Lifestyle

„Chłopcy pozostaną chłopcami” – kilka błędów wychowawczych, które popełnili twoi teściowie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2018
Fot. iStock/LukaTDB
 

Nie oszukujmy się, to, że masz problem w związku w dużej mierze wynika z tego, w jaki sposób wychowano twojego partnera. Jego rodzice, czy też opiekunowie „stworzyli” dorosłego, z którym dzielisz życie. Pokazali mu wzór związku, wzór relacji między dwojgiem ludzi, przekazali wiedzę i wartości, które mogą być mniej lub bardziej podobne wartościom wyniesionym przez ciebie z domu. Jeśli twój ukochany jest wyjątkowo kiepskim partnerem, nie popełniasz błędu doszukując się zródła (niekoniecznie głównego i na pewno nie jedynego) tej katastrofy w jego dzieciństwie.

Kilka błędów wychowawczych, które popełnili twoi teściowie

Uważali (pewnie nadal uważają), że ich syn jest absolutnie doskonały

Mówiąc w dużym uproszczeniu: najpiękniejszy, najmądrzejszy, a w ogóle takiego drugiego to ze świecą szukać. I nie wydaje im się, że powinien się w jakikolwiek sposób zmieniać. Jeśli twój ukochany zachowa się wobec ciebie w niedopuszczalny sposób i poprosisz ich o rozmowę z nim – najprawdopodobniej nie uwierzą, że on mógł „coś takiego zrobić, coś takiego powiedzieć”. Nie możesz liczyć na nich w razie kłopotów, które – z całą pewnością – się pojawią. Prędzej dowiesz się, że na pewno wina leży po twojej stronie, bo coś zrobiłaś nie tak.

Kontrolowali go na każdym kroku

W związku z czym, teraz jest nieufny w stosunku do ciebie i stara się robić to samo w waszej relacji. Twoje kontakty ze znajomymi, twoje zakupy, twoje myśli… Masz wrażenie, że przestajesz oddychać, że on chce za ciebie decydować na każdym korku?  Jak mogłoby być inaczej, skoro już jako dziecko dowiedział się, że kontrola to podstawa. Wzdychasz i myślisz – oduczę go tego ciągłego sprawdzania, bo inaczej zwariuję. Możesz sobie odpuścić. Prędzej zwariujesz niż on nauczy się ci ufać.

Nie nauczyli go odpowiedzialności

Wyręczali go od dzieciństwa, zgodnie z zasadą: „mama/tata załatwi to lepiej, a ty się synku nie przemęczaj”. Usprawiedliwiali go przed nauczycielami w szkole, a potem nawet w pracy, w kolejnych związkach, przed innymi członkami rodziny, przed przyjaciółmi i znajomymi. Nigdy nie musiał brać odpowiedzialności za swoje błędy, nigdy nie zrozumiał, co to znaczy „uczyć się na błędach”. Cokolwiek zrobił, zawsze natychmiast mu wybaczali, głaszcząc po głowie. Nie ponosił konsekwencji, żyjąc w „szklanej bańce”, pod ochroną.

Nie nauczyli go szacunku dla drugiego człowieka

Nieważne czy chodzi o partnerkę czy panią, która pracuje na kasie w dużym sklepie. Nie wymagali od niego tego, by szanował innych niezależnie od tego kim są, ile zarabiają, jaką skończyli szkołę. Może twoi teściowie sami w ten sposób traktowali innych ludzi, może taki przykład dali swojemu synowi – to nieistotne. Istotne jest to, że po tym, jak traktujesz tych, którzy pod wieloma względami mają gorszą sytuację życiową lub materialną niż twoja, najlepiej widać jakim jesteś człowiekiem, jakim będziesz partnerem.

Oczywiście, człowiek świadomy tego, że nie potrafi dobrze funkcjonować w relacji, na której mu zależy powinien nad sobą pracować, by zminimalizować negatywny wpływ doświadczeń z dzieciństwa i przeszłości na obecny związek.

