Lifestyle

Dlaczego nie lubię być gruba. Wakacyjne podsumowanie grubaski

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 lipca 2021
fot. olesiabilkei/iStock
 

Nienawidzę bodyshamingu. Ani w jedną ani w drugą stronę. Córka przyjaciółki opowiada, jak wyśmiewają się z niej koleżanki (koleżanki, nie koledzy!). Że ma wystające łopatki i zero biustu. Żenada, co? Podobna żenada, jak wyśmiewa się ludzi na plaży i wytyka im grube uda, brzuchy.

Jestem na południu Europy. Na plaży kalejdoskop ciał. Ciało wytrenowane na siłowni, wybiegane, wymasowane, młode i piękne. Ciała miękkie, większe. Jeszcze większe. Również starsze. I to jest piękne, wzruszające nawet. Jestem szczęśliwa, że mogę iść do morza w kostiumie i nikt nie patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie para gejów. Są wytrenowani i piękni. Może sobie coś tam o mnie myślą, ale nie dają po sobie poznać, pytają, czy będę równie daleko wypływać, jak przed godziną. Zmieniają się fale, trzeba uważać.

Ale do meritum. Ja nigdy nie zaakceptuje siebie grubej. Nie zaakceptuje mojego większego ciała, nie wybaczę sobie, że przytyłam, a nie mam dość silnej woli, żeby raz na zawsze się za to wziąć. Chociaż może to jest ten moment. Teraz? Gdy na południu Europy spływam z gorąca.

I naprawdę napiszę Wam szczerze – nie lubię być gruba. Nie chcę być gruba. I nie o to chodzi, że nie patrzą na mnie z pożądaniem mężczyźni (tego już nie potrzebuję, naprawdę), ale o to, jak ja się czuję sama ze sobą.

Mam dość czarnego, jednoczęściowego kostiumu

Rano upycham ciało w czarny, elastyczny materiał. Ugniatam, wciskam, rozmasowuje. Ledwo oddycham, ale dopiero wtedy mogę spojrzeć w lustro z jako takim zadowoleniem. Dobra, może jestem jak Bridges Jones, ale chociaż przypominam kobietę. Czarny kostium podkreśla piersi, talia nagle staje się wąska (no dobra, węższa, odróżnia się chociaż od bioder), biodra nie wydają się aż tak wielkie. Ufffff.

Powiecie, że mogłabym wystąpić w czerwonym albo kolorowym. Dobra, mogłabym. Ale nie cierpię stać w sklepie przed kostiumami plus plus plus size. I przyznajmy, nie wystąpiłabym w stringach albo czymś podobnym. Ani w staniku na sznurki, bo biust opadłby mi do kostek, a sznurki od stringów utknęłyby w moich brzuchu.

Że hejtuję sama siebie? Nie, przysięgam, ja po prostu to widzę.

Mam dość dużych ud, które się o siebie ocierają

Konia z rzędem dla tej, która ogarnęła zjawisko ocierania się ud o siebie. Dziś snując się po przepięknej śródziemnomorskiej starówce zauważyłam panią przede mną. W rozmiarze większym, dużo większym niż standardowy. Pani machała sukienką (było bardzo gorąco), a oczom moim ukazały się jej cieliste pantalony.

O siostro, jak ja cię rozumiem! Miałam na sobie bardzo podobne. I tylko dzięki nim snułam się w tym ukropie bez żywych ran między nogami, bo dzień wcześniej zrobiłam pięć kilometrów w sukience założonej na kostium i… ledwo dotarłam do domu.

Dobra, po chwili zastanowienia postanowiłam napisać o metodach na te nieszczęsne uda. Znalazłam blog Galanta Lala size Plus, która zebrała różne sposoby „syren” na problem ocierających się ud. Krem na otarcia dla biegaczy (u niej się sprawdził), krem na odparzenia dla dzieci (Babydream, Rossman), nie zbyt dobry efekt. Ponoć dobry jest też dezodorant Rexony i magiczne opaski od Ewy Michalak.

