Lifestyle

Bycie singlem jest w porządku? Akurat! Jak często oszukujecie samych siebie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
19 stycznia 2017
Fot. iStock / AzmanL
 

Zawsze sobie chwaliłam swoją samotnie. To, że nikt mi nie mówi, co powinnam, a czego nie. Gdzie mam iść, jak się ubrać wypada. Czy niedoszłej teściowej będzie smakował mój gulasz bez mięsa i czy kolejny tatuaż to już nie lekka przesada. – No bo jak będziesz w sukni ślubnej wyglądać, taka wydziarana?! – Taki kiedyś argument, od byłego usłyszałam. Wracam o której chcę, tańczę z kim mi się podoba, zasypiam sama lub obok kogoś, za kogo nie muszę się nikomu tłumaczyć. I tak go pożegnam jeszcze przed śniadaniem. Jestem panią samej siebie. Mam ochotę, to pakuję parę rzeczy i wyjeżdżam nikogo nie pytając o zdanie, czy zgodę. Nikt mi nie marudzi, nie smęci, nie dopytuje i nie przesłuchuje. Fochów nie strzela, nie robi scen zazdrości i o nic nie podejrzewa. Żyć nie umierać. Czyżby?

Cały czar bycia radosnym singlem pryska przy najbardziej błahych, życiowych zdarzeniach. Budzisz się na ranem i czujesz, że w zasadzie to już chyba umarłeś. Przecież to niemożliwe, żeby człowiek, funkcjonował z taką gorączką.  Nie masz siły się podnieść, przemieścić chociażby do kuchni… O aptece czy wizycie u lekarza nawet nie wspomnę, sama za kółko nie wsiądziesz, zresztą ledwo na oczy widzisz. Dzwonisz i słyszysz, że przyjaciółka do wieczora w pracy, kumpel w trasie, sąsiadka też leży plackiem, a rodzice są, ale paręset kilometrów stąd. I łzy ci lecą, przełykasz je dzielnie, żeby tylko się nie przyznać. Nie powiedzieć głośno, że to jednak ch*jowo tak samemu być, kiedy ci nie ma kto termometru podać. I pogłaskać z zapewnieniem, że wszystko załatwi, a ty sobie choruj. Albo kiedy przemeblować coś trzeba, naprawić czy odświeżyć i pomalować. Oczywiście, że nie tylko po to jest, ta druga połówka przysłowiowa. I, że bez niej  też można ścinany wytapetować. Tylko, ile to lżej i fajniej we dwójkę. I te pobudki samotne w środku bezkresnej nocy po głupim śnie. Gdy obok nie leży ktoś, kto od razu w takich sytuacjach zagarnie silnym ramieniem i powie, że jest, po prostu. I ktoś, kto popatrzy na ciebie rano i oznajmi, że bez makijażu wyglądasz jak małolata a dres, dodaje ci dziewczęcości.  Tak niewiele, a czasem aż tyle.

Samotność. Sami się na nią często skazujemy. Niedomówieniami, strachem, przed brakiem zrozumienia i myśleniem, że wystarczamy sami sobie. I  nikogo, do niczego nie potrzebujemy. Może to przez to, że przychodzimy na ten świat sami, a nasze miejsce w szeregu, określa siła pierwszego krzyku. Rozpychasz się łokciami, żeby tylko wyjść i zobaczyć, jak tu właściwie jest. Nie pytany, czy w ogóle tego chcesz. I może ta noszona przez lata  nieświadoma pretensja sprawia, że odsuwamy się od innych. I wmawiamy sobie i wszystkim wokół, że dobrze pobyć samemu. Że jesteś samotnikiem, bo to nie ty się tu pchałeś. Że taka cisza, taka wolność, że każdy o tym marzy. Po co się dzielić z kimś swoim sercem, po co potem płakać. Zupełnie tak, jakbyś będąc sam nigdy nie uronił nawet jednej łzy. Po co wpuszczać kogoś pod swój dach, pewnie i tak zdradzi i skrzywdzi. Tak, jakbyśmy my byli idealni i nigdy nie popełniali nawet pół błędu. Z góry zakładamy, że samotne życie jest mniej problemowe, bo „sam” oznacza brak odpowiedzialności za czyjeś życie. A za twoje? Dźwigasz wszystko, znosisz, starasz się, żeby jakoś było. Wcale nie jest ci z tym za wygodnie, wcale nie jest tak super, jak się innym wydaje. Wcale nie jest to do końca fajne, że wracasz do pustego mieszkania, w którym czeka jedynie kot. W zasadzie to śpi i nie wie nawet, że w ogóle przyszedłeś. Kładziesz klucze na stole i zastanawiasz się, o co chodzi? Przecież nie ty jeden wiesz, że każdemu się taka śni. Taka samotnia, gdzie można odetchnąć i poskładać własne, rozsypane myśli. Dlaczego więc, coraz częściej ci doskwiera? Dlaczego ją w ogóle zauważasz? Przecież o to chodziło, o tę niezależność, o ten brak gderania i zainteresowania.

