Lifestyle Psychologia

Dojrzałość to rozsądek i rozwaga? Akurat!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
6 listopada 2015
Fot. iStock
 

Chciałam napisać tekst o tym, że im jesteśmy starsze tym mniej popełniamy błędów. Z dystansem patrzymy na „młodość”, która jest emocją, brakiem racjonalizmu. Miałam nawet taki początek: „Miejsce akcji: salon fryzjerski. Czas akcji: wczoraj wieczór. Matka (na oko koło 40-tki) do córki (jak się później okazało lat 17). „Nie płacz z powodu faceta, do diabła z nim jak nie chce. Ach, gdybym ja  była taka mądra w twoim wieku jak dziś” – wzdycha. Dwie klientki obok niej (w tym ja) wzdychają również. Jak dobrze, że mamy rozsądek, który ratuje przed rozpaczą zbyt teatralną, depresją zbyt spektakularną i błędami popełnianymi kiedyś”.

No cóż, uznałam wczoraj, że pisanie takich rzeczy to kpina.  A teraz krótko o tym dlaczego.

Aleksandra, czyli miłosne dylematy 35 – latki

A. pisze do mnie o trzeciej nad ranem. „Wyślę ci jego SMS, to powiesz mi, co myślisz, co?”. „Wyślij”, odpisuję. Przez pół godziny analizujemy, o co mogło mu chodzić, jakie są szanse, że w końcu coś zrobi, czy ona coś ma zrobić.

Oczywiście, można teraz prychnąć: „No doprawdy, mentalność 17–latki”. Tak, na pewno? Mądrzyć to się mogą mężatki (ja:)), kobiety w stałych związkach, względnie szczęśliwych. Rozstania, burze emocjonalne w zdecydowanej większości pchają nas w kierunku zachowań dziewczęcych. I chyba prawie każda z nas ma na sumieniu „szalony” epizod.

Aleksandra pracuje w jednej z największych firm consultingowych w Polsce. Obraca ogromnymi sumami pieniędzmi. W biznesie jest twarda, racjonalna i … bardzo dorosła.

Ewa, czyli urodowe dylematy mądrej i dojrzałej

„Jestem gruba” jęczy. Potrafi nie wyjść na spotkanie, bo wygląda: „beznadziejnie”. Zaczyna kolejną dietę, by za chwilę sunąć w stronę lodówki w poszukiwaniu małego, bardzo malutkiego kawałka sera. Mały kawałek nagle staje się wielkim kawałem, a wtedy…. Wtedy Ewa na diecie być przestaje.

I jak mam napisać tekst, że kobiety w pewnym wieku przestają zamartwiać się wyglądem? Wiedzą też wszystko o samokontroli?  Szczególnie, że takich Ew znam znacznie więcej. Jak nie o wagę chodzi to o zmarszczkę, wystające kolana, większość kobiet zawsze sobie coś wymyśli.

Ewa jest dziennikarką, zdobywa nagrody, dla innych jest autorytetem. No i jest piękna.

Magda, czyli duchowe dylematy  34– latki

„Moje życie jest beznadziejne, nie wiem kim jestem, gdzie chcę być. Nic nie osiągnęłam”, pisze. Przypomina mi się scena, gdy miałam 20 lat. Poszłam do mamy i spytałam czy kiedyś będę wszystkiego pewna. „Będą momenty, gdy będziesz pewna wszystkiego, a potem się okaże, że tylko ci się wydawało, albo to była prawda chwili”.

Jak więc mam napisać tekst o tym, że kobieta dojrzała nie zadaje sobie pytań o sens życia? Jeśli jest inteligentna, zadaje sobie ich mnóstwo– nawet nie wiem czy nie więcej niż wcześniej.

Magda ma troje dzieci, jest w związku z osobą, którą kocha. Jest mądra, a wykształcenia i wiedzy zazdrości jej niejedna znajoma.

Iza, czyli towarzyskie dylematy 36– latki

Kawiarnia, popołudnie. „Bo R. powiedziała, M. zrobiła…”. Uff. Rzecz o rywalizacji w pracy, podkładaniu sobie świń, itd., itp. Mam poczucie, że ten wątek grali już w naszym życiu kiedyś. O, wiem, w podstawówce, i w liceum. Wszystkie wiemy, jak wyglądają wtedy relacje między koleżankami.

