Lifestyle Macierzyństwo

Szlaban na komputer – czy jest to właściwa metoda wychowawcza?

Redakcja
Redakcja
30 listopada 2015
Fot. Materiały prasowe
 

Decyzja o szlabanie zazwyczaj zapada w przypływie gniewu i złości. Rodzice działają impulsywnie, dlatego ich kary nie zawsze są przemyślane. Czy w dobie komputerów i Internetu, z których współczesne dzieci korzystają również jako pomoc w nauce, szlaban na komputer to właściwa metoda wychowawcza?

Badanie „Generacja Z od A do Z”[1] zrealizowane na zlecenie platformy edukacyjnej Squla.pl wykazało, że wspólne odrabianie pracy domowej to najczęściej wymieniana aktywność wykonywana przez rodziców i ich dzieci (74%). Udział rodzica w domowej nauce dziecka cieszy, jednak większość rodziców zapomina, że ulubioną aktywnością dziecka po szkole są gry komputerowe. Tymczasem wspólne spędzanie czasu z dzieckiem na graniu, tak krytykowanym przez rodziców, deklaruje zaledwie 29% z nich. Czy połączenie domowej nauki i gry jest możliwe?

Gry placem zabaw

Zabawa jest naturalną formą dziecięcego poznawania świata. Rozrywka pobudza wyobraźnię, motywuje do dalszego poznawania, tym samym dziecko szybciej zapamiętuje i utrwala wiedzę.

Możliwość pokonywania kolejnych etapów i podnoszenie poprzeczki, to czynnik, który powoduje, że dzieci tak chętnie sięgają po rozrywkę w postaci gier – tłumaczy André Haardt, założyciel platformy edukacyjnej Squla.pl

Nadal większość rodziców tę formę rozrywki traktuje jako zagrożenie, ograniczając dzieciom czas spędzany przed ekranem komputera. Jak pokazuje nasze badanie, pomimo negatywnego stosunku rodziców do gier komputerowych, nie towarzyszą oni dziecku we wspólnej grze.

Badanie „Generacja Z od A do Z” wykazało, że w istocie większość rodziców (90%) śledzi działania dziecka w sieci. Jednak sama kontrola nad aktywnością dziecka nie buduje więzi rodzicielskiej. Tworzą ją zazwyczaj czynności wykonywane wspólnie. Obserwujemy pewną zmianę pokoleniową – Internet powoli wypiera telewizję. W trakcie jednej godziny poświęconej na rozrywkę, częściej wybierany przez dziecko jest Internet (36%), niż telewizja (27%). Oglądanie telewizji to druga, po wspólnej nauce, najczęściej wskazywana przez rodziców czynność wykonywana z dzieckiem (71%). Korzystanie z Internetu i wspólne granie w gry pozostaje natomiast daleko w tyle – dodaje André Haardt ze Squli.

Internet i nauka – można to połączyć!

Jednym z podstawowych błędów rodziców, jest zbyt pochopne kojarzenie Internetu tylko i wyłącznie z dziecięcą rozrywką. Sieć może jednak posłużyć jako przydatne narzędzie do pomocy w domowej nauce, trzeba tylko wiedzieć jak ją w tym celu wykorzystać. Takim przydatnym narzędziem jest platforma edukacyjna Squla.pl, dzięki któremu dziecko utrwala wiedzę zdobytą w szkole poprzez interaktywne gry i quizy z wszystkich przedmiotów szkolnych. Squla jest w pełni zgodna z podstawą programową Ministerstwa Edukacji Narodowej, a jej partnerem jest Oxford University Press. Główny cel tej interaktywnej platformy jest oswojenie uczniów klas 1-6 z testami i egzaminami, w tym testem szóstoklasisty. Squla stawia przed uczniem kolejne wyzwania dostosowane do jego poziomu umiejętności, a postępy nagradza punktami, które można zamienić na nagrody, m.in. karty upominkowe do Smyka lub Empiku oraz gadżety szkolne. Jej ogromną zaletą jest również aplikacja dla rodzica, w której może on śledzić postępy swojego dziecka. Twórcy Squli, na podstawie obserwacji z badań najmłodszego pokolenia, stworzyli jeszcze jedno atrakcyjne rozwiązanie na swojej edukacyjnej platformie – możliwość zmierzenia się z rodzicem w quizach. Wspólna rywalizacja: dziecko kontra rodzic, gwarantuje utrwalanie wiedzy oraz rozrywkę jednocześnie, a co najważniejsze podtrzymuje więzi rodzinne i sprawia, że dziecko ma w swoim rodzicu przyjaciela, a nie strażnika.