Mimo wszystko mam nadzieję, że w przyszłym roku nie będę musiała z tego korzystać.

Mam dość, że wolniej chodzę

„Dlaczego idziesz tak wolno?” Zapytała szczupła przyjaciółka. Dlaczego, dlaczego, dlaczego.

Nie, błagam, nigdy nie uwierzę, że ważąca dziewięćdziesiąt kilo kobieta jest sprawna fizycznie. A nawet jeśli jest, to należy do wyjątków. Podziwiam. Może byłam leniwa (na pewno), bo podczas pandemii zamiast chodzić z mężem na kilometrowe spacery wolałam zasiąść na kanapie i oglądać Netflixa.

W każdym razie wielu z nas, ludziom plus size jest po prostu ciężko. I widzę to nawet, gdy wchodzę na swoje czwarte piętro z sąsiadką mieszkającą piętro niżej. Mamy wysokie schody i zawsze, jak się wdrapujemy mówimy: „Nie no, cholera, musimy schudnąć”.

O ile zimą, w pandemii, nie odczuwałam tego tak mocno, teraz odczuwam. Poza tym kiedyś kochałam biegać, teraz lekarz mówi, że nie powinnam biegać, powinnam najpierw chodzić. I czuję się trochę, hmm, niesprawna, bo w końcu nie mam osiemdziesięciu lat, żeby lekarz mi mówił, że bieganie nie jest dla mnie.

Mam dość, że kupowanie ubrań przypomina ekwilibrystykę

Przebieralnie to zło. I mówią to też moje szczupłe koleżanki. Równie dobrze ktoś mógłby kazać mi ze szkłem powiększającym, w świetle jarzeniówki oglądać swoje fizyczne niedociągnięcia. Tęsknię za czasami, gdy brałam z wieszaka sukienkę 36 albo 38 i wszystko było dobre. I we wszystkim wyglądałam świetnie. Teraz nie wyglądam świetnie. W niczym.

I trudno mi uwierzyć, że którakolwiek z nas, większych kobiet lubi te szaleństwa w sklepach. Jeśli lubicie, okej.

Ja nie lubię, to mnie krępuje. Co więcej, sama lubię kobiety w różnym rozmiarze, są piękne i seksowne.

Nie lubię siebie.

Jasne, może to wszystko dlatego, że od dziecka żyję w społeczeństwie, gdzie hołduje się szczupłości. Gdzie moje przyjaciółki mówią, że byłam taką laską będąc szczupła (teraz już nie jestem) i czekają aż wreszcie wrócę do swojego rozmiaru. Gdzie wciąż polecają mi nowe diety i wyjazdy na których przez tydzień można schudnąć X kilo.

Może jestem ofiarą swoich rodziców. Tata zawsze mi powtarzał, że wyglądam niezbyt, gdy tyję, a mama mówiła: córeczko, nie jedz tyle. Ile z nas może podziękować swoim rodzicom za ten brak akceptacji. Pewnie robili to z troski, ale to spacza na zawsze. Nie chcemy być grube, bo czujemy się gorsze. I walczymy ze sobą.

Jak wiadomo, walka nie zawsze jest słuszna, bo walka to głodzenie, a potem zajadanie.

Byłoby łatwiej gdybyśmy mieszkały w kraju na południu, gdzie kobiety kochają swoje ciała, odsłaniają je i szczęśliwe zajadają makarony, czy inne węglowodany. I nie myślą o tym, że są grube, w związku z tym nie ukrywają się, nie rezygnują z wielu sportów, dotykają siebie i pozwalają się, bez wstydu, dotykać się innym.

Jeśli Wy to umiecie, super. Ja wciąż nie.


Lifestyle

Dlaczego mężczyźni tak bardzo nienawidzą kobiet…, które rzucają albo które rzucają ich. Zauważyłyście?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 lipca 2021
fot. South_agency/iStock
 

Przypadek Pierwszy Odchodzi ona

Bo się zakochała. Bo ma dość związku, jej cierpliwość się wyczerpała. Może po prostu przestała kochać. Mężczyźni ( w większości, bo nie chcę generalizować) nie mają jakoś problemu z pozwoleniem sobie na odejście. Walizeczka spakowana i gotowe. Adios! Żeby odeszła ona potrzeba dni i miesięcy bezsennych nocy, analizowania, rozważania, najczęściej dawania miliona szans. No bo przecież rodzina. I kiedy ona w końcu to robi, on dostaje szału. Zaczyna jej nienawidzić.

