Lifestyle Psychologia

Facebookowi egocentrycy… Może też nim jesteś

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pexels / Kamboopics / CC0 Public Domain
 

Portale społecznościowe powstawały przede wszystkim, by zwiększyć szybkość przepływu informacji, umożliwić szybko kontakt z tymi, których na co dzień spotkać nie możemy.

Dziś wielu przestrzega – portale społecznościowe wykluczają ze społeczeństwa, sprawiają, że żyjemy tylko w świecie wirtualnym, będąc kompletnie oderwanym od tego, co tuż obok, od codzienności. Ograniczamy kontakty do rozmów w sieci, nie spotykając się z ludźmi poza nią.

Wielu naukowców bada zjawiska związane z naszym uczestnictwem w portalach społecznościowych. Badacze z Uniwersytetu Sun Yat-Sen w Tajwanie postanowili sprawdzić, jak korzystanie z Facebooka wpływa na prospołeczne zachowania.

Badani zostali poddani dwóm eksperymentom. Jedna grupa mogła umieszczać na swoim facebookowym profilu informację o udziale w badaniu – wiadomość dostępna dla wszystkich znajomych. Druga grupa nie mogła natomiast publikować żadnych wiadomości.

Każda z grup dostała dwa zadania. Podczas pierwszego mieli podzielić sumę pieniędzy między siebie, a drugiego – nieznanego dla tej osoby gracza. Drugi zadanie polegało na zakodowaniu pewnych wyników badań.

Okazało się, że osoby nie korzystające z Facebooka chętniej dzieliły się pieniędzmi, proponowały również pomoc innym przy kodowaniu wyników.

Przeprowadzone doświadczenia wskazują, że komunikacja jeden – do wielu nasila zjawisko egocentryzmu. Publikując na swojej ścianie informacje prowadzimy swoistego rodzaju monolog oczekując od innych uwagi. Naukowcy na podstawie przeprowadzonego eksperymentu jako wnioski podali, że częste komunikowania się z innymi za pomocą swojego profilu zmniejsza aktywność prospołeczną. Osoby biorące udział w eksperymencie, które mogły korzystać z Facebooka rzadziej wykazywały się chęcią niesienia pomocy innym, bardziej dbały o uzyskanie korzyści dla siebie.

Warto o tym pamiętać. I znajdować równowagę pomiędzy naszym społecznym życiem w sieci, a tym realnym.


Źródło: badania.net


Lifestyle Psychologia

„Strata ojca, odejście partnera, problemy w pracy. To problem? Nie! Dam radę”. Gdy załamuje się silna

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Na Sylwestra Magda dostała od przyjaciółki maila „Przepraszam, nie wiedziałam. Jest mi tak źle, że nie zauważyłam”, druga powiedziała: „Przecież byłaś wciąż taka wesoła. Myślałam, że depresja to niewychodzenie z łóżka. Powolny rozpad duszy”. „Rozpadałam się po cichu” odpowiedziała.

To było zaraz po tym, jak powiedziała koleżankom, że nie pojedzie na wspólny wyjazd, bo ma depresję. Koniec z pretekstami. Boli głowa, nie ma pieniędzy, praca. „Nie mam siły” wyznała.

Ona samotna matka 9-letniego chłopca, dusza towarzystwa, kobieta energia.

Magda: „Depresja jest robal, który zjada cię od środka. Obok was może być człowiek, który cierpi. Nie widzicie, bo się śmieje, bo wygląda tak samo. No może trochę tyje. Albo trochę chudnie. Nie przebiegnie już z tobą 10 km, woli zostać w domu niż wyjść. Częściej, bo też nie zawsze. Moja historia to historia tysięcy ludzi. Pokolenia lat 60.tych, 70.tych, 80.tych.

Często nie ma powodów, choć moim zdaniem podstawowym powodem jest zbyt szybkie życie. Gdy zwalnia – dusimy się. Powodem jest złudzenie kontroli. Za duże wymagania wobec siebie i innych. Wpychanie każdego bólu gdzieś do środka, a zostawianie sztucznego uśmiechu. Bo przecież co inny pomyślą”.

