Lifestyle

„Alkoholik ściągnie cię w dół, pozbawi energii, oplecie kłamstwami. Potem chcesz już tylko spokoju. Ja chcę”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 września 2022
fot. Sydney Sims/Unsplash
 

„Dlaczego znosiłam to tyle lat?”, „Dlaczego poświęciłam tyle energii?”, „Dlaczego pozwoliłam, by widziały to dzieci”. „Dlaczego pozwalałam tak bardzo naruszyć wszystkie swoje granice. Dlaczego i dlaczego. Muszę przestać zadawać sobie te pytania, nic nie wnoszą, nie pomagają iść naprzód. A ja chcę iść naprzód. Już bez niego. Po 20 latach.

Nie opowiem, jak się poznaliśmy, bo nie chcę, żeby rozpoznał siebie w tej historii.
Nie potrzebuję pretensji, że żalę się publicznie. Oszczędzę więc szczegółów.

Opowiem natomiast, jak go widziałam kiedyś. Wydawał się świetnym i mądrym facetem. Rokującym. Z fantazją. Miał za sobą straszne dzieciństwo i chciałam pomóc. Nie, to nie była misja. Poznaliśmy się jako dzieci. Była przyjaźń, ratowanie go wydawało mi się częścią przyjaźni. Odpowiedzialnością.

Ratowałam go przed jego ojcem. To do nas, do mojej rodziny uciekał.
Ratowałam go przed własnymi demonami. Przed tym, że w siebie nie wierzył. Że bał się osiągać cele. Marzyć. W domu słyszał: jesteś nikim, jesteś śmieciem. Prowadziłam go przez życie za rękę.

A teraz opowiem, jak go widzę teraz. Przegryw. Człowiek, któremu przez ręce przecieka czas, zdrowie, projekty, przyjaciele. Człowiek, który stracił szacunek syna i kobiety, która go kochała. Zmarnował wszystko. Teraz codziennie wyrzuca: twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina. Plus jest taki, że teraz nic mi już to nie robi. Nie jestem zła, nie jest mi już smutno, chcę tylko świętego spokoju.

Moja miłość nie wystarczyła, nikogo nie da się wyleczyć z nałogu. Alkoholik nie dość, że nie skorzysta z twojej pomocy, jeśli nie chce, to jeszcze ściągnie cię w dół. Kłamstwami, egoizmem, brakiem energii. Bo albo będzie się biczował, albo uzna, że winny jest cały świat.

Granice

Długo ich nie stawiasz, bo tłumaczysz go „ciężkim dzieciństwem”, „wrażliwością”, „zazdrością”. Co ważne, nie zauważasz momentu, kiedy jego picie wymyka się spod kontroli. Również dlatego, że alkoholicy są mistrzami w ukrywaniu picia. Zanim dojdą do etapu chowania butelek, które masz szansę znaleźć, piją po prostu więcej: na imprezie, na spotkaniu, wieczorem do kolacji.
Czasem urywa im się film, czasem się odklejają, ale to bywa nawet zabawne, gdy nie znasz problemu.
Są przecież tacy weseli! Opowiadają najlepsze dowcipy, potrafią zrobić coś szalonego. Kolorowe ptaki w szarej masie nudy. Zatańczą z tobą najbardziej szalony taniec na imprezie, i będą ci szeptać do ucha sprośności albo wyznania.
I głupio ci po prostu zwracać im uwagę, bo nie chcesz nikogo ograniczać.

A potem nagle widzisz, że wszystkie granice zostały przekroczone, a on ci gra na nosie. Przecież ty wstaniesz do dzieci po suto zakrapianym wieczorze, ty mu je zabierzesz sprzed oczu, jak będą za głośne i zaczną przeszkadzać w leczeniu kaca. Ty, ty, ty. Jeszcze nie wiesz, że służysz po to, żeby mu robić przestrzeń do picia i luzu. Do braku odpowiedzialności.

Ty zarobisz pieniądze, ze swojej pensji kupisz rzeczy do szkoły, załatwisz korepetycje, ugotujesz obiad i kupisz nowy odkurzacz. I jeszcze na wakacje ci starczy. On swoje (wasze?) pieniądze przeznaczy na zachcianki albo na „spontaniczne” (czyt. alkoholowe ) decyzje, na które w ogóle go nie stać. Ale taką miał fantazję.

