Lifestyle

Chcesz wiedzieć, jak będziesz wyglądać za 30 lat? Spójrz na swoją mamę!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
9 września 2016
jak będziesz wyglądać za 30 lat
Screen YouTube / SlideShow ForFun
 

Ponoć jeśli chcesz zobaczyć, jak twój partner będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat, powinnaś spojrzeć na jego rodziców. Niby się przed tym wzbraniamy, bo przecież starość to odległa perspektywa! Poza tym, większość z nas nie lubi myśleć o swoim podobieństwie do rodziców. Tymczasem portal DailyMail.com postanowił zestawić ze sobą portrety pięciu matek i córek. Wniosek? Nie ma sensu uciekać przed genami!

Wyglądać jak mama? Oby!

Sara i Clemmie Pearson to jeden z pięciu duetów, które wzięły udział w sesji.Obie pracują w agencji reklamowej, której właścicielką jest Sara. Sara – mama, zawsze powtarza, że jej córka jest o wiele piękniejsza od niej. „Patrząc na Clemmie nigdy nie pomyślałam, że zazdroszczę jej wyglądu. To moja ukochana córka, jestem dumna i szczęśliwa patrząc na to, jak wygląda!” Młodsza z rodu Pearson śmieje się, że mama nie docenia swojej urody. „Kiedy ktoś mówi mi, że wyglądam tak jak ona, mama automatycznie mówi, że mam pecha. A ja uważam, że to prawdziwe szczęście! Chciałabym wyglądać tak jak ona za 32 lata. W końcu skończyła 62 lata, a jej skóra wciąż wygląda pięknie i promieniście!”

 

 SlideShow ForFun

Screen YouTube/SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Starzenie się wcale nie jest proste

Nawet pomimo dobrego nastawienia i radości, jaką ciągle czerpie się z życia, proces starzenia się może przychodzić z trudem. Szczególnie kobietom. Powód? Jossie O’Rourke, czterdziestoośmioletnia mama dwudziestoczteroletniej Jodie Clark, wskazuje go bez zawahania. „Kiedyś byłam naprawdę piękną, atrakcyjną kobietą. To właśnie dla tych z nas, które martwią się o swój wygląd, starzenie jest ciężkie do zaakceptowania.” Jossie co pół roku wybiera się na botoks, zmieniła także nawyki makijażowe. „Moja córka zawsze jest dla mnie przypomnieniem, że muszę się trzymać w ryzach.” Dla Jodie starzenie się to jeszcze odległa perspektywa. „Mama ciągle wygląda pięknie! Wiem, że nie lubi tego, co dzieje się z jej organizmem. Ja na razie nie przejmuje się przyszłością, lubię to co widzę, a widzę w lustrze atrakcyjną kobietę.”

 

 

 SlideShow ForFun

Screen YouTube/SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Z wiekiem zmienia się perspektywa

„Nie maluje się od ponad czterdziestu lat! To ogromna zmiana, w porównaniu do tego, co robiłam w wieku dwudziestu lat.” Esther Savage, 73-letnia gospodyni domowa, nie ma wątpliwości – z wiekiem po prostu zmieniają się priorytety. „Kiedy pojawiły się moje cudowne dzieci, przestałam się malować, po prostu nie miałam na to czasu. Teraz wiem, że zdrowie jest ważniejsze od wyglądu.” Jej córka, czterdziestotrzyletnia Wendy Brake trzy lata temu została matką, ale swoje nastawienie do starzenia się ma dokładnie takie samo jak jej mama. „Naprawdę uważam, że są w życiu inne rzeczy, którymi trzeba się martwić. Tak jak mama, nie noszę makijażu, a moja pielęgnacyjna rutyna jest bajecznie prosta – myję twarz w zimnej wodzie. To wszystko! Szkoda czasu na martwienie się o takie rzeczy.”

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Starzenie się to nie wszystko

Wszystkie matki i córki, które brały udział w eksperymencie są zgodne w jednym punkcie – są rzeczy ważniejsze od starzenia się. Niezależnie od tego, czy chodzi o rodzinę, zdrowie czy rozwijanie pasji – trzeba inwestować w siebie. I pogodzić się z upływem czasu. A wtedy być może na drodze stanie nam zupełnie nowa szansa na rozwój, tak jak 83-letniej Frances Dunscombe, która została… modelką!

