Lifestyle

A może tak Sylwester w teatrze? Mamy kilka propozycji last minute z Warszawy i Krakowa

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
30 grudnia 2021
Fot. iStock/svetikd
 

Pożegnajmy rok 2021 z przytupem i w doborowym towarzystwie! Warszawski Och-Teatr zaprasza na „Słonecznych Chłopców” z nieocenionym komediowym duetem Arturem Barcisiem i Cezarym Żakiem. Zaś Teatr Polonia na „Cwaniary” Sylwii Chutnik w reż. Agnieszki Glińskiej. Kraków też ma swoje propozycje! W Teatrze Nowym Proxima czeka pokaz spektaklu „Kora. Boska” z dodatkowymi przebojami Maanamu. Do tego szampan gratis i możliwość kuluarowych rozmów, nie tylko o teatrze.

Teatr Polonia, Warszawa

A może powitamy nowy rok w towarzystwie kobiecej ferajny, nucąc warsiawskie podwórkowe ballady razem z Cwaniarami? W ostatni wieczór tego roku spektakl można zobaczyć dwukrotnie — o godz. 18:00 oraz 20:30, a po każdym z pokazów będzie wspólnie wzniesiony toast za pomyślność nadchodzącego 2022 roku. Wejściówki na spektakle sylwestrowe w cenie 50 złotych będą dostępne 31 grudnia wraz z otwarciem kas. Ich pula jest ograniczona.

„Cwaniary to o opowieść o kobiecym gangu i losach tworzących go czterech kobiet z różnych środowisk. Brawurowa historia o sprawiedliwości, zemście, karze i winie. Adaptacja Marty Konarzewskiej i Agnieszki Glińskiej korzysta z postaci i elementów fabuły głośnej łotrzykowskiej powieści Sylwii Chutnik, ale jednocześnie wpisuje tę historię w pejzaż dzisiejszej Warszawy. To chuligańska, kobieca opowiastka o życiu i śmierci, dopełniona balladami podwórkowymi w aranżacjach Jana Młynarskiego.


Och-Teatr, Warszawa

Nowy Rok widzowie Och -Teatru powitają ze „Słonecznymi Chłopcami” Neila Simona w reż. Marcina Hycnara. Mistrzowie humoru Cezary Żak i Artur Barciś zagrają aż dwa razy o godz. 17:00 i 20:30, skutecznie zaklinając nadchodzący rok żartem i wspólnym toastem. W cenie lampka szampana. Wejściówki na spektakle sylwestrowe będą dostępne 31 grudnia wraz z otwarciem kas. Ich pula jest ograniczona.

„Słoneczni Chłopcy” to historia dwóch zapomnianych aktorów, którzy swoimi skeczami przez lata rozbawiali publiczność kraju, skupiając przed telewizyjnymi ekranami całe rodziny. Postrzegani jako nierozłączny duet, w rzeczywistości nie mogą znieść swojego towarzystwa. Od lat pozostają skłóceni i nie utrzymują kontaktu. Pewnego dnia jednak otrzymują intratną propozycję powrotu do studia telewizyjnego ze swoim legendarnym popisowym numerem. Czy wygrają wzajemne animozje, potrzeba bycia w centrum uwagi, a może jednak chęć bycia razem?

 

Teatr Bagatela, Kraków

W sylwestrowy wieczór Teatr Bagatela zaprasza na nowy spektakl „Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits w reżyserii Krzysztofa Materny. To będzie nietuzinkowe odczytanie Sienkiewiczowskich lektur. W przedstawieniu Kmicic sprząta trupa Janka Muzykanta, Staś i Nel spotykają Latarnika, a Neron śpiewa Ogrzej mnie przed pożarem Rzymu. Zobaczymy też pojedynek Zbyszka z Bogdańca z krzyżakiem na topory, nauczymy się wbijać na pal i własnym ciałem łupać orzechy. Wszystko w klimacie montypythonowskiego absurdu, wzbogacone piosenkami autorstwa Macieja Stuhra i Janusza Stokłosy.

