Kariera Psychologia

Spotkał się raz dojrzały człowiek z egoistą na kawie… Który z nich ma wysokie poczucie wartości?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 kwietnia 2016
Spotkał się raz dojrzały człowiek z egoistą na kawie... Który z nich ma wysokie poczucie wartości?
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain
 

Zna swoją wartość, ceni i potrafi z tego korzystać… Jesteś pewien, że potrafisz ich odróżnić? A może każdy z nich zbudował swoją osobistą wartość godną pozazdroszczenia?

Jeśli myślisz, że egoista wygra te zawody – jesteś w błędzie. Egoista, jest egoistą – dlatego, że ma niskie poczucie swojej wartości. Ile razy spotkałaś na swojej drodze osoby aroganckie i egoistyczne, które na każdym kroku wręcz manifestowały swoją „fajność”, niezwykłość i niewymowną potrzebę całego świata, aby oni po prostu byli (bo bez nich świat  by się co najmniej zatrzymał)? Im głośniej wykrzykiwali, że są fantastyczni, tym trudniej było w to uwierzyć. A jak rozróżnić dojrzałe wysokie poczucie własnej wartości od kamuflowania i udawania za pomocą nakreślonego dużymi literami „JA”?

Sprawdź, co świadczy o dojrzałości twojego ego, być może warto kilka kwestii doszlifować – i jeszcze mocniej uwierzyć w swoje siły. Bo w życiu chodzi o to, by fajnie żyć, a nie udawać dobre życie przed światem (i lustrem).

Różnice między człowiekiem dojrzałym a egoistą

JA – czyli kim naprawdę jestem i jak się z tym czuję?

Oglądasz film przyrodniczy, w którym Krystyna Czubówna swoim aksamitnym głosem opowiada, o zwierzęciu, które w chwili zagrożenia nastrasza futro, by wyglądać na bardziej groźne i wielkie – a przed oczami coraz wyraźniej maluje ci się obraz szefa. Tego samego, który dziś rano zrobił awanturę i idiotów z całego zespołu przed „samą górą”. Oczywiście poszło o poprawki, które zlecił wam wprowadzić po swojemu, a zostały zakwestionowane (przez was) i samego szefa szefów… Znajome? A może przypomina ci się wyścig po awans? Nieważne jak, po trupach do celu – przecież „komuś” się należy… „Może nie zawsze (czytaj, bardzo często) gram fair, ale przecież są rzeczy ważne i ważniejsze, prawda?”, „Nie można pokazać swojej słabości, dać się komuś, bo cię zjedzą”.

Na pewno – zjedzą każdego, kto udaje siłę. A egoista bardzo lubi stroszyć piórka. I musi to robić nieustannie – bo przecież oprócz reszty świata do swojej wielkości musi przekonać przede wszystkim siebie!

Egoista musi udawać, nie wierzy w siebie. Musi to podkreślać, potrzebuje poklasku, by samemu w to wierzyć. Często powtarzane kłamstwo i iluzje stają się łudząco podobne do rzeczywistości.
Dojrzały człowiek nie musi nikogo ani siebie oszukiwać. Naprawdę wierzy w siebie. Nie potrzebuje do tego innych.

TY – czyli, czy dla mnie w ogóle istniejesz?

– Refleksja, porażka, rozluźnienie? Nie, przecież to hamuje i spowalnia dążenie do celu – powie egoista. – Nie muszę przepraszać za swoje błędy, mam dość zasług na swoim koncie.

Egoista ma problem z bezwzględnym szanowaniem innych. Wartościuje, bo zakłada, że jest (musi, powinien być, wreszcie chce być) lepszy.
Dojrzały człowiek szanuje. Każdego. Siebie i drugiego człowieka.

Egoista dba tylko o siebie. To wartość nadrzędna
Dojrzały człowiek dba o siebie, bo jest asertywny. Nie czyimś kosztem.

Egoista ma swój plan i go realizuje. Bezwzględnie. Inni są na jego drodze albo narzędziem, albo przeszkodą. Z narzędzi się korzysta, a przeszkody usuwa, proste prawda?
Dojrzały człowiek potrafi budować swój sukces w zespole. Korzysta z zasobów innych, uczy się od nich.

Egoista unika odpowiedzialności, szczególnie za swoje porażki.
Dojrzały człowiek bierze odpowiedzialność za siebie (gdy trzeba za innych).

