Gotowanie Przepisy Wielkanoc

Święta z Andrzejem Polanem – mamy niebiański przepis na wielkanocnego mazurka!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 marca 2021
Fot. Materiały prasowe
 

Czy Wielkanoc bez jajka na twardo, żurku i mazurka może być smaczna? Może, ale po co rezygnować ze smaków naszego dzieciństwa!

Tradycyjnie czy nowocześnie?

Według szefa kuchni Andrzeja Polana, Wielkanoc smakuje najlepiej, gdy przybierzemy ją smakami wyniesionymi z własnych domów rodzinnych. To czas na tradycje wielkanocne i delektowanie się nimi, nawet jeśli odbiegają od klasycznych standardów. Na szczęście na wielkanocnym stole panuje bogata różnorodność i jest dość miejsca, by wprowadzać swoje kulinarne innowacje.

Tradycyjne dania i składniki można podać w całkiem nowoczesnym wydaniu, na nowy sposób. Modelować smaki tak, by nie tylko spełniały nasze własne świąteczne „standardy”, ale i sprawiały jeszcze więcej radości ze wspólnego świętowania.

Nie traktujmy świątecznych potraw, jak obowiązku do spełnienia – niech nam smakują, a ich przygotowanie będzie przyjemnością. Tak pielęgnowana tradycja z pewnością nie zginie z upływem lat, a co tu kryć, tradycje świąteczne mamy przepiękne – od koszyczka ze święconką zaczynając na białej kiełbasie kończąc.

Forma podania może zaskakiwać i wnieść powiew świeżości do tradycyjnego menu. W rozmowie z magazynem Moje Gotowanie, Andrzej Polan przekonuje, że wystarczą drobne zmiany by odczarować danie. Zamiast wkrawać jajko do żurku, przygotujcie sadzoną grzankę lub grzankę na maśle z pastą jajeczną. Możecie też dodać skwarki z białej kiełbasy. Sposobów jest naprawdę wiele.

Nie bez znaczenia pozostaje również to, w jaki sposób przygotowujemy konkretne danie i z jakich składników skorzystamy. Obiecujemy wam, że biała kiełbasa może smakować jeszcze lepiej – a jak ją przyrządzić dowiecie się od samego mistrza kuchni już w …….

Jeśli marzą wam się dania nie z tej ziemi, nic straconego. Do 29 marca możecie zamówić świąteczne smakołyki u samego Mistrza! Zobaczcie, co przygotowała na święta Polana Smaków – restauracja Andrzeja Polana.

Już od samego czytania menu cieknie ślinka!

A tymczasem, tylko u nas, hit tegorocznej Wielkanocy u Andrzeja Polana:

Mazurek mleczno-orzechowy

Fot. Materiały prasowe

Składniki:

  • 400g mąka
  • 200g masło
  • 4 żółtka
  • 50g cukier drobny
  • 2szt cukier wanilinowy
  • słoiczek powidła śliwkowe

Przygotowanie:

Masło ścieramy na tarce o grubszym oczku prosto do mąki, wcześniej wysypanej na stolnicę.

Dodajemy żółtka, cukier drobny i wanilinowy, szczyptę soli.

Wszystko razem siekamy dużym nożem, następnie zagniatamy, owijamy folią spożywczą i odstawiamy na pół godziny.

Po tym czasie ciasto wykładamy na blaszkę i zapiekamy w piekarniku. Temperatura 180 stopni Celsjusza przez około 20 minut.

Po upieczeniu smarujemy blat ciasta powidłami.

Składniki na masę:

  • 2 puszki mleko skondensowane słodzone
  • wiórki kokosowe
  • 1/2szkl. orzechy włoskie
  • 1/2szkl orzechy laskowe
  • 1/2szkl. orzechy ziemne solone
  • 1,5 szkl. tarta biała czekolada

Przygotowanie:

Wiórki i orzechy prażymy na patelni lub krótko w nagrzanym piekarniku.

Ostudzone, uprażone zalewamy mlekiem skondensowanym, dodajemy tartą czekoladę. Wszystko dokładnie mieszamy i wykładamy na blat kruchy z powidłami.

Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temp. 180 stopni na około 30 minut. Pieczemy do momentu aż masa nam się delikatnie zezłoci.