Czy to się uda, to już jednak całkiem inna historia. Zazwyczaj chłopcy pozostają chłopcami…


Lifestyle

Plaster, butelkę wina i czas… nielimitowany czas, gdy twoje życie się wali. Nikt nie da ci tyle, co druga kobieta

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 stycznia 2018
Fotomontaż istock
 

Nikt nie da ci tyle, co druga kobieta. Nikt nie potrafi tak dobrze mówić i milczeć, kiedy trzeba, słuchać, być. Nikt nie potrafi lepiej głaskać po głowie, gdy wali cię świat i tak szczerze cieszyć się z sukcesu innej osoby. Po prostu. Tylko kobieta to potrafi. Ta, która jest bardzo blisko.

Bo jakbyśmy na nas, kobiety nie narzekały, potrafimy dawać sobie nawzajem więcej, niż ktokolwiek inny.

Co dajemy/dostajemy od siebie nawzajem?

Odebrany w środku nocy telefon, kiedy on odchodzi do innej.

„Paczkę chusteczek i kopa w tyłek” – powiedziała kiedyś moja znajoma. Tego najważniejszego kopa, którego brakowało, żeby „jakoś” się wreszcie pozbierać.

Rady, czasem nieproszone, a jednak przepełnione dobrą intencją.

Plaster na odciski i nienoszony szalik.

Uśmiech do zapłakanej nieznajomej w tramwaju.

Troskę.

Wysłaną bezsensowną wiadomość i śmiesznego kota na obrazku, tylko po to, by ktoś dobrze zaczął dzień.

Sweter, który tak ci się podobał, a ona nie za często go nosi.

Najsilniejszy doping świata, gdy składasz siebie rozbitą na kawałki, zaczynasz od nowa lub po zwyczajnie tak bardzo się boisz „nowego”.

Wiarę w cuda i zmianę, i drugą szansę. Bo ona tak dobrze cię rozumie.

Zrozumienie, że każdy upada.

To wszystko dostajemy od kobiet – czasem tych najbliższych, matek, sióstr, wieloletnich przyjaciółek, a czasem dobrych aniołów, które pojawiły się na naszej drodze całkiem przypadkowo.

Nich ten rok będzie rokiem kobiet. Czasem, kiedy na nowo odkryjemy siłę kobiecych kręgów i wzajemnego wsparcia. I to  naprawdę nieważne, czy potrzebujesz pomocy w ugotowaniu jajka czy wparcia w  ważnym momencie życia, w walce o siebie. Ważne jest tylko to, że naprawdę nie musisz być sama, bo „babskie zaplecze”, to nasza największa siła!

audreyhepburn

„Wierzę, że śmiech jest najlepszym sposobem na spalanie kalorii. 
Wierzę w całowanie, dużo całowania. 
Wierzę w bycie silnym, gdy wszystko wydaje się być nie tak. 
Wierzę, że szczęśliwe dziewczyny to najpiękniejsze dziewczyny. 
Wierzę, że jutro jest kolejny dzień i wierzę w cuda.”
– Audrey Hepburn

Piszcie do nas, pytajcie, dzielcie się z nami wszystkimi swoimi sukcesami i radościami. Jeśli szukacie odpowiedzi napiszcie do nas prywatną wiadomość, my anonimowo opublikujemy wasze pytanie.

Dołączcie do nas na Facebooku: facebook.com/groups/jestemkobieta/

Obiecujemy, że będziemy. Tak, jak wy. Reszta jest już waszych rękach.

Jestem kobietą (1)


Lifestyle

Chcesz mieć dobry i dojrzały związek? Wyluzuj i przestań oczekiwać. Wiem, co mówię

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 stycznia 2018
Fot. iStock/m-gucci

– Jak często czegoś od niego oczekujesz? – spytała mnie ostatnio przyjaciółka. Byliśmy na wspólnym wyjeździe, kilka par, biegające dzieci, misz masz ludzi, którzy dobrze się znają, ale też różnią. Dobre miejsce do obserwacji.

