Lifestyle

Czy rolnik znajdzie żonę? Są zbiegi okoliczności, może przeznaczenie, może boski plan? Zależy od tego w co, kto wierzy…

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 listopada 2016
Fot. Wojciech Kurczewski
 

Coraz trudniej o miłość, coraz trudniej o bliskość. Chwytamy się różnych, nie do końca tradycyjnych możliwości, by poznać kogoś, z kim łatwiej byłoby iść ramię w ramię przez życie. Ale jeszcze chętniej „podglądamy” tych, którzy mają w sobie odwagę, by miłości szukać… w obecności telewizyjnych kamer. Zapraszamy Was na rozmowę z Martą Manowską, prowadzącą programu „Rolnik szuka żony”.

Anna Frydrychewicz: Co się z nami stało, że sami nie potrafimy już znaleźć miłości, partnera?

Marta Manowska: Mamy teraz takie czasy, nie tylko na wsi, w mieście też. W miastach żyjemy szybkim życiem, mamy jakieś ambicje, marzenia, zobowiązania. Jeśli jest rodzina, to jest ich jeszcze więcej. Praca, 24 godziny na dobę. Ci samotni, którzy chcą coś osiągnąć, tak naprawdę też nie mają czasu, albo takiego momentu, żeby się zatrzymać na dłużej, zmienić środowisko. No, a przecież, najczęściej poznajemy „tego kogoś” wtedy, kiedy trafiamy w inne środowisko…  Na wsi jest trochę odwrotna sytuacja. Tam też wszyscy są zajęci, a po całym dniu pracy, wieczorami, im się już po prostu nie chce wychodzić z domu. Jeżeli już wyjdą, to spotykają stale tych samych ludzi. W mieście, mamy nawet statystycznie większą szansę poznać kogoś nowego, innego. Tam jest trudniej, bo jest ograniczona liczba tych osób. No i coraz więcej kobiet wyjeżdża ze wsi do miasta. 

Z miasta na wieś też.

Tak, wyjeżdżają, bo chcą spokojniejszego życia. I to jest właśnie to miejsce, ten punkt, w którym dwie strony mogą się spotkać.

Są portale randkowe…

Są portale i są programy, takie jak „Rolnik”. W każdym wypadku trzeba „tylko” wykonać jakiś krok – spróbuję, pokażę siebie, swoje życie, to jak mieszkam, jaką mam rodzinę i może ktoś do mnie napisze?

Rolnicy, którzy zgłaszają się do programu, mają konkretną wizję swojej kandydatki? 

Wiesz, każdy z nas ma jakiś swój typ. Mówi się, że podobają nam się ludzie, podobni do nas, nawet wizualnie. Ja wiem, że lubię ludzi, którzy potrafią się zatrzymać, potrafią się cieszyć chwilą, potrafią być dowcipni, w inteligentny sposób. Czuję, kto mi się podoba. I wydaje mi się, że każdy z nas ma to w sobie „sprofilowane”. Z drugiej strony gdy w grę wchodzą uczucia, fascynacja często o tym zapominamy.

Ja zawsze na początku pytam uczestników: jaka ona powinna być, ta twoja wymarzona kobieta, jak ma wyglądać, czy będziesz się kierował przy wyborze bardziej tym co w liście, czy stroną wizualną?.

I mówią Ci, że najważniejsza jest osobowość?

I oni z reguły odpowiadają, że tym co w liście, a potem otwierają kopertę i patrzą na zdjęcie. Bo to zawsze dobrze widzieć człowieka, który do nas pisze. Dlatego to takie ważne, żeby ten list był taką namiastką pierwszego spotkania. To nie jest łatwe, a jednak się udawało.

Widziałaś jak iskrzyło, w tych parach, które się tworzyły?

Widziałam i to nie raz. To jest niesamowite uczucie, ze można w tym uczestniczyć. Zawsze staram się być jak najbardziej taktowna i delikatna. Na etapie spotkań, zaraz po listach, ograniczamy plan do minimum, żeby stworzyć parom intymność. Jest tylko reżyser i operator, jest tajemnica.

Bardzo wiele sytuacji, widzę potem dopiero w programie.

A obecność kamer nie jest krępująca przy tych pierwszych spotkaniach?

O dziwo nie. To jest fenomen, to mnie właściwie zawsze najbardziej zaskakuje, ta otwartość uczestników. Wyobraź sobie, że jestem tu za dwie minuty z kamerą i rozmawiamy o twoich uczuciach. Trudne, prawda?

Bardzo. Nie widać tego w programie.