Zmęczenie

Oczywiście to ty go męczysz. Ograniczasz. Nudzisz. Zapamiętaj to słowo, bo w oczach takiego człowieka minimalna odpowiedzialność jest po prostu nudą. A oczekiwania, żeby zachował się logicznie, na przykład, jak ojciec są podcinaniem mu skrzydeł. On chce żyć. Oddychać.
Jest tobą zmęczony.

Nie zauważa, jak ty jesteś zmęczona. Niestabilnością, nawalaniem, rauszem. Zaczynają się ściemy. Butelki w oponach, wypijanie przed wejściem do domu, butelki w szafach, garażu, pralce. Butelki jeszcze raz. A potem tłumaczenia: czepiasz się, czy ja bym butelko po alko wsadzał w takie miejsca? Normalna jesteś? To nie moje. Albo: „Przestań mnie szpiegować”.  A ty nawet nie szpiegujesz, wypada ci flaszka z szafy…. Oraz, oczywiście: nic nie piłem.

Miotasz się między śledzeniem a odpuszczaniem. Oszukujesz siebie i gwałcisz, bo to nie jest rodzina tylko dryfowanie bez celu.

I wszystko zawsze śmierdzi alko. Robi ci się niedobrze na dźwięk otwieranej puszki piwa, czy odkręcanej butelki whisky. Zakazałabyś sprzedaży alkoholu.

Zdrady

Nie muszą być fizyczne. Ale są nieustanne. Zdrady waszych planów, wartości, umów. „On już nie będzie”, a potem znów jest jak było. Najpierw ma się leczyć, a potem się wycofuje. Przestaje na chwilę pić, znów do tego wraca. Ale on „tylko” jedzie w nocy na stacje „po colę”.

Samotność

Najgorsza na świecie, bo z kimś. Nie jesteś w stanie nikomu opisać tej samotności.
Dom. On ma chwilowe uniesienie chemiczne, a potem odsypia. I chrapie.
Nie wyjdzie z tobą na spacer w weekend, jest zmęczony. Nie chce mu się.
Nie zrobi z tobą zakupów. Już woli iść sam, bo twoje tempo go męczy (tak, kiedy jest trzeźwy, jest wciąż poirytowany).
Wyjazdy. Nawet jeśli są wspólne, to on i tak ma swój odlot. Z alko. I zasypia wszędzie. W fotelu, na ławce przed domkiem kempingowym, nad jeziorem.
Zazdrościsz ludziom normalnych rozmów, śniadań, obiadów i kolacji. Spacerów w niedzielę.  Zwyczajności. Obecności.

I zapamiętaj: alkoholik nie lubi tak naprawdę swojego partnera. Potrzebuje go, ale nie lubi.
Wiesz dlaczego? Bo tylko partner go zna. Zna te wszystkie słabości, niesłowności, egoizmy. Zna całą ciemną stronę. Innych można tak długo oszukiwać. Tak ich mamić. Ty jesteś jego lustrem.

Z czasem może cię za to znienawidzić.

(wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska)

 

 


Lifestyle

O czym musicie pogadać, zanim zdecydujesz się na poważny związek? Sama miłość wszystkiego nie poukłada

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
26 września 2022
fot. Morsa Images/iStock
 

Ile znacie takich par, które, zanim zamieszkały razem lub uczyniły inny ważny krok ku przyszłości (ślub, dziecko, przeprowadzka), obgadały wspólną przyszłość? Szczerze – ja nie znam żadnej. Kiedy jesteśmy zakochani, mocno w nas rezonują przekonania naszych rodziców: „Pieniądze szczęścia nie dają”, „O seksie nie wypada rozmawiać”, „Będzie, co ma być”, „Na dobre i na złe”. Cokolwiek to „złe” miałoby oznaczać.

Wierzymy głęboko, że miłość sama wszystko poukłada. Wiemy, że miłość pomoże nam rozwiązać wszelkie kłopoty, które pojawią się na naszej drodze. A to oczywiście jest nieprawda! Idealizacja! Pobożne życzenia! Naiwność! Nawet silne zauroczenie i głęboka miłość nie zawsze mają w sobie taką siłę, by rozwiązać wszystkie problemy. Dlatego warto rozmawiać. I między bajki włożyć opowieści, że jak ludzie się kochają, to pieniądze ich nie podzielą! Oczywiście tak może być w wielu przypadkach. Ale w równie w wielu – nie.