Mam taki przypadek wśród znajomych. On niespecjalnie zauważał ją przez lata, była meblem, który przestawiał. Matką jego dzieci. Ale też, taka prawda, ogarniaczką jego życia. Może nawet sprzątaczką. Prowadził firmę, ona prowadziła mu księgowość. Wracał zmęczony i zestresowany, podawała mu kolację i piwo. Miał kłopoty, znajdowała rozwiązanie. Zajmowała się dziećmi, organizowała wakacje. Zdradzał ją, udawała, że nie widzi. W końcu pękło, spakowała rzeczy i wyprowadziła się z dziećmi do rodziców. Afera. Jego matka wyzywała ją od suk i kurew, rozbijaczek rodziny. Jego ojciec uderzył ją w twarz. A on? Najpierw się obraził, a potem ją znienawidził.

Odsunęło się od niej towarzystwo. Nawet kobiety. Jakoś gdy pan ją zdradzał, nikt się od niego nie odsuwał. Facet ma dużo stresu, musi się wyszaleć, to tylko seks. Ona z tego powodu rozbiła rodzinę? Groził, że zabierze jej dzieci, zatruje życie. Na szybko porzucił te groźby, bo związał się z inną kobietą. Teraz każe ją inaczej, nie przyjeżdża po dzieci, przekłada spotkania, każda rozmowa z nim to awantura, bo wybucha po dziesięciu sekundach. Ona drażni go wszystkim.

Nie ma szacunku do byłej kobiety, jest nienawiść.
W końcu lepiej nienawidzić niż zobaczyć swoje błędy, prawda?

Przypadek Drugi: Odchodzi on

Przestał ją kochać, wypaliło się. Gdy jeszcze jej o tym mówi, ma wyrzuty sumienia. Zapewnia, że zawsze będzie mogła na niego liczyć, będzie jej przyjacielem. Kocha dzieci i chce dla nich, jak najlepiej. Mijają dni, tygodnie, a on wsiąka w nowe życie, wolność. Była jest dla niego zbędnym balastem. Ma dreszcze wstrętu, gdy widzi ją cierpiącą.

Że bajka? Nie, to też znana mi historia. Zresztą niejedna. Pół biedy jeśli ona jest delikatna i nieroszczeniowa, jeszcze ją znosi. Ale gdy po czasie zaczyna stawiać wymagania (jest w końcu w kontakcie z adwokatką, często terapeutą, szuka wsparcia kobiet, które przeszły to, co ona. Buntują ją, mówią, że ma prawo walczyć). On nagle zamienia się w jej wroga, nie może na nią patrzeć. Zaczyna jej nienawidzić. Przeczytałam kiedyś, że mężczyźni nienawidzą swoich byłych, bo to im pomaga poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Szkoda. Bo kobieta zadaje sobie pytania.

Czy on mnie kiedykolwiek kochał? Zawsze mną tak pogardzał? Udawał? Zaczyna podważać całe swoje wcześniejsze życie, wpada w depresję, nie ma już dobrych wspomnień.

Ale jemu tak wygodniej, nowa kobieta słyszy jaka eks jest potworna (zauważyłyście, że dla większości mężczyzn nie ma dobrych eks? Wszystkie są potworami, wszystkie utrudniają kontakt z dziećmi, są głupie, roszczeniowe, złe… ciekawe doprawdy).

Czasem fajnie by było, żeby mężczyźni spojrzeli też na siebie. Że, na przykład, to niefajne, ja obrażają byłą partnerkę, jak kolejny raz odwołują albo przekładają spotkanie z dzieckiem. I tak dalej, i tak dalej…


Lifestyle

9 najpopularniejszych mitów na temat kotów. Też w to wierzysz?