Zobacz, generalnie nikomu nie jest łatwo mówić o uczuciach. Mężczyznom może przychodzi to jeszcze trudniej. A tak to wszystko tutaj  zadziałało, że siłą „Rolnika” jest autentyczność.

To co jest trudniejsze dla uczestników niż rozmowa o uczuciach? 

Największy problem mają z tym, jak powiedzieć komuś „nie” . Jak wyeliminować kogoś, kto przejechał tyle kilometrów z wiarą, ufnością? Na szczęście jest w nich jakiś taki rodzaj mądrości, który pozwala tę decyzje przyjąć choć czasem nie jest łatwo – i dla naszych bohaterów powiedzieć „nie” i dla naszych uczestników – to „nie” przyjąć.

Negatywne emocje?…

Zdarzała się czasem większa rozpacz, bo ktoś poczuł się naprawdę źle, poczuł się odrzucony, nie został wybrany. Zabolało, bo chciał iść dalej. Pojawiły się łzy. Jak to w życiu. Gdybyśmy chcieli stworzyć program, który kończy się pięcioma ślubami, zrobilibyśmy castingi, profilowanie. A my po prostu pokazujemy ludzi, do których piszą inni ludzie, a tak naprawdę, czy powstanie z tego czy przyjaźń, czy koleżeństwo to już jest wielki sukces.

Bo to coś zmienia w ich życiu?

Tak, bo powstaje jakiś cień relacji. Jak powiedział jeden z uczestników,  Szymon, jak pojawi się przyjaźń, to już jest wartość.

I stereotyp faceta ze wsi też trochę pada. Okazuje się, że ci panowie są naprawdę wrażliwi.

Tak, i delikatni. To prawda, że nam się cały czas jeszcze wieś kojarzy z takim silnym facetem z broną, który wsiada na ciągnik i pracuje cały dzień. A to się bardzo zmieniło. I teraz wieś może być bardzo kusząca jako miejsce do życia. A oni mogą być kuszącymi partnerami. Bo jak sama zauważyłaś, to są ludzie, którzy maja wiele do zaoferowania: wiedzę, wrażliwość, wspaniałe rodziny. W moim odczuciu, wcale nie osaczające, tyko bardziej wspierające. Łączy ich oczywiście wspólny biznes, bo gospodarstwa są dziedziczone. Rodzice zapewniają dzieciom „start”, oni to przejmują, rozwijają. I wszystko się toczy,  priorytety są fajnie poustalane. Jeśli jest rodzina, jest ciągłość, życie ma kontynuację.

Fot. Łukasz Saturczak

Fot. Łukasz Saturczak

Do „Rolnika” zgłosiły się również panie. Masz do tego osobisty stosunek? 

Ja się z tego cieszę, bo to wypłynęło z ich potrzeby. Wiesz, to nie był nasz pomysł, zrodzony podczas spotkania redakcyjnego. One same podjęły taką decyzję i zaczęły do nas pisać w roli bohaterek, a nie kandydatek zgłaszających się do konkretnego rolnika. Wiec uznaliśmy: dlaczego nie?

Ale obie uczestniczki to dość silne osobowości, za to panowie którzy starają się o ich względy wypadają przy nich dość blado. Dlaczego?

Może pewien profil nie odważył się do nich napisać? Ewidentnie to są bardzo silne kobiety, które żyjąc już od jakiegoś czasu samotnie, jeszcze utwierdziły  w sobie tę cechę, czyli stały się jeszcze silniejsze, jeszcze bardziej samowystarczalne. Monika, z tej edycji, była zaskoczona, że jej kandydaci nie wytrzymują jej tempa. Ania – podobnie. Ale choć obie są samowystarczalne, głośno i otwarcie mówią o tym, ze bardzo potrzebują kogoś u swojego boku. Nie chodzi o wyręczanie ich w ich obowiązkach. Widzę, ze Monika czuje się niekomfortowo, kiedy ktoś ją wyręcza. Ale zobacz, można podać ukochanej śniadanie  do łóżka, ale potem wstać i iść razem w codzienność. Byle być dla siebie oparciem. Oparcie i bezpieczeństwo – tego potrzebują osoby, które naprawdę chcą budować rodzinę.

Widać w programie tę więź z rodziną, przywiązanie do miejsca, w którym żyją wasi bohaterowie. Na ile decyzja o wzięciu udziału w programie jest ich osobistą decyzja, a na ile presją środowiska?

