Koronawirus

W cieniu wirusa przyszłe mamy liczą na położne

Połozna na medal
Połozna na medal
8 czerwca 2020
Fot. iStock
 

Dokładne tłumaczenie nowych zasad i ewentualnych obostrzeń wynikających z porodów w czasie pandemii zaraz po przybyciu do szpitala, rozmowa i bliskość, a także wsparcie na pierwszej wizycie patronażowej; to kwestie, na które przyszłe i młode matki najczęściej zwracały uwagę odpowiadając na pytania ankiety internetowej przeprowadzonej w ramach kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”. Jej celem było uzyskanie odpowiedzi na pytania, jakiego rodzaju wsparcia przed, w trakcie i po porodzie oczekują kobiety. Ankietę przeprowadzoną na Facebooku uzupełniły 202 kobiety.

Położne nie poddają się pandemii

Pomimo głosu krajowych konsultantów z dziedziny położnictwa i ginekologii oraz perinatologii, mówiącego, że pandemia to nie jest najlepszy czas na poczęcie dziecka – i choć brak jest wystarczających danych na temat tego, jak SARS-CoV-2 może wpływać na rozwój ciąży we wczesnym okresie a odłożenie decyzji prokreacyjnej to daleko posunięty środek ostrożności – to jednak wiele kobiet rodziło i będzie rodzić w cieniu koronawirusa. Na grupach facebookowych i na forach internetowych nie ustają dyskusje o tym, jak dziś wygląda przygotowanie do porodu, jak przebiega sama wizyta w szpitalu, a później połóg. Nurtujące pytania dotyczą też obecności osób bliskich w szpitalach i pomocy samych położnych.

Ankieta pokazała, że 3/4 mam nie korzystało w ogóle z refundowanej przez NFZ edukacji przedporodowej realizowanej przez komunikatory internetowe. 17 proc. wskazało, że z takiego rodzaju wsparcia korzystały od 1 do 5 razy, a tylko 6 proc. skorzystało między 6 a 10 razy.

Każda przyszła mama, która chciałaby skorzystać z formy edukacji przedporodowej po 21 tyg ciąży z wykorzystaniem telemedycyny, webinariów czy rozmowy telefonicznej powinna w pierwszej kolejności skontaktować się z wybraną położną w celu ustalenia czy takie spotkania odbędą się i w jakiej formie. Położne też powinny informować swoje pacjentki, że jest możliwość skorzystania z edukacji zdalnej i na pewno ilość ciężarnych korzystających z teleedukacji byłby znacznie wyższy – podkreśla Danuta Przybyłko, położna środowiskowa, zdobywczyni 3-go miejsca w ubiegłorocznej edycji konkursu „Położna na medal”.

W ankiecie znalazło się też pytanie o to, czy w związku z zupełnie niestandardową sytuacją epidemiczną mamy zdecydowały się bądź rozważają płatną opiekę okołoporodową. Jedynie co czwarta ankietowana zaznaczyła odpowiedź „tak”. Janina Frączek, ambasadorka kampanii Położna na medal i laureatka ostatniej edycji konkursu zwraca uwagę, że pomimo tego, że wiele szpitali oferuje kobietom dodatkowo płatną, indywidualną opiekę położnej wybranej przez pacjentkę, to obowiązujący standard opieki okołoporodowej każdej kobiecie zapewnia bezpłatną, profesjonalną i całościową opiekę podczas porodu.

Poród to bardzo ważne i jedyne w swoim rodzaju wydarzenie w życiu kobiety i decyzje o wielu jego aspektach, między innymi o wsparciu osobistej położnej, powinna podjąć sama przyszła mama. Położna z powołania, która z pasją i profesjonalizmem wykonuje swoją pracę, będzie najlepszym wsparciem dla rodzącej, niezależnie od tego czy będzie położną prywatną, czy nie. Z przeprowadzonej ankiety wynika, że tylko co 4-ta ciężarna zdecydowała się na takie usługi. Może to świadczyć o tym, że kobiety mają zaufanie do personelu szpitala, w którym zdecydowały się rodzić – mówi Janina Frączek, na co dzień pracująca w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie

Komunikacja przez duże „K”

Istotną kwestią dla mam okazała się komunikacja z położną, a dokładnie, jasne wytłumaczenie zasad i ewentualnych obostrzeń wynikających z procedur bezpieczeństwa zaraz po przyjęciu do szpitala. Odpowiedź, że takie potraktowanie jest „zdecydowanie ważne” i „ważne” zaznaczyło aż 88 proc. ankietowanych.

