Lifestyle

Czy Maria Konopnicka byłaby dziś ikoną LGBT+? Miała ośmioro dzieci, kochała młodszych od siebie i była do śmierci związana z kobietą

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 października 2022
 

Konopnicką można dziś uznać za ofiarę jednego z największych zafałszowań w historii literatury. Na jednym z portretów autorstwa Leopolda Budego — Maria ubrana w żakardową suknię i efektowny kapelusz na głowie  – wygląda jak nobliwa matrona. Ten wizerunek nie odbiega od szkolnej wiedzy na temat autorki „Naszej szkapy” i „Roty”. W rzeczywistości jednak Konopnicka była kobietą wymykającą się wszelkim normom swoich czasów. Rozwódka z ośmiorgiem dzieci, samodzielna, silna, niestroniąca od romansów z młodszymi mężczyznami. Najdłuższy i najsilniejszy związek stworzyła z jednak z kobietą – Marią Dulębianką, którą nazywała Pietrkiem. Czy Maria Konopnicka byłaby dziś feministką i ikoną LGBT+?


Urodziła się 23 maja 1842 roku w Suwałkach w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. „Jej ojciec – Józef Wasiłowski i matka – Scholastyka z Turskich solennie zadbali o mieszczańskie wychowanie córki w duchu chrześcijaństwa i surowych zasad moralnych. Maria wcześnie, bo już w wieku 20 lat, wyszła za starszego o 12 lat bogatego zarządcę majątku rodzinnego – Jarosława Konopnickiego. Po ślubie zamieszkali w jego włościach w guberni kaliskiej i funkcjonowali podobnie jak inne małżeństwa w tamtych czasach. Na świat przychodziły kolejne dzieci (aż ośmioro, z czego dwoje zmarło w niemowlęctwie), a Maria musiała sprostać zadaniom matki i gospodyni domowej, czego wymagał od niej nie tylko autorytarny mąż, ale też ówczesne społeczeństwo. Jak się jednak okazało, ten model rodziny kompletnie Konopnickiej nie odpowiadał.

Była z natury kobietą mającą własne zdanie i dążącą do niezależności. To spowodowało tak silny konflikt w jej małżeństwie, że Maria zdecydowała się na prawdziwie desperacki krok – odeszła od męża. Trzeba przy tym wiedzieć, że na przełomie XIX i XX wieku kobieta mogła być jedynie panną, mężatką lub wdową. Mężatka, która decydowała się na rozwód, musiała mieć świadomość, że był on traktowany jak grzech śmiertelny. Maria porwała się jednak na takie rozwiązanie, narażając się na ostracyzm ze strony lokalnej społeczności, co na pewno świadczy o jej nietuzinkowym charakterze”, pisze Małgorzata Czapczyńska w nowej książce „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały”, Pascal.

Niewiasta mocno kochliwa

Wraz z sześciorgiem dzieci przeniosła się do Warszawy. Tam, by je utrzymać, pracowała jako korepetytorka i … rzuciła się w wir romansów. „Jej ówczesny znajomy, wybitny socjolog Ludwig Krzywicki, wypunktował to w swoich wspomnieniach, nazywając Marię, dość dyplomatycznie, „niewiastą mocno kochliwą”. Ciekawy jest też fakt, że wszystkich kochanków Marii łączyło jedno – byli od niej sporo młodsi. Jeden z pierwszych, czeski pisarz Jaroslav Vrchlický, o 9 lat, Jan Gadomski, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i ważna postać literackiego środowiska Warszawy, o 17 lat, a historyk i etnograf Maksymilian Gumplowicz, z którym Maria miała najgłośniejszy romans, aż o 22 lata. Związek ten zakończył się zresztą bardzo tragicznie. Trzydziestoletni Gumplowicz zakochał się w 52-letniej poetce na zabój i pragnął od niej zdecydowanie czegoś więcej niż tylko erotycznych schadzek. Gdy 28 listopada 1897 roku poprosił Konopnicką (przebywającą wówczas w Grazu) o spotkanie, a ta mu odmówiła, mężczyzna w geście desperacji zastrzelił się na placu przed jej hotelem. To wydarzenie odbiło się ogromnym echem w całej Warszawie, jednak sama autorka nigdy nie wspomniała o tym choćby słowem w swoich pismach czy korespondencji”, pisze Czapczyńska.

Kobieta jej życia?