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

 Screen YouTube / SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

źródło: DailyMail.co.uk


Lifestyle

Ile kobiet musi umrzeć, ile dzieci zginąć, żeby uznać prawa kobiet za ważne?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 września 2016
Fot. Screen z Facebooka Requiem dla Praw Kobiet
 

W Gdańsku zawisły nekrologi informujące o pogrzebie. Jest nimi oblepione całe miasto. To nie pogrzeb ważnego człowieka, kogoś sławnego. To pogrzeb jednej z najważniejszych dla kobiet rzeczy – jej praw. Praw kobiety, które władza ma zamiar je odebrać.

Niosąc trumnę, zapalone znicze, ubrane w czarne stroje kobiety (i oby mężczyźni także) chcą w sobotę w Gdańsku zaprotestować przeciwko przeciw złożonemu 5 lipca w Sejmie projektowi ustawy mającej na celu całkowity zakaz aborcji, który stanowić będzie zagrożenie dla życia i zdrowia kobiet.

Wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w symbolicznym pogrzebie i odprowadzić naszą drogą zmarłą na miejsce wiecznego spoczynku zapraszamy 10 września 2016 na Targ Węglowy o godzinie 12.00.

Kondukt pogrzebowy przejdzie ulicami Gdańska na Plac Solidarności pod Pomnik Trzech Krzyży. Czytaj więcej…

Fot. Facebook/ Requiem dla Praw Kobiet

Fot. Facebook/ Requiem dla Praw Kobiet

O propozycji zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej mówi się od dobrych kilku miesięcy, kiedy środowiska pro life zaczęły zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy, według którego kobietom powinno zostać odebrane prawo decydowania o możliwości usunięcia ciąży, gdy ta zagraża ich życiu, gdy płód jest uszkodzony i gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.

Rozgorzała medialna dyskusja, prześciganie się w argumentach, w dyskusjach na różnych poziomach. Są jednak kobiety, które postanowiły wziąć sprawę we własne ręce i pokazać, że nie będą się biernie przyglądać, jak pozbywa się ich prawa decydowania o własnym życiu…

Nikt opozycyjnie nastawiony do projektu ustawy nie wątpi, że jest to rozgrywka polityczna, gra o wpływy, o korzyści kosztem kobiet. W końcu sama premier Szydło mówi, że ważne, by episkopat zabrał głos w sprawie praw kobiet…. Episkopat składający się z samych mężczyzn…

Czytając informacje o marszu w Gdańsku, planowanym 18 września marszu w Warszawie i interesując się kwestią projektu ustawy, bo jestem kobietą i ta sprawa mnie bezpośrednio dotyczy, natknęłam się na przywołany  Dekret nr 770 z 1 października 1966 roku, a stworzony przez rumuńskiego przywódcę Nicolae Ceauşescu, który postawił swoim rodakom warunek: zwiększyć populację swojego kraju do 25 milionów do 2000 roku. W dekrecie zapisane zostało, że każde dopuszczenie się przez kobietę aborcji grozi więzieniem, a antykoncepcja dozwolona jest dla kobiet, które spełniając obywatelski obowiązek urodziły czwórkę dzieci (kilkanaście lat później zwiększono tę liczbę do pięciu). Kobiety, które zostały matkami dziesięciorga dzieci dostawały order Bohaterki Narodu.

I na tym można by zakończyć tę historię, gdyby nie fakt, że w Rumuni w wyniku wprowadzonego dekretu życie straciło ponad dziesięć tysięcy rumuńskich kobiet, a ponad dwa miliony dzieci trafiły do sierocińców, bo nikt ich nie chciał. Nazywane były dziećmi Ceauşescu. Nie miały nawet nadawanych imion, były kolejnymi numerami żyjącymi w ubóstwie na skraju śmierci.

Kobiety umierały szukając sposobów na aborcję, gdyż z powodu braku antykoncepcji narodzenie kolejnego dziecka było równoznaczne z życiem w głodzie i nędzy całej ich rodziny. Przywódca pokazując przyrost naturalny pękał z dumy, bo skoro rodzą się dzieci, to znaczy, że kraj wzrasta, że ludziom dobrze się żyje, że stać ich na utrzymanie wielodzietnych rodzin. Prawda była jednak zupełnie inna. Kobiety okaleczały się próbując wywołać krwotok, umierały w wyniku powikłań nielegalnych zabiegów aborcyjnych wykonywanych często przez ludzi, którzy nie mieli o tym pojęcia. Umierały dzieci w przeludnionych sierocińcach. Tych chorych, z upośledzeniem nikt nie chciał. Państwo miało być silne i zdrowe.