Rozwój – czyli dokąd zmierzam?

No przecież do cholery wszyscy gramy do wspólnej bramki – krzyczysz na zebraniu, gdy po raz kolejny kolega wykłada wasze projekty, bo coś mu nie pasuje… Czyżby? Jeśli masz do czynienia z egoistą sytuacja prawdopodobnie wygląda inaczej. Podobne zdanie pada podczas planowania wyjazdu z przyjaciółmi na weekend (a to hotel ni eten, a to cena zła, nie ten standard – to w ogóle nie wchodzi w rachubę! – mimo, że rozkład głosów to 1:5).

  1. Wszyscy gracie do jednej bramki, oprócz egoisty, którą swoją wyznaczył gdzie indziej.
    lub
  2. Wszyscy gracie do bramki egoisty (choć celowaliście zupełnie gdzie indziej)

Egoista pławi się w komplementach, wymusza je. Potrafi prowokować innych by składali mu laurki. Nieustannie sam musi się upewniać w swojej wartości za pomocą drugiej osoby. Stoi w miejscu.
Dojrzały człowiek docenia komplementy.

Egoista kocha tylko swój sukces. Każdy inny jest zagrożeniem, niewdzięcznością lub nie są nawet warte uwagi. Przecież co to za sukces, phi?
Dojrzały człowiek potrafi mówić dobrze i o sobie i o innych. Troszczy się. Wie, że cudzy sukces, może być dla niego wartościowy i budujący, zyskuje na nim.

Egoista swoje potrzeby i prawa stawia zawsze na pierwszym miejscu – bez względu na okoliczności.
Dojrzały człowiek potrafi mówić dobrze i o sobie i o innych. Troszczy się. Wie, że cudzy sukces, może być dla niego wartościowy i budujący, zyskuje na nim.

Uwaga egoista!

Cechy szczególne? Jak go rozpoznać? 
– agresywnie reaguje na oczekiwania wobec niego
– szybko i skutecznie egzekwuje swoje oczekiwania
– zawsze stawia siebie na pierwszym miejscu – ON jest najważniejszym motywem (dosłownie wszystkiego)
– lekceważy innych
– jest nieempatyczny
– sztywno i nieustępliwie realizuje swoje założenia i plany
– nie mówi dobrze o innych, tylko o sobie
– sukcesy innych traktuje z pogardą
– nie zauważa świata i życia, które toczy się bez jego udziału
– nie poświęca się dla nikogo, nawet dla bliskich
– jest nierefleksyjny
– ma problem z życzliwością wobec drugiej osoby
– jest zazdrośnikiem
– nie jest skłonnych do  pochwał, chyba, że jest to dla niego konieczne narzędzie do osiągnięcia celu.

Chcesz zbudować prawdziwe poczucie własnej wartości? Zapamiętaj – egoizm, to droga w drugą stronę. A popularny tzw. zdrowy egoizm, to nic innego jak dojrzałość. Wysokiego poczucia własnej wartości nie da się udawać, nie warto próbować.


Kariera Psychologia

Paulina Młynarska: Tym, którzy mówią kobietom, że już dość osiągnęły, że wystarczy, że powinny przyhamować mówię: „JESZCZE CZEGO!”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 kwietnia 2016
Paulina Młynarska: Tym, którzy mówią kobietom, że już dość osiągnęły, że wystarczy, że powinny przyhamować mówię: „JESZCZE CZEGO!”.
Fot. K.Wellman/Paulina Młynarska
 

„Młynarska popłynęła, nie wytrzymała z żadnym z czterech mężów, to teraz będzie się na facetach odgrywać do końca życia” – takie komentarze na pewno pojawią się po wejściu na rynek nowej książki Pauliny Młynarskiej „Jeszcze czego!”. Ją samą te opinie niewiele będą obchodzić, bo pisze przede wszystkim dla kobiet, by pokazać, że ich szczęście nie jest zależne od chrapiącego obok nich faceta.

 Ewa Raczyńska: Lubi Pani mężczyzn?

Paulina Młynarska: Oczywiście, że lubię. Znam wielu fantastycznych facetów.

To dlaczego nie pisze Pani o tych, których lubi, tylko tych najgorszych typach, którzy stają na naszej drodze?