I przysięgam Iza nie jest zaburzoną psychicznie niedojrzałą wariatką. Po prostu ma aktualnie problemy w pracy. Przez inne kobiety.

No i jeszcze K, która wczoraj stwierdziła, że jest beznadziejną matką. Nie ogarnia lekcji syna, jego wiecznego „nie”, focha i internetu, w którym znika. A ja napisałam kiedyś tekst o tym, jak to starsze matki są taaaaakie mądre, pewne. Zupełnie inne niż te, co dopiero urodziły i po forach nerwowo szukają porad. Uff, jak dobrze, że to poza mną…. Oczywiście, oczywiście.

My oczywiście, BYWAMY, mądrzejsze, spokojniejsze. BYWAMY bardziej racjonalne. Częściej spotykają nas trudne, przełomowe rzeczy. Wtedy, na jakiś czas, z dystansem patrzymy na dziewczynki w sobie czy w innych… Do czasu.

I powiedziałabym, że jest nawet błąd, którego młodość nie popełnia, a dojrzałość już często. Na stałe zamieszkuje w naszych głowach pani Komfort, pani Racjonalizacja i pani Udaje, że Wszystko Jest Dobrze. Te trzy panie sprawiają, że:

– częściej udajemy (jezu, nikomu nie pokażę, że jestem słaba)

– mniej okazujemy prawdziwe uczucia (złość, żal, smutek)

– rzadziej ryzykujemy  (hmm, czy ja naprawdę powinnam się rozwieść? On nie jest taki zły… Że martwy związek, ojej, to naturalne. Praca zła? Ojej, taki kryzys na rynku).

Nie pouczajmy więc (w duchu) młodych dziewczyn, nie czujmy się od nich wiele mądrzejsze. Raczej przypomnijmy sobie boskie słowo: „spontaniczność”. I podkradnijmy im jej trochę:)


Lifestyle Psychologia

„Wszystkich Muzułmanów należy wytłuc”. Dość tego, ksenofobii i głupoty należy się wstydzić, a nie się nią chwalić!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 listopada 2015
Fot. iStock / Michael Luhrenberg
 

„Mamo, dlaczego K. mówi, że wszystkich Muzułmanów należy wytłuc? Tak powiedział mu tata” mówi mój 9-letni syn.

Zatyka mnie. Ale znam tatę K. Gdy spotykamy się prywatnie (przy okazji różnych uroczystości, które obchodzą dzieci) prawie zawsze kończy się na dyskusjach społeczno-politycznych. To znaczy on w tym kierunku „ciągnie” wszystkie tematy.

Wychodzę ledwo ciepła, bo poziom złości ojca K. na życie: milion procent.

Mam ochotę powiedzieć synowi, że K. gada głupoty, bo jego ojciec jest debilem. Potem myślę, że jeśli to powiem – nie będę się niczym różnić od ojca K. Nienawiść, to jest nienawiść niezależnie od tego, w którą skierowana jest stronę. „Myślę, że tata K. tak mówi, bo się boi”.

Od wczoraj czytam wiadomości w internecie, przeglądam portale internetowe. W komentarzach pod artykułami o zamachach w Paryżu – mnóstwo nienawiści. „Muzułmanie współczują Francji? To jakiś żart! 27 procent z nich popiera ataki ISIS”, „Jestem wdzięczna, że żyje w PIS-owskiej Polsce, imigranci to gówno i nie chcę ich w naszym kraju”.

Poziom niewiedzy jest porażający, ale z niewiedzy bierze się nienawiść czy strach, prawda?

O atakach w Paryżu dowiedziałam się siedząc na babskiej imprezie. Kilkanaście wspaniałych kobiet, które poznałam na jednym z forum. Przyjaźnimy się od lat. W styczniu, tuż po zamachach na redakcję Charlie Hebdo, byłyśmy w Paryżu. Wyjazd zaplanowałyśmy dużo wcześniej. Dyskutowałyśmy: „lecieć – nie lecieć? „. Kilka zrezygnowało – większość jednak poleciała.

Mieszkałyśmy wtedy blisko koszernego supermarketu „Hyper Cacher” przy Porte de Vincennes, gdzie doszło do strzelaniny 8 stycznia. Pełno kwiatów, zdjęcia ofiar, tłumy ludzi, wojsko.

