Lifestyle

Boskie święta Baby. Pozwól sobie odpocząć

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
25 marca 2016
Fot. Pixabay/kaboompics / CCO
 

Czas przedświąteczny jak i same święta to okres magiczny, pełen niespodzianek, zawiedzionych nadziei oraz głębokich postanowień i decyzji na przyszłość. Która Baba nie zna tego cudownego czasu biegania z kąta w kąt ze szmatami, mopem i odkurzaczem dosypując w tym samym czasie do ciasta cukru waniliowego, w trakcie wyjmowania i tak już przypalonej babki z piekarnika. Każdy domownik zna pokrzykiwania, dziwne odgłosy, zgrzytanie zębami i piorunujące spojrzenia. A potem goście – tabuny ciotek, wujków, chrześniaków, nowo narodzonych członków rodziny, staro narodzonych członków rodziny, sąsiadów, miliardy SMS-ów z życzeniami od ludzi, o których istnieniu zapomnieliśmy na amen i ten cały, motywujący i powodujący bezsenne noce stres związany z krytyką, poradami, dyskusjami, opiniami i ocenami wszystkiego, co wpadnie w oczy. Ach, magia świąt wszelakich jest nie do opisania!

Ponieważ jednak Babę zesłał Bóg, a Wielkanoc, jakby nie było to święto kościelne, nie taki diabeł straszny jak go malują, tylko trzeba wszystko sposobem.

W domu Baby powinna panować harmonia i równowaga, Zen i lawenda. Okres przedświąteczny to cudowny czas, by wprowadzić w życie pewne systemy, które podobno, sprawdzają się w największych państwach świata. A są to : równouprawnienie i demokracja.

Szanująca się Baba nie biega od tygodnia z mopem i szmatami po domu złowrogo pohukując na pozostałych domowników. Szanująca się Baba zdaje sobie sprawę, że tych świąt, to tak naprawdę jest 3 dni, więc nie ma po co siać paniki. ALE! Kurz się sam nie zetrze, podłoga nie umyje, więc Baba – świadoma równouprawnienia wie, że każdy ma pełne prawo do ścierki i mopa. Zwołuje więc domowników i demokratycznie z poszanowaniem pełnych praw obywatelskich, daje im wybór:

Do Chłopa – odkurzasz czy mopujesz?

Do Latorośli – sprzątasz swój pokój przed tym jak pościerasz wszędzie wszystkie kurze, czy po ?

Do Chłopa – umyjesz samochód przed tym jak wypastujesz podłogi czy potem?

Do Latorośli – myjesz okna czy grabisz liście ?

I tak dalej. Domownicy nie czują się przymuszani ani atakowani – dostali demokratyczny wybór w związku z tym sprzęty w dłoń i do dzieła!  Co robić, kiedy pojawią się próby odmowy? Cóż, w każdym demokratycznym państwie istnieje zwierzchnictwo, któremu się nie odmawia więc i Baba odmowy nie przyjmuje.

Kiedy wszystko już lśni, wtedy przychodzi czas na zloty rodzinne. Przez te krótkie i radosne dwa dni (dla niektórych trwające dwa lata) Baba dowie się, że: za bardzo przytyła, za bardzo schudła, nadszarpnął ja ząb czasu, nie dobrze jej w kolorze zielonym i z za długimi i/lub za krótkimi włosami, absolutnie nie powinna jeść tego i tego, ale definitywnie i koniecznie powinna jeść to i to.

Dzieci Baby są: zbyt rozbrykane, za spokojne czyli pewnie chore, źle wychowane, za dużo jedzą, za mało jedzą, czy one w ogóle jedzą? I ile one mogą zjeść?! Są ubrane za lekko i się przeziębią, są ubrane za grubo i się przegrzeją, są karmione cyckiem za często, są karmione cyckiem za rzadko.

Baba nie powinna karmić butelką tylko cyckiem, a jak w cycku nie ma mleka, to kiełbasą. Że co? Że dziecko ma 2 miesiące? W tym wieku Franek córki ciotki Grażyny od wujka Kazika jadł już kartofle ze skwarkami i popijał zsiadłym mlekiem! Dziecko jest za często noszone i za rzadko jednocześnie, za bardzo rozpieszczone, za krótko śpi i za długo śpi i w ogóle dlaczego jeszcze nie chodzi i nie robi na nocnik?! To co, że ma dwa miesiące?! Franek córki ciotki Grażyny… itp.