Artykuł postał we współpracy z Polaną Smaków

 


Gotowanie Przepisy Wielkanoc

Chcesz się rozwijać i zmieniać? Jest jeden kluczowy element tej podróży

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 marca 2021
Fot. iStock/gruizza
 

Jak zmienić się z niewidzialnej w widzialną? Przez cały marzec pokazujemy wam, jak zmienić postrzeganie siebie, jaką wasze życie może przejść transformację, gdy zaczniecie nazywać swoje potrzeby, realizować wasze, nie innych plany, będziecie wierne waszym oczekiwaniom.

Jednak zdanie sobie sprawy  z tego, co można zrobić, by stać się szczęśliwą, nie wystarczy. Musimy wiedzieć, na czym powinniśmy się skupić, aby wzmocnić swoją osobistą przemianę. Wszyscy mamy naturalną tendencję do rozwoju, zmiany i życia jego pełnią tak bardzo, jak to możliwe, chcemy doświadczać głębszego niż powierzchowne spełnienia. Jak w tym pozostać, jak zadbać, by za chwilę o tym nie zapomnieć, nie zatracić się w biegu codzienności i wrócić do starych nawyków. Odpowiedź jest prosta: “Poznawaj siebie nieustająco”.

Nim jednak powiemy, jak poznać siebie, należy zrozumieć dlaczego. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z kluczowych elementów naszego własnego “ja”. To są kawałki, które zakopaliśmy w najciemniejszym zakątku naszej świadomości (Jung nazwał to “cieniem”) i nie jesteśmy świadomi ich wpływu, choć mają głęboki. Rozmawiamy z ludźmi, podejmujemy decyzje, angażujemy się w życie, wybieramy pracę i wchodzimy w relacje z innymi pod wpływem tych głęboko zakopanych części nas samych.

I robimy to wszystko nieświadomie – także wówczas, gdy zastanawiamy się nad nową ścieżką zawodową i decydujemy się na nią nie iść. Oczywiście znajdujemy racjonalne wytłumaczenia, mówiąc, że nie mamy wystarczającego doświadczenia, wykształcenia, podczas gdy prawda jest taka, że ​​nieświadomy kawałek z naszego wnętrza był tu faktycznym decydentem, wysyłając wewnętrzny komunikat: “nie jestem wystarczająco dobra, aby to zrobić” lub  “nie jestem warta, by z tego skorzystać”. Ten wewnętrzny szept jest tak cichu, że nie słyszymy go świadomie. Ten brak poczucia własnej wartości ukryty w nas głęboko, jest tylko przykładem, że istnieje wiele potencjalnych sądów, pomysłów, spostrzeżeń, założeń i uczuć, które możemy nosić w naszym własnym cieniu.

Dzięki procesowi zwiększania samoświadomości i zdobywania większej samowiedzy, to co jest w ciemności, przechodzi do światła, z nieświadomości do świadomości. Te elementy przestają w końcu ukrywać się w cieniu i integrują się z “jaźnią”, którą jesteśmy w stanie zobaczyć i rozpoznać. Bywa, że ten proces rozciąga się w czasie, może nawet sprawiać nam ból.

Ten ból wynika z faktu, że może istnieć przyczyna, twojego postrzegania siebie, której nie chcemy zobaczyć. To może być trauma, trudne doświadczenia z przeszłości wepchnięte w nieświadomość, by się z nimi nie musieć spotkać. Jeśli istnieje jakiś związek z traumatycznymi wydarzeniami w naszym życiu, przejście od cienia do światła musi odbywać się stopniowo, z ostrożnością i głębokim szacunkiem dla naszej osobistej tolerancji. Gdy staje się dla nas zbyt trudne, zrób krok do tyłu i ponownie połącz się z tym kawałkiem siebie za jakiś czas. Ale pamiętaj, że zaangażowanie w proces przemiany jest kluczowe, jeśli chcesz uwolnić się od nieświadomych wymiarów siebie wpływających na twoje życiowe wybory i relacje.

Badania psychologiczne dotyczące samoświadomości

Badania psychologiczne potwierdzają wagę samoświadomości. Pokazują, że jest ona dla nas kluczowa, by doświadczyć samorozwoju, spojrzeć z perspektywy innych, przejawiać samokontrolę, mieć twórcze osiągnięcia i doświadczać wysokiej samooceny. Badania pokazują również, w jaki sposób samoświadomość prowadzi do lepszego samo opiekowania się i większej akceptacji siebie i innych. To właśnie samoświadomość jest istotnym składnikiem naszego dobrego samopoczucia psychicznego.