Za każdym razem, gdy mijałyśmy ten sklep miałyśmy ciarki. Za każdym razem, gdy mijałyśmy większą grupę mężczyzn o śniadej karnacji miałyśmy ciarki. W naszym hotelu oddychałyśmy z ulgą.

Żadna z nas nie jest rasistką, daleko nam do ksenofobii – ten lęk, to był instynkt. W jakimś sensie był naturalny, ale czy słuszny? Nie.

Gdy miałam 18 lat przez kilka miesięcy mieszkałam w muzułmańskiej rodzinie. W Londynie opiekowałam się synkiem lekarzy z Syrii. Na początku byłam przestraszona. Dziewczyna z kraju, gdzie tak rzadko widzimy inność trafia do domu ludzi o innej kulturze. „Mamo, oni kilka razy przebierają się w dziwne ubrania, modlą się bijąc rękami o ziemię, klęczą” zwierzałam się mamie przez telefon. Po kilku tygodniach polubiłam ich, byłam w ich domu bezpieczna i szczęśliwa, poznałam ich tradycję – przestałam się bać.

Żyjemy w kraju gdzie wszystko co inne, jest podejrzane. Dziś są to Muzułmanie. „Mamy” powód – choć każdy wykształcony człowiek wie, że uchodźcy uciekają przed prześladowaniem i większość Muzułmanów nie popiera działań ISIS. Jutro to znów będzie in vitro, geje, czy cokolwiek innego. „Mądrość to czasem banie się,  a jednocześnie pogłębianie swojej wiedzy, która pozwala się nie bać inności” mawia moja przyjaciółka, filozof.

Gdybyśmy wszyscy się tego trzymali – nie byłoby tyle nienawiści. I durnych komentarzy w necie. Na ten czy inny temat.

Drogi Tato K. i inni mu podobni –  zastanówcie się czego uczycie dzieci. Głupotą, ksenofobią, brakiem otwartości naprawdę nie należy się chwalić. I nie należy nią zarażać innych.  


Lifestyle Psychologia

Złamane serca, frustracja w pracy, a to wszystko przez bałagan… O sprzątaniu, które jest sposobem na szczęście

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
5 listopada 2015
Fot. iStock

Tonę, tonę, tonę. Wśród rzeczy tonę. Tych sukienek nie wyrzucam. Na pewno założę, jak już schudnę, te książki wyrzucić? Nieeeeee! Pamiętniki z liceum? O Boże! Przyda się i to i tamto.

Też boisz się wyrzucać? No cóż, według Marie Kondo autorki książki „Magia sprzątania. Japońska sztuka porządkowania i organizacji” w takiej sytuacji nie mamy za wiele szans na ułożone i szczęśliwe życie.

I nie pocieszaj się myślą: „E, ta laska na pewno nie sprząta, kto trzyma pamiętniki z liceum i sukienki w rozmiarze 36, jak ma rozmiar 42. Ze mną jest inaczej”. Na pewno?! Ja też myślałam, że ze mną jest inaczej. Sprzątam przecież. Sukienusie rozmiar 36 to taka mała słabość. I żeby z tego powodu mieć w życiu chaos?

Może ty też wcale nie sprzątasz tylko przekładasz rzeczy z jednego miejsca w drugie (źle), może wyrzucasz za mało śmieci (bardzo źle), może masz za dużo tak modnych pudełek i kartonów, idealnych skrytek na różne drobiazgi i nie-drobiazgi (koszmar).

Sprzątanie to nie tylko czynność. To filozofia życia, sposób na zmianę, zamknięcie przeszłości. Pierdoły? No sama nie wiem…Ale skoro ktoś twierdzi, że coś może pomóc– dlaczegóż nie spróbować?

Już od dawna mówi się o tym, że poziom czystości naszego domu świadczy o nas. O tym kim jesteśmy, jak traktujemy życie, jak podchodzimy do obowiązków. Mówi wiele o naszych relacjach i aktualnym stanie ducha.  Wrogowie sterylnego ładu mówią: „Im ktoś częściej sprząta, tym ma większe problemy”. Potrzebuje sterylnego wnętrza, żeby ukoić „burdel” w głowie. Niekoniecznie. Przynajmniej na pewno nie zgadza się z tą teorią Marie Kondo. Ona twierdzi, że bałagan odwraca naszą uwagę od źródła chaosu. Masz rozgardiasz– nie kontrolujesz swojego życia na innych płaszczyznach. Autorka mówi wprost: „Jestem pewna, że ład może zmienić twoje życie. Tylko jeśli mamy ład zewnątrz, możemy skupić się na tym co wewnątrz, w nas”.