Być odpowiedzialnym rodzicem

Zrozumienie i odpowiadanie na zapotrzebowania dziecka gwarantuje sukces wychowawczy. Dzieci uwielbiają skupiać na sobie uwagę rodzica, chwaląc się wynikami w szkole lub nowo poznanymi umiejętnościami. Świat gier pochłania je tak bardzo, że kolejne etapy przeżywają z jeszcze większą ekscytacją. Stosowanie kary na gry, jako czynnika motywującego do odrabiania prac domowych, może poskutkować efektem przeciwnym niż zamierzony. Dla dziecka nauka zacznie kojarzyć się z przykrym obowiązkiem, wykonywanym szybko i niedokładnie, tylko po to, by móc znowu powrócić do gry. Rozwiązanie tego problemu jest proste – połączenie wspólnej nauki i gier. Gry i platformy edukacyjne pozwalają w tym wypadku zachować zdrowy balans między światem online i offline, zabawą i nauką – jednocześnie!

 


Artykuł powstał we współpracy ze platformą edukacyjną Squla.pl

[1] Raport „Generacja Z od A do Z” na zlecenie Squla.pl przez Gemius Polska, sierpień 2015.


Lifestyle Macierzyństwo

Woda z kranu kontra butelki – ostateczne starcie. Czyli, to warto wiedzieć

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 listopada 2015
Fot. iStock / Helmut Seisenberger
 

Woda prosto z kranu robi się coraz bardziej popularna i modna. I dobrze. Po przez całe lata narosło wokół niej tyle mitów, przekonań i przyzwyczajeń, że miejskie wodociągi zmuszone są promować wodę w specjalnych filmikach. To dość zabawne, że poniekąd sami płacimy za udowodnienie sobie, że kupujemy (bo wodę w kranie sami sobie  „kupujemy”) dobry produkt.

Co ciekawe na co dzień, również sami często zaprzeczamy swoim „przekonaniom”. A jak jest naprawdę?

Woda z kranu nadaję się do picia

TAK. Osobiście bardzo nie lubię tego stwierdzenia. „Nadaje” – nie brzmi zbyt zachęcająco, bo przecież gdybyśmy umierali z pragnienia ostatecznie nadawałaby się taka z kałuży… Woda z kranu jest BARDZO DOBREJ JAKOŚCI I JEST ŚWIETNA DO PICIA. Ale fakty są takie:

– woda z kranu jest całkowicie bezpieczna, jest wolna od toksyn, niebezpiecznych bakterii, zanieczyszczeń
– woda z kranu jest przez cały czas poddawana specjalistycznym kontrolom
– „kamień” z tej wody – czyli tak naprawdę osady mineralne – nie odpowiada za mityczną kamicę nerkową
– woda butelkowana wcale nie jest lepsza od „kranówy” – wbrew pozorom często nie podlega tak częstym i restrykcyjnym testom, jak woda miejska”.
– dyrektywy UE dokładnie regulują kwestie jakości i bezpieczeństwa. Zresztą czas, gdy woda lejąca się z kranu przypominała kolorem „żurek” już dawno minęły. 

