Lifestyle

Córeczko, przepraszam. Za późno zrozumiałam, jak wielką krzywdę ci zrobiłam. Ale może jeszcze jest dla nas nadzieja. List do dorosłej córki

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 maja 2016
Fot. iStock / YinYang
 

Córeczko wiem, że powinnam to wszystko powiedzieć tobie wcześniej, o wiele wcześniej, kiedy byłaś jeszcze dziewczynką i myślałaś, że moje życie jest takie, jakie sobie wymarzyłam.

To wtedy powinnam z tobą rozmawiać tłumacząc, że każdy z nas ma prawo do szczęścia, do walki o lepsze życie. Ale wtedy wielu rzeczy nie wiedziałam, nie rozumiałam. Nie myślałam, że zechcesz pójść moją drogą, że twoje życie stanie się lustrzanym odbiciem mojego.

Byłaś taka śliczna i mądra. Z tymi twoimi błękitnymi oczami, które zawsze ciekawie rozglądały się wokół. Chłonęłaś wszystko, co się działo, byłaś uważna, wrażliwa i taka bezbronna. Pamiętasz, jak przyniosłaś małego kotka znalezionego w drodze ze szkoły do domu, tak bardzo był wystraszony. A ty owinęłaś go w swoją kurtkę, sama trzęsłaś się z zimna. Tak nad nim płakałaś. Prosiłaś by został, a ja nie mogłam na to pozwolić, wiedziałam, że twój tata nie zgodzi się na zwierzę w domu, miał swoje żelazne zasady. Kiedy byłaś mniejsza, zobaczył, jak głaskasz psa sąsiadów, to wtedy rzucił w moją stronę: „Tylko pamiętaj żadnych zwierząt”. Jego zdanie nie podlegało dyskusji. A ty tak prosiłaś, żeby ten kotek został, tak bardzo chciałaś się nim zaopiekować. Płakałam razem z tobą, sama nie wiem, czy bardziej nad tym kotkiem, czy nad sobą, nad swoim strachem i bezsilnością która nie pozwalała mi się sprzeciwić twojemu ojcu.

Kotka zaniosłyśmy do schroniska. Wiem, że do niego chodziłaś, choć nigdy mi o tym nie powiedziałaś… Wiem, że miałaś do mnie ogromny żal, że nie stanęłam po twojej stronie, że kazałam ci oddać to biedne, niczemu winne zwierzę. Ty też niczemu nie byłaś winna…

Miałam wrażenie, że wtedy coś między nami pękło Nadal się uśmiechałaś, ale też zamykałaś się w sobie. „Nie, mamo nic się nie stało” – mówiłaś, kiedy ja widziałam, że coś się jednak dzieje. W końcu przestałam pytać, ale przytulałam cię tak często, jak mi na to pozwalałaś. Było we mnie tak ogromne poczucie winy. Byłaś i nadal jesteś dla mnie najważniejsza, ale nie umiałam ci tego pokazać.

Wiesz, jak zasypiałaś siadałam na brzegu łóżka, po cichu i gładziłam twoje długie, piękne włosy. Byłam przerażona, gdy je obcięłaś. Tak bardzo się bałam, co ojciec ci powie, jak zareaguje, ale ty już wtedy miałaś to gdzieś. Nie liczyłaś się z jego zdaniem, buntowałaś się ciągle, a ja słyszałam od niego: „To przez ciebie, jest taka, jak ty, to twoje wychowanie”. I wiesz, w środku, byłam z ciebie taka dumna, że potrafisz mu się przeciwstawić, że nie jesteś taka, jaką on chciałby, żebyś była. Grzeczną dziewczynką, w granatowej spódniczce, co całuje go w policzek na dzień dobry i słodko się uśmiecha, gdy okazuje jej choć chwilę zainteresowania. Byłam dumna, że nie pozwalasz mu się stłamsić, że stawiasz na swoim. Tak, wiem, pewnie jesteś zaskoczona, bo nie raz mówiłam: „Jak się do taty odzywasz, tak nie można. To twój ojciec”. Patrzyłaś wtedy na mnie tak smutno, jak wtedy, gdy zostawiałyśmy tego kota w schronisku – rozczarowana, zawiedziona. Twoje oczy mówiły „Dlaczego nie stajesz po mojej stronie. Jesteś taka jak on”, a ja w te oczy nie mogłam patrzeć.

