Lifestyle

Czy przyrzekał jej, że odejdzie od żony? Nie. A żonie przecież przysięgał w kościele nawet

Poli Ann
Poli Ann
21 stycznia 2022
fot. gpointstudio/iStock
 

Zosia jest rozwódką. Uciekła od męża chorego psychicznie, który przez lata zgotował jej piekło. Po 9 latach Zośka jest nadal piękna. W kwiecie wieku. Pewna siebie, silniejsza. Miała dwa poważniejsze związki. Trzeci właśnie się kończy. I, do jasnej ciasnej, nie wiem czemu taka fajna i ciepła dziewczyna tak źle trafia. Jej historię poznałyśmy w tekście „Zapomniałem Ci powiedzieć, kotku, mam żonę.” Czemu tak fajna i ciepła dziewczyna tak źle trafia?, czas na ciąg dalszy.

Z Panem nr 3 Zośka miała niezły rollercoaster

W dzień jego wyjazdu jej pościel jeszcze nimi pachniała, jej ciało drżało od jego dotyku, tylko głowa jakoś natrętnie mówiła coś innego. Gdy zamknął drzwi nie przypuszczała, że ona już do niej nie zawita. Ale czego miała się spodziewać skoro nic jej nie obiecywał? Czy przyrzekał jej, że odejdzie od żony? Nie. A żonie przecież przysięgał w kościele nawet.

Poza tym cały fejsbuk trzymał kciuki, gdy wrzucił pewnego dnia ich wspólne zdjęcie. Zośka nie mogła mieć pretensji, bo i o co? O namiętność chwilową i brak deklaracji? O wspomniany pozew, który być może nigdy już został złożony? O jego przeszłość, która go wołała, choć twierdził, że chce się od niej odciąć? O nic nie mogła mieć żalu. On przecież był fair. Głowa to rozumiała, tylko serce jakoś nie…

Pan nr 4 „Nie zasługuję na Ciebie”

Serce powoli się uspokajało. Biło równomiernie, bez przyspieszeń. Nawet usta wykrzywiały się w uśmiechu. Zośka uciekła w pracę i remont mieszkania. Co z tego, że wynajmowanego. Chciała stworzyć wokół siebie nową przestrzeń, zrobić aktualizację swojego wewnętrznego oprogramowania. Mężczyzn nie było na horyzoncie. Czuła spokój. Czuła go nawet, gdy w sklepie budowlanym podszedł do niej on, pracownik obsługi, który pomógł jej wybrać farby i cegłę ozdobną do salonu. Czuła spokój, gdy podawała mu dane do dostawy. Czuła spokój, gdy jej fachowiec ją wystawił i ten człowiek właśnie uratował jej remont i za drobną opłatą pomalował jej ściany, położył cegłę, złożył nowe meble i wytapetował przedpokój.

Kiedy poczuła znaną sobie radość? Gdy wpadł na kawę niby przypadkiem, ale przy drugiej butelce wina przyznał, że zrobił to celowo. Rozmawiali do rana. Na pożegnanie nieco dłuższe przytulenie. Na drugi dzień żadnego SMS-a. Ten przyszedł po kilku dniach z podziękowaniem za pyszną zapiekankę, jaką zrobiła na szybko. Zośka, choć serce przyspieszyło, wcisnęła hamulec. Nie odpisała od razu. Nie zagadywała. Nie sprawdzała go na fejsie. Uznała, że ta znajomość ma płynąć własnym tempem. Nawet do Anki nie dzwoniła, a ta była zawsze o wszystkim informowana. Po kilku tygodniach spotkali się ponownie. Tym razem pocałował ją w polik. Dalej się nie posunął, bacznie ją obserwując. Ku jej zaskoczeniu zaprosił ją na swoje urodziny, co dla jego bliskich było szokiem. Od kilku lat był sam i zarzekał się, że będzie. Grono przyjęło ją serdecznie, trzymało za nich kciuki i po cichu szeptali jej do ucha, że musi być wyjątkowa, skoro po tylu latach kogoś przyprowadził. Potem zabrał ją na wesele do swojej kuzynki. Następnie przedstawił rodzicom. Zośka pamięta błysk w oczach jego matki i jej wyszeptane słowa: „Synu, nie schrzań tego”. Nie robiła sobie nadziei, była spokojna, wszystko układało się po kolei. Wspólne wakacje z jego przyjaciółmi, grill, imprezy. Złapał świetny kontakt z Zuzią. Życie biegło swoim rytmem, tak jakoś naturalnie.