Janina Frączek podkreśla, że […] w dobie walki z koronawirusem często zaplanowany wcześniej scenariusz porodu musi ulec zmianie. Zadaniem położnej jest by dokładnie wytłumaczenie pacjentce na czym polegają wprowadzone zmiany, czym są spowodowane i zapewnić ją o tym, że mimo braku osoby towarzyszącej nie zostaje na sali porodowej sama i może liczyć na pełne wsparcie całego personelu.

Część pytań w ankiecie poświęcono wsparciu położnych w szpitalu. Jak się okazało, już sama bliska obecność położnej sprawia, że rodzące nie czują się samotne. Ponad 40 proc. (40,6%) traktuje ją jaką zdecydowanie ważną, 30,2 proc. jako ważną, a tylko nieco ponad 10 proc. (11,4%) mam, które udzieliły odpowiedzi uważa, że obecność położnej nie wpłynie na to, że nie będą czuły się samotne. Jednym z kluczowych wniosków płynących z ankiety jest rola i znaczenie, jakie dla przyszłych mam ma możliwość rozmowy i emocjonalne wsparcie udzielane przez położne, szczególnie w cieniu pandemii koronawirusa i szpitalnych restrykcji. Oczekiwanie, że położna znajdzie czas na chwilę rozmowy wyraża łącznie aż 92 proc. ankietowanych, z czego 46 proc. zaznaczyło odpowiedź, że możliwość porozmawiania jest dla nich zdecydowanie ważna. Obok rozmowy, ważną formą wsparcia na jakie liczą przyszłe mamy jest wsparcie emocjonalne wyrażane poprzez m.in. potrzymanie za rękę, przytulenie, a w niektórych przypadkach także otarcie łez. 27,7 proc. ankietowanych zdecydowanie liczy na taką pomoc, a 35,6 proc. po prostu jej oczekują. Ankieta pokazała jednak, że bliskość i wsparcie emocjonalne nie wszystkim mamom jest potrzebne. Takiej formy pomocy nie oczekuje 17,3 proc. ankietowanych, i dokładnie tyle samo spośród 202 ankietowanych nie ma na ten temat zdania.

Nie wszystko da się przenieść do sieci

Dwa pytania w ankiecie poświęcono wsparciu położnych środowiskowych w opiece, którą sprawują nad matkami i noworodkami po wyjściu ze szpitala. Pierwsze dotyczyło tego, czy matka wyraziła bądź wyrazi zgodę na pierwszą wizytę patronażową. Aż 88,6 proc. udzielonych odpowiedzi było twierdzących, z czego 45,5 proc. matek zaznaczyło opcję, że „zdecydowanie” wyrażają zgodę na pierwszy patronaż.

Młode mamy wiążą z wizytą położnej środowiskowej wiele oczekiwań. Pielęgnacja pępka, problemy z karmieniem lub gojeniem się rany krocza to typowe problemy, ale wymagające zbadania noworodka i mamy. Zdalnie jest to raczej niemożliwe, dlatego mamy po porodzie oczekują na tę wizytę – mówi Danuta Przybyłko.

Inaczej odpowiedzi rozkładały się w pytaniu o to, czy matki korzystają albo będą korzystać ze zdalnych wizyt patronażowych z wykorzystaniem internetu i komunikatorów. Najczęściej udzielaną odpowiedzią – 34,7 proc. – była odpowiedź „nie mam zdania”. 47,6 proc. ankietowanych zadeklarowało chęć skorzystania z takiej formy pomocy, z czego 13,9 proc. zdecydowanie. Więcej, bo 16,3 proc. mam zaznaczyło odpowiedź, że nie korzystają i nie zamierzają korzystać z e-wizyt patronażowych.


Janina Frączek, laureatka 6. edycji konkursu „Położna na medal” jest położną pod 32 lat i od samego początku pracuje w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie na oddziale ginekologiczno-położniczym. Jak sama podkreśla, położna to najpiękniejszy zawód świata, to zaszczyt uczestnictwa w cudzie narodzin.