Wszystkie Baby singielki powinny natychmiast sobie znaleźć męża, ale to NA-TYCH-MIAST! Bo staropanieństwo czai się tuż za rogiem. To co, że masz 20 lat i ledwie co studia zaczęłaś? Czas w miejscu nie stanie! Starsze Baby singielki powinny sobie znaleźć męża, albowiem to największe szczęście jakie może je spotkać, NAJ-WIĘK-SZE! Ale że co z tego, że masz zajebistą pracę i właśnie wróciłaś z Dubaju? Posiadanie chłopa to najważniejsza rzecz na świecie, HELLO! Cała reszta to ułuda szczęścia.

Baby rozwódki przechodzą święta w ciszy. Nikt z nimi nie rozmawia tylko rzucają na nią spojrzenia współczucia i troski szepcząc po kątach ze strachem, co to teraz się stanie z Babą rozwódką?!

I tak się toczą te cudowne świąteczne dni po których czujemy wielką ulgę, że powtórka dopiero w grudniu.

Ale czy tak faktycznie musi być? Święta to czas odpoczynku, relaksu, jedzenia i spacerów. Ponieważ Baba to stworzenie boskie proponuję boski eliksir:

– Do porannej kawy dolej sobie kieliszek lub dwa whiskey, ewentualnie siedem. Wypij szybciutko i zrób sobie kolejną kawę. Teraz możesz dolać likieru.

Wrzuć na luz, Babo. Wszystko co usłyszysz, słyszałaś już setki razy i nie powinno to robić na Tobie wrażenia. Pozwól sobie odpocząć. Nie strofuj dzieci, że krzyczą, biegają i zjadają czekoladowego zająca na śniadanie. Są święta, a jak komuś będą przeszkadzać, to przecież wokół jest tyle ciotek tak chętnych i wyrywnych do wychowywania Twoich latorośli. Pozwól im, niech swoje mądrości sprawdzą w praktyce.

A o dzieci się nie martw, te małe potworki są bardziej wytrzymałe niż Ci się wydaje. Daj spokój Chłopu, niech idzie ze szwagrem na dymka ze trzy razy przed obiadem, niech idzie degustować nalewki dziadka w piwnicy, niech sobie weźmie dokładkę pieczonej kaczki. Odpuść sobie dla siebie. Nie żałuj sobie wielkanocnego sernika. Nie, wcale nie jesteś na diecie, bo opowiadanie o tym nie sprawia, że jesteś na diecie. I w ogóle po co Ci ta dieta?! Daj spokój, jedz, pij i ciesz się chwilą.

Usiądź wygodnie w fotelu i wyciągnij nogi. Są święta więc odpocznij i odetchnij. Pośmiej się z dawno nie widzianą kuzynką, odpowiedz ciotce Kunegundzie, że ona też przytyła, ale niech się nie martwi, nikomu nie powiesz, a w lany poniedziałek wstań wcześniej i wylej na swoje i cudze dzieci wiadro wody. Nie przejmuj się, bo szkoda zdrowa, a jeśli poczujesz osłabienie i pulsującą żyłkę, pamiętaj – napij się kawy z jednym czy dwoma kieliszkami whiskey, ewentualnie zawsze możesz sobie wlać tam siedem.

Kochane Baby! Z okazji świąt Wielkanocnych życzę Wam mocy, siły i wytrwałości. Pamiętajcie, jesteście boskimi stworzeniami i należy Wam się boskie życie, a na pewno boskie święta!

Wasza Baba.


Lifestyle

Baba mówi wprost

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
1 kwietnia 2016
 

Coś się zadziało w mej babskiej głowie. Naszła mnie myśl niepokojąca, acz podniecająca. Poczułam dziwny dreszcz ekscytacji i niepokoju jednocześnie. Może to przesilenie? Może fakt, że wykiełkowały mi kwiatki w pojemnikach po śmietanie? A może to to, że jak Baba się nudzi, to wymyśla głupoty? Tak czy inaczej stało się – myśl zakwitła i zaczęła zakorzeniać się w mej głowie.