Pewnie dlatego, że o rozedrganiu, romantycznej miłości i rozdartej sośnie już naprawdę wiele zostało napisane. Ile w końcu można? O tym już było, tego już zostałyśmy nauczone, że prawdziwa miłość i szczęśliwe życie, spotka nas tylko przy boku mężczyzny. Książka „Jeszcze czego!” (premiera 12. kwietnia – przypis red.) powstała z potrzeby pokazania kobietom, z jakimi mężczyznami żyjemy na co dzień, z jakimi typami facetów przychodzi nam się mierzyć, że daleko im do ideału. A co więcej –  my wcale nie musimy się z nimi męczyć.

Nie są to historie wyssane z palca. Wszystko, co zostało napisane w tej książce przepuszczam przez własne doświadczenia, te życiowe jak i zawodowe. Od lat w swojej pracy słucham kobiet i proszę mi wierzyć, źródłem ich utrapienia najczęściej bywają właśnie mężczyźni. Mnie samej wiele lat zajęło zrozumienie, jak bardzo pozwalamy sobie na bycie zależną od mężczyzn, na jak wiele złego się zgadzamy, jak zatracamy też siebie budując swój świat wokół mężczyzny.

Należę do tych osób, które muszą się sobie przyglądać, lubią grzebać i analizować. Przeszłam świadomą i głęboką terapię, co pozwoliło mi uwolnić się od myślenia o mężczyznach w stereotypowy dla nas sposób, przekazywany nam przez matki i babcie.

Pewnie mój warsztat pisarski pozwoliłby mi spokojnie napisać powieść, w której mogłabym schować się za bohaterką, ale nie o to tu chodzi. Choć uważam za skandal, że w XXI wieku musimy nadal kobietom drukowanymi literami pokazywać do czego mają prawo i jak mogą żyć.

Bo my jednak nadal czekamy na tego księcia na białym koniu.

Bo tak zostałyśmy wychowane. Ja sama powielałam ten schemat. Wierzyłam, że tylko przy boku mężczyzny znajdę szczęście, że będę spełniona jako kobieta.  Przez wiele lat wstydziłam się, że nie umiem ułożyć sobie życia, czyli według naszej kultury – wytrwać w małżeństwie, dlatego z jednego pakowałam się w kolejne. A to wszystko w wyniku społecznego przymusu, ucieczki przed oceną, że jak sama to wybrakowana i z pewnością nieszczęśliwa.

Paulina Młynarska "Jeszcze czego!"Nie jest to trochę walka z wiatrakami? Mówi się kobietom: macie prawo do szczęścia, do zadbania o własne potrzeby, do bycia sobą. A jednak my nadal przy tym facecie trwamy kurczowo, bo on jest jednak miarą naszej wartości – tak wciąż nam się wydaje.

Gdybym uważała, że to walka z wiatrakami, to pewnie ta książka nigdy by nie powstała. Okazuje się, że kobiety potrzebują pokazania im, że można żyć inaczej. Że bycie samodzielną, czy – jak niektórzy lubią nam dokopać – „samotną”, nie musi czynić ich nieszczęśliwymi. Po książce „Kalendarzyk niemałżeński” napisanej z Dorotą Wellman otrzymałam mnóstwo maili od kobiet, które tę książkę przeczytały. Pisały, że dzięki w końcu coś zrobiły ze swoim życiem, że poszły na terapię, otworzyły się na siebie, że w końcu zadbały o siebie, a nie o tego typa rozłożonego na kanapie. Dlatego nie uważam, by takie książki nic nie zmieniały, wręcz przeciwnie – reakcja czytelniczek pokazuje, jak są potrzebne.

Jednak często zdarza się, że mówimy: „chcemy niezależności”, ale nie mamy odwagi nie ugotować obiadu mężowi.

Ale to jest jakieś kuriozum.

Z pewnością, ale niestety dość powszechne. Taki schemat powielają moje znajome, bohaterki, z którymi rozmawiam.