Teatr Variete, Kraków

Aktorzy zapraszają widzów z Krakowa prosto do Hollywood. Sylwestrowy wieczór upłynie pod znakiem spektaklu Pretty Woman. The Musical”. To współczesna bajka o Kopciuszku i uwielbiana na całym świecie kultowa komedia romantyczna, tym razem na scenie teatralnej i w broadwayowskim stylu. Prostytutka Vivian Ward zostaje zatrudniona przez biznesmena Edwarda Lewisa na tydzień jako reprezentacyjna dama do towarzystwa. Czy świadczącą usługi przy Alei Gwiazd Vivian i Edwarda (zapracowanego miliardera zjawiającego się w Los Angeles w interesach i przyzwyczajonego do życia w luksusie), połączy coś więcej niż przelotna „zawodowa” relacja? Uwaga: Spektakl przeznaczony jest dla widzów od 16 roku życia.

Teatr Stu, Kraków

Teatr Scena Stu zaprasza na sylwestrowy pokaz spektaklu Kiedy sobie znowu umierała w reż. Mirosława Gronowskiego. O czym jest spektakl? Tania to stara panna, która mieszka w ciasnej, moskiewskiej garsonierze wraz ze swoją matką Zofią, która rozpacza nad tym, że umrze bez zięcia i wnuków. Tak mijają kobietom kolejne dni ich wspólnego starzenia się — przepełnione troską, miłością, ale i monotonią, samotnością i beznadzieją. Kiedy pewnego dnia omyłkowo do ich mieszkania trafia spieszący do swej kochanki Igor, Tania postanawia to zrządzenie losu wykorzystać, aby dać swej matce odrobinę pociechy. Z pełną zawziętością wciąga przypadkowego gościa w odgrywanie roli jej kochanka sprzed lat. Czy przekona Igora do udziału w tej romantycznej grze? Jakie jeszcze zaskakujące fortele zastosuje w swojej intrydze?

Teatr Nowy Proxima, Kraków

W sylwestrową noc z pewnością będzie się działo w Teatrze Nowym Proxima! Na początek: pokaz spektaklu „Kora. Boska” z dodatkowymi przebojami Maanamu, wspólny toast i zabawa z artystami w Kawiarni Literackiej, bingo z nagrodami prowadzone przez Papinę McQueen.

 

 


Lifestyle

Miłość w sylwestra? Cztery singielki, cztery szczęśliwe zakończenia

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 grudnia 2021
Fot. iStock/AzmanL
 

Myślicie, że to tylko w komediach romantycznych? Nic bardziej mylnego. To życie. Samo życie. Cztery bohaterki, czterech bohaterów. One: zdeklarowane singielki albo po trudnym związku, wkurzone, zmęczone, dwie z nich w ogóle nie chciały wyjść z domu 31 grudnia. Jedna znalazła miłość  za progiem swojego mieszkania.

Agata

Tydzień przed Wigilią rzucił mnie narzeczony, mieliśmy się pobrać w kolejne wakacje. Święta przeleżałam w łóżku, podobne plany miałam na sylwestra. Jednak popołudniu wpadła do mnie koleżanka, która też rozstała się z facetem. Przyniosła butelkę wiśniówki i rzuciła: „Chociaż się upijmy”. Szybko zorientowałyśmy się, że jedna butelka nam nie wystarczy. Już trochę wcięte poszłyśmy do pobliskiego supermarketu, gdzie ludzie robili ostatnie zakupy. Zachowywałyśmy się strasznie, głośno komentowałyśmy, że po co się bawić, jak widziałyśmy pary, zaczepiałyśmy je: „I tak się rozstaniecie, po co ta szopka, miłość nie istnieje”. Do koszyka wrzuciłyśmy kilka butelek kolorowej wódki i szampana.

„Nie przesadzacie?” – spytał facet, który stał przed nami do kasy. On chyba chciał zażartować, ale ja się wściekłam. Zaczęłam krzyczeć na niego, że to kompletne chamstwo tak kogoś zaczepiać. „Bo wy nie jesteście chamskie” mruknął i zaczął pakować swoje rzeczy do plecaka. Nawet nie patrząc na mnie, odwrócił się i zaczął wychodzić. Pobiegłam za nim „Jestem chamska, bo mam złamane serce! Też byś się tak zachowywał!”. „No akurat nie, bo też się z kimś rozstałem, nie jesteś jedyna” rzucił.

