Lifestyle

Bój o drożdzówkę. Czyli słów kilka o Ustawie Żywieniowej

Kreską Asi
Kreską Asi
17 października 2015
 

Zanim ten cały polityczny, przedwyborczy sajgon się rozkręcił się na dobre, były DROŻDŻÓWKI. A raczej nie było. I w tym był problem. I dowodem trzeba było się okazać, aby w szkole móc takową zakupić. I dziw brał ustawodawców, że dzieci i młodzież, oraz niejednokrotnie ich rodzice nie są ZA zdrowym jedzeniem. Rodzicom się trąbi, że przecież od podstaw trzeba zdrowe żywienie uskuteczniać.

Szkoda, że przeoczono parę pierwszych lat owych PODSTAW, w których to dziecko najbardziej właśnie te nawyki żywieniowe nabiera. Znaczy po tym jak dziecko wyjdzie z brzucha. Wpierw są rodzice: cyc, eko warzywka i inne dobroci. Podstawione pod twarz dziecka, szybko w niej lądują. Smakują po prostu. Potem jest SZOK. Żłobek znaczy się – nie dość, że ryczysz, bo Ci obca baba ma Berbecia przewijać/wychowywać. To jeszcze SYF. Widzisz jadłospis rocznego dziecka i robisz zeza. Naleśniki z serkiem danio, jogurty owocowe, biszkopty, gofry z cukrem pudrem, kakao, czekoladowe kuleczki z mlekiem itp. Słowem: CUKIER. I co robisz? Rewolucję. I wywalają Ci dziecko z jednego żłobka (pozdrawiamy poznański niepubliczny Żłobek Pinokio). W następnym już cicho siedzisz. Tylko trochę ręka świerzbi, gdy inne mamy na zebraniu rodziców zgłaszają uwagi do jadłospisu, chcą usunięcia TORTÓW z żłobkowych urodzin każdego dziecka. Trochę się poddajesz. Soczki do picia są niby bardzo rozcieńczone. A po co są w ogóle? Nie pytaj. Najzdrowiej, jak możesz karm dziecko w domu i trzymaj kciuki, żeby tym zwyczajem przesiąkło. Ale nie dziwmy się potem, że ów Siedmiolatek tak bardzo pragnie drożdżówki. Więc reflektory poprosimy skierować na stołówki żłobków i przedszkoli. Tam, gdzie dzieci nie mają jeszcze takiego (a właściwie żadnego) wyboru.

Ps. Nie mam paranoi. Słodycze nie są Zosi obce i zakazane. Spróbowała już niemal wszystkiego. Ostatnio pożarła na przykład moje ptasie mleczko. Ale to raczej są kęsy słodkości raz na ruski rok. Nigdy, jako posiłek. Te, zakładam, że mają być pożywne i zdrowe. I Zosia sama sobie wsypuje przeróżne bakalie i zboża do jogurtu naturalnego.

Smacznego!

Bój o drożdzówkę. Czyli o Ustawie Żywieniowej słó kilka.


Lifestyle

Ukradłam wigwam dla Zosi

Kreską Asi
Kreską Asi
27 października 2015
 

Weszłam. Wzięłam sobie. I wyszłam. Bezczelnie, bezszelestnie, bez komentarza.

Ukradłam wigwam od Martyny Gie. Pomysł na wigwam znaczy się.

I trochę go skompresowałam co by do naszego m2 wszedł. I wlazł.

Jest.

Oto przepis:

SKŁADNIKI:

– dwa koce lub dwa plażowe ręczniki

– klamerki do bielizny

– poduszkę

– lalkę

– Zosię (zamiennie może być inny kochany Berbeć – bo ja swojego NIE DAM!)

– i kwintesencja: suszarka na pranie: ale taka która nie krzyżuje nóżek

 

PRZEPIS:

toaletowy_4-15

PLUSY:

– suszarka jako wigwam –  2 w 1; oszczędność miejsca

– wzbudza emocje – rozkładana sporadycznie za każdym razem podobnie cieszy,

wigwam stoi cały czas i może się znudzić

– orginalny design

– większa niż wigwam – nawet ja się w nim mieszczę i Arek

MINUSY:

– Jest brzydki, klamotny

– Więcej wad nie dostrzegam

Więc Zosia wraz z rodzicami zaprasza do środka swojego świata!