Ma Pani rację, sama mam takie koleżanki, które nie mają odwagi powiedzieć, że nie mają ochoty na seks, bo czują się zmęczone. Obserwuję związki, dla których jedyną racją bytu jest kredyt wzięty we frankach. I nawet gdy ona myśli, żeby się rozwieść, to zaraz pojawia się myśl, czy sobie poradzę, jak dam radę z takim finansowym obciążeniem. To jest straszne. To też pozwala mężczyznom traktować kobiety przedmiotowo. W małżeństwie płacimy za to nasze często iluzoryczne szczęście twardą monetą bitą z kawałków naszej duszy. O tym nikt nie mówi głośno, a ile razy ja słyszę: „Dobra, dla świętego spokoju nastawię mu się, nie będzie marudził”, „Pojęczę chwilę i po sprawie”. Dopóki kobiety będą godzić się na takie traktowanie, takie myślenie o sobie, poniżanie się, to nic się nie zmieni.

Ciężko nam idą te zmiany, bo brak nam odwagi, pewności siebie, bo czujemy się gorsze od mężczyzn.

I tu dotykamy sedna. Mamy głęboko zakorzenione w sobie przekonanie, że mężczyźni są od nas lepsi. Że to oni są stworzeni do wyższych celów, a kobiety do sprzątania, gotowania i usługiwania. Władza deprawuje, a panowie są święcie przekonani, że  mają wadzę nad kobietami. Już trzylatek jest uczony pogardy wobec kobiet, pokazuje mu się, że kobieta niewiele się różni od przedmiotu, że można, na przykład, pokazywać fragmenty jej ciała, aby sprzedać opony , albo klej do tapet.

Mam dwóch synów i zastanawiam się, w którym momencie tę pogardę mogliby zobaczyć. Angażuję ich w domowe obowiązki, sprzątają odkurzają, wieszają pranie…

I świetnie, choć umówmy się, że wieszanie prania nie jest jakimś wielkim osiągnięciem. Każdy powinien to robić bez względu na płeć, nie jest to żaden wyczyn. Ale z tą pogardą, o której mówiłam, chłopcy spotykają się na co dzień, często poza domem. Ona jest we wzruszeniu ramiom, w przewracaniu oczami, w pomniejszaniu ważności tego, co mówią, czy robią dziewczynki. W odzywkach mężczyzn, które przecież oni też słyszą.

To można zmienić, ale trzeba o tym rozmawiać. Kwestionować zastaną rzeczywistość, a nie ją bezmyślnie powielać. Mówić: to zachowanie jest seksistowskie, i tłumaczyć, co takim zachowaniem jest, a nie rechotać przy stole z niewybrednych żartów wujka na temat kobiet i kobiecości w ogóle. Zmiana w traktowaniu kobiet przez mężczyzn to także niegodzenie się na taki sposób rozmawiania o kobietach. W naszym kraju brakuje edukacji seksualnej, w niewielu domach rozmawia się otwarcie z dziećmi o seksie. I nastolatkowie wiedzę o seksie i o tym, do czego i jak użyć kobietę czerpią z filmów pornograficznych oglądanych w sieci przyjmując pokazane w nich traktowanie kobiet za zupełnie naturalne.

A później jesteśmy oburzone, że to mężczyźni decydują o sprawach, które przecież nas dotyczą – trudno nie zahaczyć o dyskusję wokół aborcji.

Nie do końca się z tym zgadzam. Bo temat aborcji w równym stopniu dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn. Nie lubię tego uogólnienia, że to tylko sprawa kobiety. Uważam, że skoro ktoś chce podjąć decyzję o karaniu kobiety za aborcję, to karę powinien ponieść także sprawca ciąży, bo dlaczego nie? Dlaczego tylko kobieta ma być karana?

W książce napisanej raczej w żartobliwym tonie, jest jednak bardzo ważny i poważny rozdział o ofiarach gwałtu.

To jak przez setki lat kobiety są krzywdzone zostało zapisane w czarnej księdze dziejów. Mam nadzieję, że  przyjdzie czas, kiedy tę księgę będzie można zamknąć i odstawić na półkę w archiwum dziejów, jak to się stało z publicznymi egzekucjami i paleniem na stosie. W czasie mojej pracy spotkałam setki ofiar gwałtu. Były to kobiety zgwałcone w parku, w domu przez swoich mężów, wujków, ojców, byli mężczyźni zgwałceni jako chłopcy przez księży, bo musimy pamiętać, że ofiarami gwałtu są nie tylko kobiety. Temat gwałtu wracał do nas w „Mieście Kobiet” jak bumerang… Uważam, że jest to bardzo ważny temat i nie ma we mnie absolutnie żadnej zgody na to, by go zamiatać go pod dywan.