Przez lata tabu był 20-letni związek Konopnickiej z młodszą o 19 lat malarką i prekursorką feminizmu Marią Dulębianką. Biografowie stawiają różne hipotezy dotyczące tej relacji. Panie poznały się pod koniec lat 80. XIX wieku (kiedy Konopnicka była już po rozwodzie) i niemal natychmiast stały się nierozłączne.

Dulębianka wyglądała i nosiła się jak mężczyzna: miała krótkie włosy, zakładała binokle i surduty, polowała i jeździła konno. Przy tym wszystkim prowadziła działalność społeczną, była zdeklarowaną działaczką na rzecz praw kobiet i posiadała wybitny talent malarski, który zauważono w Paryżu, gdzie – jak wiele innych utalentowanych Polek (w tamtym czasie w Polsce kobiety nie miały wstępu na wyższe uczelnie) – studiowała. Krótko po poznaniu Dulębianki, Konopnicka podjęła decyzję o wyjeździe z kraju na dłuższy czas. W podróż przez Austrię, Francję, Niemcy, Włochy i Szwajcarię ochoczo ruszyła z nią też nowa przyjaciółka, którą Konopnicka zaczęła nazywać Pietrkiem. Zażyłość pań wkrótce okazała się tak głęboka, że Dulębianka porzuciła Paryż, gdzie bez wątpienia miała szansę zaistnieć na rynku sztuki, i zamieszkała z Konopnicką w dworku w Żarnowcu, podarowanym jej przez naród w dowód wdzięczności”, pisze Czapczyńska.

Konopnicka tak opisywała ich codzienność: „O czwartej przychodzi Dulębianka, jemy obiad, sprzątam, idziemy się przejść, wracamy, zapalam świecę, ceruję i szyję, a ona mi czyta. Około dziewiątej robię dla niej kawę, którą zabiera ze sobą we flaszce na rano, pakuję jej dwie bułki i jakąś pozostałość z obiadu, poczem idzie do siebie, a ja znów wyciągam derkę ku spaniu”.

Jaka jest prawda?

„Biografka i badaczka twórczości Konopnickiej – Lena Magnone w swoich publikacjach zwróciła uwagę, że w wierszach poetki dopiero po poznaniu malarki pojawiły się wątki erotyczne. Jednocześnie jednak Magnone uważa, że związek obu pań miał charakter czysto siostrzany. Co innego twierdzi Krzysztof Tomasik, specjalizujący się w tematyce homoseksualnej. Jego zdaniem obraz tej kobiecej pary składał się na związek, który dziś nazwany by został butch-femme. Konopnicka, ubierająca się w długie suknie i kapelusze z kwiatami, była bowiem przeciwieństwem swej partnerki, która zachowywała się i wyglądała jak mężczyzna. Ale i on nie określił jednoznacznie tej relacji jako lesbijskiej. Według Tomasika całkiem możliwe, że obie kobiety połączyły wspólne poglądy, pasje artystyczne, problemy finansowe czy też miłość do podróży. Jednak Jarosław Molenda, autor książki Gorszycielki. Dziewczyny, które łamały tabu i konwenanse, podkreśla: „Taka możliwość też istnieje, trzeba jednak pamiętać, że w chwili poznania Konopnickiej Dulębianka nie była leciwą damą, która szukała życzliwej duszy na ostatnie lata życia, tylko dwudziestoośmioletnią, świetnie zapowiadającą się malarką”, notuje Czapczyńska.

Fakty jednak są takie, że pisarka szybko w listach do rodziny zaczęła używać formy „my”, ale nigdzie nie opisała charakteru relacji z Dulębianką. Kobiety żyły razem 20 lat, aż do śmierci pisarki. Konopnicka z kolei zaangażowała się w ruch feministyczny, tak ważny dla jej partnerki. Dulębianka dla Konopnickiej praktycznie porzuciła malarstwo, ograniczając się jedynie do malowania portretów przyjaciółki. Po śmierci Marii wpadła w rozpacz.

Maria Konopnicka zmarła 8 października 1910 roku we Lwowie na zapalenie płuc. „Wieloletnia partnerka urządziła jej pogrzeb, który zamienił się w wielką demonstrację patriotyczną. Uczestniczyło w nim blisko 50 tysięcy ludzi, więc i tutaj nie obyło się bez skandalu. Kręgi klerykalne zwróciły bowiem uwagę, że Konopnicka nie była prawowierną katoliczką, a do tego głosiła poglądy urągające wierze katolickiej, tak więc ostatnia droga poetki odbyła się bez udziału duchowieństwa”, pisze Czapczyńska.

Po śmierci Konopnickiej – Dulębianka przeniosła się do Lwowa, ale nigdy  nie związała się już z żadną inną kobietą.

