Lifestyle

Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?

Femme fatale
Femme fatale
27 maja 2016
Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Co tu zrobić, co tu zrobić? Hmmm. No tak, jeśli naprawdę twoje życie jest do D, pewnie nawet przez sekundę nie pomyślałaś co zrobić, bo i po co, lepiej sobie trochę pojęczeć nad niedolą.

Byłam dziś rano w przedszkolu, odprowadzałam córkę – dzień wiekopomny, wchodzimy do szatni, jesteśmy pierwsze (dlatego, że dziś tylko niedobitki, większość powyjeżdżała), żartujemy z tego (bo wyjście, czyt. ubieranie i tak zajęło sto godzin, czyli godzinę). Nagle zza drzwi sali wychyla swą głowę bulterier – A PANI WIE, ŻE BĘDZIE DZISIAJ TYLKO JEDNO DZIECKO JESZCZE… O KTÓREJ JĄ PANI ODBIERZE??!! – Nosz…. – myślę (tu następuję w moich myślach seria niewybrednych epitetów). – Pewnie koło 16-tej odpowiadam. CMOK, CMOK, CMOK – przeszywa pusty  – korytarz, do tego gratis ostentacyjne westchnięcie. Córka wchodzi do sali, bulterier wywraca oczami – A pani wie, że nie robi mi uprzejmości, tylko pracuje – zupełnie tak jak ja dzisiaj? – nie wytrzymuję i rzucam trochę w kosmos. Efekt zapowietrzenie. No nic, życie tej pani z pewnością jest do dupy.

Więc ze specjalną dedykacją dla pani B. i wszystkich, których życie niewątpliwie jest do D lub tych, którzy tak uważają. Garść praktycznych porad.

Pozwól sobie czuć się źle

Nie mylić z: Zalewaj jadem każdą formę życia. 

Tak, masz prawo uważać, że twoje życie jest dupy najbardziej, że wygrywasz tę konkurencje jeszcze przed startem, że świat jest zły, bo musisz, gdy inni grillują uśmiechać się do obcych bachorów – jeśli pracujesz w przedszkolu. Masz prawo nie mieć siły, mieć żal. Masz prawo się złościć. Do wszystkich emocji masz prawo. ALE… jeśli to stan stały – pora coś zmienić. No bo skoro wszystko jest takie beznadziejne, po co w tym tkwić?

Każda matka wie, że miejsce „ojojane” mniej boli. Więc zrób sobie swoje prywatne „ojojoj”, a potem otrzyj łzy, naklej plasterek. Narzekanie bywa potrzebne, to naturalny etap w procesie podnoszenia się po upadku. To często impuls, żeby powiedzieć sobie: DOŚĆ, nie chce tak dłużej!

Weź na siebie odpowiedzialność

Nie mylić z: Obwiniaj się. 

Czasami jedno wydarzenie sprawia, że przenosimy poczucie beznadziei na całe nasze życie. Skonfrontuj się z tym. Weź odpowiedzialność za swoje niepowodzenie, złą decyzję, porażkę. Owszem, dużo łatwiej jest powiedzieć – po prostu moje życie jest do dupy, taka karma – i popłakać trochę nad rozlanym mlekiem, ale to niczego zmieni, nie pchnie cię nawet o centymetr do przodu. Nie chcesz chyba tam zostać na zawsze.

Nawet, gdy sprawy są poważne, gdy cierpisz z powodu straty miłości czy bliskiej osoby – to ważny etap. Na pewno masz wobec siebie jakieś wyrzuty – staw im czoła. To może być telefon, z którym zwlekałaś, rozmowa, której nie zdążyłaś odbyć. Nie obwiniaj się za to. Tak mogło być inaczej, codziennie może być inaczej – ale czasu nie da się zawrócić. Są rzeczy, na które już nie mamy wpływu – i to jest przeszłość. Możesz za to wyciągnąć z tego doświadczenia bardzo cenną lekcję i nawet tej nieobecnej już osobie wiele „wynagrodzić” zmieniając się na lepsze.

Twoje życie jest do bani? Nie pozwól na to nigdy więcej! Nie zakopuj tych emocji.

Rób coś dla siebie

Nie mylić z: Zapomnij o całym świecie. 

Żeby złagodzić nieco cios od losu – pozwól sobie na hojność wobec siebie. Tak, zrób dla siebie coś miłego i dobrego. Jeżeli twoje życie jest do D – czyli nikt nie dba o ciebie, nie robi ci niespodzianek, nie interesuje się twoimi potrzebami, czy nie sprawia ci przyjemności (no bo skoro twoje życie naprawdę jest do dupy, chyba tak jest?) – zrób to sama. Co stoi na przeszkodzie by pomóc sobie samemu, odczarować nieco szarość dnia? To nawet całkiem logiczne, nikt nie zna twoich potrzeb lepiej niż ty. Do dzieła.