– Kiedyś oczekiwałam codziennie. Żeby sam z siebie zrobił mi kawę, dał buziaka na dzień dobry, zadzwonił w ciągu dnia, napisał SMS-a, a wieczorem zamiast zalec przed telewizorem poszedł ze mną na spacer, pobawił się z dziećmi, ugotował obiad.

– A teraz?
– Teraz już nie oczekuję niczego.
– I co?
– I w końcu jest nam ze sobą dobrze.
– Tak można?
– Dzisiaj myślę, że tak powinno być.

Myślę sobie, że zazwyczaj na co dzień jesteśmy jednym wielkim oczekiwaniem. Zobaczcie, jak to jest – wiążemy się z facetem, bo czujemy, ba – wiemy, że to ten jedyny, że z nim chcemy żyć, założyć rodzinę, a nawet się zestarzeć. To on jest ideałem i jesteśmy przekonane, że takim pozostanie.

Pamiętam, jak mój mąż pierwszy raz złapał mnie za rękę, a ja poczułam, że chcę mieć z nim dzieci. To było tak silne, że samą mnie zaskoczyło. Ale nim urodziły się dzieci, przeszliśmy kilka lat burzliwego związku, rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie. Ba – nawet jak już pojawiły się dzieci przeżyliśmy kilka ciężkich momentów, kryzysów, z których wydawało się, że już nie ma wyjścia. Że już nigdy do siebie nie wrócimy, że rozminęliśmy się w naszych… oczekiwaniach. Słowo klucz. Oczekiwania.

Jesteśmy nimi przepełnieni. Snujemy swoje wizje, mamy wyobrażenia, jak wszystko ma wyglądać. Bardzo często nie zdając sobie z tego sprawy, planujemy w szczegółach swoje życie. Wiesz, co byś chciała zjeść na obiad jutro, w co dzieci powinny zostać ubrane do przedszkola, jak chciałbyś spędzić wieczór. Tymczasem on robi zakupy i tym samym na obiad jest spaghetti, a nie ryba. Odbierasz córkę, a ona w leginsach, zamiast w przygotowanej przez ciebie czerwonej spódniczce, i jeszcze mówi, że umówił się z kumplem na tenisa wieczorem. A chciałaś, żeby zaprosił cię do kina, przecież nawet podesłałaś mu repertuar.

Rozczarowanie. W zdecydowane większości związków przychodzi taki moment, kiedy jesteśmy rozczarowani – nim, sobą nawzajem, związkiem, który nie tak miał wyglądać. Przecież byliście dla siebie stworzeni. On zabawny, towarzyski, ty lekko wycofana, wyciągał cię do ludzi – świetnie się uzupełnialiście. Albo ty mająca wielu przyjaciół i on trochę mruk, zamknięty w sobie – miałaś go otworzyć, intrygował cię. Może oboje lubiliście imprezować? Może wspólnie podróżować? Kiedy to wszystko się zmieniło, kiedy to, co tak cię w nim pociągało, zaczęło irytować? Dlaczego on nie dorósł, nie widzi, że wasze życie składa się nie tylko z przyjemności i zabawy, ale też, a raczej przede wszystkim, z obowiązków. Śmieszne, on tobie zarzuca, że się zmieniłaś, że wszystko traktujesz zbyt poważnie. Kiedy on nadal do wszystkiego podchodzi zbyt beztrosko.

Bardzo często obserwuję kobiety, które stają matronami – poważnymi, których czas wypełniony jest tym, co muszą, a nie co chcą. To uważają za swoją misję – udowodnić światu, jak się poświęcają, jak wiele dają innym, jak są odpowiedzialne i zdyscyplinowane, jak dostosowują się do presji społecznej.

