Filmy Kultura

Kajko i Kokosz przenoszą się z papieru na ekran!

Redakcja
Redakcja
5 lutego 2021
Fot. Materiały prasowe
 

Netflix ogłasza datę premiery serialu animowanego Kajko i Kokosz na podstawie kultowego komiksu Janusza Christy. Kiedyś to były czasy… A teraz nadeszły takie! Z papieru na ekran.

Kajko i Kokosz. Na Netflix już 28 lutego

Kajko i Kokosz to serial animowany stworzony na podstawie kultowego komiksu autorstwa Janusza Christy. Głównymi bohaterami serii są słowiańscy wojowie – Kajko i Kokosz. Przyjaciele na co dzień służą kasztelanowi Mirmiłowi, broniąc zamieszkałej przez nich osady przed wszelkimi niebezpieczeństwami. A tych nie brakuje. Największym zagrożeniem jest oddział rycerzy rozbójników – Zbójcerzy. Herszt Zbójcerzy, Krwawy Hegemon, marzy o zdobyciu Mirmiłowa, a odkąd Kajko i Kokosz przejęli jego jajo, z którego wykluł się smok Miluś, pragnie też osobistej zemsty na parze przyjaciół. Otwarte ataki, podstępy i fortele Hegemona – z tym mierzyć się będą Kajko i Kokosz. Każdy z odcinków serii będzie stanowił odrębną historię, a wszystkie będzie łączyć przyjaźń jako wartość nadrzędna serialu.

Podstawowe informacje:

Reżyseria: Michał Śledziu Śledziński, Tomasz Leśniak, Marcin Wasilewski (GS Animation), Łukasz Kacprowicz (GS Animation), Robert Jaszczurowski (GS Animation), Marta Stróżycka i Aliaksandr Sasha Kanavalau
Scenariusz: Maciej Kur, Rafał Skarżycki
Konsultacja scenariuszowa: Mike de Seve, Baboon Animation
Projekty postaci: Sławomir Kiełbus
Produkcja: EGoFILM
Gatunek: animacja 2D
Data premiery: 2021 r.
Dodatkowe informacje: Scenariusz powstał na podstawie serii komiksów Kajko i Kokosz Janusza Christy.


Filmy Kultura

Buddy Valastro: Robiłem wszystko – od zmywania naczyń do dekorowania tortów. Dzięki tym doświadczeniom, mam o wiele więcej empatii

Redakcja
Redakcja
5 lutego 2021
Fot. Materiały prasowe
 

Gdy w zeszłym roku, Buddy miał groźny wypadek na kręgielni i mógł stracić dłoń, miliony widzów na świecie zastanawiało się, czy cukiernik jeszcze wróci do swojej pracy i pasji. Obrażenia ręki były tak poważne, że niezbędna okazała się operacja. Teraz Buddy, choć czekają go długie miesiące fizjoterapii, jest wciąż w dobrym humorze i pozytywnie patrzy w przyszłość.

Wielokrotnie wspominałeś, że pochodzisz z rodziny cukierników, czy zastanawiałeś się kiedyś nad inną ścieżką kariery? A może od razu wiedziałeś, że przejmiesz rodzinny biznes?

Buddy Valastro: Zawsze wiedziałem, że będę cukiernikiem. To zasługa mego taty. Był wspaniałym człowiekiem, a moim marzeniem było iść w jego ślady.  To właśnie tata nauczył mnie szacunku do pracy, do innych ludzi. Zawsze mówił, że muszę pracować równie ciężko jak moi pracownicy. Pamiętam, że kiedy zaczynałem, kazał mi czyścić muszlę klozetową, zajmować się dostawami. Robiłem wszystko – od zmywania naczyń do dekorowania tortów. Dzięki tym doświadczeniom, mam o wiele więcej empatii w stosunku do innych i nie boję się ciężkiej pracy. Kiedy trzeba szoruję podłogę razem z innymi. Myślę, że dzięki temu ludzie obdarzają mnie zaufaniem i szacunkiem.