Gdyby była czysta, to by smakowała, jak z górskiego źródełka

BIP – NIEPRAWDA. Czasem można odnieść wrażenie, że woda z kranu ma charakterystyczny zapach i smak. To z powodu chloru. Ale to właśnie on dba o bezpieczeństwo wody. Stężenie chloru jest bezpiecznego dla naszego organizmu – nie myślcie o nim w kategoriach chemii. Chlor jest jednym z wielu pierwiastków, potrzebnym naszym ciałom. A konkretnie, to własnie chlor (w towarzystwie sodu i potasu) odpowiada za regulację gospodarki wodnej i utrzymania równowagi kwasowo-zasadowej. Chlor dostarczany w wodzie – nie szkodzi naszemu zdrowiu.

Twarda woda szkodzi zdrowiu

NIE. To absolutny mit. Boimy się kamienia w kubku z herbatą, a po chwili biegniemy do sklepu po mineralizowaną wodę w butelce. Nie gotujcie wód mineralnych czy mineralizowanych – szkoda czajnika. Twarda woda najbardziej szkodzi naszym sprzętom. Tzw. kamień, który nęka nasze kuchenne akcesoria i pralki, to nic innego jak osad mineralny. Nie szkodzi nam. Podczas gotowania osad wytrąca się. To jedyny dodatkowy efekt wody przegotowanej. Żeby napić się wody prosto z kranu, wcale nie trzeba jej przegotowywać (nie zawiera żadnych szkodliwych drobnoustrojów) – to tylko nasze przyzwyczajenie, tak na wszelki wypadek. Komfort można poprawić sobie w banalny sposób. Wystarczy filtr wody do domowego użytku. I wcale nie mam tu na myśli wymyślnych i kosztownych instalacji. Wystarczy dzbanek filtrujący, mały, niedrogi – dostępny dla każdego. dzięki niemy zaoszczędzimy również trochę czasu (nienawidzę szorowania kubków po herbacie – znacie to?)  i przedłużymy życie naszego czajnika elektrycznego. Prawda, że proste?

Bardzo trudno nam jest zmienić przyzwyczajenia i przekonania, gdy byliśmy mali napicie się kranówy było oznaka odwagi lub głupoty, ale te czasy już dawno minęły. W ciągu ostatniej dekady Polska dokonała olbrzymich postępów i modernizacji sieci wodociągowych. Teraz tylko my musimy dokonać zmiany w swoich zwyczajach, bo przecież chodzi o to, by żyło nam się lepiej i wygodniej… i bardziej eko.

Eko, ponieważ…

– nie ma plastikowych butelek
– jest tańsza
– jej oczyszczanie i dystrybucja są o wiele bardziej przyjazne planecie (pomyślcie chociażby o tych butelkach, albo metodzie transportu?)

agat-blue_side_IMG_8782Nadal nie umiesz się przekonać? Wolisz wodę przegotowaną – tak dla bezpieczeństwa? A co powiesz na fakt, że myjesz w tej wodzie np. jabłko, które zjadasz? Przecież to ta sama woda. Dziś mamy do wyboru naprawdę szeroką ofertę akcesoriów i filtrów, które znacznie poprawiają jakość wody – nie tylko dla zdrowia, ale i dla komfortu. Może pora podrzucić sobie samemu taki dzbanuszek pod choinkę?  Sprawdź, jak wybrać dzbanek na miarę swoich potrzeb.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzbanki filtrujące – co musisz wiedzieć, przed zakupem

Jak działają dzbanki filtrujące wodę?

Niby prosta zasada, a jednak filtr filtrowi nie równy. Filtr, to serce takiego urządzenia i to od niego zależy czy nabędziemy ładny gadżet czy praktyczne i skuteczne urządzenie.

