Lifestyle

Dołącz do naszej nowej akcji: „List do męża”. Wypełnijmy przedświąteczny czas miłością

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2016
Rozwiązanie akcji "List do męża"
Fot. iStock/Stefan Nikolic
 

Pamiętam te jego oczy. Od razu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Dziwne, bo nigdy wcześniej na nie nie zwracałam uwagi. Uśmiechnął się i wyszedł. Ot, takie przypadkowe spotkanie – tak wtedy myślałam, choć te oczy na długo utkwiły mi w pamięci. Na tyle długo, że kiedy zobaczyłam je po raz kolejny, wiedziałam, że to nie może być przypadek.

Gdy jakiś czas później pierwszy raz złapał mnie za rękę, poczułam tak mocno, że to on będzie ojcem moich dzieci. Dzisiaj mamy dwóch synów, za sobą kilka chudych, a ostatnio same tłuste lata małżeństwa.

I kiedy myślę o nim, jest we mnie nadal tyle niewypowiedzianych słów, tyle pięknych uczuć i emocji, które chciałabym, żeby kiedyś usłyszał. Bo chciałabym mu podziękować za to, że jest, za to jaki jest. Za to, że dzięki niemu staję się lepszym człowiekiem i że on zmienia się dla nas. Za nasze dzieci, które czerpią z nas obojga garściami. Za wspólne pasje, za łzy ze śmiechu i za dystans do świata i siebie, ale też do nas.

Może taki list do męża, pełen szczerości i miłości okaże się najpiękniejszym prezentem na te Święta?

Zapraszamy Was na chwile wzruszeń, na chwilę refleksji i wglądu głęboko w swoje uczucia. Czasami zapominamy, jak wiele mamy tuż obok i jak rzadko o tym mówimy.

Rozpoczynamy akcję „List do męża”. Wypełnijmy ten przedświąteczny czas miłością i pięknymi opowieściami. Przesyłajcie do nas listy, które chciałybyście napisać do swoich mężów, partnerów, by przypomnieć im, ale też sobie, jak bardzo kochacie.

Najpiękniejsze z nich opublikujemy.


 

AKCJA „LIST DO MĘŻA”

ZADANIE KONKURSOWE: Napisz list do swojego męża partnera o tym, jak bardzo go kochasz i wyślij na adres kontakt@ohme.pl dołaczając oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

NAGRODY:

5 autorów najpiękniejszych listów nagrodzimy świątecznymi zestawami kosmetyków „Dla niego” i „Dla niej” marki Eveline.

5 x zestaw „Dla niej” składający się z:

SKIN ACTION BOOSTER Serum – koncentrat 12% bioaktywna witamina C

P_piel_sab_serum

 

SKIN ACTION BOOSTER – Lekki hydro-krem intensywnie nawilżający 30+

P_piel_sab_krem 30

Oils of Nature – LUKSUSOWY SUCHY OLEJEK + SERUM ODMŁADZAJĄCE DO TWARZY I CIAŁA

P_piel_OILS-OF-NATURE_suchy-olejek_serum_odmladzajace

 5x zestaw „Dla niego” składający się z:

MEN X-TREME  – MULTIFUNKCYJNY KREM EKSTRAMALNIE NAWILŻAJĄCY

P_piel_mxt_krem nawilzajacy_200 ml

MEN X-TREME – NAWILŻAJĄCY ŻEL PO GOLENIU

P_piel_mxt_zel po goleniu

MEN X-TREME – ŻEL POD OCZY ROLL-ON

P_piel_mxt_roll-on

 

Konkurs potrwa od 23.11.2016 do 07.12.2016 roku, a wyniki ogłosimy do 17. 12. 2016 roku.

Regulamin konkursu znajdziesz TUTAJ.


Lifestyle

Perfekcyjna, kim jesteś? 7 sygnałów ostrzegawczych perfekcjonizmu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 listopada 2016
7 sygnałów ostrzegawczych perfekcjonizmu
Fot. iStock / Vizerskaya
 

Jesteś  perfekcyjna? – Nie, w życiu, gdybym taka była, wszystko wychodziłoby mi idealnie, a ja wiem, że zawsze można było zrobic coś lepiej. Do perfekcji mi daleko… Wiem, bo nieustannie usiłuję za nią nadążyć – i tak zwykle zaczyna się ta opowieść. Bardzo niebezpieczna opowieść o tym, jak codziennie gonisz za duchem. Tylko po to, żeby spaprać sobie życie…

Pani Perfekcyjna – poszukiwana

Jest bardzo przebiegła, ukrywa się pod swoją „zwykłą” doskonałością. Pod upieczonym ciastem, najlepszym projektem w firmie, na tyle nieuchwytna odbierając dzieci i rozwożąc je po kilkunastu zajęciach dodatkowych, by pomylić ją ze zwykłą zapracowaną kobietą. A może to wcale nie pomyłka? Może prefekcyjne, to my, zwykłe i przepracowane matki, współpracowniczki, żony i córki? Może w słowach „zdążyć”, „idealnie”, „lepiej” i nieśmiertelna „organizacja”, tak dobrze zakamuflowała się Perfekcyjna, że trudno ją zdemaskować?