Czy możesz wymienić jedną rzecz, którą kochasz najbardziej w swojej pracy?

Buddy Valastro: Myślę, że będzie to dekorowanie tortów. To wymaga dużej kreatywności i precyzji. Na początek trzeba wpaść na pomysł, w jaki sposób ozdobić ciasto, a później sprawić, by ręce zmieniły to w rzeczywistość. Jest w tym coś wyjątkowego, to daje ogromną satysfakcję.

Czy jest też coś, czego nie lubisz?

Buddy Valastro: Uwielbiam każdą sferę mojej pracy. Jestem nie tylko cukiernikiem, także przedsiębiorcą, restauratorem. Spełnianie wielu różnych funkcji nie pozwala mi się nudzić.

A teraz przewrotne pytanie – czy w ogóle lubisz jeść ciasta?

Buddy Valastro: O tak! Właściwie to ostatnio za dużo podjadałem. Zdecydowanie przybrałem na wadze podczas pandemii, teraz musze trochę schudnąć…

Czy myślisz, że Twoje dzieci będą chciały przejąć Twój biznes? Czy są zainteresowane pracą cukierników?

Buddy Valastro: Myślę, że tak i bardzo się z tego cieszę. Często pomagają mi w cukierni. Chcę, żeby nauczyli się etyki pracy, nauczyli się prowadzić firmę. A potem zobaczymy. Nie zamierzam ich zmuszać, ponieważ nigdy nie odniesiesz sukcesu, jeśli nie robisz tego co cię pasjonuje.

Kiedy uderzył COVID, moi etatowi pracownicy nie chcieli pracować, bali się i ja to rozumiałem. Ale mieliśmy wiele zamówień online, więc pewnego dnia powiedziałem żonie, żeby zebrała całą rodzinę, aby pomóc mi w cukierni. Dzieci nie chodziły przecież do szkoły. Myślę, że to był moment, w którym pracując ramię w ramię, bardzo zbliżyliśmy się do siebie, a niektórzy połknęli cukierniczego bakcyla…

Rozpocząłeś karierę telewizyjną w 2009 roku. Czy wiele się zmieniło od tamtego momentu w branży cukierniczej?

Buddy Valastro: Cóż, każdy nowy tort to nowe wyzwanie. Ale faktycznie, pojawiają się nowe produkty, w cukiernictwie widać też mody, pewne trendy – przez jakiś czas krem ​​maślany był uważany za ciężki, mówiło się, że ma przestarzałą recepturę, a teraz… wszystko jest maślane. Kiedy zaczynałem karierę na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie znano wielu dostępnych obecnie technik, nie było wielu narzędzi. To tak jak z telefonami komórkowymi, zadzwonisz ze starego modelu, ale to nowy ma masę różnych funkcji i usprawnień…

Kilka miesięcy temu miałeś poważny wypadek. Czy w okresie, w którym wracałeś do formy, były momenty, kiedy bałeś się, że ręka nie będzie w pełni sprawa, że możesz nie być w stanie wykonywać dalej swojej pracy?

Buddy Valastro: Wypadek wydarzył się kiedy kręciliśmy program. Moja ręka utknęła w maszynie do ustawiania kręgli. Wiedziałem, że muszę trafić do najlepszych chirurgów w kraju, bo wyglądało to bardzo, bardzo źle. Byłem wystraszony i przerażony. Teraz dochodzę do siebie. Powiedziałbym, że na ten moment odzyskałem około 50% swoich możliwości. Zdecydowanie nie powróciła pełna zręczność, szybkość. Nie mogę zgiąć wszystkich palców. Na luty mam zaplanowaną kolejną operację, czeka mnie też długa rehabilitacja. Ale najważniejsze, ze mam rodzinę, która się mną opiekuje oraz fanów, którzy ciągle mi kibicują w powrocie do zdrowia. Jestem spokojny, bo wiem, ze wszystko będzie dobrze!