Presja to może za duże słowo. Może raczej są tam takie rozmowy, jak wszędzie: „O, ty dalej sama…”, „Może już przyszedł czas…”

Łukasz, z tej edycji, ma 31 lat, rzeczywiście jego rodzice mówią, że to najwyższy czas na założenie rodziny, że on tyle jeździł, tyle podróżował, że zapomniał o rodzinie. Monikę do programu zgłosiła siostra. Ale przecież ostateczna decyzja należy do nich samych.

Angażujesz się emocjonalnie w te historie?

Bardzo. Zdarza mi się, że wracam z planu i jeszcze myślę, o tym co tam jest „pod spodem” jakiejś relacji. Wiadomo, że wszystkiego się nie dowiemy. Nie da się tego myślenia tak odłożyć, nie da się w tym nie być. Jestem w takiej naszej bańce, nie wychodzę z niej, dopóki trwają zdjęcia.

I zakręciła ci się łezka wzruszenia albo smutku?

Zdarzyło mi się wzruszyć przy jednym liście. Był bardzo emocjonalnie napisany, a Grzegorz, który był adresatem jeszcze przeczytał go w taki sposób… Po prostu się wzruszyłam. Tak, jak podczas rozmowy ze Zbyszkiem, który opowiadał, jak mu się wszystko odblokowało, kiedy stanął naprzeciwko tej osoby, którą wybrał, jak się poczuł szczęśliwy. Nie da się nie czuć, mając tych ludzi, te historie na wyciągnięcie ręki.

Ale były takie zarzuty, że uczestnicy się znają, że to niemożliwa taka miłość jednak…

Były, ale ja o to nie pytałam. Myślę, że gdyby tak było nie dałoby się tego ukryć, bo uczestnicy żyją w zbyt małych społecznościach, tam wszyscy wszystko wiedzą.

A Ania i Grzegorz?

Tak. Pamiętam sam początek edycji, to co powiedział Grzegorz, że jego wybranka mogłaby pracować z dziećmi. Ja na to – przedszkolanka.  A on –  „na przykład”. I to potem pada w pierwszym czy drugim liście. Ania okazała się przedszkolanką, dzwony zabiły w tym kościele, w którym oni potem brali ślub.  Wszystko zrobiło się takie metafizyczne.

Nierealne to trochę.

Ale tak nam się zdarza w życiu ze mamy jakieś przeczucia, albo niespodziewane spotkania. Ja miewam taką intuicję. Siła tego programu tkwi w tym, ze poznają się w nim osoby, które mogłyby się nie spotkać. Roberta i Agnieszkę dzieliło kilkaset kilometrów. Może zdarza się tak, ze ktoś jest ze Śląska, ktoś z Wielkopolski, a spotykają się a Mazurach i żyją ze sobą cale życie. Ale to są zbiegi okoliczności, może przeznaczenie, może boski plan? Zależy od tego w co, kto wierzy…


Lifestyle

8 złych zwyczajów, które doprowadzą cię do rozwodu

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
13 listopada 2016
Fot. iStock / MarsBars
 

Mówi się, że w przypadku rozwodu wina zawsze leży gdzieś pośrodku. I pewnie często tak właśnie jest, bo przecież związek dotyczy dwóch dorosłych ludzi i każdy z nich jest odpowiedzialny za jego powodzenie. Są jednak codzienne nawyki, które uporczywie powtarzane mogą doprowadzić do tego, że druga osoba powie w końcu dość i dojdzie do wniosku, że od teraz przez życie chce iść sama. Nie od dziś przecież wiadomo, że największe wojny wybuchają o drobnostki, a błahostka potrafi narobić wiele szkód.

Obgadywanie za plecami

Obgadywanie partnera jest bardzo złe – nielojalne, nieeleganckie, pozbawiające szacunku i trochę niczym zdrada. My, kobiety, lubimy dzielić się swoimi problemami w babskim gronie, zwierzać, opowiadać smaczne anegdoty, ale gdy zaczyna się licytowanie, który mąż jest gorszy albo który facet ma bardziej obrzydliwe i wkurzające nawyki, to pewne granice zostały przekroczone. Nigdy nie mów o swoim mężczyźnie tak, jak nie chciałabyś, żeby myśleli o nim inni!