Perfekcyjna, kim jesteś?

Bo ta perfekcja, która w pewnym momencie zapędza nas pod ścianę i nie pozwala już inaczej żyć, każe nam myśleć, że to dojrzałość, wiek, obowiązki, że właśnie taki jest świat. Tyle lat nas tego uczono, jak mogło by być inaczej?

Uważajcie Perfekcyjne, życie jest tylko jedno, a perfekcyjność przez cały czas ucieka. Nie da się jej złapać, osiągnąć pełnię, zdobyć trofeum. Wysyła natomiast kilka sygnałów ostrzegawczych, sprawdź, czy jeszcze potrafisz samą siebie odczarować.

7 sygnałów ostrzegawczych perfekcjonizmu

1. Wszystko albo nic

Bo po co się rozdrabniać? W ogóle nie robi się czegoś „jakoś”. Albo masz wszystko, albo nic – a raczej albo masz wszystko, albo jesteś nikim – właśnie to nieustannie podopowiada ci Perfekcyjna w twojej głowie. Bo wszystko, co nie jest ideałem jest porażką. Twoją porażką.

Żyjesz w świecie ekstremum, bo wszystkie twoje działania i myśli, a także plany są w kolorach czerni i bieli, bez szarości, kompromisów. Nie, ty nie wierzysz, że to może zadziałać.

Zawsze bierzesz „wszystko”, inaczej się nie liczy…

2. Idealnie, nie „wystarczająco”

Bo również w twoich działaniach ta dewiza jest przewodnia. Musi być doskonale. Ekstremalnie doskonale. Nie potrafisz odpuścić, nawet w drobnych sprawach, choć cały świat krzyczy, że są rzeczy mniej ważne, choć sama czujesz to pod skórą. Coś zmusza cię by tę „zwykłość” jak najszybciej wyeliminować

3. Ufaj tylko sobie

Bo nikt nie zrobi tego tak, jak ty. Nie możesz przecież „oddać” swoich zadań komuś innemu, nie zaufasz im – bo nikt nie jest tak zaangażowany jak ty, nikt nie zrobi tego lepiej, dość dobrze. Tylko TY, wszystko tylko TY.

Serio? Chcesz takiego życia?

4. Zawsze można zrobić coś lepiej

Masz problem z zakończeniem pracy, bo ciągle coś jeszcze poprawiasz i dopieszczasz? Aha…  Uważaj, prefekcjonizm skrada się po cichu. Nigdy nie uzna, że coś jest w porządku. Zawsze można zrobić coś lepiej.

5. Powinnam…

Żyjesz w świecie nieustających oczekiwań, które musisz spełniać. Większość z nich narzucasz sobie sama.

Ciagle jest coś, co powinnaś zrobić, nie łudź się, że gdy będziesz idealna, to się zmieni.

6. Nie ryzykuj

Jeśli jest coś, w czym nie jesteś nalepsza – po prostu tego nie robisz. I za hasłem „nie będę marnować czasu i energii, na coś, na czym się nie znam” chowa się tak naprawdę, strach przed utratą korony Perfekcyjnej. A przecież wiemy tak dobrze, że nawet największy talent wymaga prób i nauki.

Jeśli nie spróbujesz, nie przekonasz się. Dla ciebie to zbyt wielkie ryzyko.

7. Jesteś sumą swoich sukcesów i porażek

Jeśli nie jesteś w czymś mistrzem, w ogóle tego nie ruszasz. Tak definiujesz siebie. Sukces – rośniesz w siłę, jesteś pewna siebie, porażka – nawet, gdy to tylko twoje odczucia, od razu podcina ci skrzydła, odbiera siłę, sprawia, że czujesz się nikim. Bo kim jest człowiek nieidealny? Dla ciebie nie ma półśrodków.

