Go to content

Miłość nie jest zaciśniętą pięścią. Czego uczy „Kochaj lepiej” Yung Pueblo

Najwięcej pomyłek popełniamy nie wtedy, gdy nie kochamy. Popełniamy je wtedy, gdy miłością nazywamy kontrolę, lęk, zazdrość i kurczowe trzymanie się drugiego człowieka. W książce „Kochaj lepiej” Yung Pueblo pokazuje, że samo uczucie nie wystarczy. Trzeba jeszcze nauczyć się kochać w taki sposób, żeby nie odbierać wolności ani sobie, ani drugiej osobie.

Miłość jest jednym z tych słów, których używamy często i z ogromną łatwością. Mówimy, że kochamy człowieka, miejsce, muzykę, wspomnienie, określony sposób życia. Kiedy jednak próbujemy powiedzieć, czym miłość właściwie jest, zaczynają się trudności. Czy miłością jest tęsknotą? Potrzebą ciągłej bliskości?

W książce „Kochaj lepiej. Ścieżka do głębszej więzi poprzez rozwój, życzliwość i współczucie” Yung Pueblo nie próbuje zamknąć miłości w jednej efektownej definicji. Zamiast tego przygląda się temu, jak kochamy: siebie, partnerów, rodzinę, przyjaciół i świat.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Można kochać i nie umieć kochać

To jedna z najbardziej poruszających prawd tej książki. Uczucie może być prawdziwe, a sposób, w jaki je wyrażamy — niedojrzały, raniący albo pełen lęku. Yung Pueblo, czyli Diego Perez, nie opisuje miłości z bezpiecznej pozycji człowieka, który zawsze znał odpowiedzi. Opowiada o własnej relacji z żoną Sarą. Było między nimi silne przyciąganie, bliskość i przekonanie, że spotkali kogoś, kto naprawdę siebie widzi wzajemnie. A jednak ich związek szybko wypełniły gwałtowne kłótnie, oskarżenia i próby obciążania drugiej osoby odpowiedzialnością za własne emocje.

To zdanie może być bolesne, ale też niezwykle uwalniające. Oznacza bowiem, że trudności w związku nie zawsze świadczą o braku miłości. Czasem pokazują, że nikt nie nauczył nas, jak regulować własne emocje, mówić o potrzebach, słuchać bez przygotowywania kontrataku i pozostawać blisko także wtedy, gdy nie zgadzamy się ze sobą.

Samo „kocham” nie naprawia ran, które wnosimy do relacji. Nie rozbraja automatycznie lęku przed odrzuceniem. Nie usuwa potrzeby kontroli. Miłość może być początkiem, ale dopiero samoświadomość, odpowiedzialność i gotowość do rozwoju nadają jej dojrzałą formę.

Największy wróg miłości potrafi się pod nią podszyć

Yung Pueblo pisze, że największym wrogiem miłości jest przywiązanie — właśnie dlatego, że tak łatwo je z nią pomylić.

Bliskość mówi: „Chcę być przy tobie”. Przywiązanie mówi: „Musisz być przy mnie, żebym czuł się bezpiecznie”.

Miłość chce poznawać człowieka, który stoi przed nami. Przywiązanie tworzy jego obraz, a następnie próbuje zmusić go, żeby temu obrazowi pozostał wierny. Miłość potrafi przyjąć zmianę. Przywiązanie boi się, że jeśli partner się rozwinie, zmieni potrzeby albo zacznie inaczej patrzeć na życie, przestanie nas wybierać.

Wtedy pojawia się kontrolowanie, sprawdzanie, manipulowanie, obrażanie się, wycofywanie czułości albo próba zatrzymania drugiego człowieka w miejscu. Nie zawsze robimy to świadomie. Często naprawdę wierzymy, że walczymy o związek. W rzeczywistości walczymy jednak o to, aby rzeczywistość nie naruszyła naszego wyobrażenia o relacji.

Autor zauważa, że proszenie drugiej osoby, aby się nie zmieniała i pozostała zgodna z obrazem, który przechowujemy w głowie, jest nie tylko nierealistyczne, ale także bardzo odległe od miłości. U podstaw manipulacji znajdują się bowiem niepewność i strach.

„Miłość niesie w sobie poczucie lekkości, a przywiązanie – napięcie”.