Poniżej znajduje się lista rzeczy, które mogą pozwolić pracować nad swoją świadomością i zwiększą jej moc. Pamiętaj jednak, że podróż w celu poznania siebie jest niezwykle osobista i wyjątkowa dla twojej relacji z samą sobą. Poniższe działania to tylko sugestie, które mają wzbudzić ciekawość – jest wiele sposobów na poznanie siebie. Znajdź te, które będą dla ciebie najlepsze.

Terapia / Coaching – świetny sposób na zwiększenie samoświadomości. Praca z kimś (może to być terapeuta, psycholog, coach) zapewniłaby zdrowe środowisko do autorefleksji, w którym można obserwować siebie bez osądu.

Edukacja kontemplacyjna – oparta jest na introspekcji. Możesz wziąć udział w kursach, warsztatach, odosobnieniach i innych możliwościach uczenia się, które zachęcają do rozwoju samoświadomości. To mogą być kursy uważności, kursy dla praktyków zdrowia psychicznego, które oferują introspekcję, bo zachęcają do obserwowania własnych wzorców i sposobu bycia.

Połącz się z naturą – wiele osób odczuwa zmniejszony “hałas” poznawczy podczas spędzania czasu na łonie natury. Spokojny stan umysłu to doskonała przestrzeń do spotkania się z samym sobą.

Naucz się nowych umiejętności kiedy uczysz się nowej umiejętności, poznajesz swoje osobiste granice, określasz strefę komfortu i znajdujesz sposoby na wyjście poza nią.

Czytaj niektóre książki zachęcają do samoobserwacji, stawiają pytania, prowokują do nich i prowadzą do zwiększenia wiedzy o tym, kim jesteś. Przykłady takich książek to “Zostań tym, kim jesteś” Alan Watts, “Dary niedoskonałości” Brené Brown, “O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami.

Medytuj – medytacja zaprasza na spotkanie z samym sobą. Jeśli twoja uwaga nie wędruje w głąb przeszłości, musi spokojnie obserwować myśli i emocje w danej chwili. To może nie być łatwe czy wygodne, ale wiele można się nauczyć z doświadczenia medytacji.

Poproś o opinię – perspektywa innej osoby może dostarczyć ci interesujących spostrzeżeń. Niech to jednak będzie ktoś bliski lub ktoś, kto dobrze cię zna. Zadaj tej osobie pytania na swój temat – i zacznij od stwierdzenia, że ​​jesteś naprawdę otwarta na wszelkie refleksje na twój temat, one mogą zmusić do myślenia.

Poznajemy siebie do końca życia

Proces samopoznania jest jak obieranie cebuli, z której ściąga się kolejne warstwy. Warto nauczyć się czerpać radość z procesu odkrywania siebie, choć często bywa on bolesny, bo każda komórka naszego ciała krzyczy “uciekaj, odsuń się, to nieprzyjemne”. Samopoznanie to fascynująca podróż do spotkania z samym sobą. Żyjesz, patrz w lustro, patrz uważnie, możesz być naprawdę zaskoczona, gdy zaczniesz być dla siebie widzialna i wtedy odetchnąć pełnią życia.

#Niewidzialne to akcja, którą zaczynamy rok wsparcia kobiet. W marcu będziemy mówić o tym, jak stać się widzialną dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Zapraszamy Was do tej akcji, piszcie do nas na [email protected] dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, historiami i problemami. Wierzymy, że nauczymy się stawać widzialne! Partnerem akcji jest marka Avon – inicjator kampanii „Niech Cię usłyszą!”, której celem jest zwrócenie uwagi na głos kobiet i ich wsparcie w walce o lepsze życie.


Gotowanie Przepisy Wielkanoc

Co dała mi pandemia? Pierwszy raz w życiu okazało się, że nieidealna też jestem dobra

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 marca 2021
Fot. iStock

Wszystko zaczęło się, gdy chodziłam do podstawówki. Miałam piękne gęste włosy, długie prawie do pasa. Mama niemal zawsze czesała mi je w zebrany na czubku głowy koński ogon. Uwielbiałam go i już w wieku 7 lat byłam przekonana, że taką fryzurę mogę nosić już do końca życia. Ale w tym kucyku była jakaś obsesja. Nic nie mogło wystawać, być krzywo – szukałam perfekcji w każdym kosmyku, a mama z anielską cierpliwością poprawiała lub tłumaczyła, że naprawdę moje włosy wyglądają dobrze. Już wtedy żyłam w chorym przekonaniu, że wszystko, co sobą prezentuję, ma być wzorowe. Do dziś nie rozumiem dlaczego.