Wkłady filtrujące produkcji AQUAPHOR zawierają jonowymienne opatentowane przez producenta włókno Aqualen, które w wyjątkowo skuteczny sposób rozprawia się z metalami ciężkimi i doskonale uzdatnia wodę, czyniąc ją zawsze czystą i zdrową. Włókno Aqualen zapobiega również powstawaniu tzw. efektu kanałowego. Dzięki Aqualenowi woda, płynąc całą powierzchnią wkładu, nie żłobi w węglu kanalików, którymi „z przyzwyczajenia” płynie aż do zużycia się wkładu i jego wymiany. Aqualen wiąże ze sobą struktury węgla i żywicy na tyle ściśle, że wkład do samego końca filtruje swoją pełną powierzchnią i jest przy tym znacząco bardziej efektywny.

Wkłady filtrujące zmniejszają twardość wody, zapobiegają tworzeniu się kamienia na urządzeniach AGD.

Po co mi dzbanek?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzbanki filtrujące z dodatkiem inteligentnego włókna Aqualen usuwają z wody:

– chlor – dzięki czemu woda ma lepszy smak i zapach
– produkty ropopochodne
– fenol
– pestycydy
– metale ciężkie
– redukują twardość wody – zbawienne dla sprzętów AGD

Czym różnią się dzbanki?

Dzbanki filtrujące wodę różnią między sobą pojemnością, designem oraz przede wszystkim rodzajem filtra. Firma AQUAPHOR posiada w swojej ofercie trzy rodzaje filtrów:
– m.in. dla dzbanków AQUAPHOR Ideal z wkładem uniwersalnym okrągłym AQUAPHOR B100-15 Standard – wystarcza na 1 miesiąc filtrowania
– m.in. dla dzbanków AQUAPHOR Agat z wkładem uniwersalnym, owalnym płaskim  AQUAPHOR B100-25 MAXFOR – wystarcza do 2 miesięcy filtrowania
– m.in. dla dzbanków AQUAPHOR Prestige z wkładem firmowym AQUAPHOR B100-5 – wystarcza nawet do 3 miesięcy filtrowania.

Wybór dzbanków jest ogromny – sprawdź, jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Artykuł powstał we współpracy z firmą AQUAPHOR

 


Lifestyle Macierzyństwo

Tę chemię między nami można wyczuć w powietrzu… Poznaj wzór na miłość

Hanna Strzelecka
Hanna Strzelecka
30 listopada 2015
Miłość jak narkotyk.
Fot. iStock / mediaphotos

Jedna z moich ukochanych piosenek zaczyna się od słów „Byłaś serca biciem, wiosną, zimą, życiem (. . .) „ Każdy choć raz w życiu się zakochał i zna to uczucie, gdy pojawiają się motylki w brzuchu, a serce zaczyna szybciej bić lub gubi swój rytm. Tylko czy zakochanie i miłość to to samo, czy może jednak dwa zupełnie różne stany?

Co na to mężczyźni?

Zabierając się do tego tematu pokusiłam się o zadanie mojemu znajomemu pytania: „Co to jest miłość?” I usłyszałam:  „Miłość jak u Shakespeare’a o jakiej marzą kobiety nie istnieje. Miłość to jedynie procesy chemiczne i biologiczne zachodzące w naszym organizmie. Reakcja na działania hormonów”. Hmmm. Miał rację?

Jeszcze w liceum usłyszałam teorię Platona o miłości i wydaje się, że jego poglądy są najbliższe prawdzie i dzisiejszej wiedzy naukowej. Uważał, że miłość przechodzi trzy następująco po sobie fazy. Pierwszą z nich jest etap, kiedy zauważamy przede wszystkim ciało, następnie zaczynamy dostrzegać duszę, by ostatecznie skupić się na duszy nie na ciele.

Do zakochania jeden krok

Zakochać się jest bardzo łatwo i czasem faktycznie zdarza się to od pierwszego wejrzenia. Jest to tak proste, bo działają emocje. Gdy jesteśmy zakochani, czujemy, że unosimy się nad ziemią i wszystko jest możliwe, nieustannie myślimy o ukochanym i niecierpliwe wyczekujemy chwili ponownego spotkania. Zakochanie jest jak choroba lub obsesja, gdy nie można przestać myśleć o obiekcie swoich westchnień, a chwile bez niego ciągną się bez końca.