Nie oznacza to, że dojrzała miłość jest zawsze łatwa, spokojna i pozbawiona bólu. Każda prawdziwa relacja przechodzi przez nieporozumienia, konflikty i okresy niepewności. Różnica tkwi w tym, co robimy ze swoim lękiem. Czy potrafimy go zauważyć i nazwać? Czy też zamieniamy go w oskarżenie, zakaz albo żądanie skierowane do partnera?

Dramat nie jest dowodem wielkiego uczucia

Kultura popularna długo uczyła nas, że wielka miłość musi być burzliwa. Rozstania i powroty, gwałtowne sceny, zazdrość, emocjonalne huśtawki — wszystko to miało świadczyć o sile namiętności.

Yung Pueblo odwraca tę perspektywę. Dramatyczne momenty mogą być ekscytujące, ale bliżej im do konfliktu niż do miłości. Intensywność nie jest bliskością. Niepokój nie jest namiętnością. A ulga, którą czujemy po kolejnym kryzysie, nie zawsze oznacza, że relacja stała się głębsza. Czasem oznacza jedynie, że na chwilę zakończyła się kolejna emocjonalna burza.

Miłość w ujęciu autora nie jest zaciśniętą pięścią. Jest otwartą dłonią. Nie kontroluje, lecz pozostaje uważna. Nie domaga się, aby druga osoba zrezygnowała z siebie, ale jednocześnie nie oznacza zgody na wszystko. Akceptowanie człowieka nie oznacza akceptowania każdego jego zachowania. Można kochać i stawiać granice. Można rozumieć czyjąś historię i jednocześnie nie pozwolić, aby ta historia usprawiedliwiała przemoc, poniżanie czy manipulację.

Miłość zaczyna się w relacji ze sobą

Jednym z najważniejszych wątków w książce jest miłość własna. Nie jako seria przyjemności, nagród i zapewnień, że jesteśmy doskonali, ale jako uczciwa troska o własne życie. Autor opisuje jej trzy elementy: radykalną szczerość wobec siebie, budowanie zdrowych nawyków oraz samoakceptację.

Kochać siebie to nie odwracać wzroku od własnej historii, ale też nie karać się za jej istnienie. To widzieć swoje schematy, brać odpowiedzialność za zmianę i jednocześnie uznawać, że jesteśmy ludźmi, którzy będą popełniać błędy.

Bez tej wewnętrznej relacji łatwo uczynić z partnera lekarstwo na wszystkie braki i oczekiwać, że zapewni nam poczucie wartości, bezpieczeństwo i spokój, których sami nie potrafimy w sobie odnaleźć. Wtedy związek przestaje być spotkaniem dwojga ludzi, a staje się próbą wzajemnego ratowania się przed własnymi emocjami.

„Kochaj lepiej” nie jest jednak książką o tym, że przed wejściem w relację musimy stać się całkowicie uzdrowieni. Nikt taki nie jest. To raczej zaproszenie, aby przestać obarczać drugiego człowieka odpowiedzialnością za wszystko, co boli nas w środku.

Nie chodzi o to, by kochać mocniej

Być może największą wartością książki Yung Pueblo jest jej dojrzały realizm. Autor nie obiecuje związku bez konfliktów ani życia, w którym nigdy nie poczujemy zazdrości, lęku czy złości. Pokazuje natomiast, że możemy nauczyć się rozpoznawać, z jakiego miejsca działamy. Czy to, co robię, wynika z miłości, czy z przywiązania? Czy chcę zbliżyć się do drugiej osoby, czy odzyskać nad nią kontrolę? Czy naprawdę jej słucham, czy tylko próbuję doprowadzić do tego, żeby zachowała się zgodnie z moimi oczekiwaniami?

To nie jest książka o naprawianiu partnera. To książka o dostrzeganiu własnego udziału w relacji. O tym, że miłość może stać się przestrzenią rozwoju, jeśli zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego on lub ona mi tego nie daje?”, zaczniemy również pytać: „Co we mnie teraz kocha, a co jedynie kurczowo się trzyma?”.

Yung Pueblo przypomina, że miłość nie musi być idealna, aby była prawdziwa. Powinna jednak pozwalać oddychać. Powinna wzbogacać obie osoby, pozostawiać miejsce na ich odrębność i wspierać zmianę, która jest nieuniknioną częścią życia. Nie chodzi więc o to, aby kochać mocniej, głośniej czy bardziej dramatycznie. Chodzi o to, by kochać lepiej.

Yung Pueblo, „Kochaj lepiej. Ścieżka do głębszej więzi poprzez rozwój, życzliwość i współczucie”, Wydawnictwo Galaktyka.

Materiał redakcyjny

Udostępnij