Danuta Przybyłko, zdobywczyni trzeciego miejsca, jest położną od 40 lat. Obecnie pracuje jako położna środowiskowo-rodzinna, a wiedzą i doświadczeniem dzieli się z pacjentkami NZOZ Centrum – Twoja Poradnia w Dąbrowie Górniczej oraz w placówce OLK Poradnie Specjalistyczne w Sosnowcu. Położna współpracuje z portalem Silesia, gdzie jako ekspert odpowiada na pytania kobiet w ciąży i młodych rodziców. Danuta Przybyłko udziela się również na spotkaniach i piknikach, na których radzi przyszłym rodzicom. Jest również aktywna na Facebooku, prowadzi grupę „Położna radzi”.


Koronawirus

No to się zaczęło. Będę ojcem…

Połozna na medal
Połozna na medal
23 czerwca 2020
Fot. Materiały prasowe
 

Żyjemy w czasach świadomego macierzyństwa i rodzicielstwa. Słowa „jestem w ciąży, będziesz tatą” coraz rzadziej są zaskoczeniem. W zamian, coraz częściej stają się wyczekiwaną informacją. Ale niezależnie od okoliczności w których dowiadujemy się o angażu do nowej roli do odegrania – szczególnie dla tych, którzy będą w niej debiutować – na samym początku ta informacja potrafi dać tyle samo radości, co obaw. Dlaczego? Bo zmienia wszystko, bo otwiera drzwi do pokoju z pytaniami, na które najczęściej nie ma gotowych odpowiedzi.

– felieton w ramach kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”

Położna Janina Frączek, która w tamtym roku wygrała konkurs „Położna na medal”, mówi, że dziecko potrafi przewrócić świat do góry nogami. I to zanim pojawi się na świecie. Nie mam podstaw, żeby jej nie wierzyć, skoro przez ponad trzydzieści lat pomogła pojawić się na świecie kilkunastu tysiącom maluszków.

O tym, że zadebiutuję w roli ojca dowiedziałem się dwa tygodnie przed swoimi 33. urodzinami. Jagoda, która dwa miesiące temu w bardzo kameralnych okolicznościach zdmuchnęła świeczkę na pierwszym urodzinowym torcie, była planowanym dzieckiem. Plany jak to plany, mają to do siebie, że powinny do minimum ograniczać niepewność i liczbę niewiadomych. To tyle z teorii, a jak było w praktyce? Pierwsze trzy, może cztery dni, wspaniale, najlepiej. Euforia i poczucie szczęścia. Tego samego dnia, kiedy dowiedziałem się, że będą tatą, pojechaliśmy nad morze. Był lipiec. Godziny rozmów o tym, czy chłopiec czy dziewczynka, jak damy mu na imię, do kogo będzie podobne, jakie będzie miało oczy, kim będzie w przyszłości…

Pierwsze trudne pytania pojawiły się w drodze powrotnej. Mama Jagody spała, a ewidentnie monotonna jazda autostradą często sprzyja wykluwaniu się w głowie różnych myśli. Wyobrażałem sobie wtedy, że chcę przeżywać i angażować się w ojcostwo. Z pełną obsługą dziecka i wózka pisząc w dużym uproszczeniu, wymykając się dobrze znanym patriarchalnym schematom „ojciec, żywiciel rodziny”, które niektórzy mogą pamiętać przywołując swoich ojców czy dziadków. Spośród dziesiątek pytań; czy dziecko będzie zdrowe? co z porodem? czy stworzymy mu dobry dom? czy dam radę utrzymać rodzinę? co dalej z moją pracą, moimi planami, moim hobby, moim czasem, wolnością? – dwa były najważniejsze. I wydaje mi się, że pozostały takie takie do dziś. To pytania o to, czy sobie poradzę i czy będę dobrym ojcem? Może nawet ojcem idealnym?

No właśnie, i w tym problem. Bo nikt nigdy nie uczył mnie szkicować portretu ojca dobrego-idealnego. Jaki on powinien być? Taki jak mój, a może trochę inny? Lepszy? Może jest jakaś miara, skala, zestaw opisujących go cech? Bo na pewno jest całe mnóstwo wątpliwej przydatności internetowych quizów pod tytułem „Sprawdź, czy jesteś idealnym ojcem”. Główkując wtedy o ojcu dobrym-idealnym chciałem widzieć w lustrzanym odbiciu faceta troskliwego, silnego, cierpliwego. Takiego, który znajdzie zawsze czas, zawsze będzie mu się chciało, z chłodną głową i odważnego. Z tygodnia na tydzień ten zestaw cech rósł, w tempie zakładam zbliżonym co moja córka. Ale do czasu.