Zaczęliśmy rozmawiać, było zimno, więc w końcu spytał się, czy wpadniemy do knajpy, gdzie będzie tej nocy, nie musimy mieć zaproszenia, bo to knajpa jego kumpla. „Pewnie” odpowiedziałyśmy, miałyśmy się tylko ogarnąć i przebrać. W domu wpadłam w panikę, po co mamy iść, to absurd, to jakiś obcy koleś i na dodatek pewnie sfrustrowany, bo po rozstaniu.  Zaczęłam widzieć rzeczy, hmm, trzeźwo. To koleżanka niemal siłą mnie zaciągnęła na tę imprezę, chciała się zabawić. No i zabawiłyśmy się obie. Ja wyszłam za mąż za chłopaka z supermarketu rok później, ona za jego kumpla… dwa lata później.

Karolina

Od zawsze nienawidziłam Sylwestra, nie dlatego, że przeżyłam kiedyś coś nieprzyjemnego ostatniego dnia roku. Po prostu zabawa na życzenie wydawała mi się absurdalna. W 2015 roku byłam już dość długo sama, ale nie płakałam z tego powodu. Zajmowałam się karierą, w końcu, po latach odkładania, wzięłam kredyt i kupiłam mieszkanie. To miał być pierwszy Sylwester w nowym miejscu. Na początku chciałam nawet zrobić kameralną kolację dla przyjaciół, ale większość z nich planowała jechać w góry. Mnie też to proponowano, ale nie mogłam. Miesiąc wcześniej adoptowałam kotkę. Była jeszcze dzika i zalękniona. 31 grudnia rano sprzątałam na tarasie, zorientowałam się później, że zostawiłam otwarte drzwi. Przestraszyłam się, że zwierzak uciekł, szczególnie, że wołałam ją i nie reagowała– przewaliłam całe mieszkanie, kota nie było. Zdenerwowałam się, bo wokół wystrzeliwano petardy. Ubrałam się więc wyszłam jej szukać. Cały czas wołałam: „Tośka, Tośka, Tośka…”.

Sylwestrowa impreza

Fot. Materiały prasowe

 

„Zginęło pani dziecko?” zaczepił mnie na osiedlu mężczyzna.. „Nie, kot” zaśmiałam się. On też się zaśmiał, powiedział, że ma trochę czasu i mi pomoże, ale jego zdaniem kot cały czas jest w domu.

Też należał do teamu kociarzy i miał podobne zdarzenie ze swoim kocurem. Szukał go, jak wariat, a tymczasem futrzak siedział za szafą. „Dobra, chodźmy do mnie” mruknęłam. Po drodze okazało się, że facet mieszka w tej samej klatce i na tym samym piętrze. Też się niedawno wprowadził. I cóż, miał rację. Tośka siedziała ukryta za jednym z kartonów– nie mam pojęcia, jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć. Dziś się czasem śmiejemy z moim facetem (tak, wciąż ma mieszkanie na tym samym piętrze – teraz je wynajmuje), że to przeznaczenie. Choć dzień później, jak opowiadałam tę sytuację przyjaciółce, krzyczała: „Jesteś nienormalna, przecież to mógł być morderca, który pod byle pretekstem chciał do ciebie wtargnąć”.

Dobrze, że nie byłam jednak ostrożna.

Ewa

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, koleżanka wyciągała mnie na domówkę. Miałam jechać z chłopakiem, który mi się podobał i z którym czasem się spotykałam, ale on w ostatniej chwili odwołał. Byłam wściekła, podejrzewałam, że mnie wystawił, bo ma kogoś innego. Kiedy się denerwuję, nie lubię pić, postanowiłam pojechać na sylwestra własnym autem. Tamtego dnia byłam zmęczona, wcześniej spędziłam dzień u chorej babci, sprzątałam jej mieszkanie, robiłam obiad, potem jeszcze musiałam pracować. Byłam zdekoncentrowana i pewnie dlatego na światłach nie zauważyłam auta po prawej, które miało pierwszeństwo.

