Lifestyle

Gdy wybuchł skład amunicji, córka spytała: Tatusiu, dlaczego nie wyjechaliśmy wcześniej? Dla niej uciekliśmy z Ukrainy


Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 marca 2022
Olga Zerkal
 

Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, Olga Zerkal cały dzień rozmawiała z bliskimi przez telefon. Z ludźmi z Kijowa, Charkowa i Doniecka. Tak długo, że nie miała siły już wydobyć z siebie słowa. Jej telefon właściwie nie przestaje dzwonić. Dzwonią ludzie proszący o pomoc. Ona tę samą gehennę przeżyła osiem lat temu. Uciekła z Doniecka, czyli z miejsca strategicznego dla Putina, z którego on dziś chce zrobić separatystyczną republikę ludową. Teraz Olga mieszka we Wrocławiu i stara się pomóc, komu tylko może. Organizuje zbiórki, koordynuje noclegi, pomaga emigrantom załatwiać sprawy urzędowe.

Codziennie dyżuruje na linii wsparcia psychologicznego Mindgram, od 19.00 – 21.00 tel. 789-477-425

Poznajcie historię Olgi

– My po Związku Radzieckim jesteśmy wymieszani. Mam rodzinę i bliskich znajomych w Rosji, Doniecku, Kijowie i nikt z nas nie chce tej wojny. Normalni ludzie chcą tylko żyć, pracować i wychowywać dzieci. Wojna nikomu nie jest potrzebna – mówi Olga.

„Ludzie nie wierzą, że powtarza się historia z 2014 roku i że jeszcze raz muszą to wszystko przeżywać, a najgorsze jest to, że ja nie znam ani jednej osoby, która chciałaby przyłączenia do Rosji. Ale wiem, że tacy są. Moim zdaniem jednak to nie jest większość, najwyżej 30% ludzi”.

Ucieczka z domu pod obstrzałem

Osiem lat temu mieszkała z rodziną w Doniecku, 500 metrów od placówki wojskowej, gdzie był skład amunicji. Tę najgorszą chwilę pamięta jak dziś. Był piękny maj, a niebo rozświetlały wybuchy. – W naszym domu trzęsły się wszystkie szyby. Wybuchy, strach, łzy. Nasza córka, Ewa, miała wtedy siedem lat. Pamiętam, jak wtedy mocno przytuliła się do męża i powiedziała tak cichutko: Tatusiu, dlaczego my nie wyjechaliśmy wcześniej? Wtedy popatrzyliśmy się na siebie z Igorem i już wiedzieliśmy, że uciekamy – mówi.

Jej mąż w jeden tydzień zamknął cukiernicze sklepy, ona pożegnała się z pracą prawnika i wyjechali. Pod obstrzałem, by zacząć nowe życie. Od początku myśleli o Polsce. Nie mieli tu ani znajomych, ani rodziny. Po prostu Olga czuła, że to jest kraj słowiański, bardzo podobny do Ukrainy pod względem  kulturowym. Padło ostatecznie na Wrocław. – Droga nie była łatwa, bo mieliśmy w samochodzie: dziecko, kota, cały nasz dobytek zapakowany po dach. Tylko raz zatrzymali nas separatyści na punkcie kontrolnym. Bałam się okropnie, bo zauważyli, że mieliśmy kamerkę, która rejestrowała drogę. Nastraszyli nas mocno, ale na szczęście skończyło się tylko na tym, że musieliśmy im oddać kartę pamięci – mówi.

Wtedy większość ludzi z Doniecka uciekała tylko na Ukrainę, ale oni jechaliś jak najdalej od wojny, starali się nigdzie nie  zatrzymywać, nawet na noc.

Wrocław bez znajomych i wszystko od zera

Olga jestem politologiem i prawnikiem, wykształconym w Doniecku i Charkowie. Ani ona, ani jej mąż nie znali języka polskiego. – W pierwszych tygodniach i miesiącach mój mózg przełączył się jakiś tryb awaryjny. Jak tylko zrozumiałam jakieś słowo, to natychmiast je zapamiętywałam. Spraw do załatwiania było tak dużo, że nie miałam czasu iść na kurs języka polskiego. Wypożyczyłam więc w bibliotece „Alchemika” Paulo Coelho i podkreślałam w książce ołówkiem wszystkie słowa, których nie rozumiałam i nocami przepisywałam je do notesu. Uczyłam się ich na pamiętać i następnego dnia znów to samo. Pamiętam, że na pierwszych stronach tej książki nie rozumiałam 80% słów, a pod koniec już było na odwrót. Jak po trzech miesiącach pojawiłam się w szkole u córki Ewy, nauczycielki mnie chwaliły, że zrobiłam ogromne postępy w języku polskim – mówi.