Redakcja
Redakcja
12 lipca 2021

W Internecie można znaleźć wiele mitów na temat żywienia i opieki nad kotami, część z nich niestety stało się już powszechnymi przekonaniami – jak chociażby to, że koty uwielbiają krowie mleko. Nieprawdziwe informacje dotyczące kotów mogą być bardzo szkodliwe, ponieważ mogą prowadzić do błędów w żywieniu czy pielęgnacji. Najbardziej popularne mity obala lekarz weterynarii, dr Michał Ceregrzyn.

W okresie letnim w sieci z łatwością można natrafić na informację, że temperatura 30 stopni C jest najbardziej odpowiednia dla kotów. Gdyby tak było, to w trakcie panujących obecnie upałów nasze koty byłyby wyjątkowo aktywne i pobudzone. Prawdą jest, że koty są zwierzętami ciepłolubnymi, dlatego też lubią wylegiwać się latem na słońcu i zimą w okolicach grzejnika. Jednak nie wszystkie koty dobrze znoszą wysokie temperatury. Dlatego szczególnie latem należy zapewnić kotu chłodne miejsce oraz dostęp do świeżej wody – pamiętając, że znacząca część kotów nie lubi mieć miski z wodą obok jedzenia! Odpowiednia dla kota temperatura to tylko jedno z wielu przekonań, które niedoprecyzowane może stać się niebezpiecznie dla zdrowia tych czworonogów, a także wprowadzać nas w błąd co do pielęgnacji, sposobu żywienia czy też i kociej natury.

Kocie zdrowie

Mit: Kot nie potrzebuje ochrony przed kleszczami

Faktem jest, że koty wychodzące potrzebują ochrony na kleszcze tak samo jak psy. Ze względu na widoczne ocieplenie pór roku, czyli gorące lata i ciepły sezon jesienno-zimowy należy stosować całoroczną ochronę przed kleszczami. Ponadto, nawet jeśli nasz kot przebywa tylko w domu, ale mieszkamy z psem, to również potrzebuje takiej ochrony. Kleszcze bardzo łatwo przenoszą się z jednego zwierzęcia na drugie lub nawet na człowieka, stanowiąc zagrożenie dla zdrowia domowników.

Ze względu na obserwowaną przez ostatnie lata zmianę sezonowości pór roku kleszcze są groźne dla naszych zwierząt domowych przez wszystkie miesiące roku. Obecnie występują nawet w przydomowych ogródkach. Niestety choroby przenoszone przez kleszcze są bardzo niebezpieczne, mogą powodować babeszjozę, boreliozę czy zapalenie mózgu – mówi lekarz weterynarii dr Michał Ceregrzyn, ekspert MSD Animal Health.

Mit: Kota niewychodzącego nie trzeba szczepić

Koty powinny być regularnie szczepione na podstawowe choroby wirusowe, które my jako właściciele możemy przynieść do domu na rękach lub ubraniu. Dlatego należy szczepić kota nawet niewychodzącego. Kot nieszczepiony nie nabywa odpowiedniej odporności do zwalczania chorób i przez to jest na nie bardziej podatny.

Mit: Niewychodzącego kota nie trzeba odrobaczać

Niezależnie czy nasz kot wychodzi na zewnątrz czy żyje tylko w domu, to odrobaczanie powinno stanowić niezbędną profilaktykę. W organizmie niewychodzącego kota mogą bytować pasożyty. Co więcej one również potencjalnie są zagrożeniem dla człowieka, ze względu na łatwość przenoszenia. Z tego względu dbajmy o regularne odrobaczanie naszych kotów i nie bagatelizujmy jego roli.

Żywienie kotów

Mit: Kot powinien jeść surowe mięso

Wręcz przeciwnie! Powinniśmy unikać podawania kotu surowych produktów ze względu na pasożyty i patogeny. Surowe mięso nie zawiera wielu potrzebnych minerałów i witamin. Podawanie pożywienia Whole Pray, czyli martwych myszy czy kurczaków także nie może stanowić pełnowartościowego posiłku pomimo przekonania, że koty uwielbiają myszy. Również żywienie wegańskie lub wegetariańskie nie służy kotom. Tego typu diety lepiej ograniczyć do innych członków rodziny – mięso naturalnie dostarcza zwierzętom energii.