Czapczyńska pisze: Zmarła na tyfus 7 marca 1919 roku. Jej pogrzeb, podobnie jak Konopnickiej, również zgromadził tłumy i miał charakter manifestacji. Na okolicznościowej pocztówce wydanej po jej śmierci napisano: „Artystka, malarka, gorąca patryotka, działaczka społeczna, propagatorka idei równouprawnienia kobiet, inicjatorka licznych instytucji narodowych i społecznych, orędowniczka ubogich, padła dnia 7 marca 1919 roku ofiarą zarazy, zwiedzając jako delegatka Czerwonego Krzyża ukraińskie obozy internowanych.

Nad biografią Konopnickiej pracuje teraz wybitna dziennikarka i biografka Magdalena Grzebałkowska. Niedawno powiedziała, że na ten moment prac nie udało jej się dotrzeć do żadnych zapisów czy dokumentów, które umożliwiłyby odpowiedź na pytanie, czy panie naprawdę były ze sobą związane erotycznie. Jeśli nawet dowody takie istniały, najprawdopodobniej zostały zniszczone przez córki poetki, które były gorliwymi cenzorkami matczynej pamięci.


Więcej ciekawych biografii przeczytacie w monografii Małgorzaty Czapczyńskiej: Skandalistki, Pascal.

Książka o kobietach innych niż wszystkie. Kobietach niezwykłych, które dla miłości rezygnowały ze wszystkiego i zadziwiały świat swoją odwagą i charakterem. Kobietach, które zapisały się na kartach historii jako niepokorne skandalistki. Królowa pustyni, twórczyni kosmetycznego imperium czy „najbrzydsza kobieta na świecie” – poznaj ich historię.

 

 


Lifestyle

Czy wiesz, że to, co pomogło ci przetrwać trudne chwile w dzieciństwie, dziś może cię niszczyć?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 października 2022
fot. Oscar Keys/iStock
 

Czy wiesz, że to, co kiedyś pozwalało ci przetrwać trudne sytuacje w dzieciństwie, mogło spowodować, że wykształciłaś w sobie schematy działań, którymi dziś posługujesz się nadal jako osoba dorosła? Z automatu! Bez refleksji. Bez zastanowienia. Tyle że teraz te dezadaptacyjne wzory działają już przeciwko tobie. Paradoks polega na tym, że kiedyś, nie mając oparcia w dorosłych, pomagały ci one nie zwariować, przeżyć, przetrwać. Kiedyś służyły twojej adaptacji i dlatego właśnie teraz tak trudno ci się ich pozbyć. One po prostu wryły się w twoje DNA. Stały się częścią twojej osobowości. A jednak dziś ci szkodzą.


Zachęcamy cię więc do cofnięcia się do dzieciństwa. Daj sobie możliwość przyjrzenia się temu, jak rodziły się twoje przekonania i w jaki sposób umożliwiały ci kiedyś – przetrwanie. Pewnie okaże się, że na tamten moment twoje „dziwne zachowanie” było jedynym możliwym wyborem, jakiego mogłaby dokonać.

1. Zabawiaczka

„Mój ojciec zdradzał matkę. A matka była alkoholiczką. Nie trudno sobie wyobrazić, jak wyglądało moje dzieciństwo w takim domu. Byłam ich łącznikiem i takim kimś, kto ze wszech miar starał się wszystkich ze sobą godzić, byleby tylko się nie rozstali. Byleby tylko nasza rodzina przetrwała. Byleby tylko moje starsze siostry nie cierpiały. Zabawiałam wszystkich, wymyślałam śmieszne scenki, opowiadałam dowcipy. Byłam najsłodszym dzieckiem pod słońcem. Takim, które umiało rozbawić zapłakaną mamusię i rozchmurzyć nadąsanego ojca. A teraz działam dokładnie w tym samym schemacie. Kiedy dochodzi do sporu między mną a partnerem, nie potrafię z nim usiąść i porozmawiać o przyczynach, tylko wszystko obracam w żart, by już było wesoło. W pracy, kiedy wybucha konflikt, natychmiast zaczynam wygłupiać się, by rozładować atmosferę. Nie potrafię znieść napięcia w zespole. Dlatego nie awansuję, bo wszyscy mają mnie za głupka, zabawiacza, za jakiś odgromnik. Mam tego dość!”, Matylda