Bo źle interpretujesz. Zapominasz, że w szczęśliwym związku też można mieć swój azyl. Ba! Nawet trzeba czasem uciec, zaszyć się gdzieś bez niego czy bez niej. Wypić wódkę z koleżanką, nie wrócić dwie noce, wyjechać w góry. Połazić, popatrzeć i pomilczeć. A potem mocno zatęsknić, bo na tym to wszystko polega. Jeśli któregoś dnia odkryjesz, że twoja samotność jest jednak zbyt w pojedynkę, to znak, że nie o taką ci chodziło. I, że to nie ta nada twemu życiu sens i rytm. Bycie singlem z wyboru jest naprawdę w porządku. Do momentu, aż nie zacznie ci doskwierać dziwny smutek. Jakaś pustka, której niczym nie będziesz mógł zapełnić. Wtedy otwórz drzwi. I nie tylko te, od swojego mieszkania. Bo może całkiem niedaleko też jest ktoś, komu nie ma kto podać herbaty, gdy termometr aż czerwienieje. Ktoś, z kim samotność będzie pożądana i potrzebna. Bo zawsze będzie do kogo wrócić.

 


Lifestyle

10 praw mistrza Zen, które pozwolą nam żyć szczęśliwie i działać efektywnie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 stycznia 2017
Fot. iStock/Instants
 

Zen nie jest religią. Zen opiera się na praktyce i doświadczeniu – nie na wierze i dogmatach. Jeśli czujecie się zagubieni, przemęczeni i, że zgubiliście priorytety w swoim życiu – spróbujcie tej drogi, żeby  je na nowo uporządkować.

Poniżej znajduje się lista reguł według których powinniśmy żyć, zdaniem mistrza Zen – Shaku. On sam przeżył według nich każdy dzień, aż do śmierci, w dniu 29 października 1919 roku.

1. Wstań rano i poświęć chwilę na medytację

Nie dlatego, że to „modne”, ale dlatego, że to szalenie pomocne i korzystne dla twojego poczucia wewnętrznej harmonii i spokoju. Jeśli nie potrafisz medytować, zacznij od poświęcenia sobie 10 minut dziennie rano, na wyciszenie się i wsłuchiwanie w swój oddech. Już ten rytuał, może pomóc nam zmniejszyć stres i skupić się na tym, co naprawdę ważne.

2. Kładź się na odpoczynek zawsze o stałej porze

Nie tylko dzieci potrzebują stałych, powtarzających się rytuałów, zapewniających im poczucie bezpieczeństwa i równowagę psychiczną. Nam, dorosłym również jest to coraz bardziej potrzebne – takie mamy czasy. Szczególnie ważne jest pilnowanie swojego harmonogramu snu – to on jest kluczowy dla twojego zdrowia i prawidłowego funkcjonowania organizmu. Stała liczba godzin snu i jedna, stała, godzina odpoczynku pozytywnie wpływają na jakość twojego życia.

