Lifestyle

Gdy ciało kobiety jest towarem…

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 lutego 2018
Fot. iStock / aluxum
 

Bangkok. Dzielnica czerwonych latarni. (Jakich wiele na całym świecie…)

Kobiety siedzą równiutko na krzesełkach. Jak w szkole. Ubrane w mundurki. Każda szkoła ma swój dress code. Uroczo przechylają główki. Burdel-mama zaczepia przechodzących mężczyzn. O proszę… dwóch się zdecydowało, jeden z nich jest pijany.

Przyglądam się dziewczynie siedzącej w ostatnim rzędzie. Jest bardzo młodziutka, niewiele starsza od mojej córki, na chwilę nasze spojrzenia krzyżują się. A może mi się tylko tak wydaje?

(Tak, oczywiście po co szłam do tej dzielnicy? Z ciekawości? Żeby poczuć się lepszą? Obraz tych kobiet zostanie ze mną na długo).

Gloria Steinem, amerykańska feministka i dziennikarka na jakiś czas została króliczkiem Playboya. Swoje przeżycia opisała w artykułu pod tytułem „Byłam króliczkiem w klubie Playboya”.

Na początku Gloria otrzymuje dwa kostiumy, Biblię Króliczka, chusteczki do wypychania biustu oraz pompon służący za ogonek.

(Szczerze mówiąc idea paradowania z ogonkiem króliczka przyklejonym do mojej pupy wydaje mi się równie absurdalna jak brak praw obywatelskich, których mogłabym nie mieć gdybym urodziła się tylko ponad 100 lat temu).

W 1963 roku klub Hefnera to było miejsce w którym zwykły pan Smith sącząc Martini pomiędzy skąpa ubranymi kobietami (czasem chwytał je za królicze ogonki) mógł się poczuć wyjątkowo.

Gloria bardzo rzetelnie w swoim artykule opisała warunki pracy Króliczków. Kiedy artykuł został opublikowany zrobiło się duże zamieszanie wokół Glorii.

Spotkało ją też wtedy wiele szykan, nieprzyjemności i kilka procesów.

„Od dwudziestu lat dzwonią do mnie byłe i obecne Króliczki, opowiadając mi o warunkach pracy w klubie i o stawianych im żądaniach natury erotycznej. Przez pierwszych kilka lat moje rozmówczynie dziwiły się, że artykuł podpisałam prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Jedna powiedziała mi, że grożono jej polaniem twarzy kwasem, kiedy zaprotestowała przeciw takim żądaniom. Innej grożono tym samym za namawianie Króliczków do przystąpienia do związków zawodowych. Wszystkie były zaskoczone, że moje nazwisko figuruje w książce telefonicznej.”

Są tacy co powiedzą – toż to wybór tych dziewczyn jest, a może one tak lubią? – zarechocze pan z nad swojego piwa, a może są szczęśliwe ?

W Teorii King Konga Virginie Despentes opisuje swoje doświadczenia pracy w przemyśle porno. Virginie jest jedną z najważniejszych figur feminizmu francuskiego (bardzo ostra i bezkompromisowa dziewczyna).

W swojej książce pisze o warunkach, w jakich pracują aktorki porno, o skandalicznych umowach, które muszą podpisywać i o niemożności kontroli swojego wizerunku po opuszczeniu  tego biznesu. I o tym, że w ten przemysł wchodzą młode dziewczynki dla których zwrot „długoterminowe konsekwencje” jest zupełnie abstrakcyjny (myślę o tej młodziutkiej  dziewczynce siedzące w ostatnim rzędzie w burdelu na ulicy w Bangkoku).

Te dziewczyny wciąż tam siedzą. Zresztą nie tylko tam. Siedzą na całym świecie. Czy to w podziemiu czy na widoku – jakie to ma znaczenie?

Gloria Steinem na końcu swojego artykułu pisze:

„Odkąd stałam się feministką, przestałam żałować, że napisałam ten artykuł.”

Zamiast się oburzać polecam do przeczytania – Byłam Króliczkiem w Klubie Playboya Glorii Steinem oraz Teorię King Konga, Virginie Despentes

PS: Nie wszystkie impresje z podróży są beztroskie i radosne.

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.