Nie byłam baletnicą, która spędzała godziny przed lustrem, poprawiając każdy ruch. Moim rodzicom daleko było do tych, którzy stawiają swoim dzieciom wygórowane wymogi. Dorastałam w domu, w którym odkąd pamiętam, słyszałam, że jestem mądra, piękna, ważna, zabawna. Prawdę mówiąc, bliżej było mi do zapędów narcystycznych, niż zbytniej krytyki względem siebie. A jednak.

Po włosach przyszła pora na szkołę – tam też byłam prymuską, często z najlepszą średnią w klasie. Duma wychowawców, duma rodziny. Tata do dziś wspomina, jak razem z mamą odbierali list gratulacyjny, gdy wychodziłam z gimnazjum. Dalej nie było gorzej. Dostałam się do jednego z tych „elitarnych” liceów, gdzie chodzili laureaci olimpiad. Już w pierwszej klasie dowiedziałam się od znajomych, że jestem popularna „nawet wśród maturzystów”. Byłam w głębokim szoku. Ja? Koleżanki zazdrościły mi powodzenia u chłopaków, nieschodzącego z twarzy uśmiechu i tego, jak dogadywałam z rodzicami.

Doceniałam to wszystko, jednocześnie dźwigając na barkach ciężkie jak worek kamieni poczucie, że nie jestem wystarczająca. Przez całe życie chciałam być lubiana, dobra dla innych, nawet swoim kosztem, szczuplejsza bez znaczenia, ile właśnie ważyłam i odnosić więcej sukcesów. Jakbym startowała sama ze sobą w wyścigu, w którym zawsze wygrywałam w oczach innych, ponosząc porażkę w swoich własnych.

Dawniej idealny musiał być kucyk, a przed maturą – idealny odcień farby na głowie, dokładnie wytuszowane rzęsy, starannie wyprasowane ubranie. Buty czyste, nawet jeśli po drodze do szkoły złapał mnie deszcz i musiałam czyścić je w szatni chusteczkami. A i tak mijając grupę śmiejących się obcych ludzi na korytarzu, byłam przekonana, że śmieją się właśnie ze mnie.

Nie muszę chyba wspominać, że przez studia przeszłam bez jednej poprawki. Kiedy po paru latach planowałam swój ślub, byłam pewna, że będzie perfekcyjny tak jak moja suknia. Wyglądałam nienagannie od spinki we włosach po czubek buta. Goście bawili się do rana, mąż nosił na rękach – wszystko było jak z bajki.

A potem przyszła pandemia. Jak większość z nas przechodziłam, w czym czasie przez różne etapy. Zabijała mnie monotonia, przytyłam, a w międzyczasie musiałam pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego. Idealny kucyk z podstawówki zastąpiła niedbała kitka, a idealny kolor włosów – odrost pokryty farbą rozrobioną we własnej łazience. Trudno było mi zmobilizować się do ćwiczeń i strojenia się tylko po to, by zasiąść tak na kanapie. Robiłam to rzadko i tylko z troski o to, by nie stracić w oczach mojego partnera. I wiecie co? Pierwszy raz w życiu okazało się, że nieidealna też jestem dobra. Wystarczająco dobra.

Pandemia nauczyła mnie, że bez tuszu na rzęsach, w getrach i nawet z trzema kilogramami więcej, jestem równie ważna, atrakcyjna i „wystarczająca” – przede wszystkim dla samej siebie. Odkąd to sobie uświadomiłam, paradoksalnie chętniej robię coś dla siebie. Zaczęłam bardziej o siebie dbać i częściej uśmiechać się do lustra. Mniej wymagać od siebie, a więcej od życia. Po worku kamieni na barkach została jedynie kupka kurzu, dlatego dziś postanowiłam napisać ten list z myślą o wszystkich „idealnych” kobietach – nie pozwólcie, żeby przygniotły was wasze własne wyobrażenia o sobie. Im szybciej sobie to uzmysłowicie, tym mniej chwil stracicie na poprawianie wystających z kucyka kosmyków.


Zobacz także

spaghetti bolognese

Sos do spaghetti bolognese z mięsem mielonym. Najpyszniejszy makaron świata

Nalewka z pigwy - przepis na spirytusie, na miodzie, z rumem

Nalewka z pigwy – cztery przepisy na rozgrzewający, domowy trunek

Jajeczne święta wychodzą bokiem? Oto najbardziej leniwy przepis, urozmaicający świąteczny jadłospis. Wasze przepisy wielkanocne