Byli razem, choć on nigdy nie przebąkiwał nic o przyszłości. Nie czekała na ślub, na poważne deklaracje, jednak liczyła, że znaczy w jego życiu coś więcej, niż tylko weekendowa dziewczyna. To był jedyny szkopuł tej znajomości. On chciał mieć tydzień dla siebie. Dla niej był weekend. Nie przekraczała tej linii, ale czuła niepokój, tym bardziej, że podobne słowa jak jego matka powiedział kiedyś po pijaku jego najbliższy przyjaciel: „stary, nie spierdol tego tym razem, ok?”. Na ostatnim, jak się okazało, ich wspólnym grillu. Nie dzwonił do niej przez cały tydzień. Nie chciała się narzucać, więc też nie wydzwaniała. W drugim tygodniu napisała wiadomość, którą odczytał po dwóch dniach. Zośka szalała, nie spała w nocy, nie jadła, myślała, co zrobiła nie tak. Córka, już nastolatka, pocieszała jak mogła, patrząc na smutne oczy matki. Zośka była na łączach z jego najlepszym kumplem, który też nie wiedział, o co chodzi. Sam nawet sprawdzał, czy w grę nie wchodzi druga kobieta, problemy zdrowotne czy finansowe. Gdy jego samego pytał, czemu Zośki nie zaprasza, ten tylko milczał. Gdy ona sama, nie wytrzymując napięcia, w pewną sobotę pojechała do niego, by usłyszeć cokolwiek, powiedział jej tylko: „Ja na ciebie nie zasługuję ” i zostawił ją na ganku bez wyjaśnień. Stała tak kilka minut, potem czekała dwie godziny na schodach mając nadzieję, że może go złamie i on do niej wyjdzie. Nie wyszedł. Nie pomógł przyjaciel, który przyjechał i wyzywał go od pojebanych debili, że taką kobietę wypuszcza z rąk.

Odjechała, coś w niej pękło. Przez kilkanaście tygodni znów tryb „robot” – pić, jeść, pracować, spać. Do obecnej chwili nie wie, dlaczego on tak bezceremonialnie wyrzucił ją ze swojego życia. Z jego kumplem Zośka przyjaźni się nadal, już o nim nie rozmawiają. Dziś ona urządza nowe mieszkanie, które kupiła na kredyt, wzięła psa ze schroniska, wolne chwile spędza z córką. Jej serce znów bije miarowo. Ona sama na nic nie czeka, bo i po co, skoro ten, którego chyba kochała tak naprawdę na nią nie zasługuje?


Lifestyle

„Brzydziłam się siebie za szperanie Ci w rzeczach. Brzydziłam się mojego ciała, tęskniącego za Twoim dotykiem”

Poli Ann
Poli Ann
25 stycznia 2022
fot. raw
 

Odcinków kilka… Moje życie z Tobą nadaje się na serial. Serio, kupę forsy bym zarobiła sprzedając nasz temat. W głowie mi się dziś nie mieści jak mogłam być tak naiwna i ufna, ratować Cię z opresji i wierzyć, że masz takiego cholernego pecha i że to nie Twoja wina.


Odcinek 1

Ja, młoda, ładna, niegłupia. Kończę studia. Mam świat u stóp i głowę pełną ideałów. Rozstałam się właśnie ze swoją pierwszą miłością, skupiam na nauce, chcę zrobić karierę. I pojawiasz się Ty. Klasyk. Na imprezie, gdzie wszyscy pijani lub naćpani kleją
się do siebie, a następnego dnia nie pamiętają kogo mieli między nogami albo między czyimi nogami zakończyli wieczór. Ja, po jednym drinku, zniesmaczona, z odruchem wymiotnym po spojrzeniu na znajomych z roku natrafiam na Twój serdeczny uśmiech.

Ty, elokwentny, inteligentny i trzeźwy niemal jak ja, delikatnie mnie adorujący. Właśnie się obroniłeś, dostałeś super pracę i zamierzasz zdobyć świat. Ja wpatrzona w Ciebie jak w obrazek, zachwycona Twoją pewnością siebie, planami na przyszłość, determinacją. Po tygodniu tak oczarowana, że zaliczyłam pierwsze w życiu wagary i szalony seks z Tobą nie tylko w łóżku, ale i w windzie, kinie czy przymierzalni w galerii handlowej. Oszalałam. W ciągu kilku dni tak się zakochałam się, że poszłabym za Tobą w ogień. Oddałam Ci całą siebie, duszę i ciało, kompletnie nie wiedząc kim tak naprawdę jesteś.