Mama tu!

Przejdź na bloga


Lifestyle

Słownik Zofii. Wydawnictwo Gaduła.

Kreską Asi
Kreską Asi
13 października 2015

słowa moje

(To będzie żywy post. Będzie się dział/aktualizował, bo (chociaż mamy jesień) mowa zosina kwitnie. Na górze róże – najnowsze słowa, na dole fiołki – te, które już się utarły/lub których ważność wygasła. Nie zaskakują aż tak. Chociaż cała ta gadanina i szczebiotanie jest urocze. (Wiem – będę się niebawem pukać po głowie, że tak piszę). W domu robi się głośno. I pełno.

Bo Zosia, nie dość, że donośnie ten swój słownik uzupełnia, to na dodatek biega z nim po całym mieszkaniu. I nie ma wyłącznika. Dopiero sen jej zamyka słownik. Na noc.

Kolejny dzień przynosi nowe);

 

Słownik Zofii

———————

wyd. Gaduła

 

PAŹDZIERNIK (Zosik: 1,5 r.):

toaletowy_4-12

BUTI / buty, czyli uwaga – Zosiek szykuje się na spacer (czy tego chcesz czy nie!)
JEJU / jeju! mogę to w ogóle zaliczyć do słów? 😉

ALO / telefon, halo, czyli: zabrałam Ci mama telefon i będę dzwonić!

DY / dym, z kominów – Zosiu, to zima się zaczęła…
BUU / Bóg, nie cierpię tych wszystkich określeń typu: Bozinka, także na wiszący u Zosi w pokoju krzyżyk mówię, że to jest Bóg, a Zosiek to sobie nieco skrócił…

 

WRZESIEŃ (Zosik: 1,5 r.):

toaletowy_4-11BABA / babcia oczywiście ..

MAMA / mama, w pełni świadomie

TATA / tatuś ukochany

PTA-PTA / słynne ptaki

UTA / auto

BABU / brawo

AMU / jedzenie, jeść, śliniak

BUBU / zimno

TUPTA / chcę chodzić, więc nie noś mnie na rękach już…

APA / weź mnie na ręce

ŁAŁA / lalka, rzecz jasna

OJEJU / śpiewnie wypowiedziane, nie przypisane żadnej czynności etc.

ADA / Ada – ukochana żłobkowa ciocia

ANIU / Ciocia Ina, i na drugie wcale nie ma Ania

AŁA / że boli, oraz w szczególnych przypadkach imię taty: Arek

DADU / dziadek, z charakterystyczną basową intonacją

TAA / tak

NIE / nic na opak, po prostu: nie

PAPA / żegnaj, idę sobie, idź sobie

BUŁA / pieczywo pszenne kształtu okrągłego, bułka po prostu

ARCHAIZMY (już zapomniane):

A! / Popatrz na mnie!
aaaa aaaaa aaaa / Jestem głodna, zsikana, zesrana,
obrzygana etc.
aameee mEEE / Stało się coś strasznego!
(użyte raptem kilka razy – na szczęście)
leee leee leeeŻreć! (komunikat niestety
przestał być przekazywany ok 3 miesiąca życia Niemowlaka;
czyżbym przekarmiała Zośkę ??)
baaabaaaaaa / ?? (wypowiedziane pierwszy raz w Dniu Babci;
czy to znaczy, że na klasyczne MAMA mam poczekać do 26 maja ???)
ba – bA – MA / Nie chcę! I jestem naprawdę wściekła!
niA / Nie!
AAGRHAAAA / Superextrazajebiście! (To jest krótki,
acz naprawdę wysoki donośny ton, który przyprawia mnie
niemal zawsze o zawał serca. A już na pewno o podskok.)
AIIIIIAAAAIIIIAAAJJAAAA / Trenuję sobie głos, 
więc sorry jeśli szkło będzie pękać. Nie pęka? 
A co to są bębenki?

 

Słownik Zosi / kreskaasi.blogspot.com