Czerp z tego siłę

Nie mylić z: Machnij ręką na wszystko.

Z perspektywy czasu, zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że nawet te najgorsze doświadczenia coś wniosły do naszego życia. Wzmocniły, dały lekcję i siłę do zmian. Nierzadko były impulsem. Jednym ten etap przychodzi łatwiej innym trudniej, różnimy się – to zrozumiałe. Niektórzy potrzebują więcej czasu na przystanku „smutek” czy „poczucie beznadziei” – inni dostają natychmiastowy impuls do ucieczki z tego miejsca.

Ale czasem, dopiero gdy rozejrzysz się wokół, zobaczysz co dzieję się na świecie, mówisz sobie”halo, stara, nie jest tak źle, przecież możesz zrobić to i to”.

Miej swoje złe dni, złap doła – ale zakop go w cholerę, podnieś się z kolan. Po prostu pozwól, by twój smutek czy złość mogły się naturalnie skończyć, wynieść wysoko w niebo. Nie podsycaj ich w nieskończoność.

PS: A jak ocenić czy naprawdę jest do dupy czy tylko chronicznie marudzisz? No cóż, eksperymentalnie przyjmijmy, że skoro ciągle marudzisz – musi być do D.

PS2: Na zapowietrzenie nic nie poradzę, fachowca trzeba, najlepiej pana ze spółdzielni od kaloryferów.


Tekst zainspirowany lekturą: What To Do When Your Life Sucks.


Lifestyle

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jakby jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę

Femme fatale
Femme fatale
5 czerwca 2016
Fot. Splitshire/ Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Pamiętam jak wtedy padał deszcz. Zupełnie inaczej niż zwykle. Tak głośno tłukł o blaszany parapet i wył… A ja z nim. Pamiętam też dokładnie zapach pościeli, w której kochaliśmy się tak, jakby świat nie istniał, albo miał się zaraz skończyć. Do dziś szukam tego zapachu w nakrętkach płynów do płukania, bez skutku. I pamiętam dokładnie jak po prostu leżeliśmy na plaży, a ja marzyłam tylko o tym, by ta chwila zastygła… tak naiwnie, młodzieńczo.

Bo są takie chwile, bez których życie nie byłoby tym samym życiem. Nawet jeśli potem długo liżesz rany, skomląc jak pies…

Choć raz w życiu oszaleć z miłości

Kompletnie stracić głowę i serce. Robić milion głupich rzeczy, które wydają się tak naturalne. Nie myśleć przez chwilę, nie liczyć, nie mierzyć, nie odcinać kuponów. Jak zwierzę zanurzyć się w tych emocjach bez opamiętania. Zachłannie.

Bo oszaleć z miłości, to:
– śmiać się jak szaleniec, który nie ma żadnych trosk
– płakać ze szczęścia, z powodu rzeczy, których nigdy byśmy nie zauważyli
– tarzać się w trawie
– i tańczyć na palcach.
– nie musieć spać i jeść
– odwrócić bieg czasu albo go zatrzymać
– być tolerancyjnym jak nigdy wcześniej
– nie czepiać się
– uśmiechać się bez powodu
– łaknąc ludzi razem z ich zaletami i wadami
– poznawać tak wiele nowego
– czuć inaczej niż zwykle. Czuć: emocje, smaki,  świat i ludzi. Pełniej z otwartymi oczami (choć pozornie jesteśmy tak zaślepienie tą miłością).

Być szczerym i otwartym, gotowym do zmian bez strachu w kieszeni i zbędnych kalkulacji. To znaczy żyć – tak po prostu.

Choć raz w życiu kochać się, jakby jutra nie było

Ach, tak. Nie sposób dobrze opisać tego uczucia, gdy sama zdumiewasz się sobą. Gdy namiętność w jednej chwili uwalnia cię od  najgorszych kompleksów. Czujesz dzikość i bezpieczeństwo – i one w tak oczywisty sposób współegzystują.

Gdy ktoś dotyka cię tak, że nigdy już tego dotyku z siebie nie zmyjesz, nie będziesz chciała. I ten seks nie musi być ani długi, ani dziki, ani tajemniczy. To magia chwili. To i chemia i więź. To moment, którym bez granic poznajesz… jego, siebie, wasze ciała. Zaufanie i zgoda na podróż. Nie boisz się, bo jesteś pewna, że to lądowanie będzie wyjątkowo miękkie. Zamykasz oczy i skaczesz – po to by pofrunąć.