Mit: Oprócz karmy, kotu należy podawać witaminy oraz owoce i warzywa

Wszelkie minerały oraz witaminy powinny być podawane odpowiednio do kaloryczności posiłków. Jeśli na co dzień nasz kot ma zbilansowaną dietę, to spokojnie możemy uznać, że przyjmuje odpowiednią ilość składników odżywczych. Tak samo jest z owocami i warzywami – kot naturalnie ich nie potrzebuje. Przykładowo jedzenie wysokokalorycznych bananów wynika tylko z faktu udomowienia kotów, a nie z ich zapotrzebowania.

Mit: Kot potrzebuje pić mleko przez całe życie

Jednym z najbardziej popularnych skojarzeń z kotem jest krowie mleko. Okazuje się, że po przejściu na stałą zbalansowaną dietę kot nie musi już pić mleka – tym bardziej tego nie pochodzącego od matki. Dorosły kot nie jest już w stanie prawidłowo przetwarzać składników zawartych w krowim mleku.

Kocia natura

Mit: Koty są złośliwe i leniwe

Zwierzęta domowe, w tym koty, nie mają zdolności myślenia, że zrobią nam coś po złości. Jeśli kot drapie meble, to nie dlatego, że chce nam zrobić przykrość. Koty śpią po kilka lub kilkanaście godzin dziennie nie dla tego, że są leniwe, ale z powodu swojego wysoko rozwiniętego instynktu łowieckiego – muszą regenerować siły, aby skuteczniej polować. Wypoczęty kot chętniej poświęci czas na zabawę z nami lub łapanie owadów.

Mit: Kot i pies się nie zaprzyjaźnią

Istnieje wiele przykładów kocio-psich przyjaźni. Koty są w stanie przywiązać się także do innego czworonoga – szczególnie jeśli od małego wychowują się razem. Często zdarza się, że kot i pies śpią razem lub liżą się, co jest oznaką wzajemnego przywiązania.

Mit: Koty się nie przywiązują

Panuje powszechne przekonanie, że kot jest samotnikiem i nie potrzebuje towarzystwa ludzi, więc też się do nich nie przywiązuje. Nic bardziej mylnego! Poprzez ocieranie się oraz witanie przy drzwiach koty okazują właścicielom czułość i przywiązanie. Potrzebują towarzystwa człowieka jak każde inne zwierzę domowe. W związku z tym, jeśli zostawimy kota samego w domu na kilka dni, to będzie bardzo tęsknić i przeżywać naszą nieobecność.

Wbrew pozorom koty są bardzo towarzyskimi zwierzętami domowymi. Owszem, maja silnie wykształcony instynkt łowiecki, więc potrzebują dużo czasu na regenerację swoich sił. Zauważmy jednak, że łatwo jest je zaprosić do zabawy. Jeśli w domu obecny jest drugi przedstawiciel tego gatunku lub pies, to będą w stanie poświęcić mnóstwo czasu na wspólną zabawę. Ich indywidualistyczna natura nie sprawia, że przywiązują się do nas mniej. Tak samo jak psy będą nas wyczekiwać, gdy zostaną same. Nie powinniśmy zostawiać ich samych na dłużej niż kilkanaście godzin. – dodaje ekspert.

Chcesz wiedzieć więcej? Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej: www.msd-animal-health.pl/zdrowiekotow, a także do śledzenia nas w serwisie Facebook: https://www.facebook.com/kocham.dbamozdrowie.chronie


Zobacz także

To strach tak samej w domu zostać i w… życiu

Paryż i dziewczyna – niebywały film o kobiecej sile, stworzony przez… kobiety. Już od 1 czerwca w kinach

Nadzieja pozwala nam zobaczyć światło w największej ciemności. Wzruszający film