Tymczasem w szpitalach rodziło się nawet 1000 dzieci dziennie, brakowało wszystkiego – łóżek, lekarstw, personelu… *

Nicolae Ceauşescu stworzył rumuńskim kobietom piekło na ziemi. Ktoś powie: „Dzisiaj są inne czasy”. Tak są. Bo kobiety nie będą łodygą łopianu dokonywać aborcji. Kobiety mają prawo wyboru. Prawo decydowania o sobie, o swoim życiu. Każda jedna z nas ma prawo podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, a nie tym, co inni chcą jej narzucić.


*źródło: ciekawostkihistoryczne.pl


Lifestyle

10 oznak, że spędzasz zdecydowanie za dużo czasu w domu

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
9 września 2016
10 oznak, że spędzasz zdecydowanie za dużo czasu w domu
fot. iStock/ UberImages

Ukochane łóżko, kocyk i ulubiony serial, ach no i obowiązkowo kieliszek ulubionego wina! Czy nie tak wygląda marzenie każdej pracującej kobiety pod koniec dnia? Własny kąt to przede wszystkim miejsce odpoczynku i oaza spokoju. I nie ma w tym nic dziwnego! W końcu każdy ma ochotę czasem schować się przed światem. Istnieje jednak pewien punkt krytyczny, po przekroczeniu którego powinnaś zadać sobie jedno pytanie. Czy aby na pewno nie spędzasz w domu zbyt wiele czasu? Oczywiście sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy cierpisz na depresję czy inne zaburzenia psychiczne. Wtedy do wyjścia z domu potrzeba tony motywacji i specjalistycznej pomocy. Jednak kiedy bycie „ludzkim burritem” to wynik lenistwa, trzeba coś z tym zrobić!

Jeżeli nie jesteś przekonana, czy cierpisz na chroniczny „domostwosiedzizm”, spójrz na dziesięć oznak, że pora ruszyć się z fotel i otworzyć na świat!

1. Twój codzienny outfit ogranicza się do dresu

Dresy są super! Ostatnio nawet coraz częściej pojawiają się na wybiegach największych pokazów mody. Dobrze skrojone spodnie dresowe można nosić nawet do pracy, na uczelnię. Wystarczy je zestawić z ładnymi (niesportowymi) butami i gotowe! Jednak kiedy każdą minutę poza pracą spędzasz w dresowych ciuchach… to znak, że osiągnęłaś poziom mistrzowski w byciu pustelnikiem. Pora wrzucić wszystkie sportowe ciuchy do prania, ładnie się ubrać i wyjść z domu!

2. Kapcie są bardziej wysłużone niż twoje ulubione buty

A może to właśnie kapcie stały się ulubioną parą obuwia? Pora dać szansę tym cudownym balerinom, które kupiłaś na wyprzedaży za pół ceny! W końcu nie po to wydałaś na nie tyle pieniędzy, żeby teraz kisiły się w szafie! Daj im szansę, a przede wszystkim daj szansę sobie na bycie obuwniczą trendseterką w swoim mieście.

3. Nie masz pojęcia, że obok powstała nowa restauracja

Wspólny wypad do ulubionej knajpy ze znajomymi? Po co, skoro można zamówić jedzenie z dostawą do domu! Skąd my to znamy! Technologia wcale nie pomaga nam w zmuszeniu się do wyjścia poza próg własnych czterech ścian. Nic jednak nie zastąpi restauracyjnej atmosfery, która przy dobrych wiatrach może cię przenieść w najdalszy zakątek świata. Przy okazji spotkasz się ze znajomymi i przypomnisz światu, że istniejesz – połączenie idealne.

4. Seriale? Widziałaś już wszystkie!

Każda z nas ma swoje ulubione seriale czy programy, które po prostu uwielbia. Nie ma w tym nic złego. Czasem po prostu trzeba oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć jeden czy dwa odcinki zakręconej historii więźniarek czy wielkiego świata polityki. Naprawdę, to zupełnie normalne! Jednak kiedy spędzasz za dużo czasu oglądając wszelkie telewizyjne czy internetowe produkcje, w pewnym momencie wybór zdecydowanie się zawęża. Wtedy masz dwa wyjścia – zapisać się do klubu książki w pobliskiej bibliotece albo po prostu iść pobiegać.