Fot. iStock / CoffeeAndMilk

 

Doszło do stłuczki, z hondy wyskoczył facet, machał rękami. Przyznam, że gdy go zobaczyłam, zamarłam. Straciłam język w gębie, zaczęło walić mi serce. Wyglądał, jak facet z mojego snu. Ideał. On później przyznał, że poczuł to samo.

Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, zaczęłam go przepraszać, błagać, żeby nie wzywał policji, bo samochód jest na mojego tatę, który strasznie się wścieknie. Tłumaczyłam się, jak nastolatka. On nagle odpuścił, był bardzo miły, uspokajał mnie. Spisaliśmy umowę, wymieniliśmy się kontaktami. Kompletnie skołowana pojechałam na imprezę, bawiłam się średnio. O północy dostałam SMS: „Mam nadzieję, że już jest pani spokojna, w końcu wszystko zdarzyło się w zeszłym roku”. To był on, mężczyzna z hondy. Zaczęliśmy do siebie pisać, on był gdzieś ze znajomymi, ja gdzieś ze znajomymi. Każde z nas gdzieś się zamknęło, straciliśmy zainteresowanie resztą. Potem, nad ranem, jeszcze gadaliśmy przez telefon. A następnego dnia? Następnego dnia poszliśmy na randkę. Cała sytuacja miała miejsce 10 lat temu. I choć może nie jesteśmy idealnym związkiem, wciąż się kochamy. Mamy dwoje dzieci, właśnie budujemy dom.

Monika

300 kilometrów. Tyle musiałam przejechać, żeby dotrzeć na imprezę sylwestrową do mojej współlokatorki ze studiów. Byłam na święta w rodzinnym mieście, wstałam o piątej, żeby zdążyć na pociąg. Wsiadłyśmy do złego, w przeciwnym kierunku. Na szczęście udało się przesiąść. Jechałyśmy we dwie. Obie po serii idiotycznych związków. Z myślą: pijemy, bawimy się, zero chłopów. Do dziś nie mogę się nadziwić, że się na to zdecydowałam. Oprócz tego, że godzina zabójcza, podróż była tą z serii wysokiego ryzyka. Jechałyśmy do miasta, z którego pochodzili faceci – bohaterowie moich ostatnich trzech kompletnie idiotycznych związków. Mało? To ten sam krąg znajomych, co moja współlokatorka. Nie czarujmy się, pchałam się więc w paszczę lwa.

Fot. iStock/PeopleImages

 

No i oczywiście poznałam kolejnego z tego kręgu… Był jakiś taki wyniosły, przyszedł z misiem i twierdził, że wziął go po to, żeby mieć z kim pić, siedział na podłodze pod ścianą w pokoju, gdzie były tańce. Potem dowiedziałam się, że to ten M., o którym gadały koleżanki, jaki to playboy i bóg-wie-co. Przysiadłam się – idiotka – i zagadałam. Coś musiało pyknąć (choć kompletnie tego nie pamiętam), bo potem przez całą noc łaził za mną, żeby załapać się na seks. Odganiałam go, mówiąc: „Daj spokój, nic z tego nie będzie, nie jestem taka”. A on mędził: „Ale na chwilkę chociaż”. Ładna mi chwilka, bo jesteśmy już razem 18 lat i mamy nastoletnią córkę.

Zatem nici z postanowienia, że zero chłopa, a tymbardziej stamtąd.

spisała: Katarzyna Troszczyńska


Lifestyle

On uratował jej życie, ona odwdzięczyła się tym samym. Niezwykła przyjaźń taksówkarza i jego psa

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 grudnia 2021

Lajla i pan Dariusz. Pan Dariusz i Lajla. Nierozłączni. On siedzi na kanapie, ona obok. On idzie do kuchni, ona za nim. On śpi w domku na działce? Ona przy nim, nie ruszy się zanim pan nie wstanie. On jedzie do pracy, ona już gotowa czeka przy drzwiach. Poznajcie załogę niezwykłej taksówki.