3. Jedz w regularnych odstępach czasu, z umiarem i nigdy do obciążającego uczucia sytości

Większość z nas ciągle jeszcze nie zwraca uwagi na to, że to w jaki sposób i co spożywamy może wpłynąć na nasze życie. Przejadanie się ma nie tylko fizyczne konsekwencje, ale również te, bardzo realne, psychiczne (może prowadzić do różnego rodzaju uzależnień). Nikt nie jest tego bardziej świadomy niż buddyści. Umiar ponad wszystko.

4. Przyjmuj gości z taką samą postawą jak wtedy, gdy jesteś sam. Gdy jesteś sam, zachowuj się tak samo, jak gdybyś miał gości

Brzmi dziwnie? Być może, ale spróbuj zrozumieć. Aby się udało, musisz odnieść te słowa do kontekstu filozofii Zen. Przyjmuj  gości, będąc w pełni obecnym, tak samo bądź obecny, kiedy pracujesz sam w domu, opiekujesz się dziećmi, czytasz interesującą książkę lub medytujesz. Chodzi o utrzymywanie postawy absolutnej obecności i uwagi na tym co się dzieje wokół ciebie. O to, by nie tylko patrzeć, ale i widzieć, nie tylko słyszeć, ale i słuchać.

5. Zwracaj uwagę na to, co mówisz, i postępuj zgodnie ze swoimi słowami

Buddyści  są bardzo świadomi mocy słów. Nasze słowa niosą ze sobą ciężar, wartość, bez względu na to, kim jesteśmy. Mogą sprawić, że czyjś świat się zawali, mogą odebrać mu radość i uśmiech, ale także mogą podnieść go na duchu i wzbudzić jego zaufanie. Mogą przynieść pokój, albo wywołać wojnę. Powinniśmy wypowiadać je z uwagą i świadomością ich konsekwencji. Druga część tego punktu jest tak samo ważna. Prawdopodobnie słyszeliście powiedzenie „trzymaj się tego, co mówisz”, w pewnym momencie swojego życia. Znaczenie tego powiedzenia wykracza poza granice kultury i religii. Jeśli coś obiecujesz, wywiązuj się z tego. Jeśli mówisz, że jesteś „jakiś”, bądź taki.

6. Jeśli pojawią się możliwości, nie pozwól by przeszły ci koło nosa, ale też zawsze pomyśl dwa razy zanim podejmiesz działanie

Co to znaczy? Zawsze rozważ, czy okazja jest rzeczywiście wyjątkowa, czy jest zgodna z twoimi wartościami i poczuciem moralności, a następnie upewnij się, czy to na pewno okazja dobra właśnie dla ciebie.

7. Nie żałuj przeszłości. Patrz w przyszłość

Nie można wyrazić się jaśniej. Podstawą równowagi psychicznej jest umiejętność radzenia z tym, co inni nazywają „demonami przeszłości” i koncentracji na tym co przed nami. Buddyjscy mnisi będą skoncentrowani jedynie na tym, co dzieje się w chwili obecnej, my skupmy się po prostu na naszych celach. A przeszłości pozwólmy odejść tam, gdzie jej miejsce w czasoprzestrzeni. To samo dotyczy skrywanych głęboko żalów za to, co już się wydarzyło.

8. Miej odwagę bohatera i kochające serce dziecka

Filozofia  Zen może czasem wydawać się bajkowa, wręcz nierealna do wdrożenia w życie. Ale to mylne wrażenie. Sama praktyka Zen dotyczy zawsze tego, co dzieje się „teraz i tutaj”, a więc jest nierozerwalnie związana z naszym działaniem i sposobem, w jaki traktujemy innych. Jeśli chodzi o nasze intencje, życiowe cele, pokonywanie przeszkód i odnoszenie sukcesów- powinniśmy być swoimi bohaterami z dzieciństwa. Gdy mamy do czynienia z innymi, powinniśmy umieć okazać im serce dziecka. Dziecko ma w sobie wielkie współczucie, zrozumienie, jest  opiekuńcze z natury, i patrzy na ludzi bez kategoryzowania według tego, co osiągnęli w życiu.