Proszę: „Opisz kilka najważniejszych rzeczy. Po czym poznać u siebie, u innych?”

Niezdolność do cierpienia

Magda: Kiedyś myślałam, że umiejętność wyłączania emocji to moc. Mama była słaba. W naszej domowej apteczce było dużo proszków na uspokojenie, głównie relanium. Mama w stresie brała te tabletki, popijała winem. Potem spała. Jeśli dorastasz z osobą bezbronną, obiecujesz sobie, że nigdy bezbronna nie będziesz. Bo bezbronność to zaburzony dom, chaos, brak poczucia bezpieczeństwa i uciekający z domu ojciec. Ojciec pogardliwy. Ale tych możliwych scenariuszy może być dużo, nie czepiaj się obsesyjnie któregoś. Ważne jest poczucie kontroli.  Że musisz ją mieć. Jesteś najlepszą uczennicą, w wieku 10 lat umiesz piec ciasto i dzwonić na pogotowie (mama po proszkach wpadła kiedyś na toaletkę i rozbiła sobie głowę). Płacisz rachunki i odprowadzasz młodszego brata do szkoły, gdy ojciec już od was odchodzi. I musisz znosić wyznania, że matka to wariatka. Znosisz, bo nie chcesz stracić ojca. Ale słowo „wariatka” przez całe dorosłe życie będzie budziło twój lęk.

Potem przez lata unikasz emocji. Unikasz ludzi emocjonalnych (czyt. twoim zdaniem słabych), każde złe wydarzenie zamiatasz pod dywan. Kłopoty w pracy? I co z tego? Problemy z pieniędzmi? Trzeba działać nie marudzić. Nawet choroby i śmierć nie są w stanie cię złamać. Rozstania. Na krótko.

– Czy to nie dziwne? – spytała mnie kiedyś przyjaciółka.

– Ale co jest dziwne?– zdziwiłam się.

– Że nie przeżywasz cierpienia po Piotrze.

Zemdliło mnie.

– Piotr to ojciec mojego dziecka, chciał rozstania, proszę bardzo. Przestań wszystko analizować – odpowiedziałam surowo.

Dopiero potem, na terapii, zrozumiałam, że ja nie umiem przeżywać bólu.

Kochani, a ból przeżyty jest jak garb, jak burza, która musi i tak się stać. Im mniej cierpisz na co dzień (mimo zdarzeń), tym bardziej będziesz cierpieć później. Dopiero na terapii zapłakałam nad mamą, nad ojcem, który nas porzucił, nad sobą małą, taką dorosłą. Nagle pomyślałam; Boższ, tyle zamrożonych emocji. To każdy mój ból w ciele. Każdy sztywny kark, ból brzucha, lęk, z którym się budziłam. Wszystko ma swoją przyczyną.

Brak złości

Nie umiesz wściec się tak naprawdę na innych. Powiedzieć: jestem zła.  Tak jak nie umiesz być zła na ojca czy mamę, nie umiesz być zła na innych. Mówisz: nie szkodzi, załatwiasz, ogarniasz dalej. Ludzie znajdują w tobie spokój, pokorę. Ale ty nie znajdujesz tego w sobie.

Pamiętam taką scenę z Piotrem, byłym mężem. Nie zdążył do szpitala na mój poród. Nie odbierał telefonów. Potem się okazało, że zasnął: „No zaspałem” rzucił. Jakby „zaspałem” było dostatecznym powodem, żeby nie pojawić na porodzie syna. Powiedziałam: „Jasne, ok”. A przecież byłam wściekła, smutna i rozżalona.

Jednak przeżywanie takich emocji wydawało mi się tak małe.

A potem, kilka lat później, Piotr próbował popełnić samobójstwo. Weszłam do domu, w sypialni spał nasz czteroletni syn. Męża znalazłam w łazience, nieprzytomnego. Leki, alkohol. Jak mama. Tłumaczyłam go. Kryzys, depresja, brak  terapii.  Dlaczego? A gdyby tam wszedł nasz syn? Co bym powiedziała mu rano? Potem zrozumiałam, że tłumaczę bliskich mi ludzi, taki mam nawyk.