Przywołuje Pani przykłady wyroków kompletnie niewspółmiernych do czynów, jakich dopuścili się gwałciciele.

No tak, i znowu wracamy do rozmowy o tym, jak kobiety są traktowane. W książce przytaczam rozmowę z „Miasta Kobiet” dotyczącą skandalicznie niskich wyroków za gwałt, w której to sędzia z wieloletnim stażem zapytany o to dlaczego kobietom – ofiarom gwałtu, każe się opisywać, w co były ubrane, odpowiadał, że tak ustalane są okoliczności zajścia. Przyciśnięty do muru, kiedy pytałam, dlaczego ofiary napadu, czy wypadku samochodowego nie pyta się, jakiej długości miały spódniczkę, przyznał, że tak – strój ofiary gwałtu może być brany pod uwagę przy złagodzeniu kary sprawcy. Tymczasem mężczyzna za udział w gwałcie zbiorowym na dziewięciolatce dostaje wyrok w zawieszeniu, bo ofiara po zgwałceniu przed dwóch innych mężczyzn zdołała uciec, więc on tylko usiłował ją zgwałcić…

Pisze Pani, że najbardziej na tym świecie rozczarowali Panią mężczyźni. Musiała Pani więc też nosić w sobie przekonanie, że istnieją mężczyźni idealni.

Oczywiście, proszę pamiętać, że wychowałam się w domu głęboko katolickim. Mój tata był silnym mężczyzną,  piekielnie inteligentnym, dowcipnym i przystojnym. Kiedy byłam mała uważałam, że nie ma piękniejszego mężczyzny od niego. W naszym domu spotykała się śmietanka tworząca polską kulturę i byli to niemal wyłącznie mężczyźni. Gdzieś przez ten męski świat przebijały się Kalina Jędrusik i Ewa Wiśniewska. Ale to mój tata i jego koledzy byli postrzegani jak półbogowie. I ja też na nich tak patrzyłam.

wellman-88

Zakładając, że ojciec to wzorzec naszego ideału mężczyzny, to miała Pani z czym się mierzyć…

Z pewnością. Myślałam, że wszyscy faceci tacy powinni być – wybitni. I że podział ról w małżeństwie powinien wyglądać tak, jak wyglądał w moim domu – silny mężczyzna i kobiety krzątające się wokół niego. Na własnej skórze przekonałam się jednak, bywało, że dość boleśnie, że to nieprawda. Z czasem przestałam też idealizować mojego ojca. Zajęło mi to jednak bardzo dużo czasu.

Problem polega na tym, że oprócz poczucia władzy, mężczyźni zostają uzbrojeni od najmłodszych lat w przekonanie o swojej mądrości….

To dziewczynkom się mówi, że są śliczne, a chłopcom, że są mądrzy.

Proszę zauważyć, że nie ma żeńskiego odpowiednika słowa mędrzec.

Mędrczyni?

To brzmi nienaturalnie. A przecież takie jest znaczenie słowa „ wiedźma” – ta która wie! To słowo zostało przez kulturę zabarwione pejoratywnie i przesunięte do kategorii bytów baśniowych! W szkole dzieciom się wpaja, że  nauki ścisłe to domena chłopców. W końcu Kopernik nie był kobietą. Gdyby jednak założyć, że był, to pomimo swojej inteligencji, zdolności i talentu „Kopernika” nie miałaby szans podzielić się ze światem swoją wiedzą z tej prostej przyczyny, że gdyby miała brata, choćby ten był przygłupem, to i tak rodzice właśnie jego wysłaliby do szkoły, a nie mądrą Kopernikę. Kobiety nie miały wstępu na uniwersytety. One były od rodzenia dzieci, zajmowania się domem, to mężczyźni mieli być  „mądrzy”.

Mnie samej wiele czasu zajęło uporanie się z takim myśleniem o sobie, że skoro nie mam matury, nie mam żadnego dyplomu w ręce, to nie jestem dość mądra. A przynajmniej nie taka mądra jak mężczyźni, których spotykałam. Ale kiedy przyjrzałam się sobie, przeanalizowałam swoje życie: w końcu pracowałam w wielu miejscach, zajmowałam się reklamą, byłam aktorką, dziennikarką radiową, telewizyjną, wydaję siódmą książkę,  poradziłam sobie na emigracji, samotnie wychowałam córkę, to pomyślałam: „Cholera w końcu nie mogę być gorsza, i na pewno nie jestem”. Zawsze wolałam zarabiać kasę, żeby być niezależną i żyć na odpowiednim poziomie, niż kończyć szkołę, która w wielu przypadkach okazała mi się kompletnie niepotrzebna. Owszem, przez brak wykształcenia niektóre stanowiska są dla mnie dzisiaj nieosiągalne, ale to tylko zmusza mnie do jeszcze większej kreatywności.  Okazuje się, że mądrość nie jest zależna od płci. Znam wiele mądrych i głupich kobiet. Ale znam też wielu mądrych i głupich mężczyzn.