9. Po przejściu na emeryturę, albo na urlopie, śpij tak, jakby to miał być twój ostatni sen w życiu

10. Po przebudzeniu, wyjdź z łóżka za sobą od razu, tak jakbyś wyskakiwał ze starej pary butów

Te dwa ostatnie punkty (9 i 10) niosą ze sobą podobną lekcję: kiedy coś robisz, rób to całym sobą. Kiedy kładziesz się spać, idź prosto do łóżka. Niech nic nie będzie ważniejsze. Nie sprawdzaj maili, nie oglądaj telewizji, nie analizuj wszystkiego, co się wydarzyło w ciągu dnia. A kiedy budzisz się rano, rób to również całym sobą. istotą. Obudź się natychmiast i nigdy nie patrz wstecz. To nowy dzień i zupełnie nowe 24 godziny.

Jeśli przyjrzysz się tym zasadom bliżej, zauważysz, że układają się w jedną całość, a wspólnym mianownikiem jest tu pojęcia harmonii i równowagi. Cóż, przecież to ich właśnie szukamy często przez całe życie, żeby osiągnąć poczucie szczęścia…


Źródło: thewisdomawakened.com

 


Lifestyle

„Tylko matka wie, tylko matka zrozumie” – rzygam tymi stwierdzeniami! Nie traktujcie bezdzietnych, jak ludzi bez serca i rozumu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 stycznia 2017
złość
Fot. iStock / RapidEye

Lubię dzieci. Na serio, nic do nich nie mam i nawet sama kiedyś chciałabym zostać matką. Bo do matek też, ogólnie, nie żywię uczuć negatywnych, a jedną – swoją własną – wręcz ubóstwiam i nad życie kocham. Ale krew mnie zalewa, gdy z macierzyństwa robi się coś jakby tarczę wokół własnej osoby, wytłumaczenie wszystkich swoich niedoskonałości i niedociągnięć oraz „zdolność” nadprzyrodzoną, której Batman, Superman i Bond razem wzięci nigdy posiąść nie zdołają.

„Tylko matka wie, tylko matka zrozumie” – och, jakże często ostatnio widzę takie wpisy na Facebooku, te hasztagi dołączane do anegdot z życia codziennego, które z miejsca dzielą ludzi na tych lepszych – dzieciatych, i tych nieoświeconych, jeszcze bezdzietnych, w naiwności i swawoli żyjących. Matka Polka wiecznie zmęczona, niewyspana, zapracowana, ale zarazem wszechwiedząca, posiadająca wiedzę tajemną i prawa większe niż ci, którzy pieluch zmieniać nie muszą. Nie masz dzieci – według niej nie wiesz, co to:

Zmęczenie? Nie wiesz, co to zmęczenie skoro nie masz dzieci, wstydzić się powinnaś, że w ogóle śmiałaś coś takiego powiedzieć. I choćbyś na dwóch etatach pracowała, co wieczór kładła się do łóżka z wrażeniem, że kolejny dzień znowu przeleciał nie wiadomo kiedy, tak dużo i szybko się działo, to i tak będziesz bardziej wypoczęta od niej – bo ona tak twierdzi i basta.

Odpowiedzialność? Nie znasz znaczenia tego słowa, dopóki mały człowiek nie wedrze się w twoje życie i nie zacznie go ustawiać według siebie i swoich humorów. Wtedy dopiero rozumiesz, że nie jesteś sam na tym świecie i musisz liczyć się z innymi, że pępek świat jest zupełnie gdzie indziej, niż ty. Ty egoisto!

Emocje? Prawdziwych emocji nie znasz, bo skąd masz je znać – jedynie posiadanie dzieci pozwala ci na ich doświadczenie. Twój potomek jest niczym magiczne zaklęcie otwierające tajemną kryptę z uczuciami, więc nie mów o emocjach, bo nie masz do tego prawa, serca jeszcze nie używasz tak, jak trzeba.