Uciekajcie, uciekajcie jak najdalej od swojej mrocznej, perfekcyjnej strony. Perfekcjonizm – choćby kusił obietnicą pięknego i idealnego świata, nigdy takim nie jest. Uważaj, by kiedyś nie obudzić się w złotej klatce, zbudowanej z frustracji i rozczarowań.

Świat jest zbyt piękny w swojej nieidealności, też taka bądź.


Źródło: psychcentral.com


Lifestyle

Miłość wszystko pokona, pożycz mi tylko proszę, dwa tysiące euro. O tych, co bez skrupułów grają na naszych emocjach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 listopada 2016
Fot. iStock/Believe_In_Me

Może być dziennikarzem, inżynierem albo biznesmenem. Znajdzie twoje zdjęcie na jakimś portalu społecznościowym, zauroczy go twój uśmiech. Uderzy cię to, jak wiele macie ze sobą wspólnego, jak szybko rozwija się ta znajomość. Dzielą was tysiące kilometrów, bariera językowa, ale oboje macie za sobą trudne życiowe doświadczenia. Może warto kontynuować właśnie tę znajomość? Jest miło, romantycznie… Ale wiesz, nagle jego sprawy się skomplikują, wtedy poprosi cię o pieniądze. Może w tym momencie powiesz: „stop” i zakończysz coś, co właściwie jeszcze się nie zaczęło. A może postąpisz zupełnie inaczej, wierząc, ze skoro twoim znajomym poszczęściło się i znaleźli miłość przez Internet, do ciebie również uśmiechnął się los…

Kpisz? Pytasz, jak można być tak naiwną? Nawet nie wiesz, jak łatwo wykorzystać zranione, samotne, serce. I że ciągle bardziej chcemy ufać innym, niż wierzyć, że nas oszukują.

Magda jest po czterdziestce. Silna, zadbana, kilka lat po rozwodzie. Sama wychowuje nastoletnią córkę, sama wyszła z kryzysu, który przytrafił jej się kiedy po rozstaniu z mężem borykała się z długami. Dzięki pomocy życzliwych osób, własnej pracowitości i determinacji, odzyskała finansową niezależność. Typ dzielny, a jednocześnie wrażliwy.

O tym, co jej się przytrafiło, chce opowiedzieć, bo jak sama mówi, my kobiety, musimy się wspierać, trzymać razem. I nie pozwalać na to, by mężczyźni tacy, jak ci, których poznała ostatnio, bez skrupułów wykorzystywali nasze chwile słabości i osamotnienia.

Miłość nie musi być idealna, wystarczy żeby była prawdziwa

Zaczęło się banalnie, normalnie. Napisał do niej, po angielsku, na Facebooku, pod koniec czerwca. Przedstawił się jako znajomy kuzynki Magdy. Panie nie mają ze sobą stałego kontaktu – kilka ciepłych słów na święta, raz do roku życzenia noworoczne. Przyjęła go do grona znajomych, zaczęli do siebie pisać. Ot, zwykłe, grzecznościowe – „jak ci minął dzień, co u ciebie ciekawego”. Kiedy zaproponował zmianę komunikatora na ten, na którym widnieje numer telefonu, zgodziła się. Przez pierwszy miesiąc rozmawiali o swojej ulubionej muzyce, książkach, podróżach, rodzinie. Dobrze im się rozmawiało, a przede wszystkim – Magda mogła wprawiać się w dawno nieużywanym angielskim. Wiedzieli o sobie coraz więcej. On pracował jako inżynier, był wdowcem, a jego żona zmarła na nowotwór.

Dość szybko dał Magdzie znać, że jest coraz bardziej zaangażowany emocjonalnie. Wysyłał swoje zdjęcia, romantyczne piosenki o miłości, kartki. Na jednej było napisane „ Miłość nie musi być idealna, wystarczy żeby była prawdziwa”. Umiał dotrzeć do kobiety, to trzeba mu przyznać. No i był przystojny. To znaczy, ten facet ze zdjęć był przystojny.

Któregoś wieczora zapytał czy może zadzwonić. Rozmawiali, a ona miała nieodparte wrażenie, że ten jego akcent jest bardziej arabski niż brytyjski. Powiedział, że wybiera się do Malezji w ramach jakiegoś kontraktu, ale zaraz po powrocie chętnie odwiedzi Polskę. Przyjedzie na trzy tygodnie. Odległość nie jest dla niego żadnym problemem. Dużo czytał, jest zauroczony tym krajem, no a Magdą przede wszystkim.