Zdarza się niestety, że z rozmawiam z ważnymi mężczyznami, profesorami, politykami, wśród których jest wielu baranów. Zamiast mózgu mają dwie kulki, które jak się już w końcu stukną ze sobą, to wynika z tego ustawka na piwo z kolegami z ław sejmowych, gdzie podczas niezbyt inteligentnych rozmów podejmują decyzję o tym, czy nastolatka, która w wyniku zbiorowego gwałtu zaszła w ciążę, ma urodzić dziecko!

A może my teraz tylko się zacietrzewiamy, bo rząd uderza w kobiety podejmowaniem za nas decyzji o stosowaniu antykoncepcji, prawie do in vitro czy aborcji, a za tym nie idą żadne realne działania?

Ja myślę, że już sama dyskusja, która została wywołana, to duży krok do przodu. To, że my rozmawiamy o aborcji, o antykoncepcji, to nie jest nic! To, że kobiety wychodzą z kościoła, że piszą listy do Pani Premier, że solidaryzują się w walce o własne prawa uwalnia nową energię.

Tylko czy nie jest to jedynie chwilowy zryw? Obawiam się, że my teraz sobie pokrzyczymy, a większość z nas i tak wróci do gotowania tego przywołanego wcześniej obiadu.

Dlatego ja uważam, że każda kobieta, która dzisiaj włącza się w dyskusję, która się oburza, protestuje, powinna zapisać sobie w kalendarzu datę kolejnych wyborów. I nie szukać wtedy wymówki, że akurat wyjeżdża na wakacje lub, że nie może zagłosować, bo coś jej wypadło. Osobiście, mam nadzieję, że taki właśnie skutek przyniesie obecna dyskusja wokół spraw tak bardzo związanych z kobietami. Głęboko wierzę, że wszystkie pójdziemy do kolejnych wyborów.

Ja jeszcze przed ostatnimi wyborami pisałam o tym, ze PiS to partia, która nienawidzi kobiet. Moi konserwatywni znajomi mówili, że przesadzam. Serio?  Jak partia, którą popiera kościół ma szanować prawa kobiet? Przecież kościół to instytucja, w której kobiety nie mają nic do powiedzenia, nie mają żadnej władzy, ani dostępu do pieniędzy. W moim rodzinnym domu katolickie wartości były bardzo silnie zakorzenione, więc  dla mnie oderwanie się od tych wartości, wyjścia poza to, co zostało mi wpojone, było trudnym procesem. Mam nadzieję, że więcej kobiet zacznie krytycznie patrzeć na to, co kościół im proponuje.

I mam nadzieję, że to co się dzieje nareszcie „oczyści” słowo feminizm z fałszywych znaczeń, które do niego w Polsce przyrosły.

Zdumiewa mnie, kiedy słyszę od dziennikarki, która jest od wielu lat związana z prasą kobiecą: „Powiedz, czym dla ciebie jest, ten taki, wiesz… no taki, spokojny, mądry feminizm?”. Co to za pytanie? Nie ma mądrego czy głupiego feminizmu, są ewentualnie mądre i głupie feministki, bo i takie się trafiają. Od innej kobiety – bardzo ważnej i wysoko postawionej w mediach kobiecych słyszę: „Wiesz, sorry, ale przeciętne Polki hejtują prawa kobiet.”. Na miłość boską, nawet jeśli ona tak myśli, to nie powinna tego w ogóle mówić głośno. To nie do wyobrażenia w żadnym kraju na zachód od Warty, by osoby pełniące ważne stanowiska w mediach wygłaszały takie rzeczy.