Wiesz kochana, ja też kiedyś taka byłam. Pewna siebie, świadoma swojej wartości, i wierząca, że mogę wszystko, że mogę sięgać po swoje marzenia. Naprawdę. I śmiałam się tak głośno i często. Kiedy wychodziłaś z domu płakałam. Znowu. I znowu bardziej nad sobą, tą utraconą o której ty tak brutalnie mi przypominałaś.

Tak bardzo chciałam skończyć studia, zostać nauczycielką. Zdawałam maturę i wydawało mi się, że świat leży u moich stóp. Że teraz wyrwę się z domu i będę robić to wszystko, na co miałam ochotę. Poznałam twojego tatę, zakochałam się do szaleństwa. On starszy, poważniejszy od moich rówieśników. Imponował mi. Na drugim roku zrezygnowałam ze studiów, on tak bardzo prosił, żebyśmy razem zamieszkali. Wzięliśmy ślub, a za chwilę byłam z tobą w ciąży. To był najszczęśliwszy okres w moim życiu. Głaskałam brzuch i już wtedy z tobą rozmawiałam, mówiłam ci, jak życie potrafi być piękne, jak cudowne życie ty będziesz miała.

A później się urodziłaś i mój świat stanął w miejscu, skupił się tylko na tobie. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Tak bardzo cię kocham, córeczko…

Ty byłaś moim szczęściem, kiedy wszystko inne przestało nim być. Dopiero patrząc na ciebie zrozumiałam, jak zgasłam, jak zapadłam się w siebie, zapomniałam o tym wszystkim, co było dla mnie w życiu ważne, a raczej pozwoliłam na to, by ktoś decydowała, co dla mnie ważne jest.

I o tym wszystkim powinnam ci powiedzieć, nim wypuściłam się spod moich skrzydeł. Dzisiaj widzę, ile błędów popełniam, ile sprzecznych wskazówek ci dałam. Jak bardzo cię skrzywdziłam tym, jak żyłam i kim byłam.

Dziś wiem, że nasze dzieci nie żyją według naszych wyobrażeń, jakbyśmy chcieli żeby żyli, ale powielają nasze życie, nawet od niego uciekając tak daleko.

Serce pękało mi milion razy na tysiące kawałków, gdy dzwoniłaś, gdy mówiłaś, że nie przyjedziesz, gdy wyrzucałaś mi, że wszystko poświęciłam dla twojego ojca. Że tak nie można, że nie powinnam. A później przepraszałaś, że wcale tak nie myślisz, że kochasz. Ale ja widziałam, że masz rację, chociaż nigdy nic nie powiedziałam.

Wiesz, gdzieś głęboko cieszyłam się, że to widzisz, bo to dawało mi nadzieję, że nie powielisz mojego scenariusza. Nie to nie była nadzieja, to była pewność. Że twoje życie będzie wyglądać inaczej niż moje.

I kiedy siedziałaś dzisiaj u mnie w kuchni, z pochyloną głową, z opuszczonymi ramionami, kiedy spojrzałaś na mnie swoimi tak smutnymi oczami, zrozumiałam, że zrobiłam ci największą krzywdę na świecie. Że nie pokazałam ci, jak być silną kobietą. Jak walczyć o swoje szczęście. Ty zawsze widziałaś mnie uległą wobec twojego ojca, nie broniącą swoje niezależności, a  co więcej nie stając w obronie twojej wolności, twoich wyborów. Zawsze, gdy mówiłaś o swoich kolejnych pomysłach, z tyłu głowy miałam: „Co twój ojciec powie”.

Przepraszam cię kochana. Przepraszam, że dopiero dzisiaj ci to mówię – nie musisz żyć tak, jak inni to sobie wymyślili. Nie ma takiej rzeczy, w imię której sprzedajesz siebie. Ja dopiero dzisiaj zrozumiałam, że nawet osławione „dla dobra dziecka” nie jest w ogóle dla jego dobra. Widzę to po tobie. Bo gdybym ja zrobiła kilkanaście lat temu coś dla siebie, ty byś dzisiaj nie miała oczu pełnych łez i poczucia bezsilności, że utknęłaś w miejscu, w którym nie chcesz być i nie wiesz, jak się z niego wydostać. Patrzę na dwójkę twoich cudownych dzieci. Są takie szczęśliwe przy tobie, tacy radośni. Ale ty nie znajdujesz już w sobie tego błysku, co kiedyś, tego buntu, tej pewności.