Zrzucić z siebie bagaż ograniczeń w łóżku, mieć ku temu okazję, to:
– odkryć swoje ciało na nowo, jakby się je widziało po raz pierwszy,
– czuć jakby wszystko przedtem było tylko gapieniem się na wystawę ze słodyczami
– zbadać swoje granice bez żadnego ryzyka
– kochać się i pieprzyć równocześnie
– dostać więcej niż się oczekiwało
– być oddanym, być naprawdę we dwoje
– poznać prawdziwą magię i wartość seksu – ta wyjątkowa zostaje na zawsze.

Dziękuje ci M. za ten lot balonem.

Choć raz w życiu złamać serce

W tę podróż pojechałam z D.. Motyle, dreszcze, przygoda. A potem kawałek wspólnego życia. Wszystko tak nagle urwane, jak rozpoczęte. I ja tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziałam, kim jestem. Dzisiaj dziękuję ci D. za to, że złamałeś mi wtedy serce, a nawet chciałeś złamać życie, bez tego nie wiedziałabym, że:
– to nie mogła być miłość, bo żadna miłość nie jest okrutna
– kochać, to najpiękniejsze ale i najgorsze co może nas w życiu spotkać
– park jesienią może przyprawiać o łzy lub o uśmiech
– mam tyle siły
– wspomnienia mogą mieć zapachy, kolory, rytm. Że mogą wprawiać w drżenie powietrze, być sygnałem, że pora uciekać do prawdziwego życia
– że można czuć tak wiele naraz
– cierpieć jak nigdy w życiu, a potem podnieść się z kolan.

Bez ciebie drogi D. nie poznałabym nigdy potem smaku prawdziwej miłości, ani potęgi jaką ma szczera radość, która rodzi po ogromnym smutku, po stracie. Ta pierwsza, która odmienia wszystko. Nie nauczyłabym się chronić przed złem, do którego wszystkie siły wszechświata cię ciągną. Nie dojrzałabym jako kobieta, kochanka. Nie ty jeden złamałeś moje serce, ale ty po raz pierwszy w życiu wystawiłeś mnie do walki z lękiem. Wygrałam (choć nie wiem jak obstawiałeś zakłady).

Nie cierpienie nie uszlachetnia. Uczy pokory. Jest lekcją – choćby tego, by nigdy nikogo tak nie potraktować.

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jak by jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę. Przynajmniej ja bym nie chciała… Może raz dobrze a raz źle, ale nigdy w życiu nie będziecie mieli okazji tyle dowiedzieć się o sobie.


Lifestyle

Dotknęłam kiedyś miłości… Lubię wtulać się czasem w twoje ramię, tak bezczelnie i bezkarnie znów być na chwilę blisko

Femme fatale
Femme fatale
22 maja 2016
Fot. Unsplash/Malcolm Green / CCO

(…)Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę, to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką (…)”*

I niby ukradkiem, bo czuję się winna, że tak bardzo chcę się tobie przypodobać, maluję usta. Rozkwitam. To lato trwa długo, jakby nigdy miało się nie skończyć. I jestem trochę twoją łąką i katedrą też. Ale wtedy ty już nie chcesz, żebym malowała usta, nie szukasz w nich ukojenia, pożądania, w ogóle tych ust nie szukasz. Szminka trochę pogniotła się w kieszeni, tak jak moja kobiecość, która tam upchnęłam.

Nie martw się – mówiłam do niej –  będziesz tam bezpieczna – choć wiedziałam, że kłamię. Wtedy pierwszy raz się okłamałam. Potem jakoś to poszło.

 „(…) Jestem Julią, mam lat 23, dotknęłam kiedyś miłości, miała smak gorzki, jak filiżanka ciemnej kawy, wzmogła rytm serca, rozdrażniła mój żywy organizm, rozkołysała zmysły, odeszła (…)”**

Rodziły się nam dzieci, a ty coraz bardziej odchodziłeś. Ze wspólnej kanapy i wspólnego życia. Co rano siadałam prawie szczęśliwa w kuchni – najpierw z tobą, a potem już sama – tylko z tą kawą, której tak bardzo potrzebowałam i nie znosiłam równocześnie. Nie wiem ile filiżanek już wypiłam, i czy trzy tysiące kaw, to dużo czy mało… i chyba się nie dowiem. Zresztą kto by się tym przejmował, życie potrafi być tak samo zabawne jak złośliwe, jeśli tylko się chce. Wtedy ja chcę bardzo.