Na początek warto wziąć pod uwagę fakt, że nie wszystko uda nam się poukładać i jednak znakomita część przekonań życiowych będzie się kształtowała w trakcie związku. I to właśnie jest cudowne! Ludzie, którzy żyją blisko, wzajemnie wpływają na swój światopogląd, zarażają się od siebie pasjami, myślami, działaniami.

Widzisz, że jemu dobrze robi poranny jogging, więc też chcesz spróbować. On widzi, ile radości sprawia ci gotowanie, więc chce ci pomóc w kuchni. On patrzy, jak jesteś czuła do dzieci i  próbuje tego samego, choć w domu rodzinnym tego nie doświadczył. Dlatego właśnie znakomita część relacji kształtuje się kompletnie bez słów. Ale niestety niektóre potrzebują być wypowiedziane na głos. Dla waszego szczęścia.

1. Czy będziesz umiała TO odpuścić

Jeśli na początku związku coś cię mocno uwiera w partnerze, nie łudź się, że to kiedyś minie. Wiele kobiet uważa, że faceta da się zmienić. Ponieważ pasuje nam część jego cech, myślimy sobie, że resztę jakoś dopracujemy. Jeśli nawet uda nam się pozornie bezboleśnie przeprowadzić remanent w szafie ukochanego, to tak naprawdę nie wiemy, czy on się z tym czuł komfortowo. Jeden z moich kumpli powiedział niedawno: „Już w pierwszym miesiącu związku mówiła mi, że wstydzi się tego, jakie ciuchy noszę. Dwa miesiące dawałem się jej przebierać, bo byłem nią zauroczony. Aż w końcu pomyślałem, że to nie jestem ja. Kobieto, przecież widzisz, jakiego mnie bierzesz! Bierz i nie zmieniaj!” Dlatego warto na samym początku zastanowić się wspólnie (ale też osobno), czy cechy partnera, które nas denerwują, są dla nas katastrofą, czy możemy się do nich przyzwyczaić. Czy możemy odpuścić mężczyźnie, który kiepsko zarabia? Który jest powolny? Który ubiera się niedbale? Który ma tendencję do marudzenia? Który jest totalnym bałaganiarzem lub panikarzem? Jeśli potrafimy odpuścić, wszystko gra. Jeśli nie, czas na wspólną rozmowę.

2. Bo to jest moje DNA

Do wielu rzeczy naprawdę można się przyzwyczaić. Ale są też takie, które cię niejako definiują i czujesz, że nie będziesz ich potrafiła z nich zrezygnować! Może uwielbiasz podróże z namiotem, podczas których delektujesz się przyrodą? Może kochasz muzykę poważną i przynajmniej raz w miesiącu jesteś w filharmonii? A może po prostu nie wyobrażasz sobie nie chodzić w niedziele na Mszę Świętą? Pamiętaj, że jeśli spotkasz partnera, który dokładnie nie znosi tego, co ty uwielbiasz, jest dla was szansa. Pod warunkiem, że jasno mu to zakomunikujesz. Wtedy trzeba opracować kompromis. Znam pary, w których ona jest osobą wierzącą, a on nie. Na szczęście on szanuje jej wybór. Zdecydował się nawet na tzw. ślub jednostronny z szacunku do jej wiary. Kosztowało ich to… tylko wiele godzin rozmów.

3. Czy chcesz dzieci?

Sprawa posiadania i wspólnego wychowywania dzieci to jednak temat, przy którym warto dłużej się zatrzymać. Jeśli on nie chce potomstwa, a ty o nim marzysz, macie kłopot. Bo zawarcie kompromisu w tym temacie jest niemożliwe. Jeśli zrezygnujesz, możesz do końca życia żałować. Jeśli go jakoś namówisz, możecie w przyszłości mieć spore problemy. Akurat ten temat nie powinien być jak ruletka. Raczej wam się nie ułoży, jeśli zdecydujecie się na spontan. Warto też przyjrzeć się, jak w rodzinie partnera wychowywane są dzieci. Jeśli u ciebie stawia się jasno granicę, a w rodzinie partnera nie, spróbujcie to obgadać wcześniej. Jeśli u niego kobiety na wiele lat rezygnują z pracy, by zajmować się dziećmi, a ty tego nie chcesz, pogadajcie. Zbyt wiele par rozstaje się, kłócąc się właśnie na ten temat.

