasadę, że do podróży zbytnio się nie przygotowuję. Nie chcę się na nic nastawiać. Jadę i poznaję świat. Wiedziałam jednak, że Gruzini są niezwykle otwarci i często proponują toasty, a gdy ktoś odmówi wypicia, uważają to za zniewagę. Pamiętam jak pierwszego dnia rano, kiedy poszłam do sklepu po bułki, piłam z panem bimber spod lady. Toastami Gruzini okazują swoją radość i otwartość, co jest po prostu piękne.

Czujesz się spełnioną kobietą?

Czuję się na pewno bardzo szczęśliwą kobietą, ale wiem, że jest jeszcze bardzo dużo przede mną. To nie jest tak, że moja droga jest usłana różami. Nie wiem czy spełniona to dobre słowo, na pewno jestem na dobrej drodze. Moim największym marzeniem jest rozwijanie mojej pasji do pieczenia jak najdłużej i dzielenie się nią z innymi. Przed lockdownem prowadziłam warsztaty podróżniczo-kulinarne dla dzieci, podczas których przygotowywaliśmy wybrane słodycze jednocześnie poznając ich historie. Dzieci są wspaniałymi słuchaczami i naprawdę są zafascynowane opowieściami o tym, że sernik był znany już w Starożytnej Grecji, o ciastkach, które wymyślili mnisi, o znanych produktach, które powstały w wyniku pomyłki. Uwielbiam pracę z dziećmi i mam nadzieję, że wkrótce wrócę do naszych zajęć. Chciałabym sprawiać, żeby ludzie dobrze się czuli i czerpali z życia jak najwięcej.

Prowadząc restaurację czułam się naprawdę fantastycznie, niestety to moje miejsce nie przetrwało próby czasu, a ja teraz wiem i przyznaję, że do tego rodzaju biznesu trzeba się bardzo dobrze przygotować. Skoro już zgromadziłam wiedzę co jest ważne, na co trzeba uważać, a gdzie nie być w gorącej wodzie kąpaną, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś stworzyć moją małą cukierenkę. Po zamknięciu kawiarni nie zrezygnowałam z wypieków, ale skupiłam się na robieniu tortów na zamówienie.

Pandemia zmieniła Twoje postrzeganie świata?

Pandemia to bardzo ważny czas dla nas wszystkich, ogromna lekcja. Była to wspaniała okazja do przewartościowania życia i zobaczenia co ja mogę, czego chcę. Możliwość zobaczenia jak mogę się do tej sytuacji dostosować. Na początku pandemii byłam w stadium przygotowywania tortów na wielkie imprezy. W momencie, w którym został ogłoszony lockdown, wkurzyłam się niesamowicie, bo wszyscy zaczęli rezygnować z zamówień. Na szczęście to była tylko chwila zwątpienia. Zaczęłam zastanawiać się, jak mogę się do tej sytuacji dostosować i co z tego mogę wyciągnąć dla siebie. Uświadomiłam sobie, że ludzie przecież nadal będą obchodzić urodziny, tylko w mniejszym gronie. A urodzin bez tortu nie ma. Wyszłam z minimalistyczną ofertą, która na szczęście się sprawdziła. Przekierunkowałam swoje życie na takie, jakie w danej chwili było możliwe.

Skąd w Tobie taka determinacja?

Chyba mam taki charakter. Życie nieraz dało mi kopa i jakoś mam tak, że się nie poddaję. Żyję w zgodzie z życiem, zwłaszcza od momentu, w którym dzięki przyjaciółce odkryłam medytacje, dzięki którym wszystko przyjmuję z większym zrozumieniem, akceptacją i pokorą. Wszystko co przeżyłam jest dla mnie lekcją. Nie załamuję się, że coś się nie udało, tylko zastanawiam, co mogę zrobić, aby wyciągnąć z tego wniosek i pójść dalej. Podobnie jak coś mi się nie udaje, nie walę głową w mur i nie idę w zaparte, tylko zastanawiam się, czy to aby na pewno dla mnie.

Czasami okazuje się, że czegoś bardzo chcę, ale to coś mi nie wychodzi. Dzieje się tak z jakiegoś konkretnego powodu i daję sobie wtedy czas. Tak jak było na przykład z moimi programem „Słodkie smaki świata” w TVP Kobieta, zaczęłam przygotowywać go już trzy lata temu. A właśnie teraz nadszedł taki moment, że ujrzał on światło dzienne. Każde zamknięcie jakichś drzwi jest otwarciem czegoś nowego. Trzeba tylko patrzeć, zauważać i doceniać co daje nam życie.

Do jakiego zakątka świata zamierzasz teraz pojechać, gdzie nas zabierzesz?

Może cię zaskoczę, ale chcę fajnie pokazać naszą Polskę. Uwielbiam polskie smaki, kocham smaki Podlasia, uwielbiam nasze gospodynie. Z tych słodkich smaków chciałabym z jedną z gospodyń upiec marcinka. To przepyszne, ale wymagające ciasto, bo składa się z kilkunastu cienkich warstw i chciałabym poznać tajemnicę szybszego przygotowania niż robię to sama 🙂 Chciałabym też dotrzeć do mniej oczywistych miejsc w Polsce i je pokazać w programie.