A ja chcę ci powiedzieć, że to wszystko w tobie jest. Przypomnij sobie o tym teraz, a nie gdy spojrzysz na swoją dorosła już córkę. Proszę, ja nie walczyłam o siebie, nie nauczyłam tym samym ciebie walczyć. Opiekować się sobą. Przytulać. I uśmiechać się do siebie w lustrze. Tego wszystkiego co w naszym życiu jest najważniejsze, nie pokazałam ci. Przepraszam.

Wiesz, ale jest we mnie wiara, że jeszcze wszystko można zmienić, że jeszcze jest szansa dla ciebie i dla mnie. Dlatego chcę ci powiedzieć, że nie musisz żyć tak jak ja, że masz prawo być szczęśliwa, że nie musisz robić niczego wbrew sobie. Jesteś dobrym człowiekiem, tak bardzo wrażliwym, jak wtedy, gdy miałaś 10 lat. Dlatego wiem, że nikogo nie skrzywdzisz, choćby ci się wydawało, że cały świat będzie przez ciebie cierpiał, to tak kochana nie będzie. Uwierz mi. A ja ZAWSZE będę stała obok ciebie, będę cię wspierała. Będę mówiła – to moja córka, ona walczy o swoje szczęście, do którego ma pełne prawo. I to chciałam ci powiedzieć. Dziś już nie odwrócę wzroku, nie spytam, co inni na to powiedzą. Bo to nie jest ważne. My dla siebie jesteśmy ważne. Ty dla mnie. Kocham cię.


wysłuchała: Ewa Raczyńska


Lifestyle

NAN OPTIPRO® 2 – ta sama receptura, nowoczesne opakowania

Redakcja
Redakcja
11 maja 2016
Fot. Flickr / Sander van der Wel / CC BY-SA
 

Nestlé wprowadza nowoczesną identyfikację wizualną mleka następnego NAN OPTIPRO® 2 i edukuje w zakresie jakości oraz odpowiedniej ilości białka w diecie dzieci.

Dla wygody rodzica firma Nestlé odświeża szatę graficzną opakowań i ujednolica nazwy produktów na NAN OPTIPRO® H.A 2, NAN OPTIPRO® Plus 2 oraz NAN OPTIPRO® 2, którego opakowanie dodatkowo zyskało nowe funkcjonalności – unikalne i innowacyjne zamknięcie wewnętrznej torebki w postaci łyżeczki-klipsa.

Wyjątkowa receptura mleka następnego NAN OPTIPRO® 2 pozostała bez zmian. Na podstawie 150 lat doświadczenia i wieloletnich badań nad mlekiem matki, Nestlé opracowało unikalną technologię otrzymywania białka OPTIPRO®. Jest to białko wytworzone unikalną metodą produkcji występujące w całej gamie mlek następnych NAN OPTIPRO® 2. Na nowym opakowaniu zostało one dodatkowo podkreślone i wyróżnione w nazwie.

Białko to jeden z najważniejszych składników pożywienia naszych pociech. Odświeżając identyfikację wizualną chcemy podkreślić w komunikacji jak bardzo ważna jest wysoka jakość, ale i odpowiednia ilość białka dostarczanego dziecku w początkowym okresie życia. Stanowi ono fundament zdrowego żywienia. Białko OPTIPRO® to nasze ŻYWIENIE DLA PRZYSZŁOŚCI – powiedziała Dorota Gawrońska specjalista ds. żywienia człowieka w Nestlé Nutrition.

Nestlé we współpracy ze specjalistami opracowało dla rodziców materiały edukacyjne  o roli białka w diecie ich dzieci. Dostępne są m.in. na stronie www.zdrowystartwprzyszlosc.pl.

WAŻNA INFORMACJA: Karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia niemowląt  i powinno być kontynuowane tak długo, jak to możliwe.


Artykuł powstał we współpracy z Nestlé Polska

 


Lifestyle

Anita Lipnicka: „Kochałam, szalałam, płakałam… To wszystko człowieka zmienia”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 maja 2016
Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

„…Wszystko człowieka zmienia. Choć wewnątrz pozostaję taka sama. Jak woda w rzece, która czasem się podnosi, czasem opada, drąży nowe koryta, zmienia bieg i przyjmuje nowe oblicze, – w istocie jednak to ta sama rzeka… „ . O tym, jak oswoić zmiany i czy warto dziś roztrząsać czym jest kobiecość, a czym męskość rozmawiamy z cudowną Anitą Lipnicką.