 


Lifestyle

„Najłatwiej powiedzieć, niech zostawi męża, ułoży sobie życie, przecież da radę. Tak się tylko mówi…”. Portrety

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 lutego 2018
fot. iStock / igorirge
 

Paula

Matka cała zapłakana. Ojciec rzuca gromy wzrokiem. No o co cała draka? Że do roboty nie poszła? No nie, bo nie. Znajdzie inną albo może do jakiejś policealnej pójdzie, żeby nie gadali. Musi jutro z domu się wyrwać. Pojedzie do Radka. Wie, gdzie mieszka. Pogada z tą jego żoną porządnie, co by nie myślała sobie za dużo. Może powie, że jest w ciąży? No nie sprawdzi przecież, a fałszywy alarm mógł się zdarzyć. Albo poronienie. I ona Radka wtedy spakuje. A Radek wróci do niej. I będzie pięknie. Jak mówił kiedyś. Będzie znów fruwał nad ziemią.

Myśli sporo miała Paula, jak na moment schodzenia z góry. Tu  zderza się z rzeczywistością. W dużym pokoju na kanapie siedzą dwie kobiety. Pauli dopiero za chwilę zrobi się gorąco. Jeszcze nie rozpoznała jednej z nich. Słyszy tylko szloch matki. I łamiący się głos ojca, który powtarza: Ja ciebie tak nie wychowywałem. Wstyd mi za ciebie dziewucho. Wstyd.

Sylwia

Pojechały. Ona pełna pasji i furii. Gniew się w niej gotuje. Marta ją uspokaja. Obie eleganckie. Sylwia od dawna nie była tak ubrana. Biała bluzka z kołnierzykiem, spodnie od garnituru. Są luźne. Schudła. I to kilka kilogramów chyba. Mało je, emocje ciągle w niej tańczą, stres zżera od środka.

Marta w obcisłą elegancką białą sukienkę. Włosy spięte w kok. Delikatny makijaż i te okulary. Przecież Marta nie nosi okularów. To zerówki – tłumaczy zaskoczonej Sylwii. Krwistoczerwone oprawki, duże, prostokątne. Marta wygląda poważnie, trochę groźnie nawet. Wzbudza respekt, to na pewno. Jest  fryzjerką. Ma dobre oko. Nawet po zdradzie męża nie zaniedbała się, jednak w pracy zawsze nosiła się luźno. Od niedawna ma swój salon. Malutki. Odważyła się i teraz ma taki uniformik, trochę jak lekarz. Sylwia była w tym salonie raz. Marta wyglądała profesjonalnie, ale dziś to zupełnie jak rasowa kobieta interesu. Po cholerę? Powiedzą kilka ostrych zdań i znikają. Sylwia trochę nie rozumie. Ma jakiś pomysł na zemstę, ale zgoła inny niż Marta.

Jadą najpierw w milczeniu. Marta jest skupiona. Potem instruuje:

Mówię ja. Ty siedzisz dumnie, prosto jak struna. Z pogardą patrzysz na towarzystwo. Nie krzyczysz, nie płaczesz. Wyć będziesz w aucie ile będziesz chciała. Tam jesteś zimna, pewna siebie. Ratujesz siebie. Czy będziesz z Radkiem, to już twoja decyzja, ale podejmujesz ją na chłodno, bez emocji i jej obecności w twoim życiu.

Zatrzymują się pod sklepem. Marta wysiada. W niebotycznych szpilkach idzie prosto, zgrabnie. Wraca za trzy minuty odprowadzona wianuszkiem ekspedientek. Są nią zachwycone. A jeszcze bardziej faktem, że sprawa dotyczy Pauli. Będą miały dziewczyny pożywkę do plotek. Jedziemy na wioskę obok – mówi. Tam mieszka i raczej jest w domu. Chowa się, bo całe miasteczko już gada. Punkt dla nas. Ekspedientki triumfują. No miały rację. Tylko Żaneta spuszcza wzrok w dół. Podejrzewa, co teraz będzie się działo. Żyć Pauli nie dadzą. Jej przestali, jak mały się urodził i chłopak ją zostawił. Tu takiego momentu nie będzie.

Dom jest nieduży. Typowy klocek z lat siedemdziesiątych. Furtka otwarta. Psa na szczęście nie ma. Idą. Drzwi otwiera kobieta w średnim wieku. Zniszczona trochę. Twarz nalana. Trwała na głowie, odrosty, zbyt mocna henna i grube kreski na dolnej powiece. Marta rzeczowo tłumaczy. Krótko i na temat.

Dzień dobry, Marta W., adwokat, czy tu mieszka Paula K.? Tak? Właśnie tak mi powiedziano w markecie w miasteczku. Jestem tu z klientką. Jej mąż ma romans z pani córką. Tak proszę pani romans.  Chyba o szczegółach nie będziemy tu rozmawiać. Sąsiedzi będą widzieć i słyszeć. Oczywiście wejdziemy do środka.

Matka je wpuszcza. Jest przerażona. Zaczyna płakać. Ojciec każe iść po córkę. Żeby zapytać i wyjaśnić.