4. A co ze wspólną kasą?

Pieniądze potrafią stać się w związku kością niezgody. Temat drażliwy, o którym przed ślubem nie lubimy rozmawiać. Bo jeśli ty poprosisz go o podpisanie intercyzy, to czy on poczuje, że nie kochasz? Bo jeśli on chce mieć oddzielne konto, to czy będzie ci skąpił pieniędzy? Bo jeśli ty wolisz zajmować się domem, to czy on będzie ci wydzielał kasę na zakupy? Zastanówcie się wspólnie, kiedy oboje będziecie czuć się komfortowo w sprawie wydatków i inwestycji? Tu nie ma jednego dobrego rozwiązania. Możecie mieć wspólne konto. Możecie mieć trzy konta, dwa oddzielne i jedno wspólne, na które będziecie wpłacać pieniądze na bieżące potrzeby. To może być krępująca rozmowa, ale warto się przełamać. Pamiętaj, że prawo mówi, że wszystkie pieniądze zarobione przez małżonków są wspólne. Nawet jeśli ty nie pracujesz, to kasa męża powinna też być twoja.

5. Jakie masz największe marzenia?

Przed ślubem albo przed wspólnym zamieszkaniem warto też powiedzieć sobie, o czym naprawdę marzycie. O wybudowaniu dużego domu za miastem? O podróżach do Azji i Ameryki Południowej? O skończeniu jeszcze jednych studiów? O jachcie na własność na Majorce? Nawet jeśli to obecnie wydaje się wam kompletnie nierealne, to powinniście wzajemnie dowiedzieć się o swoich największych marzeniach. Bo potem niestety życie niesie wiele wyzwań, podczas których partnerzy muszą przynajmniej na chwilę odłożyć w czasie to wielkie marzenie. Jeśli jednak zakopią je na wieki, to przecież o nim nie zapomną. A latami skrywana frustracja – potrafi mocno eksplodować.


Lifestyle

Kobieto, jesteś dobra, empatyczna i wyrozumiała. Stop – właśnie to może być przyczyną twojego nieszczęścia

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
26 września 2022
fot. stock_colors/iStock

Czy wiesz, że twoje dobro, gotowość niesienia innym pomocy oraz wyrozumiałość i empatia mogą ci szkodzić? Brzmi nieprawdopodobnie!? A jednak! Czy wiesz, że te wszystkie wspaniałe cechy mogą cię po prostu unieszczęśliwiać? Zwłaszcza, jeśli nie potrafisz stawiać granic. Dlatego sprawdź, czy podczas dbania, nie naruszasz granic partnera? Sprawdź, czy będąc empatyczną, nie szukasz na siłę dobrych motywów działań krzywdziciela? A w końcu sprawdź to najtrudniejsze – czy pozwalanie partnerowi na notoryczne krzywdzenie cię, nie przynosi ci poczucia bycia lepszą, wrażliwszą i bardziej empatyczną? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałaś „tak” – uważaj, bo możesz sabotować w ten sposób swoje szczęście.

1. Dbanie jako forma przemocy

Oczywiście, że dbanie o partnera w związku powinno być czymś naturalnym. Ale jeśli kobieta zaczyna grać rolę nie „kochanki-partnerki”, ale „matki-opiekunki”, dynamika związku zaburza się. Facet zostaje zredukowany do roli „synka”, który potrzebuje opieki mamusi. Wszystko ulega zaburzeniu. Niektóre kobiety są mistrzyniami w zalewaniu swoich partnerów opiekuńczością. Potrafią wtrącać się dosłownie we wszystko: w prowadzenie firmy, w sposób ubierania się, dobór przyjaciół. Oczywiście, że robią to w poczuciu słuszności swojej motywacji. Bo na pozór wygląda to sensownie.

Facet, który zapomina płać ZUS? No aż prosi się, by żona mu przypominała. Facet, który na spotkania biznesowe zakłada wczorajszą poplamioną koszulę, znów – nie można się powstrzymać przed podaniem czystej i wyprasowanej. Ale czy wiesz, że przesadne opiekowanie się facetem to jednak dla niego spora presja? Że to subtelna przemoc oraz forma sprawowania kontroli? Taka w białych rękawiczkach, bo przecież w dobrej wierze i z dobrymi intencjami. On jest osobą dorosłą. Nie jest twoim dzieckiem. Powtarzaj to sobie, kiedy znów podkusi cię coś do podejmowania interwencji w jego sprawie.