Nie róbcie tego, ludzie muszą  brać za siebie odpowiedzialność. Jeśli ty ją bierzesz za nich – w końcu zapłacisz za to wysoką cenę.

Napięcie

To był pierwszy objaw mojej depresji. Nieustanne napięcie. I wku*w. Rozstawiałam ludzi po kątach, traciłam panowanie nad sobą na służbowych zebraniach. Miałam ochotę wywalić wszystkich z pracy. Robiłam awantury. W sklepie, i w korku.

– Mamo, dlaczego jesteś wciąż zła? spytał mój syn.

– Nie wiem, kochanie – odpowiedziałam.

Bo nie wiedziałam.

Przecież nie dlatego, że mąż, którego ratowałam, odszedł do innej. Przecież nie z powodu żalu. Nie, nie, nie.

Oczywiście, że tak.

Wstyd

Nagle czujesz absolutny bezsens życia. Ty, optymistka. Ty, siła. Całą niedzielę spędzasz w starym podkoszulku, chodzisz tylko do lodówki po kolejną porcję lodów. Robisz minimum. Oglądasz seriale. I marzysz o tym dniu, gdy ukryjesz się w kołdrze i nikt nic od ciebie nie będzie chciał.

– Mamo, co dziś robimy– pyta dziecko.

– Mam gorączkę, kotku – kłamiesz.

I leżysz. Tylko w łóżku jesteś bezpieczna. W poniedziałek znów się ubierzesz w uniform i pójdziesz walczyć w swoim korpo. Nikomu nie powiesz, że nie byłaś z synem w kinie, nie byłaś na imprezie, na siłowni, nad jeziorem. Nie zrobiłaś setek rzeczy, które robią aktywni ludzie. Wstyd. Ogromny wstyd i poczucie winy. Co z ciebie za matka, co za kobieta aktywna?

Już wtedy wszystko w tobie krzyczy: „pomocy”. Ale nie umiesz o nią poprosić.

Bezsenność z sennością pomieszana

Noce są takie aktywne. Facebook w nocy aktywny, tyle seriali, portali plotkarskich. Noc to świat ludzi w depresji, lękowych, smutnych. Jeśli nie łykają chemii – budzą się ich demony. Jeśli jesteś dzielna, próbujesz je uśpić. Robisz pranie, ciasteczka, przeglądasz lekcje dziecka, i swoje stare rzeczy.

Ale gdzieś wiesz – coś jest nie tak.

Potem śpisz za długo, przesypiasz nad biurkiem, dzień miesza się z ranem.Tęsknisz za sobą dawną, która o szóstej witała świt bieganiem i kawą. Nie jesteś w stanie ruszyć nawet ręką o szóstej. „Eh, ta zima”. Ale to nie zima. To ty.

Nadwrażliwość

Płaczesz na filmach i na reklamach. Gdy oglądasz wiadomości. Płaczesz z powodu cudzego cierpienia, radości. Z powodu czyjś wzruszeń i żali. I płaczesz tak, ale nie widzisz, że to dlatego, że niczego swojego naprawdę nie przeżywasz. Twoja podświadomość mówi: „Rany, płacz chociaż nad cudzym życiem skoro nad swoim nie potrafisz, wylej łez trochę, bo z tobą silną już wytrzymać naprawdę się nie da”.

Akceptacja

Tylko ona może cię uratować. Akceptacja siebie, swojego stanu, przeszłości. Że nie wyszło, że cierpisz, że popełniłaś błędy. Że miałaś beznadziejne dzieciństwo, że wciąż wspierasz kogoś, a nikt ciebie.

Ten moment płaczu jest wyzwoleniem. Moment, gdy rozumiesz, że wielu rzeczy nie zmienisz, wiele przespałaś. Ale to jedyny moment, żebyś się wydobyła.

Z tego momentu nieoczywistej depresji, gdzie wydaje się wciąż żyjesz, a jednak bardziej umarłaś.