Marta dumnie siada na kanapie. Sylwia obok. Jest zaskoczona. Chyba inaczej sobie wyobrażała konfrontację. Ale Marta jej imponuje. Jest wyrachowana, zimna, pewna siebie. I jeszcze numer z adwokatem. Chwyt tani, ale zadziałał. Sylwia prawie się zakrztusiła jak to usłyszała.
Marta kontynuuje. Jest poważna. Mówi tonem nieznoszącym  sprzeciwu.

Nie jestem tu w sprawie romansu, to już sprawa tych dwojga. Choć oczywiście haniebna i godna najsurowszej  krytyki. Jestem tu, gdyż pani Paula  nęka moją klientkę. Wysyła SMSy z wyzwiskami i pogróżkami. Jest ich kilkadziesiąt. Mamy je wszystkie. Nagrania rozmów także. Telefoniczne  groźby też się zdarzały. To jest naruszenie  mienia. A groźby są proszę pani karalne. To podlega pod kodeks karny. Pani Paula jest młoda jeszcze. Inaczej w ogóle bym się tu nie fatygowała. Chcę w obecności państwa uświadomić panią Paulę o konsekwencjach swojego zachowania. Moja klientka i jej dzieci czują się zagrożone. Jeśli jeszcze raz zostanie wykonany choć jeden telefon, nawet głuchy, zgłaszam sprawę na policję. Oskarżę pani córkę o stalking, o nękanie. Przy takich zarzutach nigdzie nie znajdzie już pracy. W miasteczku jest raczej skończona sądząc po dzisiejszej rozmowie. W dużych miastach sprawdza się czy pracownik był karany. A tu sprawa będzie prosta. Dowody są, dziewczę zakochane, ale głupie i ma dodatek mściwe. Wygram tę sprawę na pierwszej rozprawie. Jak będzie sprawiać problemy to jeszcze o karę pieniężną wystąpię na zadośćuczynienie dla nękanych dzieci. Czy mają państwo i ty Paulo coś do powiedzenia? Uprzedzam, rozmowę nagrywam. Tu są wydrukowane SMSy, proszę zobaczyć.

Marcie serce wali jak młot, choć twarz ma niewzruszoną. Ostro zagrała.

Matka dziewczyny łka. Ojciec zachowuje spokój. Bierze wydruki do ręki. Sprawdza numer, zgadza się. Patrzy na córkę. Paula zaskoczona, przerażona wręcz. Nie jest już tak odważna i pyskata, jak była w konwersacji SMS-owej. Ojciec powtarza, że mu wstyd. I że dziewucha też wstydu nie miała. Że nie tak ją uczył, że na cudzym nieszczęściu swojego szczęścia się nie buduje. Drży mu głos. Dociera do niego, w kim to Paula się zakochała i jak chciała urządzić sobie życie. Podchodzi do córki, policzkuje ją i mówi: Jeden telefon czy SMS, a wyrzucę cię z domu.

Marta i Sylwia patrzą zaskoczone. Prosta rodzina, proste życie i zasady moralne. Sylwia widzi strach w oczach dziewczyny, jej łzy. Jest na nie nieczuła. Może czuje nawet małą satysfakcję. Marzyła o tej chwili, by upokorzyć Paulę, zemścić się. Tymczasem zrobiła to Marta. Rzeczowo. Zadbała by w pracy się dowiedzieli. W domu jednego dnia zrobiła dziewczynie piekło. W białych rękawiczkach. Przeraziła jej rodziców, ale chyba wyboru nie było.

Marta wstała. Po tym co zobaczyła wyraziła nadzieję, że więcej się już widzieć nie będziemy. Matka załamana płacze przy stole i powtarza ciągle: Córka coś ty narobiła?! Tylko ojciec, opanował się, podszedł do Sylwii i przeprosił, że taką dziewuchę do ludzi puścił. Powiedział, że przypilnuje, ale jak co odwali to już niech sąd się za nią bierze, bo on siły mieć nie będzie.

Wyszły. Wracają do auta. Marta przeklęła siarczyście. Lżej się jej zrobiło. Sylwia na nią spojrzała z wdzięcznością. Marta rozegrała to po mistrzowsku.  Paula do pracy nie wróci, środowisko tak szybko nie przestanie gadać, a rodzina rodzona ze wstydu zniknie na długie miesiące z życia towarzyskiego. Paula zresztą też. Lincz na fejsie zgotują jej najlepsze psiapsiółki. A Paula jeszcze przez długi czas będzie odczuwać skutki hejtu pod jej adresem. Sylwia natomiast wróci do domu silniejsza.