A ja? Dzisiaj rozmawiamy – jestem w moim warszawskim mieszkaniu, jutro jadę do domu w górach. Jest mi dobrze ze sobą. Jestem szczęśliwa. Dużo pracuję, kocham swoją robotę i mam z czego żyć.  Choć straszono mnie, że będę nikim, że będę zerem, że będę zdychać pod mostem, że zostanę zniszczona i skompromitowana. Jak widać żadna z tych gróźb się nie sprawdziła. A tym, którzy mówią kobietom, że już dość osiągnęły, że wystarczy, że powinny przyhamować mówię:„JESZCZE CZEGO!”.


banerek do maila


Kariera Psychologia

Ofiara, ratownik czy prześladowca, kim jesteś? Jak przestać w życiu grać i być silną psychicznie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
7 kwietnia 2016
Kat, ofiara czy ratownik, kim jesteś? Jak przestać w życiu grać i być silną psychicznie
Fot. Unsplash / Noah Baslé / CC0 Public Domain

„O Boże, jestem taka biedna” jęczysz w duchu. Praca nie taka, on nie taki. Życie nie takie. Zło. Koszmar. Z podziwem (zazdrością) patrzysz na kobiety waleczne, które prędzej umrą niż powiedzą: „Jest mi źle, poddaję się”. Albo inaczej. Jesteś ostra, pryncypialna, ucinająca. Nienawidzisz słabości, niszczysz wrogów. Nazywasz to siłą, choć to siła raczej żadna. Nawet nie wiesz, że twoje życie to też mały teatr. Teatr wojowniczki.

Trudne życiowe sytuacje sprawiają, że najczęściej wchodzimy w jedną z trzech życiowych ról. Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej twierdził, że to w jaką rolę wchodzimy w dużej mierze zależy od naszego dzieciństwa. To wtedy „opracowaliśmy” własny scenariusz reagowania na konflikty i ich rozwiązywania.

Co ciekawe, w różnych relacjach możemy wchodzić w różne role. Ważne jest przede wszystkim to, że żadna z nich nie pozwala na świadome i dojrzałe budowanie relacji i przeżywanie życia. Jest słabością, a nie mocą.

Rozpoznanie

OFIARA

Najczęściej mówi (bądź myśli): „To się nie uda”, „Tak musi już być”, „Nic mi nie wychodzi”, „Inni mają lepiej”, „Nie dam rady, nie warto się starać”, „Mam tyle do zrobienia, że to mnie przytłacza. Lepiej nie będę robić nic”.

Jej przekonanie o sobie: jestem słaba, bezsilna, ułomna. Nie jestem sprawcza. Moje życie zależy od innych (czyt. dziecka, szefa, mężczyzny, rodziców).

Zachowanie w kryzysowej sytuacji: wycofanie, poddanie, odpuszczenie. Ofiara często robi to pod przykrywką bycia dobrej i niekonfliktowej. „Agresja jest zła”, „Szkoda czasu na złość”, „Nie zależy mi na karierze, nie będę otwarcie walczyć. To słabe”. Nie widzi, że to bycie ofiarą jest właśnie słabe, co więcej sprawia, że nie zmienia swojego życia, bo po prostu nie ma na nie wpływu.

Jak rozpoznać ofiarę w kimś? Podsuwasz mu (jej) gotowe rozwiązania, słyszysz: „To się nie uda, bo….”. Cokolwiek byś nie zaproponowała: opór. Masz poczucie, że to osoba, którą nieustannie trzeba się opiekować. Jest taka bezradna. Zanim wejdziesz w rolę ratownika – odpuść. Szkoda energii. Ofiara sama musi zrozumieć, że jej życie jest tylko jej decyzją.

Zła wiadomość:  Niektórzy nie zmieniają się nigdy. Jeśli to ty nią jesteś, na pewno tego chcesz?

Jak to się kończy? Ofiara w pewnym momencie ma dość bycia tą słabą, szuka sposobu na wyrównanie rachunków. Wchodzi więc w rolę Prześladowcy (albo w tej samej relacji albo w innej).

RATOWNIK

Najczęściej miał autorytarną matkę, która tłamsiła, kontrolowała i manipulowała ( zdarza się też, że w tę rolę wchodzą córki bardzo silnych, despotycznych ojców. Jego potrzeby były zaniedbywane, więc w ogóle zapomniał, że je ma. Za to świetnie pamięta o potrzebach innych.