Anna Frydrychewicz: Życie jest zmianą, zaskakuje i sprawia, że raz mamy go dość, a raz chcemy go jeszcze więcej. Jak osiągnąć równowagę?

Anita Lipnicka: Nie da się! Chyba, że jest się mistrzem ZEN, albo żyje się w oderwaniu od rzeczywistości. Życie jest ciągłym balansowaniem na linie, nie sposób uniknąć zawahań, przeciążeń, upadków czasami… Naturalnym stanem rzeczy nie jest constans tylko sinusoida. Gdy jesteśmy w dole, nic nie układa się po naszej myśli,  wszystko idzie jak po przysłowiowej grudzie, warto pamiętać, że ta faza przejściowa nie będzie trwać wiecznie. Natomiast gdy szybujemy wysoko, unosimy się na fali sukcesu, czy przysłowiowego szczęścia, należy mieć tę świadomość, że to też raczej wiecznie nie potrwa i że mimo wszystko przydałby się jakiś spadochron, na wypadek nagłej zmiany pogody….

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Nie każdy ma taki spadochron…

Moja filozofia jest taka, by nie robić w życiu niczego wbrew sobie – to się zazwyczaj sprawdza, choć czasem prowadzi nas do celu okrężną, trudniejszą drogą. Istotne jest też, by żyć czujnie i wykorzystywać szanse, które los nam podsuwa. Szczęściu trzeba trochę pomóc i nie bać się zmian, bo one nas rozwijają, pchają sprawy do przodu. Chociaż bywa też, że bierność jest jedynym właściwym rozwiązaniem. Czasem nie da się nic zrobić. Należy wtedy czekać….

Muzyka, chęć artystycznego spełnienia czy drugi człowiek? Co najlepiej motywuje do zmian, do walki o siebie?

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania w oderwaniu od tych dwóch elementów na dłuższą metę. Istotne jest dla mnie równoczesne spełnianie się na wszystkich obszarach życia. Ważny jest związek, rodzina, macierzyństwo, jednak wypełnianie tych ról nie wystarczy do pełni szczęścia. Ja muszę też pracować zawodowo, tworzyć, grać muzykę po to, by pozostać z kontakcie z samą sobą i czerpać z tego siłę poczucie własnej wartości. Wtedy dopiero jestem w stanie być pełnowartościową partnerką, przyjaciółką, mamą…

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej


Pomówmy więc o byciu mamą… Czego można nauczyć córkę o kobiecości?

Już mnie zaczynają drażnić te wszystkie zmowy o tym czym jest dzisiaj kobiecość, czym męskość… Co to znaczy być „prawdziwą” kobietą, kim jest „prawdziwy” mężczyzna? Ważne jest aby być w porządku człowiekiem. Czy kobieta, która nie chce mieć dzieci to „nieprawdziwa” kobieta? Czy mężczyzna, który lubi malować paznokcie i trzymać w wazonie kwiaty, to „nieprawdziwy” facet? Jedyna rzecz, którą chciałabym aby moja córka zabrała ze sobą w przyszłość, to przekonanie, że warto być uwrażliwionym na innych, stąpać odważnie swoją ścieżkę ale w taki sposób, by nie deptać innym po stopach.

Być dobrym po prostu?

Być dobrym dla siebie i dla tych, których spotykamy po drodze. W zasadzie to są bardzo proste rzeczy. Nie ma w tym żadnej filozofii. Wszystkie zasady przyzwoitości zostały już dawno temu wymyślone i są dosyć uniwersalne, bez względu na to jak zmieniają się czasy. Chciałabym, by moja córka była przyzwoitym oraz spełnionym w sobie człowiekiem. Kto tam wie co w jej czasach będzie męskie a co kobiece? To są kwestie zmienne i raczej drugorzędne.

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Matka i córka mają ze sobą jakieś szczególne, magiczne porozumienie?

Mogę tylko mówić o własnym doświadczeniu. Jako córka z wiekiem odnajduję co raz więcej cech wspólnych z własną mamą, których wcześniej nie widziałam. Nasza relacja przybierała na przestrzeni lat przeróżne postacie – od totalnej symbiozy, po skrajną oziębłość, wyobcowanie…To chyba jest zjawisko naturalne. Jednak zawsze odczuwałam, odczuwam jej nastroje, i mam wrażenie że ona też inaczej funkcjonuje w zależności od tego, czy mi się w danej chwili układa, czy  zapadam się w czarną otchłań.