Zaczynamy rzadziej uśmiechać się do naszych partnerów, rzadziej do nich przytulać, stają się oni ucieleśnieniem całej niesprawiedliwości naszego poświęcenia. Bo my gotujemy obiad pięć razy w tygodniu, a on szóstego jak gdyby nigdy nic zabiera dzieci na pizzę. Bo my planujemy każdy wyjazd tak, by był bezpieczny dla całej rodziny, a on w ostatniej chwili zmienia w nim wszystko. Bo choć tego nie cierpimy, idziemy w niedzielę do jego matki. Bo mamy poczucie, że nie traktuje nas poważnie, a jego „wyluzuj” sprawia, że chcemy przegryźć mu tętnicę.

Nieustannie chcemy mu udowodnić, że jest nieodpowiedzialny, że to my jesteśmy lepsze, że lepiej się organizujemy, więcej rzeczy mamy na głowie. Aż w końcu dochodzimy do wniosku – po co nam on? On, który się wycofuje, który nie pomaga, który chce życie traktować jak błahostkę. Można się w tym zapętlić, ale można wyjść poza schemat swojego myślenia, zawalczyć o swój związek i spojrzeć na samych siebie i siebie nawzajem trochę inaczej.

Bo co jest złego w sobotniej pizzy? W końcu ty nie musiałaś stać w kuchni? Co jest nie tak, gdy on chce z dziećmi pooglądać wieczorem bajki? Co jest złego w tym, że wychodzi pobiegać, na rower, czy trening koszykówki? Czego się boisz? Dlaczego to cię wkurza, co ta złość mówi o tobie?

Może zamiast oczekiwać od niego, by był taki jak ty, by życie traktował równie poważnie, pozwól mu być sobą i czerp od niego tę radość i beztroskę, którą nadal w sobie ma. Zamiast oczekiwać, że coś powie, czy zrobi, po prostu mu o tym powiedz. „Chcę, żeby odkurzył mieszkanie”, „Chcę iść z tobą jutro do kina”, „Chcę, żebyś wieczorem zajął się dziećmi”. Nie lepiej tak, niż po raz kolejny wyrzucać, że znowu się nie domyślił? Może poddać się trochę jemu, pozwolić sobie pożyć jego rytmem, nie fochować, nie rywalizować, tylko odpuścić i skupić się na tym, co ty chcesz?

Chcesz mieć czyste mieszkanie – okej, ale nie wymagaj, że on zrozumie mycie podłogi trzy razy dziennie – bo po co? Chcesz z dziećmi pograć w planszówki wieczorem – proszę bardzo, ale nim wyrzucisz, że znowu ty to robisz, spytaj siebie, czy akurat dzisiaj naprawdę tego chcesz. Może lepiej poleżeć wspólnie na kanapie i pośmiać się przy jakieś bajce?

Wyluzuj – tak powtórzę za nim – wyluzuj, odpuść, pomyśl, na czym ci zależy – tak uczciwie. Chcesz być męczennicą, każdego dnia pokazując mu, że cię rozczarowuje, bo za mało cię podziwia, nie docenia, bo nie pomaga? Czy chcesz być szczęśliwą kobietą w związku, w którym jesteście partnerami, a nie walczącymi na rodzinnym ringu bokserami? Boisz się, że on temu nie sprosta? To jego problem. Ty dzisiaj pomyśl o sobie, a on – jeśli jest dojrzałym i kochającym cię facetem, zrozumie, doceni i uwierz – odnajdziecie się na nowo. Spójrz na niego tak jak kiedyś. Roześmiej się. I powiedz mu, że fajnie, że jest. I że z tobą wytrzymuje. 😉


Zobacz także

Trend wiosny 2017 – holograficzne włosy. Odważyłabyś się?

Sentencje o miłości idealne na Walentynki

Sentencje o miłości idealne na Walentynki

Jak rozpoznać zdrową żywność

Jak rozpoznać zdrową żywność? Sprawdź, czy to co kupujesz na pewno jest zdrowe…