Do momentu, kiedy po raz pierwszy zdecydowałem się porozmawiać o tym z mamą Jagody. Przed samą rozmową sporo czasu zajęło mi meblowanie myśli w głowie. Dlaczego? Bo obrazowo wyobrażałem sobie siebie w roli ojca jako dość przemyślanie ułożoną budowlę z klocków, w której każdy klocek to jakaś potrzebna, a nawet konieczna cecha. Bez niego, cała budowla może runąć, a tego wolałem uniknąć. Układam przecież plan, mam dużo czasu, żeby wszystko było na swoim miejscu, żeby wszystko zorganizować, zorganizować siebie.

Bądź zawsze blisko… usłyszałem od mamy Jagody. Trzy słowa, dokładnie tyle. I to niby miało być podsumowanie strategii na mnie, jako na dobrze zaprogramowanego ojca? Ojca, który będzie dawał radę? Trudno mi było wtedy uwierzyć, że „bądź zawsze blisko” może być lepsze od mojej misternie układanej wyliczanki pożądanych cech. Ale o dziwo, tak się właśnie stało. Nie od razu. Ale z czasem, myślenie o nadciągającej zmianie i nowej, czekającej mnie rzeczywistości było zdecydowanie łatwiejsze właśnie z „bądź zawsze blisko”. I wcale nie chodzi o to, że znikały trudne pytania związane z rodzicielstwem, wychowaniem, obowiązkami, porodem, pracą, pieniędzmi. One były, i wtedy kiedy mama Jagody była w ciąży, są i teraz, kiedy mała skończyła rok. Jedyna różnica jest taka, że i wtedy i dziś dużo łatwiej rozmawia mi się wiedząc, że mianownikiem do wymiany zdań jest oczekiwanie, że dla kogoś najważniejsza może być moja bliskość. Tak zostałem ojcem i tatą.

Piotr Majcher; tato rocznej Jagody, całe zawodowe życie związany z mediami, prywatnie kucharz-amator, pasjonat włoskiego calcio.


Koronawirus

Ból porodowy? Są sposoby, żeby go złagodzić

Połozna na medal
Połozna na medal
27 maja 2020
Ból porodowy
Fot. iStock – Ból porodowy

Poród nie rozgrywa się w jednym akcie. To proces. Składają się na niego następujące po sobie fazy i każda kobieta przechodzi przez nie i doświadcza ich w zupełnie wyjątkowy sposób. Jednym z takich doświadczeń jest ból. Pacjentki często pytają, czy poród będzie bolał. Odpowiadam, że łatwo nie będzie, ale jak bardzo będzie bolało, trudno powiedzieć. Niektóre mamy mówią, że ból jest znośny, inne mówią, że trudno go opisać i jeszcze trudniej znieść. Na szczęście są sposoby, żeby ból porodowy łagodzić; mówi położna Ewa Klik, ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej “Położna na medal”.

W czasie porodu mięśnie macicy regularnie kurczą się. To powoduje, że szyjka macicy się skraca i rozwiera, a kobieta zaczyna odczuwać bóle porodowe. Początkowo nie są one silne. Wiele kobiet mówi, że przypominają one bóle menstruacyjne, i towarzyszy im uczucie rozpierania podbrzusza. Samo natężenie skurczów zależy właśnie od etapu porodu. Im bliżej, tym są one częstsze i dłuższe. W temacie samego bólu najtrudniejsze jest przewidzenie tego, w jaki sposób na ból zareaguje dana pacjenta. Nikt z nas nie ma precyzyjnie opisanego progu bólu. Dlatego też, jeśli chcemy dobrać adekwatne techniki i metody łagodzenia bólu bądź też dobór środka znieczulającego bardzo ważna staje się obserwacja i rozmowa z rodzącą.

Ból porodowy

Metody pomagające złagodzić ból porodowy możemy podzielić na dwie kategorie: farmakologiczne i niefarmakologiczne.

