Lifestyle

O miłości, małżeństwie, życiu i śmierci – mocno, ale z dystansem. 10 niezapomnianych myśli Marii Czubaszek

Redakcja
Redakcja
31 października 2017
Następny

Czy jest ktoś, kto przynajmniej nie słyszał o Marii Czubaszek? To chyba niemożliwe, bo nie sposób było ignorować jej obecności w mediach, tego co pisała i mówiła. A mówiła bardzo konkretnie, nie ubarwiała świata, bo nie widziała takiej potrzeby. Jej obserwacja rzeczywistości zawsze skutkowała celnymi uwagami. 

Miłość, małżeństwo, niechęć do posiadania dzieci, życie i śmierć — mówiła o tym mocno, ale z dystansem, który jednych oburzał, a w innych wzbudzał szacunek dla uczciwości i odwagi. Otwarcie przedstawiała własny punkt widzenia, mimo kontrowersji, jakie wywoływała, nie widziała powodu by milczeć. Była nietuzinkowa, choć sama o sobie tak nie myślała, a wręcz przeciwnie, ironizowała wiele ze swoich cech, choćby „mało nachalną” urodę. Pozostawiła po sobie pustkę, w której pobrzmiewa wiele z jej myśli, po które zawsze warto sięgać. I starać się postępować wg jej ulubionej maksymy „Żyj lekko, bez ciśnienia, nie stwarzaj problemów”. To jedna z wielu rzeczy o których mówiła, a dziś z sympatią przypominamy 10 innych, tak samo ważnych przemyśleń o życiu.

źródło: Wywiad dla ohme.pl, www.wyrwanezkontekstu.pl, www.styl.pl

Lifestyle

4 stopnie, po których musisz się wspiąć po zakończeniu poważnego związku

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 października 2017
Fot. iStock / MariKu
 

Stało się. Właśnie skończyły się wasze burze i kłótnie. A ty czujesz się  jakby sparaliżowana, osłupiała. Przecież przez tyle lat nawet te najgorsze kłótnie i problemy kończyły się inaczej, a teraz?

W pierwszym momencie nie dociera do ciebie, że ty (lub on) już zamknęliście te drzwi. Teraz pora na coś zupełnie innego, nie ma sensu siedzieć na progu. Jak to zrobić? Pierwszy krok po trudnym rozstaniu to wyjść  i pójść na klatkę schodową.

Prawdopodobnie czujesz się romantycznie odrzucona, nawet jeśli to ty spakowałaś swoją walizkę, szukasz w tym rozstaniu odpowiedzi na pytanie: „dlaczego mnie nie zatrzymał”? To naturalne. Wiemy, że trudne. Kluczem do tego, by z rozstaniem sobie „poradzić”, a trudne emocje przekuć w budujące, są cztery kroki, które dzielą nas od oswojenia sytuacji.

1. Porzucenie i konfrontacja

W zależności od okoliczności rozstania mogą pojawić się żal, rozczarowanie i uczucie odrzucenia.  Być może odruchowo z nim walczysz:

„Nie zasłużyłam na takie potraktowanie” ,

„To kara za to, co robiłam źle”,

„Gdyby, gdyby, gdyby…”.

Nie szukaj winnych ani zewnętrznych wytłumaczeń tego, co się między wami wydarzyło. Wydarzyło się. Pora się z tym skonfrontować. Tak, porzucił mnie, tak, nie walczył. Tak się zdarza. Można z tego wysnuć różne wnioski, ale trzeba głośno przyznać: tak stało się.

Nikt z nas nie żyje w szklanej, bezpiecznej kuli. Również takich emocji doświadczamy. Nie tłum ich, bez tego nie pójdziesz dalej.

2. Nie oceniaj siebie przez pryzmat rozstania

Tak długo, jak będziesz oceniać swoją wartość przez pryzmat rozstania – będziesz cierpieć. Myśląc: „nie byłam dość dobra”, „nie zasługuję na miłość, szczęście”…  stawiasz przed sobą przeszkodę nie do pokonania. Pamiętaj, że nikt poza tobą nie definiuje tego, kim jesteś. To, że zakończył się twój związek, nie mówi niczego o tym, jakim jesteś człowiekiem, co jest dla ciebie ważne, co możesz osiągnąć ani czego pragniesz.

Rozstałaś się z jednym człowiekiem, nie z całym światem i życiem. Potraktuj takie doświadczenie, jako lekcję – a nie wyrok.

3. Skup się na tym, co czujesz i pomyśl o swoich oczekiwaniach

Kiedy kończy się związek, to dobry moment, żeby na nowo przyjrzeć się swoim emocjom i oczekiwaniom. Nie udało się, być może dlatego, że każde z was oczekiwało od życia czegoś innego. Nazwij to. Pomyśl o tym, jak chcesz teraz kształtować swoje życie?

To najlepszy moment na to, by wreszcie pomyśleć szczerze o sobie i swojej przyszłości.

Pomyśl też o tym, co cię ogranicza. Być może są w twojej duszy miejsca, nad którymi chcesz popracować, lęki, których dotychczas nie miałaś okazji pokonać. Niech rozstanie stanie się impulsem do wyjścia ze swojej strefy komfortu.

4.  Zaakceptuj 

Żeby ruszyć dalej trzeba zaakceptować sytuację, w jakiej się znajdujesz. Trudno kreślić plan podróży, jeśli za nic na świecie nie chcesz przyznać, gdzie się znajdujesz. Nie tłumacz rozstania swoimi wadami (albo wadami partnera), nie szukaj na siłę etykiety, którą przykleisz do waszego związku. Nawet, jeśli każde z was wniosło do tego związku trudności i deficyty, które doprowadziły do jego upadku – teraz masz niepowtarzalną okazję, by świadomie wypracować w sobie zmiany i by rozwinąć na nowo skrzydła.