Odcinek 2

Byliśmy nierozłączni. No prawie, bywałam na uczelni, kończyłam pisać pracę między seksem na stole a pod prysznicem. Byłeś tak dobry w te klocki, że całkowicie się w Tobie zatraciłam. Myślałam, że jestem szczęściarą. Piękny mężczyzna, u progu wielkiej
kariery, idealny kochanek.  Czuły  mądry, wesoły, szalony, a kiedy trzeba to poważny i charyzmatyczny  W myślach widziałam już obrączkę na naszych palcach, wybierałam kolor ścian do salonu i wózek dla dziecka. Byłam pewna, że chcesz tego samego, choć
nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

Otumaniona endorfinami i adrenaliną (seks w pociągu to była jazda) nie myślałam trzeźwo. Potrafiłeś umiejętnie zamknąć mi usta i skierować moje myśli w inną stronę. Nie zadawałam pytań, nic tak naprawdę nie wiedziałam o Tobie. Żadnej rodziny, przeszłości, dzieciństwa. Wolałeś kochać się ze mną niż rozmawiać. Miałam jakiś mglisty obraz Twojej osoby i tego się trzymałam. A Ty? Owinąłeś mnie sobie wokół palca. O tak, miałeś nade mną władzę absolutną.

Odcinek 3

Gdy zginęły mi pieniądze, myślałam, że je po prostu zgubiłam. Gdy zniknął mój naszyjnik po babci byłam pewna, że do mojej wynajmowanej kawalerki ktoś się włamał. Gdy mówiono mi, że widziano Ciebie z kimś w kinie, barze, restauracji śmiałam się tylko, myśląc, że ludzie nam zazdroszczą. Byłeś przecież ideałem. Zawiść ich zżerała, że ktoś może mieć wszystko. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam widzieć świat w wyraźnych barwach. Zwolniono cię z pracy, w której (jak się wkrótce okazało) byłeś tylko jakimś asystentem do robienia kawy.  O tym dowiedziałam się słysząc przypadkiem rozmowę Twoich kumpli na korytarzu uczelni. Byłeś w związku z Moniką, Agnieszką i Marzeną jednocześnie. Ze mną do spóły. O tym już doniosły mi wspólne koleżanki. Broniłam nas zaciekle, dopiero zdjęcia Twoje w objęciach innych dziewczyn zamknęły mi usta. Informacje o Tobie spływały do mnie zewsząd.

Komuś wisiałeś kasę, ktoś Ci groził, dwie dziewczyny twierdziły, że są z Tobą w ciąży. I wciąż powtarzano mi, że jesteś uzależniony od dziewczyn i seksu, że szukasz okazji, by uprawiać ten „sport” jak najczęściej. Nieważne z kim, gdzie i jak. Byle tylko szybko zaspokoić wiecznie głodną chuć. Wypierałam to, nie wierzyłam. Dopiero liczne zdjęcia z różnymi dziewczynami, smsy, maile do nich i od nich udowodniły mi, że nałogowo kłamiesz i zdradzasz. Brzydziłam się siebie za szperanie Ci w rzeczach. Brzydziłam się mojego ciała tak tęskniącego za Twoim dotykiem. Brzydziłam się Ciebie za Twoje kłamstwa. Mimo to wciąż nie umiałam z Ciebie zrezygnować.

Odcinek 4

Przeprosiny były codziennie. Wierzyłam, że chcesz się zmienić, leczyć, walczyć o nas. Przecież to świat był winny, nie Ty. Dopiero gdy wróciłeś pobity, a w kolejnym tygodniu policja zamknęła Cię na czterdzieści osiem zrozumiałam, że muszę się od Ciebie odciąć. To nie było łatwe, bo wciąż kłamałeś jak z nut, a ja tak bardzo chciałam wierzyć, że łączy nas miłość. Kochałam Ciebie, Ty tylko moje ciało i naiwność. Chciałam Ci pomóc, a ty wciąż kłamałeś. Długo leczyłam się po Tobie. Długo nie ufałam i do dziś zastanawiam się kim ty jesteś? Robotem bez serca? Seks-maszyną? Skąd się biorą tacy ludzie? Jak przed nimi się ustrzec? Co zrobiłam źle ja i inne kobiety, które oszukałeś? Jak Ty możesz patrzeć w lustro i wmawiać sobie nadal, że wszyscy są winni tylko nie Ty? Nie znam odpowiedzi na te pytania i pewnie nigdy nie poznam.