2. Wyrozumiałość jako sabotowanie siebie

Jeśli ktoś robi ci krzywdę, a ty ciągle go usprawiedliwiasz, bo jesteś tak empatyczna. Potrafisz np. zrozumieć, że partner, który kiedyś był zdradzany przez byłą żonę, nie potrafi poradzić sobie z zazdrością wobec ciebie. Dlatego akceptujesz to, że on chce przeglądać twój telefon komórkowy oraz lubi wiedzieć, z kim i dokąd wychodzisz. A potem jeszcze lubi sobie to sprawdzić, przyjeżdżając nieoczekiwanie na twoje spotkanie. Tak, niby to jest logiczne i racjonalne. Ale czy wiesz, że czasem twoja wyrozumiałość i empatia, bez poszanowania własnych granic, może działać przeciwko tobie? Jak autosabotaż. Widząc tylko dobre motywy działań u bliskich ludzi, możesz usprawiedliwiać ich krzywdy w stosunku do siebie. Jeśli robisz to notorycznie – takie działania ci po prostu nie służą.

Oczywiście traumy z przeszłości na pewno mają wpływ na to, co teraz robi twój partner. Niezależnie od tego, czy doznał ich w poprzednich związkach, czy też w dzieciństwie od swoich rodziców. Ale on jest już dorosły! To jego obowiązkiem jest radzenie sobie ze swoimi emocjami. Ty nie musisz wszystkiego rozumieć i wybaczać.

3. Empatia jako naiwność

Myślisz, że u podstaw działań każdego człowieka są tylko dobre intencje, które po prostu czasem zmieniają się w szkodzące innym czyny? Wierzysz, że każdy człowiek jest z gruntu dobry? Niestety, mamy dla ciebie złą wiadomość – jesteś w błędzie! Niestety na świecie istnieją też jednostki zaburzone, którym przyjemność sprawia krzywdzenie i manipulowanie innymi. Tacy ludzie stawiają swoje interesy ponad twoimi. Są mili i przyjaźni, ale tylko do momentu, do którego jesteś im potrzebna. Wiemy, niestety bardzo trudno w to uwierzyć i się z tym pogodzić. Ale im bardziej naiwna jesteś – tym oni bardziej do ciebie lgną. Czują, że dasz się wykorzystać. Czują, że mogą od ciebie brać i krzywdzą cię bez specjalnego celu. Nie mają głębszej refleksji, ponieważ brakuje im empatii i realnego wglądu w siebie. Mało tego, wierzą, że to oni mają rację, że to oni są biedni i poszkodowani.

4. Cierpienie jako trampolina dla podziwu

Jeśli godzisz się na związek, w którym jesteś notorycznie raniona… Jeśli pozwalasz się dręczyć… Jeśli cierpisz, płaczesz i potem opowiadasz o tym przyjaciółkom, które otulają cię swoją mądrością, pomocą, radami… Jeśli ich nie słuchasz, tylko dalej z niejasnych dla siebie przyczyn tkwisz w tym toksycznym związku, warto byś się zastanowiła: czy poczucie bycia ofiarą – nie jest dla ciebie – wygodne?

Wiem, że brzmi to absurdalnie. Wiem, że może wydawać ci się niesprawiedliwe albo nawet brutalne. Ale uwierz, część kobiet naprawdę czerpie satysfakcję z tego, że są tak dobrymi osobami, mimo krzywd, które na nie zsyła świat.

Dzięki temu mogą opowiadać ludziom o swojej wspaniałomyślności, krzywdach i dobroci. Świat oczywiście to podziwia, bo widzi w nich osoby pokrzywdzone. A one wtedy czują się nagrodzone i dlatego nie chcą niczego zmieniać. Wolą tkwić w toksycznej relacji, dzięki której dostają od innych ludzi podziw i wsparcie.


Zobacz także

„Nie umiem pogodzić się z Jej chorobą, z Jej starzeniem. Nie umiem być taka dorosła”

Czym są szkodliwe treści w internecie?

Trendy na kuchennym blacie