2. Wycofana

„Kiedy rodzice się kłócili, uciekałam do swojego pokoju. Przykrywałam się kołdrą i zatykałam uszy. Czasem nawet zamykałam drzwi na klucz i wyjmowałam po swojej stronie klamkę, byleby tylko rodzice nie mogli dostać się z tą awanturę do mojego pokoju. Zamierałam i udawałam, że mnie nie ma. Teraz w dorosłym życiu dokładnie robię to samo. Kiedy mąż na mnie krzyczy, nie potrafię z nim rozmawiać. Natychmiast wybucham płaczem i zachowuję się jak małe dziewczynka. Kiedy szef mówi, że nie będzie podwyżek inflacyjnych, nie potrafię mu przedstawić żadnych argumentów, kulę się w sobie, nic nie mówię. A potem czuję się jak kompletna idiotka, która nie radzi sobie w normalnym dorosłym życiu”, Basia

3. Perfekcjonistka

„Wychowywała mnie samotna matka, której było bardzo ciężko. Dlatego starałam się być dzieckiem, które nigdy nie sprawia kłopotów. Byłam grzeczna, dobrze się uczyłam, nie wagarowałam, sama potrafiłam się zająć sobą podczas choroby, byleby tylko moja mama mogła iść do pracy. Kiedy odkryłam, że jestem dobra w uczeniu się, przestałam wychodzić na dwór, by bawić się z koleżankami. Pochłaniałam książki i zdawałam najtrudniejsze egzaminy, zaliczałam olimpiady, bo wtedy byłam doceniana przez wszystkich wokoło. Chwaliła mnie nie tylko mama i nauczyciele. Zachwycali się mną dosłownie wszyscy, choć ja tak naprawdę pragnęłam aprobaty nieobecnego ojca. Dziś? Dziś wszystko przekłuło się w mój pracoholizm i prokrastynację. W pracy jestem beznadziejna, bo zawsze wydaje mi się, że moje raporty nie są dostatecznie dobre, poprawiam w nich szczegóły i po prostu zwalam terminy. Nie radze siebie z normalnym życiem”, Iwona.

Co możesz teraz zrobić?

  1. Na początek spróbuj sobie zdać pytanie: „Czego jako dziecko potrzebowałaś w tamtej sytuacji”? Może zwykłego przytulenia od mamy i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze? Może od ojca słów, że nie warto swojego poczucia wartości budować na wyglądzie albo pochwach za naukę od nauczycieli? A może brakowało ci, by matka powiedziała: „Kocham cię taką niedoskonałą, jaką jesteś”, A ojciec: „Jesteś piękną dziewczynką!”? Może nikt ci nie pokazał w rodzinie, że sytuacje konfliktowe są czymś normalnym i że można kłócić się konstruktywnie – bez podnoszenia głosu i stosowania innych form przemocy?
  2. Dlatego, kiedy znów jesteś surowa wobec siebie i masz ochotę zganić się za to, że uciekasz przed konfliktem, że nie potrafisz stanąć w obronie siebie samej albo że nawaliłaś z terminami w pracy, powiedz do siebie takie zdanie, jakie chciałabyś usłyszeć w dzieciństwie. Powiedz do siebie czule: „Aniu, nie musisz być ideałem!”, „Kochanie, olej to!”, „Skarbie, nie bądź dla siebie taka surowa”, „Iwonko, idź się wyśpi, a jutro świat sam podpowie ci nowe rozwiązanie”.
  3. Za każdym razem, kiedy wpadniesz w ten swój dezadaptacyjny schemat działań i znów będziesz miała ochotę „przywalić sobie” krótkim: „nawaliłaś” lub „jesteśmy do niczego”, „brakuje ci odwagi”, zrób „stop” i zastanów się, czy to jest dokładnie to, co chciałabyś usłyszeć w dzieciństwie. Spróbuj dziś być dla siebie wyrozumiałym, najbardziej czułym i mądrym rodzicem, którego kiedyś przy tobie zabrakło.

Zobacz także: Mamy w dup*e pierścionki zaręczynowe i domki za miastem. Komu dziś opłaca się ślub: kobietom czy mężczyznom?


Lifestyle

Ssanie oleju – wzmacnia odporność i chroni przed chorobami. Czy aby na pewno?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
19 października 2022
Fot. iStock/Olej słonecznikowy – Słonecznik - pestki, olej, słonecznik bulwiasty

Ssanie oleju, inaczej płukanie ust olejem, budzi wiele kontrowersji. Ta tradycyjna technika praktykowana w starożytnych Indiach ma za zadanie podnieść odporność organizmu i ochronić przed różnymi chorobami. Jednak czy płukanie ust olejem naprawdę przynosi efekty?