Epilog

Nie mam z Toba kontaktu. Zmieniłam numer telefonu, przeprowadziłam się. Nie wiem, co u Ciebie słychać. Nie chcę tego wiedzieć. Wyleczyłam się z Ciebie. Moje ciało już za Toba nie tęskni. Znalazłam w końcu kogoś, kto mnie kocha całą bez podziału na ciało i umysł.

Dziś mi Ciebie tak strasznie żal, ale życzę Ci dobrze, choć nie wiem czy ty rozumiesz co to znaczy…


Lifestyle

„Nierób, darmozjad, na bzdury kasę tatusia wydaje. I że ledwo dotknąć, już krwawi”. To Martyna codziennie słyszy o swojej mamie

Poli Ann
Poli Ann
18 grudnia 2021
fot. Rawpixel/iStock

Śliczna blondynka z zielonymi oczami. Wymarzona córeczka tatusia, wyczekana, wychuchana, noszona na rękach. Owoc wielkiej miłości mamy i taty, którzy poznali się za dzieciaka i od tej pory byli nierozłączni. Oj tak, Anetka, jak mawia tatuś, to największy los na loterii jaki wygrał. Dlatego tak bardzo ją kochał i razem dali życie wspaniałej dziewczynce.

Kochał… Bo teraz tak w ogóle to już Anetki nie kocha. Żona po kilkunastu latach małżeństwa przestała mu się podobać, przytyła, ciągle jest zmęczona i jakaś taka niechętna. To Martyna słyszy o swojej mamie niemal każdego dnia. Albo, że mama to nierób, darmozjad, bo grosze zarabia i na bzdury kasę tatusia wydaje. Bo komu potrzebne są trampki na wf i do chodzenia po szkole? Jednych kupić nie można? Kto to myślał mleko bez laktozy kupować. Niech młoda pije to się organizm przyzwyczai i kłopotu nie będzie!

Martyna, gdy była młodsza, wierzyła w każde słowo ojca. Przecież był taki kochany, na barana nosił, na lody zabierał, czasem tylko jak się bardzo zdenerwował to pasem w tyłek dał lub w ciemnej łazience zamykał. No nie na długo przecież, na równe pół godziny, a Martyna to przecież nie beksa i jak nabroiła to karę ponieść musi, z dumą i klasą, bo córeczka tatusia mazgaić przecież nie będzie. No, zuch dziewczyna!

Dziś Martyna jest w ósmej klasie. Chodzi także do szkoły muzycznej. Jest piekielnie uzdolniona. Tatuś wybrał jej skrzypce, choć ona marzyła o kontrabasie. Ale jak dziewczyna będzie wyglądać z takim wielkim instrumentem?! Wybij sobie to z głowy córeczko!!! Skrzypce to klasa i elegancja. Martyna więc głowę skupiła i poszła na skrzypce. Talentu kawał ma, ale żeby Martyna jeszcze lepsza była, tatko wykupił indywidualne lekcje, więc doszedł jeszcze piątek i sobota. Wolny miała czwartek i niedzielę. Wolny od zajęć, ale w praktyce będąc w domu i tak ćwiczyła. Tata ustalił grafik, co kiedy ma robić. Rozpisany w tabelce wyznaczał każdy dzień. Była jak trybik w maszynie. W klasie zawsze pierwsza lokata. Średnia minimum pięć i pół. Gdy raz miała tylko pięć dwa, tatko się wściekł i uderzył ją w twarz. Raz tylko. Mamę za to więcej, bo była taka nieznośna i nieposłuszna. Przeszkodziła mu, więc ją potarmosił trochę. No bez przesady, szturchnął ja nieco. Wkurzył się przecież.

Martyna każdego dnia trenuje ciężko, ale w końcu dostępuje zaszczytu udziału w koncertach. Czasem miewa nawet solowe partie, których tatuś dumny jak paw słucha z zachwytem i kręci filmiki, by następnie wrzucić je na fejsa, i zbierać lajki. Oj, pręży się wtedy, tuli córkę i matkę krzycząc emotkami. Dziewczyny jakieś skulone przy nim, Martyna zaciska palce w pięść, ale tego na zdjęciu nie widać, a  Anetka biegnie do łazienki zwymiotować. Nie, nie zatruła się niczym. Tak reaguje ostatnio na nagłe przypływy pieszczot u męża.