1.

Strata (kiedyś)

– Możemy zrobić kolejną operację, ale nie daję gwarancji, że suka będzie potem chodzić– mówi weterynarz, do którego Dariusz Nazarewicz od kilku miesięcy przychodzi ze swoim owczarkiem niemieckim, Tają. Jest jednym z ludzi walczących o ukochanego psa. Ale boi się. Ropomacicze, zwichnięty staw biodrowy, anemia, teraz rak trzustki. Dwie ciężkie operacje. Weterynarz zostawia decyzję Dariuszowi, ale wiadomo, że Taja słabnie, już teraz ledwo chodzi. Nie ma właściwie prawie żadnych szans. Dziś pan Dariusz mówi: – To była walka serca z rozumem. Egoizmu z miłością, która pozwala psu odejść. Wygrało to drugie.

2.

Spotkanie

Pan Dariusz nie może spać, jest zrozpaczony. Później powie: „Nie nadawałem się do życia”. Ma wyrzuty sumienia, może podjął złą decyzję? Powinien dać suce jeszcze dzień, dwa, tydzień? Może jednak zdecydować się na kolejną operację? Z drugiej strony wie, że to nie miało sensu. Konsultował to z niejednym weterynarzem.

Tęskni za Tają, czuje, że stracił sens życia, chwilami wydaje mu się, że zwariuje. Można tak kochać psa? Można. I to wiedzą osoby, które przeżyły to samo. Już po tygodniu zaczyna przeglądać stronę schroniska dla zwierząt. Tak, jest pewien, uratuje go tylko kolejna psia miłość. Wsiada w samochód i jedzie na Paluch, to znane, warszawskie schronisko. Krąży między boksami i nagle… staje, jak wryty. Serce zaczyna szybciej bić. W jednym z boksów siedzi pies, który wygląda jak Taja. To też owczarek niemiecki, suka. Okazuje się jednak, że nie jest do adopcji, bo została odebrana właścicielce, która nie chce się zrzec praw do niej i do dwóch innych owczarków niemieckich też zabranych z interwencji. „Trzeba czekać na wyrok sądu” słyszy pan Dariusz w schronisku.

– Ludzie po takiej wiadomości rezygnują, boją się, że się za bardzo przyzwyczają, a potem okaże się, że pies nie może zostać adoptowany. Dla mnie to nie było istotne, chciałem choćby przebywać obok Lajli– wspomina dzisiaj Dariusz Nazarewicz. I dodaje: – Jeździłem do niej codziennie o dziesiątej, zabierałem ją na działkę, spacer i codziennie o 15.30 odstawiałem ją do schroniska. Wchodziła do bosku i odwracała się do mnie tyłem, była obrażona. Ale następnego dnia rano, już przed dziesiątą, na mnie czekała.

Dwa miesiące później właścicielka owczarków w końcu zrzeka się do nich praw. Lajla trafia do domu pana Dariusza i jego żony.

 

3.

Przyjaźń

Lajla jest inna niż Taja. Bardziej pewna siebie. Akceptuje obcych. Ale w domu czasem boi się żony pana Dariusza. Oboje zdają sobie sprawę, że wynika to z jej doświadczeń z przeszłości. Gdy żona pana Dariusza podnosi głos (nie na psa, tak po prostu, wystarczyło, że mówi głośniej) Lajla chowa się w innym pomieszczeniu i dopiero po jakimś czasie wychodzi sprawdzić, czy już jest spokojnie. Na początku jednak zostaje w domu bez ukochanego pana.

Któregoś dnia Lajla choruje, ma problemy z żołądkiem. Żona dzwoni do pana Dariusza i prosi, żeby podjechał i wyszedł z suką, bo znów szczeka i pokazuje na smycz.