Lifestyle

Kurze łapki, lwia bruzda, obwisła szyja – 9 ćwiczeń, które się z nimi rozprawią

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
27 maja 2021
Photo by Nasim Keshmiri on Unsplash

Zmarszczki są niepożądaną przez kobiety oznaką starzenia się organizmu. Wraz z upływem lat włókna kolagenu i elastyny, będące głównym budulcem skóry, stają się coraz słabsze. Gładka, jędrna i pozbawiona zmarszczek cera to marzenie niejednej kobiety. Może nie każda z nas wie, ale to mięśnie twarzy wpływają na jej wygląd. Zacznijmy je ćwiczyć! Joga twarzy to świetna alternatywa dla botoksu – na czym polega?

Czym jest joga twarzy?

Technika jogi twarzy wywodzi się z Japonii. Łączy ze sobą elementy ćwiczeń wzmacniających mięśnie twarzy z odpowiednim oddechem, postawą ciała i nauką świadomej mimiki twarzy. Działa odprężająco, dotleniająco i relaksująco na cały organizm. Poprzez poprawę cyrkulacji krwi cera odzyskuje promienny wygląd, staje się młodsza, mięśnie odzyskują swój kształt, zmarszczki znikają, a organizm uwalnia się od napięć. Na twarzy i szyi mamy aż ponad 70 mięśni, o które warto zadbać – od teraz!

Jak często ćwiczyć?

Efekty, jakie daje joga twarzy są świetną i co ważne – naturalną – alternatywą dla medycyny estetycznej. Cera każdej z nas jest inna, wymaga nieco innego podejścia i intensywności ćwiczeń. Jednak niezależnie od przypadku najważniejsza jest regularność. Twarz ćwiczmy codziennie, przez 10 – 15 minut, a już po miesiącu widoczne będą pierwsze rezultaty. Stanie się to, o czym marzy większość kobiet – skóra nabierze młodzieńczego wyglądu, blasku, poprawi się jej koloryt, a kąciki ust przestaną opadać.

Ćwiczenia jogi twarzy – zaczynamy!

Rozluźnienie mięśni twarzy

Zrób mocny wdech, zaciśnij mięśnie twarzy i pięści. W napięciu pozostań przez 5 sekund. Wraz z wydechem wysuń język i rozluźnij mięśnie. Ćwiczenie powtórz kilka razy.

Wzmocnienie mięśni okrężnych ust

Połóż palce po obu stronach ust i rozciągnij je na zewnątrz, jednocześnie próbując zrobić „dziubek”. Pracują tylko mięśnie okrężne ust – nie marszcz brwi i czoła! Ćwiczenie powtórz 5 -10 razy.

Wzmocnienie mięśni policzkowych

Uśmiechnij się szeroko, otwierając przy tym usta. Otwórz szeroko oczy – wytrzymaj tak 10 sekund. Zauważ jak napinają się mięśnie całej twarzy. Zrób wdech nosem i przesuwaj powietrze z jednego policzka do drugiego, aż do momentu, w którym zabraknie ci tchu. Wypuść powietrze ustami. Ćwiczenie powtórz 3 razy.

Wygładzenie zmarszczki między brwiami „lwiej zmarszczki”

Otwórz szeroko oczy, tak jakbyś się czemuś dziwiła, wytrzymaj 10 sekund. Nie marszcz czoła i nie unoś brwi. Ćwiczenie powtórz 5 – 10 razy. Ułóż palce pomiędzy brwiami a linią włosów, delikatnie uciskaj i rozciągaj ten obszar.

Zapobieganie tworzeniu się bruzd przy ustach

Palce wskazujące umieść koło nosa, na wysokości kości policzkowych. Mocno przyciśnij je do skóry i 15 razy zmarszcz nos.

Redukcja kurzych łapek

Spójrz w prawo, na wprost i w lewo. Ćwicząc nie ruszaj szyją ani twarzą. Powtórz 5 razy.

Wzmocnienie mięśni szyi

Oprzyj podbródek na dłoniach i przyciskaj go przez 10 sekund. Ćwiczenie powtórz 3-5 razy. Przekręć głowę w prawo i unieś podbródek w stronę sufitu. Otwórz usta, dotknij językiem podniebienia, przełknij ślinę. Powtórz ćwiczenie – 3 razy w prawą stronę i 3 razy w lewą.

Ujędrnienie skóry żuchwy

Przesuwaj usta raz w prawą raz w lewą stronę – powtórz 5 razy.

Zapobieganie powstawaniu zmarszczek

Wymawiaj głośno i wyraźnie samogłoski – a, e, i, o, u. Ćwiczenie powtórz kilka razy.


Zobacz także

Czy masz naturę podglądacza? Sprawdź dlaczego tak kochamy plotki

Zrób sobie test psychologiczny. Las, klucz, urna, niedźwiedź, dom i nicość – te hasła powiedzą ci o tobie więcej, niż myślisz

Kiedy mnie już nie będzie… „Na zmartwienia dobra jest też miłość. Nie czekaj z tym długo, po co czekać na szczęście?”