Książki Kultura

3 wymówki, które podają faceci, kiedy odchodzą. Nie mogło wypalić się coś, co na dobre nigdy nie zapłonęło

Redakcja
Redakcja
2 listopada 2020
Fot. iStock/praetorianphoto
 

Tak, wymówki. Nie powody, nie argumenty, ale wymówki. Wiesz dlaczego? Bo żadna z tych rzeczy nie jest na tyle ważna, by odejść od osoby, którą się kocha. Bo jeśli się kocha, to się stara związek naprawić, rozmawia się, stara. Jeśli kochasz, to ci zależy. A jeśli miłość się skończyła, to szukasz byle pretekstu, by odejść. Kończysz związek i chcesz iść dalej.

Najczęściej słyszymy zatem:

„Powód” nr 1: „Muszę skupić się na swojej karierze”

Prawda jest taka, że każdy z nas jest w stanie poświęcić czas ukochanej osobie, jeśli uznaje swój związek za priorytet. Życie zawodowe toczy się swoim torem, gdzieś obok. Najważniejsze są relacje z najbliższymi, nic tego nie zmieni. Jeśli usłyszysz, że nie możecie być razem, bon on musi się realizować zawodowo, to oznacza, że nie ma w jego życiu miejsca dla ciebie, a nie dla związku w ogóle. Po prostu nie wie, jak ci o tym powiedzieć wprost. Być może za jakiś czas spotka kogoś, kto zamieszka w jego sercu tak mocno, że priorytety same się ustawią w odpowiedniej kolejności. Ale to nie ty.

„Powód” nr 2: „Boję się zaangażowania”

Inaczej mówiąc: brak mi odwagi, by wziąć odpowiedzialność za związek, bo jednocześnie szukam… lepsze opcji. No tak, jesteś opcją. Bo może gdzieś jest ktoś, z kim to zaangażowanie pojawi się naturalnie i nie trzeba będzie nawet specjalnie o nim myśleć?… Szczere, mocne uczucie sprawia, że chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność za drugą osobą, że chcemy związku ze wszystkimi konsekwencjami. Miłość staje się silniejsza niż strach, a chęć bycia z drugą osobą, stworzenia z nią pełnej relacji mobilizuje nas do konkretnych działań i konkretnych zmian. Bez wymówek i szukania sobie usprawiedliwień, że to jeszcze nie pora, że za wcześnie.

„Powód” nr 3: „Coś się wypaliło”

Co to znaczy: wypaliło? To kim byłaś dla niego wcześniej? Chwilowym przebłyskiem? Nad związkiem, uczuciem trzeba pracować, starać się, wkładać w nie codzienny wysiłek. Wtedy tylko relacja ma sens i wtedy tylko ma szansę przetrwać. Jeśli twój partner wycofuje się w momencie, gdy pojawiają się pierwsze nieporozumienia, różnice zdań czy problemy innego rodzaju – nie można powiedzieć, że jego uczucie kiedykolwiek było głębokie… Nie mogło wypalić się coś, co na dobre nigdy nie zapłonęło. Włóż więc między bajki opowieści o tym, jak wielka miłość gdzieś odpłynęła, nagle i niespodziewanie. Jej po prostu nigdy nie było… To mogło być zauroczenie, przelotny flirt, nic zobowiązującego – nic więcej. Zrozum to i biegnij dalej.

Zasługujesz na więcej, stać cię na więcej. Przede wszystkim – na szczerość wobec siebie samej. Nie zadowalaj się relacją, która nie daje ci poczucia bezpieczeństwa, nie proś, by on został. Zamknij ten etap bez żalu. Najlepsze jeszcze przed tobą.


Książki Kultura

Umrzeć – tego się nie robi drugiemu człowiekowi. Co nam zostanie, gdy znika najbliższa osoba?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 listopada 2020
Fot. Istock

Najbardziej na świecie boimy się rzeczy ostatecznych. Że już nigdy nie zobaczymy ukochanej osoby. Że na zawsze straciliśmy możliwość wyjaśnienia sobie pewnych rzeczy, wybaczenia lub poproszenia o wybaczenie. Że już nie będzie można wziąć kogoś za rękę, pójść razem na spacer, pooglądać w  łóżku ukochany serial na Netflixie. Boimy się, a jednak wciąż odkładamy w nieskończoność to, co ma prawdziwą wartość: bliskość wynikającą z relacji z drugim człowiekiem.