Pewnego razu podczas dnia zupełnie zwykłego, nie będąc obarczoną żadnymi nadzwyczajnymi zadaniami, przyszło mi do głowy, że może by tak mówić wprost? Chwilę później każdy mój mięsień się napiął, każda komórka w ciele piszczała, a moje babskie DNA krzyczało w ramach wielkiego protestu. No bo jak to?! Mówić tak wprost? Zwyczajnie? Po prosu? Co w głowie, to na języku? Przecież to nienaturalne, niezdrowe i nieoczywiste! Poza tym nie powinno się mówić wprost, bo… to nie wypada?

Moje długie obserwacje dowiodły, że Baby mają zakodowane genetycznie niemówienie wprost. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia. To nie jest obelga, to fakt stwierdzony przeze mnie. To jak odruch bezwarunkowy nie panujemy nad tym. Powiedzenie o co nam chodzi wymaga gimnastyki językowej, metafor, odnośników, zawiłości, znaków, przykładów, podpowiedzi, a wszystko to i tak zwykle kończy się fiaskiem i gigantycznym wyczerpaniem, które poszło jak para w gwizdek, bo rozmówca i tak do końca nie zrozumiał o co kaman. W pewnym momencie i my same tego już nie wiemy.

Mówienie wprost – sztuka porównywalna z gimnastyką artystyczną, choć ja i tak myślałam, że w komunikacji idzie mi lepiej niż przeciętnej Babie. Jak bardzo się myliłam…

Mityczne „domyśl się” nie wzięło się znikąd. To efekt genetycznego defektu, który nie pozwala Babom mówić wprost tego, czego chcą i tego, co mają na myśli. Nie napiszę teraz, że Chłop (ale nie tylko) się nie domyśli nigdy, bo nie jest jasnowidzem. Z doświadczenia wiem, że facet może się domyślić i wychodzi mu to całkiem porządnie, jak się postara, albowiem sztuka domyślania się nie jest wiedzą tajemną i wielce skomplikowaną. Czemu jednak tego nie robią? Bo jest to zadanie nad wyraz wyczerpujące i, tak mówiąc między nami, bezsensowne. Dlatego lepiej powiedzieć, że się nie umie domyślać niż wciąż główkować i składać puzzle wydarzeń sprzed ostatnich dwóch tygodni.

Jednak nasza nieumiejętność w mówieniu wprost nie tylko jest męcząca dla otoczenia. To wyczerpuje przede wszystkim nas – Baby. Wyrażając się pokrętnie nie zostaniemy w pełni zrozumiane. Gdy tak się stanie, nie dostaniemy tego, czego chcemy, albo jak chcemy, albo gdzie chcemy. To frustrujące, gdy znów coś jest nie tak, gdy musimy się z tym mierzyć i przyjmować do siebie. Frustracja z kolei rodzi lawinę dziwnych teorii, np.: nie kocha mnie, nie słucha mnie, nie obchodzę go, znudziłam mu się, jestem mu obojętna, nie jest wystarczająco zaangażowany, nie ma między nami więzi, nie ma porozumienia, nic nie robi, za dużo robi, jest leniwy, jest nadaktywny, to chyba nie jest ten facet, to chyba nie taki związek, w ogóle wszystko jest nie tak. Tworzenie mitologii mamy opanowane do perfekcji. Jeszcze żeby to się skończyło na popołudniowych rozmyślaniach i tyle, ale to się nie kończy, to zostaje włożone do specjalnego kociołka, do której wciąż dokładamy nowe wydarzenia. Wszystko się kłębi, miesza, bulgocze, paruje i gotuje. Przy każdym nowym wydarzeniu bryzga nam po oczach z tego kociołka, a ogień pod nim staje się coraz większy. Chodzimy nabuzowane, wkurwione (nie bójmy się tego słowa), jedyne o czym jesteśmy w tanie myśleć, to:  on znowu tego nie zrobił, on znowu siedzi, znowu stoi, znowu nie wyniósł śmieci, znowu się spóźnił, znowu nie przyniósł mi kwiatka, znowu się nie zainteresował, znowu nie zrobił tego, o co proszę, znowu mnie nie słucha, znowu gdzieś ucieka, znowu, znowu, ZNOWU! I wtedy następuje erupcja, wielkie KABOOM! Kłótnia na tysiąc fajerek spowodowana najdrobniejszą głupotą świata. Wtedy się z nas wylewa, cała zawartość kociołka ląduje na głowie ofiary i już nie ma ratunku, nie ma zmiłuj. Zostajemy okrzyknięte histeryczkami i wariatkami, w ogóle nie da się z nami żyć i dogadać i zupełnie nie wiadomo o co nam właściwie chodzi. Potem jest niewiele lepiej, bo choć emocje z nas opadną, to czujemy się podle, bo cała zawartość kociołka tak się pomieszała, że ciężko jest konkretnie wyjaśnić o co nam, tak naprawdę chodziło. Gdy wszystko wróci do względnej normy i życie na powrót będzie się toczyło swym własnym rytmem, powiemy coś półgębkiem, użyjemy metafory, pokażemy bez słowa, zrobimy minę sugerującą i… I znowu nie otrzymamy tego, co chciałyśmy, znowu…