Alchemia miłości

Jest to piękny, romantyczny stan, który uszczęśliwia, jednak ma podłoże chemiczne, czyli to zwykła chemia. Niestety za wszystkie te emocje odpowiedzialne są hormony, które na ludzki mózg działają jak narkotyki. A oto lista winnych:

  • serotonina, której spadek oddziałuje na komórki nerwowe  utrudniając koncentrację, równocześnie powoduje niepokój czy uczucia ukochanego nie uległy nagłej zmianie. Wahania poziomu serotoniny sprzyjają gwałtownym zmianą nastroju od euforii po rozpacz, ale także bezustanne, a wręcz obsesyjne myślenie o obiekcie westchnień;
  • fenyloetyloamina, przez naukowców nazywana chemiczną formułą miłości odpowiada za odczuwanie stanu euforii. Jest jedynym znanym w historii bezpiecznym narkotykiem, którego „działkę” otrzymujemy dzięki najmniejszemu kontaktowi fizycznemu z ukochaną osobą, ale wystarczy nawet myśli o niej;
  • noradrenalina, spokrewniona z adrenaliną, daje poczucie lekkiego rauszu i działa dopingująco, dodając energii. Sprzyja poprawie działania pamięci, dzięki czemu zapamiętuje się najmniejsze szczegóły o drugiej osobie i przechowuje się je niczym skarby;  
  • dopamina, nazywana też hormonem szczęścia, bo powoduje euforię i  bezkrytycznie patrzenie na ukochaną osobę, a jej wady nie są irytujące, a wręcz przeciwnie wydają się uroczymi dziwactwami. Działanie podobne do amfetaminy i wywołuje silne objawy fizyczne takie jak przyspieszone bicie serca, wstrzymywanie oddechu, drżenie dłoni oraz bezsenności. Sprawia też, że działania zakochanych stają się nieracjonalne i pojawia się obawa o możliwość utraty ukochanego.

Ostatni kawałek ciasta

Zakochanie jest nietrwałe i z czasem przechodzi obierając jedną z dwóch dróg. Związek kończy się lub przeradza się w trwały stan. Miłość, bo właśnie o niej jest mowa, związana jest z uczuciami, a nie emocjami. Maja one swoje źródło w zmysłach, jednak inaczej u kobiet i mężczyzn. Mężczyźni kochają w oparciu o zmysł wzroku, kobiety natomiast wykorzystują cztery pozostałe zmysły, dzięki czemu kochają mocniej.

Miłość składa się z trzech bardzo ważnych elementów: namiętności, intymności i zaangażowania. Jednak co oznaczają te słowa? Namiętność to wszystkie emocje jakie wiążemy z daną osobą, zarówno te pozytywne jak i negatywne. To dzięki niej tęsknimy, jesteśmy zazdrośni, ale i szczęśliwi będąc z ukochanym. Częścią miłości jest również zaangażowanie, odpowiedzialne za dojrzałą i świadomą decyzję o budowaniu wspólnej przyszłości. Jednak dla mnie najważniejsza jest intymność, która opiera się na rozmowach i dzieleniu się swoimi radościami, smutkami, myślami i marzeniami. Gotowość do otwarcia się i podzielenia się najbardziej skrywaną cząstką samego siebie. Jest to też wzajemne rozumienie swoich potrzeb i dawanie sobie nawzajem tego czego potrzebujemy. Intymność to gotowość pozostawienia ostatniego kawałka ciasta dla ukochanego. Taki drobny gest, a mający tak wielkie znaczenie i moc. A czy wy jesteście gotowe to zrobić?


Zobacz także

„Pogaduchy do poduchy…”. O czym rozmawiamy w łóżku?

Jeden plus jeden to dwa (nie jeden!). Nie mówcie, że kolejne dziecko w rodzinie nie robi różnicy

Regulamin konkursu „Przygody latającego Zibiego”