Pocieszenie? Obiecuję, że ono jest. Że można z tego wyjść. Znów spać, budzić się na kawę i mieć siłę pobiegać. Ale jeśli nie poprosisz o pomoc, zostaniesz w czarnym świecie.

Chcesz tego na pewno?

Magda


Lifestyle Psychologia

Konrad Gaca: „Odchudzanie to przygoda a nie kara. To nie jest coś, co musisz zrobić”. Jak on to robi? Spektakularnie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2016
Konrad Gaca/Facebook

Specjalista od odchudzania. To jemu swoją nową figurę zawdzięcza wiele gwiazd show biznesu, a jego pacjenci chudną nawet 80 kilogramów. Przedstawiane na platformie odchudzania on-line metamorfozy robią wrażenie nawet na największych sceptykach. Do specjalisty żywieniowego Konrada Gacy zgłasza się wielu pacjentów, a on potrafi jednocześnie odchudzać nawet 7 tysięcy osób.

Jak się odchudzać, jak się motywować i nie być głodną na diecie, a także o pięciu żelaznych zasadach odchudzania rozmawiamy z Konradem Gaca.

Ewa Raczyńska: Odchudza Pan, mówiąc wprost – spektakularnie. Ile kilogramów gubią Pana pacjentki?

Konrad Gaca: Trudno powiedzieć o jakiejś średniej, bo przecież każdy przypadek jest zupełnie inny. Dlatego też ilość kilogramów, które gubią moje pacjentki, jest różna – czasem jest to 30, 50 lub 80 kg. W moim systemie nie chodzi jedynie o liczbę zgubionych kilogramów. Chociaż z doświadczenia wiem, że pacjenci lubią, kiedy waga pokazuje coraz niższą liczbę, bo to często po prostu dodatkowa motywacja. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, by te kilogramy „schodziły” z parametrów tkanki tłuszczowej i nadmiaru wody, a nie ze struktury mięśni. To gwarantuje utrzymanie naszej gospodarki hormonalnej „w ryzach”.

Tylko jak zacząć, a co trudniejsze – w tym odchudzaniu wytrwać?

Zmiana nawyków żywieniowych nie jest rzeczą łatwą. To, co przez tyle lat robiliśmy z takim zamiłowaniem ciężko zmienić z dnia na dzień. Dlatego w kwestii modyfikacji naszych nawyków bardzo ważną rzeczą jest zasada małych kroków. Od czego zacząć? Na początku musimy dokładnie zastanowić się nad motywacją, bo to ona będzie naszym motorem napędowym. Następnie – konieczne jest rozpoczęcie regularnego jedzenia. Warto pamiętać, że systematyczność w jedzeniu posiłków to klucz do tego, aby wyregulować swój metabolizm. Przestrzegając tej zasady, wysyłamy swojemu organizmowi komunikat, że nie potrzebuje on robić zapasów energii, czyli gromadzić tkanki tłuszczowej, a co więcej, będzie skłonny, aby ją spalić. Każda zmiana na początku wydaje się trudna. Wszystko dlatego, że organizm przyzwyczajony jest do jakiegoś określonego działania i zmiana nawyków na inne jest zawsze procesem, do którego od nowa trzeba się przyzwyczaić. Tutaj najważniejsze jest nastawienie. Jeśli bardzo chcemy dokonać zmiany, motywacja pomoże nam przetrwać pierwszy okres. Potem nasze nawyki powinny „wejść nam w krew”. A zmianę powinniśmy traktować jako swoją życiową przygodę, robimy to przecież przede wszystkim dla siebie.

Gdzie najczęściej popełniamy błąd?

Nie działamy kompleksowo. Jeśli chcemy rozpocząć proces odchudzania powinniśmy skierować się do specjalisty, aby profesjonalnie pomógł nam zgubić wagę. Najczęstszym problemem jest również nasze podejście, oczekujemy szybkich efektów bez większego wysiłku. Myślimy, że 13-dniowa dieta może coś trwale zmieni. A odchudzanie to proces, który trwa i ma też swoje trudniejsze momenty. Ale można go zrealizować, jeśli naprawdę mocno się tego chce.