– Szybko skojarzyła fakty, mój głos w telefonie, chwilę później mój powrót– mówi Dariusz Nazarewicz. –Gdy wyzdrowiała, po dwóch godzinach od mojego wyjścia podchodziła do stołu, gdzie leżał telefon żony i trącała go nosem. Na początku żona nie wiedziała o co chodzi, potem zaczęła się domyślać, bo sytuacja się powtarzała. Kiedyś zrobiła eksperyment i po takim znaku od Lajli zadzwoniła do koleżanki. Lajla słysząc inny głos, zaczęła dosłownie wyć do telefonu. Potem żona zadzwoniła do mnie, chwilę później Lajla już stała pod drzwiami gotowa do wyjścia.

Pan Dariusz zaczyna zabierać Lajlę do taksówki. Zawsze pyta ludzi, czy nie przeszkadza im pies.

taksówkarz i jego pies

4.

Praca

Trzecia w nocy, do taksówki pana Dariusza wchodzi mężczyzna. – Niech będzie pochwalony mówi. „To pewnie ksiądz” myśli Nazarewicz. Ale zanim ruszą do taksówki podchodzi inny mężczyzna, też chce wsiąść. „Ksiądz” zaczyna obrzucać go takimi wyzwiskami, że pan Dariusz myśli, że chyba nieliczni bandyci takie znają. Ruszają, a Lajla cały czas wpatruje się w „księdza”.

–Ugryzłaby mnie? Taka jest spokojna
–Proszę pana, ona jest skuteczna, gdyby próbował mi pan coś zrobić, owszem, zareagowałaby.

– Pięć razy  mnie o to spytał– wspomina  pan Dariusz. – W końcu nagle stwierdził, że kończymy kurs, a wcześniej chciał jechać dużo dalej. Ponieważ to był początek covidu, starałem się czyścić auto po każdym pasażerze, w miejscu, w którym siedział „ksiądz” znalazłem młotek, półkilogramowy, z dużym trzonkiem… Dziś myślę, że Lajla mnie uratowała. Zresztą tak pewnie zdarzyło się nieraz. Wystarczy, że podejdzie ktoś podejrzany, a ja otworzę drzwi bagażnika. Nic nikomu nie robi, ale wystarczy, jak spojrzy. Zauważyłem też, że jak wchodzi ktoś, kto nie wydaje się zagrożeniem, Lajla się kładzie, jest spokojna, w innym przypadku cały czas siedzi i obserwuje człowieka. Czasem biorę ją na przednie siedzenie, szelki przypinam do pasa bezpieczeństwa, niektórzy ludzie tak wolą. Choć jestem jej pewien, bo przez dwa lata naszej wspólnej pracy nigdy nie zachowała się nieprzewidywalnie. Tylko jeden raz złapała jednego faceta lekko zębami. Był pijany, załatwiał się na postoju. Zwróciłem mu uwagę, żeby poszedł w ustronne miejsce. Razem z kolegą zaczęli się ze mną kłócić, zachowywali się agresywnie. Normalnie może bym się ich bał, ale tak to podszedłem do bagażnika i go otworzyłam. Lajla wyszła i podbiegła do pana i ostrzegawczo złapała go w nagie udo, mężczyzna wciąż był bez spodni. Wystarczyła sekunda, żeby panowie zniknęli.

5.

I znów spotkanie

Zamawiam taksówkę. Dzwoni kierowca: „Czy mogę być z psem?”.

„A jakie imię?” – pytam.

„Dariusz” – słyszę odpowiedź.

„Pies Dariusz?”.

„Nie, to ja, a pies – Leila”.

„A da się Leila pogłaskać?”.

„Oczywiście”.

„To jadę”.
 Tak zaczyna się historia o panu Dariuszu, którą na swoim profilu opisał Mariusz Szczygieł, znany reporter.

To dzięki niemu świat zainteresował się Leilą i jej panem.

Gdybyście i wy chcieli ich spotkać, pan Dariusz zwykle stoi na postoju na Dworcu Południowym w Warszawie (to niedaleko metra Wilanowska).

 

 

 


Zobacz także

„Mamo, bo ta gra wolno działa”. Znacie to? Przy zakupie sprzętu zwróćcie uwagę na konfigurację

Niestabilni emocjonalnie. Każdy z nas zna co najmniej jedną taką osobę

Naturalne suplementy, które ułatwiają odchudzanie

Naturalne suplementy, które ułatwiają odchudzanie