Lot z New Castle do Malezji trwał dziesięć godzin. W hotelu, znajomy Magdy kontynuował rozmowę. Uwierzyła mu, sprawiał wrażenie, że rzeczywiście zna się budownictwie. Mówił, że następnego dnia idzie na spotkanie w sprawie tego kontraktu. Udało się. Złożona przez niego oferta wygrała konkurs. Sukces. Ale, nie do końca.

Pojawił się jednak problem. Musi zapłacić sporą kwotę prawnikowi, za zaopiniowanie kontraktu.

Czerwona lampka zapaliła się w głowie nieco skołowanej Magdy. Zaraz, skoro jedzie się na drugi koniec świata, by walczyć o wygraną w takim przetargu, nie powinno się być „finansowo przygotowanym”? Nagle okazuje się, że z 12 000 dolarów,  które ma zapłacić, siedem „zdobył” dzięki znajomym z New Castle.

Dopiero po kilku dniach poprosił wprost o pożyczkę. Magda w odpowiedzi proponowała różne, możliwe rozwiązania. Że można uzyskać kredyt przez Internet. Odpowiadał uparcie, że nie, że nie może i że ona jest jego ostatnią szansą.

Potrzebuje jedynie 2000 euro. Jak najszybciej. Naciskał coraz bardziej, pisał rano i wieczorem. Jest przecież kobietą jego marzeń. On nie boi się silnych kobiet, zapewniał. Razem dadzą sobie radę. Tylko, pomóż mi, teraz, bardzo proszę.

Dla Magdy to był szok. Sama dopiero co „wykaraskała się” z różnych małżeńskich problemów, zobowiązań. Dręczyło ją silne przeczucie, właściwie wiedziała, że coś tu nie gra. Zablefowała. Poprosiła o dokumenty potrzebne do spisania umowy pożyczki, paszport, cokolwiek. Potem o adres prawnika, numer konta. Dostała skan kontraktu, który rzekomo wygrał jej znajomy. Na umowie – nieczytelne podpisy. Sprawdziła wszystkie dane. Adres prawnika numer konta –  wszystkie były malezyjskie. A firma, z którą internetowy znajomy miał podpisać umowę – nie istniała.

Zanim jeszcze zablokowała go we wszystkich komunikatorach, postanowiła napisać do swojej kuzynki, tej od której rzekomo zaczął się ich kontakt. Ta stwierdziła, że mężczyzny nie zna, że to jest jedynie znajomy dalszej koleżanki. I że do niego napisze. Oszust zablokował wiadomości od niej. Magda zakończyła znajomość, ze świadomością, że padła co prawda ofiarą naciągacza, ale jedyne straty jakie poniosła, to te emocjonalne.

Miłość w rytmie granatów

Nie upłynęły dwa tygodnie, kiedy Magda dostała kolejną wiadomość od nieznajomego mężczyzny, tym razem poprzez Skype. Przedstawiał się jako wdowiec, miał 52 lata, był ojcem  dwójki dzieci – chłopców w wieku 13 i 15 lat. Jego żona zmarła na raka. Deja vu.

Zaczęli rozmawiać. Przysłał obszerny list, opisał swoją sytuację życiową. Mówił, że pracuje jako korespondent wojenny i że obecnie przebywa w Syrii. Nazwa pisma, jego nazwisko, wszystko się zgadzało: jest taka gazeta, na jej internetowej witrynie widnieje nazwisko nowego znajomego. Koleżanki Magdy kibicowały tej znajomości. – Pisz – mówiły – przynajmniej twój angielski jeszcze na tym zyska. Może tym razem się uda? Więc pisała. Te rozmowy były zresztą na innym poziomie niż  wiadomości wymienione z inżynierem z Anglii. Znajomość rozwijała się w trakcie kampanii prezydenckiej w USA, rozmawiali o Trumpie, o Hilary Clinton. Wdowiec szukał miłości, stabilizacji, dużo mówił o tym, jak ważna jest dla niego rodzinie.

Jego synowie mieli przebywać w Londynie, pod opieką znajomego. Opowiadał, że oprócz domu w Arizonie, w Stanach, ma także dom we Frankfurcie na Menem, odziedziczył go po matce. Swoje życie wiązał z Europą, tu chciał „znaleźć” odpowiednią kobietę. Wysyłał nawet zdjęcia swoich dzieci. Magdzie chłopcy wydawali się na nich jacyś młodsi, ale może to po prostu były stare zdjęcia.