Więc jestem twoją Julią następne trzy lata. Może już nie tak niewinną, inną na pewno. Ale nadal przeciągam palce po twoich włosach i smakuje całą sobą każdą linię malującą twoje ciało. Każdy szept, każde spotkanie. Coraz częściej wyglądam daleko, gdy tracę cię z oczu. A ty jeszcze tak często przesuwasz dłonią po mojej szyi i mówisz:

„(…) „przyjdę do ciebie nocą, gdy będziesz spała skulona jak ciepły mruczący kot”. I teraz czekam na ciebie przez te wszystkie wieczory(…)”

Nie przychodzisz.

Gdy wracasz kiedyś na chwilę, jesteś moim chaosem. Moją przystanią we mgle. I choć znam wielu, którzy wszystko chcieliby dać, za ten chaos, za niezaplanowane jutro, za ten taniec na krawędzi. Mówią to, siedząc wygodnie w fotelu i popijając kakao. Oni nie wiedzą, że w chaosie nie da się żyć. I nie da się być w nim ani łąką, ani lasem, ani gotycką katedrą.

Napiłabym się kakao. Owinięta w ciepły koc i ciepłe ramię. Tak nudno, zwyczajnie, oczywiście. Ileż Julia lat 32 dała by dzisiaj za tę rutynę i przewidywalność, której wszyscy tak się boją. Tę pewność, że rano będzie na nią czekała kawa z mlekiem, a wieczorem kochanek pod gwieździstym niebem. Zawsze tak samo – gdzie tak samo znaczy: „gdy jutro się obudzisz, nadal będziesz mieć swoje życie”. Bezpiecznie. Bo chaos w życiu – to nie dzikie przygody, niezaplanowane wycieczkę i seks na tym szekspirowskim balkonie. To  nicość, to taki moment kiedy wciąż czekasz na nieistniejące.

To chwila, w której patrzysz jego oczy i widzisz w nich tak wiele:
– nawet Julia kłamca doskonały, nie może już udawać przed sobą, że on chce tu być,
– nawet gdyby to ona wymyśliła miłość – nie dałaby rady kochać za kogoś,
– nawet zaciskając oczy, najmocniej, jak tylko się da, zasłaniając je ciemną nocą, nie sposób przegapić, że to wszystko jest pomyłką, ty, dzieci, i balkon i kawa. Ale jemu tak trudno przyznać się do błędu. Jakby pewnego dnia obudził się i był w życiu, które tak bardzo nie chciał, jakby to wszystko była pomyłka. Tego nie da się nie widzieć.

Rozglądam się z tego balkonu, a ich – tych którzy chcieli żyć inaczej ale nie mieli odwagi jest wielu. Każdy z nich ma swój balkon i swoją Julię, której nie potrafi puścić. To takie proste przecież, mieć ją tam, daleko, ale mieć…

„(…) Jest cała ziemia samotności i tylko jedna grudka twojego uśmiechu (…)”****

Lubię wtulać się czasem w twoje ramię, gdy śpisz. Ten spokój. Tylko wtedy jesteś  nim przepełniony. A ja mogę tak bezczelnie bezkarnie znów być blisko. Potem zamknąć oczy i pomyśleć, że dziś nie ma, jest wciąż nasze dobre „kiedyś”. Dlatego kiedyś będę musiała całkiem oddać ci twoje ramię, choć chyba zawsze będę za nim tęsknić. I zamienię swój chaos na samotność. Spokojną, przewidywalną, wybraną. Poukładaną, bez tego ciągłe strachu, że kiedyś umrę na tym balkonie czekając i nawet nie będę wiedziała kiedy. Tak trudno jest odmierzać czas, gdy wciąż patrzysz w jeden niezmienny punkt.

(…) Jestem Julią, mam lat tysiąc żyję (…)”**, zaparzam kawę, czasem trochę płaczę. Myślę ostatnio, o tym, co mówiła moja babcia: „dawać i prosić, to za dużo”. Może. Dotknęłam kiedyś miłości… a może byłam zbyt zachłanna, przecież ta miłość miała mi wystarczyć na całe życie…


Fragmenty wierszy autorstwa Haliny Poświatowskiej
*(…)Odkąd cię poznałam…
**
(…) Jestem Julią…
*** (…) Powiedziałeś: „przyjdę do ciebie nocą…
**** (…) Jest cała ziemia samotności