Czy można zakochać się na nowo w tej samej osobie? Czy długoletni związek da się obudzić z rutyny bez rewolucji, zdrady i dramatycznych deklaracji? „Zaproszenie”, nowy film Olivii Wilde, to błyskotliwa, zmysłowa i bardzo współczesna komedia o małżeństwie, które pewnego wieczoru zostaje wystawione na próbę. W obsadzie Seth Rogen, Olivia Wilde, Penélope Cruz i Edward Norton, a za kulisami — Esther Perel, jedna z najsłynniejszych terapeutek par na świecie. Film wchodzi do kin już 3 lipca i zdecydowanie warto przyjąć to zaproszenie.

Kolacja, która zaczyna się niewinnie. A potem już nic nie jest takie samo
Są takie spotkania, które miały być tylko kolacją. Kieliszek wina, uprzejme rozmowy, trochę śmiechu, trochę flirtu, może odrobina niezręczności. A potem nagle okazuje się, że przy stole siedzą nie tylko goście, ale też wszystkie niewypowiedziane pretensje, pragnienia, lęki i pytania, których przez lata nikt nie miał odwagi zadać.
Właśnie od takiej sytuacji zaczyna się „Zaproszenie”. Joe i Angela, małżeństwo przechodzące kryzys, zapraszają do siebie sąsiadów. On jest spięty i poirytowany, ona zaintrygowana i gotowa sprawdzić, co jeszcze może wydarzyć się w ich przewidywalnym życiu. Sąsiedzi okazują się wolni, zmysłowi, bezpośredni i absolutnie niebezpieczni dla domowego spokoju. Wieczór, który miał być zwykłym towarzyskim spotkaniem, szybko zmienia się w emocjonalny test dla związku.

Komedia o związkach, przy której można się śmiać i trochę rozpoznać siebie
Olivia Wilde zrobiła film, który działa na kilku poziomach. Z jednej strony to lekka, inteligentna komedia z błyskotliwymi dialogami, napięciem i sytuacjami, które wymykają się spod kontroli. Z drugiej — pod warstwą humoru kryje się bardzo trafna obserwacja tego, co dzieje się w wielu długoletnich relacjach.
Bo przecież związki rzadko psują się nagle. Częściej powoli tracą temperaturę. Najpierw znika ciekawość. Potem rozmowy stają się logistyką. Bliskość zamienia się w przyzwyczajenie, a pragnienie — w temat, którego lepiej nie ruszać, bo może zaboleć. „Zaproszenie” opowiada właśnie o tym momencie: kiedy dwoje ludzi jeszcze jest razem, ale zaczyna przeczuwać, że jeśli nic się nie zmieni, to będą już tylko współlokatorami własnego życia.
I robi to bez moralizowania. Z humorem, nerwem, erotycznym napięciem i świetną obsadą.

Esther Perel za kulisami filmu. Dlaczego to ma znaczenie?
Jednym z najciekawszych kontekstów „Zaproszenia” jest udział Esther Perel, psychoterapeutki par i autorki bestsellerów „Inteligencja erotyczna” oraz „Kocha, lubi, zdradza”. Perel od lat mówi o tym, że w długich związkach największym wyzwaniem nie zawsze jest brak miłości, ale utrata żywotności, ciekawości i pożądania. Jej książka „Mating in Captivity” od lat uchodzi za jedną z najważniejszych współczesnych pozycji o napięciu między bezpieczeństwem a pragnieniem w stałych relacjach.
Sama Perel pisała, że kiedy Olivia Wilde zaprosiła ją do konsultacji przy filmie, zobaczyła w tej historii swoje idee o miłości, pragnieniu i związkach, które potrzebują nie tylko trwania, ale też odnowienia.
Jak mówi terapeutka: „Najważniejszym pytaniem nie jest: czy kochasz tę osobę? Ale: czy potrafisz stworzyć z nią nową relację?” I właśnie ta myśl wydaje się jednym z najważniejszych kluczy do filmu.
Premiera, która może być świetnym początkiem rozmowy
„Zaproszenie” to idealny film na letnie wyjście do kina — z partnerem, przyjaciółką, znajomymi albo samemu, jeśli lubicie kino, które zostaje w głowie dłużej niż tylko do napisów końcowych. Jest zabawnie, miejscami pikantnie, czasem niezręcznie, a pod spodem bardzo prawdziwie.

Bo być może największym pytaniem, jakie stawia film Olivii Wilde, nie jest to, czy bohaterowie zostaną razem. Ale czy odważą się poznać siebie na nowo.
„Zaproszenie” w kinach od 3 lipca.
Polecenie redakcyjne