Czy go widziała, choć raz, „on line”? Tak, zadzwonił przez Skype, dwa razy. Za pierwszym nie udało im się nawiązać połączenia. Za drugim, nie było nic słychać, ale widziała go przez chwilę. Jakieś biurko, komputer, on ubrany w moro. Zakłócenia. Wiadomo, wojna.

Tak to się toczyło. Powiedział jej, że go zauroczyła, że chłopcy marzą o siostrze. Zaproponował podróż po USA. On pomoże, załatwi wizę, ma przecież kontakty. Wszystko się ułoży. Za pięć tygodni kończy kontrakt i przyleci do Londynu, a z Londynu do Polski. Czy Magda mogłaby zorganizować ich spotkanie? On pokryje wszystkie koszty.

Dobrze, pomyślała Magda. Ale idą święta, on dawno nie widział się z synami. Może chciałby zabrać ich ze sobą? Okres grudniowy to przecież czas rodzinny. Najpierw odpisał, że przyleci sam, a potem że z chłopcami. 4- 5 dni, to chyba wystarczająco na pierwsze spotkanie.

Potem jednak nastąpiły niespodziewane komplikacje. Uprzedził ją, że przez chwilę nie będzie się odzywał, że wjeżdża w bardzo niebezpieczną strefę,  będzie w Aleppo, chroniony przez obstawę wojsk amerykańskich, musi relacjonować wydarzenia.

Po tych kilku dniach ciszy, pewnego listopadowego wieczora, odezwał się. Wyznał, że ma bardzo ciężki ma dzień. Jego syn, John, trafił do szpitala. Chyba w tym właśnie momencie Magda poczuła, jaki będzie finał tej historii. Podobno młody stracił przytomność, ma bardzo słabe wyniki, potrzebna będzie transfuzja krwi.

Zdenerwowała się. Zaczęła zadawać pytania, na które on nie znał odpowiedzi. Jaki jest poziom hemoglobiny syna, czy może ktoś mu coś dosypał podczas jakiejś imprezy? Czy to może być związane z jakimiś problemami zdrowotnymi? On, w szoku. Nic nie wie, dowie się od opiekuna dzieci, syn leży w prywatnym szpitalu. Magda jest konkretna. Prosi o dokumentację medyczną. Będzie mogła pomóc, tu, w Polsce, chce szczegółów.  On jest wzruszony, dziękuje. Po godzinie przysyła kolejną wiadomość. Pojawił się problem, Martin, opiekun jego dzieci, potrzebuje 560 funtów, żeby wpłacić je w szpitalu. On, w oblężonym Aleppo, nie ma szans wysłać tej kwoty. Prosi o pomoc.

Magdzie ciemnieje przed oczami. Gra va bank. Nie ma problemu, ma znajomą w Londynie, ona podjedzie, dowie się o stan zdrowia chłopca. Ewentualnie przekaże pieniądze. Wystarczy by podał adres.

W tym momencie wdowiec, razem z synami, strojem moro i korespondencją wojenną znika z życia Magdy. Ten „romans” trwał od czerwca do polowy listopada.

Mężczyzna pojawił się jednak jeszcze jako „wyśledzony” przez znajomą Magdy posiadacz zablokowanego konta na jednym z polskich portali randkowych. Najwyraźniej złamał jego regulamin.

Magda mówi, że mężczyźni, który wyłudzają pieniądze w Internecie, działają według tego samego schematu: wyszukują zdjęcia na portalu, patrzą, czy osoba, którą się interesują jest samodzielna, samowystarczalna. „Badają” jej zarobki. Posługują się kradzionymi zdjęciami, fałszują dokumenty. I nagminnie szukają okazji, by wykorzystać je finansowo. No i oczywiście, każdy z nich ma za sobą rzekomo, życiową tragedię. Najczęściej śmierć ukochanej żony.

Magda nie dziwi się kobietom, które padają ofiarami oszustów matrymonialnych. Wie, że przychodzą w życiu takie momenty, kiedy bardzo trudno nam stawić czoła codziennej samotności. Kiedy książka i telewizja wieczorem nie wystarczają. Wtedy pojawia się ktoś, gdzieś, kto potrafi dać nadzieję, sprawić, że przestajemy działać i myśleć racjonalnie. Ale coraz trudniej uwierzyć, że ten mężczyzna po drugiej stronie ekranu, jest prawdziwy.

 

 


Zobacz także

7 tajemnic mądrych ludzi. Jak stać się jednym z nich i zbudować swoją mądrość?

Koszmary senne. Co nam się śni i co to oznacza?

Noszę rozmiar 44 i co z tego? Lato, jesteś gotowe na mnie i kobiety niechude?