Postanowiłam więc, że zostanę prekursorem, zadziałam wbrew genetyce i powiem wprost, tak wprost-wprost i zupełnie normalnie o co mi właściwie chodzi, co bym chciała, jak ja coś widzę. Najpierw musiałam się zastanowić, co dokładnie chcę powiedzieć. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że przy mówieniu wprost wypowiadamy najwyżej trzy góra cztery konkretne zdania, nie trzeba się rozwodzić, tłumaczyć, używać metafor. Super, czyli oszczędność czasu i energii. Trudniejszym zadaniem było w ogóle powiedzenie czegokolwiek, albowiem mój organizm buntował się i walczył zaciekle. Wszystko we mnie krzyczało, że robię coś wbrew sobie i w ogóle nie powinnam otwierać buzi. Znalazłam więc sposób na swój organizm, by wiedział, co się dzieje i co zaraz się stanie, jak i na odbiorcę, aby i Chłop ogarniał co mówię i dlaczego nagle w takiej formie. Zanim coś powiedziałam, ogłaszałam czynność: „Uwaga, mówię wprost!” Forma nieco komiczna, ale spełniła swoje zadanie, bo po pierwsze ja już musiałam powiedzieć to, co chciałam, a po drugie miałam pełne skupienie i uwagę Chłopa. Co działo się dalej? Mówiłam spokojnie: „chciałabym to i to”, „uważam, że tak i tak”, „wydaje mi się, że powinniśmy podjąć takie i takie działania”, „nie podoba mi się, gdy”, „nie lubię jak dzieje się to i to”, itp. To, co działo się później przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zostałam wysłuchana i ZROZUMIANA. Komunikat w swej prostej i konkretnej formie dotarł. A ja poczułam niebotyczną ulgę i lekkość, a wydaje mi się, że nie tylko ja to poczułam. Nagle w ciągu konkretnej półgodzinnej rozmowy wyjaśniliśmy sobie multum spaw, które dla mnie były obciążeniem, nagle wyjaśniły się rzeczy, z których on sobie sprawy nie zdawał, a ja przez nie dostawałam palpitacji i skurczy żołądka, nagle wyszło słońce, ptaki zaczęły śpiewać, a lekkość jaką poczułam wystrzeliła mnie spod grubej warstwy ziemi ponad korony drzew.

Moje „domyśl się” i „powinno się” wywaliłam do kosza, nie są już mi do niczego potrzebne. Jednak genetyka nie jest taka oporna, bo organizm bardzo szybko przyzwyczaił się do nowego dobrego. Wystarczyło zacząć, a reszta sama jakoś poszła. Mówienie wprost nauczyło mnie bardzo szybko odbierania komunikatów w moją stronę również wprost. Już nie snuję teorii, nie zastanawiam się nad poświęceniami, nad ustępstwami wbrew sobie, nad wyimaginowanymi powodami i wygórowanymi oczekiwaniami. Mówiąc wprost nikogo nie urażam i nie muszę się krygować. Dostarczam informacje i własne stanowisko czyli pozostawiam rozmówcę ze wszystkimi danymi i jasną sytuacją. Również sama przestałam szukać drugiego dna w komunikatach wystosowanych do mnie, przestałam brać do siebie to, czego nigdy do siebie brać nie powinnam, przestałam analizować i kombinować, a tworzenie mitologii pozostawiłam na napisanie jakiegoś dobrego, babskiego kryminału. Lekkość i wolność, które przez to zdobyłam są niesamowicie przyjemne i nie mam najmniejszego zamiaru z nich rezygnować.