No tak, niby wszystko to wiemy, a jednak nie udaje się nam schudnąć.

Z moich obserwacji wynika, że często brakuje nam konsekwencji w działaniu oraz nie do końca mamy przemyślaną motywację. Często zaznaczam, że odchudzanie nie polega na stosowaniu diety. To niezwykle istotne, żeby zrozumieć, że odchudzanie to zmiana sposobu żywienia, zmiana nawyków, przede wszystkim w połączeniu z aktywnością fizyczną. Nie da się osiągnąć trwałych efektów poprzez stosowanie diety na jakimś określonym odcinku czasu – co w większości przypadków skończy się powrotem do starych nawyków żywieniowych, a w konsekwencji prowadzi do efektu jo–jo. Trzeba też pamiętać, że nie ma diety uniwersalnej. Bardzo często korzystamy z diet, które zupełnie nie powinny być przez nas stosowane. Takie praktyki mogą doprowadzić  do poważnej choroby, jaką jest otyłość. Odchudzając się na własną rękę, stosując w ciemno wszystkie zalecane porady, faktycznie na początku tracimy kilka kilogramów, ale narażamy się na problemy zdrowotne i niemal na pewny powrót do poprzedniej wagi. Lepiej więc, zamiast eksperymentować na własnym zdrowiu, zaufać specjalistom i skorzystać z ich wiedzy.

https://www.facebook.com/KonradGaca/photos/pb.224330460967862.-2207520000.1452845806./1027348920666008/?type=3&theater

Konrad Gaca/Facebook

Nie ma uniwersalnych zasad, które każda z nas mogłaby zastosować?

Proces leczenia otyłości to proces złożony, bardzo często związany z wychodzeniem z bardzo wielu problemów zdrowotnych. Praca powinna być przemyślana i bardzo indywidualna. Mogę podać kilka zasad mądrego odżywiania, ale jeśli rzeczywiście zmagamy się z chorobą otyłości, powinniśmy udać się do specjalisty.

Pierwsza zasada to prowadzenie czterech lub pięciu posiłków dziennie o stałych porach dnia, co cztery – trzy godziny. Druga – kolacja powinna być zawsze lekka i białkowa. Na przykład pieczona ryba, gotowana pierś z indyka z warzywami –pomidorem i sałatą albo biały ser. Trzecia zasada: ograniczenie soli i cukru. Czwarta – picie około 3 litrów wody średniozmineralizowanej dziennie i wreszcie piąta – trening aerobowy średnio intensywny. Dopiero w dalszym okresie  możemy łączyć trening aerobowy z treningiem siłowym, kształtującym nasze ciało i podnoszącym nasze hormony odpowiedzialne m.in. za metabolizm. Oczywiście są to zasady dla osób zdrowych i nie mających żadnych przeciwwskazań treningowych i żywieniowych.

A co z motywacją?

Uważam, że najlepszym środkiem motywacyjnym jest przemyślana decyzja. Z moich obserwacji wynika, że mamy trzy środki motywacyjne, po pierwsze: zachęta  – czyli ktoś odchudzi się, wbije się w spodnie o te dwa numery niższe i już go nie ma. Po drugie: przymus – czyli już jest lekarz, problemy zdrowotne, a więc konieczność. I po trzecie: przemyślana decyzja – kiedy ktoś po pięćdziesięciu próbach odchudzania podejmuje w końcu decyzję, że trzeba to zrobić jednak w sposób kompleksowy. Tacy pacjenci najczęściej osiągają swój cel, wytrzymują do końca, a potem wyprowadzają się z diety i funkcjonują przez wiele lat trzymając formę.

Często słyszy Pan: „Zrobiłam już wszystko, mam wrażenie, że cały czas się odchudzam, a efektów brak”?