Szczęście? A co ty możesz mieć za szczęście, skoro nie budzi cię tupot małych stóp – co najwyżej białych mew po piątkowej imprezie w gronie podobnych tobie bezdzietnych nieszczęśników. Wmawiasz tylko sobie i innym dookoła, że jesteś szczęśliwa, ale poczekaj, aż zostaniesz matką – wtedy zrozumiesz, dopiero wtedy się dowiesz.

Brak czasu? Ty czasu masz mnóstwo (w przeciwieństwie do matek) i trwonisz go, bo jedynie Matka wie, jak jest on cenny i jak bardzo może go brakować na wszystko. Bezdzietni nie mają bladego pojęcia, nie mogą sobie tego nawet wyobrazić, więc przestań narzekać.

Powiem wam coś teraz, Matki z Facebooka, Matki pozornie perfekcyjne, Matki wywyższające się i robiące z siebie nadludzi – rzygam tymi stwierdzeniami! Mam dość waszego puszenia się i kreowania na superbohaterki. Nie traktujcie bezdzietnych jak ludzi bez serca i rozumu, egoistów myślących tylko o własnych przyjemnościach i karierze, obywateli gorszego sortu (choć w obecnych czasach to chyba nawet komplement). Nie jesteśmy zombie głuchymi na cudze emocje i uczucia, nie idziemy przez życie z klapkami na oczach i sercami zamienionymi w bryły lodu. Nie obca nam empatia, sympatia i życzliwość, a robienie z siebie kogoś lepszego tylko dlatego, że ma się tygodniowo dziesięć pralek prania, a nie dwie, że podjęło się inne wybory i inaczej układa się swoje życie, jest lekkim nieporozumieniem.

Dziwne są te współczesne czasy, gdy z rzeczy tak naturalnych i oczywistych robi się wielkie WOW i oczekuje zewsząd oklasków i taryfy ulgowej. Ba, w czasach, gdy pieluch prać nie trzeba, w sklepach produktów pod dostatkiem, a urlop macierzyński jest jednym z najdłuższych w Europie – nasze matki, babki, prababki to dopiero były bohaterki i Matki Polki! Dlaczego niektóre (podkreślam – niektóre!) kobiety oczekują, że będzie się je traktować jak święte krowy z powodu tego, że są matkami? Skąd bierze się ich przekonanie, że fakt posiadania dziecka czyni je bardziej światłymi i uważnymi, wiedzącymi lepiej i widzącymi wyraźniej? Kto dał im przyzwolenie, by wywyższać się nad singli, singielki, bezdzietnych i bezdzietne? Kto dał im prawo, by macierzyństwem tłumaczyć wszystkie swoje wpadki i wtopy, by na własne dzieci zwalać nieustannie winę, by żądać więcej z powodu większej rodziny?

Pewnie, są rzeczy, które tylko matka może zrozumieć, są takie, które tylko matka wie – sęk w tym, że nie oznacza to, iż jest ona mądrzejsza i lepsza od innych. Znam wiele fantastycznych kobiet, które nie traktują swoich dzieci jak dopust boży, nieustającą próbę ich cierpliwości, huragan, który wpadł w ich życie i zmiótł wszystko do gołych fundamentów. Nie robią z nich ósmego cudu świata, świętości nad świętościami i centrum wszechświata. Nie dostrzegłam w nich krzty zadęcia, pychy i arogancji, za to całe mnóstwo życzliwości, ciepła i wspaniałomyślności. Nie wstawiają durnych hasztagów, nie krzewią dookoła poglądów o wyższości macierzyństwa nad bezdzietnością, nie oczekują specjalnego traktowania ze względu na stan rodzinny – jak widać są rzeczy, które tylko mądry człowiek wie i tylko mądry może zrozumieć.

Zapisz


Zobacz także

Co robicie z przeczytanymi książkami? Mam dla was propozycję, może się wam spodoba

Po 40-tce dzieją się niezwykłe rzeczy! Warto je dostrzec, zamiast mówić o kryzysie

10 banalnych prawd, o których powinna pamiętać każda kobieta. Z przymrużeniem oka