Kiedy byłam w ciąży z moją córeczką, pamiętam, że wizualizowałam ją sobie jako taką mini mnie, i że jak się urodzi, wreszcie będę miała na świecie istotę, z którą będę się mogła porozumieć bez słów, bez wysiłku. A tu proszę!  Na świat przyszła odrębna jednostka, ze swoim osobistym zestawem cech charakteru, z obcym mi temperamentem i upodobaniami! Wtedy przekonałam się jak zwodnicze mogą być przekonania o tej mitycznej więzi matką a córką. To są więzy krwi, ale poza tym także żywa relacja dwojga ludzi, która jak każda ewoluuje, zmienia się, dojrzewa. Z pewnością oddałabym życie za moje dziecko w sytuacji gdyby zaistniała taka potrzeba, to jest jakaś atawistyczna instynktowna siła, coś poza naszą świadomością, odzwierzęce dziedzictwo, które dopóki w sobie czujemy, decyduje o przetrwaniu naszego gatunku.

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej


Wróćmy jeszcze na chwilę do tych zmian… Anita Lipnicka, śpiewająca „Zbieram dowody istnienia, czegoś więcej  niż rzeczy w biegu i czasu w locie” bardzo różni się od tej Anity, która śpiewała „Moje oczy są nadal zielone”?

Trudno mi wysnuwać jakieś konkretne podsumowania… Z pewnością życie dało mi zwyczajnie w kość przez te wszystkie lata. Doświadczyłam śmierci bliskich, narodzin własnego dziecka, choroby psychicznej w rodzinie, własnych kłopotów ze zdrowiem, przeżyłam kilka wypadków….

Kochałam?

Kochałam, szalałam, płakałam… To wszystko człowieka zmienia. Choć wewnątrz pozostaję taka sama. Jak woda w rzece, która czasem się podnosi, czasem opada, drąży nowe koryta, zmienia bieg i przyjmuje nowe oblicze,- w istocie jednak to ta sama rzeka…


Którędy ona teraz popłynie? Dokąd Panią zaprowadzi zawodowo, a gdzie życiowo?

Tak się złożyło, że od września tego roku przeprowadzam się z córką do Anglii, zostawiam swoje stare życie za sobą – przyszła pora na kolejne zmiany! Wiec chciałabym, aby wszystko się dobrze poukładało, aby te plany osobiste powypalały jak wesołe noworoczne fajerwerki, ha, ha! Natomiast zawodowo jestem przed premierą nowego singla i jesienną dużą trasą podsumowującą w jakiś sposób 22 lata mojej działalności scenicznej i zarazem zapowiadającej „nowy początek” w moich poczynaniach fonograficznych. Więc marzeń do spełnienia się nazbierało!

linia 2px

 

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Anita Lipnicka – piosenkarka, autorka muzyki i tekstów. Początkowo związana była z legendarną grupą Varius Manx, następnie rozpoczęła działalność solową, wydając płyty: Wszystko się może zdarzyć (1996), To, co naprawdę (1998) i Moje oczy są zielone (2000). wydala W 2002 roku Anita całkowicie zawiesiła działalność solową i nawiązała współpracę z Johnem Porterem. Jej owocem są albumy: Nieprzyzwoite piosenki (2003), Inside story (2005) i Goodbye (2008). 13 listopada 2009 odbyła się premiera pierwszego od 9 lat solowego albumu Anity Lipnickiej – Hard Land of Wonder. W 2012 roku wokalistka wzięła udział w projekcie „Morowe panny” realizowanym przez Muzeum Powstania Warszawkiego. Lipnicka, wspólnie z Johnem Porterem, napisała piosenkę „Jeśli nie wrócę”. Tego samego roku, nagrała partie wokalne dla tytułowej bohaterki animowanego „Merida Waleczna”. 2 października 2013 ukazała się polskojęzyczna płyta artystki Vena Amoris. Jesienią 2016 roku planowana jest jubileuszowa trasa koncertowa artystki.


Zobacz także

7 letnich nawyków, które warto praktykować przez cały rok

Jak zmanipulować narcyza, czyli „załatw go” jego własną bronią

Organiczne kosmetyki do makijażu – jak ich używać?