Babo mów wprost! Bo tylko tak wreszcie dostaniesz to, co chcesz, a i Chłop przy okazji będzie Ci za to ogromnie wdzięczny.


Lifestyle

Czuj się winna Babo!

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
15 marca 2016
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain

Wysłuchałam skarg i zażaleń skierowanych w moim kierunku. Pretensji do całego świata i do mnie. Oskarżeń, fochów i  wiadra winy, która spłynęła na mnie. Wysłuchałam tego w spokoju z otwartą głową, a potem nastąpiło metaforyczne trzaśnięcie drzwiami i nastała cisza. I wiecie co? Nie poczułam nic.

Jak to możliwe, zapytacie. Jak podejść do ataku zupełnie bez emocji? Pierwsza i podstawowa zasada brzmi: Nie bierz tego do siebie.

Kiedy wylewa się na nas wiadro pomyj, denerwujemy się. Gdy robi to ktoś bliski, staramy się tłumaczyć, zaprzeczać, wyjaśniać. Innymi słowy udowadniamy za wszelką cenę, że nie jesteśmy wielbłądem. Wszystko to doprowadza nas do bezsilności, frustracji i białej wściekłości, a i tak wychodzi na to, że nie dość, że wielbłądem jesteśmy, to jeszcze dwugarbnym, kulawym i w ogóle wyliniałym.

Pretensje i oskarżenia, które zakończone są zwykle fochem i wymownym milczeniem, to nic innego, jak powszechny szantaż emocjonalny. Nic więcej. Wkurzający, obezwładniający i podły szantaż, ale jest na niego prosty i niezawodny sposób – olanie. Co chce osiągnąć szantażysta? Oto kilka podstawowych punktów:

  1. Poczucie winy. Nie jego, tylko Twoje, oczywiście. Masz się czuć winna, ponieważ nie spełniłaś określonych oczekiwań, nie zachowałaś się „odpowiednio”. A to, że oczekiwane od Ciebie zachowanie czy oczekiwania były z tyłka wzięte, wykluczały się nawzajem i nie miały jakiegokolwiek sensu? Nie ważne! Ważne, że według szantażysty nie jesteś wielbłądem, albo nim jesteś i to jest TWOJA wina! Więc czuj się winna Babo!
  2. Zwrócenie na siebie uwagi. Dwoisz się i troisz, żeby pomóc, doradzić, wesprzeć? Ale nie skaczesz na jednej nodze i nie kręcisz piruetów na rzęsach? No to teraz poskaczesz i pokręcisz, bo nastąpił foch, a przecież zależy Ci na szczęściu jednostki i dobrych relacjach.
  3. Ból życia i nieszczęścia tego świata powinny spoczywać na Twoich barkach. Nie pomyślałaś za niego? Nie załatwiłaś jakiejś sprawy, której w ogóle nie powinnaś załatwiać? Nie przewidziałaś tego, co sam powinien przewidzieć? Nie machnęłaś magiczną różdżką, żeby bytność i radość się poprawiła? No to teraz cierp Babo wstrętna!
  4. Pokazanie, gdzie jest Twoje miejsce. Odtrącenie, cisza, chłód. To wszystko sprawia, że panikujesz, czujesz osłabienie i niepewność. Wzmaga to w Tobie pokłady heroicznej siły i chęci naprawy, a na pewno nastraja Twoje zmysły na bardziej wyostrzone, aby na przyszłość uważać i bać się. Oj Babo, bój się!
  5. Nieme nakazanie, abyś zajęła się cudzymi problemami. Bo kiedy emocje opadną, a poczucie winy zadziała, zrobisz wszystko, aby rozwiązać problem szantażującego, by więcej w smutku i fochu się nie zagłębiał. I to zadziała, aż do następnego problemu i następnego focha.

Każdy szantaż i przymus ma jeden cel – osiągnięcie zamierzonego założenia. Kiedy traci na wartości? Wtedy, gdy zaszantażowany się temu nie poddaje.