Najczęściej mówi (bądź myśli): „W życiu trzeba być dobrym, nawet ci, którzy mnie ranią potrzebują mojej opieki”, „Innych trzeba ratować, pomagać im”, „Potrafię się poświęcić dla kogoś”.

Jego przekonanie o sobie: To przede wszystkim ode mnie zależy jak będzie wygadała relacja, która buduję. Wystarczy, że się odpowiednio postaram. Dużo zrobię, zapracuję. Idealizuje siebie (jestem lepszy, bo tak mało egocentryczny), a tak naprawdę zależy mu tylko na sobie. Ratuje, żeby poczuć się ważny i potrzebny.

Jak rozpoznać ratownika w kimś? Często jest w związkach, gdzie nie ma równowagi. To żony egoistycznych typów, partnerki alkoholików, pracoholików i facetów, którzy latami zmagają się z problemami i nic z nimi nie robią (nie muszą, ratownik przecież wszystko ogarnie).

Zła wiadomość: Ratownik często przechodzi w rolę ofiary. „Tyle dla niej/niego zrobiłem, a on nic”, „Tak się poświęcałem dla tej pracy, a oni mi się tak odpłacają”.

Nie rozumie, że dopóki nie przestanie się poświęcać ( a w rezultacie przestanie być ciągle sfrustrowany, że tyleeee robi) nic się w jego życiu nie zmieni.

Jak to się kończy? Ratownik najbardziej w życiu boi się samotności, żyje w myśl przekonania: „Dopóki mnie potrzebują jestem coś warty”. To pogłębia jego frustrację i poczucie nieszczęścia.

PRZEŚLADOWCA

Często dziecko przemocowego rodzica. W dzieciństwie doświadczał nadużyć. Czasem bardzo wysoko stawiano mu poprzeczkę. „Do przodu, walcz, nie patrz na innych”, „Osiągaj cele” słyszał.

Najczęściej mówi (bądź myśli): „Przetrwają tylko najsilniejsi”, „Jestem lepszy od innych”, „Mam prawo wymagać, oceniać, egzekwować”.

Jego przekonanie o sobie: W głębi duszy skrywa lęk i przekonanie, że jest do niczego. Często doświadcza stanów bezsilności dlatego stara się dominować – to mu daje poczucie kontroli.

Jak rozpoznać prześladowcę w kimś? Najczęściej zdystansowany, pozornie bardzo silny, mocny. Autorytarny.

Zła wiadomość: Rzadko kiedy bierze odpowiedzialność za to, że krzywdzi innych. On po prostu uważa, że jest sprawiedliwy. Dlatego tak ciężko z nim żyć, bo ze wszystkich typów najtrudniej się zmienia. Po prostu uważa, że nie musi. Niech zmieniają się inni.

Jak to się kończy? Udaje mu się w miarę dobrze egzystować jeśli w jego otoczeniu są ludzie słabsi i jego zdaniem gorsi. Wtedy na ich tle czuje się lepszy i mocniejszy, a przez to spokojny. Spotkanie osoby naprawdę silnej i stabilnej budzi w nim niepokój i strach. Często ucieka z takich relacji, bo pokazują mu jak sam jest w gruncie rzeczy słaby.

Niezależnie od tego w którą rolę wchodzimy czujemy się:

– nieszczęśliwi

– niespełnieni

– żyjący pod dyktando oczekiwań

Siła psychiczna to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Uświadomienie sobie, że to my w 100 procentach decydujemy o tym, jak wygląda nasza sytuacja. To skonfrontowanie się z negatywnymi (ukrytymi) częściami naszego charakteru. Zrozumienie, że my też czujemy zazdrość, żal, złość, czasem zawiść, życzymy komuś źle, chcemy mieć lepiej. Zawodzimy, rozczarowujemy. Siebie i innych. To akceptacja tego kim naprawdę jesteśmy.

Wtedy dopiero możemy budować zdrowe relacje, bez wchodzenia w żadną z ról.

linia 2px

Na podstawie książki: „W co grają ludzie” Erica Berne.


Zobacz także

„Suma wszystkich strachów”, czyli jak nie nakręcać spirali swoich lęków

5 zaskakujących rzeczy, które mogą obniżyć twoją inteligencję

Kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa! To udowodnione – nasze mózgi pracują inaczej

Jak osłabiasz więź emocjonalną z dzieckiem. Może nawet nie wiesz, jak blisko jesteś