Nikt nie jest doskonały, żaden związek nie jest gwarantem szczęścia i spełnienia – i to chyba najważniejsza lekcja, jaką możemy wynieść.

Pracować nad sobą trzeba również solo – jeśli naprawdę zależy nam na dobrym życiu.


 

Na podstawie: psychologytoday.com


Lifestyle

„A przecież miałam być inna…”. Jak to się dzieje, że powielamy błędy naszych rodziców

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 października 2017
Fot. iStock/m-gucci

Ile razy zdarzyło wam się, po jakiejś kłótni z partnerem albo trudnej rozmowie z dorastającym dzieckiem, stanąć przed lustrem i pomyśleć: „Boże, jestem taka sama jak moja matka”? Ile razy złapaliście się na tym, że zaczynacie iść tą samą ścieżką co wasi rodzice, choć przecież baliście się tego panicznie od momentu dorastania?… Powtarzamy błędy rodziców, bo pewne schematy odcisnęły na nas zbyt mocno swoje piętno, weszły nam w krew. Powtarzamy je również dlatego, że tak bardzo się tego obawiamy…

Historia M. jest dość prosta. M. dorastała w tak zwanej „dobrej rodzinie”, z ojcem alkoholikiem, którego jej matka kryła przez kilkanaście lat picia. Właściwie kryła go cała rodzina – M. i jej młodszy brat również. Tylko dzięki mamie, która dwoiła się i troiła, żeby dom jakoś funkcjonował – dzieci miały zawsze co jeść i w co się ubrać, były zawsze przygotowane do szkoły. Tylko nie potrafiły zaufać, otworzyć się przed nikim.

I oczywiście, to nie prawda, że córka alkoholika wybierze sobie na męża faceta z problemem z uzależnieniami. Ale M. wybrała partnera, którego również musiała „kryć” przed całym światem. Klasyczny, toksyczny związek: on – domowy tyran, ona – milcząca ofiara, zapewniająca wszystkich wokół, że „wszystko jest w najlepszym porządku” . Od razu odnalazła się w tej roli. Jednocześnie nieszczęśliwa i pozornie „bezpieczna”. Nie może nikomu powiedzieć, bo „o tym” się nie mówi. Swoje brudy pierze się we własnych czterech ścianach. A poza tym, może ona na to zasłużyła?

M. jeszcze dojrzeje do odejścia. Zaczyna rozumieć, że jeśli tego nie zrobi, skończy jak jej matka: obudzi się w wieku 55 lat z przekonaniem, że przegrała swoje życie, spędziła je z kimś, kto jedynie ciągnie ją na dno. Że poświęciła swoje ambicje zawodowe, zaniedbała swój rozwój, a co najważniejsze – zdrowie emocjonalne swoich dzieci by ratować kogoś, kto nie chciał być uratowanym. Kto wybrał uzależnienie.

Albo historia K., która wychowuje samotnie dwoje dzieci. K. odeszła od męża, bo wydało jej się, że się zakochała. Tak naprawdę nie potrafi nikogo pokochać. Ciągle poszukuje tylko tej adrenaliny, która pojawia się, gdy poznaje jakiegoś mężczyznę i zakochuje się, całuje go pierwszy raz.

K.nie umie się dogadać ze swoją starszą córką. Z młodszą jest o tyle łatwiej, że to ona „dba” o tę relację. K. nie jest pewna, dlaczego, ale nie czuje tej bliskości, nie potrafi przełamać lodów. Nie rozumie tego, przecież dokładnie tak samo wyglądały jej relacje z matką, zimną, wymagającą. Matką, która nigdy jej nie przytuliła, nigdy nie zainteresowała się jej problemami, smutkami. Matką, której twarz kojarzy jako maskę – bez uczuć. Kiedy zaszła w ciążę, obiecała sobie, że ona będzie inna. Że każdego dnia da swoim dzieciom odczuć, jak bardzo są dla niej ważne, jak mocno je kocha. Ale kiedy pojawiły się na świecie jej dwie córki, przeraziła się, że nie umie ich pokochać, tak jak powinna. Od początku tworzyła dystans. Nie, nie zaniedbywała ich pielęgnacji, szkoły, była dobrą… „opiekunką”. Ale kiedy mogła, uciekała w romanse, bo męża nie kochała już dawno. Szukała tam bliskości i ciepła, spełnienia, bezpieczeństwa. I jeszcze go nie znalazła. Czy kiedyś znajdzie? Nie wie. Chciałaby być inna dla swoich dzieci. Ale tak bardzo boi się, że nigdy się tego nie nauczy. Ma poczucie winy i obwinia jednocześnie swoich rodziców za to, jaka jest.

Prawda jest jednak taka, że jako dorośli, mając świadomość swoich trudnych doświadczeń z dzieciństwa, mamy w ręku wszelkie narzędzia potrzebne do tego, żeby w porę zawrócić z utartych ścieżek, by wybrać inną drogę. Wygodnie jest wmówić sobie: „to wina rodziców, nic z tym nie zrobię”,  dużo ciężej podjąć pracę nad sobą, poświęcić czas i energię na to, by się zmienić. By zrozumieć, jaką rolę odgrywają w naszym życiu relacje z rodzicami, czy mamy szansę wreszcie wziąć odpowiedzialność za własne życie.


Zobacz także

Jak być silnym psychicznie? Tego można się nauczyć

Jak być silnym psychicznie? Tego można się nauczyć

A kim jest stara panna? Stara panna to ta, co to jej w życiu nie wyszło. Nikt jej nie chciał, więc jest sama

Regulamin akcji Jestem Kobietą