Rzeczywiście, często obserwuję u moich pacjentów mocne rozdarcie. Widzę w nich nadzieję, ale dostrzegam w ich oczach także lęk, obawę, że „znowu nie dość, że będzie ciężko, to co gorsza, ponownie się nie uda”. Zawsze zwracam uwagę, że od początku bardzo ważne jest to, w jaki sposób podejdzie się do nowego etapu życia, który będzie tak naprawdę czymś bardzo pozytywnym. To będzie etap niezwykłych zmian i niezwykłych przeobrażeń, pracy nad sobą i leczenia problemu. Dlatego też mój system jest ściśle oparty na indywidualnym podejściu oraz wsparciu motywacyjnym i psychologicznym. Przede wszystkim uważam, że proces odchudzania zaczyna się w głowie.

Ostatnio usłyszałam, że odchudzanie jest „przy okazji” – uporządkuj swoje życie, wtedy łatwiej będzie ci schudnąć. Zgadza się Pan z tym?

Ja bym powiedział trochę na odwrót: proces odchudzania pomaga uporządkować życie. To często jest jeden z najważniejszych projektów w życiu. Zdrowy tryb życia wpływa niemal na każdy aspekt naszego życia. Odpowiednio dobrany trening, dopasowany do diety, bardzo pozytywnie zaczyna wpływać na samopoczucie. Widzę to po moich pacjentach, którzy już na początku przygody z odchudzaniem zauważają, że nagle mają znacznie więcej siły i ochoty do realizacji zadań, jakie czekają ich w życiu prywatnym. Następnie odkrywają, że nagle mają więcej czasu, lepiej układają sobie plan zajęć, stają się skuteczniejsi. Nie bez powodu mówi się, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”.

Tylko jak się odchudzać, nie myśląc o jedzeniu. Od koleżanek na diecie słyszę: „Cały czas jestem głodna”

Takie myślenie wiąże się bezpośrednio ze źródłem naszej motywacji. Ja zawsze powtarzam –  odchudzanie to przygoda a nie kara. To nie jest coś, co musisz zrobić. To twoja świadoma decyzja. Jeśli chodzi bezpośrednio o kwestię głodu, trudno wytłumaczyć jego źródło bez wiedzy, jaki system odchudzania stosowała konkretna osoba. Jedno jest pewne – głodówka nie jest skuteczną metodą odchudzania, a mówiąc dokładniej stosowanie jej jest posunięciem bardzo niewłaściwym (pomijając oczywiście wszelkie sytuacje zdrowotne, związane z zaleceniami lekarza). W chwili, gdy wprowadzamy głodówkę, następuje katabolizm struktury mięśni, nasz metabolizm mocno się obniża, a przez to cała przemiana materii ulega spowolnieniu. W konsekwencji czego ciężej będzie nam zredukować zbędne kilogramy. Nie możemy rezygnować z posiłków w ciągu dnia. Niezwykle ważne jest zapewnienie organizmowi poczucia równowagi, ponieważ tylko wtedy będzie on skłonny oddać tkankę tłuszczową, którą gromadzi. Często spotykam się z pacjentami, którzy jedzą mało, a tyją. „Przecież ja nic nie jem w ciągu dnia, a kilogramów mi przybywa” – mówią potem zdziwieni. Często jest tak, że nic nie jemy cały dzień, a objadamy się na noc i to wtedy organizm gromadzi zapasy tkanki tłuszczowej, zabezpieczając się w ten sposób przed kolejnym okresem głodu.


Konrad Gaca/Facebook

Konrad Gaca/Facebook

Konrad Gaca – ekspert ds. leczenia otyłości, specjalista żywieniowy, prezes Stowarzyszenia Zapobiegania Otyłości. Wykładowca zdrowia publicznego w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Autor bestsellerowych książek „Moje odchudzanie”,  „Kuchnia Fit” i „Kuchnia Fit 2. Wspólne gotowanie”.

 

 


Zobacz także

Tupnij wreszcie nogą! Jeśli zachowujesz się w ten sposób, to znak, że jesteś za grzeczna (i nieszczęśliwa)

Perfekcjonizm to przekleństwo Syzyfa. Jeśli uważasz, że robisz za dużo, zrób mniej. Świat się nie zawali

7 popularnych zachowań, które są w złym tonie. Punkt 1. Wpadanie bez zaproszenia