Epilog

Sprawa z Radkiem nie wyjaśni się szybko. Sylwia jeszcze długie miesiące będzie nosiła w sobie żal, gniew i gorycz. Będzie nieufna i niepewna siebie. Wróci do pracy, ale w domu wieczorami jeszcze demony przeszłości będą ją nawiedzać. Będzie brać antydepresanty, by zacząć znów się uśmiechać. A Radek będzie o nią walczył.

To nie jest historia z happy endem. Sylwia żyje gdzieś naprawdę i boi się podjąć decyzję. Radka kocha, ale wspomnienia są nadal żywe. Mieszkają razem. On daje się kontrolować. Zmienił nawet pracę. Nie ukrywa nic. Sylwia zaś nie potrafi zapomnieć. Wystarczy mały impuls, by wszystko wróciło. Jest bardzo chwiejna, spragniona uwagi i miłości.

Najłatwiej by było powiedzieć, niech zostawi męża, ułoży sobie życie, przecież da radę. Tak się tylko mówi. Tylko te kobiety, co przeżyły zdradę najbliższej osoby zrozumieją, jak trudno żyć razem, a jak jeszcze trudniej odejść.

Poli-Ann


Lifestyle

Trzy słowa w związku, które są zdecydowanie ważniejsze od „kocham cię”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 lutego 2018
Fot. iStock/Cecilie_Arcurs

„Kocham cię”. Czekamy, kiedy te słowa padną po raz pierwszy i bardzo często doskonale pamiętamy okoliczności, w którym wyznanie usłyszeliśmy – zarówno z naszej strony czy ze strony partnera.

Te słowa mają nas do siebie zbliżyć, być zapewnieniem, że nasz związek traktujemy poważnie, a nie jak przypadkową znajomość.

Okazuje się jednak, że nawet „kocham cię” bywa frazesem rzucanym na wiatr, bo wielu z nas nie zastanawia się, co właściwie oznacza, bardziej skupia się na tym, co dzięki tym słowom może osiągnąć, bardzo często to taki wytrych, dzięki któremu omijamy poważne rozmowy.

Dlatego tak istotne jest, by czasami zamiast „kocham cię” powiedzieć trzy inne, bardzo ważne słowa. Jeśli są regularnie i szczerze przywoływane ustawią wasz związek na dobrej drodze do komunikacji i unikaniu nieporozumień. To właśnie wtedy wraz ze swoimi uczuciami stajecie się dla siebie autentyczni. Bo przecież to komunikacja polega na wyrażaniu tego, co czujemy i myślimy.

Refleksyjne słuchanie i odbijanie jest kluczem do ustanowienia rezonansu pomiędzy wami. Przy czym rezonans definiuje się jako „związek wzajemnego zrozumienia lub zaufania i porozumienia między ludźmi”.

I tu wchodzą te  trzy inne bardzo ważne słowa.

„Powiedz mi więcej”.

Zaskoczeni? Na początek poproście partnera, aby podzielił się z wami tym, co mu przeszkadza, i naprawdę słuchajcie tego, co mówi. Gdy skończy, powiedzcie, jak odebraliście jego słowa, żeby mieć pewność, że dobrze się zrozumieliście. .

Nie bój się wyrażać uczuć: „Poczułam, że jesteś na mnie zły”. Być może to tylko twoje emocje, a partner wcale nie zdenerwował się na ciebie – warto to sobie wyjaśniać. Warto mówić więcej. Warto chcieć komunikować się ze sobą w zrozumiały dla obu stron sposób.

Gdy to zrobicie, wejdziecie na poziom głębszej rozmowy, poczujecie się bezpieczniej mówiąc o swoich uczuciach.

Szczere i autentyczne „Powiedz mi więcej” nie tylko pomaga w wyrażaniu emocji, ale też pokazuje, jak jesteście dla siebie ważni. Z czasem nieświadomie nawet będzie mówić o tym, co czujecie. Im bardziej będzie czuć się bezpieczni w związku, tym mocniej będziecie ufać sobie nawzajem i lepiej się rozumieć.

Im więcej zaufania i akceptacji, tym większa bliskość, radość i miłość między wami. Zauważcie, że zbyt wielu z nas traktuje rozmowy o emocjach jak katorgę, wszystko załatwiamy właśnie owym „kocham cię” tak naprawdę często wyzutym z prawdziwych uczuć. Nie stworzymy żywej, namiętnej i otwartej relacji, jeśli nie będziemy mówić więcej. Samo „kocham cię” nie wystarczy, by poczuć się dobrze w związku.


Zobacz także

12 sygnałów, że jesteś blisko załamania nerwowego

Poczuj się jak mała dziewczynka. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #15

Jak zmieniła się piramida żywieniowa?