Skupianie się wyłącznie na tym, co on robi źle

Nie odkłada skarpetek do kosza na pranie, nie zmywa kubka po porannej kawie, nie pamięta o urodzinach teściowej, nie wie, jak nazywa się wychowawca waszego dziecka…. Nie, nie, nie, ciągle to nie! A może zamiast skupiać się na negatywach, zacznij dostrzegać to, co pozytywne? Ideałów nie ma, to tylko mit! Może i skarpetki rzuca w kąt, ale pranie nastawia i wywiesza. Może nie zmywa tego cholernego kubka, ale kawę zawsze przynosi ci rano do łóżka. Jak przypomnisz mu o urodzinach mamy, to kupuje piękny drobiazg, a wychowawcy nie zna, ale ojcem jest fenomenalnym i kocha wasze dziecko nad życie. Od razu wygląda to lepiej, prawda?

Brak empatii i wzajemnego zrozumienia

Bardzo rzadko stawiamy się na miejscu naszego partnera i próbujemy spojrzeć na pewne sprawy jego oczami. A to błąd, przez który trudniej nam zrozumieć tę drugą stronę. Szczególnie problem z przyjęciem czyjegoś zupełnie odmiennego widzenia mają panowie – to dla nich trudniejsze, ponieważ kobiety z natury są bardziej empatyczne, ale nie jest zupełnie niemożliwe. Panie też nie są tutaj całkiem bez winy – wbrew pozorom mężczyźni w takim samym stopniu chcą czuć zrozumienie i szacunek wobec ich poglądów, lepiej o tym nie zapominać.

Nagłe wybuchy i kłótnie

Gdy nagle spokojna rozmowa przeradza się w walkę na noże i piekielną awanturę, dla partnera oznacza to brak możliwości porozumienia się w normalny, cywilizowany sposób, bez krzyków i wielkich emocji. Niestety, najczęściej to właśnie my, kobiety,  zaczynamy krzyczeć, popadać w skrajne emocje, a nawet histeryzować, skutecznie zamykając się na bardziej produktywne sposoby komunikacji. Jedyna rada- trzymajmy nerwy na wodzy i starajmy się rozmawiać zanim zaczniemy się kłócić i przerzucać argumentami.

Spory bez końca

Kłótnie się zdarzają, wiadomo, ale oprócz tego, że trzeba wiedzieć kiedy je zacząć, dobrze wiedzieć też, kiedy należy definitywnie je zakończyć. Przeciąganie sporów w nieskończoność, ciche dni, obrażanie się, foszki i dąsy to dla związku samobójczy pomysł. Nie warto też nakręcać się i doprowadzać swoich emocji do stanu, w którym przejmują władze nad umysłem i językiem – lepiej zrobić sobie przerwę, chwilę ochłonąć, niż powiedzieć o kilka słów za dużo.

Robienie dobrej miny do złej gry

Nawet jeśli zakładasz maskę pt. „oaza spokoju” lub „jest super, fajnie i ok”, twoje ciało i tak zdradza prawdziwe uczucia – sztywne ruchy, fałszywy uśmiech, zmiana brzmienia głosu, a nawet zmiana wielkości źrenic mówi coś zupełnie innego niż ty! Zamiast więc udawać, że wszystko jest w porządku i zaciskać zęby, lepiej powiedzieć wprost, co jest nie tak i dać szansę partnerowi na wspólne wypracowanie porozumienia, wsparcie lub naprawienie problemów. Inaczej rozwód staje się mniej prawdopodobny niż kiedyś.

Brak kłótni

Kłócić się zbyt wiele nie jest dobrze, ale nie kłócić się wcale też szczęścia w małżeństwie nie daje! Lepiej dać ujście emocjom, wymienić poglądy i pozwolić jakiemuś problemowi na zaistnienie, niż wszystko w sobie tłamsić i czekać na wielki wybuch – bo w końcu kiedyś do niego dojdzie. Brak kłótni może być też oznaką tego, że emocje miedzy partnerami słabną, przestaje im zależeć na związku i stają się sobie obojętni. A obojętność z pewnością niczemu nie służy, zwłaszcza małżeństwu.

Czekanie, aż problem sam się rozwiąże

To niczym czekanie na Godota, nie ma zupełnie sensu. Bo samo nic się nie dzieje! Ciągłe odkładanie trudnej rozmowy, wypieranie problemów, przykrywanie ich innymi sprawami nie spowoduje, że nagle związek się naprawi. Lepiej zmierzyć się z małym problemem teraz, niż bezczynnie czekać i doprowadzić do jego narastania albo kumulacji. Im dłużej zwlekasz, tym trudniej będziesz musiała pracować i więcej wysiłku włożyć w poprawę waszych relacji.