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

5. Rozmawiasz z ludźmi online, ciągle

Ah ta technologia! Internet jest naszym największym sprzymierzeńcem i najgorszym wrogiem. Rozleniwia nas do granic możliwości! Niech pierwsza rzuci kamień ta, która choć raz nie wolała zostać w domu i porozmawiać z przyjaciółkami na grupowej konwersacji, zamiast wyskoczyć na pogaduchy do kawiarni. Możesz wiedzieć co dzieje się w życiu twoich przyjaciół, bo przecież Facebook powie ci wszystko. Jednak nie ma nic gorszego od fizycznej izolacji. Człowiek jest istotą społeczną i naprawdę potrzebuje kontaktu z drugą osobą.

6. Od jakiegoś czasu nie dostajesz zaproszeń na imprezy

Twoi przyjaciele to bardzo inteligentni ludzie, w końcu tylko takimi się otaczasz! Albo raczej otaczałaś. Bo kiedy ciągle odmawiałaś przychodzenia na imprezy czy przyjęcia, w końcu twoi przyjaciele przestali się nawet trudzić zapraszaniem cię. Bo po co, skoro odpowiedź jest oczywista? Pora zaskoczyć wszystkich i zorganizować wypad na miasto. Miny wszystkich mogą być warte wyjścia z domu.

7. Twoje hobby realizujesz w domu

Szydełkowanie, e-sport, szachy? Jasne, niektóre pasje czy zainteresowania nie wymagają wychodzenia z domu. Czasem jednak trzeba wyjść ze strefy swojego bezpieczeństwa i zrobić coś z innymi ludźmi. Nawet jeżeli uwielbiasz czytać książki albo piszesz bloga w przytulnej kawiarence może być jeszcze przyjemniej niż na kanapie. Do tego ludzie, którzy pojawią się w okół ciebie będą świetną inspiracją. A jeśli trzeba ci więcej wrażeń – pora znaleźć organizację w pobliżu, która potrzebuje wolontariuszy!

8. Spotkania z przyjaciółmi odbywają się tylko w twoim domu

To nic złego, kiedy uwielbiasz przygotowywać przyjęcia, gotować, piec i wysyłać piękne zaproszenia do wszystkich swoich gości. Problem w tym, że z czasem to jedyna forma spotykania się z przyjaciółmi. Oni już do tego przywykli, tak jak do odrzucania ich zaproszeń, a tobie jest tak po prostu wygodnie. Czyż nie? Domowe przyjęcia to cudowna zabawa, pod warunkiem, że nie dzieją się ciągle. Bo to wciąż zachowanie pustelnika – jesteś w swoim środowisku, a ludzie tylko cię odwiedzają.

9. Zakupy online to twoja codzienność

Niezależnie czy chodzi o nowe ciuchy, kosmetyki czy zakupy spożywcze. Zgoda, sklepy internetowe są o wiele tańsze, a dostawa prosto pod drzwi jest kusząca. Z czasem przymusowe wyjścia do sklepu czy galerii handlowej zamieniamy na godziny poszukiwań w internetowej przestrzeni. Efekt? Siedzimy na kanapie z laptopem, ulubioną herbatą i kotem, który gada do nas więcej niż ludzie w ciągu dnia. Dlatego pora umyć włosy, nałożyć ulubioną pomadkę na usta i ruszyć na tradycyjne zakupy!

10. Boisz się wyjścia z domu

Kiedy spędzasz za dużo czasu w domu, myślisz, że jesteś samowystarczalna. Bo w końcu świetnie radzisz sobie z domowymi rozrywkami. Twój mózg podpowiada ci, że straciłaś zdolności bycia w towarzystwie i na pewno tego nie potrzebujesz. Błąd! Potrzebujesz tego bardziej niż ci się wydaje! Strach przed wyjściem do świata to także niepokojący objaw społecznego zaburzenia lękowego. Dlatego żeby zapobiegać, a nie leczyć, wychodź z domu jak najczęściej! Nawet po bułki czy na spacer z psem.


źródło:Bustle.com


Zobacz także

Makijaż permanentny brwi – 5 rzeczy, które powinnaś o nim wiedzieć. Microblading

Ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd

Jesteś zbyt leniwa, by wstać z łóżka? To oznaka nieprzeciętnej inteligencji