W grupie metod niefarmakologicznych najczęściej wymienia się:

– masaż okolicy lędźwiowo-krzyżowej; to miejsce, w którym kobiety najczęściej odczuwają ból, ponieważ to tu – do narządów i mięśni miednicy – dochodzą nerwy z dolnego odcinka kręgosłupa;

– immersję wodną, czyli ciepłą kąpiel albo ciepły prysznic, które za zadanie mają nie tylko zmniejszyć napięcie mięśni, ale także uspokoić i zrelaksować;

– aktywność fizyczną polegającą na częstych zmianach pozycji, chodzeniu, kołysaniu biodrami, tańczeniu. W wielu przypadkach zachęca się do korzystania z gumowych piłek albo drabinek; w skrócie, ruch uśmierza ból;

– zimne lub ciepłe okłady, które stosuje się naprzemiennie, żeby zapobiec niedokrwieniu masowanej okolicy. Ciepłe okłady mogą być z ogranych ręczników, kompresów żelowych, a nawet butelek z ciepłą wodą. Do zimnych można wykorzystać kawałki lodu owinięte w pieluchę, butelki z zimną wodą albo zimne kompresy żelowe;

– przezskórną stymulację elektryczną (TENS), polegającą na elektrycznym pobudzaniu za pomocą czterech elektrod mięśni pleców. Przechodzący przez nie prąd wywołuje delikatne mrowienie, a w efekcie potrafi uśmierzać ból.

Fot. Materiały prasowe

Drugą grupą metod znieczulających poród są metody farmakologiczne

W praktyce mogą one niemal w całości znieść odczuwanie bólu. Jednak powinno się pamiętać, że metody farmakologiczne są znaczącą ingerencją w cały proces porodu.

Analgezja wziewna – metoda polegająca na wdychaniu mieszaniny gazów, podtlenku azotu i tlenu w równych proporcjach. Rodząca wdycha gaz przez specjalny ustnik lub maseczkę przed wystąpieniem skurczu, tak aby preparat zadziałał, gdy skurcz będzie najsilniejszy. Warto wiedzieć, że metoda ta jednak nie eliminuje całkowicie bólu, jest za to bezpieczna dla dziecka i dostarcza organizmowi kobiety dodatkowe ilości tlenu. Analgezja wziewna może powodować krótkie zawroty głowy i nudności.

Znieczulenie zewnątrzoponowe – jest to skuteczny sposób na zmniejszenie bólu porodowego. Leki znieczulające podaje się przez specjalne wkłucie w okolicę kręgosłupa. Kobieta jest świadoma przebiegu porodu, lecz nie odczuwa bólu od pasa w dół. U rodzącej po otrzymaniu znieczulenia zewnątrzoponowego, kontrolowane jest jej ciśnienie, ponieważ po zaaplikowaniu leków może się ono obniżyć. Monitorowany jest także stan dziecka. Minusem tej metody jest m.in. zmniejszone odczucie parcia.

Znieczulenie podpajęczynówkowe (rdzeniowe) – polega na podaniu środka znieczulającego bezpośrednio do torebki z płynem otaczającym nerwy. Działa szybciej niż znieczulenie zewnątrzoponowe. Ta metoda najczęściej wykorzystywana jest przy cięciu cesarskim.

Zastosowanie danego znieczulenia w czasie porodu zależy w dużej mierze od rodzącej i jej oczekiwań. Przyszłe mamy powinny też pamiętać, że zastosowana metoda zależy od jej dostępności w miejscu, w którym odbywa się poród. A nie zawsze musi to być szpital. Rodzi się też w domach prywatnych i w domach narodzin. Dla zwiększenia komfortu psychicznego i bezpieczeństwa rodzącej warto przed porodem przedyskutować z lekarzem prowadzącym lub położną wszystkie kwestie związane ze sposobami łagodzenia bólu porodowego. Należy również pamiętać, że żadna z metod nie zniesie bólu całkowicie, ale tylko obniży go do tolerowanego przez organizm kobiety poziomu.

„Położna na medal” to kampania społeczno-edukacyjna prowadzona od 2014 roku. Zwraca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Jej istotnym aspektem jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, siódmej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2020 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2020 roku. Oddawanie głosów odbywało się na stronie www.poloznanamedal.info

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Oktaseptal.