Gdy u Martyny ostatnimi czasy w dzienniku pojawiają czwórki, tatuś jest średnio zadowolony. Na wywiadówce już był u wychowawczyni i załatwił, by córkę dopytać na piątkę. No jak to możliwe, żeby jego Martyna nie była najlepsza?! Kategorycznie zażądał także by zmieniono klasie polonistkę. Nauczycielka młoda i nowa, mimo że urodziwa, wzbudziła w nim duże wątpliwości. I choć Martyna wypowiada się o niej w samych superlatywach to nie omieszkał zajść do gabinetu dyrekcji, by wyrazić swoje oburzenie, jak to tak niedoświadczona osoba może dobrze przygotować jego dziecko do egzaminu ósmoklasisty? Pogroził nawet kuratorium, gdyby się okazało, że dyrekcja nic z tym problemem nie zrobi. W domu zaś, gdy dziewczyny już sztywnieją na zgrzyt klucza w drzwiach urządza córce awanturę, że przecież tylko debil może zrobić taki byk ortograficzny. Anecie zaś przykazuje milczeć, bo inaczej znów się przez nią zdenerwuje i na co to komu?

„Nie masz pojęcia, jaki to stres, kiedy burzysz czyjeś nadzieje czwórką na świadectwie”

Gdy Aneta pobiegnie do córki, tatko wymierza jej taki cios, że ta traci równowagę i leży nieruchomo na podłodze. Tatko pomaga mamusi wstać, za włosy. Tak ją ciągnie przez pół salonu złorzecząc, że jeszcze idiotka krwią z nosa pobrudziła panele. Drewniane, sieroto! Może ty witaminy jakieś byś, debilko, brała. Ledwo cię dotknąć, a ty już krwawisz.

Martyna nie ma czasu wolnego. Chyba że w nocy. Każdego dnia ćwiczy. Tata pilnuje. Zna też jej hasło na pocztę i fejsa. I dyktuje, kogo córka może zaprosić do znajomych, a kogo nie. Pasję Martyny nazywa mrzonką. Dziewczyna jest utalentowana plastycznie, umie zrobić piękny makijaż, ale nie sobie, bo tata zabrania. Martyna maluje więc ciotki i kuzynki na imprezy różnej maści. Siebie samą tylko, gdy taty nie ma w domu. Mama robi jej wtedy zdjęcie, które po kryjomu zapisuje w telefonie. Tata, gdyby je zobaczył, kazałby je skasować, wyśmiałby takie hobby, może i znów zatańczył z mamą ciągnąc ja za włosy i zrobił wykład na temat tego, jakiego typu dziewczyny parają się takim zajęciem. Proste, niewykształcone i bez ambicji, a ona, Martyna, ma taki talent i jego wsparcie, i byłaby debilką, tak debilką, gdyby takiej szansy nie wykorzystała. A że debilką nie jest, to wykorzystuje. Prawda córciu, że nie jesteś taką prostaczką jak twoje koleżanki i mamusia, pożal się Boże? I jak tatuś da szlaban, bo trójkę z chemii dostałaś to rozumiesz prawda, że tatuś chce twojego dobra prawda? I że gdy przyjdą koleżanki to tatuś wyjmie ci drzwi z zawiasów, bo przecież ta młodzież dziś taka zepsuta, że kontrolować trzeba, czy Martynki do jakiegoś gówna nie namawiają, a ona taka ufna i może po matce taka głupiutka? I córeczko no jak nie rozumiesz, że ja się całe dwa tygodnie do ciebie nie odzywam? Tatuś zły jest, że tę trójkę tylko na czwórkę z plusem poprawiłaś. Przecież ten plus to na pewno z litości był…

Aneta złożyła w zawiadomienie o znęcaniu się nad nią i córką. Podała przykłady. Zeznawała ona i Martyna. Jednak według sądu działanie Piotra nie było celowe. Było nieumyślne i nie było długotrwałe. Przecież on nie chciał na dłuższą metę nikogo krzywdzić. Po prostu ukarał za niewłaściwe zachowanie. Natomiast  negatywna ocena ojca ze strony córki nie może być brana pod uwagę, gdyż wynika z faktu skonfliktowania się dziewczynki z ojcem. Ojciec kocha swoją rodzinę, popełnił błędy, ale przecież były one nieumyślne…

Dziewczyny nadal walczą. Umyślnie.

„Chciałeś mnie lać. Padłam, 8-latka, przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił”. List do ojca