To był jeszcze taki czas, kiedy Ukraińców w Polsce było niewielu i nie słychać było ich języka na ulicach miasta. Olga i jej mąż Igor byli więc u nas jako jedni z pierwszych i dziś świetnie sobie radzą. Ona wykorzystuje swoją wiedzę prawniczą, ale trzy lata temu zdecydowała się dokształcać dalej, została coachem i terapeutą Gestalt. Dziś pomaga głównie emigrantom, którzy po przyjeździe do Polski chcą założyć swoją działalność. Cały czas pogłębia wiedzę, teraz uczy się we Wszechnicy na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także studiuje on-line w Wyżej Szkole Psychologicznej w Moskwie.

W Doniecku została jej mama z 85-letnią babcią

– Namawiamy, by do nas przyjechali. Codziennie rozmawiamy przez telefon, ale moja mama nie chce zostawić babci, bo twierdzi, że staruszka nie podoła tej podróży. Babcia jest silną osobowością w naszej rodzinie i jak ona mówi, że nie chce opuszczać domu, to nie uda się jej namówić. Poza tym faktycznie ta podróż jest długa i niebezpieczna. Ludzie z Doniecka nie mogą jechać przez Ukrainę, bo nie zostaną przepuszczeni przez Rosjan przez granicę – wyjaśnia Olga. Rodzina musiałaby podróżować przez Rosję, najpierw do Rostowa, a potem w głąb kraju. Nikt nie da im gwarancji, że się uda, bo jednak w którymś momencie musieliby przekroczyć granicę z Ukrainą lub Białorusią. Olga martwi się więc o rodzinę, tym bardziej, że w Doniecku nie ma dobrej opieki medycznej. Niemal wszyscy lekarze wyjechali. – Teraz mój teściowa leży w szpitalu , ponieważ ma covid, ale jest leczona głównie aspiryną, nie podają jej nawet kroplówek, bo wszystkiego brakuje – opowiada Olga.

Ale i tak znacznie gorzej jest na Ukrainie, bo tam giną ludzie. – Piszą do mnie przyjaciele jeszcze z czasów studiów. Mówią, że kilka nocy spędzili na stacji metra w Charkowie, że śpią na zmianę, bo nie ma dla wszystkich miejsc do leżenia – opowiada.  – Rozumiem ich. Osiem lat temu przechodziłam tę samą gehennę.  Chciałam tylko żyć, kochać i wychowywać dziecko. Oni chcą tego samego, dlatego dziś serce mi pęka.

Posłuchajcie rozmowy Małgosi Ohme z Olgą – wspaniałe chwile!

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Gosia Ohme (@gosiaohme)


Lifestyle

„Dziś rozumiem, że moja miłość nie mogła odgonić twoich strachów, uczynić cię szczęśliwym”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 marca 2022
fot. gilaxia/iStock

„Dziś już wiesz, wiemy oboje, że nasze życie to nasze wybory, sploty okoliczności, czasem trochę zrządzenie losu. Ale decyzje podejmujemy sami. Dziś nadal chcę, słyszeć Twoje kocham Cię, ale bardziej zależy mi na tym, żebyś pokochał w końcu samego siebie. Żebyś zaakceptował to płaczące w Tobie dziecko. Ono bardzo potrzebuje Twojej miłości. Weź je na ręce i przytul”.

List przyszedł do naszej redakcji w odpowiedzi na konkurs: „Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… #ListMiłosny

Kochany mój!

Stoimy na rozstajnych drogach, jestem za Tobą i czekam. Wiem, dokąd chcę iść. Podjęłam już decyzję. Czekam tylko na Ciebie. To ma być Twój wybór, pełny i świadomy. Tylko Twój. Nie wymuszony przez głupią babę, która przez prawie 30 lat, według Ciebie, truła Ci głowę i zmuszała do różnych rzeczy, których nie chciałeś.

Popatrz prawie trzydzieści lat żyliśmy ze sobą, ale obok siebie, oddzieleni niewidzialną szybą, którą postawiłeś między nami. Wiem już, że nie mogło być inaczej, bo nikt nie nauczył Cię kochać, a Twoje dzieciństwo było ciągłą ucieczką i próbą ocalenia siebie.