Dwa tygodnie temu umarł ojciec mojej znajomej. Nigdy wcześniej nie chorował, był okazem zdrowia, dużo ćwiczył, biegał, planował. Jego śmierć była olbrzymim zaskoczeniem. Umarł z powodu wylewu, w szpitalu, w samotności. Kiedy odchodził, nie było przy nim nikogo bliskiego, bo takie przepisy, COVID. Jego dzieci nie mogły tam być, jego żona nie trzymała go za rękę, nie pocałowała na pożegnanie. Po prostu zniknął, jak w wierszu Wisławy Szymborskiej: Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma…

Umrzeć – tego się nie robi drugiemu człowiekowi. Jak można tak być i być, wypełniać czyjeś życie i nagle odejść bez wyraźnej przyczyny? Jak można zostawić po sobie tyle spraw – papiery porozrzucane na biurku, niepościelone łóżko, liście w ogrodzie? Jak można już nigdy nie zadzwonić z propozycją spotkania, nie napisać: „Hej, jedziemy w góry, dołączasz?…”. Jak można tak egoistycznie wymknąć się z tego świata tylną furtką, zostawiając tych, którzy nas kochają samym sobie?… Nawet kota?

A przecież tak było zawsze. Śmierć przydarza się nam tak samo jak życie. Od nas jedynie zależy, czy ją ubiegniemy w tych sprawach najważniejszych: w sprawieniu, że najbliższa osoba zrozumie, jak była nam droga, jak ważna. Jak nas odmieniła, choć nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.

Tak dziwnie jest dziś nie pójść na cmentarz. Tak dziwnie uświadomić sobie, że kwiaty, świeczki zapalone na grobach – one są dla nas, nie dla nich… Ten spacer po jesiennych, wilgotnych liściach, które jak miękki dywan ścielą się między grobami i ta cicha zaduma jest dla nas, by pomóc nam zrozumieć, jak wiele dostaliśmy, jak ogromne mieliśmy szczęście. Bo mieć kogo kochać, to olbrzymie szczęście. Być mu wdzięcznym, nauczyć się od niego wielu ważnych rzeczy – również. I jak bardzo by nam się nie wydawała niesprawiedliwa ta śmierć, jak okrutnym ciosem by nie była – ona jest początkiem, nie końcem. Początkiem naszej nowej, nieco bardziej samotnej drogi. Drogi bogatszej o doświadczenie straty – najbardziej ludzkiego uczucia jakie istnieje. Teraz już pewne rzeczy widać jak na dłoni, prawda? Teraz łatwie ocenić, co jest warte naszych łez, smutku, nerwów. Łatwiej odrzucić to, co i tak minie, nie wpływając w znaczący sposób na nasze życie.

Co zostaje nam po drugim, najdroższym człowieku, gdy tak nagle znika na zawsze? Wszystko. Wspomnienie tego poranka, kiedy powoli sączyliście kawę na jesiennym tarasie. Rozmowa, która sprawiła, że od tego momentu spojrzałaś na niego inaczej. Sprzeczka o jakąś głupotę, taka, która sprawiła, że nie rozmawialiście ze sobą przez kilka godzin. I to ciepło, które poczułeś, kiedy ona znów cię przytuliła. Miłość i nieporozumienia i złość i czułość. Wszystkie trudne emocje i wszystkie najpiękniejsze. Przeżyte momenty  i niezrealizowane plany. Wszystko.

 

Kot w pustym mieszkaniu

(Wisława Szymborska)

Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

 

 

 

 

 


Zobacz także

5 gorących pozycji na pobudzenie namiętności w związku! [18+]

Przeczytaj zanim zdradzisz

Czy miłość do rodzica jest silniejsza niż krzywdy, jakie wyrządził dziecku?