  1. Zostałaś oskarżona, że jesteś wielbłądem? No i? Przecież nim nie jesteś, każdy to widzi, a Ty, jako Boska Baba wiesz o tym najlepiej, wystarczy spojrzeć w lustro. Szantażysta uważa, że mimo wszystko jesteś tym wielbłądem? Podaruj mu numer telefonu do psychiatry, bo chyba wyraźnie potrzebuje jego pomocy.
  2. Zrobiłaś wszystko, by poprawić humor szantażyście lub mu pomóc, a on nadal oczekuje więcej i inaczej? Cóż z logicznego punktu widzenia nic nie jest w stanie go zadowolić, więc po co łamać sobie piękne, babskie rzęsy, aby dodatkowo kręcić na nich piruety? W tym czasie można zrobić dla siebie tyle pięknych i pożytecznych rzeczy!
  3. Przewidywanie i myślenie za kogoś ma sens, gdy chodzi o nasze dzieci do, mniej więcej, piętnastego roku życia. Potem każdy powinien wiedzieć, jak używać własnego mózgu. Mimo zaawansowanego wieku przewidywanie i myślenie przyszłościowe nadal zawodzi? Zakup magiczną kulę i dorzuć od siebie poradnik: „Jasnowidztwo dla debili – pierwsze kroki i podstawy”, a potem machnij ręką, bo sama masz swoje problemy, których nikt jakoś się nie rwie rozwiązywać.
  4. Szantaże odejściem i ochłodzeniem relacji są moimi ulubionymi, bo kończą się dokładnie w tym momencie, kiedy pokazujesz drzwi. Chce odejść? Przemyśleć? Ukarać Cię za to, że byłaś sobą i nie zrobiłaś nic złego? Ustawić Cię do pionu, abyś wszystko przemyślała i miała się na baczności? „Oh well…” – jak mawiają Amerykanie. Ktoś kto uważa, że jest prawie Bogiem i bez niego oddechu nie weźmiesz ma spore problemy z osobowością narcystyczną i wybujałym ego, więc zastosuj się do porady od wielbłąda i wręcz mu numer do psychiatry. Sama natomiast idź na wino z koleżankami.
  5. Zasada rozwiązywania cudzych problemów jest również bardzo prosta. Zależy Ci na kimś i jego szczęściu? Potraktuj go jak dziecko i pozwól rozwiązać problemy samodzielnie. Inaczej nigdy się nie nauczy. Czy ktoś rozwiązuje Twoje? Nie? To po co Ty się męczysz? Masz za dużo wolnego czasu? Poczytaj książkę, wpłynie to dużo pozytywniej na Twoją psychikę i samopoczucie.

Kochane Baby, pretensje, zażalenia i fochy wysłuchane na chłodno, są śmieszne i żałosne. Spróbujcie kiedyś tylko słuchać, tak po prostu. Nie myślcie nad ripostą, nad wyjaśnieniami, nie obmyślajcie planu naprawy. Zwyczajnie posłuchajcie tego, co szantażysta ma Wam do powiedzenia, a przekonacie się, że brzmi to głupio, dziecinnie i bez sensu. Co potem? Nic, chce się fochać, to niech się focha w końcu tego chciał. Szantażysta pragnie, abyście były na zawołanie, na wyciągnięcie ręki, na każde skinienie, bo wtedy ma nad Wami pełną władzę, a po to jest właśnie szantaż. Wyobraźcie sobie, co się dzieje, gdy foch minie, Wy się nie odzywałyście, szantażysta dzwoni, łaskawie chce załagodzić sytuację, ale Was nie ma. Jeden, drugi, trzeci raz nie odbieracie telefonu, a gdy w końcu to zrobicie, jesteście szczerze zdziwione, że to już minął tydzień ciszy i focha, nawet nie zwróciłyście uwagi, bo po drodze było tyle fajnych zajęć i nowych przygód. Szantażysta przeżywa szok, bo nagle okazuje się, że jego emocjonalne gimnastyki w ogóle nie przyniosły efektów i przez ostatni tydzień gimnastykował się sam. Co potem? Jeśli odejdzie naprawdę, to znaczy, że pozbyłyście się niebezpiecznego manipulanta i kontrolera, a z takim związek to nie jest przyjemność. Jeśli zostanie zacznie się starać, a na pewno najpierw zacznie myśleć, a potem działać, bo jego jedyna broń, jaką był foch i szantaż, została pięknie i gładko wytrącona  przez Babę. Boską Babę.