30 lat temu oddałabym wszystko za Twoje kocham Cię. Oddawałam Tobie, a może nam, siebie kawałek po kawałku, dzień za dniem. Przekonywałam Cię, że świat nie jest zły, że to tylko niektórzy ludzie swoim postępowaniem i słowami odbierają nam nadzieję. Tak dużo mówiłeś wtedy o wolności i że nie dasz się nikomu ograniczać, ani zamknąć. Tak właśnie rozumiałeś miłość, jako więzienie i brak wolności, a związek był dla Ciebie ciągłą walką i szarpaniną. O wszystko – kto ma zapłacić rachunki, odebrać dziecko, ugotować obiad, załatwić wizytę u lekarza, ogarnąć remont mieszkania, czy iść na obiad do Twojej matki… Nie chciałeś takiego związku, jak mieli Twoi rodzice – kat i męczennica, alkoholik i współuzależniona ofiara. Nie udało się. Przez długie lata żyliśmy według ich schematu, w oceanie złości i żalu, że jesteśmy tak do nich podobni. Mimo, że nie byłeś alkoholikiem, to ja i tak weszłam w rolę podobną do roli odgrywanej przez Twoją matkę. Wygłaszane przez nią głębokie pseudo mądrości, że faceci to fajtłapy, którymi trzeba się opiekować, że z niczym nie dają sobie rady, że nie są w stanie radzić sobie z codziennym życiem potraktowałam bardzo poważnie i zaczęłam według nich żyć. Wyręczałam Cię we wszystkim, usuwałam przeszkody z drogi, starałam się nie dawać pretekstów do kłótni. Chroniłam Cię przed złym światem, przed samodzielnymi wyborami i ponoszeniem ich konsekwencji. Nie pozwoliłam Ci dorosnąć. Stałam się Twoją drugą matką. Wiem jak to brzmi, ale byłeś wtedy dzieckiem, zamkniętym i przestraszonym, z olbrzymią dziurą w sercu.

Kochany mój!

Przepraszam Cię za to, że nie umiałam wtedy inaczej. Że mogłam tylko tak. Że tak strasznie bałam się Twojego odejścia. Dziś rozumiem, że moja wielka miłość do Ciebie nie zasypałaby tej ciemnej studni w Tobie. Nie uczyniła by Cię spokojnym, ani szczęśliwym. Nie odgoniła by Twoich strachów.

W końcu nie miałam już siły, nie mogłam sama ciągnąć naszego życia z Tobą wiecznie odwróconym do mnie plecami i gapiącym się w ekran komputera. Też wpadłam w ciemną studnię o nazwie depresja. To paradoks, ale dzięki niej dostaliśmy szansę. Jak to w ogóle brzmi: Depresja nowym początkiem? Ale tak jest. Moja choroba, potem leczenie i terapia. W końcu ty też nie miałeś wyjścia, musiałeś rozbić szybę, wyjść ze skorupy…

Kochany mój!

Dziś już wiesz, wiemy oboje, że nasze życie to nasze wybory, sploty okoliczności, czasem trochę zrządzenie losu. Ale decyzje podejmujemy sami. Dziś nadal chcę, słyszeć Twoje kocham Cię, ale bardziej zależy mi na tym, żebyś pokochał w końcu samego siebie. Żebyś zaakceptował to płaczące w Tobie dziecko. Ono bardzo potrzebuje Twojej miłości. Weź go na ręce i przytul.

Jestem tuż za Tobą, blisko. Nigdzie się nie wybieram. W razie potrzeby mogę Cię posłuchać, potrzymam Cię za rękę, ale nie mogę chcę Cię już prowadzić, musisz iść sam. Daję Ci wolność, od wszystkiego i do wszystkiego (oboje lubimy tę książkę Fromma pamiętasz? to ty mnie namówiłeś do czytania..). Poczekam na Ciebie, będę cierpliwa. Ty też bądź. Bądź dla siebie wyrozumiały, walka się skończyła. Możemy iść dalej razem. Teraz tak naprawdę.

Kocham Cię

Ewa


LIST ZOSTAŁ WYRÓŻNIONY W KONKURSIE #LISTMIŁOSNY


Zobacz także

Nowy rok, nowa ty. Poradnik coacha

twerking taniec

Twerking – sposób na to, by dosłownie ruszyć cztery litery. Na czym polega ten taniec?

„Język polski nie jest kobietą!”