Zrozum, teoria jest jedna

Lubimy myśleć, że mamy taki dom jaką osobowość. To w dużej mierze prawda. Nieprawdą jest jednak, że każdy człowiek powinien mieć sposób sprzątania dopasowany do jego osobowości.  Dla jednych sprzątanie jest rewolucją, dla innych metodycznym działaniem. Jedni czują się „dobrze” tonąc w starych zdjęciach i pamiątkach, inni nie. Ten inny sposób do porządkowania to– zdaniem Marie Kondo– bzdura. Wszyscy jesteśmy podobni. I dzielimy się na trzy typy. Grupa pierwsza mówi: „Mam bałagan, bo nie potrafię tego wyrzucić”. Grupa druga: „Mam bałagan, bo nie potrafię tego odłożyć na miejsce”. W grupie trzeciej mieści się 90 proc. społeczeństwa. „Mam bałagan, bo nie potrafię tego ani wyrzucić, ani odłożyć na miejsce”. Nie szukaj więc dla siebie usprawiedliwień. Bałaganisz nie dlatego, że masz „skomplikowaną” osobowość, nie dlatego, że jesteś stworzona do wyższych celów. Po prostu nie potrafisz dwóch prostych rzeczy– wywalać i odkładać na miejsce tego co zostało. Koniec, kropka.

 Nie bądź zbieraczem

To jest nasz największy problem. Wszystko nam się przyda. Sukienkę na pewno założymy, książkę przeczytamy, notatki? O Boże, co z tego, że to są notatki ze studiów– potrzebujemy ich. W końcu KIEDYŚ do tego sięgniemy, nadrobimy. Ten angielski z panią X był taki świetny, uff całe szczęście, że mam te notatki.  Kiedyś będę miała z tego pożytek– kolejne rzeczy lądują w szafce, w pudle. Bo przecież kiedyś się przydadzą. Prawda jest jednak taka, że coś co odkładasz, najprawdopodobniej  już się nie stanie. Nie przeczytasz książek, które obiecywałaś sobie, że przeczytasz, nie wrócisz do notatek. Nie naprawisz też rzeczy, o których obiecywałaś sobie, że na pewno to zrobisz. Marie Kondo rozumie to przekonywanie samego siebie: „Aaa, potrzebuje”. Uważa, że to jest nasz naturalny lęk przed zmianą. Tak samo jak niechętnie pozbywamy się wspomnień– tak samo niechętnie pozbywamy się rzeczy.

Kondo radzi: „Nie pytaj siebiem czy coś ci się przyda”. Lęk będzie tak silny, że powiesz: „Taaak”. Pomyśl inaczej: „Czy ja chcę to zatrzymać, czy ta rzecz przynosi mi radość? Czy cieszę się z niej?”. Obejrzyj tak wszystko w domu. Zobaczysz wtedy jak wiele rzeczy jest ci obojętnych, nawet ich nie zauważasz. Zagracają i tyle. Prawda jest też taka, że wszystkie fantazyjne pudełka są piękne, ale pomagają nam utrzymywać w domu graty. A po co nam stare agrafki? Papier? Klucze? Podobno świetnym pomysłem jest odpowiedź na pytanie: „Po co to robię. Po co sprzątam”. Bo muszę mieć czysto. A po co musisz mieć czysto? Bo potrzebuję ładu. A po co ci ład? Zadajesz te pytania tak długo, aż uzyskasz odpowiedź: „Bo to mi przyniesie szczęście i spokó”j. I tak naprawdę– zdaniem Marie Kondo, o to chodzi. Porządek ma nam przynieść spokój i szczęście Ale musimy to czuć całym sobą. Kondo odwiedziła kiedyś klientkę. Owa klientka tonęła w bałaganie i syfie. Wieczorem ściągała rzeczy z łóżka na podłogę, żeby móc się położyć. Rano z powrotem kładła rzeczy na łóżko – żeby móc przejść swobodnie do łazienki. Na pytanie po co chce sprzątać odpowiedziała: „Bo chcę mieć kobiece mieszkanie, buduar, poduszki, koc rzucony na sofę, świeczki”. Wizualizowanie idealnego wnętrza pomaga. Dlatego warto kupować magazyny, oglądać je i … marzyć. O tym jak my sami chcemy mieszkać.  Potem zostaje tylko pytanie: co mogę zrobić, żeby osiągnąć swój cel. Co muszę wyrzucić, jak zmienić swoją przestrzeń.