Płukanie ust olejem – o co dokładnie chodzi?

Płukanie ust olejem to jedna z metod detoksykacji organizmu stosowana w medycynie naturalnej. Ssanie oleju pomaga usunąć z jamy ustnej bakterie wywołujące infekcje, które nie przeniosą się do dalszych sfer organizmu. Zwolennicy tej metody twierdzą, że to jama ustna wpływa na kondycję całego organizmu, dlatego w szczególny sposób należy o nią zadbać.

Ssanie oleju – fakty i mity

  • Efekty ssania oleju nie są natychmiastowe i nie dają szybkiego rezultatu. Ssanie oleju najlepiej włączyć na stałe do codziennej pielęgnacji jamy ustnej. Olej najlepiej ssać tuż po przebudzeniu, jeszcze przed myciem zębów. Płukanie ust olejem pomaga zapobiegać chorobom jamy ustnej, chorobom neurologicznym, układu krążenia czy bólom głowy.
  • Do płukania jamy ustnej można użyć dowolną ilość oleju, niekoniecznie tylko jedną łyżkę jak twierdzą niektórzy. Nie należy przesadzać z ilością oleju, by nie doprowadzić do dyskomfortu i odruchu wymiotnego podczas płukania.
  • Usta najlepiej płukać olejem z rana, jeszcze przed myciem zębów. Jednak tak naprawdę olej można ssać o dowolnej porze dnia. Osoby początkujące, które mają problem z trzymaniem oleju w ustach, najlepiej by odczekały co najmniej dwie godziny po posiłku, by został on w jak największym stopniu strawiony. Podczas płukania ust olejem może uwalniać się duża ilość śluzu wywołującego mdłości.
  • Prawdą jest, że ssanie oleju jest mało inwazyjną metodą, coraz częściej polecaną przez lekarzy medycyny tradycyjnej. Nie ma żadnych dowodów potwierdzających, że ssanie oleju jest szkodliwe.

Zobacz również: Olej z nasion rącznika – pod tą nazwą kryje się popularny olejek do zadań specjalnych. Dlaczego warto mieć go na półce?

Jak ssać olej?

  • Rano, przed pierwszym posiłkiem weź 1-2 łyżki oleju do ust.
  • Płucz usta olejem około 15-20 minut. Zalecanego czasu nie należy przekraczać – po upływie 20 minut następuje ponowne wchłonięcie toksyn.
  • Ważne, by olej był cały czas w ruchu. Ustami poruszamy tak jak podczas płukania zębów. Olej ssiemy niezbyt energicznie i uważamy by go nie połknąć.
  • Po upływie 15 -20 minut olej wypluwamy i dokładnie płuczemy usta. Olej powinien mieć mlecznobiały kolor.
  • Na koniec kilkakrotnie przepłukujemy usta wodą, a następnie płynem do płukania jamy ustnej.

Jaki olej wybrać?

Choć ssać tak naprawdę można każdy olej to szczególnie polecany jest olej sezamowy. Doskonale sprawdzi się również słonecznikowy, lniany i kokosowy. Najważniejsze by był on nierafinowany, tłoczony na zimno i by pochodził z upraw ekologicznych.

Olej sezamowy – to cenne źródło steroli roślinnych, które wspierają układ krążenia. Olej sezamowy posiada właściwości przeciwbakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybiczne i przeciwzapalne. Dodatkowo wspiera działanie układu immunologicznego i zawiera dużą ilość wapnia, który wspiera zdrowie dziąseł.

Olej słonecznikowy – jest cennym źródłem kwasu linolowego, który wzmacnia odporność i wspiera walkę z trądzikiem. Ssanie oleju słonecznikowego pomaga w usuwaniu zanieczyszczeń z powierzchni zębów.

Olej lniany – posiada działanie antyoksydacyjne, a tym samym chroni organizm przed działaniem wolnych rodników. Dodatkowo zmniejsza ryzyko chorób serca i cukrzycy.

Olej kokosowy – to cenne źródło kwasu laurynowego, który posiada właściwości przeciwbakteryjne i wybielające. By zwiększyć odporność organizmu olej kokosowy najlepiej ssać w połączeniu z sezamowym.


źródło: Naturalnie o zdrowiu

 


Zobacz także

Selfie z dzikimi zwierzętami? Dla niego to żaden problem. Zobaczcie te niesamowite zdjęcia

Rusza ogólnopolska kampania marki Gatta „Kobiecość to ja” zachęcająca do przełamywania społecznych stereotypów nt. kobiecości

Zapachy na Dzień Babci i Dziadka