Już w niedzielę, 7 lutego o godzinie 21.30 na kanale TLC, znany mistrz sztuki cukierniczej i bohater popularnej serii „Słodki biznes”, Buddy Valastro, wraz z żoną i dziećmi, zaprosi widzów do swojego domu w programie „Buddy Valastro: droga do zdrowia”.


Filmy Kultura

Faworki, jak u mamy! Prawdziwy smak dzieciństwa

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
5 lutego 2021
Faworki jak u mamy
Fot. www.foodlajf.pl

Faworki to jeden z moich smaków dzieciństwa i najlepszych wspomnień związanych z mamą. Kiedy w kuchni było słychać dudnienie  – od razu wiedziałyśmy (z siostra), że będą faworki. A wszystko dlatego, że ciasto trzeba uderzać wałkiem, ile sił starczy. Wtedy będzie dobrze napowietrzone, chrust będzie kruchy, chrupiący, z charakterystycznymi bąbelkami.

Tak też było u mnie wczoraj. Energia poszła w napowietrzanie ciasta A potem wspólne zawijanie ciasta… mnie to odpręża, ale trzeba zabezpieczyć 2-3h na te przyjemności.

Z podanych składników wyjdzie wam dużo… bardzo dużo faworków – u mnie 5 dużych talerzy, ale uwierzcie mi – znikają szybko!

Faworki jak u mamy

Fot. www.foodlajf.pl

Faworki, jak u mamy

Składniki:

350g mąki pszennej uniwersalnej

5 żółtek i 1 całe jajko

40g drobnego cukru

60ml kwaśnej śmietany

15ml wódki lub spożywczego spirytusu (wtedy tłuszcz nie wsiąka wciasto)

Olej rzepakowy do smażenia

Faworki jak u mamy

Fot. www.foodlajf.pl

Przygotowanie:

Wszystkie składniki na ciasto zagnieść, dobrze wyrobić (może to zrobić robot kuchenny), a następnie uderzać w nie mocno wałkiem przez 10 minut. Ciasto zrobi się mięciutkie i elastyczne. Odciąć ¼ i
rozwałkować na bardzo cienki placek. Pozostałe ciasto przykryć miską, aby nie wyschło.

Ciasto pokroić na paski (radełkiem, albo tak jak ja – nożykiem do pizzy) i podzielić na mniejsze kawałki. W każdym zrobić nacięcie i wywijać (przełożyć jeden koniec przez dziurkę). Zostawić na chwilę, aby lekko przeschły.

W tym czasie rozgrzać w szerokim garnku olej, ale nie doprowadzać do wrzenia. Utrzymywać temperaturę na średnim ogniu. Smażyć w głębokim tłuszczu, po kilka sekund z każdej strony (do zrumienienia) i przekładać na talerz, posypać cukrem pudrem.

Faworki jak u mamy

Fot. www.foodlajf.pl

 

Serowe mini pączusie, bez drożdży - zrobisz w 10 minut - poważnie!

Mam na imię Asia.
Gotuję całe swoje dorosłe życie – ale dopiero teraz wiem, że odnalazłam moje miejsce na ziemi. Jest we mnie radość, spełnienie i czuję nieograniczone możliwości. Gotuję prosto i smacznie, z produktów dostępnych dla każdego, w duchu zerowaste i dewizą „nie wyrzucaj-wykorzystaj”. Bawię się łączeniem smaków, chcę porwać ludzi w świat kulinarnych przygód. Przepisy są mojego autorstwa, jeśli inspirację czerpię z innego źródła – zawsze je podaję.

Odwiedź mnie na: www.foodlajf.pl

foodlajf

foodlajf.pl

 

Fot. Archiwum prywatne

 


Zobacz także

bonnie i clyde historia, film

Bonnie i Clyde – kochankowie i gangsterzy. Historia miłości poza prawem, niczym scenariusz filmu

„Jak dobrze być trzeźwym”

Film „Jeszcze dzień życia” z szansą na Oscara!