 Posprzątaj wszystko za jednym zamachem

Nie rozkładamy sprzątania na kilka dni, tygodni. Nie wyrzucamy jednej rzeczy dziennie. Nie robimy czegokolwiek. Prawdziwe sprzątanie to rewolucja. Najlepiej wstać rano tak, by zacząć sprzątać mniej więcej w okolicach 6.30, 7.00 i poświęcić na to cały dzień. Nie słuchaj głośniej muzyki, bo to tylko zakłóca harmonię. Porządkowanie to dialog z samym sobą. Inaczej: rozmowa ze sobą poprzez posiadane przedmioty. Biorę książkę, album, dzbanek, bluzki, buty– zastanawiam się, czy potrzebuję tej rzeczy, wspominam sytuację, w której ją dostałam, kupiłam. Wracam myślami do przeszłości po to, by realnie ocenić, czy ja naprawdę tego czegoś potrzebuję.

Nie kieruj się lokalizacją

Nasz błąd polega na tym, że często sprzątamy „przestrzeniami”. Dziś kuchnia, jutro łazienka, pojutrze salon. W efekcie sprzątamy nieustannie. Najlepiej wyrzucać „tematami”. Ubrania, książki, papiery.To porządkuje nas od razu, wprowadza harmonię i ład nawet do samej czynności.

Zacznij od tego co najłatwiejsze

Zdaniem Marie Kondo najłatwiej porządkuje się ubrania. Nie wyrzucamy ich wszystkich hurtem tylko też dzielimy na „podkategorie”. Najpierw tzw. górę ( koszulki, swetry itp), potem spodnie, spódnice, kolejno: rzeczy, które powinno wisieć ( marynarki, płaszcze), skarpety, bieliznę, torebki, kostiumy kąpielowe i buty. Wszystkie rzeczy wywalamy na środek pokoju i zadajemy fundamentalne pytanie: „Czy to ubranie wywołuje we mnie radość” ( przy tym pytaniu pytaniu chichrałam jak szalona, ale potem przeprosiłam się z panią Kondo. W końcu to ona robi na swojej książce fortunę, a ja nie mam kasy za to dużo sarkazmu).

Idźmy dalej. Ubrania wyrzucamy na środek jednego pokoju. Możemy poczuć totalny szok, nie spodziewaliśmy się, że tyle mamy rzeczy. Wyrzucaj dresy, zbędne koszulki. Zostawiaj to, w czym czujesz się elegancko i kobieco. Z kolejnymi rzeczami zasada jest prosta: im mniej tym lepiej. To samo z książkami, papierami, kosmetykami w łazience. To co zostaje powinno mieć swoje miejsce. Niezbędne kremy w szafkach, kawa, herbata w szufladach. Na zewnątrz powinnyśmy mieć czysto i sterylnie.

Każdej rzeczy wyznacz miejsce

To, że masz mało rzeczy, nie jest równoznaczne z tym, że możesz tę resztę kłaść, gdzie chcesz. To tylko sprawia, że bałagan będzie narastał i prędzej czy później wrócisz do punktu wyjścia. Czyt. bałaganu. Dlatego w twoim nowym życiu każda rzecz ma swoje terytorium. Torbę odkładasz to specjalnej szafki, kluczyki tam, książki na określonej półce, podobnie z kremami, papierami– wszystkim. Koniec, żegnasz się z chaosem– dzięki temu nie będziesz musiała nieustannie sprzątać.

Po co to wszystko?

Żeby wreszcie się ogarnąć, zamknąć przeszłość, w spokoju skupić myśli. Moja sąsiadka wysprzątała całe mieszkanie po rozstaniu z mężem. Patrzyłam oniemiała jak wywala kolejne rzeczy z domu. Tych worków było kilkadziesiąt. Teraz ma sterylne wnętrze i …spokój w sobie – tak twierdzi.

Dla spokoju to ja oddam duszę diabłu, a co dopiero bałagan. Od kilku dni wywalam, wywalam, wywalam, wywalam.

Może i Wam się przyda coś wywalić?