Na podstawie: www.womansday.com


Lifestyle

Ilustracje, które pokazują czym jest dla ciebie miłość, kiedy jesteś już dorosły

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 listopada 2016
Fot. Screen z Instagrama /Marian Drew

Inaczej kochasz kiedy masz lat kilkanaście, a inaczej kiedy przekraczasz 30-tkę…  Te rysunki uzmysłowią wam jak bardzo zmienia się nasze podejście do miłości pod wpływem pierwszych i kolejnych doświadczeń. Czy z wiekiem stajemy się naprawdę aż takimi realistkami? 😉

1. W miarę jak dojrzewasz i dorastasz, inaczej rozumiesz pojęcie „facet idealny”

 

12-13 lat – chłopak, z fryzurą taką jaką ma wokalista twojego ukochanego boybandu 14-18 lat – chłopak, który uprawia sport (ale żadną z tych „agresywnych” dyscyplin) 19-23 lata – chłopak, który gra w jakimś zespole 24-25 lat – obcokrajowiec 26-28 lat – facet, który ma pracę  19 lat i więcej – facet, który odpisuje na twoje wiadomości

 

2. „Randkowanie” bywa skomplikowane (ale i zabawne)

 

Kiedy mówi „Nie szukam teraz poważnego związku”, ale wszystko co robi, świadczy o tym, że jest inaczej: zabiera cię do restauracji  na kolację przy migocących światełkach; śledzi oba twoje konta na Instargamie; wspomniał o tobie swojej mamie i kupuje ci środki przeciwbólowe.

3. O miłości najwięcej uczymy się poprzez doświadczenia, to one pomagają nam uniknąć miłosnych rozczarowań  przyszłości

 

Wszystko w życiu ma jakieś, większe znaczenie. Jest jeszcze tyle rzeczy których się o nim dowiem On na pewno przewyższa moje oczekiwania. Jakie to wyczeprujące. Tyle niepokoju. To jest niemożliwe, że on spełni moje oczekiwania.

 

4. Nikt nie lubi czekać na odpowiedz, bo wysłaniu „ryzykownej” wiadomości

 

Wspaniale się wczoraj bawiłam. Chciałabym się jeszcze z Tobą spotkać.

5.  Miłość może oznaczać mnóstwo różnych rzeczy

 

Kocham Cię: Wydajesz się miłą, emocjonalnie stabilną osobą, z poukładaną sytuacją materialną. Dziękuję za prezent urodzinowy. Ten płaszcz świetnie na tobie leży. Mamy tę samą ulubioną książkę. Twoja rodzina wygląda na fajną. Smakuje mi jedzenie, które przygotowujesz Pasujesz do etapu życia, na którym obecnie jestem. To, że jesteś nadaje mojemu życiu sens i poczucie, że do kogoś należę.

 

6.  Wiele osób jest samych z wyboru

 

Singielka w filmach:

Elegancka

Zawsze ma „zrobione” paznokcie

Ciągle umawia się na randki

Co wieczór smutna

Singielka w „realu”:

Zbyt zajęta, by chodzić na randki.

7. Bycie singlem ma swoje wady i zalety

 

Zalety:

 

Możliwość nawiązania międzynarodowego romansu, wyjazd do Hiszpanii dla kaprysu, dobre jedzonko całe dla ciebie.

 

Minusy:

 

Ktoś mógłby mi pomóc wymienić tę żarówkę… Ktoś mógłby być ze mną na tej imprezie… Ktoś mógłby zatańczyć ze mną do tej piosenki…

 

8. Często pociągają nas niewłaściwi ludzie

 

Powód dla którego ON jest nieosiągalny

Dlaczego to jest atrakcyjne

mieszka w innym mieście

destrukcja = romantyzm

 właśnie zakończył dłigi związek

 wie jak kochać

 nie lubi monogamii

to Ty będziesz tą, która go zmieni

 emocjonalnie niestabilny

 pełen niespodzianek

 zakochany w kimś innym

 zawsze dobrze ubrany


9.  W związku nasze potrzeby bywają niezauważane lub lekceważone

 

 Powiedz mi dlaczego tak się czujesz, w związku z tą sytuacją. Jestem po prostu ciekawy twojego toku rozumowania. Tak naprawdę: Daj mi możliwość, a udowodnię ci, że się mylisz.

 

10. Miłość sprawia, że bywamy bardzo rozdarci między sercem a rozumem

 

Ten, który pasuje do mojego życia vs Ten, do którego czuję miętę.


Źródło: Instagram


Zobacz także

Akcja "Miłość to spotkania"

Regulamin akcji „Miłość to spotkania”

9 miesięcy ciąży zamknięte w 4 minutach filmu. Zobaczcie koniecznie, człowiek jest cudem

Światowy Dzień Wcześniaka (17.XI)